Venom

Okładka książki Venom autora Al Ewing, Bryan Hitch, Ram Venkatesan, 9788328175372
Okładka książki Venom
Ram VenkatesanAl Ewing Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Venom (Marvel Fresh) (tom 1) Seria: MARVEL FRESH komiksy
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Venom (Marvel Fresh) (tom 1)
Seria:
MARVEL FRESH
Data wydania:
2025-08-13
Data 1. wyd. pol.:
2025-08-13
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328175372
Tłumacz:
Zofia Sawicka
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Venom w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Venom

Średnia ocen
6,9 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Venom

avatar
989
81

Na półkach:

Jest nawet ok, ale szczerze mnie nurtuje numeracja tej serii. Tom I który ma pięć wcześniejszych części?

Jest nawet ok, ale szczerze mnie nurtuje numeracja tej serii. Tom I który ma pięć wcześniejszych części?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
101
96

Na półkach:

Venom balansuje na granicy kosmicznego horroru oraz młodzieżowego dramatu superbohaterskiego. Z jednej strony mamy ogromne stawki, podróże przez czas i przestrzeń, wielkie tajemnice symbiontów, z drugiej – intymną, pełną napięć relację ojca oraz syna, w której nie ma miejsca na łatwe rozwiązania. To ambitne podejście – nie zawsze równie emocjonujące w każdym numerze – ale z pewnością budujące solidne fundamenty pod długą, wielowątkową opowieść.

Całą recenzja:
https://ostatniatawerna.pl/kosmiczny-horror-z-domieszka-rodzinnego-dramatu-recenzja-komiksu-venom-t-1/

Venom balansuje na granicy kosmicznego horroru oraz młodzieżowego dramatu superbohaterskiego. Z jednej strony mamy ogromne stawki, podróże przez czas i przestrzeń, wielkie tajemnice symbiontów, z drugiej – intymną, pełną napięć relację ojca oraz syna, w której nie ma miejsca na łatwe rozwiązania. To ambitne podejście – nie zawsze równie emocjonujące w każdym numerze – ale z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
571
571

Na półkach:

Nowy Venom jest inny niż dotychczas, scenarzyście nie poszli na łatwiznę, rozwijając powszechnie znane motywy, a bardziej zdecydowali się za przedefiniowanie postaci Eddiego Brocka i roli jaka przypadła mu w semiotycznym świecie.

Już sam start wbija w fotel, ponieważ wyrwany ze swojego „świata” Brock staje na czele roju symbiontów. I tutaj spore zaskoczenie, ponieważ komiks skręca bardziej w styl metalicznej historii niż klasycznego superbohaterskiego stylu, co zaskakuje jeszcze mocniej to wątek egzystencjonalny i lekko psychodeliczny, a w tym wszystkim rozdarta wewnętrznie postaci Eddiego.
Nieco bardziej młodzieżowy klimat ma historia Dylana niosącego brzemię dziedzica Venoma. Klimat tej historii jest bardziej osobisty i ma w sobie coś z młodzieżowego dramatu, podkręconego thrillerem. Dylan toczy batalie z własnymi demonami, które ciągną go na tę samą drogę, na którą wkroczył jego ojciec. Narracja ziemska i kosmiczna sprawiają, że ta historia jest bardziej złożona i niezwykle daleko jej do banału.

Wizualnie komiks jest bardzo filmowy, a dynamiczne kadry ociekają od ilości detali, które jeszcze bardziej ciągną oko, by podziwiać szczegóły i całość planszy. Sekwencje kosmiczne są niezwykle spektakularne, ale oprócz widowiskowości, historii nie można odmówić tego jak oddaje ciężar emocji, decyzji i całej opowieści.

Ten album to inny i ciekawy start cyklu, mnie pozytywnie zaskoczył, ponieważ jest to bardziej złożona historia niż typowa brutalna siła Venoma. Są tu refleksji towarzyszące rodzinnym dramatom, co sprawia, że komiks nie jest łatwy, ale sprawia, iż cała seria zyskuje olbrzymi potencjał.

Nowy Venom jest inny niż dotychczas, scenarzyście nie poszli na łatwiznę, rozwijając powszechnie znane motywy, a bardziej zdecydowali się za przedefiniowanie postaci Eddiego Brocka i roli jaka przypadła mu w semiotycznym świecie.

Już sam start wbija w fotel, ponieważ wyrwany ze swojego „świata” Brock staje na czele roju symbiontów. I tutaj spore zaskoczenie, ponieważ...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Venom na półkach głównych
  • 16
  • 14
15 użytkowników ma tytuł Venom na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora Bryan Hitch, Mark Waid
Ocena 6,6
Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora Bryan Hitch, Mark Waid
Okładka książki Redcoat, vol 2 Bryan Hitch, Geoff Johns
Ocena 0,0
Redcoat, vol 2 Bryan Hitch, Geoff Johns
Okładka książki The Authority: Book One Warren Ellis, Bryan Hitch
Ocena 7,0
The Authority: Book One Warren Ellis, Bryan Hitch
Okładka książki Redcoat. Tom 1 Bryan Hitch, Geoff Johns
Ocena 7,0
Redcoat. Tom 1 Bryan Hitch, Geoff Johns
Okładka książki She-Hulk Epic Collection. The Cosmic Squish Principle Tom Artis, Simon Furman, Stephen Ross \\Steve\\ Gerber, Bryan Hitch, Tom Morgan, Louise Simonson
Ocena 0,0
She-Hulk Epic Collection. The Cosmic Squish Principle Tom Artis, Simon Furman, Stephen Ross \\Steve\\ Gerber, Bryan Hitch, Tom Morgan, Louise Simonson
Okładka książki Grób Batmana Warren Ellis, Bryan Hitch, Kevin Nowlan, Alex Sinclair
Ocena 6,9
Grób Batmana Warren Ellis, Bryan Hitch, Kevin Nowlan, Alex Sinclair
Okładka książki DC Comics: Pokolenia Bryan Hitch, Dan Jurgens, Yanick Paquette, Ivan Reis, Andy Schmidt, Robert Venditti
Ocena 5,1
DC Comics: Pokolenia Bryan Hitch, Dan Jurgens, Yanick Paquette, Ivan Reis, Andy Schmidt, Robert Venditti
Bryan Hitch
Bryan Hitch
Brytyjski rysownik, który rozpoczynał swą karierę w wydawnictwie Marvel UK, ilustrując przygody lokalnych superbohaterów jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku. Już na początku kariery zdarzało mu się rysować komiksowe przygody tak znanych postaci jak "Transformers" czy "Doktor Who". Z czasem zdobył wielką popularność, tworząc "Authority" i "JLA" dla DC Comics i "Ultimates" oraz "Fantastic Four". Hitch pracował również przy filmach i serialach, rysując projekty wnętrza TARDIS w nowej odsłonie "Doktora Who" czy wygląd statków w kinowym "Star Treku".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pingwin: Wszystko, co złe Tom King
Pingwin: Wszystko, co złe
Tom King Rafael de Latorre Marcelo Maiolo
Kontynuacja historii Pingwina autorstwa trio King-De Latorre-Maiolo dobrze dopełnia historię z tomu pierwszego. Podobnie jak zwróciłem uwagę na to wcześniej – de facto opowieść tę można czytać znając pobieżnie i ogólnie historię relacji Batmana i Cobblepota. Niemniej nadal fascynuje mnie w jaki sposób przedstawiono tutaj zależność tych dwóch postaci. Pingwin po trupach, jak to zwykle ma w zwyczaju, dąży do celu czyli odbudowania swojego imperium przestępczego. Chociaż miał być wykorzystany przez służby, sam tak naprawdę wykorzystał je do swoich planów. Nie okazuje litości absolutnie nikomu – nawet swoim dzieciom, które próbowały przejąć po nim schedę. Zwrócę uwagę na jedną rzecz, a która ma spore znaczenie – historia ta nie jest tak naprawdę opowiedziana oczami Pingwina, a jego przyjaciół, wrogów, partnerów i partnerek oraz, tak tak – samego Batmana. To naprawdę ciekawy zabieg, który przyciągnął moją uwagę. Tom drugi tej historii to też zdecydowane przyspieszenie – kiedy w pierwszym mieliśmy opowiedzianą historię Cobblepota w sposób spokojny i dokładny, tutaj mamy już pościg za kolejnymi kadrami i wydarzeniami. Czy jest to na minus dla całej historii? Absolutnie nie, dynamizuje ją i powoduje, że jesteśmy ciekawi co dzieje się na kolejnych stronach. Satysfakcjonująca to była podróż przez Gotham oczami jednego z najlepiej aktualnie pisanych wrogów Batmana, chociaz nie ukrywam, że tom pierwszy wypadł zdecydowanie lepiej.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na64 miesiące temu
Nextwave. Drużyna HEJT-u Warren Ellis
Nextwave. Drużyna HEJT-u
Warren Ellis Stuart Immonen
Nextwave są cudowni. Biją gliny. Niszczą pola brokuł. Zabijają koale. Prawdziwi superbohaterowie. Skoro to robią superbohaterowie to, co muszą robić złoczyńcy? Cóż – czytanie tego komiksu online jest bezpieczniejsze, ponieważ czytanie w papierze groziłoby pocięciem się o krawędzie. Jednak od niedawna można przeczytać go po polsku w papierze, więc uważajcie. W tym duchu napisane jest wszystko od wstępnego Q&A na początku, czy sekcji odpowiadania na listy na końcu. To pierwsze w każdym zeszycie pełni funkcję wprowadzenia do idei samego komiksu, naszej drużyny, a także recapu. W ramach tego dostajemy odrobinę humoru, co to nie zrobił dyrektor H.A.T.E, dziwnych mniej lub bardziej poprawnych ciekawostek, lub przekomarzania Pytającego i Odpowiadającego. Co do drugiego to jest ciągły tekst. Tylko przejrzałem, szanujmy się – to komiks, i powiem tylko, że tam również znajdziemy trochę tego humoru. Z tego co rozumiem, na listy odpowiada nasza zła korporacja. Sam komiks nastawiony jest na akcje. Pojawia się potwór – trzeba go pokonać. Przy okazji objawiają się nam relacje, backstory i inne elementy związane z naszymi głównymi bohaterami. Bardzo spójny i zabawny sposób opowiadania historii. Czarna komedia w najlepszym wydaniu – z drużyną przegrywów, gdzie ich przeciwnik to też przegryw. W palecie dań mamy Dirka Angera – dyrektora H.A.T.E, usprawnionego specjalnymi narkotykami, alkoholem i papierosami (wszystko z jaszczurek) do długowieczności. Wrzeszczącego na wszystkich, człowieka z kompleksami i mizogina grającego samemu w rosyjską ruletkę olbrzymim rewolwerem. Monica Rambeau – Kapitan Marvel lub Foton, znaną niektórym z MCU. Dowódca zgrai przegrywów. Była w Avengersach, i wiecie, że jak była w Avengersach to robiło się to tak i tak? Tak to ten typ. A poza tym to nawet raz przez chwilę była ich szefem. Aaron Stack – machine man. Robot z kompleksami, które odbija swoją pozorną mizantropią i nazywaniem ludzi "fleshy one" (mięsiści). Też spadł z wysoka, ale zostawię to bez spoilerów. Elisa Bloodstone – ma choker dający jej odporność i silę (a tak naprawdę to kamień w nim). Jest Angielką, co oczywiście równa się Europie. To nigdy nie było mądre, a jeszcze gorzej się zestarzało. W dodatku to dosłownie Trevor Belmont z Castlevanii (2017-2021) w żeńskim wydaniu. Nie jest to przypadek – ten sam scenarzysta. Tabita Smith – jest jak Rico z Pingwinów z Madagaskaru (2008-2015). Kapitan – chyba nie pamięta swojego imienia. A gdyby pamiętał, to by się pojawił Kapitan Ameryka i krzyknął „Język!” No tak plus minus to wygląda i wbrew pozorom ta mieszanka wybuchowa jest dobrze wymieszana. Każdy jest parodią czegoś, powiewem świeżości w stare mniej znane postacie, lub zwyczajnie swoją parodią. Wszyscy są bardziej i mocniej edgy. Jeśli chodzi o grafikę, to ogólnie komiks jest ładny. Styl mnie nie odstręcza, jak niektóre. Większość postaci da się odróżnić poza Tabitą i Elisą, które mają syndrom tej samej twarzy. Jedna jest bardziej ruda i ma choker, ale bez kontrastu lub odpowiedniej pozycji nie zawsze to widać. Z czasem można się przyzwyczaić, bo noszą trochę inne stroje, ale na początku jest to problem. Poza tym nasza drużynówka w swoich czarnych okularach podchodzi do różnych problemów dzisiejszego świata – złych korporacji, agencji rządowych, końca świata i globalnego ocieplenia. Czy da się z tego wyciągnąć coś głębszego? Na pewno. Już samo istnienie Roxxonu, które czasem potrafi zrzucić latające miasto jak Ultron w swoim filmie (2015),potrafi być taką krytyką. To tutejsza korporacja przedstawia bardziej bezpośrednie, a jednocześnie absurdalne zagrożenie. Bo co jeśli agencję rządową kupi korporacja? Mimo tego wyżej można, ale nie trzeba rozmyślać. „Nextwave” ma być przede wszystkim śmieszne swoim absurdem. Przy okazji można wdać się w refleksję, ale nie o to chodzi. Podstawa to dobra zabawa, jeśli kogoś akurat śmieszy wyżej opisana zawartość. Zatem, jeśli ktoś jest koneserem czarnego humoru, lubi drużyny przegrywów lub po prostu wyśmiewanie Amerykanów, to nie będzie żałował czytania. A w dodatku dla patriotów mamy polski akcent – pojawia się Smok Wawelski.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na85 miesięcy temu
Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Tom Taylor
Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw
Tom Taylor Yasmine Putri
Atrakcyjność komiksów zaliczanych do elseworldów zasadza się przede wszystkim na odmienności od klasycznych historii superbohaterskich. Autorzy nadal opowiadają na ich łamach o postaciach, które czytelnicy kochają, ale wrzucają je w nowe, zazwyczaj niecodzienne okoliczności. Jest to najczęściej na tyle interesujące, że rzadko potrzeba czegoś więcej, by tego typu album zebrał dobre opinie. Czy tak właśnie rzecz ma się z „Mrocznymi Rycerzami ze stali”? Superman, Batman, Wonder Woman to ikony superbohaterskiego komiksu. Kojarzymy ich przede wszystkim z wielkomiejską scenerią i technologią. A co, gdyby herosi objawili się w zupełnie innym otoczeniu i czasie? Czy mieliby równie duży wpływ na świat? Bohaterowie „Mrocznych Rycerzy ze stali” to te same postaci, które doskonale znamy, jednak Tom Taylor przekształcił zarówno ich wizerunek, jak i całą opowieść na wzór historii fantasy ulokowanej w quasiśredniowiecznym anturażu. Nie wydaje się to szczególnie oryginalne, bo manewr jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Można odnieść wrażenie, że podczas tworzenia konceptu ktoś powiedział: „Hej, wrzućmy znane postaci w inne otoczenie i sprawdźmy co się stanie!”. Oryginalność nie jest jednak elementem, który cechuje nurt superbohaterski, istotniejsze jest to, czy wszystko działa na płaszczyźnie samej opowieści. A tu odpowiedź jest, na szczęście, twierdząca. Autor w kreatywny sposób podchodzi do protagonistów. W tym celu manipuluje ich originami, zmieniając przeszłość właściwie każdego z nich i dodając do niej elementy redefiniujące ich osobowość. W efekcie nikt nie jest do końca taki, jakim znamy go z regularnych cykli. Czy to dobry manewr? W mojej opinii tak, a to z tego względu, że zachowując najgłębsze, najbardziej ikoniczne cechy charakteru danego bohatera, Taylor subtelnie modyfikuje wizerunek każdego z nich, a to nadaje postaciom nowych odcieni. To cenna rzecz i lekki, absolutnie niepretendujący do miana rewolucyjnego powiew świeżości. Dobrym wyborem było przekształcenie świata przedstawionego, opartego na lubianych superbohaterach, w przestrzeń wypełnioną politycznymi knowaniami, różnego rodzaju napięciami i wszechobecnymi sekretami. Akcja toczy się kilkutorowo (sprawne łączenie wątków w głowie czytającego wymaga skupienia),a my mamy okazję zajrzeć za kulisy każdego z królestw biorących udział w konflikcie i dobrze poznać mechanizmy władzy a także genezę napięcia i zależności zarówno między jednostkami, jak i państwami. To interesujący obraz, który warto docenić zwłaszcza w kontekście tego, że na co dzień Uniwersum DC nie oferuje zbyt wielu opowieści w tym klimacie. Pod względem wizualnym album wypada dobrze. Rysowników jest kilkoro, ale pierwsze skrzypce gra Yasmine Putri. Pochodząca z Indonezji artystka tworzy kadry przejrzyste i nowoczesne, które są przede wszystkim po prostu ładne. Momentami mogą sprawiać wrażenie nieco zbyt sterylnych, ale nie jest to mankament, który jakoś znacząco obniżałby ocenę tego elementu albumu. „Mroczni Rycerze ze stali” jawią się jako rzetelnie zrealizowany elseworld, czerpiący z uznanych wzorców w sposób sprawny i fachowy. To komiks oferujący rozrywkę na poziomie, który z pewnością usatysfakcjonuje wielu fanów superhero. Przy lekturze trzeba mieć, rzecz jasna, świadomość, że nie jest to żaden kamień milowy, ale też chyba nikt czegoś takiego nie oczekiwał. Ostatecznie lektura przynosi sporo frajdy, a to jest w tego typu komiksie najważniejsze. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/03/mroczni-rycerze-ze-stali-wojna-trzech.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0uQB6rNWMf41o493Q4DBAE66GfDupG2zvhSiVYAagXTBGD3xGUpLUfkGqXaQuETxtl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na729 dni temu
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong Tom Derenick
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Tom Derenick Brian Buccellato Christian Duce Fernandez
Tytuł Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong brzmi jak żart – brakuje tam tylko Avengersów i obcych😉 Ale gdy tylko zobaczyłem okładkę, pomyślałem: hej, takie crossovery nie zdarzają się codziennie, więc wchodzę w to bez wahania. No bo jak tu nie brać komiksu, w którym Superman i Godzilla grzeją do siebie laserami, a wielkie mechy okładają się z Kongiem? No no no, to jest dokładnie ten poziom absurdu, którego czasem człowiek potrzebuje. Jasne, fabuła jest raczej prosta, ale napisana w stylu ostatnich historii Toma Taylora dla DC, więc ma w sobie coś, co wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej. Co ważne, przy tak ogromnej liczbie postaci udało się uniknąć totalnego chaosu, a to już samo w sobie zasługuje na brawa. A co poza tym? Czyste komiksowe szaleństwo. Widowiskowe walki, efektowne sceny i kilka naprawdę fajnych zwrotów akcji. I właśnie za to też kocham komiksy: za dostarczanie czystego funu, bez udawania czegoś więcej. Dzięki temu z łatwością można przymknąć oko na drobne fabularne niedociągnięcia. Wizualnie jest efektownie, ale jednocześnie spójnie, bez przesadnego chaosu na planszach. To komiks idealnie skrojony „na raz” – nie za krótki, nie za długi. A przy tym na tyle widowiskowy, że spokojnie można do niego wracać, sięgając raz na jakiś czas z półeczki tylko po to, żeby jeszcze raz popatrzeć, jak ogromne bestie dają sobie po mordach, a maleńcy superbohaterowie plączą im się pod nogami. Jeśli ktoś szuka ambitnego superhero, to nie tutaj. Ale jeśli chce się po prostu dobrze bawić i poczuć dziecięcą radość z totalnego crossoverowego chaosu, to ten komiks dowozi dokładnie to, co obiecuje. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DT91EnEDOM0/?igsh=MWk4ZzN0dnRobnk2Ng==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na82 miesiące temu
Gunslinger Spawn tom 01 (okładka limitowana B) Todd McFarlane
Gunslinger Spawn tom 01 (okładka limitowana B)
Todd McFarlane Tom Orzechowski Brett Booth Andrew Dalhouse Philip Tan Ivan Nunes Kevin Keane Thomas Nachlik Von Randal Adelso Corona
O Spawnie słyszał już chyba każdy. Kultowe dzieło Todda McFarlane'a było sztandarowym pomysłem powstającego w latach 90-tych wydawnictwa "Image Comics", skupiającego najbardziej utalentowanych artystów z Marvela. Gunslinger Spawn to opowieść osadzona w tym samym uniwersum co Spawn, opowiadająca o losach innego Spawna, przybywającego do teraźniejszości z roku 1849. Sam Gunslinger jest natomiast rewolwerowcem z Dzikiego Zachodu, próbującym wrócić do swojego czasu i dorwać zabójców swojej rodziny. Ale do tego potrzebny jest mu Al Simmons - oryginalny Spawn. Żeby nie przedłużać, powiem wprost - komiks jest fantastyczny! Todd McFarlane, który odpowiedzialny jest za scenariusz Gunslingera, dostosował Spawna do realiów westernu. Komiks czyta się doskonale i jest to mistrzostwo komiksu rozrywkowego. Bohaterowie są potężni i widowiskowi, akcja toczy się szybko, a komiks wypełniony jest testosteronem i humorem. Całość dopełniają fantastyczne rysunki kilku artystów, których Todd McFarlane zaprosił do współpracy i wszyscy oni są świetni. Jak dla mnie jest to komiks perfekcyjny. Może nie porusza jakichś bardzo ważnych tematów i nie jest odkrywczy, ale nie o to w tym komiksie chodzi. To rozrywka na wysokim poziomie i uczta dla oczu. Jeśli dodatkowo lubicie klimat westernów to będziecie usatysfakcjonowani, bo McFarlane wydobywa z tego gatunku to co najlepsze. PS. Jeśli jednak jesteście wśród tych, którzy o Spawnie nie słyszeli, to warto najpierw obejrzeć film "Spawn" z 1997 roku. Nie jest to dzieło wybitne, ale wystarczająco wyjaśnia historię powstania Spawna i pomaga ogarnąć o co chodzi z tą postacią. Tym bardziej że sam oryginalny Spawn, czyli Al Simmons, też jest ważną postacią tego komiksu i warto coś na jego temat wiedzieć.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na95 miesięcy temu
G.I. Joe Tom 1: Kobra atakuje! Joshua Williamson
G.I. Joe Tom 1: Kobra atakuje!
Joshua Williamson Tom Reilly
G.I. Joe Tom 1: Kobra atakuje! Jeśli kiedykolwiek jaraliście się figurkami albo komiksami G.I. Joe, to szczerze mówiąc… nie musicie czytać dalej. Po prostu bierzcie ten tom. Dostajemy tu dokładnie to, co powinno być w G.I. Joe: znajome twarze, masę akcji, ogromne mięśnie i jeszcze większe giwery. I wiecie co? Dokładnie tego oczekuję od tej marki! Do tego całe uniwersum Energonu wplata się tutaj zaskakująco fajnie. Nie dominuje, nie gryzie się z klimatem, tylko dodaje dodatkowego smaczku i poczucia, że dzieje się coś większego. Fabularnie to klasyczne origin story oddziału: zawiązanie jednostki, pierwsza akcja… a właściwie pierwszy cios zadany przez Kobrę, która uderza prosto w siedzibę bohaterów, chcąc przejąć kawałek Energonu. Nasi bohaterowie dostają w kość, zostają rozbici i ostatecznie trafiają do niewoli. Proste? Bardzo. Nastawione na akcję? Jak najbardziej. Ale mimo tego ma to w sobie coś – czuć, że to dopiero początek większej, epickiej serii. Jeśli chodzi o ilustracje, to są naprawdę solidne. Postacie mają mnóstwo szczegółów i od razu można poznać znajomych bohaterów z dzieciństwa. Kolorowanie jednak nie do końca mi siadło – te całe strony utrzymane w jednym odcieniu trochę męczą i odbierają dynamikę scenom. Szkoda, bo rysunki same w sobie są świetne. Na szczęście pod koniec tomu coś się zmienia i widać wyraźną poprawę. Cieszę się, że wskrzeszono tę markę. Start jest naprawdę udany, klimatyczny i pełen obietnic na przyszłość. A ja już nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DRjk-OXDOZE/?igsh=MTlubWJpaXBuY28xMg==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na74 miesiące temu
Bitter Root, tom 1: Rodzinny Interes Sanford Greene
Bitter Root, tom 1: Rodzinny Interes
Sanford Greene David F. Walker Chuck Brown
“Bitter Root” to komiks s z a ł o w y. I byłem prawie pewien, że mi się nie spodoba. Nie zrozumcie mnie źle, w teorii nie brzmi źle. Szczególnie setting: Nowy Jork w latach dwudziestych, Harlem nawiedzany przez ludzi dosłownie przemienionych w monstra przez nienawiść i rasizm, rodzina czarnoskórych łowców potworów, no czad. Z drugiej strony - to jest Totalnie Komiks Akcji. A takowych fanem nie jestem. A jak to wypada w praktyce? Otóż setting na pierwszy rzut oka wydaje się dość umowny, nie odetchniemy tym miastem i tymi czasami, nie usłyszymy jazzu na ulicach, nie poczujemy dymu papierosów w nozdrzach. Co więcej, socjologicznie też nie jest to żaden kompleksowy traktat o rasizmie. Elementy kontekstu historyczno-kulturowego zostały użyte jako narzędzie fabularne, punkt wyjścia dla szalonej wyobraźni. Dopiero gdy człowiek się przyjrzy bliżej, swoje doczyta, wtedy zauważy smaczki i bogactwo kulturowe obecne w tym komiksie, ale nie dominujące go jako jego główna i jedyna wartość. I dobrze, bo wyszło dzięki temu naturalnie i szczerze rozrywkowo. To komiks żywy, dynamiczny, akcyjny, napakowany pełnymi, spektakularnymi kadrami, doskonale poprowadzony i czytelny mimo permanentnego zamieszania. Świat jest wyrazisty i intrygujący, wątki sprawnie się przeplatają, a kolory są należycie przybrudzone. A na koniec… dostajemy garść esejów o czarnej kulturze (również w komiksie),ładnie edukujących i wyczerpujących, których lektura notabene trwa dłużej niż lektura samego komiksu. Podobało mi się bardziej niż sądziłem. To naprawdę konkretna historia, nie cuchnie tandetą, ma swój wdzięk i klimat. Jednocześnie brak tu trochę oddechu i światotwórstwa, przydałoby się więcej informacji, relacji między postaciami, odrobiny obyczaju i dramaturgii. Ale miał być akcyjniak do zapomnienia, a chętnie zostanę w tym świecie na dłużej. Za egzemplarz dziękuję ślicznie Wydawnictwu.
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na73 miesiące temu
Marvel Knights - Spider-Man, Tom 2 Clayton Crain
Marvel Knights - Spider-Man, Tom 2
Clayton Crain Matt Fraction Angel Medina Sean Chen Roberto Aguirre-Sacasa Sean McKeever
SPIDER-MAN W CZERNI I BIELI W zeszłym roku Egmontowi coś nie pykło i wypuścił „Marvel Knights Spider-Man #2” z kilkoma źle wydrukowanymi rozkładówkami. Nie pierwsza taka sytuacja, bo wcześniej źle rozkładówki były w „Superior Spider-Manie” czy „Wojnie domowej”, a w „Lobo: Portret bękarta” w ogóle pominięto jedną stronę, ale to o Spidera zrobiła się spora burza. Bo to był taki trochę niefartowny czas, że fani mieli już wpadek dość – w czerwcu najpierw Mucha strzeliła sobie w kolano świadomie wydając „Świt synów nocy” z brakującymi stronami, zaraz potem, w lipcu, Egmont wypuścił „Superkwęka” z przekładem, jak z translatora (niedługo będzie poprawione wydanie),a w sierpniu doszedł ten „Spider”, a cena okładkowa prawie 210 zł, więc się czytelnicy wzburzyli. Teraz jednak Egmont w końcu naprawia błąd. Nie jest to może rozwiązanie idealne, ale czytelnicy, którzy kupili – albo kupią teraz – ten tom, dostają dodatkowo przedruk #35 zeszytu serii w wersji czarnobiałej, uzupełniony o kolorowe rozkładówki, które w oryginale były źle wydrukowane. A wszystko to w twardej oprawie. Wygląda to ładnie, pomysł fajny. Pewnie nie każdemu takie wyjście będzie pasowało, ale doceniam, że Egmont w ogóle coś z tym zrobił i to w takiej formie. Dobra, żeby sprawiedliwości stało się zadość, parę słów o fabule. Świat wie, że Peter to Spider-Man, policja na niego poluje, w końcu dopada, ale okazuje się, że pod maską nie skrywa się Peter, a ktoś zupełnie inny. No i teraz pytanie, skąd naśladowca ma pajęcze moce? Sprawa ciekawi też samego Parkera i… https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2026/01/sensational-spider-man-znowu-w-czerni.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na62 miesiące temu
Produkt #25 Michał Śledziński
Produkt #25
Michał Śledziński Arkadiusz Klimek Robert Sienicki Unka Odya Piotr Nowacki Katarzyna Witerscheim Bartosz Sztybor Łukasz Mazur Paweł Mączewski Jan Sławiński Katarzyna Niemczyk Tomasz Kontny Anna Krztoń Katarzyna Czarna Piotr Marzec Sylwia Kaźmierczak Kamila Król Damian Masłowski Krzysztof Nowak Marcin Łuczak Krzysztof Ryszard Wojciechowski
Trafiła mi się najciekawsza pozycja do zrecenzowania w tym roku. Tym razem nie mam do czynienia z jedną powieścią graficzną czy zbiorem kilku. Nie, to porządnie czasopismo komiksowe z aż czternastoma krótkimi powieściami graficznymi i do tego z publicystyką rozpisaną na około trzydzieści stron. Nie będę omawiał wszystkiego po kolei, bo wyszedłby z tego zbyt długi tekst, którego pewnie nikomu nie chciałoby się czytać. Zatem trochę standardowo opowiem o tych komiksach, dla których warto według mnie sięgnąć po Produkt 25, a także o elementach, które do mnie nie przemówiły. Najpierw jednak zdradzę Wam moją prawdziwą motywację – Krzysztof Nowak. Uwielbiam postapo i ciągle ciepło wspominam Futuro Darko. Co prawda liczyłem na nowy tom, ale skoro ów się nie pojawił, to rzuciłem się na Produkt 25, aby przeczytać najnowszą, krótką historię z tego uniwersum – Maniery. I zaiste, była to dla mnie czysta przyjemność. Z ciekawostek powiem, że ten komiks przypomina mi trochę Johna Wicka. A do tego musze zdradzić, że czuję się trochę źle z tym, że koniec końców Futuro Darko dostało ode mnie ocenę ogólną 6,6. Ale cóż, dopiero po czasie uświadomiłem sobie, że ciepło wspominam tę historię, no i przekonałem się do kreski Nowaka. Coraz bardziej mi się podoba, i to z tymi charakterystycznymi, długim nosami. Maniery były dla mnie głównym punktem programu i dla nich samych kupiłbym Produkt 25, gdybym nie dostał go do recenzji! Na szczęście dobrych powodów aby sięgnąć po ten magazyn komiksowy jest o wiele więcej. [...] Przy okazji premiery nowego sezonu Wiedźmina od Netflixa, warto wspomnieć, że i do naszego swojskiego Wieśka, dobrze czasem podejść z humorem! Za scenariusz, krótkiego szorcika zamieszczonego w Produkcie 25 o białowłosym zabójcy potworów odpowiada Bartosz Sztybor. Chyba to już wystarczająca polecajka, co nie? A w tej opowieści jest naprawdę jajcarsko, bo ktoś zamienił księcia w jajo i to Wiesiu musi rozwiązać tę zagadkę, ryzykując przy tym, że zostanie zrobiony w… jajo! Wiedźmin, jest krótką, bardzo śmieszną i uroczo narysowaną przez Piotra Nowackiego historyjką. Rusałka. Szlak czerwonej nici od Kamili Król, jest natomiast klimatyczną, słowiańską opowieścią skoncentrowaną na postaci Welesa. No i ten styl graficzny po prostu przemówił do mnie od pierwszego kadru, za sprawą tej wszechobecnej zieleni… Ze śmieszniejszych opowieści warto wspomnieć o Jak zapierdala jamniczek? Nie miałem wcześniej styczności z Osiedlem Swoboda, ale w tym shorcie, pierwsza scena tak mnie rozbawiła (wielki plus za wygląd wspomnianego jamnika!),że do teraz na myśl o niej się po prostu uśmiecham. No i sam tytuł opowiadania, jak i imię jamniczka to czyste złoto. Nie mógłbym też nie wspomnieć o drugim komiksie postapokaliptycznym w tym zbiorze – Baby Day od Śledzia. Ciekawa wizja zmrożonego świata z zombiakami, ale to finał mnie dosłownie rozwalił! Naprawdę nie spodziewałem się, że Śledziu tak mnie jednocześnie zszokuje i rozbawi (dwie ostatnie strony czytałem z trzy razy, aby to przetrawić!). Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/komiksow-nigdy-za-wiele-recenzja-magazynu-komiksowego-produkt-25/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na81 miesiąc temu
Tam było ciało Ed Brubaker
Tam było ciało
Ed Brubaker Sean Phillips
Tam Było Ciało. Fabuła to mieszanka postaci i wątków, które z pozoru niewiele ze sobą mają wspólnego, a jednak autorzy sprytnie wszystko splatają w ciekawą całość. Mamy tu parę nastolatków mających się ku sobie, podejrzanego policjanta zabawiającego się z żoną doktora leczącego bezdomnego weterana wojennego, a także nastolatkę przebierającą się za superbohaterkę i prywatnego detektywa, który przemyka tu i ówdzie w poszukiwaniu zbiegłej dziewczyny. Cała plejada postaci, a do tego… tytułowe ciało, które pojawia się dopiero w dalszej części i w gruncie rzeczy ma dość marginalne znacznie dla wydarzeń. Szczerze, to ciekawe czemu wylądowało w tytule… Mimo tego drobnego zgrzytu, duet autorów ponownie nie zawodzi. Fabuła jest świetnie skonstruowana, a postacie (każda z własną obyczajową historią) robią dobrą robotę. Początkowo niepowiązane wątki zaczynają się zazębiać, a z każdą kolejną stroną wychodzi na jaw, że każdy element historii ma swoje znaczenie. I choć komiks nie jest absolutnie najlepszym komiksem tych autorów, zabawa przy nim jest świetna. Bywa ciężko, bywa dramatycznie, bywa zabawnie, a momentami wręcz przewrotnie – z delikatnym wodzeniem za nos. Wizualnie też jest przyzwoicie. Nie jest to najwyższy lot artysty, ale klimat zapomnianych przedmieść, który unosi się nad kadrami, naprawdę działa i wciąga w historię. Tytuł potwierdza, że Brubaker potrafi trzaskać dobre kryminały jak mało kto! Komiks ten i wiele innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na81 miesiąc temu
Diabelskie rządy Marco Checchetto
Diabelskie rządy
Marco Checchetto Chip Zdarsky
Liked by mistercadaver and 121 others „Diabelskie rządy” to bezpośrednia kontynuacja trzytomowego Daredevila pisanego przez Chipa Zdarsky’ego - runu bardzo przyzwoitego, nowoczesnego, klimatycznego, porównywanego nieśmiało do dokonań Bendisa i Brubakera. Nie był to ten poziom, ale nie było też wstydu, lektura to gładka, przyjemna, żonglująca znanymi patentami, ale niepozbawiona też własnego charakteru. Same „Diabelskie rządy” w zasadzie dzielnie ten sam poziom utrzymują. Fabularnie mamy tu burmistrza Fiska, czyli dawnego Kingpina, który zakazuje działań superbohaterskich w Nowym Jorku, co spotyka się z oporem ze strony tychże bohaterów. Brzmi to jak coś, co mogło się okazać wielką rozpierduchą i bezsensowną napierdalanką, ale pan Zdarsky po raz kolejny uniknął oczywistych pułapek. Komiks to bardziej pajęczyna przeplatających się ze sobą, ale na swój sposób kameralnych wątków, pełnych dramatów i emocji. Naprawdę dużo tutaj człowieka, a losy Nowego Jorku to stawka zadowalająco wysoka, ale jednocześnie lokalna i niewydumana. Brak tu co prawda typowych dla serii wątków prawniczych (które bardzo lubię),ale na ich miejsce niejako wskoczyły wątki polityczne, również bardzo zgrabne i „uziemiające” nieco tę superbohaterską, nadprzyrodzoną jednak estetykę. Nie jest to lektura która mnie totalnie porywa, ale cholera, czyta się to świetnie. Komiks opiera się na bardzo wyrazistych relacjach między postaciami, nie przesadza ze skalą, satysfakcjonuje. Za egzemplarz dziękuję ślicznie Wydawnictwu! Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na76 miesięcy temu
Wiek cienia Caza
Wiek cienia
Caza
Dwuczęściowy Świat Arkadiego był moim objawieniem zeszłego roku oraz obecnego. W 2024 tom pierwszy znalazł się w moim prywatnym rankingu na trzecim miejscu najlepszych komiksów, jakie przeczytałem. Natomiast tom drugi zostaje chyba moja ulubiona tegoroczną pozycją. Zatem gdy tylko usłyszałem o prequelu, to wiedziałem, że będę musiał, go dostać w swoje ręce. Dość szybko przekonałem się, że Wiek Cieni jest czymś zupełnie innym, niż się spodziewałem. Po pierwsze powstał jeszcze przed Światem Arkadiego. Tak naprawdę Caza dopiero kreował to fascynujące uniwersum. Najlepsze pomysły dopiero roiły się w jego głowie. Po drugie jest to ni mniej, ni więcej, jak tylko zbiór krótkich opowieści. Przyznaję, że w pierwszej chwili byłem lekko rozczarowany, ale po przerobieniu kilka historii spośród trzynastu, doceniłem tę pozycję. Caza jest kopalnią dziwacznych, absurdalnych pomysłów. W Wieku Cieni widzimy zdegenerowaną i upadającą Ziemię. Nasza planeta coraz wolniej się obraca. Siły natury niszczą ludzkie siedliska, a nasz gatunek przeszedł z poziomu homo sapiens do tępych U-dzi. Caza serwuje kilka interesujących opowieści. Większa część z nich dotyczy upadku poszczególnych miast. Za każdym razem jest to przedstawione równie oryginalnie, widowiskowo i nietypowo. Choćby mamy ciekawą interpretację legendy o Szczurołapie z Hameln. Oczywiście w tym wypadku zamiast szczurów mamy pożałowania godnych U-dzi. Chyba najpiękniejsza historia została zatytułowana Skrzydła innych. Smutny, poruszający obraz kochanków, z dwóch różnych światów, którzy nie są w stanie żyć razem. Mamy też kilka aż nadto dziwnych opowieści. W Obywatelu 14114 wyłania się z ziemi czarny tułów bez głowy, który sadza sobie jednego z U-dzi na karku i biega – to w sumie jedyna historia, której kompletnie nie zrozumiałem. Całościowo jednak Wiek Cieni, to podobnie jak Świat Arkadiego niebywały popis kreatywności. Podziwiam Cazę, chciałbym mieć tak wybujałą wyobraźnię, jak on! Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/tuz-przed-zastygnieciem-ziemi-recenzja-komiksu-wiek-cienia/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na81 miesiąc temu
Gunslinger Spawn tom 02 (okładka limitowana B) Todd McFarlane
Gunslinger Spawn tom 02 (okładka limitowana B)
Todd McFarlane Tom Orzechowski Brett Booth Andrew Dalhouse Philip Tan Ivan Nunes Kevin Keane Thomas Nachlik Von Randal Adelso Corona
Gunslinger Spawn Tom 2. Drugi tom przygód Rewolwerowca to dokładnie to, czego się spodziewałem. Fabuła wciąż jest dość płytka, narracja potrafi się rozjechać, a momentami wszystko wydaje się jednym wielkim chaosem. Ale wiecie co? Kurde, jakie to jest zaje***te! To jest ten typ komiksu, w którym nie chodzi o głębokie rozkminy, tylko o czystą, dziką frajdę. Walki trwają po kilkadziesiąt stron i są tak efektowne, że nie sposób się od nich oderwać. Pomysły są absurdalne, im bardziej przegięte, tym lepiej. No i ten design! Postacie wyglądają kozacko, demony są ogromne, a kadry na dwie strony aż proszą, żeby zatrzymać się na chwilę i nasycić oczy tym chaosem. Styl jest zadziorny, drapieżny, agresywny i pełen energii, idealny dla kogoś, kto chce po prostu dostać porządny zastrzyk adrenaliny. Mimo, że fabuła nie jest tu najmocniejszym punktem, to też potrafi zaskoczyć ciekawymi momentami. Szczególnie gdy dotyczy przeszłości bohatera. Ale to akcja dosłownie wysadza z butów. Bohaterowie są agresywni, a ich charaktery dodają całości jeszcze więcej powera. To nie jest komiks dla każdego. Ktoś szukający spokojnej, skomplikowanej historii może się odbić. Ja bawiłem się świetnie i przewracałem kolejne strony z ogromną frajdą. To jest czysta, komiksowa jazda bez trzymanki! Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DO5Of5ojHF-/?igsh=MTR4bzBmaGVueTV6cw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na86 miesięcy temu
Batman. Pełnia Rodney Barnes
Batman. Pełnia
Rodney Barnes Stevan Subic
„Batman”, jak rzadko która superbohaterska seria, sporo czerpie z opowieści grozy. Na przestrzeni lat twórcy wielokrotnie korzystali z horrorowego anturażu, a kilka z tych tytułów do dzisiaj uchodzi za klasyczne. Jestem wielkim fanem opowieści z dreszczykiem, także w komiksowym wydaniu, dlatego po „Pełni” spodziewałem się naprawdę wiele. Ale wszyscy dobrze wiemy, jak łatwo potrafi wykoleić się „hype train”. Sprawdźmy, czy końcowy efekt pracy twórców sprostał oczekiwaniom. Podczas pełni księżyca Gotham staje twarzą w twarz ze śmiertelnym zagrożeniem. W mieście pojawia się wilkołak, a krwawe konsekwencje jego comiesięcznej przemiany szybko rzucają się w oczy. Do walki z wrogiem staje rzecz jasna Batman, ale w momencie, kiedy klątwa spada na niego samego, sytuacja bardzo się komplikuje. Nietoperzowi z pomocą przychodzą Zatanna i John Constantine, jednak trapiące obrońcę Gotham łaknienie krwi może okazać się niemożliwe do opanowania. „Pełnia” to komiks pisany absolutnie na serio. To w mojej opinii doskonały wybór, zwłaszcza że mamy do czynienia z horrorem. A ten, kiedy jest pełnokrwisty (swoją drogą – tutaj ten zwrot pasuje idealnie) i pozbawiony „śmieszków”, może mieć sporą siłę rażenia. I tak właśnie rzecz ma się z tym albumem. To opowieść mocno osadzona w klasycznych motywach grozy – na tapet został wzięty motyw likantropii. Wilkołactwo pozbawiono jakiegokolwiek romantyzmu – nie ma w nim niczego atrakcyjnego – to nieustanny zew krwi, brudna, wszechogarniająca obsesja, która wykrzywia umysł, a gdy mija, pozostawia po sobie wstyd i wyrzuty sumienia. To dojmujący, pesymistyczny obraz, który robi spore wrażenie i buduje fantastyczny klimat – siłę napędową i największą zaletę tego albumu. Autor w bardzo ciekawy sposób nakreślił postać Batmana, który początkowo wydaje się traktować zagrożenie z pewnym lekceważeniem, może nawet arogancją. Mroczny Rycerz nie wierzy w nadprzyrodzone stwory i jest zdania, że poradzi sobie z wrogiem, korzystając ze standardowego arsenału. Szybko okazuje się jednak, że tym razem potrzebne będzie więcej, zwłaszcza wtedy, gdy do zagrożenia zewnętrznego dochodzi to natury wewnętrznej. O tym, czy klątwa jest prawdziwa, Batman przekonuje się na własnej skórze. To rozwiązanie niespodziewane, ale zarazem niezwykle ciekawe – zderzenie racjonalizmu z folklorem jest brutalne i działa z pełną mocą, dodając opowieści ciężaru. Znakomity obraz głównego bohatera trochę się rozmywa w zestawieniu z jedną z postaci drugoplanowych. John Constantine jest tu wyjątkowo irytujący – nie tylko sprawia wrażenie piątego koła u wozu, ale zachowuje się wyjątkowo dziecinnie. To jednak na szczęście tylko mała łyżka dziegciu, bo poza tym w materii kreacji protagonistów trudno mieć do Barnesa jakieś większe zastrzeżenia. „Pełnia” jest zamkniętą opowieścią, która nie potrzebuje żadnego dopowiedzenia w postaci sequela. To jej ogromna siła, zwłaszcza w dobie wielkich, rozwleczonych eventów. Dostajemy pełną historię z jasno nakreślonym zakończeniem (choć akurat akt finałowy, za sprawą skrótowości zaprezentowanej konfrontacji, delikatnie rozczarowuje),a napięcie nie rozmywa się w nadmiarze wątków. Nic tu nie odrywa czytelnika od sedna fabuły. Komiks nie jest przy okazji pozbawiony zaskoczeń – pojawiające się co jakiś czas zwroty akcji są przemyślane i tylko podsycają zainteresowanie płynące z odkrywania kolejnych elementów świata przedstawionego. Tempo opowieści jest dobrze wyważone, dzięki czemu nie mamy wrażenia gnania na oślep do przodu, byle poznać konkluzję. Widać, że Rodney Barnes poświęcił wiele czasu na precyzyjne skonstruowanie scenariusza i za to należą mu się słowa uznania. „Pełnia” nie robiłaby tak dużego wrażenia, gdyby nie ilustracje. Stevan Subić rysuje bardzo „brudno”. Kolejne kadry wręcz ociekają mrokiem i niepokojącym naturalizmem. To świetnie pasuje do tak klasycznego horroru, jaki dostaliśmy. Swego rodzaju wykrzywienie wielu rysunków tylko potęguje nastrój niesamowitości, jaki nieustannie unosi się nad tą opowieścią. Trzeba przyznać – to grafiki dość specyficzne, ale jeśli zaakceptujemy ten styl, warstwa graficzna idealnie uzupełni się z fabułą. Najnowsza propozycja z nieustannie rozwijającego się DC Black Label to komiks bardzo dobry. „Pełnia” nie jest może albumem szczególnie odkrywczym, ale wcale nie musi takowym być. Fabularne karty, jakimi operuje Barnes, są bowiem zgrywane z taką precyzją, że można mówić o dziele świetnie wyważonym i przy okazji mocno angażującym. Właśnie takie opowieści – dojrzałe, świadome i pozbawione infantylizmu – chcę czytać w ramach tego imprintu DC Comics. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/03/batman-penia-recenzja.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0Upf4qtWZ1PA2LEmFtS3mZdPuprCxVpExvr6Wybt83Eicarb4UyExz5c4NQmwFTozl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na816 dni temu

Cytaty z książki Venom

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Venom