
101 Reykjavik

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- 101 Reykjavik
- Data wydania:
- 2001-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2001-01-01
- Liczba stron:
- 336
- Czas czytania
- 5 godz. 36 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 83-88612-08-5
- Tłumacz:
- Jacek Godek
Hlynur Björn żyje w zaciszu domu swej matki, w prywatnym mikrokosmosie niewielkiego obszaru Reykjaviku, w obrębie pocztowego kodu 101. Jednocześnie egzystuje w bezkresie świata, do którego klucze to pilot satelitarnej telewizji i Internet. Hlynur ma trzydzieści trzy lata i za wszelką cenę chce uniknąć dorosłości - próby konfrontacji z rzeczywistością kończą się katastrofą. Rytm jego życia wyznacza przełączanie programów, wyprawy do nocnych klubów, wypalane papierosy, filmy wideo, pigułki ecstasy, zużyte prezerwatywy i kolejne eksponaty zdobyte do muzeum osobliwości. Jest okrutnym i żałosnym władcą owego dziwacznego królestwa własnych fantazji, seksualnych obsesji, narkotykowych eksperymentów. Sytuacja się komplikuje, gdy do jego domowego azylu wprowadza się piękna narzeczona matki.
Kup 101 Reykjavik w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki 101 Reykjavik
Poznaj innych czytelników
795 użytkowników ma tytuł 101 Reykjavik na półkach głównych- Chcę przeczytać 497
- Przeczytane 291
- Teraz czytam 7
- Posiadam 66
- Ulubione 12
- Islandia 9
- Ebook 7
- Chcę w prezencie 6
- 2014 4
- 2025 4


































OPINIE i DYSKUSJE o książce 101 Reykjavik
Denerwująca książka. Ja rozumiem, że można mieć taki swój okres "dworski", czy też wzorem przodków Hlynura czas leżenia w ciepłym popiele przy palenisku. Taka rozbiegówka, po której jendak trzeba wstać i dokonać "czynów". Choćby takich "przyziemnych" jak zasadzenie drzewa, budowa domu, intencjonalne spłodzenie (i wychowanie!) syna. Dla jednych to wprzęgnięcie się w system - kierat, w wyścig szczurów. Jak kończy się odmowa podjęcia tej gry pokazuje właśnie puste do bólu życie Hlynura. Obecnie wypełniaczy/zagłuszaczy jest więcej, ale tak czy owak po czterdziestce czeka czarna dziura (wszystko już było),którą wypełnić może tylko rodzina, nie żadne psiecka czy pogoń za karierą, materializm.
O fabule nie ma co się rozpisywać, takie islandzkie Beverly Hills, jak ten serial, bez początku i końca, mniej lub bardziej wydumane perypetie bohaterów.
Z dzisiejszej perspektywy książka to już ramotka, dla ludzi zanurzonych w Sieci 24/7 wizja życia ograniczonego do 80. kanałów tv i kaset video jest zgoła przerażająco ciasna, ja dostaję ataku klaustrofobii na samą myśl, że miałbym tak żyć. Skoro jednak już w tamtych czasach młodziak olany nieco przez starych, edukujący się życiowo z tv i kaset video dochodzi do takiego poziomu zblazowania, to co powiedzieć o "dzisiejszej młodzieży"? Przebodźcowani powiadomieniami ze społecznościówek nie muszą już wychodzić do baru, więc i piją mniej, ale uzależnienie od łatwo dostępnego porno jest niebotyczne. Wielu nastolatków poziomem abnegacji czy wyuzdania przewyższa poziom, do którego rzymski arystokrata czy cesarz dochodził przez 20-30 lat. I skończymy jak Rzym, już kończymy.
Denerwująca książka. Ja rozumiem, że można mieć taki swój okres "dworski", czy też wzorem przodków Hlynura czas leżenia w ciepłym popiele przy palenisku. Taka rozbiegówka, po której jendak trzeba wstać i dokonać "czynów". Choćby takich "przyziemnych" jak zasadzenie drzewa, budowa domu, intencjonalne spłodzenie (i wychowanie!) syna. Dla jednych to wprzęgnięcie się w system -...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIslandia widziana okiem satyrycznego trzydziestolatka, który snuje się tu i ówdzie bez życiowego celu. Całość napisana slangiem młodzieżowym, gdzie Tłumacz p. Godek miał spore wyzwanie, podziwiam. Trochę to za długie było, więc tylko 4+/6
Islandia widziana okiem satyrycznego trzydziestolatka, który snuje się tu i ówdzie bez życiowego celu. Całość napisana slangiem młodzieżowym, gdzie Tłumacz p. Godek miał spore wyzwanie, podziwiam. Trochę to za długie było, więc tylko 4+/6
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo za straszny bohater. W sumie to raczej "protagonista", bo "bohater" powinien mieć jakieś skupiające cechy... Niedojrzały, bezrefleksyjny, bezmyślny (choć na swój sposób sprytny),pozbawiony choć krzty empatii, z nieodłącznym papierosem w gębie i prezerwatywą w kieszeni.
A jednak czyta się dobrze, a jednak chce się wiedzieć, co bedzie dalej, choć o nadzieję trudno. Portret nieprzyjemny, ale intrygujący.
Co za straszny bohater. W sumie to raczej "protagonista", bo "bohater" powinien mieć jakieś skupiające cechy... Niedojrzały, bezrefleksyjny, bezmyślny (choć na swój sposób sprytny),pozbawiony choć krzty empatii, z nieodłącznym papierosem w gębie i prezerwatywą w kieszeni.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA jednak czyta się dobrze, a jednak chce się wiedzieć, co bedzie dalej, choć o nadzieję trudno....
Gdyby Joysowski Ulisses był menelem, to miałby na imię Hlynur.
101 Reykjavik to powieść odyseja na chwiejnych, plączących się nogach, głównie po zmroku, z prezerwatywą w klapie i piwem w garści.
Hlynura ciężko polubić, właściwie to nim gardzimy, ale w jego bełkotliwych zdaniach często kryje się ten błysk (chciałoby się z angielska powiedzieć wit, bo polski "dowcip" tego nie oddaje),który zamienia pozornie przypadkowe zdania w awangardowe, niesztampowe i kontrowersyjne, ale za to bardzo celne dywagacje o życiu, społeczeństwie i całej reszcie.
Hlynur jest poetą o tak barwnych i niecodziennych porównaniach, o tak przenikliwym, emocjonalnym spojrzeniu, że chwilami wydaje się to nieprawdopodobne. Wystarczy przytoczyć ten piękny obraz matki wracającej z zakupami:
„Mama. Generał zakupów, bohater dnia powszedniego, stoi oto, silna, lecz zmęczona, z dwójką plastikowych szczeniąt, na światłach drogowych swego życia, zostawiwszy za sobą zgiełk śródmieścia, słotę, ruch na Laugavegur, stres, stoi oto niczym cała kultura ruchu drogowego: z żylakami, śladami rowerowych opon na policzkach, zbiegiem ulic w połach płaszcza, pełnym samochodów wyrostkiem robaczkowym, światłami drogowymi w sercu, garbami ulicznymi w brzuchu, całym Centrum Handlowym Kringla we wnętrznościach, schodami ruchomymi w splocie słonecznym, podziemnymi korytarzami, schodami, windami, przejściami i setką tysięcy jaskiń we włosach, ale jednak przede wszystkim, poza wszystkim gorącym w sobie, pod wszystkim, pod tym wszystkim mieszka matczyne ciepło, cały skomplikowany system grzewczy: Mamy nigdy nie czepia się śnieg i nigdy nie zamarza jej umysł. Cały plac w duszy i zawsze dość miejsc do parkowania w oczach.”
Na koniec trzeba koniecznie wspomnieć o przekładzie. To co udało się tutaj Jackowi Godkowi to prawdziwy majstersztyk, to wychodzi poza przekład i chylę czoła, że wyszło tak gładko, ale ! Czytałam na zmianę oba jego przekłady i jednak za bardziej zrozumiały uważam ten wcześniejszy, z roku 2001. Czy jest to wynik tego, że język lat 00 jest dla mnie lepiej zrozumiały ?
Zanurzona w sosie końca XX wieku historia, dla ludzi dorastających na przełomie lat 90 i 2000 będzie zadziwiająco znajoma, dla młodszych czytelników wyda się już mocno podstarzała, bo nic nie starzeje się tak szybko jak współczesność.
Gdyby Joysowski Ulisses był menelem, to miałby na imię Hlynur.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to101 Reykjavik to powieść odyseja na chwiejnych, plączących się nogach, głównie po zmroku, z prezerwatywą w klapie i piwem w garści.
Hlynura ciężko polubić, właściwie to nim gardzimy, ale w jego bełkotliwych zdaniach często kryje się ten błysk (chciałoby się z angielska powiedzieć wit, bo polski "dowcip"...
Kupiłem na targach książki z sentymentu do filmu, który widziałem 25 lat temu na WFF i bardzo mi się wtedy podobał. To był okres, kiedy kino nordyckie święciło triumfy, nie tylko za sprawą Dogmy. Gdybym sięgnął po książkę w tamtych czasach, to pewnie też by mi się spodobała. Czytana dziś już niestety tylko drażni swoją pretensjonalnością i miałkością. Na dodatek słaba fabułka nie jest nawet zabawna, tylko zwyczajnie nudna. Po tym rozczarowującym doświadczeniu chyba będę unikał filmu i nie obejrzę go ponownie, choć miewałem taką pokusę. Może nie zestarzał się źle, ale po konfrontacji z książką lepiej nie ryzykować.
Kupiłem na targach książki z sentymentu do filmu, który widziałem 25 lat temu na WFF i bardzo mi się wtedy podobał. To był okres, kiedy kino nordyckie święciło triumfy, nie tylko za sprawą Dogmy. Gdybym sięgnął po książkę w tamtych czasach, to pewnie też by mi się spodobała. Czytana dziś już niestety tylko drażni swoją pretensjonalnością i miałkością. Na dodatek słaba...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKatastrofa, ta książka zmieściła by się na 100 stronach. Żałuję straconego czasu na nią.
Katastrofa, ta książka zmieściła by się na 100 stronach. Żałuję straconego czasu na nią.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFilozofowanie w wykonaniu dorosłego faceta na utrzymaniu matki. Z początku znalazłam tam ciekawe rozkminy, jakieś błyskotliwe zdania, ale gdzieś po 100 stronach zaczęło mnie to nużyć, może przez wzbierające obrzydzenie do głównego bohatera. To nie jest zła literatura, ale do mnie nie trafiła.
Filozofowanie w wykonaniu dorosłego faceta na utrzymaniu matki. Z początku znalazłam tam ciekawe rozkminy, jakieś błyskotliwe zdania, ale gdzieś po 100 stronach zaczęło mnie to nużyć, może przez wzbierające obrzydzenie do głównego bohatera. To nie jest zła literatura, ale do mnie nie trafiła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMacie ochotę na wieczór na mieście? Trans, trip, jazda bez trzymanki, bałagany tytoniowo-chmielne, typowe dla weekendów, ale dla niektórych trwające cały tydzień. A poza tym...nic się nie dzieje. Świat Hlynura porządkują zmęczone poranki, kac, telewizja (głównie porno) i wyjście do knajpy - oazy życia społecznego, towarzyskiego, poznawczego i pewnie jeszcze innych jego wariantów. Hlynur nie chce zmian, ten chaos daje mu pewną, hmm... stabilizację. Ale nawet takie życie może ulec wstrząsowi. Trzeba przyznać, że autor (i tłumacz!) dali radę - język nadąża za brutalnym tempem pijanych nocy. Można się zgubić, można rzucić książkę w kąt. Ale można też zanurzyć się w całym tym bałaganie, przedrzeć przez niechciane ciąże, dziwaczny seks i inne ciemne sprawy i spróbować doczytać do końca tą epopeję islandzkiej ulicy. Mimo wszystko warto. To unikatowe doświadczenie.
Macie ochotę na wieczór na mieście? Trans, trip, jazda bez trzymanki, bałagany tytoniowo-chmielne, typowe dla weekendów, ale dla niektórych trwające cały tydzień. A poza tym...nic się nie dzieje. Świat Hlynura porządkują zmęczone poranki, kac, telewizja (głównie porno) i wyjście do knajpy - oazy życia społecznego, towarzyskiego, poznawczego i pewnie jeszcze innych jego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Reykjavik 101" zacząłem czytać wiele lat temu i nie byłem w stanie jej wtedy skończyć. 18 lat później tak się złożyło, że nie miałem pod ręką (niestety) żadnej innej książki do czytania.
Czytanie tego gniota to droga przez mękę, ale zacisnąłem zęby i domęczyłem. BEŁKOT, BEŁKOT, BEŁKOT. Ponad 300 stron rycia mózgu, totalny chaos. Nie zdziwiłbym się jak by się okazało, że autor pisząc to był po wpływem "czegoś".
Nie będę opisywał o czym jest ta książka, bo inni zrobili to przede mną. Ja mogę to streścić krótko: poasożyt-filozow bredzący przez ponad 300 stron.
Na mały plus dodam, że książka opisuje współczesne społeczeństwo, czyli: tylko JA! JA! JA! cały Świat się kręci wokół mnie i tylko to co JA chcę się liczy. Kolejne "biedactwo", które ma "problemy", które sam stworzył. Tu oczywiście wszystko jest wyolbrzymione, ale czy tak bardzo?
Może i pomysł na książkę nie najgorszy, ale styl napisania to dramat. Czytałem inne książki Helgassona i były o wiele lepsze.
Nigdy nie wystawiałem żadnej opinii o przeczytanej książce, ale po przeczytaniu tego badziewia nie mogłem się powstrzymać. Jak można to było wydać i do tego jeszcze film nakręcić? O zgrozo nowe wydanie ma ponad 400 stron, czyli więcej zmarnowanego papieru. Daję najniższą ocenę jaką można dać. NIE POLECAM!
"Reykjavik 101" zacząłem czytać wiele lat temu i nie byłem w stanie jej wtedy skończyć. 18 lat później tak się złożyło, że nie miałem pod ręką (niestety) żadnej innej książki do czytania.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytanie tego gniota to droga przez mękę, ale zacisnąłem zęby i domęczyłem. BEŁKOT, BEŁKOT, BEŁKOT. Ponad 300 stron rycia mózgu, totalny chaos. Nie zdziwiłbym się jak by się okazało, że...
Jedno, co mnie w tek książce zachwyciło to praca tłumacza, Jacka Godka. Nie znam islandzkiego, więc nie potrafię w pełni docenić dzieła translatora. Trudno bowiem ocenić, ile jest tu neologizmów, a ile zaczerpniętych z języka środowiska, w którym obraca się i które też tworzy główny bohater powieści. Nie pomaga w tym zamieszczony na końcu odautorski słowniczek. I też trzeba go było przetłumaczyć.
Jak było, tak było – czytając książkę mam w uszach teksty niektórych utworów hip-hopowych a także styl rozmów prowadzonych przez młodych, czasem bardzo młodych ludzi. Zwłaszcza te dotyczące seksu.
A co mi się bardzo nie podoba, to całe fragmenty w języku angielskim. Czytelnik (pewnie też islandzki) nie musi znać aż tak dobrze języka obcego. Ponieważ nie zostały przetłumaczone – domyślam się, że było tak w oryginale, albo autor zastrzegł, by nie przekładać. Jeśli te kwestie nie były istotne dla toku opowiadania, to po co są?
Co do samej treści. Zgadzam się z opinią z okładki, że „Hlynur jest jednym z najbardziej odpychających bohaterów literackich ostatnich lat”. Jednak nie czuję do niego żadnej „osobliwej„ sympatii jak autor tej opinii. Bo już inni bohaterowie książki czują. Jest niezaprzeczalnie zaburzony, dlatego utrzymuje się z renty i pracy matki, z którą mieszka. W trakcie opowieści o nim coś się w jego już trzydziestoparoletnim życiu zdarzyło, co zdaje się miało być osią fabuły. Tak sugerowały zapowiedzi i wstęp. Jednak nie do końca to wybrzmiało i niczego to w życiu Hlynura nie zmieniło. Cała książka to jazda bez trzymanki, chwilami trudna do pokonania.
Została zekranizowana, ale raczej nie chciałabym już oglądać tego filmu.
Jedno, co mnie w tek książce zachwyciło to praca tłumacza, Jacka Godka. Nie znam islandzkiego, więc nie potrafię w pełni docenić dzieła translatora. Trudno bowiem ocenić, ile jest tu neologizmów, a ile zaczerpniętych z języka środowiska, w którym obraca się i które też tworzy główny bohater powieści. Nie pomaga w tym zamieszczony na końcu odautorski słowniczek. I też trzeba...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to