rozwińzwiń

Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna

Okładka książki Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna autora Andrzej Stasiuk, 8389755211
Okładka książki Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna
Andrzej Stasiuk Wydawnictwo: Czarne Seria: Mała Seria utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
91 str. 1 godz. 31 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Seria:
Mała Seria
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
91
Czas czytania
1 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
8389755211
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna

Średnia ocen
6,2 / 10
110 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna

avatar
336
286

Na półkach: ,

Jak mówi sam Stasiuk "Noc" to seans spirytystyczno-terapeutyczny. Polsko-niemiecki, mitteleuropejsko-milenijny, życiowo-śmiertelny.

Jak mówi sam Stasiuk "Noc" to seans spirytystyczno-terapeutyczny. Polsko-niemiecki, mitteleuropejsko-milenijny, życiowo-śmiertelny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
167
165

Na półkach:

Stasiuk z najlepszych lat
Krótka, nietypowa i oszczędna forma, a ile w niej treści.
Te paredziesiąt stron literackiego tekstu lepiej oddaje narodowe stereotypy niż niejedno socjologiczne tomiszcze.
Perełka.

Stasiuk z najlepszych lat
Krótka, nietypowa i oszczędna forma, a ile w niej treści.
Te paredziesiąt stron literackiego tekstu lepiej oddaje narodowe stereotypy niż niejedno socjologiczne tomiszcze.
Perełka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
87
9

Na półkach: ,

Pozycja, do której chętnie powracam.

Pozycja, do której chętnie powracam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

279 użytkowników ma tytuł Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna na półkach głównych
  • 172
  • 107
43 użytkowników ma tytuł Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna na półkach dodatkowych
  • 28
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna

Inne książki autora

Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk
Polski prozaik, poeta, publicysta, eseista, dramaturg, wydawca. Autor kilkudziesięciu książek o różnym charakterze gatunkowym i wielu felietonów prasowych („Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Wyborcza” i inne). Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej. We wczesnych latach osiemdziesiątych zaangażowany w działalność ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. W 1987 roku wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Wołowcu, w Beskidzie Niskim. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike (2005),Nagrody Literackiej Gdynia (2010),Nagrody Nowa Kultura Nowej Europy im. Stanisława Vincenza (2011),Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury (2011),Nagrody Literackiej m. st. Warszawy (2015),Austriackiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury europejskiej (2016),Nagrody im. Nicolasa Bouviera (2018) oraz nagrody Orzeł Stulecia (2021). Jego książki są tłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi Wydawnictwo Czarne.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Znikająca Europa Andrzej Stasiuk
Znikająca Europa
Andrzej Stasiuk Jurij Andruchowycz Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Swietłana Wasilenko Christoph Ransmayr Fatos Lubonja Tatjana Gromača Marius Ivaškevičius Geert Mak Lídia Jorge
Książka niezwykle nostalgiczna, widać że pisana przez bardzo wrażliwych autorów, prozaików z zacięciem poetyckim. Jest zbiorem esejów napisanych przez kilkunastu autorów, głównie z terenów Europy Środkowo-Wschodniej. Motywem, który je spaja, jest proces zaniku albo transformacji – książka została zredagowana i wydana 20 lat temu, kiedy opisywane w niej procesy miały miejsce. Autorzy dotykają miejsc peryferyjnych, położonych zupełnie poza centrum - o większości tych miejsc w ogóle wcześniej nie słyszałem, były dla mnie obce, ale autorzy w niezwykle głęboki sposób potrafili wydobyć w nich pewną symbolikę przemijania. Pokazują, że to, iż coś jest w Europie, nie znaczy, że będzie trwałe, wpisane w krajobraz i przestrzenie, bo również może zniknąć. Nie chodzi tylko o wsie i wioski, ale też miasta i miejscowości. Książka ma melancholijny wydźwięk – niektóre eseje mają charakter filozoficzny, wiele jest literackich metafor, a wszystko po to, by pokazać, że Europa nie jest miejscem li tylko rozwoju. Są przestrzenie podlegające daleko idącej degradacji albo znikaniu, obszary, które nie wpisują się w nowoczesny trend modernizacyjno-globalizacyjny, są niejako wystawione na poza integracji europejskiej. Czytało mi się ją dość dobrze, choć miejscami musiałem się mocno skupić, bo lektura wymagała uważności ze względu na liczne odniesienia poetycko-filozoficzne. Mam poczucie, że treść tej książki jest dziś dużo bardziej aktualna niż w chwili wydania, bo współczesne procesy transformacyjne znacznie bardziej ingerują w przestrzeń, więzi społeczne i demografię. Pewne wskaźniki demograficzne będą skutkowały nie tylko zmianami na mapie, lecz także przemianami w mentalności i relacjach lokalnych społeczności.
Arek - awatar Arek
ocenił na613 dni temu
Przez rzekę Andrzej Stasiuk
Przez rzekę
Andrzej Stasiuk
Chodzenie do kościoła „ To wszystko minęło. To naturalne, że gdy zaczęto nam ufać, my zaczęliśmy kłamać. W końcu, cóż to był za problem dopaść jakiegoś młodszego a rozgarniętego i przepytać go na okoliczność tematu kazania czy treści Ewangelii? Żaden” (s. 10.) Chodzenie do biblioteki „ Widząc ją nieustannie zatopiona w lekturze, byłem przekonany, że zna wszystkie książki z osiedlowej wypożyczalni, ba! Podejrzewałem, że zna wszystkie książki świata, zna ich treść i wartość, i moja ignorancja, pospolitość gustu, zwykłe prostactwo prędzej czy później zostaną zdemaskowane”.(s.14.) Nadia „ Gdy Nadia pojawiła się w naszym życiu, ani mnie, ani jemu nie przyszło do głowy pytać, skąd się wzięła i dlaczego. Przyjęliśmy jej istnienie zupełnie naturalnie. Chłonęliśmy jej obecność ze zwierzęcą bezmyślnością. Jedliśmy, póki było jedzenie, piliśmy, póki było co pić.”( s. 40.) Andrzej Stasiuk, Przez rzekę, Wyd. Czarne, Czarne 1999. Zacytowane początkowe części „Przez rzekę” wydają się być kluczowe dla całego zbioru (kościół, biblioteka, religia) i stanowią przechodzenie przez tytułową „rzekę” w warszawskich przestrzeniach. „Nadia” i dalsze opowieści stanowią przekraczanie granic poznania, czyli przekraczanie kolejnych rzek, tym razem związanych z ekstremalnymi doświadczeniami spod znaku Erosa i i relacjami przyjacielskimi. Ze zbioru Przez rzekę wyłania się bohater: • zagubiony, • wykorzeniony, • poszukujący sensu w miłości, przyjaźni czy zwyczajnej codzienności. Zbiór opowieści Przez rzekę ilustruje to, co w twórczość Stasiuka najcenniejsze: • pisanie dosadne, prowokacyjne, skrajne, • bez zbędnych ozdobników, • dotykające istoty rzeczy w sposób konkretny, • ale i zmysłowy, • od którego nie sposób się oderwać. Jak napisze p. Czapliński: „ Granica poznania, wyznaczana przez nicość, to chyba najtrudniejszy, ale i najbardziej fascynujący wątek tej książki, łączący tom „Przez rzekę” z wcześniejszymi „Opowieściami galicyjskimi” … Dotknąć istnienia to właśnie dotknąć formy, która w pustce zostaje po istnieniu…” A sam autor dodał: „No właśnie, bo jest to książka dla inteligentnych.” W liczącym 144 strony zbiorze „Przez rzekę” Czytelnik odnajdzie też własne granice poznania, własne drogi i ścieżki wyznaczane znakami, takimi, jak: kościół, biblioteka, przystanek autobusowy, dom, knajpa, nocne wyprawy… 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Bombel Mirosław Nahacz
Bombel
Mirosław Nahacz
Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym. Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r. Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC. Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym… A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków. Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta…… Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów… Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest. Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia). Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot. Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać? „Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”. „Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”. „Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”. „Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”. „Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”. „Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”. „Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”. „Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”. „I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”. „Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”. „Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”. „Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”. „Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”. „Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”. „W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”. „Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”. „Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”. „Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”. „Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”. „Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”. „Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”. ”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego Andrzej Stasiuk
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego
Andrzej Stasiuk Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Sibylle Lewitscharoff Serhij Żadan Attila Bartis Emine Sevgi Özdamar Neal Ascherson
(tekst znajduje się na www.rudymspojrzeniemnaswiat.blogspot.com) Odessa transfer to zbiór reportaży trzynastu różnych autorów (Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Nicoleta Esinencu, Karl-Marcus Gauss, Katja Lange-Mϋller, Sibylle Lewitscharoff, Aka Morchiladze, Emine Sevgi Özdamar, Katja Petrowskaja, Andrzej Stasiuk, Takis Theodoropoulos, Serhij Żadan). Na trzynaście sposobów przedstawiono tu Morze Czarne – czyli miejsce, gdzie stykają się różne kultury i religie, gdzie Europa i Azja podają sobie rękę. Tam zbiegają się różnego rodzaju szlaki, spotykają oraz ścierają się różne wpływy i interesy. Jeśli ktoś choć raz był przynajmniej w dwóch państwach, które leżą nad Morzem Czarnym, to wie, jak bardzo różne potrafią być miasta, klimaty i samo wybrzeże. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie reportaże podobały mi się jednakowo bardzo. Wśród nich kilka moim zdaniem należy wyróżnić. Przede wszystkim Podbój gościnnego morza Takis’a Theodoropoulos’a. Wydaje mi się, że głównie za oryginalne wplecenie mitu o Jazonie, złotym runie i Medei. Wyspa szczęśliwców Sibylle Lewitscharoff ujęła mnie swoją metafizycznością i zmusiła do zastanowienia, co tak naprawdę autorka miała na myśli. Reportaż, który tak naprawdę wychodzi poza tę formę i zbliża się do opowiadania. Odessa transfer Nicoleta Esinencu początkowo wzbudził niechęć, ponieważ jest zbliżony do wiersza. Jednak już po kilku wersach, wciągnął i aż żałowałam, że już się skończył. Bardzo interesujący sposób na pokazanie realiów życia nad Morzem Czarnym. W Dzieciach z Orlanoka Katja Petrowskaja natomiast przeraziły mnie współczesne sposoby prania mózgu dzieciom. Oryginalne, nie da się ukryć. Z pożytkiem dla kraju – nie będę zaprzeczać. Jakby nie patrzeć fakt indoktrynacji jest tu jednak niezaprzeczalny. Jadąc do Stambułu Andrzeja Stasiuka to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Pozytywne, aczkolwiek muszę przyznać, że oczekiwałam trochę większego zachwytu. Jednak wszystko jeszcze przede mną. Ciężko opisać każdy reportaż nie zdradzając treści. Podsumowując, wszystkie teksty ujęte w Odessa transfer na pewno warto przeczytać. Szczególnie, jeśli kogoś interesują miejsca nad Morzem Czarnym. Dzięki książce można lepiej poczuć ten klimat i zrozumieć mieszkańców państw tam położonych.
Marta Kraszewska - awatar Marta Kraszewska
oceniła na611 lat temu
Gorący lód Tomasz Jastrun
Gorący lód
Tomasz Jastrun
Tomasz Jastrun, znany i ceniony felietonista m.in.„Zwierciadła”, zadebiutował prozatorsko zbiorem „Gorący lód. 29 poważnych i niepoważnych opowiadań o miłości i niemiłości”. Jako wierna czytelniczka jego felietonów nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu na półce bibliotecznej. I choć nie każde opowiadanie mnie porwało, nie żałuję ani jednej przeczytanej strony. To zbiór bardzo nierówny – obok błyskotliwych, dowcipnych, refleksyjnych perełek trafiają się teksty przeciętne, szkicowe. Całość jednak tworzy ciekawy portret współczesnych relacji, ludzkich słabości i pragnień, wszelkich odcieni i barw miłości. Jastrun jest dobrym obserwatorem. Potrafi w kilku zdaniach uchwycić istotę relacji, słabości i niespełnienia człowieka, czasem ironicznie, czasem z melancholią. Narracje są krótkie, często oparte na jednym pomyśle lub emocji – i właśnie w tej prostocie tkwi ich siła... lub słabość. Tematyka – jak sam tytuł sugeruje – krąży wokół miłości i jej braku, uczuć żywych i wypalonych, romantyzmu i jego karykatury. Autor igra z konwencją, bawi się stylem, ale nie ucieka od refleksji, od odrobiny goryczy i nostalgii, obnaża ludzkie przywary, śmieszności, obsesje, marzenia. Na specjalne wyróżnienie zasługują opowiadania, które szczególnie zapadły mi w pamięć: *"Jak wytresować lwa" to gorzko-zabawna opowieść o relacjach rodziców oczami dorastającej córki, miłosnej dominacji i podporządkowaniu, ubrana w lekką formę z ironicznym finałem. Jastrun trafnie pokazuje, jak cienka bywa granica między czułością a kontrolą. Całość błyska inteligentnym humorem i niepokojącym morałem. *"Balkon do nieba" urzeka samotnością i ludzką potrzebą bliskości. To jedno z tych opowiadań, gdzie więcej mówi się między wierszami niż w samych zdaniach. Balkon staje się tu przestrzenią ucieczki i jednocześnie niemożliwości ucieczki – subtelnie i poruszająco. *"Randka z mrokiem" to historia, która pokazuje, że to czego pragniemy, niekoniecznie otrzymamy polegając wyłącznie na wyobrażeniu. To w co się wplątujemy w sieci, niekoniecznie jest prawdziwe. Dialog z „mrokiem” staje się też pretekstem do konfrontacji z własnymi lękami. Opowiadanie prowokuje, nie daje łatwych odpowiedzi. *"Zazdrość" to miniatura psychologiczna klasycznej zazdrości, oszczędna w słowach, ale gęsta od emocji. Jastrun trafnie uchwycił moment, w którym irracjonalne wyimaginowane podejrzenia zamieniają się w obsesję. prosty pomysł, mocny efekt. "Gorący lód" to lektura niekoniecznie do zachwytu, ale z pewnością do refleksji - i momentami do uśmiechu. Jastrun debiutuje jako prozaik z pewną ręką i wyczuciem języka, dużym potencjałem i bagażem mięsistych obserwacji. Szczerze polecam jako dygresyjki od codzienności. Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na611 miesięcy temu
Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."),realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 lat temu

Cytaty z książki Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna

Więcej
Andrzej Stasiuk Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna Zobacz więcej
Andrzej Stasiuk Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna Zobacz więcej
Więcej