Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył

Okładka książki Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył
Anna ŚwiderkównaElżbieta Przybył-Sadowska Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
83-240-0352-5
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył

Średnia ocen
7,7 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
261
168

Na półkach:

Wspaniałe spotkanie z piękną, mądrą i duchowo jakże bogatą osobą. Jak zawsze p. Anna Świderkówna porywa słuchaczy/czytalników bogactwem i przystępnością swojej wiedzy, aż chce się zasiąść z nią do stołu i porozmawiać. Posłuchać o tak niesamowitej historii jej życia i o tym do Kogo ją to życie doprowadziło.

Wspaniałe spotkanie z piękną, mądrą i duchowo jakże bogatą osobą. Jak zawsze p. Anna Świderkówna porywa słuchaczy/czytalników bogactwem i przystępnością swojej wiedzy, aż chce się zasiąść z nią do stołu i porozmawiać. Posłuchać o tak niesamowitej historii jej życia i o tym do Kogo ją to życie doprowadziło.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

170 użytkowników ma tytuł Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył na półkach głównych
  • 93
  • 77
28 użytkowników ma tytuł Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył na półkach dodatkowych
  • 16
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył

Inne książki autora

Anna Świderkówna
Anna Świderkówna
Historyczka literatury, filolożka klasyczny, papirolożka, biblistka, tłumaczka; profesorka Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kaczor po pekińsku Jacek Pałasiński
Kaczor po pekińsku
Jacek Pałasiński
Autor mimo że za Horacym uważa iż "Niebo, nie duszę zmieniają ci, co po morzach pływają" rusza w podróż po "azjatyckich tygrysach", krajach, które ostatnio rozwijają się gospodarczo w bardzo dużym tempie. Opisuje to w kilku relacjach: -W szponach dobrobytu (o Singapurze) -Piętno (o Wietnamie) -Świat bez nas (o Chinach) -Pobojowisko (o Indiach) OPIS "POBOJOWISKA" (O INDIACH) Motto: "Jednemu Allah daje pożywienie, innemu apetyt" (Mahomet) Autor pisze o skoku w rozwoju Indii, o Bangalore, które staje się jednym z światowych centrów informatycznych, opisuje swoje wrażenia z Delhi, piekła Mumbaju (jak pisze), czy Goa. J.P. rozbija mit pomnika miłości Tadź Mahal wspominając o Szachdżahanie jako erotomanie, wspomina jego relacje z synem, który go uwięził, z Aurangzebem. W książce przedstawiono trochę informacji na temat hinduizmu, podziału życia na 4 fazy i odpowiadające im cele życia (artha, kama,dharma i moksza). Autor pisze też o pojęciu karmy i ahimsy. Czytałam tę książkę w Szczawnicy. Wokół mnie biel śniegu, który (jak pisze Dostojewski) przykrywa wszystek brud świata, a tu upał, pył, pot i smród. Nieraz czytałam o Indiach atakujących ostrymi zapachami nasze nosy, ale Pałasiński czuje ten smród i brud szczególnie dotkliwie. I oddaje to w swoim reportażu powtarzając za Gandhim: "Trzeba dbać o siebie, bo upał, wilgoć i kurz chcą nas pożreć". W jego reportażu uderzyło mnie też odbrązawianie mitu. J.P. łączy tu podziw dla piękna Taj Mahal, hymn pochwalny miłości do kobiety po stracie której ktoś osiwiał i przez 20 lat obciążał budżet kraju budując dla jej rozłożonego już ciała grobowiec. Jednocześnie jednak zażywając rozkoszy z innymi kobietami. Z radością też czytałam jako indofanka o przyszłości Indii, którym przepowiada się w najbliższym czasie miejsce trzeciego mocarstwa w świecie, o prących do przodu młodych (50% z ponad miliarda ludzi ma mniej niż 20 lat), spragnionych wykształcenia, szalejących w informatyce. Przyjemność mi sprawiały częste cytaty (też lubię cytować mądrzejszych od siebie) , np. z Platona to prowokacyjnego: "Dobrzy to ci, którzy zadowalają się marzeniem o tym, co źli naprawdę robią", to bliskiego mi duchem "Lepiej być krzywdzonym niż krzywdzić". Dziwiły pomyłki typu - niedotykalni nazywani przez Gandhiego dziećmi słońca (wg mnie haridżanie to dzieci Boga); dziś się używa częściej słowa dalici (tj. uciśnieni). Zastanowiło zadane przez autora pytanie: czy my, Zachód możemy swoją butą "białych" zrazić Indie i resztę Azji podobnie, jak udało nam się doprowadzić do wojny cywilizacji między Zachodem a światem arabskim? Oczywiście, ta książka to relacja z podróży po kilku azjatyckich krajach. Te sobie doczytajcie, bo ja zdążyłam się zanurzyć tylko w rozdziale o Indiach. Kopiuję tu moją opinię z blogu Zahry valley-of-dance i z mojej strony nietylkoindie.pl
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na 6 12 lat temu
Czas Piotr Ibrahim Kalwas
Czas
Piotr Ibrahim Kalwas
Mocna krytyka Kościoła katolickiego. Apologia islamu, ale tego, który nie ma nic wspólnego z fanatycznym fundamentalizmem. A jest taki? - ktoś zapyta. Odpowiem: - A jak wyglądałaby historia katolicyzmu opisująca wyłącznie: krucjaty, nienawiść do innowierców i „braci odłączonych” antysemityzm, sojusz z każdą władzą, także zaborczą, służący analfabetyzmowi zakaz samodzielnego czytania Biblii, sprzeciw wobec przeszczepów, nakaz „przyjmowania bólu dla Jezusa” narzucony przez zaburzoną świętą, sprzęgniecie religii z nacjonalizmem, obsesję na tle seksualności, księży-donosicieli UB i księży pedofilów, pazerność na mamonę towarzyszącą ostentacyjnej wystawności, nienawiść do osób kochających inaczej oraz do UE, wspólne ideały z czarcim patriarchą Cyrylem, całkowity zakaz aborcji, a to wszystko pod znakiem wrogości do tego „co nie nasze”, podlane sosem z Torunia rodem… Warto zatem choćby od Kalwasa dowiedzieć się o złotym wieku islamu w czasach al-Andaluz, gdy najwięksi mędrcy chrześcijaństwa jeździli po nauki do arabskich akademii w dzisiejszej Hiszpanii; ze normalny islam zawsze szanował „wyznawców Księgi”- czyli żydów i chrześcijan, bynajmniej ich nie prześladując, tak jak niedouczki uważają; że nasza cywilizacja ma źródła także na ternach dzisiejszej Etiopii, gdzie powstało państwo chrześcijańskie, a gdzie dziś wspaniałe klasztory sprzed setek lat, które Autor odwiedza… I tak można by długo. Pytanie tylko po co, skoro nikt jeszcze nie przekonał (i nie przekona) do czegokolwiek kogokolwiek nieprzekonanego. Ale i przeciwnie: nie zraził do czegoś zawołanego tego czegoś stronnika. I tak samo Kalwas: nie zamierza nikogo do niczego przekonywać. Po prostu spisuje to co przeżył, co widział, czego się dowiedział..
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 4 lata temu
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii Jan Hartman
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Jan Hartman
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu. I co się okazało? Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka. Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien), lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi), lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć? Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną. A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył! Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie. I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji. Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik), by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas. Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana. I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem! To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią. Nie było łatwo! Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii. Było fascynująco intelektualnie! To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 5 lat temu
Kartki z pamiętnika młodej mężatki Magdalena Samozwaniec
Kartki z pamiętnika młodej mężatki
Magdalena Samozwaniec
🔰"Sytuacja jest poważna, ale to głupstwo." "Kartki z pamiętnika młodej mężatki" trafiły na półki księgarń po 85-letniej ciszy. Pierwsze wydanie ukazało się w 1926 roku. Rozeszło się błyskawicznie, szybko zrobiono więc dodruk w formie drugiego wydania, które znowu wykupiono błyskawicznie i od tej pory utworu nie wznawiano. Aż w końcu w 2011 roku na nowo został on wyciągnięty na światło dzienne. Autorką (wymyśloną przez Samozwaniec) zapisków z wydarzeń majowych rozgrywających się na ulicach Warszawy w 1926 roku jest Mimi Bączkowska, a po mężu Bigourdan, Polka która wyszła za mąż za Francuza i mieszka na stałe w Paryżu. Wszystko co ma to: 20 wiosen, męża nudziarza, trzy tysiące franków, kufer-szafę amerykańską i jest uroczą oraz niezbyt rozgarniętą osobą. Otóż owe dziewczę, pchane sentymentem do ojczyzny, wpada na pomysł odwiedzenia dawno nie widzianej Warszawy. Na co dzień młoda mężatka interesuje się niewieloma rzeczami, ponieważ jest strasznie zajęta kreowaniem swoich wdzięków: 🔰"muszę przyznać, że jestem zapracowana wyglądaniem. O, móc odpocząć choć chwilę od wyglądania w ogóle." - wzdycha z utęsknieniem. Z racji owego zapracowania do głowy by jej nawet nie wpadł tak szalony pomysł, jak interesowanie się sytuacją polityczną w ojczystym kraju. Mimi nie ma więc pojęcia, że wybierając się w maju 1926 roku do Polski, wpakuje się w sam środek przewrotu majowego. Przyjeżdża do stolicy, zatrzymuje się w Bristolu i z jego okien obserwuje to, co dzieje się na ulicach Warszawy. Oczywiście, jak na Mimi przystało, niewiele z tego rozumie. A skoro niewiele rozumie, musi się wszystkiego domyślić. I to, o zgrozo, na własną rękę, bo jej amant młody czaruś -warszawiak nagle zniknął. Mimi widzi niepokojące sceny i konstatuje: 🔰"Tanki suną ulicą jak monstrualne ropuchy. Obronimy się jakoś, z Bożą pomocą. Będzie to drugi cud Wisły." Kule śmigają po wyludnionych ulicach, daleko i blisko rozlega się huk wystrzałów. Ludzie w popłochu biegają wte i wewte. Czasem przemkną policjanci na rozpędzonych koniach. Gdy Mimi zbiera się na odwagę i uchyla firankę, żeby zobaczyć, co dzieje się na ulicach, jest pewna , że wie już wszystko. Czy to, czego się domyślała było zgodne z prawdą, a może wyobraźnia zaprowadziła ją na manowce? I w końcu co tak bardzo wytrąciło Mimi z równowagi, że wzburzona dziewczyna stwierdziła: 🔰"Nie to jakiś zły żart, ja chyba nie rozumiem, o co chodzi. Nie, jestem widać za głupia, aby mieszkać w Polsce." Pomimo strzelaniny i wciąż nowych wybuchów, Mimi nie ma zamiaru siedzieć w hotelu, postanawia wyjść na ulicę. Pełen heroizmu akt odwagi nie trwa jednak długo, gdyż omal nie zostaje zabita przez balkon, który podczas gwałtownej strzelaniny oderwał się od budynku i runął na ulicę. Po trzech dniach wojna polsko-polska ustała. I chociaż wszędzie widać było ślady po pociskach i kulach, chociaż zginęło 400 osób, nie widać żałoby, warszawiacy wrócili do normalnego życia, zapełniły się parki, cukiernie i kawiarnie. Amant naszej bohaterki nagle sam się odnalazł. A Mimi zapisuje w swoim pamiętniku: 🔰"Tłum warszawski dał mi (...) lekcję pogody i filozofii. Nie znać po nim ani śladu przebytej grozy, ani cienia żalu. (...) Wdychając wiosnę i słońce pomyślałam nagle: dlaczego Polacy nie użyli przeciw sobie gazów trujących? Mają przecież fabryki. Jednak to ludzki naród. Ludzki i szlachetny." W tym krótkim utworze króluje gorzka ironia, wydarzenia przedstawiane są jak w groteskowym zwierciadle. A komentarze naiwnej Mimi to celna satyra na ówczesną sytuację w Polsce. Nie brak też ironicznych uwag o mentalności rodaków. Czytelnik ma jednak duże poczucie niedosytu, ponieważ zapiski zajmują zaledwie 50 stron. Książka wzbogacona jest fotografiami dokumentującymi uliczne walki podczas zamachu majowego w Warszawie oraz fotografie przedstawiające samą autorkę. Całość kończy doskonały tekst Jana Wróbla o Piłsudskim i przyczynach opisywanych przez Mimi zdarzeń oraz chronologiczne zestawienie wypadków majowych w stolicy. Przeczytane w ramach wyzwania czytelniczego LC na wrzesień: książka, której bohaterem jest Warszawa. (1)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 6 1 rok temu
Domek Adrianna Szymańska-Zacheja
Domek
Adrianna Szymańska-Zacheja
„Od wieków mi się wydaje, że tylko cierpiąc, można poczuć szczęście”. Mała, niezwykła miejscowość Ryki i jej mieszkańcy. Ci mieszkańcy są bardzo specyficzni. Dzielą się na Dużych i Małych. Duzi są potężnie zbudowani, mają imponujące postury, są obdarzeni nadprzyrodzonymi, wyjątkowymi mocami i są nieśmiertelni. Mali zaś są po prostu mali. Dziwne, niespotykane istoty. Ada główna bohaterka powieści jest wręcz monstrualnych rozmiarów. Ma dar, nieziemską moc, potrafi uzdrawiać ludzi. Wystarczy, że zerknie na człowieka i dokładnie wie co w nim siedzi, z jaką chorobą się zmaga. Pracuje w szpitalu, uzdrawia ludzi. Dla Ady jej dar i jej nieśmiertelność jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem… Tajemnice z zamierzchłej przeszłości niespodziewanie dają o sobie znać, już wkrótce mogą sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. Fabuła dotyka dziwnego, niepokojącego, zaskakującego świata i ludzi. Główna bohaterka wzbudziła moją sympatię, liczy sobie kilkaset lat, sama dokładnie nie wie ile, dawno temu straciła już rachubę. Jest pełną energii, wewnętrznych sił i specyficznego humoru nieśmiertelną kobietą. Dla której jej długowieczność zaczyna być ciężarem. Domek to miejsce które nieustannie tętni życiem, ludzie przychodzą i odchodzą. Czas nieubłaganie płynie naprzód. Życie i jego codzienność, na świat przychodzi nowe pokolenie, umiera starsze. Dwa zupełnie różne światy, przenikające i uzupełniające się nawzajem. Ten realny, prawdziwy i ten baśniowy, wymyślony. Nieśmiertelność ukazana jako coś dające radość, wolność, a z drugiej smutek i ból. Przemijanie, ulotność i kruchość życia. Relacje międzyludzkie, zaskakujące, zabawne przygody. Miłość, zdrada, radości, smutek i cierpienie. Wewnętrzne rozterki, niepokój, zwykli i niezwykli ludzie. Refleksyjna, wywołująca szczery uśmiech powieść obyczajowa z elementami fantastyki. Baśniowy świat ukazujący nieśmiertelność. Świat w który wchodziłam z niewielką rezerwą, a który przykuł moją uwagę, wzbudzał emocje i coraz większą ciekawość. Polecam, oderwanie od codzienności gwarantowane :) http://tatiaszaaleksiej.pl/?p=4025
Tatiasza ijejksiążki - awatar Tatiasza ijejksiążki
ocenił na 7 5 lat temu
Pies Miha Mazzini
Pies
Miha Mazzini
„Boimy się tylko tego, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a wierzymy tylko w to, co potrafimy zrozumieć”. Kto by pomyślał, że tak głęboka myśl może zrodzić się w tak brzydkim mężczyźnie. Przecież żył w społeczeństwie, którego oczekiwania w stosunku do pojedynczych osobników sprowadzały się do jednego – „głupi mają być brzydcy mężczyźni i piękne kobiety”. Główny bohater był brzydki. Bardzo brzydki. No dobrze, nie będę delikatna – ohydny i odrażający. Jego widok zawsze przyciągał ciekawski wzrok, by po chwili zamienić się w wyraz obrzydzenia. Ewidentnie zakłócał poczucie estetyki patrzącego. Każde spojrzenie na niego „wyrażało zdziwienie, jak może istnieć coś tak potwornie szkaradnego i dlaczego t o stoi przed nim, psując mu widok”. W jego pracy brzydota była jednak atutem. Należał do świty Maestra. Miejscowego mafiosa świata przestępczego. Człowiekiem niezastąpionym w wymuszaniu długów i haraczy. Wystarczyło, że stanął pod drzwiami lokalu dłużnika i chwilę popatrzył, by natychmiast otrzymać żądaną kwotę. To pozwalało mu na prowadzenie niezależnego, ustabilizowanego życia z dala od ludzi, w którym rutyna była tym, co cenił sobie najbardziej. Aż do nietypowego zlecenia. Maestro powierzył jego pieczy młodą kobietę Hanę. Bardzo ważnego świadka będącego alibi dla szefa. Miał opiekować się nią i pilnować do rozprawy sądowej. Tylko tydzień i aż tydzień! Relacjonowany przez głównego bohatera, dzień po dniu i godzina po godzinie, przypominający formą narracji dziennik, stał się historią przemiany bezwzględnego, brutalnego, cynicznego, pełnego nienawiści do ludzi autsajdera w człowieka, który odkrył w sobie pozytywne uczucia. Wśród nich największe – miłość do swojego pracodawcy. Kochał go tak, jak pies swojego właściciela. Tej dramatycznej, a momentami komicznej, przemianie towarzyszył koktajl emocji przeżywanych i opisywanych przez głównego bohatera, który bardzo mało mówił i tylko, kiedy musiał, ale za to bardzo dużo myślał. Jego wewnętrzne monologi, komentarze, wnioski, wspomnienia z przeszłości stanowiły swoistą mieszankę filozofii, sarkazmu, ironii, moralizatorstwa i czarnego humoru przez łzy, by ostatecznie pozostawić mnie z myślami pełnymi goryczy. Dotyczącymi współczesnego społeczeństwa. Tak naprawdę ta opowieść o losach jednego człowieka wyrzuconego przez ostracyzm na margines społeczny była pretekstem do zawarcia w niej krytyki ludzkiego systemu wartości hołdującemu urodzie, konsumpcjonizmowi, globalizacji i wychowującemu jeden pożądany model obywatela – niezauważalnego. „Człowieka, który nie będzie się głośno śmiał, płakał, skakał, nie będzie hiperaktywny, tylko będzie siedział na jednym, odgórnie przydzielonym miejscu i robił swoje. Niewzruszony lub – jak zwykło się to określać – kulturalny i dobrze ułożony. Niczym nie wolno mu się wyróżniać”, za to żyć długo i płytko. Miał być wierny jak pies. Tylko takim przeciętniakom, miernym, biernym, ale wiernym, społeczeństwo daje szansę wolności wyboru. Problem w tym, że tacy ludzie nie potrafią z niej korzystać, bo gdyby potrafili, nie byliby przeciętni. Wielu tkwi w tej społecznej pułapce tak, jak tytułowy pies i jak pies traktowanych. Cokolwiek by nie zrobili dla swojego pana. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu

Cytaty z książki Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył