Lajla znaczy noc

Okładka książki Lajla znaczy noc autora Aleksandra Lipczak, 9788366147522
Okładka książki Lajla znaczy noc
Aleksandra Lipczak Wydawnictwo: Karakter publicystyka literacka, eseje
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2020-08-26
Data 1. wyd. pol.:
2020-08-26
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366147522
Inne
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lajla znaczy noc w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lajla znaczy noc

Średnia ocen
6,8 / 10
459 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Lajla znaczy noc

avatar
181
120

Na półkach: ,

„Lajla znaczy noc” Aleksandra Lipiczaka to książka wymagająca, zarówno pod względem językowym, jak i gatunkowym. Autor operuje stylem eseistyczno-reportażowym, który nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Dla osób nieprzyzwyczajonych do tego typu literatury, podobnie jak dla mnie, lektura może okazać się wyjątkowo oporna. Choć wiem, że istnieją twórcy, którzy potrafią pisać eseje w sposób lekki, przystępny i angażujący, w tym przypadku miałam wrażenie, że forma mocno utrudniała mi kontakt z treścią.
Książka niewątpliwie jest skierowana do czytelników zainteresowanych Hiszpanią, a zwłaszcza Andaluzją , jej historią, kulturą i kontekstami społecznymi. Dla fanów tego regionu może być wartościowym pogłębieniem wiedzy i inspirującym spojrzeniem na mniej oczywiste wątki. Jednak dla kogoś, kto nie ma już wcześniej zbudowanej ciekawości wobec tego tematu, lektura może być męcząca i trudna do przebrnięcia. Momentami odnosiłam wrażenie, że książka bardziej wymaga skupienia niż daje przyjemność czytania.
Nie można jej jednak odmówić merytorycznej wartości. Pojawiają się ciekawe przykłady, interesujące obserwacje i wnikliwe refleksje, które pokazują duże zaangażowanie autora oraz jego wiedzę. Niestety, w moim przypadku te zalety nie zrekompensowały trudności w odbiorze. Największym problemem „Lajla znaczy noc” było dla mnie to, że bardzo źle mi się ją czytało, a to sprawiło, że nawet wartościowe fragmenty nie wybrzmiały tak mocno, jak mogłyby. To książka, która z pewnością znajdzie swoich odbiorców, ale raczej w wąskim, konkretnie zainteresowanym gronie.

„Lajla znaczy noc” Aleksandra Lipiczaka to książka wymagająca, zarówno pod względem językowym, jak i gatunkowym. Autor operuje stylem eseistyczno-reportażowym, który nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Dla osób nieprzyzwyczajonych do tego typu literatury, podobnie jak dla mnie, lektura może okazać się wyjątkowo oporna. Choć wiem, że istnieją twórcy, którzy potrafią...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
54
45

Na półkach:

Reportersko-eseistyczna opowieść o Andaluzji i dziedzictwie arabskim w kulturze europejskiej. Lipczak pisze z pasją, lekkością i dużą wiedzą, łącząc historię z osobistym doświadczeniem podróży. To książka o dialogu międzykulturowym, pamięci i zacierających się granicach. Narracja jest refleksyjna i pełna ciekawostek, ale nie nuży. Idealna dla miłośników historii i podróży.

Reportersko-eseistyczna opowieść o Andaluzji i dziedzictwie arabskim w kulturze europejskiej. Lipczak pisze z pasją, lekkością i dużą wiedzą, łącząc historię z osobistym doświadczeniem podróży. To książka o dialogu międzykulturowym, pamięci i zacierających się granicach. Narracja jest refleksyjna i pełna ciekawostek, ale nie nuży. Idealna dla miłośników historii i podróży.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
70
50

Na półkach:

Eseistyczna podróż przez historię i teraźniejszość Andaluzji – regionu, w którym przez wieki mieszały się kultury muzułmańska, chrześcijańska i żydowska. Lipczak z czułością i ogromną wiedzą przybliża czytelnikowi świat tolerancji, konfliktów i dziedzictwa. Książka subtelna, refleksyjna, pięknie napisana. To nie tylko podróż w przestrzeni, ale i w czasie. Dla miłośników historii i medytacyjnej prozy.

Eseistyczna podróż przez historię i teraźniejszość Andaluzji – regionu, w którym przez wieki mieszały się kultury muzułmańska, chrześcijańska i żydowska. Lipczak z czułością i ogromną wiedzą przybliża czytelnikowi świat tolerancji, konfliktów i dziedzictwa. Książka subtelna, refleksyjna, pięknie napisana. To nie tylko podróż w przestrzeni, ale i w czasie. Dla miłośników...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1180 użytkowników ma tytuł Lajla znaczy noc na półkach głównych
  • 597
  • 552
  • 31
186 użytkowników ma tytuł Lajla znaczy noc na półkach dodatkowych
  • 102
  • 32
  • 15
  • 12
  • 9
  • 9
  • 7

Inne książki autora

Aleksandra Lipczak
Aleksandra Lipczak
Polska reportażystka. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiowała również filologię hiszpańską i polonistykę w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych. Jest autorką dwóch książek dotyczących sytuacji społeczno-politycznej w Hiszpanii: „Lajla znaczy noc” i „Ludzie z Placu Słońca”. Publikuje w tygodniku „Polityka”, w “Przekroju” i „Gazecie Wyborczej” (głównie reportaże w „Wysokich Obcasach” i „Dużym Formacie”). Jest stypendystką europejskiego programu dla młodych autorów i tłumaczy CELA.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fuerte Kasper Bajon
Fuerte
Kasper Bajon
Ta lektura jest efektem lutowego urlopu. Powiedzieć, że Fuerteventura jest cudna, to oczywiście truizm. Byliśmy tam poprzedni raz sześć lat temu i zapamiętałem sobie, że to „ wyspa kóz" . Tym razem w , poza odpoczynkiem i konwersatorium z hiszpańskiego, powód był jeszcze jeden: po fantastycznym serialu „ Las noches de Tefia” , polski tytuł „ Tefia, obóz milczenia” musiałem zobaczyć to miejsce. Oficjalnie była to rolna kolonia karna, a tak naprawdę obóz koncentracyjny, gdzie podczas reżimu generała Franco więziono homoseksualistów . Już samo miejsce jest dość złowieszcze, daleko od cywilizacji, trochę w szczerym polu. Obóz nie jest duży, bo więźniowie tylko w nim spali, a dnie spędzali w katorżnicznej pracy na roli, z przerwami na kościół oczywiście, bo przecież kościół katolicki wspierał reżim Franco. Wszystko jest odnowione, więc serial kręcony był w innej lokalizacji na pobliskiej Teneryfie. Dawny obóz jest dziś tzw. miejscem pamięci demokratycznej społeczności LGTBIQ + i akurat podczas naszej bytności odbywały się tam warsztaty edukacyjne dla młodzieży . Widać edukacja seksualna ma się wszędzie lepiej niż w Polsce. Oczywiście Tefia nie była jedynym punktem naszego programu, ale jakby pretekstem, aby raz jeszcze Fuerte zobaczyć. Ta erudycyjna książka jest niezwykle osobista . Autor, opowiadając o Fuerte, przywołuje dawne historie rodzinne, ma ogromną wiedzę na temat historii wyspy,a przede nie unika zaangażowanej, emocjonalnej narracji. Bajon przywołuje w swoim eseju podróżniczym historie bolesne, trudne, pisze o biedzie, wykluczeniu, podbojach, a całość kończy w chwili wybuchu pandemii. To taka pieśń miłosna do wyspy i świetne uzupełnienie do podróży tam.
Achim - awatar Achim
ocenił na817 dni temu
Gure. Historie z Kraju Basków Katarzyna Mirgos
Gure. Historie z Kraju Basków
Katarzyna Mirgos
Kraj Basków to nie miejsce, to stan umysłu, którego nie da się zamknąć w turystycznej broszurze”. Niestety, po lekturze książki „Gure. Historie z Kraju Basków” autorstwa Katarzyny Mirgos, można odnieść wrażenie, że autorka nie do końca wzięła sobie tę maksymę do serca. Choć publikacja obiecuje intymny wgląd w duszę jednego z najbardziej fascynujących i skomplikowanych narodów Europy, ostatecznie otrzymujemy produkt, który utknął w martwym punkcie między ambitnym reportażem a subiektywnym pamiętnikiem z podróży. Głównym problemem „Gure” jest jej fragmentaryczność. Autorka serwuje nam zbiór luźnych opowieści, które rzadko układają się w spójną całość. Czytelnik liczący na rzetelną analizę baskijskiej tożsamości czy skomplikowanej historii ETA, poczuje się rozczarowany. Mirgos ślizga się po powierzchni tematów, które wymagają chirurgicznej precyzji. Zamiast wejść w trudny dialog z historią, autorka często ucieka w bezpieczne, niemal pocztówkowe opisy krajobrazów i lokalnej kuchni. Styl autorki bywa nużący. Nadmiar poetyckich metafor i osobistych wtrętów sprawia, że sama postać Katarzyny Mirgos staje się momentami ważniejsza niż jej bohaterowie. Reportaż, z definicji, powinien oddawać głos „innemu”, tymczasem w „Gure” ten głos jest skutecznie tłumiony przez subiektywny filtr autorki. Czytając o baskijskich tradycjach, częściej dowiadujemy się, co czuła autorka, patrząc na góry, niż co czują sami Baskowie, żyjąc w cieniu swojej burzliwej przeszłości. Kolejnym zarzutem jest unikanie trudnych pytań. Kraj Basków to region zdefiniowany przez konflikt, opór i niezwykle silne napięcia polityczne. Mirgos traktuje te zagadnienia z niemal lękową ostrożnością. W efekcie otrzymujemy obraz wygładzony, pozbawiony pazura i niezbędnego w literaturze faktu krytycyzmu. To wizja Baskonii „dla turystów” – bezpieczna, estetyczna, ale przez to mało autentyczna. „Gure. Historie z Kraju Basków” to książka poprawna, ale nic ponadto. Brakuje w niej drapieżności charakterystycznej dla najlepszych polskich szkół reportażu. To pozycja, która ładnie wygląda na półce i może służyć jako nastrojowy wstęp do wakacji w San Sebastián, ale zawodzi jako próba zrozumienia fenomenu baskijskości. Jeśli szukasz głębokiej analizy i mięsa dziennikarskiego, „Gure” prawdopodobnie pozostawi Cię z poczuciem niedosytu i poznawczej pustki.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Kolekcjoner porzuconych dusz. Reportaże z Brazylii Eliane Brum
Kolekcjoner porzuconych dusz. Reportaże z Brazylii
Eliane Brum
Eliane Brum zanim przechodzi do sedna długo wprowadza czytelnika w założenia i wskazówki jak odbierać jej zbiór o życiu, chcąc go niejako przygotować na to co przeczyta. Opowiada jak przygotowywała się do zebrania materiału, jak rozmawiała i patrzyła na bohaterów, pokazuje swoją drogę do przygotowania tych reportaży. Zapewne słusznie, bo nie są to obrazy karnawału, bujnego i barwnego życia w Amazonii, czy peanów na rzecz brazylijskiej piłki. To opowieści z ciemniejszych zaułków, a nawet zakątków Brazylii, gdzie trud, smutek i niesprawiedliwość trzymają się mocno, mimo zmian zachodzących na szczytach władzy, gdzie pieniądz i chciwość wiodą prym. Reportaże zawarte w "Kolekcjonerze porzuconych dusz" mają charakter społeczny, a choć autorka skupia się na Brazylii to można by je osadzić w innych miejscach, w których niesprawiedliwość kwitnie i dotyka najuboższych. Autorka pokazuje szerokie spektrum niedoli ludzkiej, niesprawiedliwości, zapomnienia, wyrzucenia za nawias, wykorzystywania, odbierania ostatnich skrawków godności. Optymizmu niewiele w tej książce, choć i ono wychyla z tych kart nieśmiałe oblicze, w postaci oddanych kobiet, które "łapią dzieci", aby pomóc sprowadzić je na ten świat, czy pojawiające się iskierki miłości w domach "spokojnej starości", do których "wysyłani" są starzy ludzie i "zasypywani gruzem" niepamięci swoich najbliższych. Pozostałe traktują o realizmie, bynajmniej niemagicznym. Spotkamy więc opowieść mężczyzny, który pracował przy azbeście i umarł z jego powodu. Poczytamy o ludziach których wyrzucono z ich domu, bo stali na drodze wielkich "inwestycji". Usłyszymy opowieści matek, które rodziły synów na śmierć, o mężczyznach, którzy oddają się bardzo dziwnym działaniom, aby przeżyć w tym nieprzyjaznym świecie. Kobietę, która mimo niepełnosprawności, biedy i wielu przeciwności postanowiła udowodnić, że da radę i wydobędzie się z kręgu niemożności. Dowiemy się o szaleństwie złota, o marzeniu biedaka, żeby wznieść się na pokładzie samolotu i o żalu do choroby, która zabrała coś na co czekało się całe życie.. W mojej opinii autorka starała się nie wtrącać w opowieści swoich bohaterów, słuchała i gromadziła je bez oceniania i dopowiadania. Pokazywała szerszy kontekst niektórych historii, drogi niesprawiedliwości i nic nie robienie władz i sądów. Książka napisana eleganckim językiem. Choć nie wszystkie opowieści wciągają, to warto poznać różnorodność Brazylii tej bardziej nieznanej i nieoczywistej.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na77 miesięcy temu
Nomadland. W drodze za pracą Jessica Bruder
Nomadland. W drodze za pracą
Jessica Bruder
Książka otworzyła mi oczy na problem, którego wcześniej właściwie nie dostrzegałam: skalę współczesnego nomadyzmu ekonomicznego w Stanach Zjednoczonych oraz fakt, że dla wielu starszych ludzi nie jest on wyborem stylu życia, lecz koniecznością wynikającą z biedy, braku zabezpieczeń społecznych i kryzysu mieszkaniowego. Reporterska praca autorki — jej podróże z bohaterami, rozmowy z pracownikami sezonowymi, opisy życia w vanach i na parkingach — mają dużą wartość poznawczą i uświadamiają realne konsekwencje niewydolności systemu. Jednocześnie książka zawodzi jako próba pełnego ukazania tego doświadczenia. Układ narracji sprawia wrażenie fragmentarycznego, a powracanie do tych samych postaci i motywów nie zawsze pogłębia temat, lecz raczej go zawęża. Zamiast szerokiego spektrum historii dostajemy powtarzalny obraz, który z czasem traci swoją siłę oddziaływania. Brakuje wyraźniejszego zróżnicowania perspektyw — zarówno pod względem wieku, pochodzenia, jak i alternatywnych losów osób, które z tego stylu życia próbowały się wydostać. Autorka z dużą empatią opisuje swoich bohaterów, ale momentami ta empatia zastępuje analizę. Systemowe przyczyny nomadyzmu są sygnalizowane, jednak nie zawsze wystarczająco rozwinięte, przez co książka bardziej dokumentuje skutki problemu niż pozwala w pełni zrozumieć jego złożoność. W efekcie Nomadland pozostawia czytelnika z poczuciem, że poznał ważny i poruszający temat, ale nie otrzymał narzędzi, by zobaczyć go w całej jego skali. To książka potrzebna i momentami przejmująca, lecz niedostatecznie pogłębiona — bardziej wprowadzająca w problem niż rzeczywiście go wyczerpująca. Ale skoro wracam do niej pamięcią oznacza, że stała się dla mnie jakkolwiek cenna, choć wysoce niedoskonała. Doceniam to, iż autorka nie udaje, że w pełni zrozumiała ludzi, którzy prowadzą koczowniczy tryb życia nie z wyboru czy ciekawości, lecz z powodu bycia jedyną lub jedną z najmniej złych dróg, aby przetrwać w życiu oraz nie być ciężarem dla innych.
Tamaryszka - awatar Tamaryszka
oceniła na63 miesiące temu
Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie Beata Szady
Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie
Beata Szady
Okazuje się, że reportaż może być nie tylko o przemocy, nierównościach społecznych, krzywdach, przestępstwach. Nie tylko taki, po którego przeczytaniu człowiek ma ochotę się tylko rozpłakać. Reporterzy latynoamaerykańscy piszą także o zwykłych sprawach - i takich jest większość tekstów w tym tomiku. Ciekawostkowe można by rzec. Sięgnęłam jednak po ten zbiór bardziej z uwagi na objaśnienia dotyczące "latynoamerykańskiej szkoły reportażu" oraz jej twórców. Nie tylko Polacy umieją dobrze pisać - dobrzy reportażyści są w różnych częściach świata. Inna sprawa, czy mają grono odbiorców, chętnych do czytania o trudnych często sprawach, o prawdzie niezamiatanej pod dywan - i czy pozwalają na to realia polityczne. Warunkiem reportażu jest wszak wolność słowa. Jak pisze w posłowiu Mariusz Szczygieł: "reportaż ma opisywać prawdziwe zdarzenia i prawdziwe problemy, a prawda może równać się tam [w Rosji] zamachowi na samego Putina". Dlatego w Rosji reportaż umarł. W tym zbiorku mnie najbardziej zainteresował reportaż o dziwnych imionach nadawanych w Urugwaju - nie wiedziałam o tym. Chichotem losu zda się opowieść o wiosce, w której zakończył swój żywot Che Guevara, by potem - ten komunista i ateista - stał się w oczach ludzi "świętym", do którego zanoszone są modły. Podobnie rzecz ma się zresztą z Hugo Chavezem. Tak to wygląda. Nie zmogłam natomiast tekstu o poetce, jedynego autorstwa kobiety, co podkreślane jest kilkukrotnie. No przepraszam. Tekst Caparrosa o Caracas wszedł też w skład Nameryki. Słuszna wydaje mi się tu puenta samego autora: "Chyba nie umiałem opowiedzieć, jak wygląda życie tego miasta w ostatnich czasach".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na71 rok temu
Auroville. Miasto z marzeń Katarzyna Boni
Auroville. Miasto z marzeń
Katarzyna Boni
Auroville to eksperymentalne miasto w Indiach. Miejsce z założenia wolne od polityki czy religii, skupione na braterstwie, a wszystko to by odnaleźć duchową ścieżkę w zgodzie ze światem. Po latach starań, starć z korporacjami oraz państwem, stało się kulturową enklawą, odrębnym terytorium, które jest samowystarczalne pod względem energii, edukacji, opieki medycznej i wytwarzanych towarów. Wiele początkowych założeń na pewnym etapie uległo erozji — powstał kult Matki-założycielki, miasto stało się popularnym miejscem dla turystów, a starcia z państwem oraz wielkimi korporacjami udowodniły, że nie da się pozostać całkowicie wolnym od polityki czy dzisiejszego świata — ale miasto zachowało swój duchowy wymiar. Niektórych zawiodło, dla innych okazało się miejscem, którego od zawsze poszukiwali i postanowili tam już zostać. Niezależnie jednak od emocji — Auroville to marzenie o utopijnym mieście przyszłości, które ciągle dąży do postępu, ale najważniejsza dla jego mieszkańców jest duchowa równowaga. Katarzyna Boni odwiedziła Auroville kilka razy. Mieszkała tam dłuższy okres, poznawala ludzi, rozmawiała z tymi, co zostali oraz zdecydowali się odejść, zbierała doświadczenia własne oraz cudze, a to by na kartach książki odbić życie i mentalność, jaka wypełniła to miejsce. Z mojego punktu widzenia wykonała kawał dobrej roboty, a na szczególną uwagę zasługuje odbicie kultu matki i zgubienie wcześniejszych ideałów, gdy doszło do koniecznej walki o niezależność. Zabrakło mi w tym wniknięcia w pewne elementy, pogłębienia codziennych tematów, ale jako całość zostałam pozytywnie zaskoczona. Dobry reportaż o temacie, który budzi wiele emocji oraz przemyśleń.
Czytajacamewa - awatar Czytajacamewa
oceniła na811 miesięcy temu
Drżę o ciebie matadorze Pedro Lemebel
Drżę o ciebie matadorze
Pedro Lemebel
Urocza, choć przecież opowiadająca o krwawym reżimie Pinocheta, jest powieść Pedra Lamebela "Drżę o ciebie matadorze". Jest rok 1986. Ciotuchna z Naprzeciwka żyje w Santiago, stolicy Chile w swoim małym świecie. Ma niewielki, sypiący się domek, wynajmowany, ale samodzielne urządzony i ozdobiony. Ma grupę zaprzyjaźnionych ciotek. I ulubioną piosenkę - tytułowe "Drżę o ciebie matadorze". Utrzymuje się z robótek ręcznych, które wykonuje dla wysoko postawionych osób. Nie interesuje się polityką, ale odrobinę niepokoju wprowadzają w jej życie opozycyjne Radio Cooperativa oraz uliczne protesty. Pewnego dnia pojawia się w jej życiu Carlos (choć może wcale nie ma tak na imię). Twierdzi, że jest studentem i prosi o przechowanie kilku dużych skrzynek z "książkami". Zauroczona nim Ciotuchna zgadza się, a potem pozwala też spotykać się na stryszku swego domu grupie kolegów Carlosa, którzy "nie mają się gdzie uczyć". W ten sposób zostaje wplątana w działania Frontu Patriotycznego Manuela Rodrígueza. Tyle wprowadzenia, nie będę więcej zdradzał. Dodam jeszcze tylko, że opowieść o Ciotuchnie i Carlosie przeplata się z historią dyktatora i jego żony, na których wspomniana organizacja przygotowuje zamach. Pomimo politycznego tła, "Drżę o ciebie matadorze" to przede wszystkim subtelna historia miłosna. Opisana z dystansem, poczuciem humoru i wdziękiem. Świadomie też kiczowata, jak kiczowaty jest świat Ciotuchny. I nawet jej język jest ciut delikatniejszy od tego, jakim posługują się bohaterowie/bohaterki książek Michała Witkowskiego. Zapraszam na profil Sczytalim na Instagramie!
Ryszard Kozik - awatar Ryszard Kozik
ocenił na86 miesięcy temu
San Francisco. Dziki brzeg wolności Magda Działoszyńska-Kossow
San Francisco. Dziki brzeg wolności
Magda Działoszyńska-Kossow
I tak to jest, jak się kupuje książkę w necie... Nie zwróciłem uwagi na tył okładki. A tam stoi jak wół, że Autorka to wytwór GW i TVN. No cóż... Przeczytałem. Ta książka ma dobre momenty. W sumie warto przeczytać. Ale należy mieć świadomość, że pojawią się nieuchronnie kwiatki typu: "Ani w przypadku klimatu, ani wywołanych ruchami płyt tektonicznych trzęsień nie ma jednak możliwości, stwierdzenia, jak miałyby się sprawy, gdyby nie nasza działalność" (str. 76). No tak, człowiek nie odpowiada jedynie za wybuchy supernowych, ale współcześni uczeni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, więc kto wie? O hipisach Autorka pisze tak: "Chcieli żyć razem (…) oddychać przyrodą, a nie ją eksploatować, być samowystarczalni, a nie uzależnieni od świstka z wypłatą”. Jasne! Żeby nie eksploatować przyrody da się żyć tylko pozyskując energię ze Słońca, a bycie samowystarczalnym znaczy żebranie i grzebanie po śmietnikach, co Autorka barwnie opisuje. Są wspaniałe skróty myślowe - o filozofii Dalekiego Wschodu:„(…)obdarzonemu tym umysłem i dodatkowo wolną wolą człowiekowi pisane jest bycie panem wszelkiego stworzenia” (str. 142). Aha, czyli buddyści mogą być panami stworzenia, ale kiedy mówi to inna religia to już jest męska patriarchalna zaborczość? Autorka myli paskudnie dr Jekylla i mr. Hyde'a (str 187). Wstydź się, Redakcjo! Natomiast interesujący obraz San Francisco to taki, że to niewielkie miasteczko starające się być kimś ponad stan posiadania, zmuszające mieszkańców do posiadania niestandardowych zarobków. Ale niech ktoś mi wytłumaczy - czemu ci Amerykanie, których nie stać na mieszkanie we Frisco, nie pojadą tam, gdzie taniej? (casus kobiety z emeryturą, która pewnie doskonale mogłaby żyć na jakimś amerykańskim zadupiu) Co się Autorce udało? Pokazanie Ameryki, która właściwie dobra jest tylko dla zarabiających dużo ponad średnią. Bo ani ci aspirujący do lepszego życia techies, ani ci, których życie wyrzuciło na margines, szczęścia w Ameryce nie znajdą. Rozgadałem się! Podsumuję te wszystkie, bazujące na kompletnie chybionych pomysłach, próby naprawy stanu rzeczy: "To nowoczesne, humanitarne i empatyczne podejście w praktyce okazuje się tylko mrzonką” (str. 242) No cóż, był już taki ustrój walczący bohatersko z problemami, które w żadnym innym ustroju nie występowały!
Staruch - awatar Staruch
ocenił na61 miesiąc temu
Z niejednej półki. Wywiady Michał Nogaś
Z niejednej półki. Wywiady
Michał Nogaś
Lubię czytać wywiady z wielu różnych powodów. Głównie jednak dlatego, że jest to sposób na minimalne poznanie autora, ale bez głębokiego wnikania w jego całą biografię. Zbiór Z niejednej półki: wywiady Nogasia to rozmowy z plejadą gwiazd i ciekawa oraz przyjemna lektura, choć długa. Dobry wywiad nie jest łatwo przeprowadzić. Trzeba się świetnie przygotować, przemyśleć pytania, żeby nie były sztampowe i takie same, jakie już były zadawane setki razy. Widać, że Nogaś odrobił pracę domową i literatura, czy też najnowsze książki rozmówców są tylko punktem wyjścia do rozważań nad stanem świata, polityką, bliższym i dalszym otoczeniem rozmówców. Wszelkimi okolicznościami tychże książek powstawania. ✒️ Rozmowy o świecie I są to rozmowy ciekawe, jednocześnie wzbudzające u mnie odruch niechęci i zmęczenia. Większość tekstów ma smutny, lub nawet pesymistyczny wydźwięk. Współczesny świat, choć w pewnych wymiarach jest lepiej niż kiedykolwiek, to także schodzi na psy. Chociaż w sumie nigdy nie był za wysoko, więc to schodzenie niżej to tylko jakaś forma przenośni. Gdzieniegdzie jest coraz lepiej pod pewnymi względami, np. prawa kobiet, dzieci czy ekonomia. Są też miejsca, gdzie jest coraz gorzej. A wspólna dla wszystkich jest zmiana klimatyczna oraz zwiększające się poparcie dla populistów. Niektóre z tych tekstów lub historii źle się zestarzały. Np. ta historia o poszukiwaniu Alice Munro, albo wywiad z Llosą o wierze, że Trump upadnie po pierwszej kadencji. Że niby ludzie się ockną. Nie ocknęli, jak wiadomo. ✒️ O świecie Ostatecznie Z niejednej półki: wywiady to mnóstwo słusznych obserwacji świata i społeczeństw, trochę psychologii i uwag na temat dzisiejszych czasów. Stricte informacji o literaturze jest tu w sumie mało, choć na niektórych autorów zerknę uważniejszym okiem, bo jeszcze nie czytałam, a mnie zaciekawili. Trzeba przyznać, że Nogaś odwalił kawał rzetelnej roboty, chociaż zebrane w jeden tom mogą się te wywiady wydawać o tym samym. A jednak każdy z rozmówców ma trochę inne poglądy, spojrzenie, doświadczenia, mimo że wnioski podobne. To ważne, żeby o takie rzeczy pytać. [Na stronie bloga jest spis wszystkich nazwisk]
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Lajla znaczy noc

Więcej
Aleksandra Lipczak Lajla znaczy noc Zobacz więcej
Aleksandra Lipczak Lajla znaczy noc Zobacz więcej
Aleksandra Lipczak Lajla znaczy noc Zobacz więcej
Więcej