
Przechodząc przez próg, zagwiżdżę

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria prozatorska Cyranki
- Data wydania:
- 2022-06-20
- Data 1. wyd. pol.:
- 2022-06-20
- Liczba stron:
- 125
- Czas czytania
- 2 godz. 5 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367121101
Bohaterka tej książki nie należy do siebie. Nie ma imienia, prawa do własnego ciała, jej zdanie się nie liczy. Mała dziewczynka zepchnięta na margines spraw dorosłych bywa wciągana w środek rodzinnego dramatu jako narzędzie szantażu czy rekwizyt w teatrze pozorów. Mimo to bohaterka-narratorka opowiada. Odzyskuje podmiotowość dzięki językowi i wyobraźni, które dają napęd doświadczeniu – głównie cierpienia i bólu, ale też przyjemności i zdumienia światem.
"Lata 90. Smutne podwórka, lekcje gry na fortepianie, przygotowania do komunii, klasówki z formułki do spowiedzi. Mieszkania, w których dzieci zawadzają, plączą się, ciągle czegoś nie rozumieją. W tym wszystkim – dziewczynka. Niewiele o niej wiemy. Nie znamy jej imienia. Jednocześnie chce zwrócić na siebie uwagę i przemknąć niezauważona.
Problemem są dorośli. Silni tylko siłą swoich wymierzających klapsy dłoni i metalowych sprzączek od pasków. Poza tym – słabi, zagubieni. Zajęci swoimi sprawami – matka, która trochę jest, a trochę nie jest z ojcem, dla której najważniejsze jest utrzymanie porządku. Ojciec, niespełniony artysta i pijaczek. Obie babcie. Nikt tu niczego nie tłumaczy, nie objaśnia; świat jest jaki jest, dzieci mają się do niego dostosować, jeść bez grymaszenia, sprzątać pokój, zjadać kanapki zapakowane do szkoły, nie dotykać się, słuchać starszych. "
Wysokie Obcasy, Natalia Szostak 17.06.2022
Kup Przechodząc przez próg, zagwiżdżę w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Przechodząc przez próg, zagwiżdżę
Poznaj innych czytelników
1196 użytkowników ma tytuł Przechodząc przez próg, zagwiżdżę na półkach głównych- Przeczytane 647
- Chcę przeczytać 549
- Posiadam 61
- 2023 48
- 2022 22
- 2024 21
- Legimi 20
- Literatura piękna 11
- E-book 10
- Chcę w prezencie 7



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Przechodząc przez próg, zagwiżdżę
Lata 90te i świat widziany oczami dziecka, dziewczynki...
Ta niepozorna książka potrafi człowieka psychicznie "ściorać" niemalże od pierwszej strony.
Lata 90te i świat widziany oczami dziecka, dziewczynki...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa niepozorna książka potrafi człowieka psychicznie "ściorać" niemalże od pierwszej strony.
„Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” to zdumiewająco udana próba opisania myśli i emocji 4-8-letniego dziecka. Książka napisana jest w pierwszej osobie arcyciekawym językiem; tam gdzie dziecku brakuje słownictwa do nazwania emocji, mówi co widzi, co robi, co mu się kojarzy, ale to wszystko ma stricte emocjonalne konotacje. Dorosły (też czytelnik) rozpoznaje z miejsca te dziecięce „eufemizmy” — „opakowanie zastępcze” — a dosadność opisu Bieżuńskiej czyni w nas lekkie spustoszenie.
Zatem książka poraża nie tylko tematyką, ale i sposobem opowiedzenia. Dzięki kondensacji języka — psychologicznie wiarygodnego i niebanalnego — autorka opisała znajomy kawałek traumatycznego dzieciństwa w sposób świeży, przywodzący na myśl odwzorowanie rzeczywistości widziane oczami dziecka na przestrzeni kilku lat od najwcześniejszych wspomnień do ważnego wydarzenia dzieciństwa, jakim jest Pierwsza Komunia.
Bieżuńska pisze tak, jakby sięgnęła po zapis z sesji hipnozy skrzywdzonej w dzieciństwie osoby; następnie spisała ciągiem wszystko to co najbardziej dramatyczne, nie zważając na okoliczności łagodzące. Wywołane w transie wspomnienia zioną mocą zniszczenia psychicznego, które w konsekwencji obciążą jednak czytelnika — bo powieść gra na emocjach do końca. Jest rozmyślnie stronnicza — stąd, czytając, bezrefleksyjnie wchodzimy w rolę prokuratora bezapelacyjnie obwiniając bliskich dziecka. Czy słusznie posądzamy o podłe nastawienie rodziców i babcie dziecka? Mierzymy się przecież z obrazem literackim, a nie raportem policyjnym z interwencji w rodzinie.
Wiktoria Bieżuńska jest bezbłędna w przytaczaniu wypowiedzi osób z otoczenia dziecka. Genialnie uchwyciła lakoniczny sposób komunikacji w tzw. robotniczych rodzinach oraz żargon podwórka lat 80.-90. Mrozi nas ten język poddany stosunkowo szybkiej transformacji na przestrzeni 2-3 emancypujących się pokoleń. Nie dowierzamy, że można było (wtedy) tak bezprecedensowo np. powiedzieć coś niewłaściwego o dziecku w jego obecności, bądź stosować z miejsca przemoc słowną, nie czyniąc próby tłumaczenia czegokolwiek uprzednio.
Jednak chwila refleksji nad książka przywodzi na myśl pewność, że ci odpychający dorośli to najprawdopodobniej również ludzie skrzywdzeni przez los, niedojrzali i „niedokochani”. Nie ma w ich traktowaniu tegoż dziecka premedytacji, perfidii, zła — jest jakaś luka, z którą raczej próbują sobie radzić złością, a czasem wychodzi z nich tylko zwykła ludzka głupota. Przypuszczam, że babcie naszej Małej, musiały zderzyć się z przyspieszonym dojrzewaniem, po wcześniejszym wyrwaniu z wiejskiego domu (wojna, powojnie). Zassane przez obce miasto Gdańsk, ze swoją poniemiecką dzielnicą Wrzeszcz, gdzie dzieje się akcja, skupiły się na tym, by przeżyć, a nie na tym jak dzieci chować.
Łatwo osądzać z dzisiejszej perspektywy: wychowanie twardą ręką = brak miłości = krzywda dzieciom (!).
Język powinien być mostem, który pomaga zrozumieć się nawzajem, tłumaczyć swoje racje. Ale w rodzinie naszej małej bohaterki język rani i — znów używając współczesnego terminu — obciąża czyimiś emocjami. W „Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” poznajemy dość reprezentatywną rodzinę z PRL, która nie wykształciła jeszcze umiejętności opanowania emocji, by nie zadawać bezwiednie bólu, ani nie wychowuje jak nie być ofiarą, by nie musieć uciekać z domu na to (opisane) patologiczne podwórko.
Ta rodzina, która niepohamowanym słowem lub miażdżącym milczeniem w innych sytuacjach — rani, krzywdzi, nie daje wsparcia. Nie wychowuje. Ale czy nie kocha mimo wszystko? Dlaczego ten obraz życia rodziny dziecka jest tak selektywny?
Dziś świadomość psychologiczna jest powszechna. Potrafimy dostrzec, opisać krzywdę dziecka, szukać rozwiązań, terapie rodzinne idą w sukurs. Ale 40-50 lat temu psychologia rodziny nie opuszczała akademickiego biurka, więc rodziny w swoich ciasnych mieszkaniach radziły sobie same tak jak umiały. Rzecz jasna, lepiej szło tym, co mieli więcej serca.
To książka niewątpliwie rozliczeniowa, mająca służyć terapeutycznie.
Literacko trzyma wysoki poziom. Ale co najważniejsze: dowodzi talentu, niezwykłego ucha autorki, która jak wierny skaner odtwarza świat poprzez autentyczny język wypowiedzi oraz obrazowo przedstawione emocje. Emocje, które w nieukształtowanym psychicznie człowieku, nie potrafią nabrać formy komunikatu, w którym zawarta jest umiejętność bronienia się, bez powielanie tej złości od pokoleń, bez znienawidzenia.
Być może akurat w tej rodzinie wyschło już źródło więzi z Bogiem, który ludzi prowadzi, gdy nie radzą sobie, gdy błądzą.
Tego nie zamierzam oceniać, chociaż osobiście uważam, że należy wpuścić iskrę bożą przy opisywaniu historii ludzkich, które wydają się być tak smutne, jakby Bóg ich opuścił.
„Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” to zdumiewająco udana próba opisania myśli i emocji 4-8-letniego dziecka. Książka napisana jest w pierwszej osobie arcyciekawym językiem; tam gdzie dziecku brakuje słownictwa do nazwania emocji, mówi co widzi, co robi, co mu się kojarzy, ale to wszystko ma stricte emocjonalne konotacje. Dorosły (też czytelnik) rozpoznaje z miejsca te...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka, która bardzo trafnie oddaje realia lat 90. oraz funkcjonowanie rodzin zmagających się z problemem alkoholowym. Autorka dobrze pokazuje, jak często dzieci stawały się kartą przetargową w konfliktach między rodzicami albo były wykorzystywane do zbierania informacji - zupełnie nieświadome, po co i dlaczego to robią.
Styl pisania jest naprawdę świetny. Czytając, wręcz płynęłam przez kolejne strony, a narracja ma w sobie naturalną lekkość, która wciąga i nie pozwala się oderwać od tekstu. I właśnie dlatego moje odczucia są ambiwalentne.
Historia opowiadana jest z perspektywy dziecka. I tu pojawia się mój największy problem. Dziecko tak się nie wysławia. Mam ogólnie trudność z powieściami stylizowanymi na dziecięcą narrację, bo bardzo rzadko udaje się w nich oddać to, jak dzieci faktycznie czują, jak postrzegają świat i jakimi słowami operują. W tej książce również zabrakło mi tej autentyczności dziecięcego głosu.
To sprawia, że choć doceniam temat, warsztat i emocjonalną prawdę wielu scen, nie potrafię z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to książka bardzo dobra. Dla mnie pozostaje lekturą ważną i dobrze napisaną, ale nie do końca spełnioną na poziomie narracyjnego wyboru.
To książka, która bardzo trafnie oddaje realia lat 90. oraz funkcjonowanie rodzin zmagających się z problemem alkoholowym. Autorka dobrze pokazuje, jak często dzieci stawały się kartą przetargową w konfliktach między rodzicami albo były wykorzystywane do zbierania informacji - zupełnie nieświadome, po co i dlaczego to robią.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStyl pisania jest naprawdę świetny. Czytając,...
Trudna tematyka, a mimo to, wydaje mi się, że książka nie poruszyła mnie tak jak powinna.
Trudna tematyka, a mimo to, wydaje mi się, że książka nie poruszyła mnie tak jak powinna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przykra historia. Nie wiem czy chcę bardziej zapamiętać ją czy zapomnieć.
Dziecko, które nie nosi imienia, jest wszędzie i nigdzie. Może być jak koleżanka z klasy, może istnieje, a może nie? Pięknie, że ta książka jest właśnie pełna takich niedopowiedzeń, za to ogromny plus.
Warto zwrócić na nią uwagę, jest to krótka i intensywna lektura, w której można stracić wiarę w dorosłych i poczuć dzieciństwo jak nigdy wcześniej.
Bardzo przykra historia. Nie wiem czy chcę bardziej zapamiętać ją czy zapomnieć.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziecko, które nie nosi imienia, jest wszędzie i nigdzie. Może być jak koleżanka z klasy, może istnieje, a może nie? Pięknie, że ta książka jest właśnie pełna takich niedopowiedzeń, za to ogromny plus.
Warto zwrócić na nią uwagę, jest to krótka i intensywna lektura, w której można stracić...
Niezwykła mała książeczka ukazująca dramat dziecka w rodzinie dysfunkcyjnej. To dziecko ma jasno określoną płeć - jest dziewczynką, zwykle niewidzialną, niepotrzebną, zawadzającą, chyba że trzeba zająć się pijanym rodzicem, posprzątać albo stać się zabawką w rozgrywce między niedojrzałymi dorosłymi lub ich własnym zranionym ego. Ta powieść jest niczym wykład o patologii rodzinnej, ale także wspaniale odzwierciedla polski traumaland, przekazywanie z pokolenia na pokolenie niewypowiedzianego bólu, szeregu zaniedbań, trwanie w zaklętym kręgu przemocy. Książka Bieżuńskiej ma przy tym lekkość "obrazków z życia", niezwykle namacalnych, znanych nam wszystkim; obrazków, które łatwo by było zbagatelizować, gdyby nie język autorki - prosty, ale bardzo cielesny, zmysłowy, precyzyjnie dopasowujący słowa do bacznej obserwacji, uwypuklający ogrom codziennej przemocy, także tej mimowolnej, wyuczonej, czającej się w lekkim, ale pełnym złości klapsie i wyśmianiu dziecięcego obrazka.
Niezwykła mała książeczka ukazująca dramat dziecka w rodzinie dysfunkcyjnej. To dziecko ma jasno określoną płeć - jest dziewczynką, zwykle niewidzialną, niepotrzebną, zawadzającą, chyba że trzeba zająć się pijanym rodzicem, posprzątać albo stać się zabawką w rozgrywce między niedojrzałymi dorosłymi lub ich własnym zranionym ego. Ta powieść jest niczym wykład o patologii...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna. Nie wszystkie książki to rozrywka, niektóre to NAUKA, ta powieść właśnie jest nauką. Pozwala nam poznać emocje dziecka pijaka i matki, która wyładowywuje swoje emocje bijąc je. I jest jeszcze babcia wpatrzona w święte obrazy, a ślepa na zło w rodzinie i druga babcia żyjąca pięknymi wspomnieniami z dzieciństwa tego syna pijaka. Krótka powieść, w której dużo sie dzieje.
Świetna. Nie wszystkie książki to rozrywka, niektóre to NAUKA, ta powieść właśnie jest nauką. Pozwala nam poznać emocje dziecka pijaka i matki, która wyładowywuje swoje emocje bijąc je. I jest jeszcze babcia wpatrzona w święte obrazy, a ślepa na zło w rodzinie i druga babcia żyjąca pięknymi wspomnieniami z dzieciństwa tego syna pijaka. Krótka powieść, w której dużo sie dzieje.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca...
Poruszająca...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć objętościowo niezbyt imponująca, ta książka po prostu powaliła mnie na kolana - swoją prostotą, ładunkiem emocjonalnym i przerażającym obrazem rzeczywistości.
Poznajemy w niej historię dziewczynki, której imię nie pada chociażby raz... Dziewczynkę, która dla osób w jej otoczeniu jest bardziej przedmiotem - często zresztą zbędnym, niż istotą ludzką. Przedmiotem tym się gardzi, można zrobić z nim wszystko, co się tylko zamarzy, bo przecież najważniejsze to pławić się w swoich frustracjach.
Lektura rozdzierająca serce, po prostu.
Choć objętościowo niezbyt imponująca, ta książka po prostu powaliła mnie na kolana - swoją prostotą, ładunkiem emocjonalnym i przerażającym obrazem rzeczywistości.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoznajemy w niej historię dziewczynki, której imię nie pada chociażby raz... Dziewczynkę, która dla osób w jej otoczeniu jest bardziej przedmiotem - często zresztą zbędnym, niż istotą ludzką. Przedmiotem tym...
Wstrząsająca książka o tym, co ludzie robią dzieciom. Swoim dzieciom. A przy okazji i samym sobie, choć o to mniejsza, bo chodzi o tych najsłabszych i bezbronnych.
Choć temat ograny, bo odwieczny (pytanie, czy wieczny?),to ta rzecz wyróżnia się od podobnych. Zarazem to jedna z moich cięższych lektur, porównywalna z „Wronami”, „Prawdziwym życiem”, czy „Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze”…
Pozycja to mocno turpistyczna - ale jak najbardziej zasadnie. Ktoś gdzieś ocenił, że to wręcz powieść grozy.
Akcja rozgrywa się niedługo po przełomie 1989 r. w nieokreślonym „poniemieckim” mieście. Najpierw kilkuletnia, a potem10-letnia, narratorka – co ważne: nikt nigdy nie wypowiada jej imienia, nawet osoby, które ją powołały do życia - nie mogła wiele gorzej trafić (na ten świat). Tatuś to niepoprawny alkoholik, przemocowa mamusia, która nie tylko nie broni córki przed mężem, ale i jeszcze dokłada od siebie -jak gdyby jej własne nieszczęście wymagało nieszczęścia jej dziecka. Do kompletu: fałszywe babcie, na swój sposób pojmujące „dobro dziecka”…
I na nic argument, że to problem marginesu społecznego, bo wszystkich warstw, także tych najwyższych. Tu dziewczynka ćwiczy na pianinie, a więc przynależy do raczkującej wtedy klasy średniej.
A zarazem mamy tu do czynienia z ponadczasowym mieszczaństwem. Na początku jest niemal już kompletny rozpad związku rodziców, ale potem - ewidentnie pod rodzinno-społeczną presją, głównie babć - następuje tzw. powtórne zejście. Nikt na tym dobrze nie wyjdzie….
Napisane to wszystko jest gęstym, miejscami brutalnym, a paradoksalnie wspaniałym, językiem. Dzięki niemu narratorka stwarza własny świat – taki, gdzie to ona jest najważniejsza. Także dla czytelnika.
Dziecko nasiąka przemocą domową, która chwali się przed nią szanowny tatuś: „A widziałaś wczoraj, jak jej wiadro na łeb założyłem? Ona jeb na dywan, a ja sru, tę wodę brudną całą. (…) Widziałaś to? Widziałam, odpowiadam i czuję, że mimowolnie się uśmiecham”.
I jak to często niestety bywa, Ofiara staje się Sprawcą: „Łzy kapią mi do talerza. Mam jej wpierdolić? pyta matka. A wpierdol, wzrusza ramionami ojciec. Matka wstaje od stołu, wrzuca talerz do zlewu. Nie chce mi się, mówi”.
Mamusia w oszukańczy sposób tłumaczy się sama przed sobą z agresji wobec córki: „Gdybyś była posłuszna, nie musiałabym cię bić!”.
Pozostawiona sama sobie dziewczynka odreagowuje wszystko w klasyczny sposób. „Kopię w ściany, w szafę, w drzwi wejściowe i drzwi od pokoju matki, niech oberwie się wszystkim rzeczom”.
Wszyscy są tu dla siebie właściwie przeźroczyści, ale bohaterka to już wyłącznie: „(Babcia) Patrzy w moją stronę. Patrzy jak czasem ojciec, przeze mnie, przez ścianę”. Potrzeby dzieci w tym świecie się ignoruje, one wręcz nie mają prawa ich mieć. Świetnie pamiętam dawne powiedzenie: „Ryby i dzieci głosu nie mają”.
Niektórych może szokować ukazane tu dziecięce poczucie seksualności i jednocześnie - autonomiczności…. „Czuję, jak zalewa mnie fala wstydu z powodu rozpoznania mojej nagości”.
Nb. niesamowita jest scena przymierzania sukni do I komunii, gdy bohaterka słyszy, że „jest za gruba” – dziesięciolatka…! Pierwsza to nauka, że już zawsze będzie oceniana, czyli krytykowana, na razie przez dobrze jej wszak życzących bliskich. Jak dorośnie będzie miała o wiele gorzej.
A przy anegdotycznym kiedyś trzepaku (znikły z krajobrazu nie wiadomo kiedy) nauka przemocy, a raczej samoobrony: „Pamiętaj, żebyś zawsze celowała w jaja”.
Są także, choć rzadkie, omal zmysłowego szczęścia…. „W kuchni arbuzy wyglądają jak owoce zerwane w ogródku olbrzyma, które przypadkiem wturlały się do lilipuciego domku. Jedna kula leży w zlewie, drugą babcia kroi na łódki o czerwonych żaglach i układa na ceracie. Siorbiemy miąższ aż do zielonych, gorzkawych skórek. Sok nam leci po brodzie i po dłoniach, kapie na taborety i dalej na podłogę. Rozsiewamy pestki”.
Albo:
„Wydobywam cichy dźwięk, wciąż jeszcze podobny do świstu wiatru. No widzisz, jak umiesz? Pięknie umiesz, mówi babcia. Nie, mówię, wcale nie umiem. Umiesz, umiesz, kiwa głową ona. A teraz razem. Babcia przymyka oczy. Gwiżdże. Głośniej i wyżej. Dołączam do niej. Ona jest jakby ptakiem, a ja wiatrem. Od spodu głaszczę gałąź, na której siedzi”.
Inne cytaty
„Matka wysuwa się nad zlew jak drapieżna gąsienica”.
„Do babci nie dojeżdża żaden tramwaj. Ani autobus, odpowiada ojciec”.
„Ojciec stoi w kuchni i wygląda przez okno. Patrzy przez bloki, przez drzewa, przez kominy. Patrzy przez babcię. Stoi w rzece jej gadania. Patrzy przeze mnie. Z oczu i ust sączy mu się szarość. Dłoń z papierosem opiera o parapet”.
„Ojciec bierze łyk. Znam już ten jak na złość powolny, dokładny ruch ręki i odchylającej się głowy i znam także sposób, w jaki spływa płyn, także powolny jak smoła”.
„Ledwo go rozpoznaję, twarz ma zużytą, wyskubaną i poplamioną jak wyciskana setki razy gąbka z kuchennego zlewu”.
„Nie masz już ojca, rozumiesz? Był chwilę i się zmył. Widzisz? Taki to, o, tatuś. Tatuś skurwysyn”.
„Kiwam głową, Tak. Lepiej, kiedy go nie ma. Lepiej, żeby nie wracał”.
„Ech, dziecko, nic z ciebie nie będzie, jak tak dalej pójdzie. Zginiesz. Zgnijesz i zginiesz”.
„Staram się patrzeć przez matkę, przez ścianę, usiłuję nie widzieć nic. Zobaczymy, jaka jesteś twarda, słyszę. Zaciskam powieki. Pas spada na udo. (…) Piecze. W tej chwili odpowiadaj, mówi ona. Dokąd polazłaś? Do biblioteki. Ja ci dam bibliotekę”.
„Jutro na religii zdajemy spowiedź. Trzeba umieć na pamięć, jak by się odpowiadało przed prawdziwym księdzem”.
„Jabłońska robi ruch dłonią w kierunku jego twarzy, jakby wsuwała bilet do kasownika. Najświętszego Sakramentu nie gryziemy, mówi. Tylko delikatnie przełykamy”.
„Może sama dla siebie jestem przeszkodą".
(A co jest dla kochanej babci najważniejsze na przyjęciu komunijnym?) „A powiedz babci, chucha mi w ucho babcia Natalia, tatuś twój w tygodniu, jak z roboty przychodzi, to pije, czy nie pije?”.
„Pije, odpowiadam, ostrożnie odbierając talerz. Piwo pije. Babcia odsapuje z ulgą. Pochyla się nad zupą. Chłepcze powoli. Dobry rosołek, mlaszcze”.
„Podbródki święcą się od tłuszczu (…). A słuchaj, znów nachyla się nade mną babcia Natalia. A tak normalnie, w powszedni dzień, to wódki nie kupuje? Nie, mówię, i siorbię”.
„Czekam. Jestem dobra w czekaniu, w byciu gotową. Wiem, że gdy wróci matka, nada zdarzeniom właściwy bieg”.
I zasłużona, i trafiona nagroda „Nike”
Wstrząsająca książka o tym, co ludzie robią dzieciom. Swoim dzieciom. A przy okazji i samym sobie, choć o to mniejsza, bo chodzi o tych najsłabszych i bezbronnych.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć temat ograny, bo odwieczny (pytanie, czy wieczny?),to ta rzecz wyróżnia się od podobnych. Zarazem to jedna z moich cięższych lektur, porównywalna z „Wronami”, „Prawdziwym życiem”, czy „Dlaczego dziecko...