rozwińzwiń

Ćmy i ludzie

Okładka książki Ćmy i ludzie autora Mariusz Wojteczek,
Okładka książki Ćmy i ludzie
Mariusz Wojteczek Wydawnictwo: Wydawnictwo IX Seria: Misterium Grozy horror
410 str. 6 godz. 50 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Misterium Grozy
Data wydania:
2022-10-31
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-31
Liczba stron:
410
Czas czytania
6 godz. 50 min.
Język:
polski
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ćmy i ludzie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ćmy i ludzie



książek na półce przeczytane 1278 napisanych opinii 1053

Oceny książki Ćmy i ludzie

Średnia ocen
7,1 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ćmy i ludzie

avatar
14
4

Na półkach:

To sentymentalna, refleksyjna i nastrojowa, momentami wręcz oniryczna opowieść, która przyciąga uwagę od pierwszych stron i nie pozwala się odłożyć aż do finału. Między wierszami odnajdujemy niemal filozoficzne rozważania o naturze człowieka -o tym, czym jest dobro, czym zło i jak łatwo zatrzeć granicę między nimi.

To historia dojrzała i przemyślana, co zaskakuje tym bardziej, że mamy do czynienia z pierwszą pełnowymiarową powieścią autora. Narracja rozwija się powoli, z wyraźnym naciskiem na miejsca, atmosferę i wspomnienia. Istotną rolę odgrywa kontrast między teraźniejszością a rzeczywistością sprzed wojny. Jeśli ktoś oczekuje dynamicznej akcji i gwałtownych zwrotów fabularnych, może poczuć niedosyt – to opowieść, którą raczej się smakuje, niż pochłania w pośpiechu.

Świat przedstawiony uległ głębokiej przemianie. Kraj rządzony jest twardą ręką przez Partię. Media społecznościowe w znanej nam formie przestały istnieć, zrezygnowano z maili na rzecz listów, choć te podlegają ścisłej kontroli. Państwowy konglomerat spożywczy przejął po wojnie większość polskich marek. Te elementy rzeczywistości, pokazujące skalę zmian, należą do najmocniejszych punktów powieści, jednocześnie fascynują i budzą niepokój.

„Partia czuwa. Partia patrzy. Partia widzi wszystko.”

To sentymentalna, refleksyjna i nastrojowa, momentami wręcz oniryczna opowieść, która przyciąga uwagę od pierwszych stron i nie pozwala się odłożyć aż do finału. Między wierszami odnajdujemy niemal filozoficzne rozważania o naturze człowieka -o tym, czym jest dobro, czym zło i jak łatwo zatrzeć granicę między nimi.

To historia dojrzała i przemyślana, co zaskakuje tym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
412
390

Na półkach:

Hmmmm mam problem z tą książką. Do połowy było ok. Popłynęłam natomiast od połowy coś uschło. Może tą zły moment na czytanie albo nie jest to mój typ książek życia. Liczyłam na wzniesienie emocjonalne a tu nuda. Przykro ale cóż może nie ten czas nie ta pora 🫣

Hmmmm mam problem z tą książką. Do połowy było ok. Popłynęłam natomiast od połowy coś uschło. Może tą zły moment na czytanie albo nie jest to mój typ książek życia. Liczyłam na wzniesienie emocjonalne a tu nuda. Przykro ale cóż może nie ten czas nie ta pora 🫣

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3496
433

Na półkach:

Są książki, które od pierwszych słów nie pozwalają od siebie odejść. Przyciągają spojrzenia, wciągają między słowa i linijki tekstu. Chwytają czytelnika mackami i trzymają mocno. A nawet jeśli coś od lektury odrywa, książka pozostaje gdzieś z tyłu głowy, uparcie o sobie przypomina i domaga się, by wreszcie poznać kres opowieści. Każdy z Was zna takie tytuły. Sama też niedawno robiłam małe zestawienie książek, które wywarły na mnie ogromny wpływ. I chyba będę musiała tę listę poszerzyć. Niecałe 2 lata temu na rynku pojawiły się „Ćmy i ludzie”, debiutancka powieść Mariusza „Orła” Wojteczka – pochodzącego z Gorlic (obecnie mieszkającego w Białymstoku) autora utworów z pogranicza grozy, recenzenta i publicystę.

Marta Lenart uciekła z rodzinnej przygranicznej wsi lata temu. Zdążyła wyjść za mąż, podjąć pracę w redakcji prestiżowego magazynu, wziąć kredyt, przeżyć wojnę, rozwieść się… Już dawno pozostawiła za sobą małą wioskę, a w niej rodzinę, znajomych i pierwszą miłość, pełnego ideałów, lecz naiwnego chłopaka. Teraz do tej wioski wraca z powodu pogrzebu matki. Ale czy na pewno tylko po to? Bo jeśli nawet, czemu bohaterka na każdym kroku napotyka ćmy? Widzi je na jawie i we śnie, w najmniej oczekiwanych momentach. I wtedy ciężko nie poczuć, jak na karku jeży się włos – zupełnie jak w serii „Higurashi”. Gdy odzywają się cykady, nagle robi się złowrogo.

Same ćmy wywołują raczej mroczne skojarzenia. Niektórzy twierdzą, że te nocne motyle zwiastują śmierć lub same są nośnikami ludzkich dusz, uwolnionych z padołu łez. Ćmy również lecą bezrefleksyjnie ku płomieniowi, nawet jeśli ma to je kosztować życie lub uszkodzenie niewielkiego ciała.

„Ćmy i ludzie” trudno przyporządkować do jakiegokolwiek gatunku. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to strumień świadomości z perspektywy Marty. Za sprawą narracji pierwszoosobowej prowadzonej w czasie teraźniejszym (personalnie najciężej mi się czyta książki pisane w ten sposób) czytelnik widzi świat oczami bohaterki. Poznaje jej myśli i nieraz przychyla się do jej osądu. Jednak czy jest to osąd słuszny? Czy narratorka nie zaczyna z czasem popadać w obłęd? Czy nie leci ślepo ku zagładzie jak ćma ku płomieniom? To czytelnik musi ocenić sam. Trudno również przegapić elementy grozy – głównie wywołujące dreszcze ćmy, lecz także tajemniczego Pana T z Partii. Gdzieś w tle migoczą elementy postapokalipsy (doszczętnie zniszczone większe polskie miasta) wymieszanej z historią przywodzącą na myśl to, co działo się bezpośrednio po II Wojnie, sprytnie przeniesioną w bliżej nieokreśloną, lecz niedaleką przyszłość. Dorośli, którzy przeżyli to piekło, są wewnętrznie pokaleczeni, a traumę przenoszą na dzieci. A te przetwarzają ten koszmar po swojemu. Niektóre z nich mają zadatki na zostanie w przyszłości seryjnymi (ostrzegam, można się popłakać na scenie z kociakiem). W pełnym beznadziei świecie, gdy Polska po raz kolejny próbuje się podnieść i odbudować, rządzi tajemnicza, lecz wszechmocna Partia. Ludzie boją się tego tworu okrutnie. Nagrywają potencjalnie niebezpieczne rozmowy i drżą przed każdym, kto we wspomnianej Partii ma jakiś układ.

Nie ukrywam, że wstrząsnęła mną ta powieść. Porwała mocniej niż niedawno odświeżone za sprawą audiobooka „Ballady morderców” (zbiór opowiadań inspirowany kultowym albumem Nicka Cave’a & The Bad Seeds). Dostałam ciekawą, nieoczywistą mieszankę gatunkową (nazywaną przez niektórych new weird fiction),która nie pozwalała się od siebie oderwać. Niby zakończyłam lekturę wczoraj, ale emocje dalej nie cichną. Co poradzić, „Ćmy i ludzie” to zdecydowanie najlepszy tytuł, jaki przeczytałam od początku roku. Wam też polecam. Ta książka zasługuje na większy rozgłos.

Autor: Mariusz „Orzeł” Wojteczek
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Data wydania: 2022
Cena okładkowa: 45 zł

Moja ocena: 10/10

Są książki, które od pierwszych słów nie pozwalają od siebie odejść. Przyciągają spojrzenia, wciągają między słowa i linijki tekstu. Chwytają czytelnika mackami i trzymają mocno. A nawet jeśli coś od lektury odrywa, książka pozostaje gdzieś z tyłu głowy, uparcie o sobie przypomina i domaga się, by wreszcie poznać kres opowieści. Każdy z Was zna takie tytuły. Sama też...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

118 użytkowników ma tytuł Ćmy i ludzie na półkach głównych
  • 77
  • 39
  • 2
20 użytkowników ma tytuł Ćmy i ludzie na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Rocznik Fantastyczny 2023 Dagmara Adwentowska, Zuza Biedrzycka, Bartek Biedrzycki, Piotr Górski, Katarzyna Greń, Błażej Kurowski, Artur Laisen, Marcin Pągowski, Romuald Pawlak, Mariusz Pieniążek, Krzysztof Rewiuk, Jerzy Rzymowski, Anna Sikorska, Magdalena Stawniak, Krzysztof Ryszard Wojciechowski, Mariusz Wojteczek, Martyna Wróbel
Ocena 6,3
Rocznik Fantastyczny 2023 Dagmara Adwentowska, Zuza Biedrzycka, Bartek Biedrzycki, Piotr Górski, Katarzyna Greń, Błażej Kurowski, Artur Laisen, Marcin Pągowski, Romuald Pawlak, Mariusz Pieniążek, Krzysztof Rewiuk, Jerzy Rzymowski, Anna Sikorska, Magdalena Stawniak, Krzysztof Ryszard Wojciechowski, Mariusz Wojteczek, Martyna Wróbel
Okładka książki Tarnowskie Góry niesamowite Dagmara Adwentowska, Agnieszka Biskup, Sylwester Gdela, Izabela Grabda, Wojciech Gunia, Łukasz Krukowski, Łukasz Kucharczyk, Szymon Majcherowicz, Marcin Majchrzak, Paweł Mateja, Anna Musiałowicz, Paulina Rezanowicz, Magdalena Świerczek-Gryboś, Istvan Vizvary, Mariusz Wojteczek, Anna Maria Wybraniec
Ocena 8,0
Tarnowskie Góry niesamowite Dagmara Adwentowska, Agnieszka Biskup, Sylwester Gdela, Izabela Grabda, Wojciech Gunia, Łukasz Krukowski, Łukasz Kucharczyk, Szymon Majcherowicz, Marcin Majchrzak, Paweł Mateja, Anna Musiałowicz, Paulina Rezanowicz, Magdalena Świerczek-Gryboś, Istvan Vizvary, Mariusz Wojteczek, Anna Maria Wybraniec
Okładka książki Wenus Sabina Bacior-Chadryś, Lech Baczyński, Agnieszka Bar, Paweł Dybała, Daniel Fiedczak, Agnieszka Fulińska, Adam Jarmuła, Katarzyna Ophelia Koćma, Gaja Wiktoria Królikowska, Małgorzata Lewandowska, Paweł Majka, Krzysztof Rewiuk, Anna Samek, Artur Siwek, Marcin Tomasiewicz, Mariusz Wojteczek, Ewa Zwolińska
Ocena 7,5
Wenus Sabina Bacior-Chadryś, Lech Baczyński, Agnieszka Bar, Paweł Dybała, Daniel Fiedczak, Agnieszka Fulińska, Adam Jarmuła, Katarzyna Ophelia Koćma, Gaja Wiktoria Królikowska, Małgorzata Lewandowska, Paweł Majka, Krzysztof Rewiuk, Anna Samek, Artur Siwek, Marcin Tomasiewicz, Mariusz Wojteczek, Ewa Zwolińska
Okładka książki Żertwa. Antologia słowiańskiego horroru Dagmara Adwentowska, Jakub Bielawski, Piotr Borowiec, Bartłomiej Fitas, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Radosław Jarosiński, Dawid Kain, Maciej Kaźmierczak, Tomasz Krzywik, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz jr, Michał Stonawski, Maciej Szymczak, Mariusz Wojteczek, Anna Maria Wybraniec, Marek Zychla
Ocena 6,6
Żertwa. Antologia słowiańskiego horroru Dagmara Adwentowska, Jakub Bielawski, Piotr Borowiec, Bartłomiej Fitas, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Radosław Jarosiński, Dawid Kain, Maciej Kaźmierczak, Tomasz Krzywik, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz jr, Michał Stonawski, Maciej Szymczak, Mariusz Wojteczek, Anna Maria Wybraniec, Marek Zychla
Okładka książki Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 1 Piotr Borlik, Sandra Gatt Osińska, Norbert Góra, Patryk Hirsekorn, Grzegorz Kopiec, Adam Loraj, Anna Musiałowicz, Aleksandra Palasek, Mariusz Wojteczek, Patrycja Żurek
Ocena 6,1
Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 1 Piotr Borlik, Sandra Gatt Osińska, Norbert Góra, Patryk Hirsekorn, Grzegorz Kopiec, Adam Loraj, Anna Musiałowicz, Aleksandra Palasek, Mariusz Wojteczek, Patrycja Żurek
Okładka książki Scary100challenge2 Dagmara Adwentowska, Radosław Marcin Bartz, Aleksandra Bednarska, Sylwia Błach, Patryk Bogusz, Tomasz Czarny, Maks Dieter, Alicja Gajda, Artur Grzelak, Paweł Jakubowski, Dawid Kądziela, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Emilia Kolosa, Alicja M. Kubiak, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Dominika Maniecka, Paweł Mateja, Wiktor Matyszkiewicz, Anna Musiałowicz, Jacek Pelczar, Rafał Pietrzyk, Joanna Pypłacz, Adam Raglan, D.A. Recki, Magdalena Anna Sakowska, Małgorzata Sanchez, Krzysztof Szabla, Maciej Szymczak, Dominika Vicente, Mariusz Wojteczek, Flora Woźnica, Klaudia Zacharska
Ocena 8,2
Scary100challenge2 Dagmara Adwentowska, Radosław Marcin Bartz, Aleksandra Bednarska, Sylwia Błach, Patryk Bogusz, Tomasz Czarny, Maks Dieter, Alicja Gajda, Artur Grzelak, Paweł Jakubowski, Dawid Kądziela, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Emilia Kolosa, Alicja M. Kubiak, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Dominika Maniecka, Paweł Mateja, Wiktor Matyszkiewicz, Anna Musiałowicz, Jacek Pelczar, Rafał Pietrzyk, Joanna Pypłacz, Adam Raglan, D.A. Recki, Magdalena Anna Sakowska, Małgorzata Sanchez, Krzysztof Szabla, Maciej Szymczak, Dominika Vicente, Mariusz Wojteczek, Flora Woźnica, Klaudia Zacharska
Mariusz Wojteczek
Mariusz Wojteczek
Rocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze także regularnie dla NaEkranie.pl oraz gościnnie dla Booklips.pl. Wszystko wskazuje na to, że pisze, bo nie umie przestać. A w dodatku go publikują, więc może nawet mu wychodzi. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica i jeszcze kilku wyróżnień, (choć dyplomy już dawno pokrył kurz). Teraz rzadko wysyła coś na konkursy, bo uznaje, że już mu nie wypada. Może mylnie. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Polska: Phantom Books 2018, Czechy: GlodenDog 2024) i „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tropem Cthulhu August Derleth
Tropem Cthulhu
August Derleth
Tytułem wprowadzenia - August Derleth to pierwszy wydawca prozy Lovecrafta. Jednocześnie pozwolił sobie na "podkręcenie" trochę mitologii Cthulhu (chyba nawet on to określenie wymyślił) oraz dopisał swoje opowiadania. We wcześniejszym zbiorku "Maska Cthulhu" otrzymujemy opowiadania bardzo zbliżone do tekstów Lovecrafta. Ten sam styl, to samo podejście, stylizowanie na wpisy z pamiętników itp. W "Tropem Cthulhu" mamy dwie znaczące zmiany. Po pierwsze - opowiadania się ze sobą łączą bohaterami. Przede wszystkim w każdym występuję profesor Shrewsbury, ale sami główni bohaterowie potrafią się w kolejnych opowiadaniach pojawić w jakiejś mniejszej roli. Po drugie - bohaterowie nie są już "nic niemogącymi" spadkobiercami czegoś, co kieruje ich na tropy których nie rozumieją. Profesor Shrewsbury tworzy siatkę badaczy, którzy z Przedwieczymi próbują walczyć. Otrzymujemy próby zamykania bram, a nawet próbę zabicia samego Cthulhu. Jeśli ktoś gra w planszówki "Eldrith Horror" lub "Horror w Arkham" a nawet "Cthulhu: Death May Die" - powinien po opowiadania sięgnąć, bo trudno nie zauważyć, jak bardzo się nawzajem uzupełniają. Wadą opowiadań na pewno jest powtarzalność. I nie chodzi o standardową powtarzalność, czyli "ktoś w spadku otrzymuje zapuszczoną posiadłość z mroczną tajemnicą" - do tego pewnie wszyscy czytelnicy Lovecrafta już się przyzwyczaili. Derleth niestety w każdym opowiadaniu, w dokładnie taki sam sposób, prawie takimi samymi zdaniami, wprowadza kolejnych bohaterów w listę Przedwiecznych wraz z ich opisami. W taki sam sposób wymienia wszystkie ważniejsze publikacje i teksty. Oraz każdy z bohaterów (poza ostatnim) otrzymuje ten sam zestaw ratunkowy, składający się z flakonika złocistego miodu, gwizdka i sentencji którą należy wypowiedzieć, żeby przywołać sługi Hastura, które mają bohatera uratować. Nie dałbym rady przeczytać tych opowiadań jednym ciągiem - po trzecim miałem lekko dość powtórki. To dla mnie największa wada tego zbiorku. Jednocześnie - zmianę podejścia na opisywanie przygód badaczy, którzy próbują z Przedwiecznymi jakoś walczyć - uważam, za sporą zaletę odróżniającą od pozostałych zbiorów opowiadań. Jak ktoś ma ochotę poznać trochę z mitów Cthulhu - myślę, że jednak dobrze będzie się z tymi opowiadaniami zapoznać, nie tylko z tekstami samego Lovecrafta. Co najwyżej - rozbić sobie czytanie na dłuższy okres czasu - nie czytać wszystkiego "na jeden raz".
Goldsun - awatar Goldsun
ocenił na72 lata temu
Alektromanta i inne opowieści niesamowite Christopher Slatsky
Alektromanta i inne opowieści niesamowite
Christopher Slatsky
Mamy tu na sali koneserów weird fiction? Przychodzę z propozycją czegoś, przy czym skala dziwności po prostu pękła!🤯 To jeden z najlepszych zbiorów weird fiction jaki przeczytałam! Jestem nim zauroczona! Slatsky ze zwyczajnych spraw, miejsc i rzeczy potrafi stworzyć coś groteskowego, budzącego grozę. Odsłania rzeczywistość mieszkającą pod znaną nam ziemską powłoką. Przenosi nas w halucynogenne krainy, wywołując dezorientację. Bohaterowie pełni traum zostają brutalnie wyrwani z korzeni swej rzeczywistości, skąd nie ma ucieczki. Taki bogaty wachlarz koncepcji, że mózg się przepala. Autor zgrabnie wplata w swe opowieści tematykę kultów, zapomnianych mitów, rdzennej ludności, teorii spiskowych, czy archeologii. Znajdziecie tu upiorne lale czy twarze, lustrzane odbicia, powidy pareidoliczne, czy kosmiczną grozę przywodzącą na myśl Lovecrafciańskie stwory i inne surrealistyczne rzeczy na granicy psychodelii. U Slatsky'ego wyczuwalna jest fascynacja osobliwymi budowlami architektonicznymi i po mistrzowsku wykorzystuje miejskie struktury łącząc je z nurtem symetrii wyciągając implikacje jakie tworzą dla kreowanych wizji żywych monumentalnych miast. Te opowieści są abstrakcyjne, pełne niedopowiedzeń i niezwykłej atmosfery przypominającej sen. Tutaj ludzka marność, nieistotność człowieka w ogromie świata jest taka namacalna. Nieraz poczujecie tu dyskomfort. Nawet mam problem z wyborem ulubionego opowiadania. Czy to "Korporatuloza", czyli korpohorror, gdzie jesteśmy niczym pacynki zanurzone w pracy po uszy. Gęste, ohydne i porażające! A może "Film maudit", po którym długo będziecie rozedrgani. Twórczość Slatsky'ego jest wielowarstwowa, wymagająca. Raczej nie poczytacie tego ot, tak do kawusi. Autor jest oczytany i to się przebija w jego opowieściach, nie tylko pod postacią bogatego słownictwa. Tłumaczenie tego musiało być niezłym wyzwaniem! Wojciech Gunia szacun za przekład!🤌 Dajcie się porwać wszechogarniającej dziwności! Marzę o tym, aby się u nas pojawiło więcej książek Slatsky'ego!🥹
katooola - awatar katooola
oceniła na827 dni temu
Przysługa Tomasz Tomaszewski
Przysługa
Tomasz Tomaszewski
Przysługa przeraża, Przysługa szokuje, Przysługa jest horrorem, który jest bardzo realny. To kolejna lektura spod pióra pana Tomasza Tomaszewskiego, po Złym miejscu, która przypadła mi do gustu. Autor urodził się w Nowym Sączu, jednak po ukończeniu nauki w szkole średniej zmienił miejsce zamieszkania. Studiował w Krakowie na Akademii Ekonomicznej. Jest menadżerem sprzedaży w firmie ubezpieczeniowej. Jego pasjami jest literatura oraz podróżowanie. Uwielbia górskie wędrówki. Jest szczęśliwym ojcem dwójki dzieci i mężem. Przysługa jest jego drugą powieścią grozy. Trudno na pierwszy rzut oka ocenić okładkę, ale jak się pozna treść niniejszej książki, od razu wszystko staje się jasne, a zarazem przerażające. Plecy człowieka są mocno pokaleczone, głębokie rany szokują. I ten wyryty tytuł... Brrr. Jest to powieść grozy, więc fani tego gatunku na pewno będą dobrze się bawić, czytając lekturę. Przejdźmy zatem do fabuły. Chcielibyście mieć możliwość, żeby wasze myśli powodowały, że inny człowiek musiał wykonywać polecenia, jakie sobie wymyślicie? Jak je moglibyście wykorzystywać? W dobrym, czy złym celu? Taką zdolność odkrywa w sobie główny bohater Przysługi Piotr Bogucki. Dochodzi do tego powoli, choć pewnych poleceń, o których pomyślał, nie kontrolował. A to nie zapłacić mandatu, życząc policjantowi stu lat życiu (i tak się stało),a to życzył swojemu klientowi najgorszych chorób, co wkrótce się stało. O tym jednak nigdy się nie dowiedział. Swoją jakże nierzeczywistą przypadłość odkrył w sklepie przy półce z alkoholem. Swoimi myślami spowodował, że kobieta sięgnęła alkohol z najwyższej półki, choć próbowała to uczynić kilkukrotnie. Jestem magikiem - pomyślał Bogucki... A może to nie przypadek - usłyszał w swojej głowie pytanie. Może to ja jej pomogłem? Jeszcze w tym samym sklepie postanawia sprawdzić, czy jego myśli zadziałają na inną osobę. Mężczyzna upuszcza markowy alkohol. Nie czy tego raz, ale Bogucki rozkazuje mu w swoich myślach kilka razy. Wtedy przekonuje się, że jednak posiadł dar, który może wykorzystać w różnych celach. I to niekoniecznie dobrych. Akcja powieści nabiera tempa, trup ściele się gęsto, a Piotr posuwa się do makabrycznych rzeczy. Będzie mieć też "pomocnika", który sprawi, że będą to naprawdę straszne rzeczy, niemieszczące się w naszych umysłach. Autor w swojej powieści pokazuje, do czego może doprowadzić żądza władzy, jak szybko moralność zejdzie na odległy plan. Zło w najgorszej postaci wylewa się z niedługiej w sumie powieści. Fani tego typu gatunki powinni zdecydowanie przeczytać Przysługę!
BibliotekarzOchota - awatar BibliotekarzOchota
oceniła na92 lata temu
Drzewa go kochały Algernon Blackwood
Drzewa go kochały
Algernon Blackwood
"Drzewa go kochały" Algernona Blackwooda, książka będąca doskonałą klasyką grozy, ukazała się w Polsce w tym roku dzięki wydawnictwu Abyssos. Państwo Bittacy wiodą spokojne, samotnicze życie w domu u stóp starego, ogromnego lasu. David, mąż, ukochany drzew pobliskiego gaju, pewnego dnia zauważa, że rozumie ich egzystencję. W końcu domostwo nawiedza artysta Sanderson, z którym pan domu odnajduje nić porozumienia, co małżonkę napawa ogromnym przerażeniem. Książka jest krótka ale poczucie niebezpieczeństwa czy niewiadomej towarzyszące czytelnikowi jest wręcz namacalne. Okazuje się, że te niewiele ponad sto stron w zupełności wystarczyło autorowi do zbudowania ciężkiej, dusznej atmosfery i przekazania całego wachlarza emocji. Całość przepełniona jest ponurym klimatem, a odrealniony strach odczuwalny jest na niemal każdej stronie. Nie jest to powieść łatwa i na pewno nie będzie odpowiednia dla każdego, jest pełna metafor, aluzji, czy literackich jak i kulturowych nawiązań. Nie braknie tu ukrytych znaczeń, sensów czy przekazu ukrytego między wierszami. Śmiało można stwierdzić, że każdy czytelnik doszuka się czego innego, a książka pozostawi z ogromem przemyśleń. Język nie jest lekki czy prosty, jest dość toporny, typowy dla literatury klasycznej i czasów, w których powieść została napisana. Pomimo ciężkości jest ładny, dzięki czemu książkę czyta się z nieskrywaną przyjemnością i dla osoby szukającej czegoś bardziej wyszukanego niż współczesność może okazać się ucztą. I tutaj ogromne słowa uznania dla tłumacza, Bartosza Ejzaka, który wykonał kawał świetnej roboty.
rudakociaraczyta - awatar rudakociaraczyta
oceniła na72 lata temu
Łowca pedofilów Tomasz Siwiec
Łowca pedofilów
Tomasz Siwiec
Pewnego dnia do drzwi domu Teresy i Jacka Górszczyńskich pukają przedstawiciele grupy zajmującej się tropieniem pedofili w sieci. Tajemniczy mężczyźni informują małżeństwo, że pewien zwyrodnialec nawiązał kontakt z ich córką, i proponują niestandardowe rozwiązanie. Tomasz Siwiec nie boi się trzepnąć czytelnika zakrwawionym, cuchnącym kawałkiem mięcha prosto w policzek. Udowodnił to chociażby w swojej szczodrze zakropionej czarnym humorem, gorefestowej „morderczej serii”. Jednak ledwo 40-stronicowe opowiadanie „Łowca pedofilów”, mimo że porusza dużo mocniej osadzone w rzeczywistości kwestie, wypada zgoła mniej ekstremalnie. W omawianej pozycji postawiono większy nacisk na emocjonalne zaangażowanie czytelnika (trigger warning - przemoc wobec dzieci!) niż krwawą jatkę, której nie uświadczymy tutaj zbyt wiele. Czy Górszczyńscy zdecydują się ukarać oprawcę swojej ukochanej jedynaczki? Czy odważą się posunąć do najgorszego, żeby wyeliminować ze społeczeństwa jedną z jego najbardziej zgniłych jednostek? To właśnie te pytania, których nie sposób sobie nie zadawać w trakcie lektury, powstrzymują nas przed rzuceniem książki w kąt. Niestety przedstawiona przez Siwca historia wciąga bardziej ze względu na kontrowersyjną tematykę niż pisarską zręczność autora. Stylistycznie nie ma fajerwerków, zwłaszcza jeśli chodzi o dialogi - sztywne, pełne powtórzeń i mało wiarygodne - które na domiar złego stanowią większość treści. Problem dotyczy w szczególności sposobu wypowiadania się córki głównych bohaterów, zdecydowanie bardziej pasującego do typowej pani Krysi w średnim wieku niż do dziewięcioletniej Oli. Końcowa partia opowiadania, w której wreszcie dostajemy trochę tej upragnionej soczystości i wytęsknionego humoru, w pewnym stopniu rehabilituje całość. Pomimo tego fabuła „Łowcy pedofilów” raczej nie sprawi, że po wszystkim będziemy zbierać szczękę z podłogi. Tym, którzy jeszcze nie mieli styczności z piórem Siwca, poleciłabym zacząć przygodę od jednego z wielu jego pozostałych dzieł, na przykład cudownie satyrycznych „Much”.
LeeMiRoo - awatar LeeMiRoo
ocenił na61 rok temu
Wyspa rozkładu Michał Ferek
Wyspa rozkładu
Michał Ferek
Książkę rozpoczyna opis aktu seksualnego kobiety ze stadem knurów. W wyniku tej sytuacji po 4 miesiącach rodzi się chłopiec ze świńską twarzą - Roy Orson. Jest legendą w okolicy. Przedstawiany jako potwór, w końcu stał się potworem. Mieszka wraz z synkiem na jednej z wysp na jeziorze Winnipesaukee, gdzie może się ukrywać przed społeczeństwem, które jest przekonane, że Świntuch popełnił samobójstwo w wieku nastoletnim. On tymczasem porywa kobiety, więzi je w klatkach po to, żeby z nimi kopulować oraz je jeść. Roy Orson jest wyjątowo okrutny, ale z biegiem książki dowiadujemy się, że stał się taki w wyniku prześladowania przez rówieśników gdy był dzieckiem. Książka ta wpadła mi w ręce na targach książki. Wcześniej nie miałam do czynienia z horrorem ekstremalnym, to myślę sobie - kupię. Sprzedawca kilkukrotnie mnie ostrzegał. Ba! Mój chłopak widząc okładkę patrzył na mnie ze zdziwieniem, ale ja byłam przekonana, że spełniam wszystkie wymogi autora, które zawarł w ostrzeżeniu tj. mocny żołądek i lekko zwichrowana psychika. Ta książka była obrzydliwa. Obleśna. Okropna. Ale przez to wciągająca i naprawdę trudno było się oderwać! I takie chyba reguły gry w horrorze ekstremalnym. Niby według logiki Roy powinien się mścić raczej na tych osobach, które go gnębiły w przeszłości. Ale ten wątek idzie sobie bokiem, a Świntuch krzywdzi każdego, kto się nawinie. To chyba też taka zasada gatunku. Odjęłam gwiazdki za to, że czasem ciężko nadążyć za wyobraźnią autora. To co opisuje to raczej niecodzienne zdarzenia i wymagają większej precyzji. Wprowadzenie danej postaci lub np. Przerażacza nic nie dawało, a jedynie zatrzymywało akcję. P.S. Wykonanie książki - 10/10. Okładka, ilustracje, grube strony, duża czcionka.
Simplytheworst - awatar Simplytheworst
ocenił na77 miesięcy temu
Ballada o koszmarze Patrycja Giesecke
Ballada o koszmarze
Patrycja Giesecke
Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie filmowe horrory z motywem transplantacji organów, ale do głowy przychodzi mi tylko azjatyckie i amerykańskie „Oko”. Mimo to jestem przekonana, że swojego czasu, jakieś 15 lat temu, był to bardzo popularny motyw grozy, który wziął się z fascynacji dziedziną medycyny gwałtownie nabierającą tempa. Byłam jednak bardzo zdziwiona, gdy natknęłam się na niego w powieści z kwietnia 2023, choć dość szybko staje się jasne, że jest w niej tylko pretekstem. Mamy tu bowiem historię o mrocznej konspiracji, rozpełzającej się po małym górskim miasteczku, która zaczyna się jak typowa opowieść o duchach, w stylu staromodnej już dziś „Gothiki” czy „Stir of Echoes”. Mam tu na myśli takie fabuły, w których wstrząsające nadnaturalne staje się dla bohaterów swojego rodzaju przewodnikiem po całym tym złu, które czynią ludzie ludziom. Emanacją rozpaczy, strachu i zemsty. Wątek folk-grozy rozczarowuje i powiela chyba wszystkie najpopularniejsze klisze dla fabuł o motywowanym religijne „układzie” w miasteczku. Niezwykle szkoda, że nie ma tu odcieni szarości: źli są tak zepsuci i antypatyczni, że nie ma żadnej wątpliwości, że są źli. Dobrzy z kolei są oczywiście piękni i mądrzy. I tylko główny bohater jest posępny i bez charakteru, a jego tragiczne i często przywoływane backstory nie pełni żadnej sensownej roli w tej opowieści. Trochę zmarnowany potencjał. To nie była zła książka, tylko chwilami niespójna i trochę przeładowana, przez co większość całkiem niezłych rozwiązań fabularnych zostało tylko polizanych przez papierek. W wielu momentach miałam też odczucie fałszu, że prawdziwi ludzie nie zachowują się w opisany sposób a przecież „Ballada” nie jest groteską, nie wyolbrzymia i niczego nie wyśmiewa. Bawiłam się jednak przyzwoicie i chętnie przeczytałbym inny horror tej samej autorki za kilka lat. Mam bowiem wrażenie, że kierunek jest dobry, tylko jeszcze warsztatu zabrakło.
Asia Wiewiórska - awatar Asia Wiewiórska
oceniła na62 lata temu
Tam. Là-Bas Joris-Karl Huysmans
Tam. Là-Bas
Joris-Karl Huysmans
Publikacja "Tam (Là-bas)" w 1891 roku wyznaczyła w literaturze europejskiej moment graniczny. Joris-Karl Huysmans, uczeń Zoli i czołowy szermierz naturalizmu, dokonał w tym dziele radykalnej renegocjacji swojej artystycznej tożsamości. Nie porzucając misternej obserwacji rzeczywistości, rozszerzył jej pole o to, co dotychczas było wykluczone: sferę ducha, metafizyczną patologię i ontologię zła. Do niedawna najnowsze wydanie powieści nakładem Wydawnictwa IX, opatrzone kongenialnym przekładem Witolda Jabłońskiego, stanowi doskonałą okazję do rewizji tego dzieła, które w polskiej recepcji zbyt długo funkcjonowało jedynie jako ciekawostka z historii satanizmu. Co za wstyd! W rzeczywistości "Tam" to głęboki traktat o aporiach nowoczesności, podany w formie estetycznego monstrum. Ja bym omawiał tę książkę na zajęciach z XIX wieku. Pozwolę sobie jednak wrócić do kwestii merytorycznych, zanim rozpłynę się nad tym, co bym zrobił, gdybym był papieżem. Głównym bohaterem powieści jest niejaki Durtal. Huysmans, konstruując postać Durtala – swego alter ego – wyartykułował manifest nowej sztuki. Znużenie prymitywnym realizmem, który dostrzega jedynie biologiczną i ekonomiczną determinację człowieka, prowadzi autora do sformułowania koncepcji naturalizmu duchowego (naturalisme spiritualiste). Według Huysmansa, pełny opis człowieka jest niemożliwy bez uwzględnienia sfery transcendencji, nawet jeśli, a może wtedy i tylko wtedy, gdy jest to transcendencja mroczna i upadła. Huysmans antycypuje tu fenomenologiczne ujęcie religijności jako integralnego składnika ludzkiego doświadczenia. W "Tam" ciało nie przestaje gnić, chorować i pożądać, ale każdy z tych procesów zostaje nasycony znaczeniem metafizycznym. Przekład Witolda Jabłońskiego z sukcesem oddaje tę dualistyczną strukturę świata: opisy dusznych, mieszczańskich salonów i paryskich błot koegzystują z nasyconą terminologią teologiczną i alchemiczną, tworząc język gęsty, wręcz klaustrofobiczny. Konstrukcja "Tam" opiera się na genialnym, choć nieco już zużytym z perspektywy czasu, zabiegu paralelizmu historycznego. Durtal, pisząc biografię Gilles’a de Rais – XV-wiecznego potwora i mistyka, towarzysza broni Joanny d’Arc – staje się medium łączącym fin de siècle z mrokiem wieków średnich. Postać de Rais nie jest tu jedynie historycznym ornamentem; stanowi ona lustro, w którym przegląda się dziewiętnastowieczna dekadencja. Wertykalną osią powieści, stanowiącą przeciwwagę dla paryskiego rynsztoka, jest postać dzwonnika Carhaix. Huysmans sytuuje go w przestrzeni wież kościoła Saint-Sulpice, dosłownie ponad zgiełkiem nowoczesności. Tam spotykają się bohaterowie, by obcować ze światem idei umarłych, w anturażu szlachetnej skromności, której symbolem jest postać poczciwej żony starego dzwonnika, której rola sprowadza się do przygotowywania kolacji i opuszczania zgromadzenia, gdy podnoszone są kwestie niezdatne dla zrozumienia dla niewieścich umysłów. Carhaix jest reliktem minionej epoki – depozytariuszem wiedzy o dzwonach i chrześcijańskiej symbolice, która dla współczesnych Durtalowi staje się niezrozumiałym bełkotem. Jego egzystencja w chmurach, pośród „śpiewającego brązu”, to jedyny w powieści rezerwuar autentycznej, niepowikłanej wiary. Dzwonnik reprezentuje kontemplatywny spokój i pokorę rzemieślnika, przeciwstawioną neurozie intelektualisty. Do końca wierzy, że prawdę można odnaleźć jedynie na wysokościach, na górze, w słowu Bożym. Równie istotną funkcję w strukturze ideowej utworu pełni Des Hermies, przyjaciel Durtala, ucieleśniający typ lekarza-humanisty o silnie rozwiniętym zmyśle krytycznym. Des Hermies jest intelektualnym „bezpiecznikiem” powieści; to on wnosi do rozmów rygor naukowy, zaprawiony jednak głęboką pogardą dla tryumfującego w XIX wieku pozytywizmu i demokracji. Jako mizantrop i koneser rzadkich smaków oraz idei, Des Hermies stanowi brakujące ogniwo między światem medycyny a sferą ducha. Jego ironiczny dystans do rzeczywistości pozwala Huysmansowi na bezlitosną satyrę polityczną i obyczajową. Analizując postać Des Hermiesa, zaniedbaniem byłoby pominąć subtelnych, lecz czytelnych tropów homoerotycznych, które wpisują się w szerszy kontekst dekadenckiego kryzysu męskości. Des Hermies ucieleśnia paradygmat wyrafinowanego celibatariusza, którego egzystencja opiera się na radykalnym wykluczeniu pierwiastka kobiecego z przestrzeni intymnej. Relacja między nim a Durtalem wykracza poza ramy zwykłej przyjaźni, przybierając formę niemal małżeńskiej wspólnoty intelektualnej i zmysłowej (wyrażonej w rytuałach wspólnie spożywanych, wyszukanych posiłków). Ekstremalna mizoginia Des Hermiesa, traktującego kobiety jako byty ontologicznie niższe i zanieczyszczające sferę ducha, może być odczytana jako mechanizm obronny lub kamuflaż dla tożsamości nieheteronormatywnej, wówczas nienazywalnej wprost. Warto zauważyć, że Witold Jabłoński wydobywa z tej relacji specyficzne napięcie. Des Hermies i Durtal tworzą wraz z Carhaixem hermetyczną, męską triadę, odciętą od wulgarnego świata rozmnażania i mieszczańskiej moralności. Ich fascynacja mroczną stroną historii (Gilles de Rais) jest w istocie fascynacją męskim ciałem i męską transgresją, co czyni z Des Hermiesa postać kluczową dla zrozumienia ukrytego tekstu powieści – pragnienia zakazanego, które znajduje bezpieczne schronienie w estetyzmie i nienawiści do sfery domowej. Na antypodach świętości dzwonnika sytuuje się mroczna sylwetka kanonika Docre – postaci wzbudzającej autentyczną zgrozę jako wcielenie intelektualnej perwersji. Docre nie jest satanistą prymitywnym; to wykształcony duchowny, który dokonał świadomego wyboru potępienia. Jego zło jest szczególnie odrażające, ponieważ karmi się on sacrum, którego zasady doskonale rozumie i które systematycznie profanuje. Jest on symbolem „duchowego raka” trawiącego organizm Kościoła. Huysmans, a za nim Jabłoński, opisują Docre poprzez atrybuty, które budzą dreszcz obrzydzenia (np. wytatuowany na stopach wizerunek krzyża, by móc go nieustannie deptać). Ta postać jest kulminacją Huysmansowskiego lęku przed totalnym rozkładem – pokazuje, że największe ciemności kryją się nie w niewiedzy, lecz w pełnym świadomości akcie odrzucenia światła. Pozwolę sobie pociągnąć ten wątek, bo jest on niesłychanie perwersyjny, a przez to frapujący. Docre może być odczytywany jako ucieleśnienie rzymskiej maksymy corruptio optimi pessima (psucie się najlepszych jest najgorsze). Obsadzenie duchownego w roli koryfeusza satanistycznego sabatu nie jest u Huysmansa tanim chwytem antyklerykalnym, lecz głęboką refleksją nad ontologiczną naturą zła. Docre nie jest bowiem bezbożnikiem; wręcz przeciwnie, jest człowiekiem obolałym od nadmiaru wiary, który zrozumiał, że najskuteczniejsza profanacja wymaga głębokiej znajomości dogmatu. To właśnie tu kryje się tragiczny paradoks Huysmansowskiego wszechświata: zło w swojej najbardziej jadowitej formie nie rodzi się na marginesie świętości, lecz w samym jej centrum, w cieniu ołtarza, który zamiast chronić przed cieniem, staje się narzędziem najstraszliwszej perwersji. Satanizm duchownego nie jest autonomicznym systemem wartości, lecz czarnym lustrem katolicyzmu – wymaga obecności prawdziwego sacrum, by móc je wywrócić na drugą stronę. Aby czarna msza mogła dojść do skutku, Docre musi dysponować konsekrowaną hostią; potrzebuje zatem autentyczności sakramentu, by nadać sens swojemu upadkowi. Huysmans sugeruje tym samym, że w zdesakralizowanym, nowoczesnym świecie tylko kapłan-odszczepieniec jest w stanie przywrócić realność sferze nadprzyrodzonej, choć czyni to w sposób potworny. Poszukiwanie zła w świecie świętości jest w "Tam" wyrazem najwyższej rozpaczy poznawczej: jeśli instytucje powołane do ochrony duszy zostają spenetrowane przez siły ciemności, to człowiek staje w obliczu metafizycznej bezdomności. Tymczasem Huysmans sugeruje, że modernizm, mimo swojej wiary w postęp, powiela te same schematy zbrodni i dążenia do absolutu, co epoka stosów. Okrucieństwo barona z Tiffauges zostaje zestawione z psychicznym i duchowym sadyzmem współczesnych Durtalowi okultystów. Intertekstualność dzieła pogłębiona jest przez liczne odniesienia do literatury hagiograficznej, traktatów o demonologii i pism mistyków, co czyni z powieści prawdziwy erudycyjny labirynt. Czytelnik obcuje z tekstem-palimpsestem, w którym każda warstwa znaczeniowa odsłania kolejny poziom ludzkiej deprawacji lub pragnienia zbawienia. Głównym protagonistą "Tam" jest w istocie ennui – wszechobecna, paraliżująca nuda egzystencjalna, która popycha bohaterów ku ekstremom. Durtal to postać wybitnie niejednoznaczna: jest jednocześnie cynicznym intelektualistą i przerażonym dzieckiem poszukującym schronienia w cieniu katedr. Jego fascynacja złem jest teoretyczna, gabinetowa, co drastycznie kontrastuje z drapieżną realnością Hyacinthe Chantelouve. Madame Chantelouve to jedna z najbardziej skomplikowanych i diabolicznie podniecających kobiecych postaci literatury tamtego okresu. Nie jest ona klasyczną femme fatale; to raczej wcielenie nowoczesnej histerii, w której mistycyzm nierozerwalnie splótł się z erotomanią. Huysmans precyzyjnie kreśli psychologię swoich bohaterów, pokazując, że ich „ucieczka w tamtą stronę” (tytułowe là-bas) – czy to w przeszłość, czy w satanizm – jest rozpaczliwą próbą nadania sensu wyjałowionemu światu ponowoczesnemu. Siłą napędową prozy Huysmansa jest atmosfera, budowana poprzez mistrzowskie operowanie synestezją. W edycji Wydawnictwa IX czuje się niemal fizyczną namacalność opisywanych miejsc. Czytelnik zostaje uwięziony pomiędzy wonią kadzidła w katedrach a fetorem zepsucia podczas sabatów. Ta gęstość opisów służy celowi nadrzędnemu: demistyfikacji świata materialnego. Huysmans pokazuje, że materia, doprowadzona do stanu przesytu, musi pęknąć, ujawniając pod spodem siły duchowe – boskie lub demoniczne. Autor nie stroni od brutalizmu i brzydoty, jednak w jego ujęciu zło rzadko bywa banalne; częściej jest estetycznie wysublimowane. Opis czarnej mszy – centralnego i najbardziej kontrowersyjnego fragmentu powieści – jest popisem literackiego kunsztu, w którym profanacja staje się dowodem à rebours na świętość porządku religijnego. Nie sposób przecenić roli tłumacza w procesie recepcji tego konkretnego wydania. Huysmans to stylista o ekstremalnej trudności, operujący słownictwem rzadkim, terminologią specjalistyczną (architektura, liturgia, medycyna, kuchnia) i barokowo złożoną frazą. Witold Jabłoński, sam będąc znakomitym pisarzem zgłębiającym sferę niesamowitości, odnalazł klucz do Huysmansowskiego języka. Przekład Jabłońskiego nie wygładza tekstu; zachowuje jego szorstkość, mięsistość i specyficzny rytm, który momentami przypomina inkantację. Tłumacz świetnie radzi sobie z oddaniem atmosfery epoki, unikając jednocześnie archaizacji nienaturalnej dla dzisiejszego odbiorcy. To dzięki jego pracy "Tam" w wydaniu Wydawnictwa IX staje się tekstem żywym, niepokojącym, wręcz toksycznym w swej sugestywności. Dzieło Huysmansa pozostaje aktualne jako diagnoza kultury, która odrzuciwszy wiarę, zaczyna desperacko poszukiwać jakiegokolwiek dreszczu metafizycznego, choćby miał on pochodzić z najgłębszej otchłani. Fakt, że tekst ten do dziś potrafi budzić u czytelnika zarówno odrazę, jak i fascynację, jest dowodem na jego literacki geniusz. Jeśli uznamy ideał za punkt nieosiągalny w sferze skończonej, to edycja Jabłońskiego i Wydawnictwa IX lokuje się niebezpiecznie blisko tej granicy, zasługując na najwyższą notę w hierarchii dokonań translatorycznych i wydawniczych ostatnich lat. Jest to pozycja fundamentalna dla każdego, kto chce zrozumieć korzenie współczesnego lęku i pragnienia transcendencji. A ja zacieram ręce, by przeczytać nowe wydanie, o nieco zmienionym tytule "Tam, w dole" w przekładzie Ryszarda Engelkinga. Na półce leży też u mnie opracowanie krytyczne Gillesa Bonneta. Mam nadzieję, że nie rozstanę się tak szybko z satanistycznym Paryżem końca wieku nauki i pary. Dym wówczas ulatywał nie tylko z fabryk, ale i z lucyferycznych salonów - gdzieś tam, w dole.
Pan_zaangażowany - awatar Pan_zaangażowany
ocenił na103 miesiące temu
Co to było? Fitz-James O'Brien
Co to było?
Fitz-James O'Brien
Nie tylko Edgarem Allanem Poe i Nathanielem Hawthorne stała amerykańska romantyczna groza pierwszej połowy XIX wieku. Fitz-James O’Brien, to trochę zapomniany, a w Polsce w ogóle mało znany pisarz irlandzko-amerykański, który swą krótką karierę literacką poświęcił literackiej grozie. Do dziś zostało po nim przede wszystkim tytułowe opowiadanie zbioru, “Co To Było”, często umieszczane w antologiach klasycznych opowieści niesamowitych. Ale, jak prezentuje tomik wydany w nieocenionej serii “Biblioteczki Grozy” wydawnictwa C&T, miał ten autor w rękawie jeszcze kilka innych interesujących opowieści . Choć akurat otwierający zbiór “Wazon Pełny Tulipanów” trudno nazwać “interesującym” - to banalna ghost story, w której duch zmarłego bogacza, targany wyrzutami sumienia wobec zaniedbywanej za życia córki wraca zza światów by wskazać jej miejsce położenia ukrytego skarbu. Ale już kolejne opowiadanie, “Reprezentant Świata Cyganerii”, ponownie traktujące o ukrytym skarbie, mimo nieco dziwacznego założenia wstępnego zaskakuje świeżością fabuły i z dobrymi momentami grozy. Tytułowy “reprezentant świata cyganerii” to “żywiący organiczną niechęć do pracy” członek nowojorskiej socjety, którego “życiowym celem jest zdobyć pieniądze nie trudząc się przy tym”. Tenże niebieski ptak namawia bohatera by zgodził się on na wykorzystanie zdolności mediumicznych swej narzeczonej do odnalezienia miejsca, w którym schowany był skarb piracki. Okazuje się jednak, że za bogactwo trzeba czasem zapłacić dużą cenę… Bardzo bajeranckie jest długie opowiadanie “Diamentowa Soczewka”, mieszanka proto science fiction z mrocznym thrillerem. Szalony, gnany żądzą wiedzy naukowiec potrzebuje specjalnej soczewki, by móc badać świat zamknięty w kropli wody, a jego żądza wiedzy jest tak silna, że nie cofnie się przed niczym, by rzeczoną soczewkę zdobyć… Najlepszym opowiadaniem zbioru jest “Wondersmith” przypominający podkręconą opowieść spod pióra E.T.A. Hoffmanna. Wondersmith to przydomek emigranta z Niemiec, pana Hippe, który zajmuje się zawodowo produkcją…lalek. Lalki te jednak są szczególne, ich twórca “wszystkie maleńkie twarze (…) naznaczył rysem okrucieństwa (…) brutalności i gniewu. Nie było ani jednej figurki, której ręka nie dzierżyłaby broni”. Ponury lalkarz okazuje się głową mrocznego spisku, w którym złowrogie laleczki mają odegrać złowrogą rolę, prowadząc do przelewu chrześcijańskiej krwi. Sic! Udana jest też mroczna baśń “Dzwonnik Jubal” trochę przypominająca klimatem opowieść o Quasimodo, przy czym u O’Briena wzgardzone uczucie dzwonnika prowadzi do okrutnej zemsty. “Utracony Pokój” można uznać za proto weird - fiction. Bohater traci kontakt z otaczającą go rzeczywistością. Wychodząc na chwilę z wynajmowanego pokoju słyszy od spotkanego przygodnie na korytarzu człowieka niesamowitą opowieść o zamieszkujących kamienicę upiorach-kanibalach. Wracając do siebie nie poznaje całkowicie odmienionego wnętrza, które pełne jest obcych mu ludzi, których uznaje za rzeczonych kanibali. Granice realnego świata zacierają się, rzeczywistość wygina się przed oczami oszołomionego bohatera. Niedowarzone, ale, biorąc pod uwagę czas powstania, fascynujące. “Sztabka Złota” jest nieźle pomyślana, choć nie ma nic wspólnego z horrorem, to raczej bardzo ckliwa baśń. Stary szaleniec poświęca cały swój czas i środki w celu odkrycia formuły alchemicznej służącej transmutacji metalu w złoto, a kochająca córka, chcąc przynieść mu nieco radości gotowa jest do największych poświęceń; za zarobione ciężka pracą pieniądze kupuje nieco złota i porzuca mu do tygielka, nie przewidując, do czego to może doprowadzić. + Najsłynniejszym opowiadaniem zbioru, jedynym do dziś wznawianym i antylogizowanym jest “Co To Było?” Pewien dom cieszy się sławą „nawiedzonego” Wprowadza się do niego odważna kobieta wynajmująca mieszkania wraz ze swymi równie odważnymi lokatorami. Początkowo nic się nie dzieje, pewnej nocy jednak jednego z pensjonariuszy atakuje mordercze…niewidzialne monstrum. Raptem jeden jump-scare (choć przyznać trzeba, że wyjątkowo efektowny),na dodatek z napięciem zniszczonym przez regularne mordobicie, jakie z potworem urządza sobie bohater, ale najważniejszy jest sam motyw - niewidzialnego potwora, nie jakiegoś „ducha” a materialnej, niewidzialnej istoty, gotowej zabijać (podobny pomysł pojawi się w „Horli” Maupassanta, „Draństwie’ Bierce’a no i w końcu w „Zgrozie W Dunwich” Lovecrafta). Trzeba przy tym zauważyć, że potwór u Fitz O’Briena jest jest tyleż groźny, co żałosny. Owszem ma mordercze zamiary, jednak równie silną grozę budzi zakończenie, jego straszny los. + Podsumowując, największą zaletą zbioru są oryginalne pomysły; styl narracji i prowadzenie fabuły trącą już myszką stuleci. Fitz-O’Brien nie zawsze jeszcze jest (inaczej niż np wcześniejszy Poe) świadomy ram rodzącego się gatunku; szkoda że młodo zginął, bo mógłby się wyrobić i sporo dobrych tekstów jeszcze napisać. “Co To Było” się ociera o klasykę literackiej grozy, a prawdziwy ukryty gem zbioru to “Wondersmith”. Całość adresowana raczej do die hard fanów klasycznej grozy, współczesnego czytelnika czasem może znużyć i rozczarować.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na61 rok temu
Siostra Tomasz Czarny
Siostra
Tomasz Czarny
Kiedy odłożyłem tego e-booka na bok po dosyć krótkim pierwszym kontakcie, to nasunęło mi się powiedzonko typu "czarno to widzę...". Niemniej byłoby to krzywdzące dla autora, bo i choć początkowe, powiedźmy sto stron, jest takie sobie, tak potem fabularnie wszystko nabiera rumieńców, a pewne "krzywe" akcje z pogranicza jawy i snu, nabierają sensu. Chociaż twórczość Tomka Czarnego ma pod górę nie tylko z tego względu. Grono odbiorców gatunku jakim jest gorowy slatterpunk na naszym rynku jest dosyć wąskie, co widać chociażby po liczbie ocen. Zwłaszcza, że premierę książka miała w 2022 r. Niemniej staram się zawsze kończyć to co zacząłem, więc tytuł czekał na swoją kolej. I dojrzewał jak wino. Mamy tu historię dwóch sióstr o mało polskich imionach, Vanessa i Kasandra. Jedna z nich to w miarę znana piosenkarka, która właśnie przeżywa kryzys, podparty zbyt dużą ilością prochów i alkoholu. Druga zaś to graficzka komputerowa i malarka mieszkająca gdzieś na obrzeżu lasów pod Bieszczadami. Choć są spokrewnione to mają ze sobą od jakiegoś czasu słaby kontakt. To się nieco zmieni, kiedy Vanessa umyślnie przedawkuje i wyląduje na SORze. Kasandra postanowi zabrać odratowaną siostrę do siebie, co uwolni szereg wydarzeń, prowadzących do ponurego końca. Jak wspomniałem na początku, "Siostra" to lektura mocno nierówna, ale jak już wjedzie na odpowiedni tor, to aż żal że lektura tak szybko się kończy. Objętościowo mamy tu bodajże niecałe dwieście stron, a akcja na końcu urywa się w takim momencie, że jest jeszcze parę pytań i z miłą chęcią przywitał bym jakąś kontynuację. Miłośników mrocznych wrażeń czeka tu szeroki wachlarz doznań. Od dosadnie przedstawionego seksu, gdzie wyuzdanie miejscami sięga perwersyjnego sufitu, po mocną makabrę, choć to nie jest poziom "Poza sezonem" Ketchama, który siłą rzeczy stał się moim wzorcem w tym gatunku i czekam, aż coś przebije poziom takiej "zabawy". Czarny tego nie robi, ale jest tu coś co wynagradza małe niedoróbki. Motyw przewodni, który się potem objawi jest miodny. Gdy pada wyjaśnienie i coś/ktoś wkracza na główny plan - tu wyobraźnia autora weszła na szczyty swoich możliwości, a mi pozostaje powiedzieć tylko: "dajcie temu Panu piwo". To co ma być brudne, takie jest. Co ma być brutalne, bywa takowe. Gdy tylko trafiamy w okolice domu Kasandry, tak autor nieco rozszerza paletę postaci i całość jest odczuwalnie lepsza. Postacie u Czarnego to takie nieco samotne "kadłubki", które poszukują sensu i szczęścia w życiu. Czasami takie poszukiwania dają naprawdę makabryczny efekt. "Siostra" epatuje nagimi ciałami, przemocą i mrokiem. Jej początek odrzuca, ale warto go nieco przeczekać, bo autor rozkwita, a ten czarniawy szlam wylewający się ze stronic jest wyjątkowo lepki, nieprzyjemny w zapachu i dotyku. Pozostawia ślad. I szuka, zwłaszcza tych pozostawionych samych sobie. Uważajcie na siebie.
Chris Grabovsky - awatar Chris Grabovsky
ocenił na72 lata temu
Puste mogiły Dominik Łuszczyński
Puste mogiły
Dominik Łuszczyński
Dominik Łuszczyński to dla mnie autor nowy i napisał książkę prawie 10/10. Prawie, bo w pewnym momencie postanowił zrobić klasyczne seppuku. Początek przypomina “Bigheada” Edwarda Lee, ale potem historia skręca w inną stronę. Nie zmienia to faktu, że ma podwaliny by być extremą. Nie jedna fabuła jest sztucznie wydłużona by książka miała więcej objętości, ale tu tego nie zaznamy. Autor poprowadził wszystko tak by skupić się tylko na historii i z każdą kolejną stroną wciągać czytelnika w swoją opowieść. Mała osada i motyw klątwy to przepis na sukces. A gdy do tego roztoczyć nad tym wszystkim odpowiedni klimat to nawet podwójny sukces. Poruszamy się głównie w dwóch strefach czasowych - przeszłość (1999) i teraźniejszość (2019) z krótkim epizodem w 1899 roku. Weronika Sobczyk - pisarka, kobieta ciężarna, postać podwójnie tragiczna (klątwa i zemsta). Adrian Ostaszewska to kochający facet mający swoje demony i ukryty plan. Stanisław Wareszczuk chce po swojemu zwalczyć zabobony w Siedlanach. Seweriusz Tochman jest nie pisanym przywódcą, który wraz ze swoimi wyznawcami zrobi wszystko by zdjąć klątwę. I gdy cieszysz się że wszystko jest idealnie autor na koniec zakończenia postanowił wszystko zniweczyć. Stworzył logiczny błąd, który po prostu niszczy wszystko to co wypracował wcześniej i wybrał najgorszą możliwą ścieżkę. Osobiście czuje się rozczarowany. Jednakże autor pozostawił po sobie na tyle dobre wrażenie bym zaznajomił się z innymi jego książkami. Do Siedlan wprowadza się Weronika. Pisarka oczekująca dziecka. Towarzyszy jej agent, a zarazem przyjaciel Adrian. Dziwi ich zachowanie mieszkańców wobec nich. Nie wiedzą jeszcze, że miejscowi widząc Weronikę obawiają się powrotu klątwy i zrobią wszystko by do niej nie doszło.
Hendoslaw - awatar Hendoslaw
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Ćmy i ludzie

Więcej
Mariusz Wojteczek Ćmy i ludzie Zobacz więcej
Mariusz Wojteczek Ćmy i ludzie Zobacz więcej
Mariusz Wojteczek Ćmy i ludzie Zobacz więcej
Więcej