Wizyta starszej pani

Okładka książki Wizyta starszej pani autora Friedrich Dürrenmatt, 8306017757
Okładka książki Wizyta starszej pani
Friedrich Dürrenmatt Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Seria Kieszonkowa PIW utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
101 str. 1 godz. 41 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Seria:
Seria Kieszonkowa PIW
Tytuł oryginału:
Der Besuch der Alten Dame
Data wydania:
1988-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1988-01-01
Data 1. wydania:
1985-01-01
Liczba stron:
101
Czas czytania
1 godz. 41 min.
Język:
polski
ISBN:
8306017757
Tłumacz:
Irena Naganowska, Egon Naganowski
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wizyta starszej pani w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wizyta starszej pani

Średnia ocen
7,6 / 10
600 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wizyta starszej pani

avatar
560
385

Na półkach: ,

chodzi tylko o sprawiedliwość, sprawiedliwość za miliard...

satyra na drobnomieszczańskie społeczeństwo europejskie, głupie, chciwe, amoralne, dla zysku zdolne zracjonalizować każdą podłość i zło a nawet posunąć się do jego normalizacji...

Do biednego, podupadłego miasteczka Güllen przyjeżdża Claire Zachanassian, miliarderka, która wychowała się w tym miejscu. Mieszkańcy liczą, że uratuje ich od katastrofy finansowej.
Mieszkańcy Güllen najpierw potępiają propozycję Claire, potem zaczynają ją usprawiedliwiać,
w końcu tworzą wspólną narrację, która sankcjonuje morderstwo.
Klasyczny mechanizm przemocy zbiorowej.

Claire Zachanassian to ikoniczna figura, groteskowej, okrutnej, ironicznej postaci, traktującej sprawiedliwość jak transakcję.
Jest jednocześnie biedną ofiarą i bogatym katem.

***

Friedrich Dürrenmatt o sztuce

Wizyta starszej pani jest historią rozgrywającą się gdzieś w Europie środkowej, w jakimś małym mieście, a spisał ją ktoś, kto bynajmniej nie dystansuje się od ukazanych w niej ludzi i wcale nie czuje się taki pewny, czy postąpiłby inaczej. Tego zaś, co ta historia poza tym zawiera, nie ma potrzeby tutaj wyjaśniać ani inscenizować w teatrze. Odnosi się to również do zakończenia. Wprawdzie ludzie przemawiają w nim uroczyściej, niż faktycznie przemawialiby w rzeczywistości, nieco potrącają o to, co nazywamy poezją, piękną mową, ale dzieje się tak wyłącznie dlatego, że gülleńczycy wzbogacili się i jako dorobkiewicze używają języka bardziej wyszukanego. Przedstawiam ludzi, a nie marionetki, akcję, a nie alegorie, tworze odrębny świat, a nie system moralny, jak to mi niekiedy przypisują, ba, nie usiłuję nawet konfrontować mojej sztuki z rzeczywistością, bo do takiej konfrontacji naturalnym biegiem rzeczy będzie dochodzić samo przez się, dopóki w teatrze nie zabraknie publiczności. Dla mnie osobiście sztuka teatralna rozgrywa się zgodnie z możliwościami scenicznymi, nie zaś według konwencji jakiegoś stylu. Kiedy każę gülleńczykom występować w roli drzew, to nie płynie to z surrealistycznych założeń, lecz z dążenia, żeby trochę żenującą sytuację miłosną w lesie, a mianowicie próbę zbliżenia się starego mężczyzny do starej kobiety — umieścić w poetyckiej scenerii i w ten sposób uczynić bardziej znośną. Piszę w oparciu o właściwe mi zaufanie do teatru, do aktora. To główny motor mego pisarstwa! Neci mnie tworzywo. Aktorowi nie trzeba wiele, żeby przedstawić człowieka, wystarczy mu zewnętrzna skóra w postaci tekstu, który oczywiście musi być odpowiednio dostosowany. Mam na myśli, że tak jak organizm zamyka się w całość wytwarzając sobie skórę, powłokę, tak sztuka teatralna zamyka się w powłoce słów. I tylko ją daje dramatopisarz. Ona jest rezultatem jego pracy. Dlatego nie należy pracować nad samym językiem, lecz nad tym, co język tworzy, na przykład nad myślą, nad akcją; nad słowem czy stylem, pojętym jako wartość samoistna, pracują tylko dyletanci. Sądzę, że zadanie aktora polega na tym, żeby na nowo osiągnać ten rezultat; to, co jest sztuką, powinno ukazać się jako natura. Jeżeli tekst, który daje, zagra się w sposób właściwy, podtekst znajdzie się sam. Nie zaliczam siebie do dzisiejszej awangardy. I ja mam oczywiście własną teorie sztuki — jakież to przedziwne rzeczy człowieka bawią — ale ponieważ wyraża ona mój prywatny pogląd, zachowuję ją dla siebie (inaczej musiałbym się jej trzymać) i wolę uchodzić za pisarza trochę rozwichrzonego i prymitywnego, któremu brak poczucia formy. Moją sztukę należy inscenizować poniekąd na wzór sztuk ludowych, traktując mnie jako pewnego rodzaju świadomego Nestroya, tą drogą zajdzie się najdalej. Należy trzymać się moich pomysłów, nie troszcząc się o głębsze znaczenie, zmieniać dekoracje przy podniesionej kurtynie, bez robienia przerw, a scenę z samochodem również trzeba ująć możliwie prosto, najlepiej posługując się zwykłym wózkiem teatralnym, na którym zamontuje się tylko to, co konieczne do gry: siedzenia, kierownicę, zderzak. Wóz powinien być widoczny od przodu, tylne siedzenia należy podwyższyć, wszystko to razem zaś musi być oczywiście nowe, równie nowe, jak żółte buty itd. (Scena ta nie ma nic wspólnego z Wilderem — dlaczego? Dialektyczne ćwiczenie dla krytyków). Klara Zachanassian nie personifikuje ani sprawiedliwości, ani planu Marshalla, ani tym bardziej Apokalipsy, niech będzie wyłącznie tym, czym jest: najbogatszą kobietą świata, która dzięki swemu majątkowi może działać jak bohaterka greckiej tragedii, powiedzmy jak Medea — bezwzględnie i okrutnie. Stać ją na to. Starsza pani ma poczucie humoru, nie wolno tego przeoczyć, z dystansu patrzy na ludzi, jak na towar do nabycia, i z dystansu patrzy też na siebie samą, odznacza się osobliwym wdziękiem, groźnym urokiem. Ale ponieważ obraca się poza obrębem ludzkiego porządku, przestała się rozwijać, skostniała, straciła zdolność do jakiejkolwiek przemiany, wyjąwszy przemianę w kamienne bóstwo. Klara Zachanassian jest zjawiskiem poetyckim, podobnie jej świta, a nawet eunuchowie, których nie należy przedstawiać w sposób realistyczny, odrażający, z głosami kastratów, lecz trzeba ukazać ich jako nierzeczywiste, baśniowe widma, zamknięte w swej roślinnej, błogiej egzystencji, ciche ofiary totalnej zemsty, tak logicznej jak nieubłagane prawa pierwotnych czasów. (Dla ułatwienia tych ról eunuchowie mogą mówić na przemian, ale wtedy bez powtarzania kwestii). W przeciwieństwie do Klary Zachanassian, która od pierwszej chwili jest niezmienna, bohaterska, jej dawny kochanek dopiero staje się bohaterem. Nędzny sklepikarz początkowo jest jedynie nieświadomą ofiarą starszej pani, będąc winnym sądzi, że życie samo zmazało wszelkie jego winy. Potem jednak bezmyślny, prosty człowiek, któremu pod wpływem strachu, pod wpływem przerażenia zaczyna coś świtać, coś jak najbardziej osobistego, w sobie samym przeżywa działanie sprawiedliwości, uznaje własną winę i staje się wielki przez swoją śmierć, której nie brak pewnych znamion monumentalności. Śmierć ta jest sensowna i bezsensowna zarazem. Rzeczywisty sens miałaby jedynie w mitycznym świecie antycznej polis, ale rzecz dzieje się w Güllen, w naszych czasach. Obok bohaterów występują gülleńczycy, tacy sami ludzie jak my wszyscy. Nie powinno się ich przedstawiać jako złych ludzi, bynajmniej; początkowo są zdecydowani odrzucić propozycję, później zaś zaciągają wprawdzie długi, ale nie w zamiarze zabicia Illa, a jedynie z lekkomyślności, w złudnej nadziei, że sprawa jakoś da się załatwić. Tak należy inscenizować drugi akt. Również scenę na dworcu. Boi się w niej tylko Ill, który rozumie swoje położenie, choć jeszcze nie pada żadne niebezpieczne słowo; dopiero scena w Piotrowej Stodole przynosi zwrot. Katastrofa jest już nieunikniona. Od tej chwili gülleńczycy stopniowo przygotowują się do mordu, dają wyraz swemu oburzeniu z powodu dawnego przewinienia Illa itd. Jedynie rodzina do końca wmawia sobie, że wszystko weźmie jeszcze pomyślny obrót; ona także nie jest zła, tylko słaba, jak wszyscy. I tak gmina powoli ulega pokusie, podobnie jak nauczyciel, ale proces ten musi być dla widzów całkowicie zrozumiały. Pokusa jest zbyt wielka, bieda zbyt dokuczliwa. Wizyta starszej pani to sztuka okrutna, właśnie dlatego trzeba ją grać nie w sposób okrutny, lecz jak najbardziej ludzki, ze smutkiem, nie z gniewem, a także z humorem, bo nic nie może bardziej zaszkodzić tej tragicznie kończącej się komedii niż zwierzęca powaga.

chodzi tylko o sprawiedliwość, sprawiedliwość za miliard...

satyra na drobnomieszczańskie społeczeństwo europejskie, głupie, chciwe, amoralne, dla zysku zdolne zracjonalizować każdą podłość i zło a nawet posunąć się do jego normalizacji...

Do biednego, podupadłego miasteczka Güllen przyjeżdża Claire Zachanassian, miliarderka, która wychowała się w tym miejscu. Mieszkańcy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5780
5718

Na półkach: ,

7,5 Dużo didaskalii pomagających zrozumieć stosunki łączące/dzielące mieszkańców miasteczka Gullen i wizytę obnażającą panującą tam moralność. Czytane równolegle do oglądanej sztuki teatralnej. Scena pomaga zwizualizować zamysł autora.
Wyzwanie LC- kwiecień 2025 - tytuł utworu na literę W.

7,5 Dużo didaskalii pomagających zrozumieć stosunki łączące/dzielące mieszkańców miasteczka Gullen i wizytę obnażającą panującą tam moralność. Czytane równolegle do oglądanej sztuki teatralnej. Scena pomaga zwizualizować zamysł autora.
Wyzwanie LC- kwiecień 2025 - tytuł utworu na literę W.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1525
1500

Na półkach:

Złośliwa powiastka głosi, że gdy już dobry Bóg stworzył Szwajcarię, tak zachwycił się swym dziełem, iż postanowił nieco czymś zrównoważyć to skończone piękno. I stworzył… Szwajcarów.

Lubię tę anegdotę, znając ją od zawsze z przekazów rodzinnych, gdyż mój prapradziadek przywiózł z Zurychu nie tylko dyplom politechniki, ale także i żonę…

Czy dałbym głowę za jej nieprawdziwość – pewnie nie. Wszystko zaś bym zaś oddał za takie dzieła, jak to Dürrenmatta, trzecie moje jego. Nota bene „Wizyta starszej pani” to jeden z takich tekstów kultury, który zna się niejako „od zawsze” (tzn. znało moje pokolenie…).

To niemoralizujacy moralitet diagnozujący wyzwania – i dawne, i współczesne, i przyszłe – jakie stoją przed człowiekiem, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze, duże pieniądze, motywację większości jego działań. Jak niemal każdy genialny wytwór ludzkiej myśli, ta sztuka jednocześnie jest i wiecznie aktualna (choć pochodzi z czasów niemal prehistorycznych, bo z 1956 r.),i zarazem odnosi się do „tu i teraz" - każdego i wszędzie. Bo czy jest coś, co mniej się zmieniło przez minione wieki ludzkości niż ludzka natura, zwłaszcza pod kątem dążeń, marzeń, oczekiwań, wreszcie żądań, materialnych? Do czego jesteście zdolni w pogoni za pieniędzmi, dużymi pieniędzmi – pyta Autor, chyba jednak nieco retorycznie.

Ten przerażający tekst jest - zachowując proporcje – niczym antyczne dramaty, z którymi ma wiele wspólnego. Obok pieniędzy, dużych pieniędzy, chodzi wszak o odwieczny temat krzywdy i zemsty oraz ceny, jaką jesteśmy gotowi zapłacić za lepszy byt – temat na wszelkie sposoby interpretowany od tysięcy lat w literaturze wszelkich czasów i kultur.

Fabuła jest diabelsko prosta. Niemal po 40 latach dawna nic nieznacząca dziewczyna wraca - jako miliarderka, wielokrotna wdowa po kilku mężach-milionerach - do swego zabiedzonego miasteczka, które liczy na jej pieniądze, duże pieniądze. A ma w zanadrzu diabelską propozycję....

„- Moi panowie, miliarderka jest naszą jedyną nadzieją.
- Prócz Boga!
- Ale od Pana Boga nie dostaniemy pieniędzy”.

„Głośna radość nie jest tu na miejscu, raczej ciche zadowolenie, zduszony szloch, współczująca czułość dla odzyskanego dziecięcia naszych rodzinnych stron”.
Ona sama jest chętna wyłożyć miliard, ale pod nie byle jakim warunkiem: musi zostać zabity sprawca jej krzywdy sprzed lat, co sprowadziło ją na tzw. złą drogę. „Świat ze mnie zrobił dziwkę, teraz ja zrobię z niego burdel. (…) Kto nie może bulić, a pragnie uczestniczyć w rozkoszach życia, ten musi zgiąć kark. Wy pragniecie uczestniczyć w rozkoszach życia.
Uczciwy jest tylko ten, kto płaci. A ja płacę. Miastu Güllen – za morderstwo, koniunkturą – za jednego trupa”.

No i zaczyna się to, co musi się zacząć - pogoń mieszkańców za pieniędzmi, dużymi pieniędzmi. Władze miasta z oburzeniem odrzucają taki warunek dokapitalizowania, ale…. A ludzka natura każe brać kredyty, skoro jest szansa.…

Co o tym sądzi sam zainteresowany, który nie jest wszak bez winy? „Nikt nie chce mnie zabić, każdy ma nadzieję, że zrobi to ktoś inny, i tak w końcu zrobi to ktoś naprawdę”.
Ta obawa narasta, gdy widzi rosnące bogactwo mieszkańców: „Skąd macie nagle kredyt w sklepach? (…) Z czego chcecie zapłacić? Z czego chcecie zapłacić? Z czego? Z czego?”.

Inni, także ci z „dobrą wolą”, też mu uświadamiają gorzką prawdę: „Zabiją pana. Wiem to od samego początku i pan to wie od dawna, chociaż nikt w Güllen nie chce się przyznać, że o tym myśli. Pokusa jest zbyt wielka, a nasza bieda zbyt gorzka. Ale wiem jeszcze coś więcej. Wiem, że również wezmę w tym udział. Czuję, jak powoli przeobrażam się w mordercę. Moja wiara w człowieczeństwo jest bezsilna”.

Od samej zaś „starszej pani”, lekko skarykaturowanej, Klary Zachanassian słyszy: „Twoja miłość zgasła przed wieloma laty. Moja miłość nie mogła umrzeć. Ani też żyć”.

Najważniejsza i tak wydaje się wola władz miejskich: „Powiedział pan przedtem, że strzelba nie jest panu potrzebna. Ale może teraz mimo wszystko się panu przyda? (…) Moglibyśmy wtedy powiedzieć starszej pani, ze wydaliśmy na pana wyrok i otrzymalibyśmy pieniądze”.

Na koniec wszystko zostaje poddane woli większości, zgodnie z demokratyczną naturą Szwajcarów, którzy wszystkie ważne, a nawet i mniej ważne, sprawy poddają pod osąd referendum. A skoro wola ludu jest święta, skoro demokracja zwyciężyła….. - zdaje się szydzić z rodaków Dürrenmatt….

Złośliwa powiastka głosi, że gdy już dobry Bóg stworzył Szwajcarię, tak zachwycił się swym dziełem, iż postanowił nieco czymś zrównoważyć to skończone piękno. I stworzył… Szwajcarów.

Lubię tę anegdotę, znając ją od zawsze z przekazów rodzinnych, gdyż mój prapradziadek przywiózł z Zurychu nie tylko dyplom politechniki, ale także i żonę…

Czy dałbym głowę za jej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1258 użytkowników ma tytuł Wizyta starszej pani na półkach głównych
  • 848
  • 400
  • 10
148 użytkowników ma tytuł Wizyta starszej pani na półkach dodatkowych
  • 62
  • 36
  • 17
  • 12
  • 9
  • 7
  • 5

Tagi i tematy do książki Wizyta starszej pani

Inne książki autora

Friedrich Dürrenmatt
Friedrich Dürrenmatt
Szwajcarski dramaturg, prozaik, eseista i teoretyk teatru, piszący w języku niemieckim. Jego dramaty szczególnie charakteryzuje groteska, deformacja rzeczywistości i stawianie w swych utworach ważnych pytań moralno-filozoficznych. Twórca słuchowisk (znanych także w Polsce),powieści i nowel kryminalnych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Wizyta starszej pani

Więcej
Friedrich Dürrenmatt Wizyta starszej pani Zobacz więcej
Friedrich Dürrenmatt Wizyta starszej pani Zobacz więcej
Friedrich Dürrenmatt Wizyta starszej pani Zobacz więcej
Więcej