Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek

Okładka książki Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek
Marta Sawicka-Danielak Wydawnictwo: Marginesy reportaż
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2024-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-12
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368121261
Średnia ocen

                8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek



książek na półce przeczytane 1632 napisanych opinii 940

Oceny książki Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek

Średnia ocen
8,3 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
867
605

Na półkach:

🐅 Okiem Tygrysa 🐅


📖 Oko tygrysa to nie opowieść dla miłośników dzikiej przyrody, którzy spodziewają się faktów, liczb i rozkładu terytoriów. Tygrys u Sawickiej-Danielak nie da się wytresować, zamknąć w klatce ani nawet w definicji. Bo Oko tygrysa to raczej spojrzenie – przenikliwe, pełne zmysłów, a niekiedy boleśnie bezlitosne jak sama natura. A że natura tu nie jest tylko tłem, lecz wręcz współautorką – to zupełnie inna sprawa.

📚 Reportaż? Prawie. Literatura? Na pewno 📚 

Autorka wprawnie myli tropy – to, co zaczyna się jako osobista podróż przez Indie, stopniowo przeradza się w rozedrganą opowieść o kobiecości, lęku, kolonializmie, kulturze narracji i... literaturze samej w sobie. Nie przez przypadek już w pierwszych rozdziałach pojawiają się cytaty z Derridy, Le Guin i Blake’a, a z tyłu przebija duch Księgi dżungli i czarnego Shere Khana. W efekcie mamy do czynienia z czymś więcej niż klasycznym reportażem – to książka, która wędruje własnym tropem, niczym tygrys w gąszczu opowieści.

💬 Narracja kobieca, feministyczna – ale nie ideologiczna 💬

Tu nie ma manifestów – jest raczej czułość spleciona z ironią. Sawicka-Danielak nie krzyczy – ale jej szept potrafi być donośniejszy niż niejeden publicystyczny grzmot. Pokazuje kobiety w ich niewidzialności, samotności i sile. Ich relacje z tygrysem – symbolicznym i realnym – są jak z samą naturą: czasem walczą, czasem współistnieją, czasem znikają w jej cieniu. Główna siła książki? To właśnie ten kobiecy filtr, który prześwietla nie tylko świat przyrody, ale też kulturę, historię i lęki zakodowane w naszej głowie od dzieciństwa.

🌍 Świat jako system połączeń 🌍

Autorka nie buduje linii – tworzy siatkę. Motywy powracają, zakręcają, łączą się i oddalają. Od plastikowej bransoletki Onimy, przez wycinek gazety, aż po filozofię hinduistyczną i cmentarne balony na Gangesie – wszystko to układa się w coś na kształt samsary narracyjnej. Momentami książka przypomina mentalną mapę myśli z wbudowanym GPS-em na duchowe przebudzenie. Problem w tym, że czasem zgubimy zasięg.

🐘 Zbyt wiele tropów, zbyt mało oddechu 🐘

To nie jest książka do połykania – to raczej danie degustacyjne z piętnastu składników. Niektóre smakują wybornie (eseistyczne partie o kulturze, historia Onimy, rozbiórka Kiplinga), inne są przekombinowane, a niekiedy – zwyczajnie rozwleczone. Momentami odnosi się wrażenie, że autorka chce powiedzieć wszystko naraz i jak na ironię – właśnie wtedy książka przestaje mówić cokolwiek. Uderza wtedy lekka pretensjonalność, którą jednak można wybaczyć – bo wynika raczej z nadmiaru treści niż jej braku.

⚖️ Werdykt? 7/10 ⚖️
Nie jest to książka idealna. Ale jest mądra, osobista, dobrze napisana, chwilami – hipnotyzująca a przede wszystkim ciekawa. W świecie, w którym większość opowieści to szybki sprint przez fabułę, Oko tygrysa to powolny taniec z cieniem. Albo jak powiedziałby Kipling: tygrys nie biegnie – tygrys czeka.

👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁

🔹 „Zwierzę patrzy na nas, a my stoimy przed nim nadzy.”
Derrida otwiera tę książkę – i nie bez powodu. To nie tygrys jest tu jedynie obserwowany. To my jesteśmy widziani – w całej naszej bezbronnej, ludzkiej nagości. I nie chodzi o ciało, tylko o sposób istnienia na planecie, której nie jesteśmy koroną, tylko problemem.
🔹 „Wszystko wokół obejścia pływa w mętnej wodzie. Ale Onimy to nie dziwi.”
Jedna z najbardziej filmowych scen w książce. Liryczna opowieść o kobiecie z bengalskiej wioski nagle zmienia się w tragedię. A tygrys – nie jako drapieżnik, lecz jako symbol żywiołu – jest tu obecny nawet wtedy, gdy go nie widać. Bo strach przed nim nie zaczyna się w paszczy, tylko w opowieści.
🔹 „Słowa też mają wiele żyć. Podobnie jak ludzie, rośliny, zwierzęta i przedmioty.”
Takie zdanie może wydawać się oczywiste – dopóki nie zdamy sobie sprawy, że autorka właśnie pokazała, jak z wyrwanego kawałka gazety robi się mit. Z pogniecionej kartki – święta księga. Tak działa literatura, kiedy jest dobrze zaprojektowana.
🔹 „Tygrys to nie tylko zwierzę. To nośnik opowieści, mit, matka lęków i ojciec projekcji.”
Autorka nie próbuje zrobić z tygrysa bohatera narodowego WWF. Robi z niego zwierzę kulturowe. I właśnie dlatego ucieka od zoologii w stronę narratologii, dekonstrukcji Kiplinga i pytania: kto właściwie pierwszy zjadł kogo?
🔹 „Największy lęk wywołuje w nas dzika i nieopanowana przyroda – ta, która wymyka się ludzkiej kontroli.”
Świetna myśl na nasze czasy. Przypomina, że to nie zwierzę jest problemem – tylko nasze pragnienie dominacji. Tygrys nie jest groźny. Groźny jest człowiek, który przestał się bać lasu.
🔹 „To właśnie Tygrys wprowadził do puszczy Śmierć.”
Kiplingowska legenda podana z pełną świadomością jej narracyjnego ciężaru. Tygrys – jako Ewa biblijnego raju – uosabia praprzyczynę lęku, śmierci, porządku, który musimy ukarać. A przecież, jak zauważa autorka, to ludzie stworzyli kulawe tygrysy – fizycznie i symbolicznie.
🔹 „Moim wilkiem od dzieciństwa był tygrys.”
To zdanie można by wytatuować każdemu, kto dorastał na kolonialnych bajkach i disneyowskich koszmarkach. Potwory kultury nie śpią pod łóżkiem – one siedzą w szkolnych kanonach lektur.
🔹 „Potrzebujemy dziś omnistorii. Światopowieści.”
Klucz do całej książki. To nie jest tylko reportaż z Indii. To próba stworzenia takiej narracji, w której zmieści się więcej niż człowiek. Narracji nie o bohaterze, ale o relacji. Nie o wygranej, ale o współbyciu.

🐅 Okiem Tygrysa 🐅


📖 Oko tygrysa to nie opowieść dla miłośników dzikiej przyrody, którzy spodziewają się faktów, liczb i rozkładu terytoriów. Tygrys u Sawickiej-Danielak nie da się wytresować, zamknąć w klatce ani nawet w definicji. Bo Oko tygrysa to raczej spojrzenie – przenikliwe, pełne zmysłów, a niekiedy boleśnie bezlitosne jak sama natura. A że natura tu nie jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

229 użytkowników ma tytuł Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek na półkach głównych
  • 169
  • 58
  • 2
21 użytkowników ma tytuł Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek

Inne książki autora

Okładka książki Ambasada śledzia Filip Danielak, Marta Sawicka-Danielak
Ocena 8,4
Ambasada śledzia Filip Danielak, Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Dziennikarka prasowa i telewizyjna, krytyczka literacka, pisarka. Autorka m.in. powieści "Święto Trąbek" i przewodnika kulinarnego "Ambasada śledzia" (wraz z mężem, z którym prowadzi restauracje). Specjalizuje się w tematyce żydowskiej i izraelskiej, a także indyjskiej. Nauczycielka Sri Sri Jogi, technik oddechowych i medytacji. Miłośniczka przyrody i Podlasia. Wraz z psami i kotem mieszka z rodziną pod Kampinosem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Złodziej sztuki. Prawdziwa opowieść o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji Michael Finkel
Złodziej sztuki. Prawdziwa opowieść o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji
Michael Finkel
Jak ukraść naprawdę Jak włamać się do muzeum i dokonać zuchwałej kradzieży dzieła sztuki? Wystarczy obejrzeć kilka filmów z naszym „Vinci” na czele. Film Juliusza Machulskiego pokazuje cała skomplikowaną procedurę działania. Bo to „Cumę” trzeba wyciągnąć z „więźnia”, przekonać do akcji „Szerszenia”, wynająć Werbusa i Hagena, założyć podsłuch, opracować skomplikowany plan…. W ogóle roboty jest od diabła i ciut ciut. Podobnie w filmie „Osaczeni” z Catherine Zeta-Jones i Seanem Connery. Też robią skok stulecia na dzieła sztuki. Słowem, żeby zwinąć owe dzieło trzeba ludzi, sprzętu i dobrego pomysłu. A nie można tak inaczej? Czy do otwarcia gabloty nie wystarczy szwajcarski scyzoryk? Parę ruchów w lewo i gablota staje otworem. Wystarczy wsunąć dłoń. A potem albo schować dzieło sztuki do plecaka, albo wsunąć na pasek od spodni. I wyjść, po prostu normalnie wyjść z muzeum? Do tego wystarczy tylko jeden wspólnik, który chrząka, gdy zbliża się strażnik. A ten jak wiadomo porusza się, bo robi obchód i nie zawsze jest wszędzie. Plan? Jaki plan? Przecież to takie proste. Wchodzę, zabieram i wychodzę. No dobrze, jakiś kamuflaż ubraniowy i tyle. A po co w ogóle kraść wielkie, duże obrazy, które nie mieszczą się w torbie na zakupy? Nawet złodzieje, chcący dorobić się majątku na kradzieży dzieł sztuki wiedzą, iż im cenniejsza zdobycz, tym mniejsza za nią cena na czarnym rynku. Wyjątkowe dzieła sztuki znajdują się również w małych muzeach i też są niewielkie. A jeśli złodziej ma „Syndrom Stendhala - zjawisko psychosomatyczne, które objawia się intensywnymi reakcjami emocjonalnymi i fizycznymi na widok dzieł sztuki i zabytków, szczególnie w miejscach o dużym nagromadzeniu takich obiektów” - za wikipedią, to wiele wyjaśnia. Wchodzi taki złodziej do budynku, powiedzmy do małego muzeum w Baden-Baden i dostaje wstrząsu na widok obrazu Lucasa Cranacha Starszego „Sybilla, księżna Cleves” o wartości szacowana jest na 5-5,6 mln funtów, no to trzeba go po prostu zwinąć i powiesić u siebie w domu. Myślicie, że to niemożliwe? Jakże się mylicie. A chcecie dowiedzieć się więcej? To sięgnijcie po książkę Michaela Finkela „Złodziej sztuki. Prawdziwa historia o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji”. To literatura non-fiction, tak uwielbiana przez czytelników, bo opisująca historię, która się wydarzyła, ba, która może się powtórzyć, bo główny bohater Stéphane Breitwieser ciągle żyje, a jeśli cierpi na „syndrom Stendhala” to nigdy nie wiadomo, czy nie kradnie na przykład w tej chwili... Książka Finkela ukazała się w 2023 roku, w Polsce rok później. Napisana sprawnym dziennikarskim językiem relacjonuje fakty, które trzymają w napięciu. Zupełnie tak, jak wtedy, kiedy oglądaliśmy po raz pierwszy film „Vinci” czekamy – złapią go (ich), czy nie złapią….
gks - awatar gks
ocenił na 8 29 dni temu
Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości Elżbieta Strzałkowska
Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości
Elżbieta Strzałkowska Grażyna Latos
To książka o tym, o czym głośno się nie mówi. Przynajmniej w przestrzeni publicznej. Starość, bo o niej mowa w ostatnich latach zrobiła się bardzo niewygodna. Istnieje od zawsze i każdy z nas jest na nią skazany, jednak od niedawna jest traktowana jak coś, czego za odpowiednią opłatą da się uniknąć.. Bo nie po to powstaje tyle klinik medycyny estetycznej, żeby mieć pomarszczoną twarz czy ciało. Wystarczy kilka zabiegów i cyk! witaj młodości... W mediach lansuje się jędrną skórę, piękne włosy i nienaganną sylwetkę bez względu na metrykę. A jednak starość nie dotyka jedynie naszej powierzchowności. To także procesy zachodzące wewnątrz. Problemy z pamięcią, niemożność wykonywania czynności dotychczas prostych czy choroby są często codziennością seniorów. I o tym właśnie opowiadają ci, którym autorki oddały głos. Bohaterami książki są zarówno osoby, które młodość przeżywają jedynie we własnych wspomnieniach jak i ci, którzy stali się ich łącznikiem ze światem zewnętrznym. To często dzieci, które porzuciły swoje plany i marzenia, żeby zająć się chorym rodzicem. Ci, których codziennością stało się zmaganie z niewydolnym systemem, który nie uwzględnia potrzeb seniorów. Czy zastanawiamy się, jakie mamy alternatywy na starość? Bo pół biedy, kiedy zdrowie dopisuje, ale w momencie ciężkiej choroby? Obarczać najbliższych opieką a może zamieszkać w jednym z DPS-ów? Co wcale zresztą takie łatwe nie jest. To tematy jak bardzo niemodne, tak i ciężkie w odbiorze. Zwłaszcza, kiedy słyszymy z ust specjalistów statystyki, których w książce nie brakuje. I choćby z tego względu warto ją przeczytać. Bo może teraz, będąc w kwiecie wieku i mając świat u stóp można wpłynąć także na jakość życia za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.
do_azot_i_nazot_ czyta - awatar do_azot_i_nazot_ czyta
oceniła na 6 11 miesięcy temu
Neapol. Łakomym okiem. Przewodnik po mieście i jego kuchni Bartek Kieżun
Neapol. Łakomym okiem. Przewodnik po mieście i jego kuchni
Bartek Kieżun
UWAGA! JEŚLI TĘ KONKRETNĄ RECENZJĘ UZNACIE ZA ZBYT CHAOTYCZNĄ, CZY PRZESYCONĄ NADMIERNYM ZACHWYTEM i EMOCJAMI, TO PRZEPRASZAM, ALE PO PROSTU INACZEJ TUTAJ BYĆ NIE MOGŁO. BO TAKI JEST DOKŁADNIE NEAPOL. SERIO? TAK. SIĘGNIJCIE PO KSIĄŻKĘ, CZYTAJCIE, A PÓŹNIEJ PRZYZNAJCIE MI RACJĘ. QUESTA È NAPOLI!😊 „…w trzy sekundy zrozumiałem, jak prawdziwe są pierwsze słowa w filmie "Passione", że „są takie miejsca, które odwiedzisz raz i wiesz, że to dość, i…jest Neapol…” „Neapol. Łakomym okiem. Przewodnik po mieście i jego kuchni” Bartka Kieżuna to wymarzona książka na ten czas, gdy słońce za oknem świeci coraz śmielej i niemal wszyscy czekamy na cieplejsze dni. W trakcie jej czytania, pierwszy raz miałam taki odruch, by po każdym rozdziale natychmiast podążyć za pisarzem - zrobić, zjeść, wypić, jechać tam, gdzie wiedzie mnie Autor. To tak, jakby książka „żyła”, ruszała się w moich dłoniach i nawet po jej zamknięciu, rozniecała w powietrzu jakiś dziwny czar i smak, przywołując mnie ponownie… Wydawać by się mogło, że Neapolu przedstawiać już nikomu nie trzeba i że napisano o nim wiele poematów, przewodników i powieści, nie wspominając o wizji i fonii, a jednak... Neapol – Neapolis, Nowe Miasto, położone w południowych Włoszech, nad Zatoką Neapolitańską, w samym sercu Kampanii, u podnóża Wezuwiusza. Neapol z pieśni, z obrazów, z literatury. Dokładnie ten sam Neapol, po zobaczeniu którego można już przecież umrzeć...Jeszcze chwila, jeszcze nie teraz, bo Bartosz Kieżun ożywił go dla nas, i to doSŁOWnie, więc z całą mocą żyjmy! 🍋 Bowiem gdy pisze o Garum, naprawdę czujemy w ustach słony smak grubej soli i fetor najlepszych tłustych makreli i sardynek. 🍋 Bowiem gdy zaprasza do neapolitańskich katakumb – wierzymy mu na słowo, że chociaż na powierzchni jest piękniej, to po czaszkę ze ściany chyba też sięgnąć warto…Jak to? Naprawdę można?!? 🍋 Bowiem gdy pisze, że Neapol stoi, póki jajo leży, zerkamy tęsknie na fototapety z Castel Dell’Ovo w tle, bo może taki obraz pasowałby nam do salonu…? Na pewno pasuje! 🍋 Bowiem gdy podaje przepis na prawdziwą neapolitańską pizzę margherita, rozumiemy, że to jedyna pizza, która ma prawo nosić to miano i basta! 🍋 Bowiem gdy kawę podaje za miejską świętość, chcemy natychmiast wypić z jakimś lokalsem czarny napój z puszystą cremą. 🍋 Bowiem gdy pisze, że wbrew ogólnej wiedzy i wierze, w Neapolu dość często pada…otwieramy oczy ze zdumienia i gorączkowo zaczynamy szukać informacji na ten temat. Jak to?!? No i żeby było jasne! To wszystko jest wyłącznie tajemnicą Pulcinelli - Poliszynela (mój ukochany symbol Neapolu), w którego rolę wciela się momentami Kieżun, naciągając na głowę białą, spiczastą szlafmycę…Z tym że jego plotki są akurat jak najbardziej prawdziwe i zaangażowane… Zdaniem historyków i antropologów "Pulcinella jak nikt inny pokazuje dwoistość Neapolu, miasta stojącego zawsze w połowie drogi między bogactwem a nędzą, prawdą a kłamstwem, niedoborem a obfitością". Bo też Neapol to nie jest zwykłe miasto. Neapol mami, wciąga, niepokoi, zaprasza z szyderczym uśmiechem gipsowych główek z gzymsów i prześmiewczym okiem artysty Totò. Zachęca pomimo gwaru, hałasu, brudu, całej tej mafii i lepkich elewacji. Zachwyca lazurowym morzem i ceglastym ciepłem kamienic, nęci najlepszą kawą i prawdziwą pizzą. Korci, uwiera, dotyka i wciąga. Słyszymy dźwigniowy ekspres do kawy, czujemy w powietrzu świeży powiew pościeli tańczącej w tłocznych neapolitańskich dzielnicach, smakujemy najlepsze kule mozzarelli i sfogliatelle frolle, podziwiamy najintensywniejszy błękit włoskiego nieba dostępny śmiertelnikom. „Neapol” to książka, która „ocieka” smakami, aromatami i obrazami. Autor umiejętnie połączył w niej niespieszne spacery po wielu zakątkach miasta, z opisem zabytków, tajemnej historii, architektury, krajobrazów i oczywiście przepysznej kuchni, podsypanej najlepszymi przyprawami świata. „Kilkadziesiąt przepisów i tyleż samo historii z miasta pod wulkanem”. To dla was! Książka w pełni oddaje pasję podróżnika, dziennikarza i fotografa – miesza style, formy i tematy, ukazując miasto tak, jak nikt nigdy dotąd go nie pokazywał. Do tego „podlana” jest sosem z języka włoskiego, którego liczne „wkrętki” znajdziemy w przedstawionych opowieściach. I chociaż języka włoskiego uczyłam się na studiach przez cztery lata i w miarę swobodnie się w nim dogaduję, to te drobiazgowe, niespieszne, do czytania po kolei lub jako osobne opowiastki, przyniosły wiele językowych nowinek. Tanto di capello! Sama miałam to szczęście, by być przelotem w Neapolu, zaraz po całodniowym pobycie w Pompejach. Wenecję, Florencję i Rzym poznałam. Ale to wciąż za szybko, za krótko, za mało, na chwilę...Jednak obraz Zatoki Neapolitańskiej pozostał pod powiekami do dzisiaj…Starczyło czasu na pamiątkowy magnes i przelotne spojrzenie na Wezuwiusz. Tych więc, którzy pierwszy raz jadą do miasta, ogrom kieżunowych historii może przyprawić o istny zawrót głowy oraz zdumienie; zaczarować słowem tak, że natychmiast, gwałtownie, bez zastanowienia zechcą znaleźć się na przykurzonych ulicach, wśród jowialnych właścicieli barów i straganów, z widokiem na dostojny i niespokojny wulkan. Przybyszów powracających do Neapolu po raz kolejny, książka może „zatrzymać” w mieście i okolicach na znacznie dłużej. Jeszcze na koniec maleńka dygresja: na pewno nie jest to typowy przewodnik, mimo że wydawca tak nazwał go w podtytule, i piszę jako ogromny komplement. Jeśli coś nasuwa się na myśl, to „biografia miasta”, miasta ukochanego, jedynego, do którego się wraca. Pełnego muzeów, kościołów, knajpek, barów, katakumb, sklepików i straganów oraz wielu miejsc nieoczywistych. Miasta, które przycupnęło w cieniu dostojnego Wezuwiusza, z widokiem na Castel Nuovo. Miasta ociekającego marmelatta di limone i podlanego limoncello. Kuszącego smakiem casatiello i widokiem pompejańskich fresków. To książka pełna unikatowych rycin, cudownych fotografii i niesamowitych historii, skrzących się na kartkach niczym majolikowe dekoracje. Pełna słońca, pasji, nieraz dosłowności i brutalizmu, naprawdę drobiazgowej wiedzy, która niejednego zbłąkanego podróżnika zaprowadzi w rejony, o których nie śniło się nawet greckim bogom… Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok... Andiamo lontano, a Roma, a Napoli! Bartek przyznaje: „Wtykam nos gdzie się da, bo traktuję każdą otwartą bramę jako obietnicę. Czasem kończy się to niczym, a czasem pozwala wylądować w raju”. Ja już jestem w tym raju... Dzięki, Bartek! 😉 🍋 Zapraszam na moją stronę: https://www.facebook.com/TatraLang/
Mona - awatar Mona
oceniła na 9 11 miesięcy temu
Zbrodnia w raju. W poszukiwaniu utopii na Galapagos John Treherne
Zbrodnia w raju. W poszukiwaniu utopii na Galapagos
John Treherne
„Zbrodnia w raju” Johna Treherne’a to dowód na to, że rzeczywistość potrafi pisać scenariusze znacznie bardziej mroczne i nieprawdopodobne niż najzdolniejsi autorzy kryminałów. Autor, będący z wykształcenia biologiem, z naukową precyzją, ale i literackim zacięciem, rekonstruuje wydarzenia, które w latach 30. XX wieku wstrząsnęły opinią publiczną. Historia Friedricha i Dore, współczesnych Adama i Ewy szukających ucieczki od cywilizacji na surowym archipelagu Galapagos, szybko zmienia się z idyllicznej opowieści o wolności w duszny psychologiczny thriller. Treherne wiarygodnie oddaje atmosferę narastającej paranoi na wyspie Floreana. To, co miało być rajem, pod wpływem ciasnoty i izolacji staje się więzieniem bez ścian. Autor nie skupia się wyłącznie na suchych faktach, lecz buduje głębokie portrety psychologiczne bohaterów. Friedrich jawi się jako niebezpieczny wizjoner i despota, a przybycie kolejnych osadników – pragmatycznych Wittmerów oraz krzykliwej, narcystycznej baronessy Eloise – staje się wyzwalaczem katastrofy. Scena polityczna na tej maleńkiej wyspie okazuje się polem walki o dominację, godność i wreszcie przetrwanie. Książka jest napisana w sposób wciągający, łącząc cechy reportażu z narracją powieściową. Zostajemy wciągnięci w labirynt niedomówień i wzajemnych oskarżeń, próbując wraz z autorem odpowiedzieć na pytanie, co stało się z zaginioną arystokratką i jej kochankiem. Treherne nie narzuca jednej interpretacji, lecz rzuca światło na mroczne zakamarki ludzkiej natury, która w obliczu ekstremalnych warunków odrzuca maski cywilizacji. Ogromną siłą tej pozycji jest ukazanie tragicznego kontrastu między pięknem i surowością przyrody Galapagos a małostkowością i okrucieństwem ludzkich waśni. Powieść może się spodobać fanom true crime oraz tym, których fascynują historie o upadku utopii. „Zbrodnia w raju” pozostawia nas z refleksją, że niezależnie od tego, jak daleko uciekniemy od świata, zawsze zabieramy ze sobą własne demony.
Malwi - awatar Malwi
ocenił na 7 12 dni temu
Pokonać Kimów. Tajna misja przeciwko reżimowi Bradley Hope
Pokonać Kimów. Tajna misja przeciwko reżimowi
Bradley Hope
Czy jeden człowiek może wypowiedzieć wojnę totalitarnemu reżimowi uzbrojonemu w broń jądrową? Na pierwszy rzut oka to pytanie wygląda absurdalnie. Okazuje się jednak, że w ostatnich latach mieliśmy taki przypadek. Oto bowiem amerykański aktywista Adrian Hong stworzył grupę dążącą do obalenia rządów dynastii Kimów w Korei Północnej. Jego organizacja Free Joseon miała nawet ambicję bycia północnokoreańskim rządem emigracyjnym. To przedsięwzięcie mogło wydawać się szalone, ale Hong naprawdę mocno zaszkodził reżimowi z Pyongyangu. W lutym 2019 r. jego grupa zajęła (w porozumieniu z jednym z dysydenckich dyplomatów) ambasadę Korei Północnej w Madrycie i przejęła dane ze znajdujących się tam komputerów. Wcześniej pomogła przedostać się na Zachód synowi Kim Dzong Nama, czyli zamordowanego brata obecnego przywódcy Korei Płn. Free Joseon czasem bywała dużo bardziej skuteczna niż zachodnie tajne służby, a czasem jej działalność była bardzo amatorska. Grupa chciała m.in. wpływać na politykę administracji Trumpa wobec Korei Płn., tworzyła plany transformacji polityczno-gospodarczej oraz obiecywała inwestorom wizy do państwa, które powstanie po upadku reżimu Kimów. Cała ta działalność była dziełem „zapaleńca”, który naprawdę przejął się tym, że w Korei Północnej dochodzi do zatrważających zbrodni i postanowił, że trzeba położyć kres istnieniu tamtejszego reżimu. Zaczął od ratowania północnokoreańskich uchodźców, ale z czasem uznał, że z reżimem należy walczyć w sposób bardziej ofensywny. Historię tej walki możemy poznać w książce Bradleya Hope’a „Pokonać Kimów”. Ta opowieść (jeszcze) nie miała happy endu. Daje ona jednak dużo do myślenia. Skoro grupka wolontariuszy była w stanie wyrządzić spore szkody totalitarnemu reżimowi, to jaki efekt przyniosłaby podobna kampania prowadzona na poważnie i w sposób skoordynowany przez tajne służby państw „Wolnego Świata”?
foxmulder2 - awatar foxmulder2
ocenił na 8 1 rok temu
Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce William Sommer
Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce
William Sommer
Ta książka miejscami bawi, miejscami przeraża, ale przede wszystkim przygnębia. Wydawałoby się, że w XXI wieku, kiedy dostęp do informacji jest tak łatwy, oszołomi powinni wyginąć. Zdaje się, że jest jednak odwrotnie - dzięki mediom społecznościowym rosną w siłę. Najbardziej zaskoczyło mnie jedno zdanie, zamieszone w ostatnim rozdziale - o tym, że pod płaszczykiem prawicowych fantazji, wyzwawcy QAnonu marzą skrycie o świecie obiecywanym przez... lewicę. Zredykalizowali się, bo czuli się zmarginalizowani przez system, oszukani, pozostawieni samym sobie. Autor postuluje wręcz, że sprawny publiczny system zdrowia, podniesienie pensji minimalnej i przystępne cenowo mieszkania mogą być skutecznym lekarstwem na brednie QAnonu. Ma to sens - frustraci, którzy nie mają się do kogo zwrócić, zwracają się w końcu do innych frustratów oraz cyników, którzy ich frustrację wykorzystują. Kiedyś był to kościół. Z kościołem jednak jest ten problem, że głosi słowo boże przekazane ludzkości dwa tysiące lat temu - lub nawet wcześniej. Przeciętny człowiek w XXI wieku nie widzi jasnego związku między przypowieściami biblijnymi a własnym życiem. Jeszcze 200 lat temu świat niewiele różnił się od czasów Jezusa, jednak wraz z nadejściem ery przemysłowej, wszystko gwałtownie ruszyło do przodu, pozostawiając w tyle zdezorientowanych ludzi. W takiej sytuacji tym łatwiej uwierzyć im w szalone teorie spiskowe, zwłaszcza jeśli ich głosiciele obiecują im "raj na ziemi" i to, że sprawiedliwości stanie się zadość. Szczególnie ciekawa jest fiksacja na punkcie maltretowania, w tym - molestowania - dzieci. To nie tylko odniesienie się do naturalnej potrzeby ludzi, żeby chronić dzieci, jak twierdzi autor. To też odpowiedź na coraz częstsze rewelacje o zbrodniach kościoła. Skoro mainstream może atakować kościół, to dlaczego by nie zaatakować mainstreamu? To, że oskarżenia są wyssane z palca, nikogo nie interesuje, ważne, że można powiedzieć: kościół może i jest zły, ale jego oskarżyciele są jeszcze gorsi. Niepokojąca jest skłonność do przemocy wyznawców QAnonu. Z drugiej strony, nie dziwi - skoro są wśród nich głównie konserwatyści, dla których posiadanie broni jest niezbywalnym prawem człowieka. Majaki QAnonu to wołanie o pomoc - błaganie o godne życie. Szkoda tylko, że jest wykorzystywane przez szarlatanów, a nie jest - jak chciałby tego autor - przyczynkiem do dojrzenia problemów trawiących społeczeństwo i walki z nimi. Oraz edukacji, edukacji, edukacji.
Ida - awatar Ida
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Manifest ciemności. O sztucznym świetle i zagrożeniu dla odwiecznego rytmu dobowego Johan Eklöf
Manifest ciemności. O sztucznym świetle i zagrożeniu dla odwiecznego rytmu dobowego
Johan Eklöf
Znaczenie ciemności dla zwierząt i roślin jest fundamentalne, choć w dobie elektryczności niemal o nim zapomnieliśmy. Noc nie jest jedynie brakiem dnia; to autonomiczne środowisko życia, w którym ewolucja zaprogramowała skomplikowane mechanizmy przetrwania. Rośliny wykorzystują mrok do regeneracji i regulacji procesów metabolicznych, a ogromna część fauny – od nocnych owadów po ssaki – polega na ciemności jako osłonie przed drapieżnikami lub narzędziu łowieckim. Johan Eklöf w swojej książce Manifest ciemności. O sztucznym świetle i zagrożeniu dla odwiecznego rytmu dobowego przypomina nam, że odbierając światu naturalną noc, niszczymy jeden z najważniejszych fundamentów biosfery. Moja ocena tej pozycji to rzetelne 7/10. Eklöf, szwedzki ekolog i specjalista od nietoperzy, pisze z pozycji kogoś, kto osobiście doświadczył znikania prawdziwej czerni nieba. Jego wywód skupia się na zjawisku zanieczyszczenia światłem (light pollution), które jest bodaj najbardziej lekceważoną formą degradacji środowiska. Autor z dużą wrażliwością opisuje, jak sztuczna łuna miast dezorientuje ptaki wędrowne, uniemożliwia żółwiom morskim dotarcie do oceanu i drastycznie ogranicza populacje owadów, które giną z wycieńczenia wokół ulicznych latarni. To nie tylko problem estetyczny czy astronomiczny; to ekologiczna katastrofa, która rozrywa łańcuchy pokarmowe i zaburza rytm dobowy wszystkich istot, włączając w to człowieka. Największą wartością Manifestu ciemności jest jego interdyscyplinarność. Eklöf płynnie przechodzi od twardych danych biologicznych do rozważań kulturowych i filozoficznych. Przypomina nam, że wraz z utratą widoku Drogi Mlecznej, tracimy również część naszej duchowości i zdolności do zachwytu nad nieskończonością. Książka jest napisana językiem przystępnym, niemal gawędziarskim, co sprawia, że trudne tematy ekologiczne stają się bliskie każdemu czytelnikowi. Dlaczego jednak nota zatrzymała się na poziomie siedmiu punktów? Mimo ważnego przesłania, książka bywa nieco repetytywna. Autor wielokrotnie wraca do tych samych argumentów, co sprawia, że momentami narracja traci na dynamice. Ponadto, choć diagnoza postawiona przez Eklöfa jest niezwykle celna, proponowane rozwiązania bywają nieco utopijne i mało konkretne w zderzeniu z realiami współczesnej urbanizacji. Mimo tych drobnych mankamentów, Manifest ciemności to lektura obowiązkowa w czasach, gdy niebieskie światło ekranów i ledowe oświetlenie ulic towarzyszą nam przez całą dobę. To książka, która uczy patrzeć w górę i doceniać to, co dzieje się, gdy gasną światła. Eklöf nie tylko ostrzega przed zagrożeniem, ale przede wszystkim składa hołd nocy, zachęcając nas do ponownego zaprzyjaźnienia się z mrokiem. To pozycja, która po przeczytaniu sprawia, że z większą refleksją podchodzimy do pstryczka elektrycznego w naszych domach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 27 dni temu

Cytaty z książki Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek

Więcej
Marta Sawicka-Danielak Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek Zobacz więcej
Marta Sawicka-Danielak Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek Zobacz więcej
Marta Sawicka-Danielak Oko tygrysa. Opowieść o bestii, którą stworzył człowiek Zobacz więcej
Więcej