rozwińzwiń

King. Biografia

Okładka książki King. Biografia autora Jonathan Eig, 9788324089581
Okładka książki King. Biografia
Jonathan Eig Wydawnictwo: Znak Horyzont biografia, autobiografia, pamiętnik
704 str. 11 godz. 44 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
King: A Life
Data wydania:
2024-05-06
Data 1. wyd. pol.:
2024-05-06
Data 1. wydania:
2023-05-16
Liczba stron:
704
Czas czytania
11 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324089581
Tłumacz:
Tomasz Markiewka
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup King. Biografia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki King. Biografiai

Czasy wciąż się zmieniają



2933 733 288

Oceny książki King. Biografia

Średnia ocen
7,8 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce King. Biografia

avatar
41
20

Na półkach:

Niesamowita książka, Martin luther King jest tutaj pokazany z najbardziej ludzkiej strony nie tylko męczennika oraz wyidealizowanego Bohatera co jednak nie ujmuje mu zasług oraz waleczności tej postaci. Książka jest napisana niesamowicie i bardzo komfortowo się ją czyta.

Niesamowita książka, Martin luther King jest tutaj pokazany z najbardziej ludzkiej strony nie tylko męczennika oraz wyidealizowanego Bohatera co jednak nie ujmuje mu zasług oraz waleczności tej postaci. Książka jest napisana niesamowicie i bardzo komfortowo się ją czyta.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1754
139

Na półkach:

Jest to naprawdę dobra książka. Mimo iż autor nie ukrywa wad Kinga (Jak plagiaty z dzieł innych autorów w pracach pastora czy dość swobodne podejście Kinga do kwestii wierności żonie ) to jednak z tego dzieła wyłania się obraz Martina Luthera Kinga jako bohatera. Traktowanie Czarnych w Stanach Zjednoczonych w czasie segregacji rasowej urągało bowiem wszystkim cywilizowanym standardom i biali gotowi byli zrobić wszystko by tak pozostało (Od wyrzucania z pracy niepokornych czarnoskórych po mordy) King urodził się we względnie uprzywilejowanej rodzinie pastora z klasy średniej i miał o wiele więcej możliwości życiowych niż przeciętny Czarny z Południa (Który harował za grosze u białego pracodawcy i mógł zostać natychmiast zwolniony gdyby chlebodawcy przyszło to akurat do głowy) Dlatego bohaterstwo pastora było tym większe bo mógł (Gdyby chciał ) skupić się na w miarę komfortowym ustawieniu się w życiu, zamiast być wiele razy więzionym a w końcu zamordowanym w młodym wieku (W chwili śmierci pastor miał 39 lat )

Jest to naprawdę dobra książka. Mimo iż autor nie ukrywa wad Kinga (Jak plagiaty z dzieł innych autorów w pracach pastora czy dość swobodne podejście Kinga do kwestii wierności żonie ) to jednak z tego dzieła wyłania się obraz Martina Luthera Kinga jako bohatera. Traktowanie Czarnych w Stanach Zjednoczonych w czasie segregacji rasowej urągało bowiem wszystkim cywilizowanym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1303
733

Na półkach: , , ,

Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.

Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

269 użytkowników ma tytuł King. Biografia na półkach głównych
  • 209
  • 51
  • 9
53 użytkowników ma tytuł King. Biografia na półkach dodatkowych
  • 30
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach Tahir Hamut Izgil
Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach
Tahir Hamut Izgil
To jedna z tych książek, które czyta się bezpiecznie w fotelu, a które robią coś niewygodnego: wyciągają cię z fotela i stawiają pod ścianą. Bo nie jest to reportaż „o Chinach” ani egzotyczna opowieść z dalekiego świata. To zapis życia w stanie permanentnego zagrożenia, gdzie noc przestaje być porą snu, a staje się czasem oczekiwania na kroki na klatce schodowej. Autorem jest Tahir Hamut Izgil – poeta, intelektualista, Ujgur, który przeżył to, co dla setek tysięcy innych skończyło się „reedukacją”, obozem, zniknięciem z ewidencji świata. Tytuł nie jest figurą stylistyczną. To dosłowny opis stanu egzystencjalnego: Izgil kładzie się spać każdej nocy, wiedząc, że może zostać zabrany. Bez aktu oskarżenia. Bez wyjaśnienia. Bez powrotu. Autor opowiada o: narastającym systemie kontroli w Sinciangu, totalnej inwigilacji (telefony, kamery, punkty kontrolne, „wizyty” urzędników w domach),czystkach wymierzonych w ujgurską inteligencję, i wreszcie o psychologii strachu, która nie krzyczy, tylko cicho się osadza, jak pył. To nie jest kronika aresztowania. To kronika czekania na nie. Olbrzymią siłą emocjonalną tej książki, jest wbrew pozorom język ciszy i powściągliwości. Izgil jest poetą i to czuć w każdym zdaniu. Ale to poezja pozbawiona ornamentu. Styl jest suchy, powściągliwy, niemal ascetyczny, jakby autor bał się, że nadmiar słów mógłby zdradzić emocje, które w tamtych warunkach były luksusem. W tej książce nie ma publicystycznego krzyku, nie ma patosu ofiary, nie ma łatwego moralizowania. Jest natomiast precyzyjna obserwacja, notowanie drobnych przesunięć normalności: ktoś nie odbiera telefonu, ktoś przestaje przychodzić do pracy, nazwisko znika z listy kontaktów, mieszkanie obok nagle jest puste. Ten zabieg literacki działa mocniej niż jakikolwiek akt oskarżenia. Jednym z najważniejszych tematów książki jest to, że strach nie jest już reakcją, lecz środowiskiem życia. Strach jako system, nie emocja. Izgil pokazuje, jak ludzie zaczynają samodzielnie się cenzurować, rozmowy skracają się do banałów, pamięć kulturowa staje się podejrzana, język ojczysty bywa obciążeniem. Najbardziej przerażające nie są opisy obozów (te pojawiają się raczej w tle),ale momenty, w których bohater zaczyna rozumieć logikę opresji i przyłapuje się na tym, że sam zaczyna według niej działać. To moment, w którym władza wygrywa. Formalnie książka przypomina pamiętnik z ostatnich miesięcy „na wolności”, jest świadectwem, aktem ocalenia. Nie ma tu klasycznej dramaturgii, jest raczej narastające napięcie, jak w thrillerze, w którym wiadomo, że bomba tyka, ale nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Każdy rozdział jest jak kolejna noc, jak cisza, nasłuchiwanie, kontrola myśli, kalkulowanie: co powiedzieć, co przemilczeć, co usunąć z telefonu. To literatura świadectwa, ale też literatura o pamięci: pisanie staje się sposobem, by ocalić sens, zanim zostanie odebrany. Choć książka dotyczy Ujgurów i Chin, jej sens jest przerażająco uniwersalny. To opowieść o tym, jak: władza totalna nie musi używać przemocy non stop, wystarczy, że stworzy jej możliwość, człowiek może żyć „normalnie”, będąc jednocześnie zakładnikiem przyszłego zdarzenia, kultura, język i pamięć mogą stać się przestępstwem. Dlatego ta książka rezonuje także z europejskim doświadczeniem XX wieku, z pamięcią okupacji, stalinizmu, nocnych dzwonków do drzwi. Różnica polega na tym, że tu to dzieje się teraz. Książka nie szantażuje emocjonalnie. Nie epatuje okrucieństwem. A jednak zostawia długotrwały niepokój. Po lekturze już inaczej myślisz o słowie „bezpieczeństwo”, inaczej patrzysz na technologię nadzoru, trudniej uwierzyć w narrację „to nas nie dotyczy”. To książka, która nie daje katharsis, bo nie ma tu oczyszczenia, jest tylko świadomość. Dla czytelników przyzwyczajonych do reportażu interwencyjnego książka może wydać się zbyt spokojna, zbyt mało „faktograficzna”, zbyt skupiona na wnętrzu autora. Ale to nie jest wada, tylko świadomy wybór. Izgil nie pisze raportu dla ONZ. Pisze dokument wewnętrznego rozpadu normalności. Pisze dla czytelników literatury świadectwa i pamięci, dla tych, którzy cenią minimalizm i precyzję, dla osób zainteresowanych mechanizmami władzy, ale od strony ludzkiej, nie systemowej i dla każdego, kto uważa, że wolność słowa i tożsamość kulturowa są „oczywiste”. „Czekając na aresztowanie nocą” to książka cicha, a przez to niezwykle głośna. Nie krzyczy o zbrodniach, ona pokazuje, jak zbrodnia staje się codziennością, a codzienność narzędziem opresji. To lektura wymagająca emocjonalnie, ale absolutnie konieczna. Nie po to, by „wiedzieć więcej o Chinach”, lecz po to, by lepiej rozumieć, czym jest życie w świecie, w którym noc może zapukać do drzwi. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz do recenzji.
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na83 miesiące temu
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena Reid Mitenbuler
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena
Reid Mitenbuler
Poznajemy dwumetrowego wielkoluda z rudą brodą i to Duńczyka, który przez dwadzieścia lat czynił z Grenlandii swój dom, a z lodu – swój żywioł. Reid Mitenbuler w biografii „Najciekawszy człowiek na świecie” kreśli portret Petera Freuchena z rozmachem godnym jego monumentalnej sylwetki. To opowieść o człowieku, który nie mieścił się w żadnych ramach, a jego życie było tak nasycone przygodą, że wystarczyłoby na tuzin innych życiorysów. Moja ocena 8/10 wynika z faktu, że autorowi udało się okiełznać ten żywioł i ubrać go w rzetelną, a jednocześnie porywającą formę literacką. Plusy publikacji i sylwetka giganta Największą zaletą książki jest jej niezwykła dynamika. Mitenbuler nie pozwala czytelnikowi na nudę, prowadząc go przez arktyczne pustkowia, hollywoodzkie bankiety i mroczne czasy II wojny światowej. Poznajemy Freuchena jako polarnika i odkrywcę, który poślubił Inuitkę Navaranę Mequpaluk, wchodząc głęboko w kulturę jej ludu nie jako kolonizator, lecz jako uczeń i partner. To jeden z najmocniejszych punktów biografii – opis antropologicznej wrażliwości Freuchena, który potrafił dostrzec mądrość tam, gdzie inni widzieli „dzikość”. Freuchen jawi się jako postać renesansowa w najbardziej ekstremalnym wydaniu. Był kupcem, pisarzem, dziennikarzem, a nawet filmowcem. Pisał scenariusze, a w oscarowym filmie „Eskimo” nie tylko pełnił rolę konsultanta, ale i sam zagrał, uwieczniając na taśmie swoją charyzmę. Mitenbuler świetnie oddaje ten dualizm: z jednej strony surowy twardziel, który własnoręcznie (używając zamarzniętych odchodów jako dłuta!) wydostał się z lodowej pułapki, z drugiej – intelektualista błyszczący w europejskich salonach. Kolejnym plusem jest ukazanie późniejszych lat Freuchena, kiedy to podróżował po Stanach Zjednoczonych i Europie, stając się żywą legendą. Autor z humorem opisuje jego występ w teleturnieju „The $64,000 Question”, gdzie jako ekspert od siedmiu mórz wygrał główną nagrodę, stając się ulubieńcem amerykańskiej opinii publicznej. Nie brakuje też wątków dramatycznych – Freuchen aktywnie działał w duńskim ruchu oporu podczas wojny, trafiając do niewoli, z której, rzecz jasna, zdołał uciec. Książka zasługuje na wysoką notę, ponieważ Mitenbuler unika pułapki bezkrytycznej hagiografii. Choć Freuchen jest postacią fascynującą, autor dostrzega jego egoizm, momentami trudny charakter i cenę, jaką za jego styl życia płaciła rodzina. To biografia pełnowymiarowa, mięsista i doskonale osadzona w kontekście historycznym – od złotej ery eksploracji polarnej po narodziny popkultury. Niewielki niedosyt pozostawia jedynie pewna skrótowość w opisie niektórych wypraw naukowych na rzecz bardziej „filmowych” anegdot. Niemniej, to lektura obowiązkowa dla każdego, kto czuje się przytłoczony małością współczesnego świata. Peter Freuchen przypomina nam, że granice istnieją tylko w naszych głowach, a świat jest tak ciekawy, jak bardzo my jesteśmy gotowi na jego podbój. To literacki pomnik postawiony człowiekowi, który żył na własnych warunkach, od mroźnej Thule po blask fleszy Nowego Jorku.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Homelands. Historia osobista Europy Timothy Garton Ash
Homelands. Historia osobista Europy
Timothy Garton Ash
Książka „Homelands. Historia osobista Europy” autorstwa Timothy’ego Gartona Asha to dzieło monumentalne, a zarazem intymne, które wymyka się sztywnym ramom podręcznika do historii. Autor, wybitny brytyjski historyk i naoczny świadek najważniejszych przemian na naszym kontynencie, zaczyna swoją opowieść od koncepcji „małych ojczyzn”. Dla Asha Europa nie jest jedynie biurokratyczną strukturą w Brukseli, lecz mozaiką lokalnych tożsamości, przeżyć i wspomnień, które kształtują naszą wspólną świadomość. To właśnie z perspektywy tych małych ojczyzn – od Oksfordu, przez Berlin, aż po Warszawę i Pragę – autor analizuje zasoby ideowe i kulturowe, które pozwoliły Europie podnieść się z ruin po 1945 roku. Tematyka „Homelands” oscyluje wokół pytania o granice wolności i cenę jedności. Ash analizuje zasoby nadziei, jakie towarzyszyły upadkowi muru berlińskiego, ale robi to bez naiwnego optymizmu. Jego analiza skupia się na napięciu między dążeniem do integracji a odradzającymi się nacjonalizmami. Największy nacisk w książce położony jest na kluczowe dla losów kontynentu lata 90., które autor opisuje z perspektywy uczestnika i rozmówcy wielkich graczy tamtej epoki. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące aksamitnej rewolucji i rozmów Asha z Václavem Havlem. To w tych momentach czuć puls historii – autor oddaje intelektualną głębię czeskiego dysydenta, który z więźnia stał się prezydentem, nie tracąc przy tym swojej ludzkiej twarzy. Jednak lata 90. to nie tylko triumf demokracji. Ash zabiera nas do oblężonego Sarajewa, gdzie idea wielokulturowej Europy umierała na oczach świata. Opisuje swoje spotkania z oblężonymi mieszkańcami i cynizm polityków, co stanowi bolesny kontrapunkt dla euforii towarzyszącej zjednoczeniu Niemiec. Książka rzuca również nowe światło na postać Michaiła Gorbaczowa i nieudane rozmowy dotyczące przyszłego kształtu kontynentu. Ash analizuje „podzwonne” tamtych czasów – nieformalne obietnice lub niedopowiedzenia dotyczące pozostawienia państw dawnego bloku wschodniego w rosyjskiej strefie wpływów. Autor sugeruje, że tamtejsza niejednoznaczność i brak twardych gwarancji dla Europy Środkowej „odbijają się dziś czkawką” w postaci putinowskich snów o potędze. Dzisiejsza agresja Rosji na Ukrainę jest w optyce Asha tragicznym epilogiem błędów popełnionych podczas demontażu ZSRR, gdy Zachód zbyt łatwo uwierzył w „koniec historii”. Lista plusów publikacji: Unikalna perspektywa: Połączenie rzetelności historyka z talentem reportażysty. Dostęp do źródeł: Relacje z pierwszej ręki z rozmów z Havlem, Kohlem czy Geremkiem. Brak europocentryzmu: Dostrzeżenie problemów peryferii kontynentu. Styl: Piękna, erudycyjna proza, która sprawia, że historię czyta się jak powieść. Aktualność: Książka pomaga zrozumieć korzenie obecnego konfliktu na Ukrainie. Kluczowy cytat, który oddaje ducha tej pozycji, brzmi: „Europa to nie jest cel, do którego się dociera, lecz nieustanny wysiłek podtrzymywania rozmowy między ludźmi, którzy zbyt długo do siebie strzelali”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Podziemny Muranów Jacek Leociak
Podziemny Muranów
Jacek Leociak
„Historia Muranowa zatacza łuk: od rajskich krajobrazów do piekła Umschlagplatzu”. Od weneckiej wyspy Murano do żydowskiej dzielnicy w Warszawie. Od sielanki pejzaży , gdzie „stawy i rzeczki wijące się wśród ogrodów, ryby pluskające się w wodzie, obracające się na wietrze ramiona wiatraków, poruszające żarna młynów, słońce wśród zieleni” do ogrodów zamieniających się „w dzikie zielsko pokrywające wysypiska śmieci” w zaułku nędzy. Od ulicy Żydowskiej nieistniejącej już na mapach Warszawy do „miejsca ostatniego i ostatecznego - na kolejową rampę przy Umschalgpaltzu przy Stawkach”. Od gwaru do ciszy. Autor ten kilkusetletni czas istnienia dzielnicy podzielił na trzy etapy: „przed Zagładą, w czasie Zagłady i po Zagładzie”. Każdemu z nich nadał wymiar telluryczny. Za każdym rozdziałem opisującym poszczególne okresy, schodziłam, niczym po wygodnych schodach, a czasem po trupach przysypanych gruzem, coraz głębiej w podziemia – dosłownie i w przenośni. Autora jednak najbardziej interesował Muranów jako „miejsce-po-getcie warszawskim, a przede wszystkim jego rejony podziemne, to, co jest zakryte przed wzrokiem, co ginie w głębi dzisiejszego Muranowa”. Urodzony i wychowany w tej dzielnicy został „dotknięty”, jak nazwał życie i obcowanie z tym miejscem, poprzez dzieciństwo, tekst niosący wiedzę i świadomy dotyk artefaktów z przeszłości. To wystarczyło, by pojawiła się potrzeba zejścia do podziemi Muranowa na wielu poziomach. Urbanistycznym, kiedy autor przywoływał przeszłość dzielnicy, rysując początki powstania i życie mieszkańców w zdecydowanej większości Żydów. Topograficznym, kiedy na współczesną mapę dzielnicy nałożył przedwojenną, uświadamiając różnice w układzie arterii komunikacyjnych, ale i zmieniającą się nomenklaturę ulic i budynków. Tę wędrówkę ułatwiała mapka dzielnicy umieszczona na wyklejce książki z omawianymi w niej miejscami. Historycznym, gdzie przerażający powszedniością i wszechobecnością śmierci czas Zagłady zmusił ludzi do zejścia w podziemia miasta, by przeżyć. Mroczny okres schronów, kryjówek i bunkrów, w którym dusił i gniótł czarny strach oraz wieczna niepewność, a „normalny pogrzeb zmarłego z przyczyn naturalnych człowieka jest czymś szokująco anormalnym”. To najważniejszy czas, bo znikania w historii Muranowa ukazany w szerokim kontekście okupacji niemieckiej, eksterminacji Żydów, szabrownictwa, burzenia dzielnicy do fundamentów, pokazany z punktu widzenia społeczności żydowskiej, jak i losów konkretnych osób – Marylki, Łazarza Menesa, Leona Najberga i Stefanii Fidelsied, dla której synka dzisiejsze skrzyżowanie Lewartowskiego i Karmelickiej stało się grobem. Czas, w którym równolegle towarzyszyły mi zdjęcia współczesne Muranowa ujęte przez Artura Żmijewskiego z perspektywy poziomu ulicy, trawnika, bruku, wykopu czy chodnika. Przypominały moment wyjścia z podziemi na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza i światła. Złapać oddech, kiedy przebywanie w przytłaczającej atmosferze śmierci i ludobójstwa odbierało go, by czytać dalej. Psychologicznym, kiedy indywidualne postawy Żydów i jako narodu, ilustrowane konkretnymi działaniami, pozwoliły zachować pamięć ich czynów, by dać wielogłosowe świadectwo prawdzie o Zagładzie. Archeologicznym, kiedy odkopane lub oddawane przedmioty do muzeów stawały się „ruchomymi zabytkami archeologicznymi”, ale w opisie autora nabierały cech i mocy artefaktów o symbolicznym znaczeniu jak: garnek, klucz czy śmietnik getta. Literackim, gdzie teksty filozofów, pisarzy, poetów, diarystów, autobiografów znanych i uczestników wydarzeń odtwarzały wspólnie obraz przeszły, wydobywając z niepamięci i spod gruzów zapomniane. Autor operował tekstami i myślami innych, tworząc wielogłosowy, intertekstualny patchwork pięknie spojony własną, rzeczową narracją. Filozoficznym, kiedy Heideggerowską obecność transparentną przeszłości i ludzi, autor nazywał „współobecnością”, czyli udzielaniem miejsca naszym sąsiadom nabytym poprzez przejście narodu żydowskiego przez próbę czterech żywiołów. Proces odkrywania coraz głębszych poziomów podziemi Muranowa autor porównał do palimpsestu. Metodycznie rozdział po rozdziale usuwał kolejne warstwy, ukazując ich różnorodność w historycznym przekroju, ale nie po to, by „terroryzować makabrą i martyrologią współczesnych mieszkańców Muranowa”, ale aby o niej pamiętać bez efektu paraliżu. Budować tożsamość historyczną współczesnych mieszkańców Warszawy. Muranów wyrósł na „gettowych korzeniach” i od tych korzeni nie można, a nawet nie wolno się odcinać, mówi ta monografia, reportaż i esej w jednym. Pozycji, dzięki której chodzę po Muranowie ze świadomością pełnego i spójnego jego obrazu. Opracowania powstałego z doświadczeń autora i informacji zaczerpniętych z wielu różnorodnych źródeł umieszczonych w obszernym aparacie informacyjnym książki. Spojone miłością autora do tego miejsca, by łączyć, ocalić i wydobyć z mroku niepamięci. Odtworzona z uważnością badacza sięgającego w głąb, do korzeni, przewodnika z pasją i z czułością człowieka „dotkniętego”. Publikacja jest przepięknym, choć bolesnym, mrocznym i brzemiennym w skrajne emocje, efektem tego doświadczenia i tytanicznej pracy dokumentalnej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na107 miesięcy temu
Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność Siddharth Kara
Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność
Siddharth Kara
Bardzo dobra - choć miejscami przerażająca - opowieść o Demokratycznej Republice Konga, która od wieków łupiona jest przez obcych, w obecnych czasach skupiających się na eksploatowaniu bogatych złóż surowców (miedzi i kobaltu) bez poszanowania zarówno środowiska naturalnego, jak i Kongijczyków. Na plus autorowi trzeba na pewno zapisać, że był na miejscu i na tyle, na ile mu pozwolono, mógł zobaczyć własnymi oczami, jak wygląda cały proces wydobywczy. W dużym skrócie: poza dużymi koncernami będącymi w rękach Chińczyków lub też globalnych korporacji (Glencore, Trafigura) w Pasie Miedzionośnym na obszarze DRK funkcjonują również liczne obszary tzw. wydobycia rzemieślniczego, co jest zgrabną nazwą opisującą wydobywanie kobaltu z ziemi przez kongijskich górników bez jakiegokolwiek specjalistycznego sprzętu. Górnicy ci wydobywają znaczącą część surowca w kraju, ale niestety otrzymują za to bardzo niskie wynagrodzenia - między nimi a globalnym rynkiem kobaltu znajdują się jeszcze kolejne piętra piramidy mającej rozmyć to, w jakich warunkach pozyskiwany jest ten minerał. Górnicy najczęściej sprzedają swój urobek handlarzom posiadającym motory/samochody, którzy następnie dostarczają je do punktów skupu, a stamtąd kobalt trafia dopiero do dużych zakładów rafinacyjnych wraz z produktem przemysłowym. W efekcie niemożliwe jest zweryfikowanie, w jakich warunkach był wydobywany. Często niestety górnikami zostają dzieci, nierzadko robią to też ciężarne kobiety oraz te z małymi dziećmi. Za dzień pracy otrzymują pojedyncze dolary, a dodatkowo cierpią również wtedy, gdy zamieszanie na rynkach globalnych ogranicza dochody koncernów, które w pewien sposób ograniczają straty poprzez zaniżanie płac górników rzemieślniczych, bo to najłatwiejsze... Z perspektywy przedstawionych historii szczęściarzami są ci, którzy pracują w rzemieślniczych odkrywkach. Najgorsze z przytoczonych historii dotyczą pracy w tunelach, które na głębokości kilkudziesięciu metrów drążone są wzdłuż odnalezionych żył heterogenitu. Nie są one w żaden sposób zabezpieczone i Kongijczycy często giną w osuwiskach... Materiały wideo relacjonujące pracę tych ludzi można bez problemu znaleźć w Internecie. Oficjalnie takie rzemieślnicze wydobycie jest regulowane i nawet istnieją tzw. "modelowe" kopalnie rzemieślnicze, które w zamyśle fundatorów (zachodnie koncerny, jak Google czy Microsoft) miały pozwolić na pracę i zarobek w bardziej cywilizowanych warunkach, ale w praktyce rzeczywiste warunki są dalekie od deklarowanych Czasem człowiek podczas lektury łapie się za głowę, gdy uświadamia sobie, w jakiej bańce żyjemy w zachodnim demokratycznym świecie. Poniżej przytaczam fragment rozmowy autora z Chińczykiem prowadzącym punkt skupu kobaltu. Choć zarabia w nim o wiele więcej niż górnicy, to jego los wcale nie jest tak kolorowy, a warunki kontraktu z chińską korporacją dalece odbiegają od obiecywanych. "Chen: Tutaj każdy może robić interesy, jeśli odpowiednio zapłaci. Ja: Ma pan na myśli łapówkę? Chen: Tak. To dobry system. Ja: Mówi pan, że łapówki są dobre? Chen: W Chinach nawet łapówka nie pomaga, jeśli się nie należy do elity. Tutaj wystarczy mieć pieniądze, by być elitą. Właśnie dlatego tylu Chińczyków przyjeżdża do Afryki. Ja: Rozumiem." Wszystko powyższe jest rezultatem słabego państwa, jakim jest wyzyskiwana od wieków DRK. Autor w swoją opowieść wplótł bogate wątki historyczne i chwała mu za to, bo pozwala to lepiej uzmysłowić sobie, jak długa droga jest jeszcze przed Kongijczykami... Najbardziej szkoda, że po latach wyzyskiwania przez Belgów nie udało im się zbudować silnego państwa w latach 60. - owszem, próbowali, ale gdy tylko spróbowali wybić się na większą niezależność, to premiera Patrice'a Lumumbę porwano i zamordowano. Został po nim tylko ząb, bo poćwiartowane ciało oprawcy inspirowani belgijskimi i amerykańskimi służbami rozpuścili w kwasie... Lektura jest dobra nawet pomimo nieścisłości wynikających z tego, że autor chyba nie zna wystarczająco dokładnie rynku bateryjnego. Wspomina o konieczności wykorzystania kobaltu do ogniw Li-ion nie wspominając o tym, że coraz szerzej stosowane są ogniwa Li-ion typu LFP, które - w odróżnieniu od typu NMC - kobaltu nie potrzebują. Miesza też kwestię baterii AA służących do zasilania radia z ogniwami Li-ion, które raczej nie są stosowane w tego typu rozwiązaniach. Wydaje mi się też, że w jednym miejscu myli się w szacunkach matematycznych, ale co do zasady to wszystko nie zmienia istoty całej książki. Do tego często ryzyko związane z wahaniami cen surowca jest
sendlaksz - awatar sendlaksz
ocenił na83 dni temu
Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek Marta Sawicka-Danielak
Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek
Marta Sawicka-Danielak
🐅 Okiem Tygrysa 🐅
 📖 Oko tygrysa to nie opowieść dla miłośników dzikiej przyrody, którzy spodziewają się faktów, liczb i rozkładu terytoriów. Tygrys u Sawickiej-Danielak nie da się wytresować, zamknąć w klatce ani nawet w definicji. Bo Oko tygrysa to raczej spojrzenie – przenikliwe, pełne zmysłów, a niekiedy boleśnie bezlitosne jak sama natura. A że natura tu nie jest tylko tłem, lecz wręcz współautorką – to zupełnie inna sprawa. 📚 Reportaż? Prawie. Literatura? Na pewno 📚 
 Autorka wprawnie myli tropy – to, co zaczyna się jako osobista podróż przez Indie, stopniowo przeradza się w rozedrganą opowieść o kobiecości, lęku, kolonializmie, kulturze narracji i... literaturze samej w sobie. Nie przez przypadek już w pierwszych rozdziałach pojawiają się cytaty z Derridy, Le Guin i Blake’a, a z tyłu przebija duch Księgi dżungli i czarnego Shere Khana. W efekcie mamy do czynienia z czymś więcej niż klasycznym reportażem – to książka, która wędruje własnym tropem, niczym tygrys w gąszczu opowieści. 💬 Narracja kobieca, feministyczna – ale nie ideologiczna 💬
 Tu nie ma manifestów – jest raczej czułość spleciona z ironią. Sawicka-Danielak nie krzyczy – ale jej szept potrafi być donośniejszy niż niejeden publicystyczny grzmot. Pokazuje kobiety w ich niewidzialności, samotności i sile. Ich relacje z tygrysem – symbolicznym i realnym – są jak z samą naturą: czasem walczą, czasem współistnieją, czasem znikają w jej cieniu. Główna siła książki? To właśnie ten kobiecy filtr, który prześwietla nie tylko świat przyrody, ale też kulturę, historię i lęki zakodowane w naszej głowie od dzieciństwa. 🌍 Świat jako system połączeń 🌍
 Autorka nie buduje linii – tworzy siatkę. Motywy powracają, zakręcają, łączą się i oddalają. Od plastikowej bransoletki Onimy, przez wycinek gazety, aż po filozofię hinduistyczną i cmentarne balony na Gangesie – wszystko to układa się w coś na kształt samsary narracyjnej. Momentami książka przypomina mentalną mapę myśli z wbudowanym GPS-em na duchowe przebudzenie. Problem w tym, że czasem zgubimy zasięg. 🐘 Zbyt wiele tropów, zbyt mało oddechu 🐘
 To nie jest książka do połykania – to raczej danie degustacyjne z piętnastu składników. Niektóre smakują wybornie (eseistyczne partie o kulturze, historia Onimy, rozbiórka Kiplinga),inne są przekombinowane, a niekiedy – zwyczajnie rozwleczone. Momentami odnosi się wrażenie, że autorka chce powiedzieć wszystko naraz i jak na ironię – właśnie wtedy książka przestaje mówić cokolwiek. Uderza wtedy lekka pretensjonalność, którą jednak można wybaczyć – bo wynika raczej z nadmiaru treści niż jej braku. ⚖️ Werdykt? 7/10 ⚖️
Nie jest to książka idealna. Ale jest mądra, osobista, dobrze napisana, chwilami – hipnotyzująca a przede wszystkim ciekawa. W świecie, w którym większość opowieści to szybki sprint przez fabułę, Oko tygrysa to powolny taniec z cieniem. Albo jak powiedziałby Kipling: tygrys nie biegnie – tygrys czeka. 👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁 🔹 „Zwierzę patrzy na nas, a my stoimy przed nim nadzy.” Derrida otwiera tę książkę – i nie bez powodu. To nie tygrys jest tu jedynie obserwowany. To my jesteśmy widziani – w całej naszej bezbronnej, ludzkiej nagości. I nie chodzi o ciało, tylko o sposób istnienia na planecie, której nie jesteśmy koroną, tylko problemem. 🔹 „Wszystko wokół obejścia pływa w mętnej wodzie. Ale Onimy to nie dziwi.” Jedna z najbardziej filmowych scen w książce. Liryczna opowieść o kobiecie z bengalskiej wioski nagle zmienia się w tragedię. A tygrys – nie jako drapieżnik, lecz jako symbol żywiołu – jest tu obecny nawet wtedy, gdy go nie widać. Bo strach przed nim nie zaczyna się w paszczy, tylko w opowieści. 🔹 „Słowa też mają wiele żyć. Podobnie jak ludzie, rośliny, zwierzęta i przedmioty.” Takie zdanie może wydawać się oczywiste – dopóki nie zdamy sobie sprawy, że autorka właśnie pokazała, jak z wyrwanego kawałka gazety robi się mit. Z pogniecionej kartki – święta księga. Tak działa literatura, kiedy jest dobrze zaprojektowana. 🔹 „Tygrys to nie tylko zwierzę. To nośnik opowieści, mit, matka lęków i ojciec projekcji.” Autorka nie próbuje zrobić z tygrysa bohatera narodowego WWF. Robi z niego zwierzę kulturowe. I właśnie dlatego ucieka od zoologii w stronę narratologii, dekonstrukcji Kiplinga i pytania: kto właściwie pierwszy zjadł kogo? 🔹 „Największy lęk wywołuje w nas dzika i nieopanowana przyroda – ta, która wymyka się ludzkiej kontroli.” Świetna myśl na nasze czasy. Przypomina, że to nie zwierzę jest problemem – tylko nasze pragnienie dominacji. Tygrys nie jest groźny. Groźny jest człowiek, który przestał się bać lasu. 🔹 „To właśnie Tygrys wprowadził do puszczy Śmierć.” Kiplingowska legenda podana z pełną świadomością jej narracyjnego ciężaru. Tygrys – jako Ewa biblijnego raju – uosabia praprzyczynę lęku, śmierci, porządku, który musimy ukarać. A przecież, jak zauważa autorka, to ludzie stworzyli kulawe tygrysy – fizycznie i symbolicznie. 🔹 „Moim wilkiem od dzieciństwa był tygrys.” To zdanie można by wytatuować każdemu, kto dorastał na kolonialnych bajkach i disneyowskich koszmarkach. Potwory kultury nie śpią pod łóżkiem – one siedzą w szkolnych kanonach lektur. 🔹 „Potrzebujemy dziś omnistorii. Światopowieści.” Klucz do całej książki. To nie jest tylko reportaż z Indii. To próba stworzenia takiej narracji, w której zmieści się więcej niż człowiek. Narracji nie o bohaterze, ale o relacji. Nie o wygranej, ale o współbyciu.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na711 miesięcy temu
Kasta. Korzenie naszej goryczy Isabel Wilkerson
Kasta. Korzenie naszej goryczy
Isabel Wilkerson
Czy zastanawialiscie sie kiedys, na czym zbudowane sa systemy spoleczne? Od wiekow opieraja sie na warstwach uprzywilejowanych i podleglych. Laureatka Nagrody Pulizera Isabel Wilkerson nazywa to kastowoscia. Pojecie kasty wywodzi sie z systemu warn w hinduizmie. Urodzenie sie w okreslonej kascie warunkowalo cale zycie. Kazda z nich powstala z innej czesci ciala kosmicznego bytu. Czlowiek nie mial mocy tego zmienic. Powinien z pokora przyjmować swoj los. Wilkerson porównała ten system do nazistowskich Niemiec i do niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Jej ksiazka nie mowi o rasizmie. Chodzi o ponadrasowe kasty: dominujaca i podlegla. O tym, jak nadal pokutuja w swiadomosci i podswiadomosci spolecznej. Maja wplyw na absolutnie kazdy aspekt zycia. Ksiazke czyta sie swietnie. Wywody autorki sa logiczne i poparte wieloma badaniami i dowodami. Ktos, kto pochodzi z kasty dominujacej nie moze dyskutowac z odczuciami dyskryminowanych i ponizanych ludzi. To uczucia i emocje, ktorych nie da sie zrozumiec, dopoki nas nie dotycza. Te podzialy dotycza wszystkich - i osob uprzywilejowanych i zdominowanych, ktore probuja dorownac do kasty wyższej. Dzieki przekazywanym przez pokolenia uprzedzeniom, caly system ma sie swietnie. I osobista refleksja. Kiedy mieszkalam w Polsce nie rozumialam, co czuje osoba dyskryminowana. Zrozumialam to dopiero po przeprowadzce do Holandii. To przede wszystkim bezsilnosc. Pewien pan powiedzial do mnie, ze jest lepszy ode mnie, bo jest Holendrem. Jedno jest pewne - miejsce, czy kasta, w ktorej sie urodzilismy nie jest nasza zasluga. Nie mamy w tym zadnego udzialu.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na810 miesięcy temu
Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach Bartosz Panek
Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach
Bartosz Panek
“Na mnie i podobnych do mnie przyszłość kraju dziś spoczywa! Czy wy chociaż wiecie na wsi co to jest egzekutywa?! Mnie tu męczą, że mam ojca, który ziemi źle używa! Weź ty się skolektywizuj! Nie ma to jak w kolektywach!” - Jacek Kaczmarski “Korespondencja klasowa” Krzysztof Panek w publikacji “Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach”, nie tylko próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak było w Państwowych Gospodarstwach Rolnych, ale również jak sytuacja wygląda dzisiaj, w następstwie przemian ustrojowych. Nie jest to temat nowy, liczni autorzy podchodzili do problematyki w różnoraki sposób, od reporterskich, przez socjologiczne, po publicystyczne. Lecz pomimo tego książka Panka obiła się szerokim echem, co wskazuje na zapotrzebowanie poruszania tematu pegeerów. Pierwsza część skupiająca się na czasach PRL-u, zaczyna się krótką wstawką stricte historyczną, pozwalającą zrozumieć kontekst wydarzeń, choć moim zdaniem zbyt skrótowo, oczekiwałem większej ilości statystyk, żeby na starcie mieć pewną obiektywną wiedzę. Uważam, że można było treściwiej opisać dzieje pegeerów, na przykład Panek tylko wspomina o wzroście dobrobytu na początku rządów Gierka, a potem o upadku, bez większego rozwinięcia. Następnie autor przenosi czytelnika po wsiach i miastach, rozmawiając z ludźmi o ich historii, pod kolektywnym butem. Panek dociera do ludzi z różnych grup społecznych, od robotnicy, przez artystę, po dyrektora. Pozwala to na zrozumienie różnych perspektyw na temat pegeerów. Bohaterowie mówią o rzeczach sobie bliskich, swojskich, ludzkich, dlatego łatwo jest utożsamić się z nimi. Lecz problemem według mnie jest zbyt chaotyczne skakanie przez autora z postaci na postać. Czytamy o artyście, a wtem o biednej kobiecie ciężko pracującej. Brakuje w książce bardziej płynnego przechodzenia między bohaterami. Tak samo tematy poruszane przez bohaterów, rozwijane ewentualnie odrobinę przez autora, nagle ucinane, na przykład temat kobiet na stanowiskach kierowniczych, nie został należycie doprowadzony do końca. Treść książki liczne zdobią fotografie, przedstawiające, na przykład prace w polu czy “Plener Malarski Garbno” z 1974 roku. Ilustracje oraz prosty język, niewymagający zaglądania do słownika w trakcie lektury, dobrze dopełniają i umożliwiają skuteczniejsze zagłębienie się w opowieści bohaterów. Przemiany systemowe, rozpoczęte w roku 1989 r. zmieniły drastycznie życie mieszkańców pegeerów, o czym opowiada druga część książki. Pegeerom są ucinane dotacje, ludzie muszą brać kredyty na duży procent, a niedługi czas później są zupełnie likwidowane. Autor buduje wizję brutalnego planu Balcerowicza, który nie miał litości. Rozumiem założenie autora, iż oddaje głos ofiarom, lecz traci się w taki sposób pełne spektrum obserwacji, nie ma dobrze opisanego stanowiska chroniącego reform gospodarczych, z którymi czytelnik mógłby samodzielnie ocenić ówczesne wydarzenia. Same tragedie ludzkie są przedstawione w sposób dobry, tym bardziej, że nie jest to odległa przeszłość, tylko wręcz współczesność. Krzysztof Panek w świetny sposób przypomina, iż dramatyzm pegeerów trwa obecnie, nie jest jeszcze historią. Pomimo wad, jak chaotyczna konstrukcja czy stronniczość, uważam, iż jest to książka warta uwagi, szczególnie ludziom niezaznajomionym w temacie. Jest to publikacja popularnonaukowa, która wzięła sobie za cel, ukazanie tragedii ludzi, nie jako historię w podręczniku, a jako rzeczywistość, moim zdaniem ten cel spełnia. Liczę, iż dzięki tej pracy temat pegeerów wróci do debaty publicznej, gdzie wszelkie sprawy dyskusyjne będzie można wyjaśnić
Natan Kosinski - awatar Natan Kosinski
ocenił na62 miesiące temu

Cytaty z książki King. Biografia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki King. Biografia