Żółty książę

Okładka książki Żółty książę autorstwa Wasyl Barka
Wasyl Barka Wydawnictwo: KEW literatura piękna
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Жовтий князь
Data wydania:
2022-09-09
Data 1. wyd. pol.:
2022-09-09
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378933014
Tłumacz:
Maciej Piotrowski
Trudny wiek XX naznaczyły piętna totalitaryzmów, wojen, ludobójstw. O jednej z największych zbrodni – Hołodomorze (1932–1933) – przez dziesięciolecia nie wolno było wspominać w Związku Radzieckim. Ofiary pozostawały nieupamiętnione, kaci spokojnie dożywali swoich lat. Równolegle toczyła się walka o ujawnienie prawdy. Powieść Żółty książę odegrała w tym procesie znaczącą rolę. To jedno z pierwszych i do dziś nielicznych dzieł, które językiem literatury starają się opisać traumatyczne doświadczenie Ukraińców.

"Upamiętnienie milionów zmarłych Ukraińców dokonuje się nie tylko za sprawą pomników, ustaw i prac naukowców. Hołdem dla nich jest również ta powieść opisująca ich tragedię – jedna z niewielu prób podejścia do najbardziej niewyobrażalnej zbrodni Stalina.” - Anne Applebaum

Tłumacz: Maciej Piotrowski – z wykształcenia historyk i ukrainoznawca, z pasji animator kultury. Tłumacz literatury ukraińskiej, między innymi zbioru opowiadań Andrija Bondara Cerebro (wspólnie z Walerym Butewiczem, 2020), poezji do albumu muzycznego Kuby Blokesza Lwów. Szkice Miejskie (2015). Współtwórca spotkań literackich i portalu Rozstaje.art.

Autor:Wasyl Barka (właśc. Wasyl Oczeret, 1908–2003) – ukraiński prozaik, poeta, literaturoznawca, tłumacz i eseista. Świadek Hołodomoru, uczestnik walk zbrojnych podczas II wojny światowej. Od lat pięćdziesiątych żył i tworzył w Stanach Zjednoczonych. Jego dzieło życia Żółty książę zostało wpisane na listę stu najlepszych utworów ukraińskiej literatury PEN Clubu Ukraina. Na jego podstawie powstały film Głód 33 (1991) i sztuka teatralna Lenin Love. Stalin Love.

Fragment książki: "Chłopi wpatrywali się we wrota strzegące zakazanej strefy lub w pobliskie groby – obojętnie jak w nicość, świadomi, że czekają na próżno. Podwoda wróciła po następny załadunek. W czasie gdy grabarze wywieźli i wyrzucili nieboszczyków do wykopu, zmarło kilku następnych chłopów, wzięli się więc za nich. Wyładowany wóz już odjeżdżał, gdy jeden z leżących, ledwo żywy, podczołgał się i poprosił:
– Zabierzcie i mnie! I tak umrę.
Nadaremno błagał. Jeden z siedzących na wozie odpowiedział:
– Poleż jeszcze tutaj. Jak wrócimy, to cię zabierzemy. Nawet żywego, bo widać, że nic z ciebie nie będzie.
Posłuchał ich. Gdy grabarze wrócili, rzeczywiście był już martwy. Odnieśli go na podwodę i ruszyli po nowy ładunek leżący przy drodze."
Fragment książki
Średnia ocen
7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żółty książę w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Żółty książę



837 329

Oceny książki Żółty książę

Średnia ocen
7,9 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
364
329

Na półkach: , , , ,

„Żółty książę” to jedna z tych książek, które trudno „czytać” w zwykłym sensie — to raczej doświadczenie, które trzeba przeżyć, a potem jeszcze długo próbować zrozumieć. To opowieść o głodzie, o ludzkim cierpieniu i o tym, jak system potrafi zniszczyć wszystko, co w człowieku najdelikatniejsze. Ale też — o przetrwaniu ducha, nawet gdy ciało słabnie.

Wasyl Barka nie tworzy prostej fabuły, nie szuka sensacji. Jego język jest surowy, chwilami wręcz ascetyczny, a przez to porażająco prawdziwy. Czytając, ma się wrażenie, jakby każde zdanie było odarte z ozdobników, ale niosło w sobie ciężar całego ludzkiego losu. To nie jest literatura, która ma bawić — to literatura, która ma przypominać, ostrzegać, nie pozwalać zapomnieć.

Hołodomor, o którym przez dziesięciolecia nie wolno było mówić, w „Żółtym księciu” przestaje być statystyką i suchą historią. Nabiera ludzkiej twarzy. Barka pokazuje tragedię zwykłej rodziny, której codzienność rozpada się na kawałki w obliczu nieludzkiego głodu. Czytelnik czuje bezradność, wstyd, gniew — i to przerażające pytanie, jak daleko człowiek może się posunąć, by przeżyć.

Najbardziej uderzające jest to, że autor sam był świadkiem tych wydarzeń. To czuć w każdym akapicie — w jego spojrzeniu, w sposobie, w jaki opisuje ciszę po śmierci, zapach ziemi, powolne umieranie wsi. Nie ma tu patosu, jest tylko prawda. I ta prawda boli.

Momentami musiałam przerwać lekturę. Nie dlatego, że tekst był trudny, ale dlatego, że był zbyt prawdziwy. Widziałam obrazy, których nie da się „odczytać” bez emocji. Ta książka zostawia ślad — taki, którego nie można zmyć kolejną, lżejszą lekturą.

„Żółty książę” nie daje ukojenia, ale daje coś innego — świadomość. Uczy pokory wobec historii i wobec ludzkiego cierpienia. Przypomina, że milczenie jest współudziałem, a pamięć — formą buntu.

To nie jest powieść dla każdego momentu życia, ale jeśli się po nią sięgnie, zostaje w człowieku na zawsze. Po zamknięciu książki trudno wrócić do zwykłego dnia tak po prostu, jakby nic się nie stało. Bo „Żółty książę” nie pozwala zapomnieć, że gdzieś, kiedyś, naprawdę działo się to wszystko, o czym pisze Barka. I że nasze dzisiejsze słowa, wolność, codzienność — są przywilejem, który komuś kiedyś odebrano.

„Żółty książę” to jedna z tych książek, które trudno „czytać” w zwykłym sensie — to raczej doświadczenie, które trzeba przeżyć, a potem jeszcze długo próbować zrozumieć. To opowieść o głodzie, o ludzkim cierpieniu i o tym, jak system potrafi zniszczyć wszystko, co w człowieku najdelikatniejsze. Ale też — o przetrwaniu ducha, nawet gdy ciało słabnie.

Wasyl Barka nie tworzy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

194 użytkowników ma tytuł Żółty książę na półkach głównych
  • 146
  • 46
  • 2
28 użytkowników ma tytuł Żółty książę na półkach dodatkowych
  • 12
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Żółty książę

Czytelnicy Żółty książę przeczytali również

Cukier Bibiana Candia
Cukier
Bibiana Candia
Książka pani Candia opowiada o dosyć dramatycznym epizodzie w historii Hiszpanii – wyjeździe 1700 młodych mężczyzn z Galisji na Kubę, by pracować przy zbiorze trzciny cukrowej. A działo się to wszystko w połowie XIX wieku, gdy niewolnictwo na wyspie było już zniesione, zaś w Hiszpanii epidemia cholery doprowadziła do wielkiego głodu, więc mężczyźni jadą za morze, by zarobić na chleb dla siebie i swoich rodzin. Owa wyprawa została zaaranżowana przez plantatorów kubańskich – spodziewali się, że młodzi i biali mężczyźni będą pracować dużo szybciej i wydajniej niż eksniewolnicy. W grupie mężczyzn wyróżniają się ciekawe typy: Zjedzony José, któremu w dzieciństwie świnia zjadła ucho i kawałek policzka, Juan el Rañeta ze wgniecionym nosem – stało się to w bójce czy Suchotnik chorujący zapewne na gruźlicę i wielu innych biedaków. Historia wyprawy jest dosyć dramatyczna, z dokumentalną skrupulatnością opisuje autorka drogę młodych mężczyzn z rodzinnych wiosek skąd maszerowali na piechotę w wielkim skwarze do Corunii, tam wsiedli na statek, którym dopłynęli na Kubę. Sama podróż była piekłem, wszyscy cierpieli na chorobę morską, która ich bardzo osłabiła. A potem, już na Kubie bohaterowie książki dowiadują się, ku swojemu przerażeniu, że wprawdzie nie są niewolnikami de iure, ale de facto są tak traktowani. śpią w zamkniętych barakach, każe im się ciężko tyrać na skwarze przez wiele godzin dziennie, ta praca błyskawicznie ich wyniszcza, a gdy usiłują się buntować, są bezlitośnie bici lub wręcz zakuwani w dyby jak niewolnicy. Ich nadzorcą jest niejaki Jeremias, człowiek straszny: „Śmieje się, pokazując mnóstwo zębów, sadystycznym śmiechem kogoś, kogo już nic nie boli, bo tyle razy go bito, że nerwy umarły mu jeden po drugim. Już dawno temu zmienił się w niewolnika, który w razie buntu ocaliłby pana. To nie jego wina, co mu zrobili, ale tak właśnie działa okrucieństwo, nie rozumie równowagi. Dlatego też Jeremías nosi skórzany bicz przytroczony do pasa i pilnuje klucza, którym zamykają nas wszystkich.” Jak się ta historia kończy, autorka nie pisze a szkoda, prawdopodobnie listy zniewolonych i bitych młodzieńców dotarły do Hiszpanii, pewnie wtedy rozpoczął się skandal. Napisane to z nerwem, plastycznie, zmysłowo, bardzo dobra proza. Poza tym autorka podnosi problem ważny i w dzisiejszych czasach: przecież w wielu krajach mamy do czynienia z niewolnictwem de facto: formalnie wolni ludzie są więzieni, zmuszani do wyniszczającej pracy, a gdy się buntują, to są bezlitośnie bici. W tym sensie książka Candii jest wciąż aktualna.
almos - awatar almos
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Niecierpliwe Djaïli Amadou Amal
Niecierpliwe
Djaïli Amadou Amal
Książka podzielona na trzy segmenty - w każdym z nich do głosu dochodzą trzy kobiety, żyjące w Sahelu, które w jakiś sposób (jako rodzina, lub wspólny mąż) są ze sobą powiązane. Poznajemy ich trudne losy, jako kobiet wychowywanych w duchu Islamu. I tutaj postawię kropkę. Może wam zdradzić, że bardzo trudno się to czyta, kiedy bohaterki opisują to jak są traktowane przez mężów, a z nikąd nie mogą otrzymać pomocy. Każda z kobiet jest w innej sytuacji. Każda pragnie mimo wszystko walczyć o swoje, jednak tradycja i wierzenia są oczywiście przeciwko. Przecież muszą być posłuszne mężowi. Słowo klucz, które mnie za każdym razem dobijało MUNYAL! - Cierpliwość. W tym słowie widziałam nie tylko cierpliwość, ale i uległość, brak własnego zdania, brak zmiany swojego losu, brak ratunku wobec cierpienia. Książka poruszająca do głębi, wywołuje złość i pytania bez odpowiedzi. Daje poczucie dyskomfortu, beznadziei. Wbija w fotel. Cieszy mnie fakt jednak, że autorka pokazuje obraz kobiet w Kamerunie, daje głos tym, którym jest to odbierane. Dzięki autorce mogłam znowu poznać jak wygląda sytuacja kobiet w krajach muzułmańskich i jak warto walczyć o prawa kobiet. Kochani, jeśli macie okazję i możliwość to przeczytajcie tę książkę. Czyta się to naprawdę jak opowieść prawdziwych kobiet (książka jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami), jesteśmy z nimi blisko i możemy czuć ich ból i cierpienie. Czasami warto po prostu sięgnąć po taką literaturę, za taką dawkę emocji i refleksji, które z niej wynikają.
ksiazki_na_kolkach - awatar ksiazki_na_kolkach
ocenił na 8 1 rok temu
Złota dziewczynka z Jassów Cătălin Mihuleac
Złota dziewczynka z Jassów
Cătălin Mihuleac
„Pamięć to nie tylko archiwum faktów; to żywa rana, która domaga się albo soli prawdy, albo balsamu przebaczenia, by przestać krwawić na kolejne pokolenia”. 📖 Fabuła i świat przedstawiony Fabuła powieści „Złota dziewczynka z Jassów” autorstwa Cătălina Mihuleaca to epicka, a zarazem boleśnie intymna podróż przez najmroczniejsze rozdziały rumuńskiej historii XX wieku. Autor konstruuje narrację na dwóch płaszczyznach czasowych, które zazębiają się w sposób mistrzowski, tworząc pomost między współczesnością a tragicznymi wydarzeniami pogromu w Jassach z czerwca 1941 roku. Z jednej strony śledzimy losy współczesnej, zamożnej rodziny Oxenbergów, handlarzy luksusową odzieżą używaną, których życie wydaje się ucieczką od przeszłości w stronę materialnego dostatku. Z drugiej strony Mihuleac rzuca nas w sam środek przedwojennych Jassów – wielokulturowego, tętniącego życiem miasta, które w ciągu kilku dni zamienia się w piekło na ziemi. To opowieść o tym, jak w cieniu wielkiej polityki i wojennej pożogi niszczone są mikroświaty zwykłych ludzi, i o tym, że złoto, które miało być przepustką do wolności, często staje się przekleństwem. Fabuła nie oszczędza czytelnika, prowadząc go przez „pociągi śmierci” i duszne zaułki getta, by ostatecznie zmusić do refleksji nad trwałością traumy i ironią losu. 🎭 Bohaterowie Sylwetki głównych bohaterów są nakreślone z niezwykłą psychologiczną głębią, unikając przy tym łatwych czarno-białych podziałów. Centralną postacią retrospektywną jest tytułowa „złota dziewczynka” – Golda, postać symbolizująca niewinność i kruchość świata skazanego na zagładę. Jej losy splatają się z historią rodziny Oxenbergów, których portret jest jednym z najciekawszych elementów książki. Współczesna Dora Oxenberg to kobieta silna, cyniczna, a jednocześnie tragiczna, która pod maską pragmatyzmu ukrywa nieprzepracowany ból i tajemnicę swojego pochodzenia. Mihuleac kreuje bohaterów, którzy są ludźmi z krwi i kości – pełni słabości, małostkowości, ale i heroizmu objawiającego się w najmniej oczekiwanych momentach. Autor daje głos zarówno ofiarom, jak i katom, a także tym, którzy wybrali milczącą obserwację, tworząc zbiorowy portret społeczeństwa w obliczu ostateczności. Każda postać w tej powieści niesie na barkach ciężar, który definiuje jej relacje z otoczeniem i samą sobą. ✨ Piękno opisów i niezwykły klimat To, co wyróżnia prozę Mihuleaca, to niezwykły, niemal oniryczny klimat połączony z brutalnym realizmem. Autor posiada rzadki dar opisywania rzeczy najstraszniejszych w sposób poetycki, co paradoksalnie wzmacnia ich tragizm. Opisy przedwojennych Jassów są nasycone kolorami, zapachami i dźwiękami – czytelnik niemal czuje smak kawy w żydowskich kawiarniach i słyszy gwar jarmarku. Ten plastyczny język zostaje jednak brutalnie przełamany w scenach pogromu. Klimat książki balansuje między ironią a głębokim smutkiem; Mihuleac często posługuje się czarnym humorem i groteską, by ukazać absurd okrucieństwa, co nadaje tekstowi unikalny, środkowoeuropejski ton. Opisy pociągów wywożących ludzi w nieznane są jednymi z najbardziej wstrząsających i pięknych literacko fragmentów współczesnej literatury o Holokauście. Autor nie boi się drastyczności, ale zawsze ubiera ją w formę, która zamiast epatować przemocą, skłania do głębokiego, metafizycznego drżenia. ✨ Zalety tekstu Oryginalność narracyjna: Połączenie satyry społecznej we współczesnych wątkach z tragicznym reportażem historycznym jest zabiegiem ryzykownym, który u Mihuleaca sprawdza się wyśmienicie. Językowa wirtuozéria: Przekład oddaje całe bogactwo stylu autora – od barokowych opisów po krótkie, dosadne frazy uderzające w samo sedno ludzkiego cierpienia. Rozliczenie z historią: Książka jest ważnym głosem w rumuńskiej debacie o odpowiedzialności za Holokaust, robiąc to bez dydaktyzmu, za to z ogromną siłą literackiego wyrazu. ⚠️ Uwagi i niedociągnięcia Przyznając wysoką ocenę 8/10, należy wspomnieć o pewnych dysproporcjach w tempie narracji. Współczesny wątek rodziny Oxenbergów, choć fascynujący i pełen gorzkiej ironii, momentami wydaje się zbyt rozbudowany w stosunku do porażającej siły partii historycznych. Niektórzy czytelnicy mogą również poczuć dyskomfort w obliczu czarnego humoru autora, który w kontekście tak wielkiej tragedii bywa ryzykowny, choć moim zdaniem stanowi on niezbędny pancerz ochronny przed czystą rozpaczą. 💡 Myśl przewodnia „Złoto nie rdzewieje, ale krew, która na nie padła, wsiąka w ziemię i woła o pamięć nawet wtedy, gdy wszyscy inni wybrali milczenie”. „Złota dziewczynka z Jassów” to arcydzieło współczesnej prozy rumuńskiej, które rzuca nowe światło na tragedię wschodnioeuropejskich Żydów. Cătălin Mihuleac napisał książkę totalną – piękną, okrutną, mądrą i niemożliwą do zapomnienia. To lektura dla tych, którzy nie boją się spojrzeć prawdzie w oczy i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. To literacki pomnik wystawiony światu, który spłonął, i przestroga dla świata, który wciąż bawi się zapałkami nienawiści.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Córeczka Tamara Duda
Córeczka
Tamara Duda
„Kiedy wojna puka do twoich drzwi, przestajesz być tym, kim byłeś, a stajesz się tym, kim musisz być, by przetrwać” – to brutalne przesłanie wybrzmiewa z każdej strony powieści „Córeczka”. Zawartość tomu autorstwa Tamary Dudy (piszącej pod pseudonimem Tamar Horicha Zernja) to jedna z najważniejszych pozycji literatury ukraińskiej ostatnich lat. To wstrząsający zapis wydarzeń z 2014 roku, kiedy to Donieck stał się areną dramatycznych przemian, a życie zwykłych ludzi legło w gruzach pod gąsienicami czołgów i ciężarem rosyjskiej agresji. Moja ocena tej książki to mocne 8/10. Jest to lektura, która nie pozwala o sobie zapomnieć, oferując rzadki w literaturze wojennej wgląd w kobiecą perspektywę oporu i przetrwania. Największym atutem powieści jest to, jak Tamara Duda kreśli losy tytułowej bohaterki, umiejętnie wplatając je w autentyczne realia historyczne początku wojny w Donbasie. Poznajemy młodą kobietę, artystkę, która z dnia na dzień zamienia swoją pasję na wolontariat i walkę o godność. Autorka z dużą dozą fantazji literackiej (rozumianej tu jako kunsztowna beletryzacja faktów) pokazuje proces transformacji: od zagubienia, przez strach, aż po niewyobrażalną siłę. Wyczuwalna w tekście kunsztowna więź z przeszłością i korzeniami ukraińskiej tożsamości nadaje całości wyjątkowej głębi. To nie jest tylko reportaż z frontu – to głęboka analiza tego, jak konflikt zbrojny redefiniuje pojęcia takie jak dom, rodzina czy ojczyzna. Przede wszystkim doceniam te pozycję za autentyczność emocji. Choć sama historia jest fikcyjna w sensie kompozycji powieściowej, opiera się na rzeczywistych przeżyciach autorki, która sama była wolontariuszką w strefie działań wojennych. Ta autentyczność sprawia, że opisy oblężonego miasta, wszechobecnej zdrady i heroizmu są porażające. Duda unika taniego patosu, stawiając na surowy, momentami wręcz cyniczny humor, który jest jedyną tarczą bohaterów przed szaleństwem. Jedynym powodem, dla którego nie wystawiam pełnej dziesiątki, jest momentami zbyt rwana narracja w drugiej części tomu, gdzie mnogość drugoplanowych postaci i mikro-wątków sprawia, że główny nurt opowieści na chwilę traci swój impet. Mimo tych drobnych technicznych niedociągnięć, „Córeczka” to lektura, która nadaje całości wyjątkowej głębi, zmuszając czytelnika do konfrontacji z niewygodną prawdą o współczesnym świecie. Autorka stworzyła portret kobiety, która odmawia bycia ofiarą, stając się symbolem cichego, ale nieugiętego zwycięstwa ducha nad brutalną siłą. To książka bolesna, ale i niosąca nadzieję, napisana z rzadko spotykanym temperamentem. Jeśli szukasz literatury, która bez upiększania pokaże Ci, co dzieje się z człowiekiem, gdy jego świat płonie, powieść Tamary Dudy jest pozycją obowiązkową. To głos wolnej Ukrainy, którego nie wolno zignorować.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana), przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Najdłuższa podróż Oksana Zabużko
Najdłuższa podróż
Oksana Zabużko
Ten celny esej, stworzony w Polsce przez ukraińską pisarkę “na gorąco” - zaraz po agresji raszystów w 2022 r., polecałbym licznym rodakom, w dużej części opętanym ruską narracją, czy raczej: jej uległym… Ale też i nie mam złudzeń, by ta, bądź co bądź dość łopatologiczna pozycja, dotarła do zaczadzonych milionem bredni na tematy ukraińskie. A szkoda… Szkoda, bo to w zasadzie wyczerpujące, acz pobieżne, kompendium tematu, poczynając od początku, czyli od pierwszej “wewnętrznej” agresji Rosji w Krymie i Donbasie w 2014 r. (a sięgające i jeszcze wcześniej). Rzecz opisana nie językiem nudnego politologicznego wykładu, tylko wspaniałym literackim stylem, miejscami wręcz poetyckim i z prawdziwie historiozoficznym rozmachem. Ktoś, kto nie wie niczego o historii Ukrainy, pozna tu najważniejsze fakty, choć cała rzecz wydała mi się skierowana raczej do odbiorców Zachodu. Oczytany polski czytelnik, obserwator wydarzeń ostatnich kilkunastu lat, w zasadzie ma tę wiedzę, jaką tu Zabużko przekazuje. Choć i ja - po studiach historycznych, od dawna zafascynowany Ukrainą, krajem najbliższym nam pod każdym niemal względem - co nieco się dowiedziałem… Autorka, co w pełni zrozumiałe, nie kryje emocji, tych zdrowych. Raczej tu żal, że świat nie chce czy nie potrafi przynajmniej zrozumieć ukraińskiego punktu widzenia wobec obawy przed cieniem Kremla, z ignorancją co do istoty “wiecznej Rosji” połączoną, co dominuje nad wszystkim… Analizując historię, Zabużko sięga głębiej, nie cofając się i przed takimi ocenami: “Znamy cenę tego spróchniałego zombie-potwora: to my (nasi przodkowie) swego czasu, na złość Polsce i Turcji, ulepiliśmy go i postawiliśmy na nogi, a potem jeszcze przez wieki dokarmialiśmy własną siłą - najpierw dobrowolnie, a potem pod przymusem, bo we wszelkie sojusze z Moskwą łatwiej wejść, niż z nich wyjść, zgodnie z zasadami grup kryminalnych”. “To ukraińskie kozactwo budowało sławę rosyjskiej armii jako niezwyciężonej w wyprawach tureckich (...) i od tamtej pory szkielet tej armii - korpus oficerski niższego i średniego szczebla - czy to za carów, czy to za bolszewików, trzymał się na Ukraińcach właśnie, bo walczyć nasi zawsze potrafili”. A zarazem z jednego wynika drugie: “Rosjanie to tak naprawdę nie naród, tylko, zgodnie z trafnym określeniem Astolphe'a de Custina, więzienie narodów: państwo-garnizon, gdzie służba w wojsku nigdy szczególnie nie różniła się od kary więzienia”. “Cała rosyjska tradycja kulturowa trzech ostatnich stuleci starannie, z pokolenia na pokolenie, pracowała nad przywłaszczeniem sobie Ukrainy – jej historii, jej kultury, a nawet jej narodu”. W tym kontekście Autorka obok Putina słusznie, niestety, przypomina – “w przeciwieństwie do niego nawet całkiem utalentowanych” – Michaiła Bułhakowa i Josifa Brodskiego”. Podkreśla też, że w 1863 roku zakazano druków w języku ukraińskim a +ukrainofilstwo+ nieco później stało się przestępstwem”. Zasadny jest także zarzut wobec jak zawsze wszystkowiedzącej Europy: “Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku duzi, dorośli panowie nieostrożnie wykreślili nas z listy Heglowskich +narodów historycznych+”. Bardzo tu precyzyjnie pokazane przeistoczenie się Związku Sowieckiego w rzekomo inny kraj, czyli Rosję, czy jak to wtedy zwali: Wspólnotę Niepodległych Państw (niezłe to autoszyderstwo)… “Partia komunistyczna stała się kozłem ofiarnym, którego skupione wokół KGB elity chętnie złożyły na ołtarzu - ściągnęła ona na siebie całą nienawiść ludu i całe historyczne zło, które dzięki temu samoczynnie ulokowało się w przeszłości - a tak zwane organa, które właśnie były instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za zbrodnie radzieckiego totalitaryzmu, mogły znów, jak za Stalina, paradować w nimbie rycerzy porządku i sprawiedliwości”. Autorka przypomina że 23 dni przed ogłoszeniem niepodległości przez Ukrainę (w 1991 roku) George Bush senior pouczał w Kijowie parlament jeszcze sowieckiej Ukrainy, że musi ona podążać ku wolności w ślad za przyszłą odnowioną Rosją, nie odstępując jej ani na krok. “Niech się dziecko cieszy, tylko broń jądrową ma oddać dorosłym, jeśli nie chce, żeby dorośli pogrozili mu paluszkiem”. “Tym samym: rozpad ZSRR był - i wciąż pozostaje – przypadkowym ekscesem, przykrym błędem, który wyskoczył w procesie przekazywania władzy i który łatwo będzie naprawić, jak nie dziś to jutro, jak tylko zdarzy się wolna chwila”. Według autorki stało się to podczas przewrotu w 1993 roku: “Jelcyn stał się takim tresowanym misiem, jakim w 2014 roku miał się stać Janukowycz, gdyby udało mu się rozpędzić Majdan”. “A rosyjskie służby specjalne przejęły monopol na władzę, zamierzając nigdy więcej jej już nie oddać”. Zabużko podkreśla też, że całą przestrzeń informacyjną Ukrainy Rosja przejęła jeszcze w latach 90. - telewizję, rynek książek i prasę. Tłumaczy to tak: “Ograniczaliśmy się, niczym wypuszczeni z więzienia, do minimalnych oczekiwań osoby poturbowanej: żeby państwo zostawiło nas spokoju – a resztą to już zajmiemy się sami. Nasze media przechodziły na rosyjski i coraz częściej wybrzmiewała teza o +wspólnej przestrzeni kulturalnej+ – wypełnianej rosyjskimi serialami ku czci gliniarzy i czekistów i wulgarną rozrywką upichconą przez moskiewskich producentów”. Do tego dochodził rozpowszechnianie mitu, że: “Tuż za rogatkami Unii Europejskiej dojrzewa jakaś groźna +biała Somalia+, którą, rzecz jasna w imię bezpieczeństwa międzynarodowego, powinna się zaopiekować Rosja. Włożenie tego ludziom do głów nie było takie proste po tym, jak cały świat zachwycał się naszym niewiarygodnie pięknym pomarańczowym majdanem, na którym przez dwa miesiące kilkumilionowy tłum nie stłukł ani jednej szyby, i nawet przestępczość spadła w mieście dziesięciokrotnie – ale jak pokazały w 2014 roku reakcje wspólnoty międzynarodowej na +ukraiński kryzys+ Rosja poradziła sobie z tym zadaniem. Nawet nie chcę myśleć ile taka +operacja specjalna+ mogła kosztować w przeliczeniu na rosyjskie niewyasfaltowane drogi i niezgazyfikowane miasta”. Bardzo tu wiele m. in. o tym, jak skutecznie rosyjska propaganda przygotowywała wojnę w 2022 roku, pod względem "nadbudowy" - choć nie "bazy", bo tu dramat - czyli w agresji propagandowej i działań FSB. “Jednak tu wszystko jak u Czechowa – jeśli w pierwszym akcie na scenie wisi strzelba, to przed piątym aktem musi wypalić (...) – i oto wreszcie strzelba wypaliła”. “W rosyjskiej świadomości masa +tłum+, figuruje wyłącznie jako siła negatywna niszcząca: skoro protestuje +sama+, bez nadzoru policji i +dziesiętników+ – to zwyczajnie musi rozbijać witryny, palić samochody i ciągnąć ze sklepów naręcza zrabowanego dobra mniej więcej tak, jak zachowują się teraz w supermarketach w okupowanych ukraińskich wsiach rosyjscy sołdaci. Rosyjska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego doskonale odnalazła się w roli +duchowego departamentu+ Kremla”. “Jak z oburzeniem krzyczała matka rosyjskiego żołnierza, który skarżył się jej z Ukrainy na ostrzał ze strony zbrojnych sił Ukrainy: +Was na 'oczyszczanie terenu' posyłali, a nie na wojnę!+”. “Oto czym jest ta wojna: tęsknotą zwapniałego mózgu obumarłej, niezdolnej do rozwoju formy historycznej – za własną młodością. Płacz głodnego wampira, któremu odcięto dopływ świeżej krwi, pretensje potwora Frankensteina do jego twórcy: jak to tak ,ty beze mnie możesz istnieć, a ja bez ciebie nie...?”. “W wersji na eksport ta technologia zadziałała doskonale. W Europie mit +rozdartej Ukrainy+ zdążył do 2014 roku wyprzeć wszelką inną o niej wiedzę (w której i tak nie było dużo). Można było do utraty głosu opowiadać, że w kraju, w którym niemal dwie trzecie ludności wskazuje ukraiński jako swój język ojczysty, a ponad dwie trzecie periodyków ukazuje się wręcz przeciwnie, po rosyjsku, dyskryminowana jest właśnie ta ukraińskojęzyczna większość. Suchy prowiant dla rosyjskich +oddziałów pokojowych+ przygotowano w ilościach prawdziwie przemysłowych: w lutym 2022 roku Rosjanie z nim właśnie weszli do Ukrainy, wyprodukowanym w 2014, z terminem przydatności 1 rok”. Podoba mi się ta duma, narodowa duma, gdy Zabużko podkreśla: “Ziścił się ten wers hymnu narodowego, w którym sto pięćdziesiąt lat temu obiecaliśmy +pokazać+ komuś nieokreślonemu, +że jesteśmy bracia, z kozackiego rodu+: udowodniliśmy, pokazaliśmy ku największemu chyba własnemu zdziwieniu”. A ja przypominam, nie bez satysfakcji, że po niecałych 4 latach od napaści z 22 czerwca 1941 r., Sowiety już były w Berlinie… Oto kontekst prawdziwej klęski Putina w Ukrainie - z Kozakami nie wygra, a to i nasza korzyść; widzi to jasno, kto nie stracił wzroku, zaślepiony. Jednym z najważniejszych czynników przebudzenia Ukraińców jest oddolny charakter zjawiska. “I tak musi to kiedyś zostać zapisane w podręcznikach: decyzja, że Ukraina będzie się bronić, przyszła +z dołu+, jako wynik praktycznego plebiscytu. Dla władz kraju był to tylko test na słuch polityczny – kto +nie dosłyszał+, wypadł z procesu politycznego”. Wszystkie swe argumenty Zabużko słusznie uznaje za kwestię "innego poziomu rozwoju cywilizacyjnego" Rosji i Ukrainy”. I jedno z setek uzasadnień tej różnicy: “Wydajność na najlepszych na świecie czarnoziemów Ukrainy była siedmiokrotnie wyższa niż za czasów Sowietów. Wolność jest siedmiokrotnie bardziej wydajna niż niewolnictwo” . Wydaje się, że Europa - jak zawsze w strachu przed Niedźwiedziem Północy - niczego nie może pojąć. “Pamiętam, jak wzdrygnął się niegdyś pierwszy niemiecki dziennikarz, któremu powiedziałam w wywiadzie, że oficer KGB rządzący Rosją to tak, jakby oficer Gestapo stał na czele Niemiec: czyli, upewnił się wstrząśnięty, tak mam napisać?– ale ostatecznie nie napisał”. “Już po raz trzeci (sic!) w ciągu ostatnich 20 lat jestem świadkiem, jak Zachód +odkrywa dla siebie Ukrainę+. W 2004 po pomarańczowej rewolucji, w 2014 po Euromajdanie i w 2022 – po 24 lutego, kiedy Ukraina po raz trzeci w tym stuleciu burzy Kremlowi scenariusz jej ponownego wzięcia pańszczyźnianą niewolę. (...) I za każdym razem zachodni eksperci nie omieszkają ze świeżą siłą się nim zadziwić, i to tymi samymi słowami, jak to bywa przy zaburzeniach pamięci krótkotrwałej: Patrzcie, kto by pomyślał, Ukraińcy to dorosły naród! mają społeczeństwo obywatelskie! są gotowi walczyć o własną wolność! patrzcie, oni walczą! och, to niesamowite, oni zwyciężają!”. Oto gorzka istota stosunku świata do walczącej Ukrainy…. Czyż nie i naszego? Może dlatego parę słów prawdy kieruje Autorka i do nas. “Dla Polaków, którzy przyjęli ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, to nie jest już "cudza wojna", jak przez poprzednie 8 lat – teraz dotyka ona całego polskiego społeczeństwa na głębokość historycznie całkiem nieodległej, jeszcze niezagojonej traumy zbiorowej”. “Spośród wszystkich krajów świata nigdzie nie mogliby nas zrozumieć lepiej: w lustrze naszej wojny Polacy na nowo rozpoznają siebie, jak ja w lustrze hotelowej łazienki”. Obawiam się tylko, że to już przeszłość, spłynęło po nas - “jak woda po kaczce”.... I jeszcze trafna uwaga wobec narzekających na “Ruskich” w tramwaju czy na ulicach, jakby niektórzy do dziś nie byli w stanie pojąć, że można być rosyjskojęzycznym, a mieć świadomość ukraińską i antyrosyjską. “Żeby odróżnić po rosyjskiej wymowie Ukraińca od Rosjanina, trzeba być jednym albo drugim, inni tej różnicy nie wychwycą, nawet Polacy jej nie słyszą”. PS Nie zauważyłem, by Zabużko popełniła szkaradny grzech autopromocji. Jeśli już, to - ze zrozumiałymi emocjami - promuje dzielnie walczący w samoobronie własny kraj, co niegdyś było także i udziałem Polski. Szczęśliwie dla nas, nie ma tu nic o “szantażu Wołyniem”, czyli żądaniu przeprosin jako rzekomego warunku wszystkiego z naszej strony, choć prezydent Poroszenko już w 2014 roku prosił o przebaczenie i w Sejmie, i przed Pomnikiem Ofiar Wołynia w Warszawie. Jakimś trafem temat nie był wtedy w polskich mediach przesadnie nagłośniony. W efekcie kompletnie nie zaistniał w polskiej świadomości. BTW: ciekawe dlaczego komuna nagłośniła gest Brandta z 1970 r., ukrywając za to skrzętnie, co w sumie zrozumiałe dwa lata po Marcu, przed którym to pomnikiem ukląkł….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Towarzysz Nachman Izrael Joszua Singer
Towarzysz Nachman
Izrael Joszua Singer
Spodziewałam się, że będzie to jednak literatura podobna w duchu do twórczości wielkiego noblisty Izaaka Singera, młodszego brata pisarza. Ale nie, to zupełnie inny typ prozy. Mimo że też pisany w jidysz. Moim zdaniem, znacznie bardziej uniwersalny. Opowiada o życiu żydowskich biedaków z małego miasteczka, Warszawy, Moskwy, ale w gruncie rzeczy to przypowieść ukazująca okrutne prawa rządzące światem, w którym nie ma sprawiedliwości. Bohaterem powieści jest bieda. Szczegółowy, wręcz reporterski opis życia bardzo biednej rodziny żydowskiego w podlubelskiej miejscowości, w Zaułku Nędzarzy. Mates Riter pracuje jako domokrążny handlarz, sprzedając i skupując towary w okolicznych wsiach. Całe tygodnie o głodzie przemierza zakurzone drogi, dźwigając wór pełen towarów. Tylko na szabas wraca do rodziny, idzie do łaźni, do synagogi, zjada coś i odpoczywa. Utrzymuje żonę i sześć córek, w końcu rodzi mu się upragniony syn. Rodzina żyje w tak skrajnej nędzy, że trudno to sobie wyobrazić. W izbie brak sprzętów, głodowe posiłki, nędzne zarobki, życie niewiele różniące się od życia zwykłych żebraków. Właściwie niczym się nie różniące, bo różne kwestie życiowe rozwiązywane są przy pomocy bogatszych sąsiadów. A chleb otrzymywany z czyjejś łaski boli i upokarza. Ale za to rodzina jest niezwykle pobożna i nędzarz Mates nie żałuje nigdy grosza ze swych głodowych zarobków na rytualną łaźnię, ofiarę w synagodze czy wsparcie dla ubogich. Sam przyjmuje z pokorą swój los, nie buntuje się, ale również nie próbuje nauczyć się jakiegoś fachu, by może trochę lepiej zarabiać. Jedyne, na co sobie pozwala, to wykształcenie dla syna Nachmana w szkółce religijnej. Marzeniem ojca jest, by syn został uczonym chasydem, a może nawet rabinem. Marzenie jego spełnia się w bardzo przewrotny sposób. Nachman, czeladnik piekarski, zostaje zauroczony ideologią komunistyczną, gdzie jest mowa o wyzysku mas pracujących przez wrednych kapitalistów, o konieczności walki z systemem na wzór doskonałego Kraju Rad, pierwszego państwa, gdzie robotnicy rządzą. Zauroczenie to przypomina religijność ojca, a jeszcze bardziej – wiarę serwowana w każdej sekcie religijnej. Nachem nie dostrzega, jak jego ideologia rozmija się z rzeczywistością, aż do tragicznego końca. W imię walki z wyzyskiem podcina korzenie, na których opiera się byt jego rodziny. Pracuje bardzo ciężko, z pełnym oddaniem, jest uczciwy do bólu, zachowuje swoją godność, a jednak traci wszystko. Ostatnia scena, kiedy wykończony Nachman przekracza granicę państwową i zmordowany pada obok konającego, zamęczonego pracą konia, którego po wykorzystaniu do końca właściciel porzucił na śmierć pod rozgwieżdżonym niebem, jest jedną z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać kiedykolwiek. Obraz komunizmu w wydaniu radzieckim jest tu ukazany w bardzo krzywym zwierciadle, ale do bólu prawdziwie. Slogany o walce ze światowym wyzyskiem, wygłaszane do ludzi, którym mimo katorżniczej pracy nie starcza na chleb. Naiwna wiara w system wbrew temu, co oczy widzą, wiara w szczerą prawdę słowa pisanego w lewicowych gazetkach, w demagogiczną agitację rozmaitych guru komunizmu z towarzyszem Danielem na czele. Warunki życia i pracy w Związku Radzieckim, wyzysk nie mniejszy niż gdzie indziej, kreowanie spisków, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo, polowanie na wrogów klasowych… Przedwojenna Polska też nie wygląda dużo lepiej w oczach pisarza. Szef policji Konrad Łempicki, śledczy Słupek, sędzia Brzygowski – to zaiste indywidua spod ciemnej gwiazdy. Satyra Singera jest cienka, złośliwa i niezwykle trafna. Oczywiście rzecz toczy się w środowisku niezamożnych Żydów, ale obraz przedstawicieli władzy nie ma charakteru klasowego ani narodowościowego. Towarzysz Daniel, sprawca wszystkich nieszczęść Nachmana, to też przecież Żyd. Teza powieści to przeświadczenie, że biedni, ciężko pracujący ludzie nigdy nie osiągną dostatku, bo by coś osiągnąć, trzeba porzucić zasady moralne, oszukiwać, kłamać i wysługiwać się władzy. W gruncie rzeczy egzystencja żydowskiego sztetla, gdzie też przecież są wygrani i przegrani, bogaci i biedni, wydaje się być bardziej egalitarna, a przede wszystkim bardziej nastawiona na współdzielenie się dostatkiem. Musze też powiedzieć, że styl powieści starszego Singera jest wspaniały, oszczędny, mocny, trafny aż do bólu. Mimo wielu złośliwie opisanych spraw i osób, powieść „Towarzysz Nachman” to właściwie moralitet. Żywot Nachman od narodzin do finałowej przegranej, prowadzi czytelnika do uświadomienia sobie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Imię Nachman znaczy „pocieszenie”. Prawie jak żywot świętego dwudziestego wieku, mimo że wierzy on w komunizm. A tłumaczenie powieści to mistrzostwo świata!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 2 miesiące temu
Kramp María José Ferrada
Kramp
María José Ferrada
W chwaleniu wszem i wobec wydawnictwa Claroscuro zrobiłem się już powtarzalny i nudny ale nic na to poradzę, że wydawanymi książkami wpasowują się w mój gust prawie w stu procentach. „Kramp” nie jest wyjątkiem, to naprawdę bardzo ciekawa powieść. Główną bohaterką i narratorką jest M. I jest to w tym przypadku o tyle istotne bowiem bohaterowie tej powieści nie mają imion. Tylko ich pierwsze litery. M opowiada nam swoją historię a właściwie historię swojego życia. A żeby być bardziej precyzyjnym to opowiada historię jak uczyła się życia. M bowiem w wieku lat siedmiu zaczyna towarzyszyć ojcu w pracy a ten jest komiwojażerem. Opuszczając coraz więcej zajęć szkolnych młodziutka M bardzo szybko uczy się co i jak wygląda, jakie mechanizmy sterują tym światem, co trzeba robić i mówić żeby wyjść na swoje i bardzo szybko zaczyna być nad wyraz zaradna i skuteczna. A jednocześnie spotyka na swojej „zawodowej” drodze całą masę wszelkiej maści oryginałów, cudaków i ludzi co najmniej niestereotypowych. To naprawdę znakomita powieść. Już sam historia M jest ciekawa ale przede wszystkim ogromne wrażenie robią dwie kwestie – klimat powieści i styl autorki. Co do klimatu to jest on przesycony sentymentem, nostalgią, idealizowaniem dziecięcych lat, ale też swoistą tęsknotą, smutkiem zarówno za minionymi latami jak i za zmarnowanymi szansami. To bardzo słodko – gorzka opowieść. A jednocześnie wspaniale napisana. Maria Jose Ferrada ma wspaniałe pióro – lekkie, pełne urzekającego poczucia humoru, ciepłe, wrażliwe ale też subtelne, oszczędne w słowach i niezwykle sugestywne. Może i powieść jest krótka ale naprawdę wspaniała. Urocza, łapiąca za serducho i zostająca w pamięci na dłużej.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Żółty książę

Więcej

Mó­wi­łem ci, że tu lu­dzie są ser­decz­ni i do­brzy… Z ta­ki­mi można żyć! Słu­chaj uważ­nie: nigdy nie wierz, gdy ktoś mówi, że jakiś naród jest wiel­ki, a inny mały. Jedni po pro­stu się na­mno­ży­li i robią z tego wiele krzy­ku. A to nie wszyst­ko! Patrz, jakie kto ma serce. Jeśli podłe, to naród jest mały, i żadne licz­by nie po­mo­gą. Za to gdy zo­ba­czysz serce prze­peł­nio­ne do­brem, wiedz, że to naj­więk­szy naród, któ­re­mu w nie­bie wy­na­gro­dzą. Bia­ło­ru­si­nów może i nie­wie­lu, ale niech Bóg da, żeby było ich wię­cej. Po­patrz wkoło, kto nam podał po­moc­ną dłoń? I jesz­cze jedno: tutaj lu­dzie miesz­ka­ją w po­bie­lo­nych chat­kach, jak i u nas. A na pół­no­cy domy czar­ne. Choć tam też są dobre dusze, nie­ma­ło ta­kich, co uczci­wie czło­wie­ka po­trak­tu­ją. Ale gdzieś na dnie serca czai się zło jak wąż pod ka­mie­niem. Póki wszyst­ko gra, są do­brzy jak ro­dzi­na. Ale niech przyj­dzie co do czego, wy­ła­zi gad spod ka­mie­nia i kąsa! Róż­nie by­wa­ło. Cza­sem ten sam czło­wiek szcze­rze po­ma­ga, a póź­niej ­rąb­nie cię z całej siły pod żebro.

Mó­wi­łem ci, że tu lu­dzie są ser­decz­ni i do­brzy… Z ta­ki­mi można żyć! Słu­chaj uważ­nie: nigdy nie wierz, gdy ktoś mówi, że jakiś naró...

Rozwiń
Wasyl Barka Żółty książę Zobacz więcej

Oskarżenie zawsze jest prawdziwe, oskarżony się myli, sąd zawsze ma odpowiednią podbudowę ideową, a podsądny błądzi, kara zawsze jest trafna, a karany na nią zasłużył.

Oskarżenie zawsze jest prawdziwe, oskarżony się myli, sąd zawsze ma odpowiednią podbudowę ideową, a podsądny błądzi, kara zawsze jest trafna...

Rozwiń
Wasyl Barka Żółty książę Zobacz więcej
Więcej