Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Okładka książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk autorstwa Miljenko Jergović
Okładka książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk autorstwa Miljenko Jergović
Miljenko Jergović Wydawnictwo: Wydawnictwo Akademickie SEDNO literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Nezemaljski izraz njegovih ruk
Data wydania:
2022-03-15
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-15
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379630844
Tłumacz:
Miłosz Waligórski
Bohaterami powieści Miljenka Jergovicia są zamachowcy z Sarajewa – sprawcy czynu, który był bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszej wojny światowej.
Druga połowa dziewiętnastego wieku i początek wieku dwudziestego były na Bałkanach czasem zabójstw politycznych. Na potęgę sztyletowano. Granatami, bombami, strzałami z pistoletu, a nawet z procy zabijano posłów, ministrów, następców tronu i królów. Ktoś taką formę walki politycznej uzna za niedopuszczalną, ktoś inny stwierdzi, że tyranobójstwo bywa cnotą, a bez mordów politycznych nie ma wolnych państw.
Zanim jeden pistolet (w Sarajewie) spowodował wybuch na niewyobrażalną skalę, kręciło się wokół tego pistoletu (synonim słabego uzbrojenia zamachowców) raptem kilku chłopców. Jergović nie wpisuje młodzieńców – bohaterów powieści – w heroiczną wizję dziejów, tylko umieszcza w realiach społeczno-kulturowych (różne narodowości, religie, postawy życiowe itp.) i historycznych (przyjazd arcyksięcia do Sarajewa, sytuacja poszczególnych narodów w imperium Habsburgów) oraz psychologizuje.
Bohaterowie tej powieści noszą nazwiska postaci historycznych: Gavrilo Princip, Trifko Grabež i Nedeljko Čabrinović – oni właśnie marzyli o zmienianiu rzeczywistości, ponieważ wierzyli w istnienie sprawiedliwego świata, lepszego od tego, który znali. Równie ważne role w historiach opowiadanych w książce grają tak różne postacie jak Franciszek Ferdynand (przyszły cesarz),Ivo Andrić (pisarz, gimnazjalista z Sarajewa),Tin Ujević (poeta),Franz Werfel (pisarz pochodzenia żydowskiego),Predrag Finci (filozof).
Wszyscy oni – wychowani na dziewiętnastowiecznych powieściach, poezji Walta Whitmana i pismach rosyjskich anarchistów – byli dziećmi przełomu wieku, które w dorosłość weszły przy wtórze głośnego wystrzału…
Niejednoznacznej gatunkowo prozy – połączenia fikcji literackiej z pasją dokumentalisty – używa Jergović poszukując pełniejszej wiedzy o świecie. Autor wiedzie nas rozległą krainą imaginacji, ufundowaną na solidnej bazie faktograficznej. Miłośnicy twórczości coraz lepiej już znanego w Polsce chorwackiego pisarza z przyjemnością sięgną po tę lekturę.
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nadprzyrodzony wyraz jego rąk w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Średnia ocen
7,4 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

avatar
239
87

Na półkach:

Mój pierwszy kontakt z twórczością Miljenko Jergovića. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Sama formuła w jaki sposób ta książka została złożona jest dla mnie nowatorski. Choć na końcu przeczytałem, że pierwsza część składa się z felietonów Jergovića to jednak zostało to złożone na tyle spójnie , że czyta się pracę z pogranicza historii i filozofii.

Książka dotyczy zamachu w Sarajewie, który był pretekstem do wybuchu I WŚ, bo takie są fakty, że mocarstwa od lat szykowały się do starcia tytanów, a zamach Gavrilo Principa był tylko wymówką do tego żeby wysłać 14-16 mln. ludzi na rzeź.

Sam autor przedstawia i zamachowca i jego ofiary jako ludzi z krwii i kości, z ich namiętnościami, słabościami i wizjami innego świata. Gavrilo Princip z pewnością należał do pokolenia ludzi XIX i XX wieku, którzy jeszcze w coś wierzyli, chcieli lepszego jutra, nie zgadzali się na zastany stan rzeczywiostości. Jak zauważył sam autor, w tamtych czasach zabijaniem zajmowali się zamachowcy oraz tajne organizacje, a teraz robią to instytucje międzynarodowe w imię "prawa", "wloności" i "demokracji"(sic!). Kiedyś ludzie strzelali do władzy, a obecnie władza strzela do ludzi.

Druga część książki to opowiadanie "Ich troje". Tutaj mamy z kolei obraz tego jak strzał z pistoletu Gavrila stał się pretekstem do grabienia, mordowania i nieszczenia tych, którzy od zawsze byli naszymi wrogami. Sarajewo zresztą od dawien dawna było tyglem kulturowym i religijnym, a w tego typu miejscach wystarczy iskra, aby zacząć podpalać świat, a skoro cały ten świat koncentruje się w jednym miejscu to najprościej jest zacząć od sąsiada, którego w końcu oficjalnie można nazwać wrogiem i łajzą. Tak zawsze to działało czego przykład mamy dzisiaj w Strefie Gazy, gdzie kontrolowany przez Mosad zamach Hamasu w Izraelu stał się pretekstem do dokonywania ludobójsta na Palestyńczykach.

Sarajewo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa czego przykładem jest bratobójcza wojna na początku lat 90 XX wieku, a jak sądzę patrząc na obecny układ polityczny i sytuację międzynarodową to niestety, ale ciąg dalszy nastąpi...

Mój pierwszy kontakt z twórczością Miljenko Jergovića. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Sama formuła w jaki sposób ta książka została złożona jest dla mnie nowatorski. Choć na końcu przeczytałem, że pierwsza część składa się z felietonów Jergovića to jednak zostało to złożone na tyle spójnie , że czyta się pracę z pogranicza historii i filozofii.

Książka dotyczy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
525
64

Na półkach:

Chciałabym kiedyś przeczytać tę książkę ponownie, ale robiąc przy tym od początku notatki, bo w gęstwinie nazwisk jednak łatwo się zgubić, a zrobienie dłuższej przerwy w lekturze sprawia, że odnalezienie się w niej jest jeszcze trudniejsze. Druga część - 8/10.

Chciałabym kiedyś przeczytać tę książkę ponownie, ale robiąc przy tym od początku notatki, bo w gęstwinie nazwisk jednak łatwo się zgubić, a zrobienie dłuższej przerwy w lekturze sprawia, że odnalezienie się w niej jest jeszcze trudniejsze. Druga część - 8/10.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
722
179

Na półkach:

Ojej, nie umiem dać mniej, chociaż to nie tak, że całość była idealna. Bardzo mi się podobała część pierwsza, ta myślowa plątanina, a co by było gdyby, potem powrót do wątku i znów gdybanie. Przypomniałam sobie sporo nazwisk, poznałam nowe, pamiętałam stare, ale nie mogę sobie przypomnieć, kim byli ci ludzie ani jaka była ich historia i w takich chwilach szalenie tęsknię za tym zanurzeniem w Bałkanach, jak te 10+ lat temu. Czasem byłam trochę znudzona, muszę przyznać, ale też cieszę się, że poznałam trochę poezji bałkańskiej, od której zawsze stroniłam (od poezji w ogóle stronię, nie tylko bałkańskiej),a tu się okazuje, że Ivo Andrić jest nie tylko wybitnym prozaikiem, ale też poetą.

No. A potem przyszła część druga, a to już nie była nieco fabularyzowana literatura faktu, tylko proza i to jaka wspaniała, jak bardzo bym chciała więcej tego przeczytać i chcę coś od Jergovicia o Sarajewie 1914 albo w jakimkolwiek innym czasie (tak, tak, już lecę do Sarajewskiego Marlboro),tylko żeby to miało przynajmniej z 500 stron.

"Skończyło się lato 1914 roku! Jak je ludzie zapamiętają, nie mam pojęcia - ja wolałbym go w ogóle nie pamiętać. Nie dość, że zginęli Ferdynand i Zofia, to jeszcze tego samego dnia straciłem Marę. Potem tłum się wściekł, podniósł rękę na Serbów, uznając ich za winnych zbrodni, a ja poszedłem za nim. Porwała mnie fala, jakbym wpadł do wezbranej, wzburzonej Bośni. A przecież nie umiem pływać."

Ojej, nie umiem dać mniej, chociaż to nie tak, że całość była idealna. Bardzo mi się podobała część pierwsza, ta myślowa plątanina, a co by było gdyby, potem powrót do wątku i znów gdybanie. Przypomniałam sobie sporo nazwisk, poznałam nowe, pamiętałam stare, ale nie mogę sobie przypomnieć, kim byli ci ludzie ani jaka była ich historia i w takich chwilach szalenie tęsknię za...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Nadprzyrodzony wyraz jego rąk na półkach głównych
  • 49
  • 35
30 użytkowników ma tytuł Nadprzyrodzony wyraz jego rąk na półkach dodatkowych
  • 18
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Inne książki autora

Miljenko Jergović
Miljenko Jergović
Bośniacki pisarz i publicysta. Obecnie mieszka i pracuje w Zagrzebiu w Chorwacji. Urodził się i wychował w Sarajewie, gdzie ukończył filozofię i socjologię na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Sarajewskiego. Zadebiutował w 1988 tomem wierszy "Opservatorija Varšava". W roku 1992 rozpoczął współpracę jako dziennikarz i wydawca z tygodnikiem "Nedjeljna Dalmacija". W roku 1993 przenosi się do Zagrzebia. Jego pierwszy i najbardziej znany zbiór opowiadań o życiu w ogarniętej wojną Bośni i Hercegowinie "Sarajevski Marlboro", wydany w roku 1994 zapewniło mu międzynarodowe uznanie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Nadprzyrodzony wyraz jego rąk przeczytali również

Tango śmierci Jurij Wynnyczuk
Tango śmierci
Jurij Wynnyczuk
Oszesztybożenkodroga! Co to było? Nazywana jedną z najważniejszych ukraińskich powieści ostatnich lat „Tango śmierci” Wynnyczuka potrafi powalić na kolana i powala. Może nie nazwał bym tego knockdownem, ale knockout zaliczony. Sięgając po kilka okresów czasowych Wynnyczuk przybliża Czytelnikowi specyfikę Lwowa… Tylko że, IMO, Lwowa XX-wiecznego, od którego ten aktualny XXI-wieczny, starszy (ale niekoniecznie mądrzejszy),znacznie się oddala, gdzie na tabliczce upamiętniającej Stanisława Lema pisze się Lviv a nie Lwów. Z tej perspektywy spojrzeć też można na prozę Wynnyczuka, gdzie cała wielokulturowość czwórki bohaterów Polaka, Ukraińca, Żyda i Niemiec łączy się poprzez wątek narodowościowy i ich ojców, którzy zginęli walcząc o niepodległą ukraińską Ukrainę. Opowieść tego czasu jest pełna konkretu, chociaż ma dawkę magii… Tytułowe tajemnicze tango, mające magiczną moc. Niezwykła biblioteka rodem jak z bajki, pełna tajemnic i niezwykłych niezwykłości jako ciekawy zabieg, ciekawa historia, wpleciona w ogólną narrację i będąca jednak trochę poza nią. Na pierwszy plan wychodzi jednak okrucieństwo torturowania Lwowa przez kolejnych najeźdźców w okresie II wojny światowej. Druga linia czasowa, koniec XX wieku, pokazana z perspektywy profesora filologii jest bardziej artystyczna, luźniejsza i niedookreślona narodowościowo. Pojawia się jednak wątek wyraźnie sugerujący dziedzictwo Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, wywodzącej się ze swojej matki – niesławnego KGB. Główny bohater tej linii czasu mówi, że „zostały tylko kamienie, a wszystko inne – ludzie, język, kultura – zniknęło i stało się snem”. Bohaterowie tego okresu wydają się bardziej efemeryczni, niedookreśleni, mgliści; jakby mieli trudność z samookreśleniem. Wydają się być duchami własnej wyobraźni i snu. Dwie równoległe narracje, zaczynające się jak zwykła powieść, powoli przeistaczają się w pełna magicznego realizmu baśń. A potem ponownie wraca do prozy okrutnej i bolesnej. Pełen jestem podziwu, że w tym wszystkim Wynnyczuk utrzymuje także zdolność do żonglowania czarnym humorem, który synergicznie wpisuje się w narrację, nie zaburzając rytmu. Odkrycie, doznanie i zamieszanie.
ZaaQazany - awatar ZaaQazany
ocenił na92 lata temu
Miłość niech odpocznie trochę Drago Jančar
Miłość niech odpocznie trochę
Drago Jančar
Drago Jančar, najwybitniejszy współczesny pisarz słoweński, w swojej powieści „Miłość niech odpocznie trochę” powraca do traumatycznych fundamentów Europy Środkowej. Tło społeczno-historyczne utworu to mroczny czas II wojny światowej w Mariborze – mieście rozdartym między słoweńską tożsamością a brutalną germanizacją pod okupacją III Rzeszy. Jančar po raz kolejny udowadnia, że historia nie jest jedynie dekoracją, lecz bezlitosną siłą, która wdziera się w prywatność, miażdżąc intymność i narzucając jednostce wybory tragiczne. Sercem narracji jest misternie skonstruowany trójkąt miłosny, w którym uczucie staje się zakładnikiem ideologii i przetrwania. Poznajemy Sonję, niegdyś pełną życia studentkę medycyny na uniwersytecie w Grazu, która w wojennej rzeczywistości musi zrezygnować z marzeń na rzecz desperackiej walki o życie ukochanego. Jej partner, Valentin, to młody geodeta, który miłość do ojczyzny i nienawiść do okupanta przypłaca aresztowaniem i wywózką do obozu koncentracyjnego. Trzecim wierzchołkiem tego bolesnego układu jest Ludwig, oficer SS. Nie jest on jednak wyłącznie czarno-białym antagonistą z podręcznika historii. Jančar kreśli postać skomplikowaną – człowieka, który znał Sonję przed wojną, a teraz, dzierżąc absolutną władzę nad życiem i śmiercią, staje się ucieleśnieniem pokusy i moralnego upadku. Sonja decyduje się na niebezpieczną grę z Ludwigiem, wierząc, że oddając cząstkę siebie, ocali Valentina. To handel duszą, w którym walutą jest godność, a zysk niepewny. To, co wynosi tę książkę ponad standardową literaturę wojenną, to sposób, w jaki autor splata metafizykę dramatu osobistego z metafizyką dramatu historycznego. Jančar pokazuje, że wielkie procesy dziejowe są w istocie sumą małych, pękających serc. Wojna w jego wydaniu to nie tylko przesunięcia frontów, ale przede wszystkim erozja wartości. Pisarz z niezwykłą precyzją oddaje filmowy potencjał tej historii – każda scena, od dusznych kawiarni Grazu po mroźne lasy, w których operuje partyzantka, pulsuje napięciem godnym wielkiego ekranu. „Miłość niech odpocznie trochę” to literatura wojenna i dramat miłosny w jednym, podana w formie głębokiej powieści obyczajowej. Jančar nie daje łatwych odpowiedzi. Pokazuje, że w świecie, w którym „historia oszalała”, miłość rzeczywiście musi czasem „odpocząć”, by ustąpić miejsca instynktowi przetrwania. To lektura gęsta, momentami dusząca, ale absolutnie konieczna dla zrozumienia środkowoeuropejskiego losu. Powieść otrzymuje solidne 8/10 za mistrzowski styl i odwagę w portretowaniu moralnych szarości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na82 miesiące temu
Agáta Denisa Fulmeková
Agáta
Denisa Fulmeková
Denisa Fulmeková weszła na słowiańską ziemię i napisała powieść, która przykleja się do duszy. wżera się w ciało i pozostaje w tobie na zawsze. To ksiązka z gatunku tych, które oplatają człowieka, delikatnie zaciskają owe pęta i trzymają... długo... ma zawsze. wspaniała i niebanalna. rani myślenie i serce i coś w tobie. jednoczysz się z tym tekstem i boisz jednocześnie, bo budzi się w tobie lęk przed kobietami i ich siłą a jednocześnie zatrważa cię tchórzliwość mężczyzn, którzy skryci za plecami kobiet udają cwanych i pyskatych. to oszczędna w słowach książka, którą chłoniesz cały, a tego, czego brakuje ci w tekście, dopowiadasz sobie sam. smutna, przerażająca historia ubogiej Agaty, zielarki, dobrej kobiety, której DOBROĆ została wykorzystana i która przez nią została skazana na śmierć - na stos. zioła, kobieta i dziwne zdarzenia na nią cedowane - myśl ludzka orzekła, usta ludzkie oczerniły, palce ludzkie ludzkie wskazały - CZAROWNICA, na stos. ksiądz też się cieszył na śmierć. na niesprawiedliwą śmierć i ofiarę. Bo gdyby pewnego wieczoru nie wpuściła do domu kobiety po połogu, gdyby kazała jej zabrać swe narodzone martwe dziecko, gdyby oddała jej ten kołtun łachmanów z zawiniątkiem, gdyby ją wygoniła z tym zawiniątkiem... to wszystko byłoby inne... niesamowita prawdziwa do dziś Denisa Fulmekova pisze o tym, co w ludziach tkwi do dziś i pewnie będzie tkwiło przez następne tysiąclecia. Brak mi słów, by oddać to, co ta niepozorna stronicowo książka ze mną zrobiła. by cokolwiek o niej napisać potrzebny jest czas na ciszę w sobie, na oddech i myśli. wszystko mi się w głowie kotłuje i boli mnie każdy milimetr wrażliwości, emocje nie usypiają, drgają.... AGATA zostanie ze mną na zawsze mało jest takich powieści - dlatego jest wyjątkowa #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na101 rok temu
Żółty książę Wasyl Barka
Żółty książę
Wasyl Barka
„Żółty książę” to jedna z tych książek, które trudno „czytać” w zwykłym sensie — to raczej doświadczenie, które trzeba przeżyć, a potem jeszcze długo próbować zrozumieć. To opowieść o głodzie, o ludzkim cierpieniu i o tym, jak system potrafi zniszczyć wszystko, co w człowieku najdelikatniejsze. Ale też — o przetrwaniu ducha, nawet gdy ciało słabnie. Wasyl Barka nie tworzy prostej fabuły, nie szuka sensacji. Jego język jest surowy, chwilami wręcz ascetyczny, a przez to porażająco prawdziwy. Czytając, ma się wrażenie, jakby każde zdanie było odarte z ozdobników, ale niosło w sobie ciężar całego ludzkiego losu. To nie jest literatura, która ma bawić — to literatura, która ma przypominać, ostrzegać, nie pozwalać zapomnieć. Hołodomor, o którym przez dziesięciolecia nie wolno było mówić, w „Żółtym księciu” przestaje być statystyką i suchą historią. Nabiera ludzkiej twarzy. Barka pokazuje tragedię zwykłej rodziny, której codzienność rozpada się na kawałki w obliczu nieludzkiego głodu. Czytelnik czuje bezradność, wstyd, gniew — i to przerażające pytanie, jak daleko człowiek może się posunąć, by przeżyć. Najbardziej uderzające jest to, że autor sam był świadkiem tych wydarzeń. To czuć w każdym akapicie — w jego spojrzeniu, w sposobie, w jaki opisuje ciszę po śmierci, zapach ziemi, powolne umieranie wsi. Nie ma tu patosu, jest tylko prawda. I ta prawda boli. Momentami musiałam przerwać lekturę. Nie dlatego, że tekst był trudny, ale dlatego, że był zbyt prawdziwy. Widziałam obrazy, których nie da się „odczytać” bez emocji. Ta książka zostawia ślad — taki, którego nie można zmyć kolejną, lżejszą lekturą. „Żółty książę” nie daje ukojenia, ale daje coś innego — świadomość. Uczy pokory wobec historii i wobec ludzkiego cierpienia. Przypomina, że milczenie jest współudziałem, a pamięć — formą buntu. To nie jest powieść dla każdego momentu życia, ale jeśli się po nią sięgnie, zostaje w człowieku na zawsze. Po zamknięciu książki trudno wrócić do zwykłego dnia tak po prostu, jakby nic się nie stało. Bo „Żółty książę” nie pozwala zapomnieć, że gdzieś, kiedyś, naprawdę działo się to wszystko, o czym pisze Barka. I że nasze dzisiejsze słowa, wolność, codzienność — są przywilejem, który komuś kiedyś odebrano.
Antares - awatar Antares
ocenił na95 miesięcy temu
Ostatnie lato rozumu Tahar Djaout
Ostatnie lato rozumu
Tahar Djaout
W „Ostatnim lecie rozumu” każdy zakamarek księgarni Boualema Yekkera staje się niemal świątynią rozumu. To miejsce, w którym słowo żyje w samotności, a myśl wciąż walczy o przestrzeń, mimo że świat na zewnątrz wali się pod naporem fanatyzmu. To powieść o ciszy, która nie jest pustką, lecz napięciem. Cichym, ale przenikliwym wołaniem o człowieczeństwo w świecie, który zapomina o jego wartości. Boualem Yekker nie jest bohaterem w tryumfalnym sensie; jego heroizm jest subtelny jak oddech, codzienny jak otwieranie drzwi księgarni, jak odruch obrony książki przed zapomnieniem. Każde jego działanie to akt oporu wobec brutalnej rzeczywistości, w której rozum staje się zagrożeniem, a myśl – przestępstwem. W tym cichym oporze mężczyzna staje się symbolem nie tyle walki zbrojnej, co moralnej.Powieść Tahara Djaouta jest także poematem o pamięci i przemijaniu. Algieria lat 90. jawi się jako miejsce rozdarcia: kraj targany wojną, społeczeństwo złamane przemocą, a kultura – wciąż walcząca o przetrwanie. Djaout, sam będący ofiarą tego konfliktu, zapisuje tu echo realnych dramatów.Każdy fragment staje się świadectwem nie tylko autora, ale i wszystkich ludzi, którzy odważają się trwać przy wolności myśli, mimo że cena tej odwagi jest najwyższa. Narracja w „Ostatnim lecie rozumu” nie jest liniowa; to raczej strumień refleksji, dygresji i obserwacji, który prowadzi czytelnika przez przestrzeń między światłem rozumu a cieniem fanatyzmu. Każda książka w księgarni Yekkera staje się więc symbolem. Powieść jest medytacją nad tym, co człowiek może uczynić dla rozumu, gdy wokół panuje chaos. Język Djaouta jest subtelny, niemal liryczny. Opisy świata – zarówno księgarni, jak i Algierii w kryzysie – mają wymiar niemal metafizyczny. Czytelnik odczuwa ciężar ciszy, smak strachu, delikatność codziennego oporu.To powieść, która wymaga od nas nie tyle analizy fabuły, ile wniknięcia w przestrzeń uczuć i przemyśleń, które rodzą się między słowami.„Ostatnie lato rozumu” to opowieść o egzystencjalnej samotności, która nie jest porażką, lecz aktem odwagi. O literaturze, która nie jest luksusem, lecz przystanią. O rozumie, który jest ostatnią latarnią w ciemności. Djaout przedstawia, że nawet najcichszy głos może być krzykiem, jeśli zachowuje prawdę i człowieczeństwo.Czytając tę kameralną, poruszającą historię, czujemy, że każde lato rozumu jest ostatnie, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto otworzy drzwi księgarni, podniesie książkę i pozwoli myśli trwać. I w tej ciszy, w tym niewidocznym oporze, powieść staje się hymnem nadziei – że rozum, choć zagrożony, nie zginie, jeśli ktoś będzie miał odwagę go strzec.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na86 miesięcy temu
Kramp María José Ferrada
Kramp
María José Ferrada
W chwaleniu wszem i wobec wydawnictwa Claroscuro zrobiłem się już powtarzalny i nudny ale nic na to poradzę, że wydawanymi książkami wpasowują się w mój gust prawie w stu procentach. „Kramp” nie jest wyjątkiem, to naprawdę bardzo ciekawa powieść. Główną bohaterką i narratorką jest M. I jest to w tym przypadku o tyle istotne bowiem bohaterowie tej powieści nie mają imion. Tylko ich pierwsze litery. M opowiada nam swoją historię a właściwie historię swojego życia. A żeby być bardziej precyzyjnym to opowiada historię jak uczyła się życia. M bowiem w wieku lat siedmiu zaczyna towarzyszyć ojcu w pracy a ten jest komiwojażerem. Opuszczając coraz więcej zajęć szkolnych młodziutka M bardzo szybko uczy się co i jak wygląda, jakie mechanizmy sterują tym światem, co trzeba robić i mówić żeby wyjść na swoje i bardzo szybko zaczyna być nad wyraz zaradna i skuteczna. A jednocześnie spotyka na swojej „zawodowej” drodze całą masę wszelkiej maści oryginałów, cudaków i ludzi co najmniej niestereotypowych. To naprawdę znakomita powieść. Już sam historia M jest ciekawa ale przede wszystkim ogromne wrażenie robią dwie kwestie – klimat powieści i styl autorki. Co do klimatu to jest on przesycony sentymentem, nostalgią, idealizowaniem dziecięcych lat, ale też swoistą tęsknotą, smutkiem zarówno za minionymi latami jak i za zmarnowanymi szansami. To bardzo słodko – gorzka opowieść. A jednocześnie wspaniale napisana. Maria Jose Ferrada ma wspaniałe pióro – lekkie, pełne urzekającego poczucia humoru, ciepłe, wrażliwe ale też subtelne, oszczędne w słowach i niezwykle sugestywne. Może i powieść jest krótka ale naprawdę wspaniała. Urocza, łapiąca za serducho i zostająca w pamięci na dłużej.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na82 lata temu
Ostatnia podróż Winterberga Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
Jaroslav Rudiš
Trochę to będzie impresja z podróży, trochę opis wrażeń po lekturze. Zabrałem bowiem Rudiša na wakacyjną wyprawę i ku mojemu zaskoczeniu jej część pokrywała się z trasą, jaką odbyli bohater „Podróży” oraz jej inicjator – pocieszny, choć niekiedy temperamenty wielbiciel historii, tytułowy Winterberg. Choć potężnych rozmiarów księga okazała się mało praktyczna (być może w pociągu lepiej by się sprawdziła),przenosiła mnie z miejsca na miejsce szybciej niż rozpędzony samochód produkcji niemieckiej. Czechy, Austria, Słowenia i Włochy wreszcie (z Triestem włącznie!) przemykały za oknami, a ja, urzeczony opowieścią i pogonią za utraconą miłością, dałem się jej ponieść i porwać. Co noc inne miasto, inne łóżko, smutne, smutne, ale jest coś, co wszystko to łączy. "Podróż" to gigantycznych rozmiarów pigułka, esencja, wyciąg z Europy Środkowej i historii, która ją tyle już razy przemieliła, wypluwała i sklejała przez wieki całe!, aż ulepiła to, co kiedyś było CK Austrią, a późnej rozpadło się z hukiem. To przestrzeń zaorana wojnami – „to jedna wilgotna, głęboka mogiła”, cmentarzysko historii, po którym wszyscy chodzimy. Nie dziwmy się zatem, że Winterberg ma napady historii (które serdecznie wszystkim zaleca),a poszczególne wydarzenia „przenikają jego serce” – trudno ich uniknąć, jeśli zda się sprawę z tego, po czym się stąpa. My zaś jesteśmy nieco jak Jan Kraus – początkowo wątpimy w poczytalność wiekowego staruszka (skądinąd cudownie postawionego na nogi przez Jana pielęgniarza),by po jakimś czasie zrozumieć jego przenikliwość i umiejętność obserwacji płynącego czasu. Wentzel nieustannie się powtarza („beautiful landscape of battlefields cemeteries and ruins”, "kultowe" wątki spopielarni czy tajemniczy "cornus sanguinea"),jest jak niezdzierająca się płyta, której nie da się zatrzymać (kiedy ma "napad historii" - mówi, płynie, odlatuje i nic ani nikt nie może na to poradzić; trzeba milczeć i pokornie go słuchać),a swe opowieści zaczyna (i kończy) w najmniej oczekiwanych momentach. Z nieodzownym bedekerem w ręku (szukam takiego!),który jest jak magiczny wehikuł czasu, ogorzały od emocji i wspomnień opowiada o świecie, który widnieje tylko na kartkach przewodnika, po czym niezapowiedzianie zasypia. A przecież każda nowa kolejowa stacja, każdy hotel czy gospoda to próba stawienia czoła upływowi czasu. Ten zaś jest nieprzenikniony i ciągle płynie, skubany. Ściera najtrwalszy kamień, czymże zatem jest wspomnienie, kim jest dla niego jeden poszukujący szczęścia człowiek, czym prawdziwa miłość, a czym odkupienie win? „Piękna”- to chyba najpełniejsze słowo, które opisuje tę książkę. Bo wypełniona jest nie tylko „czeskim poczuciem humoru”, które najpełniej objawia się przy kuflu piwa, ale hipnotyczną gawędą o ludzkim życiu i o tym, co kształtuje nasze serca i dusze. Rudiš nie ucieka od przeszłości, ona wypełnia każdą przestrzeń powieści, jest z nią sprzężona tak samo mocno, jak los, który nas z nią wiąże, nieuświadomionych mieszkańców Europy. To także ballada o męskiej, trudnej przyjaźni, o kobietach i ich wielbieniu, dobrym posiłku przed snem, śniadaniach i wygodnych pokojach hotelowych. Rudiš dorzuca podróżowanie koleją, którą ukochał ponad życie i która sama w sobie jest opowieścią. Na koniec pozostaje mi przypomnieć, że trzeba na wszystko patrzeć przez pryzmat historii. Polecam. „Tak, tak, smutne, smutne, czy to nie piękne, że tu jesteśmy?” Przekład Małgorzaty Gralińskiej, okładka: Wojtek Świerdzewski
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na78 miesięcy temu
Złoty latawiec Dezső Kosztolányi
Złoty latawiec
Dezső Kosztolányi
Sándor Márai tak pisał o Dezső Kosztolányi w swojej eseistycznej powieści „Ziemia! Ziemia!”, w której żegnał się na zawsze ze swoimi ukochanymi Węgrami: cyt.: „ wiedział, że pisać można tylko w stanie ekstazy, w transie, lecz jednocześnie z pełną determinacji świadomością, jak matematyk budujący równanie wyższego stopnia. Napisał kiedyś , że arcydzieło musi być zaplanowane jak zbrodnia. I każdego dnia popełniał kilka takich większych i mniejszych zbrodni.” Niezwykłe wręcz uznanie, jakim jeden pisarz jest w stanie obdzielić drugiego. „Pistolet wystrzelił”– tak rozpoczyna swoją powieść Dezső Kosztolányi „Złoty latawiec” wydaną po raz pierwszy drukiem w 1925 roku, której akcję umieścił w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku Sárszeg, zagubionym gdzieś na obrzeżach Cesarstwa Austro-Węgierskiego na przełomie wieków. Co ciekawe, Sárszeg jest również miejscem akcji jego wcześniejszej powieści „Ptaszyna”. I to pierwsze zdanie staje się zapowiedzią wydarzeń, które wstrząsną opinią publiczną tego niewielkiego miasta i zachwieją jego dotychczasowym porządkiem społecznym, w którym wszystko dotychczas działo się według utrwalonych od lat schematów. Za pozornym spokojem i rutyną codzienności kryją się problemy, których nikt nie zauważa, przemoc i agresję powstrzymują jedynie sztywne konwenanse. Powieść o wielu znaczeniach, symbolice i różnorakich możliwościach interpretacyjnych. Melancholijna i nostalgiczna opowieść o świecie, który odchodzi, jest jednocześnie zapowiedzią nadchodzących zmian. Nie mylił się Sándor Márai w ocenie autora „Złotego latawca”, to znakomity pisarz i znakomita powieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na72 miesiące temu
Towarzysz Nachman Izrael Joszua Singer
Towarzysz Nachman
Izrael Joszua Singer
Spodziewałam się, że będzie to jednak literatura podobna w duchu do twórczości wielkiego noblisty Izaaka Singera, młodszego brata pisarza. Ale nie, to zupełnie inny typ prozy. Mimo że też pisany w jidysz. Moim zdaniem, znacznie bardziej uniwersalny. Opowiada o życiu żydowskich biedaków z małego miasteczka, Warszawy, Moskwy, ale w gruncie rzeczy to przypowieść ukazująca okrutne prawa rządzące światem, w którym nie ma sprawiedliwości. Bohaterem powieści jest bieda. Szczegółowy, wręcz reporterski opis życia bardzo biednej rodziny żydowskiego w podlubelskiej miejscowości, w Zaułku Nędzarzy. Mates Riter pracuje jako domokrążny handlarz, sprzedając i skupując towary w okolicznych wsiach. Całe tygodnie o głodzie przemierza zakurzone drogi, dźwigając wór pełen towarów. Tylko na szabas wraca do rodziny, idzie do łaźni, do synagogi, zjada coś i odpoczywa. Utrzymuje żonę i sześć córek, w końcu rodzi mu się upragniony syn. Rodzina żyje w tak skrajnej nędzy, że trudno to sobie wyobrazić. W izbie brak sprzętów, głodowe posiłki, nędzne zarobki, życie niewiele różniące się od życia zwykłych żebraków. Właściwie niczym się nie różniące, bo różne kwestie życiowe rozwiązywane są przy pomocy bogatszych sąsiadów. A chleb otrzymywany z czyjejś łaski boli i upokarza. Ale za to rodzina jest niezwykle pobożna i nędzarz Mates nie żałuje nigdy grosza ze swych głodowych zarobków na rytualną łaźnię, ofiarę w synagodze czy wsparcie dla ubogich. Sam przyjmuje z pokorą swój los, nie buntuje się, ale również nie próbuje nauczyć się jakiegoś fachu, by może trochę lepiej zarabiać. Jedyne, na co sobie pozwala, to wykształcenie dla syna Nachmana w szkółce religijnej. Marzeniem ojca jest, by syn został uczonym chasydem, a może nawet rabinem. Marzenie jego spełnia się w bardzo przewrotny sposób. Nachman, czeladnik piekarski, zostaje zauroczony ideologią komunistyczną, gdzie jest mowa o wyzysku mas pracujących przez wrednych kapitalistów, o konieczności walki z systemem na wzór doskonałego Kraju Rad, pierwszego państwa, gdzie robotnicy rządzą. Zauroczenie to przypomina religijność ojca, a jeszcze bardziej – wiarę serwowana w każdej sekcie religijnej. Nachem nie dostrzega, jak jego ideologia rozmija się z rzeczywistością, aż do tragicznego końca. W imię walki z wyzyskiem podcina korzenie, na których opiera się byt jego rodziny. Pracuje bardzo ciężko, z pełnym oddaniem, jest uczciwy do bólu, zachowuje swoją godność, a jednak traci wszystko. Ostatnia scena, kiedy wykończony Nachman przekracza granicę państwową i zmordowany pada obok konającego, zamęczonego pracą konia, którego po wykorzystaniu do końca właściciel porzucił na śmierć pod rozgwieżdżonym niebem, jest jedną z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać kiedykolwiek. Obraz komunizmu w wydaniu radzieckim jest tu ukazany w bardzo krzywym zwierciadle, ale do bólu prawdziwie. Slogany o walce ze światowym wyzyskiem, wygłaszane do ludzi, którym mimo katorżniczej pracy nie starcza na chleb. Naiwna wiara w system wbrew temu, co oczy widzą, wiara w szczerą prawdę słowa pisanego w lewicowych gazetkach, w demagogiczną agitację rozmaitych guru komunizmu z towarzyszem Danielem na czele. Warunki życia i pracy w Związku Radzieckim, wyzysk nie mniejszy niż gdzie indziej, kreowanie spisków, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo, polowanie na wrogów klasowych… Przedwojenna Polska też nie wygląda dużo lepiej w oczach pisarza. Szef policji Konrad Łempicki, śledczy Słupek, sędzia Brzygowski – to zaiste indywidua spod ciemnej gwiazdy. Satyra Singera jest cienka, złośliwa i niezwykle trafna. Oczywiście rzecz toczy się w środowisku niezamożnych Żydów, ale obraz przedstawicieli władzy nie ma charakteru klasowego ani narodowościowego. Towarzysz Daniel, sprawca wszystkich nieszczęść Nachmana, to też przecież Żyd. Teza powieści to przeświadczenie, że biedni, ciężko pracujący ludzie nigdy nie osiągną dostatku, bo by coś osiągnąć, trzeba porzucić zasady moralne, oszukiwać, kłamać i wysługiwać się władzy. W gruncie rzeczy egzystencja żydowskiego sztetla, gdzie też przecież są wygrani i przegrani, bogaci i biedni, wydaje się być bardziej egalitarna, a przede wszystkim bardziej nastawiona na współdzielenie się dostatkiem. Musze też powiedzieć, że styl powieści starszego Singera jest wspaniały, oszczędny, mocny, trafny aż do bólu. Mimo wielu złośliwie opisanych spraw i osób, powieść „Towarzysz Nachman” to właściwie moralitet. Żywot Nachman od narodzin do finałowej przegranej, prowadzi czytelnika do uświadomienia sobie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Imię Nachman znaczy „pocieszenie”. Prawie jak żywot świętego dwudziestego wieku, mimo że wierzy on w komunizm. A tłumaczenie powieści to mistrzostwo świata!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na102 miesiące temu
Człowiek, który znał mowę węży Andrus Kivirähk
Człowiek, który znał mowę węży
Andrus Kivirähk
Moje zetknięcie z tym tytułem było pierwszym zetknięciem z literaturą estońską, które na dodatek okazało się dobrą jej reprezentacją. Jest to niesamowita opowieść o przemijaniu i walce nowego ze starym, słodko gorzka (może nawet z naciskiem na gorzka),ale naprawdę wyjątkowa i poruszająca, która już od pierwszych kartek po prostu mnie oczarowała. Bo w końcu jak lepiej można zacząć opisywanie świata niż oczami dziecka? Dziecka, które jeszcze dopiero go odkrywa, jest wszystkiego ciekawe, woli widzieć wszystko w jasnych barwach? Jest to bardzo dobry sposób, szczególnie jeśli chcesz później to dziecięce wyobrażenie zdeptać i pokazać jakim świat jest naprawdę. Autor wykazał się nie lada kunsztem planując całą linię fabularną. Wszystko jest tutaj przemyślane, kontrasty przyjemnie podkreślają to co powinny podkreślić, a przemiana która zachodzi w bohaterze pokazuje brutalność świata, który dla osób nie tępiących wszystkiego co inne jest wyjątkowo szorstki. Nie da się przechodzić przez tą książkę i nie być targanym przez emocje takie jak bezsilność, frustracja, poczucie niesprawiedliwości. Nie da się tego zrobić, bo towarzyszy się w nich również głównemu bohaterowi - człowiekowi, który przeciwstawia się otaczającego go głupocie, przemocy, który jest inny do tego stopnia, że nie pasuje do żadnego świata i z tą innością musi sobie poradzić. Znaleźć cel swojego życia, które jest wyrwane z kontekstu. Książka pokazuje również ważność powrotu do korzeni, przekazywanych pokoleniami mądrości i głupotę wchodzenia w role, które nie są zgodne z naszym ja. Udawania kogoś kim się nie jest związane z przemijającymi trendami. Jak łatwo zgubić w tym coś naprawdę ważnego. Jeden z ważnych przekazów to również to że głupocie przetrwać jest bardzo prosto. To zazwyczaj ona pozostaje na polu bitwy kiedy wszystko inne jest już w zgliszczach. Jednak książka ta jest manifestem walki z nią do końca. Jest manifestem gnicia z dumą. Z wiedzą że to kim jestem jest czymś z czego warto być dumnym. Nawet jeśli jestem ostatni i kiedyś to przeminie
Aleksander Wójcik - awatar Aleksander Wójcik
ocenił na93 miesiące temu

Cytaty z książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Więcej

Na miejscu tamtego miasta stoi dziś inne o tej samej nazwie, zabudowane niby tymi samymi niszczejącymi domami, lecz nowe, stojące na przeszkodzie wszystkim powracającym. Jest ono najodleglejszą zagranicą, najbardziej obcą obczyzną. Pomyłka.

Na miejscu tamtego miasta stoi dziś inne o tej samej nazwie, zabudowane niby tymi samymi niszczejącymi domami, lecz nowe, stojące na przeszk...

Rozwiń
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej

W tamtych czasach zabijaniem trudnili się pojedynczy zamachowcy i członkowie tajnych organizacji, obecnie zaś dzieje się to w imię prawa i pod auspicjami międzynarodowych instytucji. Kiedyś ludzie strzelali do władzy, a teraz władza strzela do ludzi.

W tamtych czasach zabijaniem trudnili się pojedynczy zamachowcy i członkowie tajnych organizacji, obecnie zaś dzieje się to w imię prawa i p...

Rozwiń
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej

Zapomina się, że zabójcy walczyli o wolność i równocześnie zbyt łatwo im się wybacza, że walcząc o wolność, zabijali. A strzelanie z ukrycia nie jest czynem bohaterskim, nawet jak się strzela do tyrana. Z drugiej strony jednak bohatersko jest bronić własnych ideałów.

Zapomina się, że zabójcy walczyli o wolność i równocześnie zbyt łatwo im się wybacza, że walcząc o wolność, zabijali. A strzelanie z ukrycia...

Rozwiń
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej
Więcej