rozwińzwiń

Czerwony książę

Okładka książki Czerwony książę autora Timothy Snyder, 9788324078387
Okładka książki Czerwony książę
Timothy Snyder Wydawnictwo: Znak Horyzont historia
428 str. 7 godz. 8 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2020-07-20
Data 1. wyd. pol.:
2010-04-28
Liczba stron:
428
Czas czytania
7 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324078387
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czerwony książę w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Czerwony książę



książek na półce przeczytane 672 napisanych opinii 419

Oceny książki Czerwony książę

Średnia ocen
7,2 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czerwony książę

avatar
46
42

Na półkach:

Kapitalna historia, reportaże historyczne o freakach z poboczy dziejów świata zawsze mnie kręcą. A tu jeszcze gej, arystokrata-lewicowiec, sprawa polska, Paryż, bohema, no, palce lizać. Plus autor, nie byle jaki, jak wiadomo. Czytajcie!

Kapitalna historia, reportaże historyczne o freakach z poboczy dziejów świata zawsze mnie kręcą. A tu jeszcze gej, arystokrata-lewicowiec, sprawa polska, Paryż, bohema, no, palce lizać. Plus autor, nie byle jaki, jak wiadomo. Czytajcie!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
231
80

Na półkach:

Książka opowiada w ciekawy sposób burzliwą historię życia Wilhelma, który wychował się w gałęzi rodziny Habsburskiej, która z wyboru naturalizowała się w Polsce, choć natchnieniem bohatera była Ukraina, co prawdzi do różnych zwrotów akcji. Ogromnym walorem tej książki jest jest oparcie w faktach przedstawione bardziej w formie powieści niż książki naukowej, Timothy Snyder zdecydowanie ma dobre pióro.
Osobiście zaskoczył mnie fakt że Habsburgowie bardzo dobrze dostrzegali procesy społeczne i przewidzieli że nacjonalizmy zdominują Europę o tym jaką rolę w tej przemianie chcieli brać udział dowiecie się z książki :-)

Książkę przeczytałem w ramach świetnego kursu Historii Ukrainy autora, który jest dostępny na Youtube.

Książka opowiada w ciekawy sposób burzliwą historię życia Wilhelma, który wychował się w gałęzi rodziny Habsburskiej, która z wyboru naturalizowała się w Polsce, choć natchnieniem bohatera była Ukraina, co prawdzi do różnych zwrotów akcji. Ogromnym walorem tej książki jest jest oparcie w faktach przedstawione bardziej w formie powieści niż książki naukowej, Timothy Snyder...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1525
1500

Na półkach:

Kolejna fascynująca książka Timothy Syndera - o Habsburgu, który, gdyby dzieje potoczyły się w stronę, w którą skręcić nijak nie chciały, miał być królem Ukrainy, a jego ojciec Stefan królem Polski.

Największym jej plusem jest to, że z przyjemnością przeczyta ją osoba także niezakorzeniona w c.k. monarchii – a cóż dopiero jej miłośnik. Świetny styl, daleki od „naukawego”. Świetnie skreślone tło historyczne. Do tego fascynujący a tragiczny bohater – o tożsamości habsbursko-ukraińsko-polskiej. Czego chcieć więcej….?

Jeśli w ogóle Wilhelm Habsburg (”Wasyl Wyszywany”) może być znany Polakom, to tylko z tego powodu, że to właśnie on sprawił, iż we Lwowie pod koniec października 1918 r. pojawiły się dwa pułki ukraińskie c.k. armii. To one 1 listopada zajęły Lwow w imieniu powstającej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Wybuchły polsko-ukraińskie walki o Lwow, zakończone słynną odsieczą (i jeszcze słynniejszym pogromem Żydów, dla uczczenia odzyskania stolicy Galicji).

To moja trzecia przeczytana rzecz amerykańskiego historyka, przyjaciela Polski - po świetnej „Tajnej wojnie” (obnażającej słabości wywiadu II RP na kierunku sowieckim) o najwspanialszym piłsudczyku, słynnym wojewodzie wołyńskim Henryku Józewskim (czołowym ukraińskim prometejczyku – w Kijowie powinni mu pomnik postawić) oraz znakomitych „Skrwawionych ziemiach” (gdzie wykazał, że najbardziej na te nazwę zasługują nie tereny II RP, ale białoruskie, a pierwszym wielkim niemieckim ludobójstwem na polskich ziemiach było zagłodzenie jesienią 1941 paru milionów sowieckich jeńców – rzecz poza polskim horyzontem poznawczym).

Tu zasadnie pisze Autor, że Habsburgów i elity państwa trudno uznać za Niemców, skoro zbudowali oni po 1867 r. całkiem silny „naród polityczny” złożony z ludzi wielu narodowości, w tym wielu Słowian (w tym Polaków – dwaj premierzy Potocki i Badeni, szefowie finansów i spraw zagranicznych),którzy stanowili wszak większość mieszkańców. Całkiem niegłupi byli ci Habsburgowie. Wiedząc, że ludności niemieckojęzycznej jest mniej niż ¼, (i nieco więcej Węgrów),zdali sobie sprawę, iż nie mogą nadać państwu niemieckiego charakteru, lecz zapewnić sobie lojalność grupy większościowej.

M.in. stąd nienawiść Hitlera do dawnej Austrii – i późniejsza chęć Austriaków do przyłączenia się do Macierzy, o czym bezskutecznie marzyli już po klęsce 1918 r. Stąd też entuzjazm po Anschlussie i chętny udział w zbrodniach Dritte Reich (komendanci obozów śmierci w GG to przeważnie Austriacy - Stangl, Goeth, czy Globocnik, główny autor Holokaustu na polskich ziemiach).

Snyder nie ma oporów by mówić to, co u nas ”nie uchodzi”. Np. „W 1848 r. idee patriotyczne znalazły szeroki oddźwięk, ale ujawniły się zarazem ich wewnętrzne sprzeczności. Narody zdolne do walki przeciwko swemu cesarzowi w imię wyzwolenia narodowego chciały uciskać inne: Węgrzy Słowaków, Polacy Ukraińców, Włosi Chorwatów. W tej sytuacji Franciszek Jozef mógł manewrować wzajemnymi animozjami. (….) Przeciwko buntowniczym narodom szlacheckim zwrócił się o pomoc do Rumunów, Chorwatów, Ukraińców i Czechów.

„Habsburgowie życzyli sobie, aby etap ucisku każdego dramatu narodowego był
uwarunkowany lokalnie: np. aby Czesi ograniczali swe skargi do miejscowych Niemców (…) lub aby Ukraińcy czuli się upokarzani przez polską szlachtę w Galicji, a nie przez Habsburgów, którzy dali Polakom prawo do rządzenia.

Autor przypomina że część austriacka monarchii nie nazywała się bynajmniej Austrią, tylko ”ziemiami i krajami koronnymi reprezentowanymi w Radzie Państwa” (parlamencie we Wiedniu),wobec czego pojęcie Austro-Węgry jest dość umowne. ”Był to dziwny twór, obejmujący Węgry od północnego wschodu i południowego zachodu niczym zmysłowa kobieta siedząca na skale.

Ale miałem pisać o bohaterze książki. Dostał on imię po swym dalekim przodku, niedoszłym mężu - jak słusznie pisze Snyder – polskiego króla (nie królowej!) Jadwigi, którą szczęśliwie ożeniono z Jagiełłą, a nie z Habsburgiem. Choć z drugiej strony, co by było gdyby? Ale to wszak Jagiellonowie rządzący Czechami i Węgrami (o czym mało kto wie, czy też pamięta) utracili te państwa na rzecz Habsburgów po klęsce z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.

Wilhelm po polsku mówił jak i jego ojciec Stefan Habsburg, ten od Żywca i browaru. Wiedział, że Ukraińców jest w c.k. monarchii nie tak mało, ok. 13 proc., a w granicach Rosji o wiele, wiele więcej. Stad plany dodania – po szczęśliwie wygranej I wojnie – do monarchii kolejnego członu – ukraińskiego, z nim jako władcą. Z początku wydawało się to łatwe, zwłaszcza, gdy po przewrocie bolszewickim Niemcy i Austriacy zajęli niemal całą Ukrainę.

Ale ani Wilhelm nie został królem Ukrainy, ani jego ojciec – Polski. Niemcy nie zamierzały tolerować takich inicjatyw i po pokoju brzeskim w lutym 1918 z bolszewikami (i Ukrainą) planowały podporządkowanie sobie i Polski, i Ukrainy. Tam zainstalowały swoją marionetkę, hetmana Skoropadskiego; u nas powstała tylko Rada Regencyjna (bo Stefan nie chciał być pacynką) – ta, która była formalnym źródłem władzy dla Piłsudskiego w listopadzie 1918 r. .

A gdy działacze ukraińscy, dążący do pełnej niepodległości, zorientowali się jesienią 1918 r., że Wilhelm wciąż wspiera c.k. monarchię, odwrócili się od niego. A kiedy 22 listopada Polacy odbili Lwow, arcyksiążę wymknął się cichaczem z miasta.

„W Europie Środkowej i Wschodniej nastąpił zmierzch królów, a pretendenci do tronu szukali schronienia tam, gdzie mogli (…) Polska kariera Stefana nagle się skończyła”. W następnych latach Wilhelm nie odgrywał większej roli politycznej, choć chciał. Zraził się do państwa ukraińskiego, gdy za sojusz z Piłsudskim w 1920 r. Petlura zapłacił nam wyrzeczeniem się Galicji Wschodniej i Wołynia – uznał tę cenę za zbyt wysoką. Zerwał też z ojcem, który stał się w pełni Polakiem. W jednym z wywiadów, nawiązując do pogromu lwowskiego, pytał: „czy cywilizowany kraj dopuściłby się czegoś takiego” i mówił: „megalomania wydaje się w tym kraju endemiczna”. Wilhelm „znalazł się na marginesie rodziny, samotny w Wiedniu” – konstatuje Autor.

Snyder podkreśla, że po I wojnie wilsonowskie kryteria samostanowienia narodów stosowano nierówno. „ Czechom, Polakom, Serbom, Rumunom, postrzeganym przez zwycięzców jako sojusznicy, powierzono ogromne mniejszości narodowe”. Pisze gorzką prawdę: ”Zwycięzcy decydowali, kto jest narodem, a kto nie. Dlatego Ukraińcy nie byli narodem i nie mieli prawa do państwa”. A Ukrainę uważali za „sztuczny twór Berlina i Wiednia”.

Nie dziwi zatem, że później Wilhelm odbija się od ściany do ściany. A to konferował z synem ostatniego cesarza Ottonem von Habsburgiem i cesarska wdowa Zyta - nb. zmarła ona dopiero w „magicznym roku 1989” (!) - a to zbliżył się do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, na jakiś czas stał się nawet faszystą. Mówiąc może cynicznie, stawiał na II wojnę jako sprzyjającą powstaniu Ukrainy, tak jak my na I wojnę.

Ale gdy już wybuchła, szybko pojął, że Ukraina w planach Hitlera ma być tym, czym w I wojnie – spichlerzem Niemiec i dostarczycielem taniej siły roboczej. Po 22 czerwca 1941 r. Hitler „nie utworzył marionetkowego państwa ukraińskiego, chociaż zrobił to dla dwóch innych narodów z habsburską przeszłością, Słowaków i Chorwatów” (a gdy sami ogłosili swe państwo we Lwowie, osadził liderów, m.in. Banderę, w Sachsenhausen).

Jak pisze Snyder, Hitler zrobił tyle, że ”pozwolił jedynie poszczególnym Ukraińcom uczestniczyć w zbrodniach swojego reżymu”. Dodaje, że zaczęty wówczas na pełną skalę Holokaust też zapewne nieco otrzeźwił Wilhelma.

W efekcie stawia on na aliantów, „wykonując zwrot ku demokracji”. Mieszkając w Wiedniu pod okiem Gestapo, podejmuje ryzykowną współpracę z wywiadem angielskim i francuskim, zachowując kontakty z OUN, która też z czasem, w miarę klęsk na froncie wschodnim, zaczyna patrzeć na Zachód.

W końcu w 1947 Sowieci aresztują Wilhelma w Wiedniu i wywożą do Kijowa na proces, w którym skazują go na 25 lat wiezienia, m.in. za dążenie do ukraińskiego tronu w 1918 (sic!),dowodzenie wtedy Wolnymi Kozakami oraz współpracę z wywiadami brytyjskim, i francuskim. Na lata utajniono jego śmierć w wiezieniu w 1948 r. - 18 sierpnia, to rocznica urodzin Franciszka Jozefa (a także - moja).

„Wraz z Wilhelmem, jak mogło się wydawać, przepadło jego ukraińskie marzenie” – podsumowuje Autor, podsumowując swą książkę bilansem wybicia się Ukrainy na, jak wiemy, niełatwą niepodległość.

A „Wasyla Wyszywanego” Lwow upamiętnił… placem zabaw. „Dzieci bawią się na pustym cokole pomnika, którego jeszcze nie ma”.

„Ilu twórców amerykańskiego państwa urodziło się Amerykanami? Dokładnie tylu, ilu bohaterów tej książki urodziło się Ukraińcami. Żaden. Amerykańscy ojcowie założyciele urodzili się jako brytyjscy poddani rożnego pochodzenia i stali się Amerykanami, kiedy stworzyli Amerykę (…) Idea ukraińska, tak jak amerykańska, była polityczna u swych korzeni” - .takie piękne podsumowanie Snydera kończy tę wspaniałą książkę.

Oby Ukraina po nieodzownym zwycięstwie nad Złym stała się „Ameryka”. To także i w naszym interesie, drodzy spadkobiercy Piłsudskiego…

Kolejna fascynująca książka Timothy Syndera - o Habsburgu, który, gdyby dzieje potoczyły się w stronę, w którą skręcić nijak nie chciały, miał być królem Ukrainy, a jego ojciec Stefan królem Polski.

Największym jej plusem jest to, że z przyjemnością przeczyta ją osoba także niezakorzeniona w c.k. monarchii – a cóż dopiero jej miłośnik. Świetny styl, daleki od „naukawego”....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

348 użytkowników ma tytuł Czerwony książę na półkach głównych
  • 279
  • 67
  • 2
59 użytkowników ma tytuł Czerwony książę na półkach dodatkowych
  • 30
  • 12
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Czerwony książę

Inne książki autora

Timothy Snyder
Timothy Snyder
Jest profesorem Uniwersytetu w Yale. Doktorat otrzymał w 1997 roku na Uniwersytecie w Oxfordzie. Specjalizuje się we współczesnych dziejach Europy Środkowej i Wschodniej oraz w historii nowożytnego nacjonalizmu. Współpracował z uniwersytetami w Paryżu, Wiedniu, Warszawie, Pradze i Harvardzie. Jest laureatem kilku prestiżowych nagród, m.in. w 2003 roku otrzymał nagrodę George Louis Beer przyznawaną przez Amerykańskie Stowarzyszenie Historyków za książkę „Rekonstrukcja narodów: Polska, Ukraina, Litwa i Białoruś, 1569-1999", w której opisał ewolucję świadomości narodowych w Pierwszej Rzeczypospolitej i na jej ziemiach aż do współczesności. W 2007 roku za książkę Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę na I Kongresie Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski, zorganizowanym przez krakowski oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego, odebrał główną nagrodę w konkursie Pro Historia Polonorum, przyznaną po raz pierwszy statuetkę Galla Anonima. Jest to nagroda za najlepszą książkę dotyczącą historii Polski napisaną przez obcokrajowca. Cytując Wojciecha Orlińskiego: „Profesor Snyder to człowiek rozmiłowany w historii Polski. W odróżnieniu od Normana Daviesa, który stara się pisać książki o naszej historii, przyjmując nasz punkt widzenia, Snyder spogląda na nas z perspektywy Amerykanina. Jako Walijczyk Davies instynktownie rozumie wszystkie dramaty i paradoksy związane z nacjonalizmem społeczności zagrożonych przez potężnych sąsiadów, silniejszych kulturowo i politycznie. Snyder zaś spogląda na nas oczami mieszkańca kraju, który z hasła o "tyglu narodów" uczynił swoje nieformalne motto". W swoich książkach znakomicie łączy perfekcyjny warsztat naukowy z niezwykle błyskotliwą narracją i umiejętnością popularyzacji wiedzy historycznej, co sprawia, że pozycje te trafiają do szerokiego kręgu odbiorców. Dodatkowo swoje badania prowadzi w 10 językach, oczywiście angielskim, francuskim, polskim, niemieckim, ukraińskim, czeskim, słowackim, białoruskim, rosyjskim i hiszpańskim! W grudniu zeszłego roku Profesor Snyder uczestniczył w XV "Debacie Tischnerowskiej" razem z Anną Applebaum, Adamem Michnikiem i ks. abp Kazimierzem Nyczem zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski i wiedeński Instytut Nauk o Człowieku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

M. Syn stulecia Antonio Scurati
M. Syn stulecia
Antonio Scurati
M. Syn stulecia to książka znakomita, imponująca rozmachem i przejmująco aktualna. Dawno już żadna pozycja z półki "literatura faktu" nie dała mi tyle do myślenia. Nie jest to jednak klasyczna biografia Mussoliniego. To literacki fresk obejmujący kilka kluczowych lat z życia twórcy faszyzmu: od końca I wojny światowej, przez brutalną drogę do władzy, aż po wstrząsające zabójstwo Giacomo Matteottiego, ostatniego opozycjonisty, który z ław włoskiego parlamentarnych opanowanych przez faszystów nie bał się wykrzyczeć słów protestu przeciwko dyktatorowi. Scurati nie tworzy pomnika czy oskarżycielskiego pamfletu. Przedstawiając opisy spotkań, wieców, wydarzeń rekonstruuje mechanizmy rodzącego się totalitaryzmu. Pokazuje, jak chaos powojennej rzeczywistości, lęk włoskiego społeczeństwa i polityczna krótkowzroczność otworzyły drogę człowiekowi, który początkowo wydawał się jedynie radykalnym publicystą. Gdyby nie słabość króla, oportunizm i podziały wśród elit, hasła Mussoliniego mogłyby pozostać jedynie marginalnym krzykiem. To właśnie pokazując bierność „elity władzy” okazały się współodpowiedzialne za nadciągającą katastrofę. Konstrukcja książki jest oparta na scenach spotkań, wieców, narad, przeplatanych autentycznymi cytatami bohaterów i fragmentami ówczesnej prasy. To wszystko nadaje książce niesłychaną dynamikę. Czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, obserwuje je na miejscu, historia niemal dzieje się na naszych oczach. Choć pierwsza część (ponad 700 stron) momentami może wydać się wymagająca, druga połowa uderza z pełną siłą. Opis narastającej przemocy i bezkarności prowadzącej do morderstwa Matteottiego jest wstrząsający i na wskroś pouczający. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak trafnie książka obnaża mechanizm manipulacji: jak łatwo porwać masy wielkimi hasłami, jak sprawnie przejąć instytucje państwa i jak szybko zdławić opór w imię „odnowy narodu”. W jednym z momentów Mussolini przyznaje, że faszyzm to „idea bez idei”. Mówi o tym, że to krytyka elit bez realnego programu. To zdanie brzmi niepokojąco współcześnie. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy bezrefleksyjnie ulegają radykalnym hasłom, ale również dla tych, którzy wierzą, że skrajność można oswoić, że wystarczy ją wysłuchać i włączyć do demokratycznej debaty. Historia pokazuje, jak złudne bywa to przekonanie. Z drugiej strony ciekawe, jak ta historia potoczyłaby się, gdyby w tamtych czasach istniał internet i media społecznościowe. Obawiam się, że tylko przyczyniłby się one do jeszcze większej popularności dyktatora, który i tak po przejęciu władzy jednym pociągnięciem elektronicznego pióra wprowadziłby ich cenzurę. Czytając Syna stulecia, trudno nie dostrzec analogii do niektórych dzisiejszych narracji politycznych. Jak blisko im do tamtych mrocznych czasów. Zdecydowanie zbyt blisko.
Paweł Pełka - awatar Paweł Pełka
oceniła na91 miesiąc temu
Śląsk zbuntowany Dariusz Zalega
Śląsk zbuntowany
Dariusz Zalega
Nie mogę powiedzieć, że to zła książka, ale po raz kolejny w czytelniczym życiu, zanim przejdziemy do faktycznego tematu pozycji, trzeba się przebrnąć przez dość obszerne wprowadzenie. Praca opowiada o prawie dwustu śląskich robotników, którzy pojechali do Hiszpanii walczyć za Republikę. Tymczasem autor wprowadza nas w dzieje rozwoju ruchu robotniczego na Śląsku, zarówno w części austro-węgierskiej, a później w polskiej i niemieckiej. Generalnie sporo jest właśnie o losach uczestników wojny w Hiszpanii przed jej wybuchem, strajkach robotniczych w regionie czy nawet pewnej walce o dusze robotników między Polakami a Hitlerowcami. Następnie autor omawia emigracje śląskich robotników do Francji, żeby w końcu po ponad stu stronach czytelnik mógł się przenieść na wojnę w Hiszpanii. No i tutaj się nie będę czepiał. Autor wybrał sobie kilkanaście postaci, których losy pokazuje, jak wyglądało przedostanie się na Półwysep Iberyjski, obrazuje kilka bitew jak ta o Madryt, nad Jaramą, Belchite itd. Autor wspomina o stratach, pokazuje kilka żołnierskich historii z pól bitew, no i wskazuje na późniejsze losy swoich bohaterów. Generalnie można odnieść wrażenie, że Zalega sympatyzuje z opisywanymi przez siebie postaciami. Ogólnie można zauważyć (w sumie to nic odkrywczego, biorąc pod uwagę tytuł),że jest to książka o Śląsku oraz Ślązakach i że jest mocno osadzona w swoim regionalizmie. Nie wiem czy kogoś z innej części kraju ta opowieść jakoś szczególnie zafascynuje. A wspominam o tym, bo na koniec muszę opisać drobne rozgoryczenie. Na pierwszej stronie znajduje się cytat z urodzonego w Cieszynie, Rudolfa Olszara. Ponieważ jestem z tego samego miasta, liczyłem, że czegoś się dowiem o tej postaci więcej. Niestety, próżne były me nadzieje. No i tak trafiłem na dostępny w internecie doktorat Dariusza Zalegi pod tytułem "Obrońcy Republiki. Ochotnicy z Górnego Śląska w wojnie domowej w Hiszpanii". Rzuciło mi się w oczy, że autor podaje w swoim doktoracie wykaz 134 nazwisk ochotników z Górnego Śląska (przy "prawie dwustu" umieszczonych w blurbie książki wydanej przez Czarne) i szkoda, że właśnie zabrakło czegoś takiego w omawianej pozycji. Jakiegoś krótkiego podsumowania statystycznego, ilu Ślązaków zginęło w Hiszpanii, ilu skąd pochodziło itp. Pozostaje posiłkować się wspomnianym doktoratem.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na65 miesięcy temu
Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów Jan Grabowski
Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów
Jan Grabowski
Daje 10 nie dlatego, że książka jest ważna, istotna i dobrze napisana z dużą ilością przypisów i tak dalej, ale dlatego, że nic bardziej mnie nie bawi jak kwik ludzi, którzy uwierzyli w brednie Policji Historycznej zwanej IPNem, totalnie absolutnie bez ironii łeb mi pęka jak ludzie nie potrafią przyjąć do wiadomości, że Inni ludzie byli źli dla innych ludzi i dorobili się na nich majątku, że kolaborowali, i tak jak wiele narodów, Polacy tez kolaborowali i tyle - zamordowali pośrednio czy bezpośrednio masę ludzi i gra muzyka. Weźmy to na klatę pogódźmy się z tym, że nie jesteśmy ofiarą losu ale też w niektórych przypadkach też katem. Zróbmy sobie takie narodowe małe katharsis w tej kwestii, będzie łatwiej być "prawdziwym" Polakiem Zadziwia mnie fakt, że ludzie traktują takie prace jak negowanie polskiej ofiary lub negowanie dobrych ludzi. Prace Grabowskiego nie negują ofiarności dobrych ludzi, co najwyżej dodają do całej historii kolejny odcień tym razem bardziej negatywny. Historia nie jest czarno-biała 2 rzeczy dodatkowo - Prof. Grabowski ma wyjątkowo dobre pióro - nie wiem skąd opinię, że ten tytuł trudno się czyta, czyta się go bardzo płynnie wciąga strasznie. Ogólnie książki autora są bardzo dobrze napisane w sensie językowym i strawnym Mam wrażenie, że recenzenci i dygnitarze z IPN w ogóle nie przeczytali tej książki - recenzje w ogóle nie podnoszą tematów z tytułu.... Wiecie w tej książce jest bardzo dużo dobrych rzeczy napisane o Polakach i Policji Granatowej o czym recenzje i polemiki rzadko wspominają albo w ogóle.
Paweł Sobczyński - awatar Paweł Sobczyński
ocenił na107 miesięcy temu
Wojna Niemców. Naród pod bronią 1939-1945 Nicholas Stargardt
Wojna Niemców. Naród pod bronią 1939-1945
Nicholas Stargardt
Niemcy na wojnie. „Druga wojna światowa, jak żadna inna, była wojną Niemców. Reżim nazistowski rozpętał ten konflikt, a następnie zmienił go w najstraszliwszą wojnę w dziejach Europy, uciekając się do ludobójczych metod na długo przed zbudowaniem pierwszych komór gazowych w okupowanej Polsce”. Osobiście uważam, że dobrych książek historycznych nigdy dość. Dotyczy to również książek poświęconych II wojnie światowej. Jeśli chcecie spojrzeć na ten konflikt trochę z innej perspektywy, koniecznie sięgnijcie po publikację pod tytułem „Wojna Niemców. Naród pod bronią 1939 – 1945”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Rebis. Jej autorem jest brytyjski historyk Nicholas Stargardt. Stworzył on bez wątpienia niesamowitą i niezwykle ciekawą książkę. Co jest siłą tego akurat tytułu? Otóż to, że jej głównymi bohaterami nie są politycy III Rzeszy, z Hitlerem na czele, lecz zwykli Niemcy. Niczym w dramacie autor na początku wymienia osoby w nim występujące. Warto je wymienić: syn rolnika, kwiaciarka, nauczyciel, prawnik, stolarz, sklepikarz. Jednym słowem zwyczajni Niemcy. Właśnie na przykładzie ich losów Stargardt opisuje II wojnę światową. W sześciu częściach obserwujemy III Rzeszę od „obrony przed atakiem do totalnej klęski”. Wraz z bohaterami książki przemierzamy niemal wszystkie niemieckie fronty w Europie. Od Polski, po daleki ZSRR. Bogactwem tej książki są teksty źródłowe - listy, pamiętniki. Pozwalają one autorowi wniknąć w umysły zwykłych Niemców. Autor nie ma wątpliwości – Niemcy wiedzieli o ludobójstwach i wszystkich potwornościach, które III Rzesza stosowała od pierwszego dnia wojny. Wiedzieli o eksterminacji Żydów, masowych mordach w Polsce i całej Europie. Nie mogą więc udawać, że o tym wszystkim dowiedzieli się dopiero po II wojnie. Osobiście czułem wzburzenie – jak zawsze – kiedy czytałem o nalotach bombowych na niemieckie miasta. Ciężko czytać to Polakowi. Gdy Warszawa została niemal zrównana z ziemią, to Niemcy boleją nad – nie tak znowu ciężkimi – alianckimi nalotami. Trzeba jednak oddać autorowi, że jasno przedstawia swoje stanowisko – Niemcy popierali Hitlera, ufali mu i korzystali na jego polityce. Wierzyli mu do końca. Równie wstrząsający jest fragment, traktujący o sytuacji w Niemczech już po zakończeniu wojny. Czytając książkę pozbywamy się złudzeń – o ile jeszcze takowe mieliśmy. Niemcy nie rozliczyli się ze swoją przeszłością. Nie poddali się denazyfikacji. Świadczą o tym dobitnie liczby, które przytacza autor. Zdecydowana większość sędziów i urzędników państwowych to po prostu naziści. Równie ciekawe są odmienne podejścia do własnej historii w Niemczech Wschodnich i Zachodnich. Autor pokazuje także, że już pod koniec wojny Niemcy robili dużo, aby przedstawić siebie nie w roli sprawców, ale w roli ofiar. Nie dajmy się na to nabrać. Reasumując „Wojna Niemców” to naprawdę bardzo interesująca książka. Lektura obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych historią II wojny światowej i historią w ogóle. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na811 miesięcy temu
Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939 Frank McDonough
Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939
Frank McDonough
Klienci dobrze wyposażonych księgarń znajdą na półkach z książkami poświęconymi historii najnowszej, a konkretnie dwudziestoleciu międzywojennemu i drugiej wojnie światowej, kolejną pozycję poświęconą Adolfowi Hitlerowi. Wydawałoby się, że regały nie będą już w stanie przyjąć następnych wydawnictw poświęconych wodzowi Trzeciej Rzeszy, że o jego postaci napisano już wszystko, a historycy i publicyści rozłożyli życie Hitlera na czynniki pierwsze tak solidnie, iż temat został zgrany do granic możliwości. Mimo to Frank McDonough, związany obecnie z John Moores University w Liverpoolu brytyjski historyk, specjalizujący się w krótkich dziejach nazistowskiego państwa, postanowił zaryzykować i przedstawić rządy Hitlera w autorskim – i nowatorskim – spojrzeniu, próbując stanąć obok kolosów historiografii, jak Ian Kershaw czy Richard Evans, których prace o Trzeciej Rzeszy bez wątpienia można uznać za kanoniczne, i boleśnie się nie wywrócić. Na ile mu się to udało? Książka „Czas Hitlera”, której wydanie na polskim rynku przygotował Rebis (i zrobił to bardzo dobrze – twarda oprawa, kilkadziesiąt ilustracji i map, przyjemna dla oka czcionka i tłumaczenie, do którego nie można się przyczepić),jest pozycją dwuczęściową. „Triumf” zaczyna się w 1933 roku, kiedy splot różnych okoliczności i intryg, o czym wspomnę jeszcze poniżej, wynosi do władzy przyszłego Führera, a kończy na 1939 roku i wojnie z Polską. Chronologicznym finałem tomu „Katastrofa”, na który Czytelnicy muszą jeszcze poczekać, jak sama nazwa wskazuje, będzie rok 1945 i zakończenie drugiej wojny światowej na jej europejskim froncie. Każdy rozdział opowiada o jednym roku, dlatego można odnieść wrażenie, że konstruując książkę, Autor poszedł po linii najmniejszego oporu. Nic bardziej mylnego. Jak wyjaśnia sam McDonough, poszczególne fragmenty rozdziału omawiają różne tematy tak, aby ukazać szerszy kontekst opisywanych wydarzeń. „Dzięki temu czytelnik może zapoznać się z przebiegiem wypadków oraz ich wpływem na ewolucję rządów Hitlera” – przekonuje Autor. Do mnie akurat to tłumaczenie trafia. Narracja jest płynna, nawet wtedy, gdy historyk zbacza trochę z głównego kursu, aby wyjaśnić niuanse opowieści, przedstawić szerzej jej bohaterów, czy też krótko, acz z sensem, przeanalizować dany proces, istotny dla Hitlera rosnącego w siłę na niemieckiej scenie politycznej i arenie międzynarodowej. Szeroki dobór źródeł to atut książki. Z jednej strony pozwala nam zajrzeć za kulisy opisywanych wydarzeń z punktu widzenia jej autorów, a z drugiej – poznać efekty wprowadzania decyzji politycznych w życie z pierwszej ręki, bo ze wspomnień zwykłych ludzi. Autor korzysta z nich chętnie i często, wykorzystując także przemówienia NSDAP-owskiej wierchuszki, dokumenty rządowe i zachowane archiwa partyjne czy memoranda wojskowe. Cytowane są dokumenty SS i ministerstwa spraw zagranicznych, ale też dowody przedstawione w powojennych procesach zbrodniarzy hitlerowskich. Są oczywiście fragmenty gazet, wywiady ze świadkami wydarzeń i dzienniki z epoki. Można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu autorzy książek historycznych biorą sobie za punkt honoru rozwiewanie narastających przez lata mitów i stereotypów. McDonough nie jest tutaj wyjątkiem, co sam podkreśla. I tak wódz Trzeciej Rzeszy jest z jednej strony „wszechpotężnym władcą”, a jednocześnie „słabym dyktatorem”, przewodzącym chaotycznemu systemowi politycznemu. McDonough nie jest też zwolennikiem tezy, że reżim hitlerowski bardzo przypominał Związek Radziecki Józefa Stalina. „W praktyce wszakże reżim hitlerowski był znacznie mniej totalitarny od tego w ZSRR. Niemiecka opinia publiczna mogła narzekać i krytykować rzeczywistość w o wiele większym stopniu, niż to wcześniej sugerowano” – przekonuje brytyjski historyk. Zdaniem Autora, gdyby Hitler nie doszedł do władzy w 1933 roku, to i tak rządy objęłaby jakaś grupa prawicowych nacjonalistów. Kwestią czasu było na tyle silne wsparcie takich środowisk przez armię oraz inne wpływowe kręgi społeczne i polityczne, gardzące demokracją w wydaniu Republiki Weimarskiej, żeby tak się stało. Bardzo wątpliwe jednak jest to, że taki reżim dokonałby ludobójstwa opartego o rasizm i antysemityzm, jak to zrobili naziści. Partia hitlerowska nie miałaby racji bytu, gdyby nie poczucie upokorzenia po porażce w pierwszej wojnie światowej oraz kryzys gospodarczy przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Nie pierwszy raz w takich sytuacjach historia zatoczyła koło, gdy społeczeństwo – nie mając zaufania do systemu demokratycznego, który w ich mniemaniu nie potrafiło zaradzić piętrzącym się problemom – zaczęło się oglądać za silnym przywódcą, który potrafiłby przewodzić państwu i narodowi w trudnych latach. Pojawił się Hitler, obiecując przywrócenie ładu i porządku oraz stworzenie stabilnej, zjednoczonej i bezklasowej wspólnoty narodowej. Jak stwierdza McDonough, żadna inna partia w dużym, nowoczesnym kraju demokratycznym, nie wydobyła się tak szybko z marginesu politycznego. Sam Hitler twierdził później, że w styczniu 1933 roku „zdobył władzę”, tak jakby doszło wówczas do gwałtownego przewrotu. W rzeczywistości został mianowany kanclerzem rządu koalicyjnego (!) w sposób całkowicie legalny i zgodny z konstytucją. Prezydent Hindenburg uległ perswazji wąskiego grona swoich konserwatywnych doradców, którzy przekonywali go, że Hitler powinien dostać szansę na rządy, a być może uda im się go wykorzystać do własnych celów. Rewolucji jeszcze nie było, bo kapitalizm nadal odgrywał kluczową rolę w systemie gospodarczym, konserwatyści na wielu polach trzymali się mocno, urzędnicy, jeśli nie byli Żydami lub nie mieli sympatii lewicowych, wciąż mogli pracować i awansować, a policja nadal była państwowa, choć wkrótce powstało Gestapo. Armia przez dłuższy okres czasu była niezależna, podobnie jak wielki biznes. „Hitler był często zmuszony iść na kompromisy i okazywać znacznie większą elastyczność, niż się powszechnie uważa. Hitler często działał z pełną premedytacją, ale czasami musiał reagować na wydarzenia, nad którymi nie miał kontroli. W latach 1933 – 1939 był raczej mistrzem elastyczności i improwizacji niż planowania” – zauważa McDonough. Przykładów demontażu mitów związanych z rządami Hitlera, związanych chociażby z „sukcesami” gospodarczymi nazistów czy też z Austrią jako „pierwszą ofiarą Hitlera”, mógłbym podać znacznie więcej, ale pozostawiam przyjemność z ich odnajdywania Czytelnikom. Co warto oddać Autorowi, to sposób relacjonowania wydarzeń z trzeciej dekady minionego wieku. Atrakcyjne pióro, czasami wręcz z zacięciem reporterskim, to z pewnością plus po stronie brytyjskiego historyka. Wielu jego polskich (i nie tylko) odpowiedników mogłoby pójść tym tropem w swoich publikacjach. To nie przytyk, ale podpowiedź. Czy warto zatem sięgnąć po pierwszy tom „Czasu Hitlera”? Zdecydowanie tak! Osobiście nie mogę się doczekać tomu drugiego, z nadzieją, że wysoki poziom publikacji zostanie utrzymany, nie tylko przez Autora, ale również przez wydawcę i tłumacza. Mimo iż Autor nie odkrywa rzeczy nieodkrytych, przyjemność płynąca z lektury, nawet jeśli opowiada ona o wyjątkowo mrocznych czasach, sprawia, że czasu i pieniędzy poświęconych tej publikacji z pewnością nie będzie można uznać za stracone.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na82 lata temu
Gure. Historie z Kraju Basków Katarzyna Mirgos
Gure. Historie z Kraju Basków
Katarzyna Mirgos
Kraj Basków to nie miejsce, to stan umysłu, którego nie da się zamknąć w turystycznej broszurze”. Niestety, po lekturze książki „Gure. Historie z Kraju Basków” autorstwa Katarzyny Mirgos, można odnieść wrażenie, że autorka nie do końca wzięła sobie tę maksymę do serca. Choć publikacja obiecuje intymny wgląd w duszę jednego z najbardziej fascynujących i skomplikowanych narodów Europy, ostatecznie otrzymujemy produkt, który utknął w martwym punkcie między ambitnym reportażem a subiektywnym pamiętnikiem z podróży. Głównym problemem „Gure” jest jej fragmentaryczność. Autorka serwuje nam zbiór luźnych opowieści, które rzadko układają się w spójną całość. Czytelnik liczący na rzetelną analizę baskijskiej tożsamości czy skomplikowanej historii ETA, poczuje się rozczarowany. Mirgos ślizga się po powierzchni tematów, które wymagają chirurgicznej precyzji. Zamiast wejść w trudny dialog z historią, autorka często ucieka w bezpieczne, niemal pocztówkowe opisy krajobrazów i lokalnej kuchni. Styl autorki bywa nużący. Nadmiar poetyckich metafor i osobistych wtrętów sprawia, że sama postać Katarzyny Mirgos staje się momentami ważniejsza niż jej bohaterowie. Reportaż, z definicji, powinien oddawać głos „innemu”, tymczasem w „Gure” ten głos jest skutecznie tłumiony przez subiektywny filtr autorki. Czytając o baskijskich tradycjach, częściej dowiadujemy się, co czuła autorka, patrząc na góry, niż co czują sami Baskowie, żyjąc w cieniu swojej burzliwej przeszłości. Kolejnym zarzutem jest unikanie trudnych pytań. Kraj Basków to region zdefiniowany przez konflikt, opór i niezwykle silne napięcia polityczne. Mirgos traktuje te zagadnienia z niemal lękową ostrożnością. W efekcie otrzymujemy obraz wygładzony, pozbawiony pazura i niezbędnego w literaturze faktu krytycyzmu. To wizja Baskonii „dla turystów” – bezpieczna, estetyczna, ale przez to mało autentyczna. „Gure. Historie z Kraju Basków” to książka poprawna, ale nic ponadto. Brakuje w niej drapieżności charakterystycznej dla najlepszych polskich szkół reportażu. To pozycja, która ładnie wygląda na półce i może służyć jako nastrojowy wstęp do wakacji w San Sebastián, ale zawodzi jako próba zrozumienia fenomenu baskijskości. Jeśli szukasz głębokiej analizy i mięsa dziennikarskiego, „Gure” prawdopodobnie pozostawi Cię z poczuciem niedosytu i poznawczej pustki.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Historia XIX wieku. Przeobrażenie świata Jürgen Osterhammel
Historia XIX wieku. Przeobrażenie świata
Jürgen Osterhammel
XIX wiek_tam się wszystko zaczęło_czyli co? Jurgen Osterhammel dał nam...cegłę, bodaj 2-3 kg albo 1231 stron. Czy to wystarczy, by zamknąć jeden wiek w jednej książce? Co właściwie dostajemy? Co się zmieniło, gdy zasypiały w 1775 lub 1788 roku, a budzimy się w 1922 albo 1946? Czytałem „Historię XIX wieku. Przeobrażenie świata” na wyrywki, po łebkach, jednak powoli i dokładnie(da się inaczej?). Dzisiaj nazywamy te zmiany i nową epokę „antropocenem”*, a to, co było wcześniej zaś zwiemy wczesną nowoczesnością(modernity lub z polska nowożytnością),a niektórzy zwą „długim średniowieczem”(Le Goff**). Co się działo „między”, opowiada ta książka. Książka jest o procesach, nie o wydarzeniach, nauki, do których jest jej bliżej to socjologia i antropologia, nie zaś polityka rozumiana, jako opis wydarzeń. Inny opis XIX wieku, który trąci myszką, ale jest „wielką narracją” to dla mnie Eric Hobsbawm i jego trylogia o wieku rewolucji, kapitału i imperiów(1789-1918)*** Jak pisze sam autor, książka jest portretem epoki. Jest to pierwsza epoka globalna, gdzie załamaniu lokalnych ośrodków politycznych towarzyszy powstawanie imperiów. Pomimo poszerzonych horyzontów myślenia było to też epoka nacjonalizmów i państw narodowych, a nie tylko socjalistów i kosmopolitów. Książka niemieckiego autora unika europocentryzmu, pokazuje prawdziwie globalną historię, mimo wszystko zastrzega, że „żadne, bowiem inne stulecie nie było tak europejskie”. Europa stanowiła siłę, wpływ i wzorzec. Jest to ważne, bo książka nie idzie w badanie tego, czy Zachód jest lepszy od reszty świata****, ale jak poszczególne dziedziny życia społecznego różniły się w różnych regionach. Pomimo profesjonalizacji historii( a więc badaniu szczegółów) autor chciał napisać big history, historię powszechną(globalną). Autor nie patrzy na Anglię, czy Indię, ale przez tematy, patrzy na „świat”. Mamy kolejne wielkie dzieło inspirowane socjologią historyczną(Koselleck),gdzie przedmiotem badania są migracja, ekonomia, polityka międzynarodowa i nauka(niestety, jako instytucja, nie jako osiągnięcia naukowe typu Darwin, czy Maxwell). Z tej perspektywy, pisze autor, wiek XIX raz jest „prehistorią teraźniejszości”, raz „zagubioną Atlantydą”. Kilka pasażów: 1. Wiktorianizm i jego wpływ na nasze postrzeganie świata. Od Sherlocka Holmesa, po Verne’a, Darwina i In. wielkich(elity). Wszyscy oni są postrzegani jako gentelmani w garniturach. 2. Różne pamięci: dla Chin XIX wiek jest zadrą, dla USA początkiem wielkości. 3. Ząb czasu: XIX wieczna architektura przemysłowa uległa szybszemu rozkładowi niż średniowieczne budowle. 3. Statystyka. To w XIX wieku powstał „statystyczny obywatel” jeden z wielkich mitów współczesności. Zaczęto badać „populacje”, znajdywać „korelacje”, znano wielu „zbieraczy danych”, a wyciągnięte wnioski zmieniały rzeczywistość. „To statystyka stworzyła Włochy”. 4. Kiedy był XIX wiek? „O cóż innego może chodzić jak nie o zawartość odcinka czasu między 1801, a 1900 rokiem?”, jak dzielić czas, po co nam epoki? Może lepiej mówić o „starej Europie”(800-1800)? 5. Idea postępu a cykle. Czy historia to wyścig? „Świat podzielił się na tych, co mają zegarki i tych, którzy ich nie mają”. „Demokratyzacja zegarka kieszonkowego uczyniła z punktualności cnotę”. Paradoksalnie mierzenie czasu wydłużyło czas pracy(s.106). 6. XIX wiek to również rewolucja prędkościowa. „Czas siodła” minął w połowie stulecia, a wraz z nim nastąpiła „denaturalizacja doświadczenia czasu” i „maszynowe przyspieszenie”. 7. W XIX wieku zamknięto epokę odkryć, wraz z zdobyciem bieguna południowego(Amundsen). 8. Rosyjska ambiwalencja: poszukiwanie Europy i ucieczka przed nią(s. 128). 9. „ta intelektualnie ambitna ciekawość świata zewnętrznego była w epoce wczesnej nowożytności specjalnością Europejczyków”, tylko w Europie powstała „orientalistyka”, o początkach badań nad Okcydentem w Azji można mówić na przełomie XIX/XX wieku. 10. „Międzynarodowa wspólnota badaczy” powstała w XIX wieku, dwa modele: angielski gentelman i niemiecki fachowiec(s.1065). Na koniec subiektywna lista pojęć powstałych w XIX wieku: kolonie karne, opinia publiczna, obiektywizm, górnicy, reportaż, dziennikarz, plantacja, kolej, higiena, dom towarowy, konsument…jest tego tyle, że aż dziw bierzę, że „zabory” przesłaniają nam tak XIX wiek. Dla polskiego(może lepiej byłoby napisać lokalnego czytelnika, ale jako że jesteśmy obywatelami RP, albo i nawet Polakami to dla polskiego) czytelnika, zamkniętego w „zaścianku”(w kulturze lokalnej) książka przedstawia „ogrom”, jeśli nie „ciężar” wiedzy o innych „światach”. „Bogactwo” tych światów może spowodować mętlik w głowie(relatywizm),a może także odciąć „kołtuna”(lokalny światopogląd). Przypominam na koniec o pięknej książeczce polskiego historyka***** Wydaje się jednak, że między historią lokalną(powstania),a historią globalną(rewolucje przemysłowe) istnieje związek, który żadna historia nie potrafi uchwycić, a jedynie może nam go „przybliżyć”. Oto macie Państwo przed sobą „przybliżenie” jednej z najważniejszych epok w dziejach ludzkości. Trzeba tylko przeczytać! * https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5047865/antropocen-szanse-i-zagrozenia ** https://lubimyczytac.pl/ksiazka/6731/dlugie-sredniowiecze *** https://lubimyczytac.pl/autor/35984/eric-hobsbawm **** https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5027305/cywilizacja-zachod-i-reszta-swiata ***** https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4948223/polska-nowoczesnosc-genealogia
prej7 - awatar prej7
ocenił na92 lata temu
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta Anna Reid
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta
Anna Reid
e book Miałam wątpliwości co właściwie sądzę o tej książce i jak ją mam ocenić. Początkowo myślałam, że będzie to klasyczna monografia historyczna, zupełnie jednak monografią nie jest i zdecydowanie bliżej tu do reportażu historycznego. Mamy tu dość dokładny opis początku inwazji Niemców na Związek Radziecki, autorka zarysowuje tło wydarzeń oraz nastroje polityczne i postaci głównych "bohaterów" odpowiedzialnych za tragedię frontu wschodniego. Jest to początek. Kolejne rozdziały, to właściwie (poparta wypowiedziami) relacja świadków tragedii jaka dotknęła Leningradczyków. Lwia część książki to opowieść o głodzie, który dotknął miasto i odmienia się go przez wszystkie przypadki. Tak jak wiem iż jest to temat najbardziej bolesny i najważniejszy, tak ciągnie się naście rozdziałów i w zasadzie dominuje książkę kompletnie. Mniej więcej w połowie orientujemy się, że już nie bardzo wiemy w zasadzie co z tymi najeźdźcami w roku 42 się dzieje. Owszem wiemy, że gdzieś tam są jacyś Niemcy, wiemy, że front się zbliża, z relacji świadków wiemy, że słyszą w tle bomby i eksplozje, ale brakuje tu balansu pomiędzy częścią reporterską, a tą typowo historyczną i to jest mój największy zarzut... Na koniec autorka "wraca na front", ale środek książki jest kompletnym reportażem. Pomijając to.... Nadal... Jest to bardzo ciekawa, lekko napisana(choć w kontekście treści słowo lekko zgrzyta),przystępna książka, która nie przytłoczy, a oferuje sporo informacji oraz jest świadectwem ofiar tego strasznego, podłego czasu w historii. To jest największą wartością tej książki. Na pewno nie jest to książka, która zaskoczy czy będzie dużą dawką wiedzy dla historyka, ale nie każda książka musi taką książką być. Na pewno warto przeczytać i na pewno jest to pozycja, która rewelacyjnie sprawdzi się jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś o oblężeniu, a boimy się przytłoczenia mnogością dat, szczegółowych opisów kampani itp Ta książka tego z pewnością nie zrobi. Nie jest to ani wada, ani zaleta, a jedynie jej cecha. Dobra i ciekawa pozycja.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na74 miesiące temu
Piotr Wielki. Geniusz i szaleństwo Henri Troyat
Piotr Wielki. Geniusz i szaleństwo
Henri Troyat
Autor dość mocno skupiony na ukazaniu (raczej paskudnego) charakteru Piotra. To rzeczywiście jest biografia charakteru i osobowości. Troyata interesują zwłaszcza odbiegające od normy zachowania: rzucanie się w wir każdego plebejskiego zajęcia (eksperymenty dentystyczne, praca w stoczni, spanie w domach zwykłych rzemieślników) okrucieństwo wobec syna, znęcanie się nad podwładnymi (bicie szpicrutką czy kijem). Dużo miejsca poświecił „kosztom ludzkim” budowania na bagnach Petersburga, dość bogato opisał narastający konflikt cara z synem, jego poszukiwanie po ucieczce z kraju i proces. Autor dość skąpo opisuje dzieje Rosji tego okresu, a więc wielką wojnę północną i związaną z tym politykę zagraniczną. Bardziej interesuje go polityka i zachowania cara wobec własnych poddanych aniżeli wobec partnerów politycznych. Czasami razi takie podejście np. opisując mariaże polityczne stwierdza np. że mariaż kurlandzki wyniknął ot tak po prostu z zainteresowań cara Niemcami, tak jakby nie chodziło o próbę uzyskania większych praw do ziem inflanckich, przyobiecanych przecież sojusznikowi Augustowi II. Zaskakująco mało jest o reformach cara, jeśli już to raczej opisywane są w kontekście negatywnym – burzenie przyzwyczajeń, starej wiary, odsunięcie bojarów. Coś tam Troyat wspomina o przydomku wielki, ale w książce nie daje odpowiedzi z czego ten przydomek miałby wynikać. Zdecydowanie trzeba polecić lektury uzupełniające: „Piotr I, August II i Rzeczpospolita 1697-1706” Jacka Burdowicza-Nowickiego Jest to lektura trudna, długa i szczegółowa, dotycząca dogadywania się Augusta II z carem w sprawach kontynuowania wojny przeciwko Szwecji. Najlepiej zasiąść do niej po kilku lekturach o wojnie północnej i jej aktorach co by znać kontekst poszczególnych porozumień sasko-rosyjskich i polsko-rosyjskich. Autor szczegółowo wyjawia sposób oplatania sieci wokół Augusta i Rzeczpospolitej przez cara Piotra zwanego wielkim. W książce Burdowicza można znaleźć to czego próżno szukać w biografiach Piotra - nie tylko tego jaki był wobec własnych poddanych, ale jak konstruował umowy międzynarodowe, z myślą o tym jak się z nich nie wywiązywać (dawanie subsydiów na wojsko, zwrot Kijowa, Białej Cerkwii i innych terenów zajętych w ramach działań wojennych) i ewentualnie móc zarzucać stronie przeciwnej łamanie ich postanowień (np. nakazanie stronie polskiej utrzymywania wielkiej armii składającej się głównie z piechoty, gdy w armii tej zawsze przeważała jazda). W tym jakie odnosił z nich korzyści. Autor opisuje również rozbieżne cele Augusta II i cele negocjatorów polskich, co było też dobrą okazją dla cara do rozgrywania pierwszego przeciwko drugim. Peter the great Struggle for Power 1671-1725. [Paula Bushkovitch](https://www.goodreads.com/author/show/74925.Paul_Bushkovitch)a „ Westphalen commented that Evdokiia herself had been in danger of her life: ``if the tsar knew the history of King Henry VIII [of England] I would not bet fifty ducats on her life.'' „ Autor skupia się na grze i zmianie możnych u władzy na dworze cara oraz kłótniach między oficerami wojsk rosyjskich (Mienszykow, Szeremietiew, Apraksin, Repnin, Ogilvy). Opisuje wzrost władzy Mienszykowa, narastający w związku z tym opór starej grupy władzy bojarów i innych faworytów carskich, zakończonych niemrawymi działaniami na froncie Meklemburskim (ugodowość Prus i Mienszykowa wobec Szwecji, przy woli kontynuacji wojny przez Danię) i wielką aferą korupcyjną Mienszykowa i Apraksina (ten drugi pogrążył się żartem, którym chciał ratować Mienszykowa, że wszyscy na dworze kradną i nie zostało by ludzi do służby dla cara). Bardzo dużo miejsca autor poświęca śledztwu i procesowi w sprawie zdrady i ucieczki syna Aleksego z kraju (poszukiwanie współwinnych ucieczki, doszukiwanie się spisku na życie cara). Z ciekawostek Bushkovitch analizuje hipotetyczny scenariusz wielkiej wojny północnej. Wg niego w 1708-9 Karol XII, zachęcony udaną historią w nadaniu korony Leszczyńskiemu w Polsce, liczył na podobny scenariusz w Rosji. Spodziewał się buntu kilku możnych, starowierców i bojarów, którzy stanęli by po stronie syna Piotra - carewicza Aleksego. Myślał ponoć, że taki bunt syna przeciw ojcu pozwoli mu na koronację kolejnej proszwedzkiej marionetki (czy też jak rzeklibyśmy o postaciach w średniowieczu kreatury). Autor tłumaczy to niepowodzenie wprowadzeniem przez cara systemu wielkich obszarowo gubernii w Rosji, w których zaangażował największych graczy, w tym tych najbardziej opozycyjnych wobec jego osoby.
Slawinio - awatar Slawinio
ocenił na61 rok temu
Powstania śląskie 1919-1920-1921 Ryszard Kaczmarek
Powstania śląskie 1919-1920-1921
Ryszard Kaczmarek
Dobra pozycja, choć moim zdaniem niepozbawiona delikatnych wad. Zaletą książki jest na pewno styl pisania autora, większość książki czytało się sprawnie, potrafił mnie zaciekawić różnymi szczegółami opisywanych wydarzeń. Wiele fragmentów książki było bardzo interesujących, np. rozważania i dyskusje nad kwestią śląską w Wersalu, przebieg kampanii plebiscytowej i samych powstań, jak wyglądała władza polska na zapleczu frontu podczas III powstania, jakie były skutki powstań. Rzeczywiście plusem jest też obiektywizm, nie czułem żeby autor chciał mnie przekonywać kto miał rację w sporze o Górny Śląsk, a raczej był tego sporu kronikarzem. Widać, że prof. Kaczmarek sporo czasu spędził na analizie źródeł oraz różnych wspomnień uczestników wydarzeń. Do minusów zaliczyłbym brak większej liczby mapek – trochę trudno mi to zrozumieć, bo w książce znalazły się mapki z zasięgiem wszystkich powstań, a zabrakło mapek z ostateczną granicą Śląska, z przebiegiem frontu w czasie III powstania, mapy z powiatami niemieckimi itd. Było to utrudnienie, bo autor posługiwał się zwrotami typu „wschodnia część powiatu bytomskiego” i żeby wiedzieć o jakie miejsca chodzi trzeba było znaleźć podział rejencji śląskiej na powiaty, co nie jest takie proste. Żebym mógł śledzić wydarzenia podczas kontrofensywy niemieckiej podczas III powstania, musiałem sobie zerkać na Google mapy. Sporym minusem dla mnie było to, że obstawiałbym, że pewnie nawet ok. 100 stron zajęło opisywanie zbyt dużych szczegółów związanych najczęściej z armią niemiecką. Były to najnudniejsze fragmenty książki: podział wojska na mniejsze jednostki, dowódcy, nazwy i miejsca stacjonowania oddziałów wojska, ilość i rodzaj uzbrojenia, niemieckie plany na wypadek polskiej inwazji w 1919 r. (której ostatecznie nie było, więc nie bardzo rozumiem czemu autor poświęcił temu aż tyle miejsca). Prof. Kaczmarek część tego typu „suchych” danych umieścił w tabelach na końcu książki, moim zdaniem spora część książki też mogłaby zostać przeniesiona do tabel. Miałem też wrażenie, że bardzo obszerne fragmenty dotyczyły planów i perspektywy niemieckiej, a jednak trochę mniej polskiej, mogłoby być ciut więcej informacji o motywach udziału powstańców w ruchu powstańczym, ich wspomnień. Mimo drobnych minusów całość oceniam wysoko, czuję, że moja wiedza o powstaniach śląskich znacznie się powiększyła, a taki był mój cel zapoznania się z tą pozycją. Czasem widzę komentarze, że Ślązacy nie bardzo czuli się związani z Polską, a jednak udział w działaniach wojskowych wielu tysięcy Ślązaków oraz ostatecznie niezły wynik plebiscytu dowodzi, że pewna ich część na pewno czuła się blisko Polski.
Bartłomiej Wojtas - awatar Bartłomiej Wojtas
ocenił na73 miesiące temu
Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956 Anne Applebaum
Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956
Anne Applebaum
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡 🧨 Żelazko idei – Totalitaryzm S.A. wersja eksportowa 🧨 📖 Gdyby istniała instrukcja obsługi do tworzenia totalitaryzmu, Applebaum by ją napisała – i zrobiła to właśnie tutaj. Za żelazną kurtyną to nie historyczna ramotka do zaliczenia na kolokwium. To chirurgiczny reportaż z momentu, gdy społeczeństwa przestają oddychać samodzielnie, a zaczynają „żyć w kłamstwie”, jak pisał Havel. 🚫 Od Łodzi po Lipsk – nie ma tu egzotyki, jest za to znajomy chłód: radio staje się tubą ideologii, kobiety zamieniają chleb z zupą na „uświadamianie kobiet w duchu Planu Sześcioletniego”, harcerze wchodzą w marszowy krok nowego człowieka, a wolne wybory są, dopóki wynik się zgadza. 📦 Applebaum bierze pod lupę trzy kraje – Polskę, NRD i Węgry – ale pisze tak, jakby składała z nich uniwersalny mechanizm. To właśnie w tej różnorodności – religijnej, językowej, ustrojowej – widać najbardziej, jak bardzo sowiecki model był kopiuj–wklej dla każdego. 🎭 Reżim nie potrzebował wierzących. Potrzebował konformistów. Potrzebował tych, co staną w kolejce po bilet na spektakl propagandowy, nawet jeśli wiedzą, że aktor gra źle, a scenariusz jest do kitu. I to właśnie ci ludzie są bohaterami tej książki – ci, którzy musieli udawać, milczeć, patrzeć w bok. 📉 I choć totalitaryzm miał być maszyną idealną, Applebaum pokazuje, że to była maszyna rozpadająca się od początku. Mechanizm działał, bo zastraszał i rozkładał życie społeczne na atomy. Ale nie wytworzył wiary – tylko strach, poczucie absurdu i nieustannego „czy oni to naprawdę tak serio?” 🧪 Autorka nie zostawia złudzeń: to nie była spontaniczna rewolucja ludu. To był eksperyment laboratoryjny z centralnym planowaniem emocji, myśli i lojalności. Nie wyszedł. Ale odcisnął piętno – na strukturach, pamięci i języku. 🔊 I jeszcze jedno: Applebaum nie pisze o przeszłości jak o zamkniętym rozdziale. Każe się przyglądać, jakim językiem dziś mówi władza, kto pisze podręczniki i jak łatwo „dobro ludu” zamienia się w kontrolę, a „wolność słowa” w lojalność wobec linii. 📈 Dla mnie: 9/10 - książka, która pokazuje, że totalitaryzm nie spada z nieba. Wchodzi drzwiami, przez radio, przez szkołę, przez związki zawodowe – a potem siedzi przy twoim stole i pyta: czy jesteś z nami, obywatelu? 👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁 🧵 Społeczeństwo obywatelskie: najpierw Liga Kobiet szyje koce, pięć lat później szyje nowego człowieka. 📻 Media: nie potrzebujesz karabinu, jeśli masz mikrofon. 🔎 Służby bezpieczeństwa: katalogują lojalność szybciej niż dane w Excelu. 👩‍👦 Organizacje młodzieżowe: dzieci przestają się bawić – zaczynają manifestować. 🛠 Rewolucja odgórna: fasadowe wybory, fasadowe partie, prawdziwa kontrola. 🗺 Czystki etniczne: przesuwanie ludzi jak mebli – bo tak wygodniej urzędowi. 🧠 Indoktrynacja: nie chodzi o to, co myślisz. Chodzi o to, żebyś myślał tak, jak trzeba. 🧱 Równanie w dół: Berlin, Warszawa, Budapeszt – szarość ma ten sam odcień, bo projektują ją ci sami architekci w Moskwie.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na910 miesięcy temu

Cytaty z książki Czerwony książę

Więcej
Timothy Snyder Czerwony książę Zobacz więcej
Timothy Snyder Czerwony książę Zobacz więcej
Timothy Snyder Czerwony książę Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne