Pieśń karczmarza

320 str. 5 godz. 20 min.
- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Świat Pieśni Oberżysty (tom 1)
- Seria:
- Nowa Fantastyka [Seria książek]
- Tytuł oryginału:
- The Innkeeper's Song
- Data wydania:
- 1999-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1996-01-01
- Liczba stron:
- 320
- Czas czytania
- 5 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8371804741
- Tłumacz:
- Jarosław Gołębiowski
W tej niesamowitej opowieści o miłości i śmierci młody Tikat, szukając ukochanej, którą utracił, wkracza w mroczny świat magii. Podczas wędrówki spotyka trzy kobiety podążające na spotkanie z nauczycielem. Przy ich pomocy w odległej karczmie potężny niegdyś czarodziej, obecnie stojący u progu śmierci, zmierzy się z jedynym spadkobiercą swej magii.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Pieśń karczmarza w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Pieśń karczmarza
Poznaj innych czytelników
415 użytkowników ma tytuł Pieśń karczmarza na półkach głównych- Chcę przeczytać 209
- Przeczytane 202
- Teraz czytam 4
- Posiadam 54
- Fantastyka 30
- Fantasy 16
- Ulubione 8
- 2014 3
- Na półce 3
- Chcę w prezencie 2
Tagi i tematy do książki Pieśń karczmarza
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Pieśń karczmarza
Przeżyłem, to prawda, lecz nie jestem pewien, czy to znaczy to samo, co nie umrzeć.
dodaj nowy cytat
Więcej 



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Pieśń karczmarza
Cudownie osobliwa książka, w typowy świat fantasy wpisująca nietypową narrację, a typowy wątek fantasy rozpisująca na perspektywy również takich postaci, które w innej powieści robiłyby za statystów. Cudownie osobliwy również język, któremu tłumacz chyba nie do końca oddał sprawiedliwość. Cudownie osobliwa wreszcie postać lisa, który kryje w sobie wiele innych kształtów. A do tego żywe postaci i relacje między nimi, przyjaźń, miłość, zetknięcie z niewyrażalną innością (czyli w końcu fantasy, które wykorzystuje możliwości, jakie daje ten gatunek). Zdecydowanie powyżej przeciętnej.
Cudownie osobliwa książka, w typowy świat fantasy wpisująca nietypową narrację, a typowy wątek fantasy rozpisująca na perspektywy również takich postaci, które w innej powieści robiłyby za statystów. Cudownie osobliwy również język, któremu tłumacz chyba nie do końca oddał sprawiedliwość. Cudownie osobliwa wreszcie postać lisa, który kryje w sobie wiele innych kształtów. A...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChłopak podążający za duchem swej zmarłej ukochanej, gdy ich wspólną przyszłość przekreśliło utonięcie dziewczyny. Marudny, gruboskórny karczmarz i nastoletni stajenny, skory do śmiechu i pomocny, mimo codziennych trudów i cierpień. Trzy tajemnicze kobiety - czarna, władająca szpadą, kochająca opowieści, brązowa, wojownicza i nieugięta, biała, milcząca i poszukująca swojego imienia. No i lis. Lis, który równocześnie lisem jest i nie jest, a w swej narracji nie mógłby być bardziej lisi. Ścieżki tych (i nie tylko!) postaci pewnego upalnego lata przecinają się w karczmie "Pod Kogucią Ostrogą", a każde z nich wychodzi z tego spotkania w jakiś sposób odmienione.
Peter S. Beagle kolejny raz mnie oczarował. Prostotą, cudownym klimatem, barwnymi postaciami i głębokimi relacjami między nimi, magią, która równocześnie stoi w centrum tej historii i jest dla niej zaledwie tłem. No i, czy też przede wszystkim, językiem - pełnym niedopowiedzeń, urwanych myśli, poetyckim tam gdzie trzeba i bardzo konkretnym, gdy wymaga tego sytuacja, przywodzącym na myśl sen, historię opowiadaną przy ognisku lub baśń czytaną w dzieciństwie. To jest prawdziwa magia. Nie wymaga wcale wielkich bitew, szalonych pościgów, portali do odległych światów czy innych fajerwerków (choć to wszystko też tu jest! Po prostu nie w tym kryje się siła tej opowieści.)
W zamkniętej (choć nie do końca i nie zawsze) przestrzeni zmieściło się całe multum światów, wszak każdy bohater ma swój własny i to nim się z nami dzieli. Dlatego ta historia w każdym rozdziale brzmi nieco inaczej, w zależności od tego, czy poznajemy ją chwilowo z ust uczennicy czarodzieja, chłopaka stajennego albo pomocnika kucharza. Każda z tych postaci jest tutaj ważna, tak samo jak misterna sieć powiązań między nimi. Dlaczego przedstawiany jako samolubny okrutnik karczmarz kilkanaście lat temu przygarnął małego chłopca? Co łączy trzy tajemnicze kobiety, których śladem podążają mordercy? Kim jest zmęczony życiem staruszek, kreowany na potężnego maga, a obawiający się zasnąć? I jaka jest w tym wszystkim rola lisa?
To jedna z tych książek, które można czytać kilkukrotnie i za każdym razem odnaleźć w niej coś nowego, tego jestem pewna. Myślę też, że wiele osób może uznać ją za nudną i jestem w stanie to zrozumieć - nie powiedziałabym, że mamy tu akcję pędzącą w zawrotnym tempie, choć z drugiej strony dzieje się bardzo dużo. Trzeba jednak czytać między wierszami, wiele rzeczy przyjąć na wiarę i dać się ponieść tej opowieści. Mnie oczarowała i wzruszyła, ostatnich dwadzieścia stron czytałam ze łzami w oczach. Czuję, że podobnie jak o "Ostatnim jednorożcu", będę o niej myśleć jeszcze długo.
"- Przeżyłem - powiedziałem. - Ale nie wiem, czy to znaczy to samo, co nie umrzeć."
____________
PS Żeby być sprawiedliwą, powinnam pewnie wspomnieć o trudnej dziś do strawienia scenie seksu z szesnastolatkiem. Jest to jednak świat, w którym w tym wieku wychodzi się za mąż, więc może nie powinnam się czepiać.
Chłopak podążający za duchem swej zmarłej ukochanej, gdy ich wspólną przyszłość przekreśliło utonięcie dziewczyny. Marudny, gruboskórny karczmarz i nastoletni stajenny, skory do śmiechu i pomocny, mimo codziennych trudów i cierpień. Trzy tajemnicze kobiety - czarna, władająca szpadą, kochająca opowieści, brązowa, wojownicza i nieugięta, biała, milcząca i poszukująca swojego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść wyróżnia się oryginalnym sposobem prowadzenia narracji. Po pierwsze, jest to narracja pierwszoosobowa, ze zmieniającymi się regularnie narratorami. Kolejne wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych osób, Autor potrafi przy tym utrzymać konsekwentny tok opowieści, co dowodzi kunsztu literackiego. Po drugie, narracja prowadzona jest w specyficzny, zagęszczony sposób: ciągłe introspekcje i refleksje bohaterów, dużo opisów, nieco udziwniony język. Nie jest to lektura łatwa i wymaga ciągłego skupienia uwagi. Niewątpliwym walorem powieści są kreacje bohaterów, przede wszystkim jednak drugoplanowych. Pomimo zauważalnych starań Autora postacie główne wypadają na ich tle dość przeciętnie. Zdecydowany minus to fabuła. Pochłonięty formalną stroną powieści P.S. Beagle traktuje ją w sposób podrzędny, wręcz pretekstualny. Nie jest szczególnie oryginalna ani rozbudowana, toczy się powoli, nie zaskakuje dramatycznymi kulminacjami czy zwrotami akcji (wydarzenia, które mogłyby spełniać taką rolę przedstawiane są – zapewne celowo - monotonnie i nijako),nie grzeszy też zbytnią logiką. W sumie: zdecydowany przerost formy nad treścią, zabawy formalne i językowe, może próba budowania nastroju, przy zaniedbaniu fabuły. Mnie osobiście taki rodzaj powieści nie odpowiada, „Pieśń karczmarza” nie zachwyciła, nie jest książką dla mnie. Nie sięgnę raczej po drugi tom cyklu. Może jednak przypadnie do gustu Czytelnikom o innych upodobaniach.
Powieść wyróżnia się oryginalnym sposobem prowadzenia narracji. Po pierwsze, jest to narracja pierwszoosobowa, ze zmieniającymi się regularnie narratorami. Kolejne wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych osób, Autor potrafi przy tym utrzymać konsekwentny tok opowieści, co dowodzi kunsztu literackiego. Po drugie, narracja prowadzona jest w specyficzny, zagęszczony...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę mi się zeszło z przeczytaniem tej książki - raz nie mogłam się od niej oderwać, by za chwilę nie móc się na niej skupić. Bywały momenty, że trochę się zmuszałam do podjęcia dalszej lektury, ale to wynika z mojego charakteru i niechęci do odkładania książek, których nie skończę czytać.
Cieszę się, że mimo wszystko dałam jej szansę, ponieważ okazuje się, że to naprawdę wyśmienita historia. Widać musiała trafić na kiepski czas, nie przyciągając mojej uwagi na tyle, by pochłonąć ją w dwa wieczory.
Dopiero pod koniec powieści zdałam sobie sprawę, jak bardzo zżyłam się z bohaterami, zwłaszcza z Lal, karczmarzem i Rossethem. Bardzo lubię dobrą fantastykę, dobrą, to znaczy nieprzesadzoną, a jeśli już to napisaną ze smakiem. Tutaj, choć zderzamy się z fantasy, wszystkie ze sobą współgra, nie dziwi nas, lecz wciąga. Przeżywamy niezwykłe przygody, odrobinę podróżujemy. W Pieśni Oberżysty (czy karczmarza, zależy od wydania) świat został przedstawiony w tak realny sposób, że niemal czułam zapach dusznego letniego powietrza.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i bylo ono bardzo udane. Chcę więcej i chyba muszę poznać wreszcie Ostatniego Jednorożca. Mam nadzieję, że również dam się porwać do nowego świata.
Trochę mi się zeszło z przeczytaniem tej książki - raz nie mogłam się od niej oderwać, by za chwilę nie móc się na niej skupić. Bywały momenty, że trochę się zmuszałam do podjęcia dalszej lektury, ale to wynika z mojego charakteru i niechęci do odkładania książek, których nie skończę czytać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCieszę się, że mimo wszystko dałam jej szansę, ponieważ okazuje się, że to naprawdę...
Naprawdę magiczne, malutkie fantasy. W bardzo kameralnej, subtelnej formie. Przepięknie napisane.
W zasadzie niewiele się tu dzieje. Ot, wszystko sprowadza się do pojedynku dwóch, potężnych czarodziejów. I tyle. Ale i w tym wypadku nie liczcie na wybuchy ani pościgi. To nie taka magia. Ale za to jak wciągająca. Akcja powieści, w większości dzieje się w jednej karczmie. Ale jak jest to napisane! Przede wszystkim mamy tu skaczącą narrację pierwszoosobową. W stylu np.: jedna postać coś nam opowiada, gdy mija ją dziewczyna zbierająca chrust. Po czym w następnym rozdziale historie opowiada nam już ta dziewczyna niosąca chrust, której dalej coś się przydarza. I tak dalej i tak dalej. Finalnie tych punktów widzenia jak na tak małą rzecz dostajemy naprawdę sporo i dodaje to bardzo dużo dynamiki wobec tak, w zasadzie prostej historii. Dynamikę potęgują też same opowiadające postacie, które są bardzo żywe, bardzo namacalne i bardzo różnorodne (od chłopca stajennego i karczmarza po enigmatyczną podróżniczkę/czarodziejkę czy zmiennokształtnego). Postacie są ciekawie wymyślone jako swoiste archetypy ale też i dość odważnie napisane. Pojawia się tu także między nimi pewne zmysłowe napięcie, a i nie raz Autor nas zaskoczy pomysłami na ich historie. No i jest też pewien Lis. Ah, Lis (w uproszczeniu) jest jednym z fajniejszych, bardziej oryginalnych pomysłów na postać fantasy jakie spotkałem już od dłuższego czasu. Tego bohatera wprost chciałbym zobaczyć (w jakimś filmie albo lepiej, w animacji),sprawdza się też świetnie jako jeden z narratorów. Po prostu uwielbiam tutejszego Lisa. Uwielbiam też to, że tytuł książki odnosi się do czegoś zupełnie innego niż, nazwijmy to, główny wątek. W ogóle uwielbiam tą malutką książeczkę.
Wspominałem, że jest fanatycznie napisana? Jest to literacko taka poetycka, plastyczna, powolna, ciepła, trochę baśniowa fantasy. Najbardziej kojarząca mi się z Patrickiem Rothfussem. Ten jednak, w swoim Królobójcy zaszalał z rozmachem historii tak bardzo, że w końcu zapadł się pod jego ciężarem. Tutaj natomiast mamy coś skromnego, kameralnego. Idealnie skrojonego do założonej formy i skali.
Polecam ogromnie, chociaż Ci, którzy szukają wielowątkowych intryg i wielkich historii albo nadmiaru akcji mogą się tu porządnie wynudzić. Mnie zachwyciło. I na pewno sprawdzę jeszcze zbiór opowiadań z tego świata wydany u nas jako Olbrzymie Kości. 9/10 choć kusi mnie aby odebrać jeden punk przez finalny niedosyt. Za to, że to niestety prawie wszystko co w tym świecie dostaliśmy.
Naprawdę magiczne, malutkie fantasy. W bardzo kameralnej, subtelnej formie. Przepięknie napisane.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW zasadzie niewiele się tu dzieje. Ot, wszystko sprowadza się do pojedynku dwóch, potężnych czarodziejów. I tyle. Ale i w tym wypadku nie liczcie na wybuchy ani pościgi. To nie taka magia. Ale za to jak wciągająca. Akcja powieści, w większości dzieje się w jednej karczmie. Ale...
Do pewnej karczmy przybywają trzy tajemnicze kobiety. Właściciel niechętnie je przyjmuje. Na nieznajome szczególną uwagę zwraca jednak szesnastoletni stajenny, stopniowo poznając ich tajemnice.
Jako że Peter S. Beagle oczarował mnie zarówno swoim „Ostatnim jednorożcem”, jak i wydanym u nas w formie książki opowiadaniem „W Kalabrii” nie mogłam sobie odpuścić i nie sięgnąć po jego kolejną książką. Tak w moje ręce trafiła „Pieśń karczmarza”. Choć teoretycznie nie miałam w stosunku do niej większych oczekiwań, w praktyce jednak chciałam chyba powtórki z rozrywki, a jednak to nie jest ten sam typ historii, co opowieści o jednorożcach tegoż autora i chyba trochę rozminęłam się z oczekiwaniami.
To jednak nie jest tak, że po tej wydanej w Polsce w 1996 roku (a potem wznowionej w 1999) książce nie widać podobieństw do wspomnianych wcześniej tytułów. Tak jak i one, tak i „Pieśń karczmarza” charakteryzuje się naprawdę ładnym, baśniowym stylem. Niektóre cytaty wręcz nadają się do oprawienia w ramkę, a niektóre sceny naprawdę mnie wciągały. To, co mi chyba nie do końca osobiście podpasowało to sposób poprowadzenia historii.
Ta książka nie należy do tych z szybką, wartką akcją. Przeciwnie. Miałam wrażenie, że wszystko toczy się bardzo powoli i często opiera się na niedopowiedzeniach, na domyślaniu się. To ten rodzaj fantasy, który nie jest mocno zakotwiczony w rzeczywistości, faktycznie czasem bardziej przypominając baśń. Niby pojawia się tu jakaś akcja, jakaś intryga, ale dla mnie to zdecydowanie bardziej jest powieść, którą trzeba poczuć, niż zrozumieć.
A niestety, w moim przypadku poczucie po prostu nie przyszło. Rozumiem, że to książka ładna, taka, która niektórych czytelników może oczarować swoim ładnym językiem i ogólnym klimatem. To w moim przypadku się jednak po prostu nie zdarzyło i cóż… czasem bywa, prawda?
Warto tu chyba też dodać, że w tej powieści nie ma jednego głównego bohatera, który prowadziłby narracje. Ta zmienia się z rozdziału na rozdział: obserwujemy zarówno karczmarza, stajennego, innych pracowników karczmy, trzy kobiety, a także inne postacie z nimi związane. Każdy segment jest podpisany imieniem bohatera (lub ew. jego nazwą/stanowiskiem),więc jest to dość klarowne, niemniej chyba tego typu prowadzenie narracji również nie pomogło w we „wciągnięciu się” w historię.
Chyba rozumiem, czemu ta powieść jak na razie nie doczekała się wznowienia. Mam wrażenie, że „Ostatni jednorożec” i „W Kalabrii” to książki, które zestarzały się trochę lepiej, choć ponieważ, jak już wspominałam, „Pieśń karczmarza” to powieść z tych, które trzeba trochę poczuć, rozumiem, jeśli to będzie dla kogoś odkrycie roku. Dlatego jeśli ktoś czuje zainteresowanie tego typu historią to sprawdzić jak najbardziej można – zdecydowanie to nieco inny typ literatury, niż zupełnie lekka rozrywka, która obecnie dominuje na półkach księgarni.
Do pewnej karczmy przybywają trzy tajemnicze kobiety. Właściciel niechętnie je przyjmuje. Na nieznajome szczególną uwagę zwraca jednak szesnastoletni stajenny, stopniowo poznając ich tajemnice.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako że Peter S. Beagle oczarował mnie zarówno swoim „Ostatnim jednorożcem”, jak i wydanym u nas w formie książki opowiadaniem „W Kalabrii” nie mogłam sobie odpuścić i nie sięgnąć...
Od bardzo dawna nie spotkałem sie z tak doskonale stworzonymi postaciami czytając powiesć widzi sie Karsha czy lal lub nawet liska.Każda postac ma blizny przeszłośći nawet Karsh okazuje sie nie tylko grubym gburem a kimś więcej .Polecam za język i barwne postacie .
Od bardzo dawna nie spotkałem sie z tak doskonale stworzonymi postaciami czytając powiesć widzi sie Karsha czy lal lub nawet liska.Każda postac ma blizny przeszłośći nawet Karsh okazuje sie nie tylko grubym gburem a kimś więcej .Polecam za język i barwne postacie .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie to byla jedna z ważniejszych książek s-f. Naprawdę to nie jest żadne s-f, phantasy czy coś innego. To przede wszystkim świetne studium psychologiczne. I jeszcze podlane smakowitym sosem tajemniczości. Bomba!
Dla mnie to byla jedna z ważniejszych książek s-f. Naprawdę to nie jest żadne s-f, phantasy czy coś innego. To przede wszystkim świetne studium psychologiczne. I jeszcze podlane smakowitym sosem tajemniczości. Bomba!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tokomu można to polecić po za oczywiście fanami fantasy myśle że tym których interesują niecodzienne narracje
komu można to polecić po za oczywiście fanami fantasy myśle że tym których interesują niecodzienne narracje
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo serii nieudanych wyborów z bibliotecznej póki zatytułowanej „fantasy” w końcu trafiłam na coś, co utkwi w mojej pamięci na dłużej. Nie dlatego, że jest to wysoka literatura, która skłania do głębokich refleksji, ale dlatego, że jest to książka, która nie kojarzy mi się z żadną inną. Ale po kolei…
„Pieśń karczmarza” napisana jest bardzo dobrym językiem. Każdy rozdział opowiadany jest pierwszoosobowo, a narratorów jest kilku – i rzeczywiście czułam zupełnie inny charakter ich opowieści, punktów widzenia, nawet języka. Stylistyka rozdziałów opowiadanych przez lisa mnie osobiście po prostu zachwyciła – jeśli lisy myślą „po naszemu”, to łatwo mi uwierzyć, że właśnie tak. Plus więc za warsztat i pióro.
Książka ma klimat, który mnie bardzo przypadł do gustu, ale sądzę, że on może budzić najwięcej wątpliwości. Ten element zawsze najtrudniej opisać – jest ciężki i ciepły, ciemny, ale tylko miejscami przytłaczający. Co dziwne, bo przecież znaczna część opowieści rozgrywa się pod gołym niebem…
Choć sala wspólna karczmy w książce prawie nie stanowią tła dla wydarzeń, miałam właśnie takie poczucie, jakbym wieczorem siedziała w ciepłej, ciemnej karczmie (głęboki, gęsty brąz i iskrzące na kominku ognie),bardzo późną porą, kiedy na dworze chłód i ziąb, wypiła kilka ładnych kieliszków i słuchała czyjejś opowieści, snutej mimochodem dla przypadkowych słuchaczy… Choć może nie kieliszków – może bardziej jakbym wypaliła fajkę z jakimś ziołem, bo historia…
No właśnie – historia jest niezwykła. Każda postać ma swoją własną opowieść, którą z czasem poznajemy. Choć ma się wrażenie, że nigdy w pełni, że brak im często domknięcia. To intryguje, przykuwa uwagę, ale też nieco „drażni”… Bo w czasach popkultury oczekuję wszelkich informacji napisanych jasno i wielkimi literami – jak Beagle może tylko przemykać się po pewnych wątkach, pozostawiając tyle naszym domysłom? ;) Duży plus – mimo że zabieg budzi podskórny niepokój.
Wszystko zaczyna się magicznie – wskrzeszeniem topielicy, ale to nie jest nic, co w fantasy mogłoby bardzo szokować. Tak jak zmiennokształtny starzec czy potężny mag, ściągający myślami swoją protegowaną… A potem nagle zaczynają się dziać takie rzeczy! W pewnym momencie nasunął mi się komentarz – co za idiotyzmy! Ale mimo to czytałam coraz szybciej, z rosnącym zainteresowaniem i otwartymi z niedowierzania oczami…
Z czasem z książki o przygodzie w nieznacznie magicznym świecie robi się wizja całkowicie oniryczna, niezwykła, napisana językiem, który tworzy w wyobraźni nowe obrazy i przestrzenie… I to zaważyło na mojej wysokiej ocenie. Nie pamiętam, by w ostatnich 5 latach jakiś autor mnie czymś w historii naprawdę zaskoczył. Beagle zrobił to co najmniej 2 razy.
Czego mi zabrakło? Dalszego ciągu. To jest jedna historia, jedna opowieść – podróż od rozstaja dróg do rozstaja dróg. Chwilowy zbieg okoliczności łączących obcych sobie bohaterów pod dachem jednej karczmy, których po zakończeniu przygody może już nic nie łączyć… Chciałabym wiedzieć, co dalej… Czy jest coś dalej? Czy moje nadzieje w pewnych kwestiach zostały spełnione (ogólnie, by nie wprowadzać spoilerów)? I czy rozstanie na ostatnim rozstaju jest rozstaniem na zawsze?? Zła jestem na Beagle’a, że nie dał mi odpowiedzi. A jego podpowiedzi sugerują, że wydarzą się rzeczy inne niż bym sobie życzyła. Pozostał niedosyt... Ale chyba to najlepsza recenzja dla tej książki.
Czy polecam – stanowczo! Czy gwarantuję, że się spodoba? Mam mieszane uczucia… Mnie przypadła do gustu – ale widzę, dlaczego wielu może mieć odmienne zdanie.
Po serii nieudanych wyborów z bibliotecznej póki zatytułowanej „fantasy” w końcu trafiłam na coś, co utkwi w mojej pamięci na dłużej. Nie dlatego, że jest to wysoka literatura, która skłania do głębokich refleksji, ale dlatego, że jest to książka, która nie kojarzy mi się z żadną inną. Ale po kolei…
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Pieśń karczmarza” napisana jest bardzo dobrym językiem. Każdy rozdział...