rozwińzwiń

Nie wszyscy pójdziemy do raju

Okładka książki Nie wszyscy pójdziemy do raju autorstwa Olga Górska
Okładka książki Nie wszyscy pójdziemy do raju autorstwa Olga Górska
Olga Górska Wydawnictwo: Wydawnictwo Drzazgi literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396469601
W jednej ręce puszka z jasnym pełnym, w drugiej różaniec, w ustach papieros, w radiu Aerosmith. Trzy dziewczyny, które czują coś do siebie, jadą rozpadającym się oplem przez Polskę powiatową. Jedna opowiada pozostałym o swoim życiu: o pierwszej szkole, pierwszej przyjaźni i pierwszej miłości.

Duchologiczna wyprawa do lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, którą podejmuje narratorka tej powieści drogi, okazuje się w istocie przenikliwą analizą klasowo-płciowej tożsamości i próbą opisu homoerotycznego pragnienia: najpierw całkowicie tłumionego przez heteronormę, potem wyrażanego w drobnych gestach i pocałunkach, wreszcie – jawnie wypowiedzianego w samochodowej podróży. Jej geograficznym celem jest Radom, ale egzystencjalnym – transgresja, afirmacja i ekstatyczne doświadczenie wolności.
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie wszyscy pójdziemy do raju w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nie wszyscy pójdziemy do raju



770 523

Oceny książki Nie wszyscy pójdziemy do raju

Średnia ocen
6,5 / 10
500 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie wszyscy pójdziemy do raju

avatar
208
15

Na półkach:

Książkę dobrze i szybko się czyta, ciekawie ukazuje dorastanie w polskiej rzeczywistości, zarysowując prowincjonalne relacje, wpływy kościoła, mentalność w zmieniającej się Polsce. Autorka potrafi uchwycić pewną nostalgię za dzieciństwem, mimo trudności, z którymi może się wiązać. Niestety, poza tym z książki niewiele wynika - zabrakło puenty.

Książkę dobrze i szybko się czyta, ciekawie ukazuje dorastanie w polskiej rzeczywistości, zarysowując prowincjonalne relacje, wpływy kościoła, mentalność w zmieniającej się Polsce. Autorka potrafi uchwycić pewną nostalgię za dzieciństwem, mimo trudności, z którymi może się wiązać. Niestety, poza tym z książki niewiele wynika - zabrakło puenty.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
161
76

Na półkach:

📚 To książka o szukaniu siebie. O odkrywaniu tożsamości i mierzeniu się z tym, kim naprawdę jesteśmy.

📚 Historia młodej dziewczyny dorastającej na początku XXI wieku - w czasach, gdy o homoseksualizmie mówiło się szeptem, a często wcale. Z czasem uświadamia sobie, że to właśnie kobiety ją fascynują. Jednocześnie budzi to w niej ogromny strach i poczucie wstydu, bo wie, że w tamtych czasach taki temat był tabu.

📚 Co istotne, przez większą część książki nie mamy pewności, czy to, co opowiada główna bohaterka, jest prawdą. Ona sama podkreśla, że lubi kłamać - trudno więc odróżnić rzeczywistość od kłamstwa, co dodaje historii specyficznego charakteru.

📚 Uwielbiam ten nostalgiczny klimat lat 90. i wczesnych dwutysięcznych - świat był wtedy prostszy, a małe rzeczy cieszyły najbardziej. Ta książka przypomina też, jak bardzo zmieniło się podejście do osób homoseksualnych w Polsce przez ostatnie 20 lat.

📚 Podobało mi się, że wątki rodzinne, przyjaźnie, pierwsze miłości i straty zostały pokazane subtelnie. Temat tożsamości nie przytłacza, tylko naturalnie przeplata się z codziennością bohaterki.

📚 Ale…czasem gubiłam się w tej historii. Motyw podróży wydawał mi się zbędny, a przeskoki w czasie wprowadzały chaos. Może taki był zamysł, ale momentami trudno było się połapać.

📚 Mam więc bardzo mieszane uczucia. Nie wiem, czy ta książka mi się podobała, ale wiem, że zostawiła po sobie dziwne i trudne do opisania wrażenie. I to chyba też ma swoją wartość.

Ocena: 5,5/6 ⭐️ Przeciętna/Dobra

📚 To książka o szukaniu siebie. O odkrywaniu tożsamości i mierzeniu się z tym, kim naprawdę jesteśmy.

📚 Historia młodej dziewczyny dorastającej na początku XXI wieku - w czasach, gdy o homoseksualizmie mówiło się szeptem, a często wcale. Z czasem uświadamia sobie, że to właśnie kobiety ją fascynują. Jednocześnie budzi to w niej ogromny strach i poczucie wstydu, bo wie, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
42
9

Na półkach:

Książka, która myślę, że rezonuje z każdą dziewczyną, która skreśla z bingo przynajmniej 2 słowa: oaza/lesbijka/małe miasteczko/wakacje dzieciństwa.

Książka, która myślę, że rezonuje z każdą dziewczyną, która skreśla z bingo przynajmniej 2 słowa: oaza/lesbijka/małe miasteczko/wakacje dzieciństwa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1022 użytkowników ma tytuł Nie wszyscy pójdziemy do raju na półkach głównych
  • 609
  • 413
175 użytkowników ma tytuł Nie wszyscy pójdziemy do raju na półkach dodatkowych
  • 45
  • 38
  • 31
  • 18
  • 14
  • 12
  • 9
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Znak nr 828 / 2024 Karolina Bednarz, Wojciech Bonowicz, Diana Dąbrowska, Olga Drenda, Kamil Fejfer, Olga Gitkiewicz, Olga Górska, Mariusz Grzebalski, Emilia Konwerska, Dominika Kozłowska, Anna Mateja, Eliza Mórawska-Kmita, Łukasz Musiał, Susan Neiman, Janusz Poniewierski, Michał Rusinek, Ola Szmida, Mateusz Urbanowicz, Jakub Woynarowski, Redakcja Miesięcznika ZNAK
Ocena 7,1
Znak nr 828 / 2024 Karolina Bednarz, Wojciech Bonowicz, Diana Dąbrowska, Olga Drenda, Kamil Fejfer, Olga Gitkiewicz, Olga Górska, Mariusz Grzebalski, Emilia Konwerska, Dominika Kozłowska, Anna Mateja, Eliza Mórawska-Kmita, Łukasz Musiał, Susan Neiman, Janusz Poniewierski, Michał Rusinek, Ola Szmida, Mateusz Urbanowicz, Jakub Woynarowski, Redakcja Miesięcznika ZNAK
Olga Górska
Olga Górska
Urodziła się w Radomiu w połowie sierpnia 1988 roku. Z zawodu urzędniczka, z wykształcenia humanistka, z pochodzenia proletariuszka. Mieszkała w Lublinie, Gdańsku, Katowicach, Krakowie i Londynie, gdzie oddawała się życiu, miłości i pracy. Jako dziewczynka lubiła grać w piłkę (na pozycji napastniczki),oglądać Króla Lwa i chodzić do kościoła. W dorosłym życiu lubi spać, oglądać stare filmy i słuchać soulu z lat 60.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przechodząc przez próg, zagwiżdżę Wiktoria Bieżuńska
Przechodząc przez próg, zagwiżdżę
Wiktoria Bieżuńska
„Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” to zdumiewająco udana próba opisania myśli i emocji 4-8-letniego dziecka. Książka napisana jest w pierwszej osobie arcyciekawym językiem; tam gdzie dziecku brakuje słownictwa do nazwania emocji, mówi co widzi, co robi, co mu się kojarzy, ale to wszystko ma stricte emocjonalne konotacje. Dorosły (też czytelnik) rozpoznaje z miejsca te dziecięce „eufemizmy” — „opakowanie zastępcze” — a dosadność opisu Bieżuńskiej czyni w nas lekkie spustoszenie. Zatem książka poraża nie tylko tematyką, ale i sposobem opowiedzenia. Dzięki kondensacji języka — psychologicznie wiarygodnego i niebanalnego — autorka opisała znajomy kawałek traumatycznego dzieciństwa w sposób świeży, przywodzący na myśl odwzorowanie rzeczywistości widziane oczami dziecka na przestrzeni kilku lat od najwcześniejszych wspomnień do ważnego wydarzenia dzieciństwa, jakim jest Pierwsza Komunia. Bieżuńska pisze tak, jakby sięgnęła po zapis z sesji hipnozy skrzywdzonej w dzieciństwie osoby; następnie spisała ciągiem wszystko to co najbardziej dramatyczne, nie zważając na okoliczności łagodzące. Wywołane w transie wspomnienia zioną mocą zniszczenia psychicznego, które w konsekwencji obciążą jednak czytelnika — bo powieść gra na emocjach do końca. Jest rozmyślnie stronnicza — stąd, czytając, bezrefleksyjnie wchodzimy w rolę prokuratora bezapelacyjnie obwiniając bliskich dziecka. Czy słusznie posądzamy o podłe nastawienie rodziców i babcie dziecka? Mierzymy się przecież z obrazem literackim, a nie raportem policyjnym z interwencji w rodzinie. Wiktoria Bieżuńska jest bezbłędna w przytaczaniu wypowiedzi osób z otoczenia dziecka. Genialnie uchwyciła lakoniczny sposób komunikacji w tzw. robotniczych rodzinach oraz żargon podwórka lat 80.-90. Mrozi nas ten język poddany stosunkowo szybkiej transformacji na przestrzeni 2-3 emancypujących się pokoleń. Nie dowierzamy, że można było (wtedy) tak bezprecedensowo np. powiedzieć coś niewłaściwego o dziecku w jego obecności, bądź stosować z miejsca przemoc słowną, nie czyniąc próby tłumaczenia czegokolwiek uprzednio. Jednak chwila refleksji nad książka przywodzi na myśl pewność, że ci odpychający dorośli to najprawdopodobniej również ludzie skrzywdzeni przez los, niedojrzali i „niedokochani”. Nie ma w ich traktowaniu tegoż dziecka premedytacji, perfidii, zła — jest jakaś luka, z którą raczej próbują sobie radzić złością, a czasem wychodzi z nich tylko zwykła ludzka głupota. Przypuszczam, że babcie naszej Małej, musiały zderzyć się z przyspieszonym dojrzewaniem, po wcześniejszym wyrwaniu z wiejskiego domu (wojna, powojnie). Zassane przez obce miasto Gdańsk, ze swoją poniemiecką dzielnicą Wrzeszcz, gdzie dzieje się akcja, skupiły się na tym, by przeżyć, a nie na tym jak dzieci chować. Łatwo osądzać z dzisiejszej perspektywy: wychowanie twardą ręką = brak miłości = krzywda dzieciom (!). Język powinien być mostem, który pomaga zrozumieć się nawzajem, tłumaczyć swoje racje. Ale w rodzinie naszej małej bohaterki język rani i — znów używając współczesnego terminu — obciąża czyimiś emocjami. W „Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” poznajemy dość reprezentatywną rodzinę z PRL, która nie wykształciła jeszcze umiejętności opanowania emocji, by nie zadawać bezwiednie bólu, ani nie wychowuje jak nie być ofiarą, by nie musieć uciekać z domu na to (opisane) patologiczne podwórko. Ta rodzina, która niepohamowanym słowem lub miażdżącym milczeniem w innych sytuacjach — rani, krzywdzi, nie daje wsparcia. Nie wychowuje. Ale czy nie kocha mimo wszystko? Dlaczego ten obraz życia rodziny dziecka jest tak selektywny? Dziś świadomość psychologiczna jest powszechna. Potrafimy dostrzec, opisać krzywdę dziecka, szukać rozwiązań, terapie rodzinne idą w sukurs. Ale 40-50 lat temu psychologia rodziny nie opuszczała akademickiego biurka, więc rodziny w swoich ciasnych mieszkaniach radziły sobie same tak jak umiały. Rzecz jasna, lepiej szło tym, co mieli więcej serca. To książka niewątpliwie rozliczeniowa, mająca służyć terapeutycznie. Literacko trzyma wysoki poziom. Ale co najważniejsze: dowodzi talentu, niezwykłego ucha autorki, która jak wierny skaner odtwarza świat poprzez autentyczny język wypowiedzi oraz obrazowo przedstawione emocje. Emocje, które w nieukształtowanym psychicznie człowieku, nie potrafią nabrać formy komunikatu, w którym zawarta jest umiejętność bronienia się, bez powielanie tej złości od pokoleń, bez znienawidzenia. Być może akurat w tej rodzinie wyschło już źródło więzi z Bogiem, który ludzi prowadzi, gdy nie radzą sobie, gdy błądzą. Tego nie zamierzam oceniać, chociaż osobiście uważam, że należy wpuścić iskrę bożą przy opisywaniu historii ludzkich, które wydają się być tak smutne, jakby Bóg ich opuścił.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na102 miesiące temu
Zaklinanie węży w gorące wieczory Małgorzata Żarów
Zaklinanie węży w gorące wieczory
Małgorzata Żarów
„Wymyślam sobie kilka imion. Ale to żadna pociecha, bo zawsze mogę być, kim chcę, nie tylko dzisiaj. Robi się we mnie już ciasno od fikcyjnych tożsamości, nieporęcznych jak napompowane balony, piszczą, kiedy ocierają się o siebie.” Narratorka powieści, której prawdziwej tożsamości nie poznajemy do ostatnich stron książki, to młoda kobieta. Mówi o sobie Violet, bo takiego imienia używa pracując jako cam girl, spełniając przed kamerką erotyczne fantazje klientów. Obserwujemy ją gdy w zniszczonej sukni ślubnej, z butelką czerwonego wina w dłoni i ukrytym w gorsecie tajemniczym przedmiotem wędruje ulicami Warszawy, próbując wrócić do domu. Spotyka mieszkańców miasta, z których każdy ma swoją opowieść. Niepokojącą, upiorną, romantyczną, katastroficzną. Nasza bohaterka też powoli ujawnia swoją historię. Violet obserwuje i uczestniczy w opisanych przez nią samą wydarzeniach. Akceptacje rzeczywistość, przyjmuje życie takim jakim jest, niewzruszenie podąża do przodu, prowadzi wewnętrze wywody analizujące daną sytuację, nie ocenia. Wszystko to w lepkiej atmosferze upalnej nocy i dnia w betonowym mieście. W mieście które wraz z naszą bohaterką w duchocie lata oczekuje na apokalipsę. Narracja taka sprawiła, że momentami odkładałam książkę. Ale rosnąca irytacja kazała do niej wracać. Ciekawość gryzła i kazała czytać dalej, by zobaczyć dokąd doprowadzi intrygująca opowieść Violet. Mieszane uczucia są we mnie nadal. Bo urzekło mnie coś, co jednocześnie do końca mnie nie przekonuje. Ale czyż nie po to jest literatura by budzić emocje. Czytając uśmiechałam się, krzywiłam z niesmaku lub wzruszałam ramionami zastanawiając się o co właściwie chodzi. Bo dostałam nieszablonową bohaterkę, ciekawe drugoplanowe postaci, zabawę, ironię, pornografię, katastrofę i grozę. Warszawę przesiąkniętą zapachem dymu i chmurą pyłu oraz leniwie nadciągający koniec świata. Dużo tego. Książka niestandardowa i osobliwa. Składnia do refleksji, własnych interpretacji o naszych czasach i ludziach. „Jest wczoraj i nikt z nas nie wyobraża sobie tego, co będzie jutro, tak się dzieją tragedie.”
Ewa - awatar Ewa
oceniła na86 miesięcy temu
Mleko i głód Melissa Broder
Mleko i głód
Melissa Broder
Życie Rachel toczy się wokół ustalonego, restrykcyjnego planu jedzenia. Każdego dnia musi zjeść określoną liczbę kalorii, obsesyjnie pilnuje, aby nie przekroczyć limitu. Takie podejście do życia zawdzięcza swojej matce, która całe życie pilnowała, aby córka nie przytyła nawet grama. Świat kobiety zmienia się, kiedy poznaje Miriam. Ku zdziwieniu Rachel jej nowa koleżanka znajduje w życiu szczęście, mimo tego, że odbiega od kanonów figury, które nasza bohaterka wyznawała od kiedy pamięta. Codzienność Miriam nie jest jednak pozbawiona reguł – żyjąca w ortodoksyjnej, żydowskiej społeczności kobieta nie jest w pełni wolna i nie będzie mogła swobodnie rozwijać swojej relacji z Rachel. „Mleko i głód” to książka, która szokuje w zasadzie od pierwszych stron. Niewątpliwie jest to powieść szokująca, poruszająca tematy tabu, momentami balansująca na granicy wulgarności. Nie spodziewam się, aby był to tytuł, który każdemu przypadnie do gustu, jednak mnie ta lektura ogromnie wciągnęła. Melissa Broder naładowała swoją powieść szerokim przekrojem tematów. Mamy tutaj zaburzenia odżywiania, toksyczną relację z rodzicem, odkrywanie swojej seksualności, a nawet krytykę syjonizmu. Tego ostatniego się nie spodziewałam, ale jest to pozytywne zaskoczenie. Pokazuje to, że nie każda osoba pochodzenia żydowskiego ślepo popiera niebezpieczne poglądy syjonistyczne. Sama Rachel jest postacią wielobarwną. Nie zawsze wzbudza sympatię i niewątpliwie jest to zabieg celowy. Autorka poświęca jednak dużo czasu na zbudowanie tej postaci i wytłumaczenie czytelnikowi, dlatego główna bohaterka postępuje w dany sposób. Miriam o wiele mniej przypadła mi do gustu, aczkolwiek znajduję w sobie odrobiny empatii do kobiety zamkniętej w klatce religii. Relacja głównych bohaterek wypada natomiast bardzo naturalnie. Kobiety momentami niezdarnie odkrywają łączące ich uczcie i starają się znaleźć dla niego miejsce w środowisku, z którego pochodzą. Książka Melissy Broder należy do kategorii oryginalnych, może nawet ekscentrycznych. Mnie zdecydowanie przekonała autentycznością i wielowymiarowością, więc szczerze polecam.
popcloudture - awatar popcloudture
ocenił na78 miesięcy temu
Chronologia wody Lidia Yuknavitch
Chronologia wody
Lidia Yuknavitch
"Chronologia wody”, to literacki granat, który rozsadza tradycyjne ramy autobiografii. Tematyka tego wspomnieniowego dzieła oscyluje wokół traumy, cielesności, uzależnienia i nieustannego procesu stwarzania siebie na nowo poprzez sztukę. Yuknavitch nie opowiada swojej historii linearnie; zamiast tego posługuje się toposem wody – płynnej, niszczycielskiej, ale i dającej życie. Woda jest tu metaforą pamięci, która nie trzyma się dat, lecz przypływów i odpływów emocji. Największą zaletą książki jest jej radykalna szczerość i surowość języka. Autorka nie szuka odkupienia ani litości; opisuje swoje ciało, poronienie, destrukcyjne relacje i błędy z brutalną, niemal biologiczną precyzją. To proza „brudna”, nasycona seksualnością i bólem, która jednocześnie wznosi się na wyżyny poezji. Yuknavitch posiada rzadką umiejętność przekuwania odrazy w piękno, co czyni tę lekturę doświadczeniem niemal fizycznym. To manifest „dziewczyny-wyrzutka”, która odnajduje swój głos w pisaniu, traktując literaturę jak jedyną deskę ratunku na wzburzonym morzu życia. Duszna atmosfera i najważniejsze rady Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która dominuje w pierwszej części książki. Opisy toksycznego domu rodzinnego, w którym przemoc ojca miesza się z apatią matki, wywołują u czytelnika dreszcz klaustrofobii. Ta duszność – brak powietrza, brak możliwości ucieczki – staje się paliwem dla późniejszych, ryzykownych wyborów życiowych autorki. Czytelnik niemal tonie razem z nią w oparach alkoholu i chaosu, by po chwili wynurzyć się na powierzchnię dzięki jej pasji do pływania. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej bolesnej lekcji to: Sztuka jako przetrwanie: Yuknavitch udowadnia, że opowiedzenie własnej historii, nawet tej najbardziej wstydliwej, jest aktem radykalnego samouzdrowienia. Akceptacja chaosu: Chronologia życia nie musi być logiczna, by miała sens. Nasze błędy i blizny są taką samą częścią nas, jak nasze sukcesy. Ciało jako mapa: Autorka uczy nas, że ciało pamięta wszystko, czego umysł stara się wyprzeć, i to właśnie przez kontakt z cielesnością wiedzie droga do odzyskania siebie. Moja ocena to mocne 8/10. To książka wybitna, zmieniająca postrzeganie literatury kobiecej i autobiograficznej. Jest odważna w sposób, który onieśmiela. Brakujące dwa punkty wynikają jednak z faktu, że jest to lektura skrajnie wyczerpująca. Intensywność emocjonalna i pewien rodzaj ekshibicjonizmu mogą być dla niektórych czytelników barierą nie do przejścia. Momentami nieliniowość narracji sprawia, że łatwo zgubić wątek, co wymaga od odbiorcy pełnego skupienia i ogromnej empatii. „Chronologia wody” to pozycja dla tych, którzy nie boją się literatury totalnej, dotykającej trzewi. Yuknavitch stworzyła arcydzieło o tym, jak podnieść się z dna, nie zapominając o smaku soli i piasku w ustach. To brutalna, ale ostatecznie dająca nadzieję pieśń o odporności ludzkiego ducha.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” autorstwa Ishbel Szatrawskiej to jedna z tych pozycji na polskiej scenie dramaturgicznej, które uderzają w czytelnika z siłą antycznej tragedii, pozostając przy tym boleśnie nowoczesnymi. Przyznanie tej publikacji oceny 8/10 odzwierciedla jej literacki kunszt, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykłą sprawność w operowaniu językiem, choć jednocześnie wskazuje na pewną emocjonalną duszność, która może przytłoczyć mniej przygotowanego odbiorcę. Bohater tragiczny w cieniu Hollywood Historia Hersha Libkina to wielowarstwowa odyseja, która zaczyna się w wileńskim getcie, prowadzi przez piekło nazistowskich obozów koncentracyjnych, by ostatecznie osiąść w powojennym, pozornie słonecznym Sacramento. Szatrawska kreśli portret człowieka, który przetrwał Zagładę, ale nie potrafi uciec przed własną tożsamością i traumą. Hersh to postać tragiczna w pełnym tego słowa znaczeniu – ocalały z Holokaustu Żyd, a zarazem homoseksualista, który w purytańskiej Ameryce lat 50. musi mierzyć się z nowym rodzajem wykluczenia i paranoi czasów maccartyzmu. Autorka mistrzowsko operuje kontrastem. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia z Europy, z drugiej – plastikowy, lśniący świat amerykańskiego snu, w którym Hersh próbuje odnaleźć swoje miejsce jako aspirujący aktor. Ta dualizm jest fundamentem dramatu; pokazuje, że wolność wywalczona po wojnie była dla wielu jedynie kolejną klatką, tym razem zbudowaną z oczekiwań społecznych i konieczności ukrywania prawdy o sobie. Konstrukcja i język: Teatr w głowie czytelnika Siłą tekstu Szatrawskiej jest jego rytm. Dramat czyta się jak partyturę – dialogi są cięte, dynamiczne, pełne niedopowiedzeń i napięcia. Autorka rezygnuje z tradycyjnej, linearnej narracji na rzecz poszatkowanych scen, które przenikają się nawzajem, tworząc mozaikę pamięci bohatera. Taki zabieg pozwala czytelnikowi poczuć dezorientację Hersha, dla którego przeszłość nigdy nie jest naprawdę „była” – ona wciąż trwa, manifestując się w lękach, gestach i niemożności nawiązania szczerej relacji z otoczeniem. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Szatrawska traktuje postacie drugoplanowe. Każda z nich, od agentów FBI po bliskich Hersha, reprezentuje inny aspekt opresji lub niezrozumienia, z jakimi boryka się główny bohater. Nie są to jednak płaskie figury; to pełnokrwiste postaci, które swoimi działaniami dopełniają obrazu świata, w którym ocalenie życia nie oznaczało ocalenia duszy. Ocena 8/10 wynika z faktu, że „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina...” to dzieło niemal kompletne, ale niezwykle wymagające. Gęstość traumy, którą serwuje autorka, bywa momentami paraliżująca. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tragizm bohatera jest tak skumulowany, iż nie pozostawia miejsca na najmniejszy oddech, co w odbiorze literackim może być wyczerpujące. Ponadto, specyficzna forma dramatu sprawia, że pełnię swojego potencjału tekst ten osiąga prawdopodobnie dopiero na deskach teatru, gdzie warstwa wizualna i aktorska mogą wypełnić luki między słowami. Ishbel Szatrawska napisała tekst ważny, niewygodny i olśniewający językowo. To rozliczenie z mitami – zarówno tym o amerykańskim raju, jak i tym o „czystym” cierpieniu ofiar wojny. Hersh Libkin to bohater, który zostaje z nami na długo po lekturze, zmuszając do refleksji nad tym, ile warte jest życie w kłamstwie i jak wielką cenę płaci się za próbę bycia sobą w czasach, które premiują konformizm. To wybitna literatura, która zasługuje na szerokie uznanie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na828 dni temu
Czerwony młoteczek Dorota Kotas
Czerwony młoteczek
Dorota Kotas
Chwyciłem po "Czerwony młoteczek", gdy tylko mogłem, bo po "Cukrach" miałem potrzebę pojścia za ciosem. Kotas jest ujmująca -- i swoją wrażliwością, i uporem. Z początku trochę się od tej książki odbiłem, przeleżała kilka miesięcy na półce. Wróciłem do niej dopiero z faktycznej potrzeby, gdy byłem naprawdę rozczarowany i zły. Bo wtedy już wiedziałem, że "Czerwony młoteczek" jest w dużej mierze emanacją rozczarowania, złości, może nawet bezsilności, choć nie jest w tym jednowymiarowy. Dość paradoksalnie bardziej w tej mojej złości ujęły te fragmenty, gdy Kotas jednak ze swojej choć na chwilę rezygnuje, dzieli się czymś szczerze, mimowolnie odsłaniając miękkie podbrzusze. Choć muszę zaznaczyć, że jej bezkompromisowość jest z pewnością wartością -- może nawet czymś, co sam podziwiam, bo nie potrafię się na nią zdobyć? "Czerwony młoteczek" to w dużej mierze strumień świadomości, gdzie wcielając się w tytułowy młoteczek autorka rozlicza się z tym co ją boli, w centrum stawiając trudną relację z matką. To z jednej strony czyni próg wejścia dość wysokim, z drugiej zaś strumień świadomości, nawet niekoniecznie nas własny -- może być współdzielony lub pożyczony, może być jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, o ile naprawdę potrafimy się w nim zanurzyć. Mimo wszystko (mimo Kotas!) chciałbym kiedyś przeczytać od niej jakąś klasyczną fabułę, gdzie fikcja mieszałaby się blisko z jej własnymi doświadczeniami, ale w nieco bardziej linearnej formie. "Młoteczek" bowiem jest zbity i twardy, i można sobie nim pokiereszować palce, przewracając kolejne strony, jeśli ktoś jest nieprzyzwyczajony.
ostroviahooligans - awatar ostroviahooligans
ocenił na68 miesięcy temu
Śmierć Viveka Ojiego Akwaeke Emezi
Śmierć Viveka Ojiego
Akwaeke Emezi
Książka napisana przez osobę pochodzącą z Nigerii, mieszkającą w USA. Autorka umieściła fabułę w swojej ojczyźnie, wśród ludzi pociągających się na co dzień językiem igbo (tak jak Chinua Achebe). Książka rozgrywa się współcześnie. Akwaeke Emezi nie kryje inspiracji „Kroniką zapowiedzianej śmierci Marqueza”, od którego zapożyczyła schemat fabularny. Powieść posiada trzy przeplatające narracje – trzecioosobową wszechwiedzącego narratora oraz dwie pierwszoosobowe – kuzyna głównego bohatera – i jego samego - już nieżyjącego. Mają one pozwolić czytelnikom na powolne odkrycie osobowości Viveka oraz okoliczności jego śmierci. A przy okazji życia – szczególnie intymnego – jego przyjaciół. Ciekawostką jest prezentacji osób z grupy Nigerwives – cudzoziemek (jak matka bohatera – Hinduska),które wyszły za Nigeryjczyków i miały z nimi dzieci. Atutem książki jest sięgnięcie po tematykę związaną z osobami nieheteronormatywnymi, czyli LGBT i umiejscowienie ich problemów poza wschodnim wybrzeżem USA czy Kalifornią (czyli miejscami, gdzie najgłośniej się o tym mówi, a sytuacja takich osób jest lepsza niż w 95% krajów świata i reszcie ojczyzny Trumpa). Drugi to pewien „zwrot akcji” w końcówce, lekko zaskakujący, ale dobrze świadczący o pomysłowości osoby, która napisała książkę i pewne informacje o zwyczajach Nigeryjczyków z grupy Igbo. Z kolei minusy to zdecydowany nadmiar przesłania, misyjności i dydaktyki, w tym pewne cukierkowo-infantylne rozstrzygnięcie wątpliwości jednej osoby. Taka amerykańska bajka nie pasująca do reszty powieści. Druga wada to przewidywalność. Łatwo się domyślić, które z przedstawionych osób należą do grup określanych skrótem LGBT i z którą literką są związane. Również nadreprezentacja tych osób w środowisku bohatera to kolejny niepotrzebny grzyb w barszczu. No i nadmierna koncentracja na życiu seksualnym tychże osób. Ma służyć wywołaniu pozytywnych emocji w stosunku do opisywanego środowiska, ale pokazuje jego członków jako osoby myślące tylko o tym, co definiuje ich jako przedstawicieli mniejszości. No i książka jest słaba edytorsko. Słowa z języka igbo nie są tłumaczone, podobnie jak szereg nazw własnych, nieznanych czytelnikowi. Plusy jednakże przeważają, jak nie ilościowo, to „wagowo”. Gdyby powieść Akwaeke Emezi powstała w Nigerii a nie w USA, wówczas niewątpliwie brak ingerencji redaktorów wiedzących, co się dobrze sprzedaje tylko posłużyłby książce. Tylko czy wtedy ktoś przetłumaczyłby są na polski? Przeczytane w ramach wyzwania styczniowego – książka z imieniem w tytule.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na63 miesiące temu
Moja ukochana i ja Renata Lis
Moja ukochana i ja
Renata Lis
Autobiograficzna podróż przez życie autorki, w której poruszamy sie w osiach zarówno czasowych (dorastanie i dorosłe życie w Warszawie),systemowych (komunizm - kapitalizm) jak zawiłym nurtem refleksji (m.in. o płci, safickości, kulturze). Ten poruszający wywód jest bardzo wrażliwym pokazaniem doświadczenia życia w często rozczarowującym kraju, zwłaszcza będąc w związku nieheteronormatywnym. Czułam, że czytam coś naprawdę sporego. Coś odważnego, o poziomie szczerości i wrażliwości, których nie spotkałam dotychczas. A jednocześnie była to podróż bardzo edukująca - na różne perspektywy, nieznane mi czasy i to, jak bardzo system polityczny nie jest oderwany od mentalności ludzi w nim żyjących. Autorka pisze w sposób nie zawsze prosty - jest wykształcona w dziedzinie literatury i kultury. Niestety czasem zostawiało mnie to w tyle w jej rozważaniach, gdyż często nie znałam dzieł, do których się odwoływano. Nie było to jednak dominujące wrażenie. Znaczną większość książki otrzymujemy poruszające przedstawienie życia w związku i tematów wokół miłości - ze świetnym warsztatem pisarskim. Podczas czytania tej lektury, dominowały u mnie smutek i współczucie. To nie jest łatwa książka i bez cenzury omawia realia tego, jak bardzo w tyle Polska znajduje się w kwestiach równościowych. Prócz tego często porusza trudne tematy tożsamości, niedopasowania, rodziny czy patriarchatu. Trzeba być również przygotowanym na część esejową w drugiej połowie książki - bardziej przypominającą felieton lub rozprawę naukową w kwestii literatury i kultury, niż spójną część nurtu całej książki. Ten fragment czytało mi się najtrudniej, jednak z pewnością zostawił u mnie kilka refleksji. A na końcu Kamczatka - coś, przez co przeszłam w pół-dysocjacji. Kompozycyjne mistrzostwo opisu doświadczania śmierci matki i perspektywy śmierci własnej. Już za tę końcówkę książka powinna trafić na topową półkę. Mimo emocjonalnego rozłożenia na łopatki (a może dzięki niemu?),uważam dzieło Renaty Lis za bardzo ważny egzemplarz dla polskiej liatury - nie tylko queerowej. ~ recenzja oryginalnie opublikowana na Instagramie
KociołekZKsiążkami - awatar KociołekZKsiążkami
ocenił na87 miesięcy temu

Cytaty z książki Nie wszyscy pójdziemy do raju

Więcej

Jestem lesbijką". Kiedy te słowa już padły, zanikły wszystkie inne określenia mojej tożsamości. Przestałam być córką, kujonką, siostrą. Zostałam lesbijką. Lesbą.

Jestem lesbijką". Kiedy te słowa już padły, zanikły wszystkie inne określenia mojej tożsamości. Przestałam być córką, kujonką, siostrą. Zost...

Rozwiń
Olga Górska Nie wszyscy pójdziemy do raju Zobacz więcej

Podobno nikt nie jest dobry w samotności..

Podobno nikt nie jest dobry w samotności..

Olga Górska Nie wszyscy pójdziemy do raju Zobacz więcej

Kiedy byliśmy dziećmi, byliśmy wolni. Nikt nie narzucał nam zabaw, jakim mieliśmy się oddawać, ani myśli, które pojawiały się w naszych jasnych wtedy głowach. Byliśmy wolni i bezpieczni.

Kiedy byliśmy dziećmi, byliśmy wolni. Nikt nie narzucał nam zabaw, jakim mieliśmy się oddawać, ani myśli, które pojawiały się w naszych jasn...

Rozwiń
Olga Górska Nie wszyscy pójdziemy do raju Zobacz więcej
Więcej