rozwińzwiń

Najwyższy człowiek świata

Okładka książki Najwyższy człowiek świata autora Adam Zagajewski, 9788365614506
Okładka książki Najwyższy człowiek świata
Adam Zagajewski Wydawnictwo: Wydawnictwo A5 publicystyka literacka, eseje
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2023-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2023-01-01
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365614506
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Najwyższy człowiek świata w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Najwyższy człowiek świata

Średnia ocen
7,9 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Najwyższy człowiek świata

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Najwyższy człowiek świata na półkach głównych
  • 44
  • 15
14 użytkowników ma tytuł Najwyższy człowiek świata na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Il caffe letteriario. Wspomnienia o Stanisławie Kasprzysiaku. Roberto Calasso, Francesco M. Cataluccio, Ewa Górniak Morgan, Ireneusz Kania, Rafał Kołątaj, Silvia Lusuardi Siena, Janusz Majewski, Emilia Olechnowicz, Katarzyna Otwinowska, Ugo Rufino, Stefan Szlachtycz, Adam Zagajewski, Marek Zagańczyk
Ocena 8,0
Il caffe letteriario. Wspomnienia o Stanisławie Kasprzysiaku. Roberto Calasso, Francesco M. Cataluccio, Ewa Górniak Morgan, Ireneusz Kania, Rafał Kołątaj, Silvia Lusuardi Siena, Janusz Majewski, Emilia Olechnowicz, Katarzyna Otwinowska, Ugo Rufino, Stefan Szlachtycz, Adam Zagajewski, Marek Zagańczyk
Adam Zagajewski
Adam Zagajewski
Poeta, prozaik, eseista, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na wiele języków. Urodził się we Lwowie, ale nigdy tam nie mieszkał: wkrótce po jego urodzeniu rodzice wraz z nim powrócili w ramach akcji repatriacyjnej do Polski. Dzieciństwo spędził na Śląsku, w Gliwicach, lata uniwersyteckie w Krakowie. Prowadził zajęcia z filozofii jako asystent uczelniany, pracował w redakcji czasopism "Student" i "Odra", szybko zdobył sławę czołowego poety swego pokolenia - "pokolenia '68". W latach siedemdziesiątych związany z niezależnym ruchem literackim, od 1982 roku mieszka w Paryżu. Członek redakcji "Zeszytów Literackich", prowadził kurs "creative writing" na uniwersytecie w Houston, w USA. Był laureatem licznych nagród literackich - m. in.: Nagrody "Zapisu" (1980),Nagrody Kościelskich (1975),Nagrody im. Kurta Tucholsky'ego szwedzkiego PEN Clubu (1985),Nagrody im. Andrzeja Kijowskiego, nagrody "Arki" i Prix de la Liberté francuskiego PEN Clubu (1987),nagrody Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego (1988),Międzynarodowej Nagrody Vilenica (1996),Nagrody Tranströmera (2000) i Nagrody Literackiej Fundacji im. Konrada Adenauera (2002). Zagajewski od lat był wymieniany jako kandydat do literackiej nagrody Nobla. Niestety jej nie otrzymał - zmarł w Światowym Dniu Poezji (21 marca) w wieku 75 lat. "Adam Zagajewski nie żyje. Jak smutne by to nie było - już wolno mu żyć w wierszu. Śpij długo, Mistrzu, na łóżkach wersów" - napisał Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Róże Orwella Rebecca Solnit
Róże Orwella
Rebecca Solnit
Dla mnie książka rewelacyjna. Autorka znana jest z tego, że pisze świetne eseje. Jednak tym zbiorem dosłownie przebiła wszystko, co do tej pory jej czytałam. Eseje niby o różach, które zasadził Orwell, ale tak w rzeczywistości jest to biografia autora “Roku 1984”, książka, która od pewnego czasu przeżywa swój renesans. Eseje, jak przystało na autorkę, napisane są błyskotliwie, przedstawione sceny z życia Orwella, ukazują osobę, która przez fakt, że znalazła się po drugiej stronie lustra i zrozumiał na czy polega totalitaryzm w różnych formach, w swojej twórczości starał się ostrzegać przed taką formą rządów. Szkoda, że mimo iż książki Orwella są powszechnie dostępne, są niestety czytane przez osoby, które ostrzegają niczym Kasandra przed autorytaryzmem. Obawiam się jednak, że czytane są także przez zwolenników skrajnej prawicy, ale jako podręczniki instrukcji obsługi społeczeństwa. Solnit proponuje ponowne przeczytanie dzieł Orwella, pisząc, że "Kolejna lektura ważnej książki jest jak wizyta u starego znajomego lub starej znajomej: dopiero w drugiej osobie zauważamy, jak bardzo sami zmieniliśmy się od ostatniego spotkania; patrzymy na świat inaczej, ponieważ staliśmy się innymi ludźmi. Po latach niektóre książki rosną w naszych oczach, a inne maleją; udzielają nam innych odpowiedzi, bo zadajemy im inne pytania". No cóż, sięgnę ponownie do “Roku 1984”, zresztą i tak w tym roku zaplanowałem powrót do niektórych tytułów, które czytałem jakieś cztery dekady temu. Natomiast wiosną zasadzę krzak róży i jesienią będę wtykał w ziemię żołędzie, aby oddać ducha idei Orwella. Polecam, ciekawa i pouczająca lektura, która odnosi się także do czasów obecnych, jak i tych minionych. Po prostu Solnit warto czytać.
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na93 miesiące temu
Idiomy. Eseje Eliza Kącka
Idiomy. Eseje
Eliza Kącka
Dobry pisarz przemawia do nas poprzez swoje dzieła, które nadal żyją i rezonują wtedy, gdy jego już nie ma. W swojej twórczości nadal istnieje i ma głos, wpływ na nasze emocje, a co za tym idzie, także poglądy i wybory. Są twórcy niepodrabialni, jedyni w swoim rodzaju, niczym idiomy, odczytywani jako całość, pewien stempel, po którym ich rozpoznajemy. Nie wszyscy byli tacy od początku. Niektórzy odnaleźli swoją ścieżkę późno, nie zdążyli powiedzieć wszystkiego, inni zaś byli bardziej charyzmatyczni niż ich dorobek, stanowili kreację sami w sobie… Autorka w „Idiomach” podąża tropem pisarzy, by prześledzić kolejne etapy ich stawania się, pomysły na „samostwarzanie” i sekrety indywidualności. Witkacy składał swój świat ze sprzeczności, dążąc do Czystej Formy nigdy jednak nie przekraczał granicy, za którą jest już tylko bezformie i chaos. Horror vacui czyli lęk przed próżnią każe mu wypełniać całą przestrzeń w sobie i wokół siebie dziwnością i kontrowersją – „wszystkoizmem”. Gombrowicz, dzięki swej intuicji, zdołał przewidzieć przemianę postaw społecznych na przestrzeni dziesięcioleci, opisał zaraźliwość ludzkich reakcji pod naporem zbiorowości tak doskonale jak Gustaw Le Bon w „Psychologii tłumu”, przenosząc swoje spostrzeżenia i domysły na grunt literatury w „Transatlantyku”. Pisarze mają dar antycypowania przyszłości, wykraczania odważnie poza swój czas i podążania za nowoczesnością, która sama jeszcze nie wie, że wkrótce nadejdzie. Na czym polega fenomen Schulza? Albo osobność Norwida, o którym za jego życia pisano: „Jest to fortepianista, któremu brak palców i dlatego, chcąc objawić harmonijne tony (…) tłucze po klawiszach łokciami i piętami (…)” A jednak przetrwał, okazał się też niezłomnym krytykiem swego czasu i człowieka, który przy swoim żarliwym katolicyzmie upomina się o czystość wiary i uczciwość sumienia. Norwid, czyli poeta „niezadomowiony – we własnym domu, w ojczyźnie, w piśmie.” Sposób, w jaki Eliza Kącka pisze o twórcach i literaturze jest niesamowicie wciągający poprzez swoją panoramiczność i dynamikę. To tak naprawdę krótkie, a zarazem zaskakująco pojemne treściowo eseje. Pisarz jest w nich źródłem, z którego wypływa cała masa pokrewnych strumieni, podążających w kierunku historii, w kierunku recepcji twórczości, ale też życia osobistego, motywacji, czy, co bardzo ciekawe, inspiracji, tych wcześniejszych i tych dopiero po latach. Pokazuje to wyraźnie, że literatura żyje, oddziałuje, szczególnie ta buntownicza, eksperymentująca, w której autor wyraża siebie, nie oglądając się na kanon, na zapotrzebowanie, przekraczając wszelkie normy, a także własne możliwości. Rozdziały poświęcone Marii Janion najlepiej uczą, jak można literaturę rozumieć, czytać całościowo, wychwytując to wszystko, co skryte między wierszami, łączyć i zestawiać wokół problemów i zjawisk, wyprowadzając wciąż nowe prawdy. Eliza Kącka niczym baletnica porusza się w temacie, czuje go, wyłuskuje rzeczy najważniejsze, przedstawiając je nam w sposób przejrzysty i po prostu literacko piękny. Płynie w tych opowieściach, daje się ponieść myśli, zawsze jednak ją kontroluje, konsekwentnie zmierzając do puenty. Rewelacyjne są te nagłe skojarzenia, niby odległe, a tu nagle bliskie, jak Miron i Duchamp podnoszący zwykłość na wyżyny sztuki, z życia zaś czyniący teatr, ku uciesze wiernej publiczności. Termin „diogenizacja” życia, użyty tutaj w kontekście mironowskiego „zapadania” się we własne ja, już ze mną pozostanie. „Idiomy” charakteryzuje cudowna lekkość i erudycyjna ekwilibrystyka słowem, przestrzenią, czasem, nigdy nie wiemy, dokąd zawędrujemy za Elizą Kącką: od Norwida do Melville`a, od Gombrowicza do Diderota, od Schulza do „Pana Tadeusza”. Otwierają się nam oczy na nowe rozumienie i tekstu i człowieka, który go napisał. To swobodna gawęda pełna ważkich treści i zaskakujących spostrzeżeń otwiera nam te oczy i każe patrzeć inaczej, szerzej, bardziej intuicyjnie, odważyć się wejść na niezdeptane ścieżki. Tak więc Gombrowicz, Norwid, ale i nuta współczesności, w dodatku kobiecej, tego niedocenianego „krzątactwa” w codzienności, celebry powszedniości rzeczy i czynności, na której wszak stoi świat. Mowa rzecz jasna o Jolancie Brach-Czaina i jej epifaniach przyziemności w „Szczelinach czasu” i „Błonach umysłu”. Znalazłam w „Idiomach” także moich ulubieńców: Schulza i Leśmiana. O ile Schulza mam „wyczytanego” w te i nazad, o Schulzu takoż, to wkroczenie do „Leśmiandii” onieśmieliło mnie i zachwyciło, pozwalając mi uporządkować i pogłębić to, co dotąd zaledwie podpowiadała mi intuicja. Eliza Kącka stworzyła dla mnie Leśmiana – filozofa niepełności, poetę niewyobrażalności. Schulz zmyślał się i stwarzał w micie, Leśmian ukrywał się za poezją, znikał w niej. Obaj więc, jako ludzie, pozostają dla nas tajemnicą. Okazuje się, że Eliza Kącka podziela moją fascynację wędrówkami po krainach wyobrażonych, uporządkowanych i opisanych przez Manguela i Guadalupiego. Potężne to tomiszcze towarzyszy mi na co dzień, przenosząc w krainę fantazji, przypominając wymyślone czy tylko „przeinaczone” tła wielu literackich opowieści. Tła, które odgrywają w każdej historii rolę ważną, niekiedy wręcz ją stwarzając i uwiarygadniając. Nie wszystkie znam, autorzy więc inspirują mnie w poszukiwaniach. Te zaś miejsca, które przechowałam w pamięci, znów otwierają się przede mną zapraszająco. Wyspa Robinsona, zamek Kafki, niezapomniane Macondo i Dolina Muminków… Taka obfitość do wyboru, w zależności od nastroju, w pogoni za skojarzeniami, jako wstęp do nostalgicznego powrotu. I odpoczynek zawsze w którymś z „Niewidzialnych miast” Italo Calvino – terytorium już przeze mnie zasiedzonym. Elizę Kącką cechuje duża wrażliwość i uważność na słowo. Obraca je ona w dłoniach z respektem, formuje, rozróżnia rozmaite jego rejestry, dosłowne i te ledwie domyślne, zestawiając je ze sobą. Jest nie tylko obserwatorką, relacjonuje zdarzenia i fakty, ale też buduje nowe znaczenia, piętrzy je, komponuje porównania. Niczym wirtuoz, który z nieciekawych, rozpiętych na pięciolinii znaczków wyczarowuje melodię, tak autorka proste wyrazy układa w symbole, parabole i wysublimowane kolaże. I jeśli gdzieś widzę „wgląd” Olgi Tokarczuk, opisywany tutaj jako „nagłe, całościowe, spontaniczne uświadomienie sobie za jednym razem istoty”, to właśnie w tych mądrych, niekiedy wręcz poetyckich esejach Elizy Kąckiej. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na81 rok temu
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy Marek Węcowski
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy
Marek Węcowski
Spojrzenie z dystansu faktycznie pomaga inaczej ocenić nasze bieżące bolączki - i to nie chodzi o dystans kilku czy kilkudziesięciu lat, ale cofnięcie się nawet do antyku, a nawet rzut okiem wstecz na całą historię ludzkości. Na przykład liczne pandemie, w porównaniu do których pandemia Covid-19 jawi się jako ledwie drobnostka. Tu autor odnosi się m.in. do bieżącego kryzysu demokracji, opowiadając o tym, jak wyglądała demokracja w swojej ojczyźnie, czyli starożytnej Grecji. Rozkłada też na czynniki pierwsze modną teraz "pułapkę Tukidydesa". Jest to trochę inne podejście do historii starożytnej, niż to klasyczne - od daty do daty, od wojny do wojny - i nie jest też celem tej pozycji przedstawianie historii starożytnej, ale właśnie odniesienie do niej naszych bieżących wydarzeń (co wynika zresztą z opisu książki). Trudno w takiej sytuacji zarzucać "jałowe wtręty o Ukrainie", skoro wojna za wschodnią granicą od 4 lat kształtuje sytuację na świecie i sprawia, że zadajemy sobie pytania o naszą przyszłość. Chyba że ktoś żyje pod kamieniem... A czy naprawdę "historia lubi się powtarzać", czy też tylko tak się nam zdaje? Często powtarzamy też tego typu frazesy, nie zdając sobie sprawy, o ile życie dawniej różniło się od obecnego. A poza tym chodzi o to, żeby się nie powtarzała... Najciekawsze wydało mi się pytanie "I my rozliczamy polityków, ale czy potrafimy rozliczyć samych siebie z katastrofalnego błędu ich popierania?".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na71 miesiąc temu
Historia czytania Alberto Manguel
Historia czytania
Alberto Manguel
„Czytamy, żeby zrozumieć albo zacząć pojmować. Czytanie, tak jak oddychanie, to nasza podstawowa funkcja”. Nie zawsze tak było. Sokrates uznawał książki za przeszkodę w uczeniu się, a niemiecki poeta i pisarz Hans Magnus Enzensberger jeszcze na początku XX wieku „wychwalał analfabetyzm i postulował powrót do literatury ustnej”. Dzisiaj uznaje się, „że może być równie skomplikowane, jak myślenie”. Jedno jest pewne - nie jest prostym procesem psychologicznym. Autor – bibliofil, erudyta, powieściopisarz, eseista, antologista, tłumacz, redaktor i lektor Jorge Luisa Borgesa – spróbował przyjrzeć się temu zagadnieniu bliżej. Stworzył cykl esejów poświęconych czytaniu, ale z różnych punktów widzenia, otwierając je... minigalerią obrazów z książką w roli głównej. Już na początkowym etapie rozważań zwrócił uwagę, że czytanie to nie tylko składanie liter, ale jedna z wielu jego postaci. Należą do nich czytanie z gwiazd, terenu, gestów, ruchu, wzoru, nut, twarzy, ciała, snów czy chociażby prądów morskich, bo, jak napisał cytowany hiszpański mistyk z XVI wieku Luis de Granada – „świat jest książką, rzeczy tego świata literami alfabetu, którymi została napisana”. Podkreślenie uniwersalności czytania, jako umiejętności odszyfrowywania i tłumaczenia znaków, służyło poszerzeniu pojęcia „czytanie”, choć autor skupił się w dalszych esejach tylko na procesie przemieniania liter w dynamiczną rzeczywistość. Czynności wymagającej skoordynowania bardzo wielu umiejętności i zjawisk psychologicznych warunkowanych miejscem, formą książki lub czasem. Zjawisku, które nadal nie do końca zostało zbadane, bo „pełne przeanalizowanie tego, co się dzieje, kiedy czytamy, byłoby szczytem osiągnięć psychologii, oznaczałoby bowiem opisanie bardzo wielu najbardziej złożonych funkcji ludzkiego umysłu” – jak przyznał cytowany amerykański badacz Edmund B. Huey. O tym wszystkim traktowało te ponad dwadzieścia esejów. Bardzo osobistych. Nawiązujących do doświadczeń i przemyśleń autora związanych z czytaniem. Z licznymi nawiązaniami do znanych i mniej znanych pisarzy, filozofów, literaturoznawców, badaczy czy historyków, których poglądy przytaczał, a czasami zestawiał ze sobą, by samemu z nimi polemizować, ubarwiając je osobistymi anegdotami. Tworzył w ten sposób przestrzeń również dla czytelnika na własne skojarzenia, porównania, analizę i wnioski. Ta otwartość na inność interpretacyjną budowała również wątek historyczny ukazujący rozwój czytania, jako bardzo ważny czynnik rozwoju człowieka, a tym samym społeczeństw. Pełnię „niebezpieczeństw” wolności i niezależności umiejętności czytania ukazał w esejach „Zakazane lektury” i „Tłumacz jako czytelnik”. Cenzura, palenie tekstów czy zakaz cichego czytania jako „niebezpieczeństwo acedii, grzechu lenistwa, »moru co niszczy w południe«” przewijały się przez wszystkie rozdziały, pokazując moc siły umiejętności czytania w przekształcaniu słów w część własnej osobowości. To bardzo gęste w wiedzę teksty. Systematyzujące ją, poszerzające, a przede wszystkim odkrywcze i zmieniające spojrzenie. Pełne gotowych sentencji do zapisania oraz powiedzeń, metafor, wniosków i myśli do cytowania. Wśród nich najpopularniejszym skojarzeniem okazało się nawiązanie kulinarne, jako najbliższe mu do czerpania zmysłowej przyjemności podczas czytania. Autor przemyślenia zakończył... marzeniem. Wyobrażoną „Historią czytania”, która zawierałaby wszystkie zagadnienia nieujęte w swojej historii – o zwykłych odbiorcach czytających pod prąd ogólnie przyjętych „norm czytelniczych”, o kopistach, indywidualnych i zbiorowych gustach czytelniczych, roli czytelnika-antologisty, tonie głosu lektora wpływającym na odbiór i interpretację tekstu, książkach pożyczonych, bo o kradzieży już napisał sam, współczesnych i dawnych ceremoniach czytania, książkach nienapisanych i nieprzeczytanych, uznaniu władzy odbiorcy przez pisarza i wiele, wiele innych, bo „»Historia czytania« na szczęście nie ma końca”. Uzasadnienie powyższego wniosku ujął w dwóch początkowych esejach – „Ostatnia strona” i „Brakująca pierwsza strona”. Dla autora dzieje czytania nie mają ani początku, ani końca. Dzieją się permanentnie, a sama czynność ma charakter niedokonany i jest nagrodą samą w sobie. Dla autora to myśl pocieszająca, zawarta w poglądzie Gustave’a Flauberta, dlatego umieszczona jako motto do esejów – „Czytać, aby żyć”. A kiedy, my czytelnicy, staniemy w Dniu Sądu u bram św. Piotra po nagrodę, usłyszymy głos Wszechmocnego – „Tym nie potrzeba już żadnej nagrody. My nie możemy im dać niczego więcej. To są ci, którzy kochali czytanie”. Przynajmniej tak fantazjowała Virginia Woolf i angielski bibliofil Richard de Bury. Do tego namawiał również autor. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na82 miesiące temu
Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji Anna Cymer
Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji
Anna Cymer
Jest wszędzie dookoła nas. Nie zauważamy jej. Ignorujemy ją. Śmiejemy się z niej. Burzymy ją. Ale bez niej nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy - była też nieuniknionym etapem w całym, procesie rozwoju. Architektura czasów transformacji, trafnie nazywanych przez autorkę "długimi latami 90.", bo o niej mowa, to zjawisko fascynujące - i wciąż w zbyt małym stopniu opisane i przeanalizowane. Książka Anny Cymer, będąca logiczną (i wyczekiwaną!) kontynuacją wspaniałej publikacji "Architektura w Polsce 1945-1989" to pierwsze tak kompleksowe ujęcie architektury czasów transformacji systemowej - nie jest to typowy katalog obiektów (choć wszystkie ważniejsze obiekty są wspomniane) ani album z minionej epoki (choć materiał zdjęciowy jest imponujący, zawsze jednak zbyt mały!). To raczej zwrócenie uwagi na to, że okres, który wielu chciałoby wyprzeć z pamięci i wymazać z mapy architektury, zajmuje w przestrzeni publicznej mnóstwo miejsca i stanowią istotną część nie tylko architektury jako takiej, ale współtworzą naszą świadomość kulturową. Trudno znaleźć miasto, w którym nie znajdziemy ikonicznego obiektu wpisującego się w opisywaną przez autorkę stylistykę (choć osobiście brakuje mi nieco w książce większej liczby realizacji z mniejszych miejscowości - sam tropię je wytrwale!). Książka pozwala spojrzeć na wszystkie te obiekty w nowy sposób, zbyt często bowiem mijamy je bezrefleksyjnie lub obdarzamy co najwyżej pogardliwym spojrzeniem. Tymczasem Anna Cymer pokazuje, że często stoi za nimi niezwykle interesująca historia, podpowiada też, w jaki sposób czytać taką architekturę - dla wielu zbyt jeszcze "świeżą" i nieoswojoną w kategoriach kulturowych. Nie da się wreszcie ukryć, że to epoka niezwykle barwna, widowiskowa, niepowtarzalna, która dała nam nie tylko wiele rzeczywiście kiczowatych i tandetnych realizacji, ale przyniosła też szereg obiektów, które już teraz uznać można za ponadczasowe i fascynujące. Absolutnie obowiązkowa lektura dla wszystkich - nie tylko miłośników architektury!
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Najwyższy człowiek świata

Więcej
Adam Zagajewski Najwyższy człowiek świata Zobacz więcej
Adam Zagajewski Najwyższy człowiek świata Zobacz więcej
Więcej