Msza żałobna

Okładka książki Msza żałobna
Arne Dahl Wydawnictwo: Czarna Owca Cykl: Drużyna A (tom 7) Seria: Czarna seria kryminał, sensacja, thriller
408 str. 6 godz. 48 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Drużyna A (tom 7)
Seria:
Czarna seria
Tytuł oryginału:
Dödsmässa
Data wydania:
2013-11-06
Data 1. wyd. pol.:
2013-11-06
Liczba stron:
408
Czas czytania
6 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375545142
Tłumacz:
Dominika Górecka
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Msza żałobna w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Msza żałobna

Średnia ocen
7,0 / 10
154 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
476
457

Na półkach: ,

Tytuł zapewne bierze się od Requiem Mozarta, które bardzo lubi jeden z bohaterów — jeśli akurat nie słucha, to i tak dźwięczy mu w uszach, przypomina się tekst... Oprócz tego w książce nie brakuje śmierci, powodów do smutku i żalu. Chociaż niektóre rzeczy się udają.

Powieść jest wielowątkowa i zaczyna się w kilku różnych miejscach — tu weekendowa wyprawa, aby kupić zabytkowe biurko, tam napad na bank, ówdzie przemówienie Busha z okazji ataku na Irak, jeszcze gdzie indziej dziennik niemieckiego naukowca, który jako zmobilizowany naprędce szwej szturmuje Stalingrad, przeplatany z działaniami bezimiennego złoczyńcy. Te wszystkie wątki splatają się, ale powoli, ostatnie dołączają do makatki dopiero pod koniec.

Więcej szczegółów tutaj: https://finklaczyta.blogspot.com/2021/03/msza-zaobna-wielowatkowo.html

Tytuł zapewne bierze się od Requiem Mozarta, które bardzo lubi jeden z bohaterów — jeśli akurat nie słucha, to i tak dźwięczy mu w uszach, przypomina się tekst... Oprócz tego w książce nie brakuje śmierci, powodów do smutku i żalu. Chociaż niektóre rzeczy się udają.

Powieść jest wielowątkowa i zaczyna się w kilku różnych miejscach — tu weekendowa wyprawa, aby kupić...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

559 użytkowników ma tytuł Msza żałobna na półkach głównych
  • 331
  • 228
91 użytkowników ma tytuł Msza żałobna na półkach dodatkowych
  • 54
  • 8
  • 8
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Msza żałobna

Inne książki autora

Arne Dahl
Arne Dahl
Arnald jest z zawodu literaturoznawcą. Pracuje dla Akademii Szwedzkiej, przyznającej corocznie literacką nagrodę Nobla. Zadebiutował w 1990 r. powieścią Chiosmassakern. Pod własnym nazwiskiem opublikował trzy książki. Jest redaktorem czasopisma Aiolos, pracuje także jako recenzent w gazecie Dagens Nyheter. Dużą popularność w Szwecji oraz za granicą zdobył jako Arne Dahl cyklem powieści kryminalnych o tzw. Zespole A, specjalnej jednostce szwedzkiej policji, przeznaczonej do walki z przestępstwami o zasięgu międzynarodowym. Książki cyklu tłumaczone były na wiele języków (m.in. na inne języki skandynawskie, na niemiecki, angielski, włoski, hiszpański, francuski). Głównymi bohaterami cyklu są członkowie Zespołu A, Paul Hjelm, Kerstin Holm oraz Arto Söderstedt.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ten, kto zabije smoka Leif GW Persson
Ten, kto zabije smoka
Leif GW Persson
Dedykacja autora na początku książki, pełniąca rolę uprzedzenia czytelnika o tym, co go czeka za następną stroną, nie została umieszczona bez powodu. Nie bez powodu też nadał opowieści bajkowy tytuł, a monarchinią w złej bajce uczynił policjantkę. Nie byle jaką. Annę Holt. Szefową komendy rejonowej policji szwedzkiego okręgu Västerrot, która stała na straży prawa i sprawiedliwości swojego księstwa. Za bezpieczeństwo jego mieszkańców odpowiadała osobiście razem ze swoim „dworem”. Do dyspozycji miała „pięciuset policjantów, spośród których wielu zasłużenie zaliczano do najlepszych w kraju”. I nagle, to na jej ziemiach, jej włościach, w ciągu tygodnia wyczerpał się limit, a nawet znacznie go przekroczył, średniej morderstw najbardziej niebezpiecznych rejonów Szwecji. Potrzebowała rycerza na białym rumaku, który zabiłby dla niej smoka, zanim znowu wbije szpony w jej ziemie i zacznie ziać śmiertelnym ogniem, zostawiając po sobie kolejne trupy. Pomyślała i dostała! Everta Bäckströma, którego wyprzedzała „sława” z najczęściej powtarzającymi się określeniami – tłuścioch, wrzód na tyłku, pokuta za grzechy, seksista, mizantrop, rasista, homofob, ksenofob. Cynicznego zrzędę z mnóstwem uprzedzeń wobec innych ludzi, a zwłaszcza cudzoziemców i homoseksualistów. Alkoholika, którego poznałam w pierwszym dniu próby odwyku zaleconego przez doktora Mengele, jak nazywał policyjnego lekarza, przez którego czuł się „rześko jak orzeł, który zaplątał się w linie wysokiego napięcia”. Ryzykanta i chciwego chytrusa. Egoistę i zadufanego w sobie i swoim wyglądzie Narcyza. Najbardziej antypatycznego i kontrowersyjnego śledczego w regionie, ale za to jedyny, według Bäckströma, pięćdziesięciopięcioletni „w pełni normalny Szwed w kwiecie wieku. Legendarny śledczy i spełnienie skrytych fantazji każdej kobiety”. Te dwa odmienne i bardzo skrajne poglądy na osobę Bäckströma łączyła tylko jedna wspólna opinia. Bäckström był bardzo dobry w swoim fachu. Posiadał, jak mało kto, intuicję i przeczucie, które w jego przypadku zawsze się sprawdzały w praktyce. I dokładnie tak było w przypadku pierwszego morderstwa, które zlecono mu do rozpracowania. Nie miał do tego, według niego, odpowiednich warunków. Był trzeźwy, miał mało ludzi i znienawidzonego „opiekuna”, który czuwał nad nim na zlecenie szefowej. Na dodatek nikt błyskotliwy, mądry i inteligentny wokół niego, kto zrozumiałby, co mówi czyli same „fujary, lesby, czarnuchy, zwykli debile”, a jego zespół dochodzeniowy to nie była „najbystrzejsza ekipa, z jaką zdarzyło mu się pracować w ciągu dwudziestu pięciu lat na stanowisku śledczego, ani nawet największa”. Tylko dziewięć osób i tylko jeden prawdziwy policjant, czyli on, a reszta to „czysty Fin, wieśniak z północy, też Fin, Chilijczyk, Rosjanka, młoda łyska, lesba, pomponiarz i stary, poczciwy Lars Zakuta Pała Alm, od urodzenia głęboko upośledzony umysłowo”. Oprócz Nadii, do której żywił coś na kształt sympatii, bo stawiała dobrą, rosyjską wódkę, dotrzymując mu kroku w opróżnianiu butelki. A samo morderstwo wyglądało na zwykłe, proste i szybkie do zamknięcia. Oficjalnie typowa ofiara czyli „samotny mężczyzna w średnim wieku z marginesu społecznego z poważnym problemem alkoholowym”. Nieoficjalnie, według Bäckströma, kłótnia miejscowych żuli zakończona trupem. I tutaj odezwała się niezawodna intuicja detektywa. Jeszcze nie wiedział, co mu podpowiadała, ale był przekonany, że coś mu się w tym wszystkim nie zgadza. Kolejne morderstwa, pozornie niezwiązane z pierwszym, potwierdzały tylko jego podejrzenia. Wbrew niechęci prawie wszystkich (oprócz Nadii, która jako jedyna była w stanie go zrozumieć), którzy znali Bäckströma, miał szansę zostać rycerzem i zabić smoka. Z ciekawością śledziłam prowadzone zawiłe i rozległe śledztwo przez detektywa i jego ekipę, ale najbardziej zafascynowała mnie jego osobowość i tok rozumowania toczony w myślach. Bezgłośne i bezcenne komentarze, kierowane wobec rozmówców, z których żadnemu nie przepuścił przyjemności okazji do napiętnowania. To schizofreniczne zestawienie oficjalnych, grzecznych słów wypowiadanych na głos ze złośliwymi opiniami pomyślanymi tworzyło warstwę kapitalnego humoru w powieści. Ale tego złośliwego, nietaktownego, wulgarnego i niezgodnego z zasadami savoir-vivre. Można było, dzięki detektywowi, podeptać meczące normy dobrego wychowania i bezpiecznie dać upust swojemu negatywnemu nastawieniu do wszystkiego i do wszystkich. Skorzystać z rzadkiej okazji odreagowania nagromadzonych emocji. To, czego nie mógę robić w realu bez konsekwencji, tutaj mogłam, wiernie wtórując detektywowi w jego sadystycznie miażdżących opiniach. Odkryć swoje nieładne, drugie ja. Małego, złośliwego „detektywa” w sobie. I w tym kryje się pół sukcesu powodzenia powieści i przewaga książki nad filmem. To tylko w powieści można czerpać pełną przyjemność obserwowania prowadzenia dwulicowej gry. W filmie monologi mentalne muszą być wypowiadane na głos, by widz mógł „rozkoszować się” celnymi tekstami śledczego, ale już nie samą grą. Ale mimo to, muszą być dobre, skoro w Internecie krążą już składanki ze szwedzkiej ekranizacji cyklu z detektywem - „Najlepsze z Everta Bäckströma”. Nakręcono również wersję amerykańską. W Polsce ukazały się do tej pory trzy części cyklu. Nieświadomie zaczęłam znajomość z cynicznym detektywem od części drugiej, bo akurat tę kolega dostał w prezencie i chętnie mi ją pożyczył. Nie umniejszyło to jednak przyjemności czytania, ponieważ każda część zawiera w sobie jeden, cały, skończony wątek kryminalny. Dla komentarzy niezrównanego w opiniowaniu innych Bäckströma mam ochotę zajrzeć jeszcze do części 1. Wygląda na to, że jestem cichociemna w ukrywaniu złośliwości, skoro eksponowana w powieści sprawiała mi taką przyjemność! Ale autor lojalnie mnie uprzedzał, że to bajka tylko dla dorosłych. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 6 lat temu
Człowiek mroku Unni Lindell
Człowiek mroku
Unni Lindell
Z balkonu mieszkania na szóstym pietrze wypada 57-letnia kobieta w średnim wieku.Czy to wypadek, czy samobójstwo, ktoś dostrzega cień mężczyzny w czapce za jej plecami.Następnie po jakimś czasie znika w niewyjaśnionych okolicznościach młoda dziewczyna Lili Aniela Rudek sprzątaczka zatrudniona na lato do sprzątania przy kempingu w Moss.Dziewczynę nękało i gnębiono nocami takie złe przeczucie, że jest przez kogoś śledzona.Za jej oknem domku przesuwał się i przechodził tajemniczy cień tego samego mężczyzny.Czy to nie jest czasami przypadek, że właściciel owego kempingu zamieszkuje ten sam blok, co zabita tam starsza kobieta. Cato Isaksen razem z nową jego pracownicą grupy śledczej Marian Dahle podejmuje się prowadzenia sprawy zabójstwa tej kobiety, a Marian Dahle to osoba bardzo impulsywna, empatyczna nie darzy sympatią policjanta Cata Isaksena i nie koniecznie ona uznaje regułę drogi służbowej. Mimo nieporozumień między nimi co wynikają z tego, muszą oni ustąpić i rozwiązać zagadkę kryminalną odnaleźć zabójcę, żeby nikomu nic już nie zrobił i nie zabijał. Po "Miodowej Pułapce", który był bardzo świetnym kryminałem, Unni Lindell zaskoczyła mnie swym genialnym skandynawskim kryminałem,wciągająca historia, trzymająca w doskonałym napięciu..szybko akcja rosła,z każdą stroną czytanej książki, zaskakująca, niezła fabuła..znakomity policjant Cato Isaksen, zaś Marian Dahle to taka wredna, denerwująca idiotka jak mi działała na nerwy, irytująca baba, stale kłóciła się Catem o coś drażniła mnie.Książka wzbudzała we mnie emocje, powodowała mnóstwo strachu, przerażenia. Trochę trudna, zagmatwana zagadka do rozwiązania,z zapartym tchem czytałam ten kryminał. "Człowiek Mroku" to świetny,zdecydowanie mocny kryminał z Czarnej Serii..Lindell i tym razem spisała się rewelacyjnie jest znakomitą norweską pisarką, dla której poświęcił super chwile i zagwarantowała mi moc zagadek, dała mi olbrzymią satysfakcję podczas czytania nie rozczarowała mnie książka przeczytałam ją z zainteresowaniem.
Justyś - awatar Justyś
ocenił na 8 9 lat temu
Białe piekło Melanie McGrath
Białe piekło
Melanie McGrath
Morderczy mróz, społeczność żyjąca według pierwotnych zasad, gdzie najważniejsze to chronić się przed zimnem, i oni – obcy, bez szacunku do reguł rządzących tym regionem, zwyczajów tych ludzi, a swoje interesy traktujący jako najważniejsze na świecie. Innuici to niewielka społeczność żyjąca na biegunie i zajmująca się głównie polowaniami. To doskonale znająca się grupa ludzi; to miejsce, w którym wszyscy wszystko o sobie wiedzą; gdzie nikt nie zamyka domów, a zimno jest tak niewyobrażalne, że standardowe metody ochrony przed nim zawodzą. Miejsce, gdzie władzą wykonawczą i ustawodawczą jest rada starszych złożona wyłącznie z mężczyzn i namaszczona przez miasteczko do decydowania w sposób arbitralny co komu wolno a co nie. Miejsce, gdzie ludzie kierują się wartościami humanizmu: przede wszystkim człowiek; gdzie pieniądze nie stanowią o niczym; gdzie przez większą część życia ludzie skazani są na siebie i od siebie zależni. Miejsce, gdzie relacje buduje się chyba najtrudniej na Ziemi, bo nie ma dokąd uciec od toksycznych znajomości, a także nie ma okazji, żeby poznać kogoś nowego. Miejsce trudne pod każdym względem i w każdym aspekcie życia. Główna bohaterka Edie jest przewodniczką wycieczek. Któregoś dnia jeden z uczestników jej wyprawy ginie w dziwnych, jak na to miejsce, okolicznościach. Edie zostaje obarczona odpowiedzialnością za wypadek i pozbawiona dalszej możliwości pełnienia swojej funkcji. Jednak nie wszystko jest tak oczywiste, jak się wszystkim wydaje. Wypadek to działanie pozorowane, komuś zależy żeby pewna tajemnica nie wyszła na jaw, a wewnątrz społeczności ostatecznie udaje się zachować pozory dla wartości o wiele bardziej prymitywnych niż humanizm. Fabuła książki pozornie skupiona jest na rozwiązaniu zagadki śmierci turysty, ale tak naprawdę intryga jest zbudowana dużo ciekawiej i jest bardziej skomplikowana. Z oczywistych powodów autorka nieco poszerzyła pole działania i na moment uciekła z bieguna, nieco nabudowując rozwiązanie, ale w ogóle nie miałam poczucia, że odrealniła tę sytuację. Opisy w powieści czyta się tak, że równie dobrze akcja mogłaby dziać się na Marsie – krajobrazy, styl życia bohaterów, ich charaktery, są tak totalnie niewiarygodnie (nie mówię, że nieprawdziwe, ale zupełnie inne od tego, co możemy sobie wyobrażać), że gdyby rzecz działa się na innej planecie, to ja nie byłabym zaskoczona. Mnie zafascynował ten świat, te zwyczaje. Miałam jednak poczucie nieustającego smutku, który towarzyszył bohaterom, ponieważ chyba tylko na Marsie trudniej o dobrą relację, szczęśliwy związek, jakąkolwiek socjalizację. Autorka pokazuje w bardzo obrazowy sposób jak radzą sobie ludzie na końcu świata i nie jest to wizja radosna. Wpadają w alkoholizm, narkotyki, są skazywani na ostracyzm, a ich trudny stan pogłębia się w dwójnasób. W takie błędne koło wpada nasza bohaterka, której wypadek z turystą nie pomaga w radzeniu sobie z depresją. Edie (dzięki śmierci pewnej bliskiej osoby w dalszej części powieści) znajduje w sobie siłę do działania i staje do walki nie tylko z nieprzychylną społecznością innuicką. Autorka w bardzo sprytny sposób opisała swoją bohaterkę, ponieważ czytelnik nie skupia się na współczuciu, ale kibicuje jej. Nie roztrząsamy, czy jej działanie jest słuszne, czy nie, bo wiemy że tylko dzięki niej poznamy prawdę. Przy okazji w książce nie brakuje humoru i sarkazmu. Wiele dialogów jest dość zabawnych i widać, że dystans do siebie to recepta na radzenie sobie w tym trudnym miejscu. Oczywiście czegoś jednak brakuje w tej powieści – między innymi psychologii postaci. Dobrze poznajemy właściwie tylko Edie, cała reszta bohaterów jest pokazana dość tendencyjnie i oszczędnie. Inna sprawa, to taka, że jeśli kogoś nie zainteresuje życie Innuitów, to może szybko dojść do wniosku, że jest tego za dużo i że zajmuje to w książce miejsce na sedno fabuły. Ja nie miałam takiego poczucia, ponieważ ja byłam urzeczona tymi opisami, ale rozumiem, że niektórych może to nużyć. Rzecz jasna jest w niej też kilka scen rodem z Bonda, ale moim zdaniem można to autorce wybaczyć, tym bardziej że to jej debiut. Ja już mam na półce kolejną książkę McGrath i zamierzam się za nią zabrać w najbliższym czasie, bo pozytywnie mnie zaskoczyła i zachęciła do powrotu na biegun (tego książkowego powrotu). Polecam!
fmds - awatar fmds
ocenił na 7 4 lata temu
Ostatni Lapończyk Olivier Truc
Ostatni Lapończyk
Olivier Truc
Dla mnie to jedno z arcydziel gatunku. I oto dlaczego: Paradoks: czytam bardzo wiele powieści sensacyjnych (kryminałów, szpiegowskich, thrillerów), ale niezbyt je lubię, gdyż rzadko kiedy można napotkać na coś godnego uwagi. W większości powieści kryminalne są schematyczne, głupie, źle napisane i naiwne. A te braki, zwielokrotnione często elementarną literacką nieporadnością, autorzy usiłują nadrabiać piętrzeniem absolutnie niewiarygodnej – historycznie, psychologicznie, geografinie.. - fabuły lub, co gorsza, epatowaniem okrucieństwem. Najczęściej też autorzy takich powieści nie mają na dobrą sprawę nic do powiedzenia. Oczywiście, nie ma to przełożenia na komercyjny wymiar, niekiedy nawet odnoszę wrażenie, że im głupsza, prosta do prostactwa myśli i słowa, i gorsza powieść, tym więcej zdobywa czytelników. I, logiczne, tym chętniej wydawnictwa takie badziewie tłuką. Więc nawet autorzy bardziej ambitni zniżają się do poziomu komercyjnie opłacalnego. Od tych wszystkich wad wolna jest powieść „Ostatni Lapończyk” Oliviera Truca. Najpierw o autorze. Olivier Truc to francuski dziennikarz, mieszkający od ponad 20 lat w Szwecji, specjalizujący się, najogólniej, w problemach Arktyki i Północy. Zna region, jego problemy, zna mechanizmy polityki światowej (pisuje nawet do „Le Monde”) i społeczne realia krajów skandynawskich. Gdy więc osadza akcję swojej powieści kryminalnej „Ostatni Lapończyk” w realiach północnej Norwegii, w społeczności tubylczej ludności Saamów, to jesteśmy pewni, że wie, o czym pisze. I obraz społeczeństwa Saamów, opis obyczajów, wierzeń, problemów politycznych i społecznych – dokładny, dziennikarski – jest absolutnie wielką zaletą tej powieści. To nie jest durna opowieść w stylu „zabili go i uciekł”. To rzetelne studium. Atrakcyjne, urzekające, fantastyczne. Intrygę powieści (jest, oczywiście, morderstwo, jest historia sięgająca dziesięciolecia wstecz, jest tajemnica i trochę magii, a wszystko to we wspaniale opisanej surowej scenerii Dalekiej Północy) zagmatwał Olivier Truc wystarczająco zawile, ale nie cudacznie. Bohaterowie „Ostatniego Lapończyka” z zagadkową, mroczną postacią Aslaka, pasterza reniferów, oraz dwójką policjantów – Klemetem i Niną, wyraziści, zróżnicowani, psychologicznie (w sensie literackim) spójni. Rozwiązanie tajemnicy morderstwa i skradzionego artefaktu – zaskakujące, a zarazem logiczne i wiarygodne. Nie mam słów uznania dla takiego sposobu pisania. Czekam z niecierpliwością aż na napisanie czegoś podobnego stać będzie któregoś z polskich autorów kryminałów. Nie bardzo tylko pasuje do tej wyjątkowej powieści sposób jej reklamowania – banalny, płaski i wręcz mylący – z jakim się spotkałem. No bo napisać o takiego poziomu powieści słowa: „mrożący krew w żyłach thriller…”, to nic nie powiedzieć.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 10 1 rok temu
Nos Pinokia Leif GW Persson
Nos Pinokia
Leif GW Persson
Kolejne spotkanie z inspektorem Bäckströmem, uosabiającym wszystkie cechy złego gliny: pijak, oszust, zadufany w sobie cham. Prowadzi on sprawę zabójstwa adwokata mafii, który miał masę wrogów, czyni to śledztwo trudnym. Mamy też wątek oszustw w handlu dziełami sztuki i trochę wątków historycznych. Za długie to, za dużo wątków, książkę ratuje humor, często się śmiałem z wyczynów Bäckströma. Kolejne spotkanie z inspektorem Bäckströmem, tą zakałą szwedzkiej policji, grubasem, alkoholikiem, drobnym oszustem, seksistą. Co ciekawe, z każdą następną powieścią Persson darzy go coraz większą sympatią, okazuje się ponadto, że nasz inspektor to całkiem niezły glina, bo rozwiązuje sprawy morderstw, ale przy okazji robi masę bałaganu. A cała sprawa dotyczy zabójstwa znanego i bogatego adwokata świadczącego usługi mafii, z którym Bäckström miał wcześniej na pieńku, dlatego gdy dowiaduje się o jego śmierci, mówi, że to najpiękniejszy dzień jego życia. Śledztwo jest trudne, bo adwokat miał masę wrogów, poza tym okoliczności morderstwa wyglądają nader niejasno. W pewnym momencie w sprawę zostaje zamieszany nawet arystokrata zbliżony do domu królewskiego. Mamy też wątek dzieł sztuki z carskiego dworu, których sprzedażą zajmował się zamordowany adwokat, a które odgrywają w intrydze dużą rolę. Sporo tego jest, moim zdaniem trochę za dużo. No i jest Bäckström, który ma o sobie niezmiennie wysokie zdanie: „Szczęściarz z ciebie, Bäckström, pomyślał. Lowelas i niebieski ptak. Kobiety szaleją na twoim punkcie. Supersalami jest w świetnej formie”, zagadka: co to jest supersalami? Nasz inspektor się nie przepracowuje, wciąż wyskakuje z roboty na tłuste żarcie, wódeczkę lub płatny seks, ma lepkie ręce i wielką ochotę podwędzić coś z domu ofiary (cenne książki, piękny wazon), ale ubolewa nad tym, że technicy już obfotografowali wnętrze. Rekompensuje sobie sprzedając brukowcom za okrągłą sumkę wszystkie sekrety śledztwa oraz wyświadczając drobne usługi szemranym biznesmenom, a nagrodą jest brązowa koperta z banknotami w środku. Książka jest długa, za dużo tam wątków, pod koniec lektura nuży. Ratuje ją humor: podążanie szlakiem myśli i uczynków zadufanego w sobie Bäckströma jest po prostu śmieszne, opisuje go Persson z wyraźną drwiną. Ozdobą książki jest wątek z nieznośną papugą, Izaakiem, którą Bäckström nieopatrznie kupił a potem nie może się jej pozbyć. Nienajlepszy to kryminał Perssona, ale w sumie niezła rozrywka.
almos - awatar almos
ocenił na 6 7 lat temu

Cytaty z książki Msza żałobna

Więcej
Arne Dahl Msza żałobna Zobacz więcej
Arne Dahl Msza żałobna Zobacz więcej
Arne Dahl Msza żałobna Zobacz więcej
Więcej