rozwiń zwiń

Chiny jednego dziecka

Okładka książki Chiny jednego dziecka
Piotr SochońNadia Urban Wydawnictwo: Znak Literanova reportaż
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2025-11-26
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-26
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324095773
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chiny jednego dziecka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Chiny jednego dziecka

Średnia ocen
7,6 / 10
154 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3609
1857

Na półkach: , ,

Reportaż trójki polskich podcasterów i sinologów dotyczy wreszcie czegoś innego, niż tematyka tradycyjnie poruszana w debacie o Chinach, tj. nie przemian polityczno-gospodarczych czy nowoczesnych technologii, ale społeczeństwa. Tego, co de facto to społeczeństwo najbardziej interesuje, bo tym przecież jest kwestia założenia rodziny, relacji, wychowywania dzieci. Spraw “najbliższych ciału” i to dosłownie. Siłą rzeczy jest to reportaż poświęcony sytuacji kobiet i widzę w tym, czego doświadczają chińskie kobiety sporo podobieństw z Polkami: to obarczanie odpowiedzialnością kobiet i ich jednostkowych wyborów, przy braku systemowych rozwiązań i wycofywania się państwa z pomocy kobietom w wychowywaniu dzieci. To niedokończona emancypacja wraz ze zmianą ustroju na kapitalistyczny (zwał jak zwał) i połączenie nadal patriarchalnych wzorców, spychających na kobietę opiekę nad dzieckiem i domem - z twardą neoliberalną polityką gospodarczą, wypychającą kobiety z rynku pracy i sprzyjającą ich pauperyzacji. Wszystko to nie zachęca do rodzenia dzieci (czego decydenci uporczywie odmawiają przyjęcia do wiadomości), a w Chinach do tego dołączają inne problemy, specyficzne dla tego kraju, w tym kulturowe. Myślicie, że w Polsce są drogie mieszkania? - to poczytajcie, ile kosztują w Chinach... a mieszkanie to klucz do ożenku.

Także w Chinach "epidemia samotności" dotyczy głównie mężczyzn, mimo nagonki na singielki, jako wygodnickie "egoistki" z zawyżonymi wymaganiami, podczas gdy pogłębia się rozdźwięk między kobietami, które się rozwijają, a mężczyznami, którzy tego rozwoju odmawiają i głównie użalają się nad sobą (to też znamy dobrze, prawda?). Wynika po prostu z czystej matematyki - mężczyzn jest więcej, niż kobiet. Zawsze najbardziej frapowało mnie w tej całej chińskiej (i nie tylko, bo w innych azjatyckich krajach jest podobnie) demografii jak te społeczeństwa same strzelają sobie w stopę. Przecież było oczywiste, że w kraju od tysiącleci tak głęboko patriarchalnym jak Chiny, gdzie życie kobiety było niewiele warte, gdzie kupczono małymi dziewczynkami albo je wykorzystywano, gdzie kobiety zawsze były tylko podnóżkiem dla mężczyzn - że polityka jednego dziecka będzie prowadzić do ogromu nadużyć, ponieważ Chińczycy będą robić wszystko, by dochować się syna, a nie córki. I rzecz jasna tak było: aborcje, zabijanie już narodzonych dzieci lub pozbywanie się dziewczynek na inne sposoby… Oczywiście państwo próbowało z tym walczyć, ale to było jak zawracanie kijem Jangcy… To wszystko spowodowało, że Chińczyków jest teraz o wiele więcej, niż Chinek. Nadwyżka mężczyzn to czyste marnotrawstwo z biologicznego punktu widzenia, zaś “rodziny, które doczekały się upragnionych synów, stają się ofiarami tradycyjno-kapitalistycznego systemu”. I Chińczycy sami sobie są winni, bo nie trzeba być Konfucjuszem, żeby to przewidzieć. Ale partia jakoś nie przewidziała... Już abstrahuję od tego, że jedno dziecko zwyczajnie nie zapewnia zastępowalności pokoleń, która jest warunkiem zdrowej demografii. Chińscy decydenci założyli, że tym będą martwić się później, ale sam Xi Jinping już przyznał, że Chiny zestarzały się, zanim zdążyły się wzbogacić.

W sytuacji Chinek i Polek jest też oczywiście wiele różnic. Przede wszystkim zszokowało mnie podejście do aborcji, jeśli porównałam to sobie do histerii, jaka na tym punkcie panuje w Polsce. Poza tym jednym z najciekawszych zagadnień omówionych w tym reportażu była dla mnie edukacja - z jednej strony niedofinansowane wiejskie szkoły, system ciągle obarczony tradycyjnym podejściem odziedziczonym po egzaminach keju, a z drugiej zażarta rywalizacja, do której zmuszane są biedne dzieci, tak że nawet władze postanowiły ten wyścig szczurów ograniczyć…

Reportaż ten cechuje się merytorycznością, mnóstwem informacji, które są przekazane w jasny, czytelny i ciekawy sposób - same konkrety, zero lania wody. Niektóre z rozdziałów czytało mi się lepiej, inne ciut gorzej, ale różnice są delikatne, zatem nie robię tu żadnego rozróżnienia między trójką autorów. Książka jest też ciekawie wydana - ta grafika na okładce to nie chińskie Dzieciątko Jezus, ani wytwór AI, ale ponoć jeden z plakatów promujących politykę jednego dziecka. W środku też są zdjęcia, a strony są oznaczone grafiką kojarzącą się z Chinami. Czego mi może brakowało, to napomknięcia, że demografia ma również skutki gospodarcze - i że ta zapaść demograficzna, która ma małe szanse na odbudowę, może zniweczyć chińskie marzenia o mocarstwowości. Koniec z tanią siłą roboczą, koniec też z wzrostem napędzanym przez konsumpcję. Okazuje się, że w demografii za dużo dzieci - źle, za mało też źle, ale wszelkie majstrowanie przy niej, jak zresztą przy innych naturalnych procesach, z reguły ma fatalne skutki - i Chiny są tego przykładem.

Reportaż trójki polskich podcasterów i sinologów dotyczy wreszcie czegoś innego, niż tematyka tradycyjnie poruszana w debacie o Chinach, tj. nie przemian polityczno-gospodarczych czy nowoczesnych technologii, ale społeczeństwa. Tego, co de facto to społeczeństwo najbardziej interesuje, bo tym przecież jest kwestia założenia rodziny, relacji, wychowywania dzieci. Spraw...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

724 użytkowników ma tytuł Chiny jednego dziecka na półkach głównych
  • 506
  • 182
  • 36
95 użytkowników ma tytuł Chiny jednego dziecka na półkach dodatkowych
  • 47
  • 18
  • 11
  • 7
  • 6
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Chiny jednego dziecka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Chiny jednego dziecka