Thorgal. Dziecko z gwiazd
Fanów komiksowych przygód, o chłopcu wyrzuconym na brzeg przez morze, który został znaleziony przez wikingów i zaadoptowany przez ich wodza, pewnie ucieszył fakt, że ma powstać książkowa wersja powieści. Niestety, ale powstała lektura, która została nazwana rzekomym światowym bezcelerem ma naprawdę mało wspólnego z rysunkową serią. Osoby oczekujące po książce doskonałości, oryginalności, większej liczby szczegółów z życia głównego bohatera w zasadzie, nie mają czego szukać w "Thorgalu: Dziecku z gwiazd". Sprawy mogą się jednak mieć nieco inaczej, dla tych, którzy szukają bardzo lekkiej lektury i nie mieli wcześniej styczności z komiksami.
Thorgal jako niemowlę został znaleziony przez grupę wikingów, wracających do domu z długiej, bezowocnej wyprawy. Pozbawieni nadziei na wzburzonym morzu, wojownicy czekali na cud. Objawił im się on, jako światło, w którego miejscu znaleźli dziwną stalową kołyskę z przymierającym głodem, nagim niemowlęciem. Wódz plemienia, którego poprzednie dzieci zmarły wcześniej, postanowił przygarnąć dziecko i zaadoptować je, jako swoje. Z biegiem lat malec rósł, a jego stanowisko wśród rodaków stało się tak niewiadome, jak miejsce, z którego pochodził. Bo mimo tego, że wielu wierzyło, że Thorgal został zesłany przez bogów na ziemię, niektórzy i tak mieli go za obcego, nie godnego nazywaniem wikingiem. Śmierć przybranej matki odmieniła chłopca, jednak to utrata ojca, przyczyniła się do zmian w jego życiu, na zawsze.
Nigdy nie miałam okazji na zetknięcie się z komiksami o przygodach Thorgala, więc aby napisać tę recenzję, postanowiłam zapoznać się, przynajmniej z ich częścią. Jak się przekonałam na własne oczy "Thorgal: Dziecko z gwiazd" zawiera treść około dziesięciu tomów rysunkowego spektaklu. Nie zorientowane w temacie osoby, powinny wiedzieć, że wszystkie te komiksy opowiadają o dzieciństwie głównego bohatera i o tym właśnie jest cała książka. Na tych, którzy już obserwowali przygody niesamowitego wojownika, czeka małe deja vu, na drugą grupę odbiorców lekka, niezbyt ciekawa przygoda.
Myśląc o samej przygodzie Thorgala, który w końcu mieszkał wśród wikingów, miałam nadzieję, ze trafię, na mocną, okrutną fantastykę. Wikingowie w końcu słynęli z tego, że byli okrutni i nieustraszeni, jednak w obu nośnikach (książce i komiksie) nie ma zbyt wiele okrucieństwa. Mniejsza zresztą o to, bo kiedy już rozpocznie się lekturę recenzowanego przeze mnie egzemplarzu, trudno jest przeboleć inny fakt. "Thorgal: Dziecko z gwiazd" jest książką mocno ociosaną i to tępym toporkiem.
Autorka rozpoczęła swoje dzieło, prawie, tak, jak rozpoczyna się komiks. Różnica jednak jest w tym, że tam początek miał pewne ręce i nogi, tu wyciągnięta scena z wątku powoduje, że czytelnik od razu zostaje wrzucony w wir zdarzeń, nawet dobrze nie wiedząc o co, tak do końca chodzi. To jednak za mało. Głównym problemem powieści jest styl pisarki. Od rozpoczęcia lektury do jej końca, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że gdyby pisał ją kto inny, dzieło wyglądałoby inaczej. Pisarka, nie dość, że rzuca nas w wir rozpoczętej sceny - już na początek - to dodatkowo skraca opisy i dialogi, jak tylko się da. W taki właśnie sposób, nie można po prostu nie odnieść wrażenia, że styl pisania Amelie Sarn jest strasznie lekki, pozbawiony jakiejkolwiek składni, a nawet można go uznać, za prymitywny.
Fabuła książki również nie jest lepsza. Pisarka zmieniła kilka rzeczy, jeżeli chodzi o postacie zapożyczone z komiksu - przynajmniej ja to tak odebrałam. Nie jest to minusem, wręcz przeciwnie. Ale naprawdę, jeżeli ktoś czytał komiksy, to w książce nie ma czego szukać. Powieść nie jest ułożona chronologicznie w stosunku do pierwowzoru. Zawarte w książce zdarzenia, zostały wycięte z oryginału. Oprócz tego, żadnych rewelacji. Poczynania bohaterów są widoczne gołym okiem i szybko można je przewidzieć. Podział na dobro i zło, również nie jest, jakoś zaskakująco zatarty. Wszystko jest raczej otwartą kartą. Napisana przez Amelie Sarn książka jest tym samy, jednak bez obrazków.
Wydaje mi się, że tom mimo swoich licznych wad, może spodobać się pewnej grupie czytelników. "Thorgal: Dziecko z gwiazd" bez licznej przemocy i krwi oraz nierozwiniętych wątkach pewnie przyciągnie uwagę młodszych odbiorców. Z książki można się wiele nauczyć o życiu wikingów i samych ich zwyczajach, jednak luki w prawdziwości ich natury, dają swoje, ale za to autorki nie można już winić. Cóż, do czasu, aż znowu ktoś nie wpadnie na genialny pomysł, aby odnowić to dzieło, musimy się cieszyć, tym co już mamy. Jak na razie dowiedzieliśmy się, że nie tak łatwo jest napisać powieść, nawet jeżeli ma się już pokazany pierwowzór w najłatwiejszej postaci, czyli obrazkowej.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Thorgal: Wyspa lodowych mórz
Super. Teraz (po tylu latach!) okazuje się, że ta część jest ważniejsza w serii niż się wydaje, ale niczego nie zdradzę. Fajne połączenie fantasy z s-f, świetna kontynuacja pierwszej części.
Super. Teraz (po tylu latach!) okazuje się, że ta część jest ważniejsza w serii niż się wydaje, ale niczego nie zdradzę. Fajne połączenie fantasy z s-f, świetna kontynuacja pierwszej części.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo tu już lepiej.
No tu już lepiej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEpickość.
Efekt, który nasz autorski tandem chciał osiągnąć w pierwszej części tej dylogii (tak, dwa pierwsze tomy przygód Thorgala łączą się ze sobą naprawdę mocno),ale jakoś tak niezbyt, "chciałby a bał się", tu objawia się nader już wyraźnie. Szerokie plany, dalekie krainy, sceny rozgrywające się tylko w głowie postaci, trzecioplanowi bohaterowie z własnymi imionami i także z backstorami, których co prawda nie poznajemy specjalnie dokładnie, ale które naprawdę łatwo możemy sobie dopowiedzieć, wszystko to mamy tu już podane. Nawet sam motyw zamku, górującego nad okolicą, czy to, że Thorgal, Slivia mówi mu to zupełnie wprost, nie jest w stanie zrozumieć pewnych rzeczy z jej historii (ale czytelnicy w 1980 roku, kiedy to album ten ujrzał światło dzienne, już jak najbardziej mogli) - wszystko to gra tu na tę epickość. W tym kontekście wręcz nieco zabawnie wygląda to, jak bardzo Rosiński bał się pokazać nam zwłoki zmasakrowanego Bjorna, cóż, cenzura obyczajowa miała się wtedy zapewne dobrze w Europie zachodniej :)
Także tu po raz pierwszy widzimy tytułowego bohatera Sagi jako tego do-cna-prawego, omalże bez wad. W pierwszym tomie był jednak troszeńke przybrudzony, tu jest już chodzącym ideałem, jaki znamy z późniejszych odcinków. Za to Aaricia - cóż, tu rysunki głupiutkiej blondyneczki idealnie współgrają z postacią, można by wręcz podejrzewać, że autorom chodziło o ten efekt (choć akurat mam praktycznie pewność, że nie chodziło).
Za to duży plus za końcowy wątek załamki po śmierci córki. Totalnie bez epatowania, na spokojnie, może i do przesady na spokojnie, ale jednak czujemy skalę dramatu królowej.
Szczegóły:
- Silvia wspomina, że maszynę starają się naprawić już wnuki jej pierwotnych pasażerów i podaje liczbę 120 lat. Czyli, że co, Atlanci, czy jak ich tam nazwać, nie są długowieczni, nie żyją dłużej niż zwykli ludzie?
- Czemu skoro Atlanci mieli taką przewagę technologiczną nad... całym światem, to Slivia była przez lata więźniarką Gandalfa?
- Silvia i jej córka nie bały się, że Thorgal zarazi się tą ich chorobą?
Continuity:
- Wciąż nie jest wspomniane, że Thorgal jest przybranym synem poprzedniego, władającego przed Gandalfem Szalonym, wodza Wikingów, choć w sumie aż się o to prosi. Widocznie ten pomysł przyszedł Van Hamme'owi do głowy później.
- Slivia opowiada, wspominałem już o tym, że są oni tylko potomkami mieszkańców innej planety, niedługo później (we właściwej Sadze :)) to się zmieni.
Epickość.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEfekt, który nasz autorski tandem chciał osiągnąć w pierwszej części tej dylogii (tak, dwa pierwsze tomy przygód Thorgala łączą się ze sobą naprawdę mocno),ale jakoś tak niezbyt, "chciałby a bał się", tu objawia się nader już wyraźnie. Szerokie plany, dalekie krainy, sceny rozgrywające się tylko w głowie postaci, trzecioplanowi bohaterowie z własnymi imionami i...
Frankofońskie konteksty
Z opisu "Thorgala" można wyczytać, że to science fantasy. Poprzedni tom ("Zdradzona czarodziejka") był jeszcze klasycznym fantasy, jednak w "Wyspie lodowych mórz" odkrywamy warstwę fantastyki naukowej.
Co ciekawe ta warstwa w widoczny sposób nawiązuje do jednego z komiksów o "Valerianie" – pod względem światotwórczym i wizualnym. Podczas czytania tomu poznajemy kilka elementów, które mogą uświadomić nawiązania wizualne. Na pierwszy rzut oka główna postać okładkowa nie przypomina pierwowzoru Dartha Vadera, ale po poznaniu kontekstu już to widać.
Mimo tych nawiązań "Wyspa lodowych mórz" stoi na własnych nogach. Festiwal z poprzedniego tomu wciąż trwa, wszyscy się już pogodzili, a Aaricia i Thorgal mają wkrótce odejść. Niestety tytułowa czarownica z poprzedniego tomu nie próżnuje i nie wybacza. Ukochana naszego bohatera zostaje porwana, a on musi ruszać na ratunek.
Ta (tym razem tylko) jedna historia dalej pokazuje okrucieństwa północy. W ich obliczu honorowy i bohaterski (chciałem napisać Valerian) Thorgal nie zawsze wygrywa, a sploty okoliczności prowadzą do tragedii. Mimika Thorgala widocznie sugeruje, że w przyszłych tomach zobaczymy jej konsekwencję.
Skoro o wyglądzie naszego bohatera mowa – to chyba się lekko zmienił. Nie wiem, czy zmiany u Grzegorza Rosińskiego ograniczają się tylko do twarzy Thorgala, ale to dostrzegłem. Poza tym nie mamy chyba więcej zmian, ani eksperymentów wizualnych.
Tu nowa twarz Thorgala:
https://cdn.nakanapie.pl/WJ0zqUWTDACde8k4rdXtcP3hehA=/origxorig/aac1fc21a77396c467cf768cda56553c
Strona 5 według paginacji wewnętrznej komiksu (inna niż w wydaniu)
Trudno napisać coś dużo o jednym zeszycie. Nawet jeśli to zeszyt w twardej oprawie. Oczywiście każda historia jest w widoczny sposób zamknięta, ale pewnie trzebaby przeczytać więcej, albo znaleźć wyróżniający się zeszyt. Można to podsumować tym, że "Thorgal" nadal jest przyjemny i będę kontynuował.
PS
Nowych podobieństw do Grzędowicza poza gatunkowymi, jeszcze nie dostrzegłem.
Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Frankofońskie konteksty
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ opisu "Thorgala" można wyczytać, że to science fantasy. Poprzedni tom ("Zdradzona czarodziejka") był jeszcze klasycznym fantasy, jednak w "Wyspie lodowych mórz" odkrywamy warstwę fantastyki naukowej.
Co ciekawe ta warstwa w widoczny sposób nawiązuje do jednego z komiksów o "Valerianie" – pod względem światotwórczym i wizualnym. Podczas czytania...
Bezpośrednia kontynuacja "Zdradzonej czarodziejki". Thorgal i Aaricia mają zamiar się pobrać, jednak Aarcia zostaje porwana przez dwa wielkie orły. Thorgal i reszta wikingów ruszają w pościg by dotrzeć ostatecznie na tytułową wyspę lodowych mórz. Nic więcej nie napiszę by nie spoilerować w końcu ciężko rozpisywać się o komiksie złożonym z 46 plansz. Dość rzec, że w tej części pojawiają się już informacje o pozaziemskim pochodzeniu Thorgala, które nie będą tajemnicą dla czytelników, jeśli rozpoczęli oni swoją przygodę z tą serią chronologicznie: od "Gwiezdnego dziecka". Rysunki Rosińskiego są świetne, fabuła jest ok, choć nie powala na łopatki. Myślę, że najlepsze tomy dopiero przede mną.
Bezpośrednia kontynuacja "Zdradzonej czarodziejki". Thorgal i Aaricia mają zamiar się pobrać, jednak Aarcia zostaje porwana przez dwa wielkie orły. Thorgal i reszta wikingów ruszają w pościg by dotrzeć ostatecznie na tytułową wyspę lodowych mórz. Nic więcej nie napiszę by nie spoilerować w końcu ciężko rozpisywać się o komiksie złożonym z 46 plansz. Dość rzec, że w tej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Wyspa lodowych mórz” to drugi tom serii Thorgal i świetna kontynuacja wydarzeń ze Zdradzonej czarodziejki. Historia zaczyna się dramatycznie – Aaricia zostaje porwana tuż przed ślubem, a Thorgal musi ruszyć w pościg aż na daleką północ. Podobało mi się, że fabuła łączy elementy klasycznej przygody z odkrywaniem tajemnic przeszłości bohatera. Właśnie tutaj po raz pierwszy mocniej zarysowuje się fantastyczne pochodzenie Thorgala, co dodaje całości wyjątkowego charakteru.
„Wyspa lodowych mórz” to drugi tom serii Thorgal i świetna kontynuacja wydarzeń ze Zdradzonej czarodziejki. Historia zaczyna się dramatycznie – Aaricia zostaje porwana tuż przed ślubem, a Thorgal musi ruszyć w pościg aż na daleką północ. Podobało mi się, że fabuła łączy elementy klasycznej przygody z odkrywaniem tajemnic przeszłości bohatera. Właśnie tutaj po raz pierwszy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW pierwszym tomie rudowłosa, jednooka "czarodziejka" ocaliła skórę skaldowi Thorgalowi, skazanemu na śmierć za romans z córką wikińskiego króla Gandalfa. Nasz hero przysięgał różne rzeczy, a potem łamał dane słowo.
Ciąg dalszy historii. Thorgal i Gandalf zakopali topór wojenny, ślub z Aaricią coraz bliżej. Niestety, przyszła panna młoda zostaje porwana przez kogoś, kto nosi zbroję hoplity i pływa grecką galerą bez wioseł. Co to ma wspólnego z Grecją? Tego się nie dowiesz, bo ekipa ratunkowa płynie na północ, do tajemniczej wyspy wśród lodów, a głupota wikingów podąża za nimi. Powróci Slivia, zdradzi to i owo, m.in. sekret pochodzenia Thorgala. Czemu nie powiedziała tego w poprzednim tomie? Grubymi nićmi szyta intryga. Czy zdobyta wiedza coś zmieni w życiu naszego bohatera? Cholera wie.
Słynny "Thorgal", Van Hamme'a i Rosińskiego z 1980. Gdybym jego przygody poznawał w młodości, recenzja byłaby inna. Dzisiaj, po dwóch tomach, szału nie ma. Dalej czekam, aż się rozkręci.
Thorgala automatycznie porównuję do innego bohatera fantasy – Conana. Są podobni, nie licząc masy mięśniowej. Barbarzyńca ma swój honor, ale nie patyczkuje się. Wyrąbuje sobie mieczem drogę do bogactw, sławy, tronów. Thorgal jest bierny, do bólu praworządny w brutalnym świecie ludzi północy. Chce świętego spokoju. Dostatecznym wyzwaniem dla niego byłoby zmienianie pieluch dzieciom. Conan idzie ku przygodzie - przygoda idzie ku Thorgalowi.
Styl, rysunek - jest dobry, typowy Rosiński. Ładne wydanie. Szybko się czyta.
Ocena sześć plus.
19.03.26
W pierwszym tomie rudowłosa, jednooka "czarodziejka" ocaliła skórę skaldowi Thorgalowi, skazanemu na śmierć za romans z córką wikińskiego króla Gandalfa. Nasz hero przysięgał różne rzeczy, a potem łamał dane słowo.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiąg dalszy historii. Thorgal i Gandalf zakopali topór wojenny, ślub z Aaricią coraz bliżej. Niestety, przyszła panna młoda zostaje porwana przez kogoś, kto...
O ile pierwszy tom po latach trochę mnie rozczarował, tak tu mamy samo mięso. Za to pokochałem Thorgala, rewelacyjna historia z zaskoczeniami, świetna kreska i rozbudzony apetyty na więcej.
O ile pierwszy tom po latach trochę mnie rozczarował, tak tu mamy samo mięso. Za to pokochałem Thorgala, rewelacyjna historia z zaskoczeniami, świetna kreska i rozbudzony apetyty na więcej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdzie nie spojrzę Dragon Ball.
Naruto tak naprawdę Dragon Ball z ninjami.
Inne shouneny Dragon Ball.
Nawet w Thorgalu główny bohater jak w Dragon Ballu okazuję się kosmitą.
Gdzie nie spojrzę Dragon Ball.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaruto tak naprawdę Dragon Ball z ninjami.
Inne shouneny Dragon Ball.
Nawet w Thorgalu główny bohater jak w Dragon Ballu okazuję się kosmitą.
Thorgal dalej wciąga, klasyka polskiego komiksu! Thorgal to taki 'badass'.
Thorgal dalej wciąga, klasyka polskiego komiksu! Thorgal to taki 'badass'.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to