rozwińzwiń

O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić

Okładka książki O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić autora Timothy Snyder, 9788383678344
Okładka książki O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić
Timothy Snyder Wydawnictwo: Znak Horyzont historia
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2025-10-15
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-15
Data 1. wydania:
2024-09-19
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383678344
Tłumacz:
Bartłomiej Pietrzyk
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić

Średnia ocen
7,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić

avatar
754
288

Na półkach:

Historyczno-filozoficzne eseje na temat różnych aspektów wolności. Książka z kategorii przeczytaj koniecznie.

Historyczno-filozoficzne eseje na temat różnych aspektów wolności. Książka z kategorii przeczytaj koniecznie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
21
14

Na półkach:

Po przeczytaniu poprzedniej książki tego autora "Ucieczka do niewolności" która mnie zafascynowała, jestem trochę zawiedziony. Dla mnie za mało jest tu faktów potwierdzających głoszone tezy. Wywód jest bardzo teoretyczny i dość rozwlekły. Książka jest bardziej filozoficzna a nie historyczna. A przecież autor jest historykiem a nie filozofem.

Po przeczytaniu poprzedniej książki tego autora "Ucieczka do niewolności" która mnie zafascynowała, jestem trochę zawiedziony. Dla mnie za mało jest tu faktów potwierdzających głoszone tezy. Wywód jest bardzo teoretyczny i dość rozwlekły. Książka jest bardziej filozoficzna a nie historyczna. A przecież autor jest historykiem a nie filozofem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1437
1437

Na półkach:

Genialna lektura o tym co najważniejsze - WOLNOŚĆ !

Jest to jedna z najważniejszych i najbardziej aktualnych książek eseistycznych ostatnich lat. Autor, znany historyk i przenikliwy komentator współczesnej polityki, podejmuje próbę ponownego zdefiniowania pojęcia wolności w świecie naznaczonym dezinformacją, kryzysem demokracji i narastającymi tendencjami autorytarnymi. Snyder nie traktuje wolności jako abstrakcyjnego hasła ani prostego braku ograniczeń, lecz jako aktywną postawę wymagającą odpowiedzialności i zaangażowania.

Punktem wyjścia dla autora jest analiza historii XX i XXI wieku — od doświadczeń nazistowskich Niemiec i Związku Radzieckiego, przez współczesną Rosję Władimira Putina, aż po Stany Zjednoczone czasów Donalda Trumpa. Snyder pokazuje, że wolność nie zanika nagle, lecz stopniowo, w wyniku obojętności, manipulacji faktami oraz rezygnacji obywateli z własnej sprawczości. Historia staje się tu narzędziem ostrzegania, ale i źródłem praktycznych lekcji.

Centralnym elementem książki jest koncepcja pięciu filarów wolności: suwerenności, nieprzewidywalności, mobilności, faktów i solidarności. Snyder przekonująco dowodzi, że suwerenność oznacza zdolność do samodzielnego myślenia i działania, a nie izolację. Nieprzewidywalność staje się przestrzenią wolności, ponieważ systemy opresyjne dążą do pełnej kontroli i schematów. Mobilność rozumiana jest nie tylko dosłownie, lecz także jako otwartość na zmianę i rozwój. Fakty to fundament życia w prawdzie, bez którego demokracja nie może funkcjonować, natomiast solidarność przypomina, że wolność nigdy nie jest wyłącznie indywidualnym doświadczeniem.
Styl Snydera jest klarowny, esejystyczny i jednocześnie zaangażowany moralnie. Autor nie moralizuje, lecz zaprasza czytelnika do refleksji i współodpowiedzialności. O wolności to książka wymagająca intelektualnie, ale napisana w sposób przystępny, dzięki czemu trafia nie tylko do akademików, lecz także do szerokiego grona odbiorców.

Podsumowując, O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić to odważna i głęboko humanistyczna propozycja myślenia o przyszłości. To lektura obowiązkowa dla wszystkich, którym zależy na demokracji, prawdzie i wspólnocie. Snyder przypomina, że wolność nie jest dana raz na zawsze — trzeba ją nieustannie rozumieć, ćwiczyć i chronić.

Moje mocne 9/10 :)

Genialna lektura o tym co najważniejsze - WOLNOŚĆ !

Jest to jedna z najważniejszych i najbardziej aktualnych książek eseistycznych ostatnich lat. Autor, znany historyk i przenikliwy komentator współczesnej polityki, podejmuje próbę ponownego zdefiniowania pojęcia wolności w świecie naznaczonym dezinformacją, kryzysem demokracji i narastającymi tendencjami autorytarnymi....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

201 użytkowników ma tytuł O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić na półkach głównych
  • 184
  • 15
  • 2
22 użytkowników ma tytuł O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Timothy Snyder
Timothy Snyder
Jest profesorem Uniwersytetu w Yale. Doktorat otrzymał w 1997 roku na Uniwersytecie w Oxfordzie. Specjalizuje się we współczesnych dziejach Europy Środkowej i Wschodniej oraz w historii nowożytnego nacjonalizmu. Współpracował z uniwersytetami w Paryżu, Wiedniu, Warszawie, Pradze i Harvardzie. Jest laureatem kilku prestiżowych nagród, m.in. w 2003 roku otrzymał nagrodę George Louis Beer przyznawaną przez Amerykańskie Stowarzyszenie Historyków za książkę „Rekonstrukcja narodów: Polska, Ukraina, Litwa i Białoruś, 1569-1999", w której opisał ewolucję świadomości narodowych w Pierwszej Rzeczypospolitej i na jej ziemiach aż do współczesności. W 2007 roku za książkę Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę na I Kongresie Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski, zorganizowanym przez krakowski oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego, odebrał główną nagrodę w konkursie Pro Historia Polonorum, przyznaną po raz pierwszy statuetkę Galla Anonima. Jest to nagroda za najlepszą książkę dotyczącą historii Polski napisaną przez obcokrajowca. Cytując Wojciecha Orlińskiego: „Profesor Snyder to człowiek rozmiłowany w historii Polski. W odróżnieniu od Normana Daviesa, który stara się pisać książki o naszej historii, przyjmując nasz punkt widzenia, Snyder spogląda na nas z perspektywy Amerykanina. Jako Walijczyk Davies instynktownie rozumie wszystkie dramaty i paradoksy związane z nacjonalizmem społeczności zagrożonych przez potężnych sąsiadów, silniejszych kulturowo i politycznie. Snyder zaś spogląda na nas oczami mieszkańca kraju, który z hasła o "tyglu narodów" uczynił swoje nieformalne motto". W swoich książkach znakomicie łączy perfekcyjny warsztat naukowy z niezwykle błyskotliwą narracją i umiejętnością popularyzacji wiedzy historycznej, co sprawia, że pozycje te trafiają do szerokiego kręgu odbiorców. Dodatkowo swoje badania prowadzi w 10 językach, oczywiście angielskim, francuskim, polskim, niemieckim, ukraińskim, czeskim, słowackim, białoruskim, rosyjskim i hiszpańskim! W grudniu zeszłego roku Profesor Snyder uczestniczył w XV "Debacie Tischnerowskiej" razem z Anną Applebaum, Adamem Michnikiem i ks. abp Kazimierzem Nyczem zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski i wiedeński Instytut Nauk o Człowieku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy Richard J. Evans
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy
Richard J. Evans
Dzisiejsza recenzja dotyczy kategorii która naprawdę unikałam lecz ten temat od dawna mnie interesuję. Czytając „Ludzie Hitlera”, miałem wrażenie, że autor prowadzi mnie za rękę przez zawiłe korytarze historii, nie po to, by zasypać datami i suchymi faktami, ale by pokazać, jak skomplikowane i często zwyczajne były ludzkie losy w cieniu jednej z najbardziej przerażających epok XX wieku. Wojna nie była, nie jest i nie będzie czymś przyjemnym do wspominania czy czytania ale trzeba pamiętać i uświadamiać kolejne młodsze pokolenia żeby nigdy nie powtórzyło się coś podobnego. Muszę przyznać że ta książka nie jest kolejną biografią lub suchym zarysem politycznych przemian. To (moim zdaniem) taki „zbiór” ludzkich historii, które razem składają się na obraz Trzeciej Rzeszy jako systemu stworzonego i napędzanego przez konkretne osoby. Evans, jako historyk z ogromnym doświadczeniem i autorytetem, zanurza się głęboko w życie postaci dobrze znanych i zupełnie zapomnianych. Nie przeczytasz tu tylko o Hitlerze, Goebbelsie czy Himmlerze choć ich portrety są fascynujące i obnażają ludzkie słabości, ambicje, sprzeczności i często paradoksy osobowości. Autor wybiera także tych, którzy pozostawali w cieniu wielkiej historii: urzędników biurokracji, szefów propagandy, członków SS, strażniczki obozów i twórców kultury. Dzięki temu zaczynasz rozumieć, że nazistowskie zło nie było dziełem jednej osoby ani zamkniętej grupy „potworów”, lecz systemu, który zyskał swoich wykonawców w ludziach często nie wyróżniających się niczym szczególnym w ich codziennym życiu. To, co najbardziej porusza w tej książce, to fakt, że Evans nie próbuje moralizować czy upraszczać. On raczej mówi: przyjrzyj się dokładnie tym postaciom i sam zastanów się, jak to możliwe, że zwykli ludzie mogli uczynić tak ogromne zło. Widzimy, jak ambicje, karierowiczostwo, lojalność wobec ideologii, strach przed utratą pozycji czy potrzeba przynależności potrafiły przemienić osoby z codziennymi pasjami i upodobaniami w funkcjonariuszy aparatu terroru. To nie jest tylko sucha analiza, to refleksja nad ludzką naturą i mechanizmami, które mogą prowadzić od „normalności” do współuczestnictwa w bezprecedensowej katastrofie moralnej. Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Przede wszystkim fakt, że czyta się ją jak opowieść o ludziach, a nie jak encyklopedię bo trzeba przyznać że w rozmiarach przewyższa inne które posiadam w swoim zbiorze. Autor potrafi z pasją opisać człowieka i jego los z wszystkimi sprzecznościami, motywami i błędami. Dzięki temu ta lektura nie pozostaje obojętna. Po jej skończeniu nie tylko więcej wiesz o Trzeciej Rzeszy, ale zaczynasz również zadawać sobie pytania o granice odpowiedzialności, rolę przypadku i wpływ indywidualnych wyborów na bieg historii. „Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy” to książka, którą warto przeczytać, nawet jeśli temat II Wojny Światowej czy historii nazizmu wydaje się już dobrze znany. To inny sposób patrzenia na te same wydarzenia przez pryzmat ludzkich historii i osobistych wyborów. Dzięki temu lektura jest nie tylko wartościowa merytorycznie, ale też głęboko poruszająca i skłaniająca do refleksji. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Temat nie jest łatwy do czytania ale warto przeczytać żeby pamiętać żeby uczyć, ostrzegać.
Book_matula - awatar Book_matula
oceniła na102 miesiące temu
Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji Bartłomiej Gajos
Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji
Bartłomiej Gajos
Historia, która zabija – Bartłomiej Gajos Cenię sobie współprace recenzenckie, konkursy i rozdania, bowiem dzięki nim czasem trafiam na książkę, której inaczej bym pewnie nie przeczytała. „Historia, która zabija”, mimo trochę pretensjonalnego (choć nie pozbawionego słuszności) tytułu zainteresowała nawet mnie, mimo że unikam tematów politycznych jak ognia. Okazała się jednak nie tylko ciekawa, ale również napisana w relatywnie przystępny sposób. Podtytuł książki to „Polityka historyczna putinowskiej Rosji”. Zapytacie może: czym jest polityka historyczna? Nie bawiąc się w słownikowe definicje odpowiem po swojemu – wszystkim tym, co można wykorzystać, aby przedstawić dany kraj, naród czy cokolwiek innego w korzystnym lub niekorzystnym świetle przez pryzmat historii. Zależnie od punktu widzenia konkretna wojna/incydent/sytuacja może być winą jednej bądź drugiej strony, a jej skutki mogą być chwalebne lub hańbiące. Wszystko zależy od tego, czego potrzebuje w danym momencie głowa państwa czy jej rząd. Polityka historyczna to pojęcie niebywale pojemne, ale jakże adekwatne w kontekście dzisiejszej Rosji. Zapewne inspiracją do napisania tej książki była dla autora, doktora historii, absolwenta PAN i UW, agresja… o przepraszam, „specjalna operacja wojskowa”… Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Ale analiza zagadnienia sięga znacznie głębiej, do początków XX wieku, a nawet jeszcze dalej, w niektórych aspektach do początków Rusi jako takiej. Dość jednak ogólników. Dlaczego ta pozycja mnie zainteresowała? Bo w dzisiejszych czasach, czy chcemy czy nie, patrzymy na wschód i zastanawiamy się, co będzie dalej. A próba uporządkowania i zrozumienia pewnych faktów zawsze jest dobrym pomysłem. Nie zrozumiemy wprawdzie jak myślą współcześni Rosjanie, ale z „Historii, która zabija”, możemy dowiedzieć się wielu rzeczy… Na przykład tego, w jakich warunkach dorastał obecny prezydent Rosji. Czego go uczono w szkole, co widział dookoła, co słyszał od przedstawicieli poprzedniego pokolenia – czyli niekoniecznie tego, co naprawdę się wydarzyło. I tak dowiemy się, że władze Rosji już pod koniec lat sześćdziesiątych zaczęły dbać o „prawidłowe” wychowanie młodzieży. Tej młodzieży, która już nie pamiętała II Wojny Światowej. Że w oczach Rosjan II Wojna Światowa kształtowała się zupełnie inaczej niż w oczach Polaków. Że nie zaczęła się bynajmniej wtedy, kiedy rozpoczęła się inwazja na Polskę, a wtedy, kiedy rozgorzał konflikt między ZSRR a Trzecią Rzeszą. Że w przekonaniu Rosjan ZSRR było ofiarą w tej wojnie, a nie jednym z agresorów. I że najwięcej się mówi o okresie, w którym Armia Czerwona zaczęła zyskiwać przewagę nad Niemcami, czyli ta „ważna” część wojny dla Rosjan zaczyna się dopiero w 1942 roku. Że dzisiejsza Rosja operuje nie tyle historycznym świadectwem na temat II Wojny Światowej, a raczej jej wyidealizowanym, sfabrykowanym obrazem. Czego jeszcze możemy się dowiedzieć z tej książki? Na przykład tego, dlaczego Putin nienawidzi Lenina. Dlaczego właściwie Rosja anektowała Krym z przyległościami i uważa, że jej się należał a kraje zachodu niesłusznie się czepiają. Jak nasi „sąsiedzi” są indoktrynowani (nie bójmy się tego słowa) i jak utrzymuje się ich w przekonaniu, że Polacy są rusofobami. Jak na przestrzeni lat pewne dane i prawdy na temat historii Rosji pojawiały się i znikały, zależnie od tego, co akurat próbowały osiągnąć jej władze. Jak powiedział jeden z doradców Putina w kwestiach historyczno-politycznych, Władimir Miedinski, „fakty nie mają większego znaczenia, liczy się interpretacja”. I tak rosną kolejne pokolenia Rosjan przekonanych, że ich ojczyzna jest krajem, który „nigdy na nikogo nie napadał”. Zawsze tylko się przecież bronił. Rosja, zwłaszcza po 1991 roku, „jest jedynie ofiarą. A skoro była pokrzywdzona, to sama nie mogła być sprawczynią krzywd. Nawet tych historycznych”. „Historia, która zabija” pozwoliła mi choć trochę zrozumieć, jak myślą współcześni Rosjanie i rządzący nimi obecnie prezydent. Czy pozwoli mi to spać spokojniej? Nie. Ale zawsze jest lepiej wiedzieć, a autor wykonał kawał dobrej roboty, by podejść do tematu rzeczowo i w sposób, który jest przystępny nie tylko dla historyków i naukowców. Podsumowując: polecam. Każdemu czytelnikowi zainteresowanemu tematem i ogólną sytuacją polityczną Polski, Europy i całego świata.
Joseheim - awatar Joseheim
ocenił na724 dni temu
Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agrippy Anthony Grafton
Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agrippy
Anthony Grafton
„Magia naturalna, czyli: matematyka, inżynieria, alchemia…” Współczesne książki, filmy i gry sprawiają, że magia kojarzy nam się przede wszystkim z brodatymi czarnoksiężnikami w mrocznych wieżach, myszkującymi w zawalonych startach skórzanych ksiąg i pomiętolonych zwojów, w poszukiwaniu receptur cudownych eliksirów i niebezpiecznych zaklęć w nieużywanych językach. Sama magia to przede wszystkim zaklęcia, różdżki i tworzenie ognistych kul z dłoni. Tymczasem „mag” ma dużo więcej wspólnego z naukowcem, niż z czarownicą w ciemnym lesie, i te skrzywione skojarzenie stara się naprostować książka Anthonego Graftona. Grafton pokazuje, że mag, to człowiek o wielkiej wiedzy, który próbuje ujarzmić siły natury i nagiąć je do swoich celów. Mój typowy przykład: wystarczy ledwie chwilę zastanowić się nad elektrycznością. Czy to, że opisujemy ją sobie fizycznymi wzorami i konstruujemy zmyślne maszyny, uczyniło tę naturalną siłę mniej „magiczną”? Świetna lektura dla każdego, kto chciałby bezmyślnie współczesną naukę odciąć siekierą od starożytnych magów, średniowiecznych alchemików i renesansowych astrologów. Zarówno wtedy jak i dziś mamy do czynienia zarówno z naukowcami pragnącymi zgłębiać tajemnice świata, oraz z szarlatanami i oszustami, pragnącymi się wzbogacić i zdobyć prestiż. ------------------ „Jak udowodniło wielu historyków, końcówka XV wieku oraz cały wiek XVI były czasem rozwoju nowej dyscypliny – lub zbioru dyscyplin. Jej ówcześni adepci nazywali ją czasem „magią naturalną” lub „filozofią tajemną”, by podkreślić jej doniosły, a zarazem niewinny charakter, podczas gdy krytycy określali ją zwykle jako „magię”, twierdząc, że opiera się ona na diabelskiej pomocy. Najbardziej wpływowi adepci magii byli ludźmi tworzącymi w łacinie, języku nauki. Część z nich stała się celebrytami”. „Magowie byli obecni w wielu miejscach struktury społecznej późnego średniowiecza. Część z nich twierdziła, że ich praktyki nie mają nic wspólnego z magią, a inni przyznawali się do jej uprawiania. Niektórzy zajmowali się obliczaniem pozycji planet, a inni wpatrywali się w kości. Część pragnęła wzbogacić christianitas nowymi formami wiedzy, a inni czcili demony. Niektórzy oddawali się wszystkim tym zajęciom równocześnie, a część ich klientów z pewnością korzystała z każdego rodzaju tych usług. Papież Klemens IV, surowy prawnik, który służył wcześniej jako doradca króla Francji Ludwika IX, co najmniej dwa razy konsultował się z Raimudusem de Puteo, a także wspierał pracę Rogera Bacona, który zadedykował mu swoje Dzieło trzecie”.
Graven - awatar Graven
ocenił na62 miesiące temu
Imperia Normanów Levi Roach
Imperia Normanów
Levi Roach
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/22665/mieczem-i-krzyzem ------------------------------------ Z przesłanego tekstu recenzji redakcja poczyniona przez Lubimy Czytać wycięła dwa początkowe akapity wprowadzające, pozostawiając resztę tekstu bez zmian. Treść recenzji została więc pozbawiona tła historycznego, co kaleczy jego przesłanie. ------------------------------------- Ludzie północy – wikingowie pod wodzą Rollona (Rolofa),grasujący na terenach wzdłuż dolnej Sekwany, w roku 911 nad rzeką Epte stanęli do bitwy, która ukształtowała wczesnośredniowieczną zachodnią Europę. Historia Normanów zaczyna się od nadmorskiego pasa ziem w północnej Francji, między Rouen i Caen. W ciągu stulecia, drogą sojuszy i zbrojnych wypraw, powstaje Księstwo Normandii z ambitnymi rodami, których kolejne pokolenia łakną fortun i zdobyczy. W „Imperiach Normanów” Levi Roach niemal z aptekarską dokładnością opowiada o tym, jak morscy piraci ze Skandynawii stali się władcami licznych ziem i siłą, która przez trzy wieki kształtowała Europę Zachodnią i dała się we znaki bizantyjskiemu mocarstwu. Roach prowadzi swoją opowieść chronologicznie, ale nie jest to jednolity strumień zdarzeń, dat i postaci. Dzieje Normanów poznajemy przez wątki bohaterów, którym autor przypisuje sekwencje zdarzeń lokowane w czasie. „Imperia Normanów” to książka o historii, relacjonowanej w szczegółach opisanych kompetentnie, konkretnie, ale przystępnie. To burzliwa historia potęgi Normanów i kształtowanie się zachodnioeuropejskiej kultury rycerskiej w czasach, kiedy młode Królestwo Piastów stało na krawędzi przetrwania.
reversed - awatar reversed
ocenił na72 miesiące temu
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski Adrian Pogorzelski
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski
Adrian Pogorzelski
Dla mnie rewelacja. Chciałoby się napisać, cudze chwalicie, a swego nie znacie. Oczywiście na ziemiach polskich nie będziemy mieć budowli typu Koloseum czy Akropol. Autor swoją gawędą zabiera nas jednak w okolice Polski, pokazując, że mamy wiele artefaktów, których mogą nam zazdrościć inni. Jak choćby najstarszy bumerang, odnaleziony przez archeologów. Okazuje się, że bronią tą posługiwali się nie tylko Aborygeni. Obok fascynujących opisów znalezisk archeologicznych, książka wręcz naszpikowana jest ciekawostkami. Mityczne amazonki z całą pewnością istniały i zamieszkiwały ziemie obecnej Polski. Oczywiście wokół kobiet wojowniczek pojawiło się wiele mitów, których produkowali też antyczni podróżnicy, ale z innych źródeł wiemy, że starożytni greccy podróżnicy nie koniecznie przedstawiali fakty, a częściej sięgali po plotki lub sami wyolbrzymiali pewne zjawiska. Dla mnie ciekawostką był tajemny napój, którym raczyli się prehistoryczni wojowie Gotów, których odpowiednie miarki znaleziono na terenach północno-wschodniej Polski. Być może ów napój był magiczną miksturą, którą raczyli się bohaterowie komiksowi Asterix i Obelix. Otrzymuje także sporą dawkę opisów dawnych obyczajów, które za sprawą synkretyzmu kulturowego przeniknęły nawet do chrześcijaństwa, jak choćby tatarak rozkładany na posadzkach w Zielone Świątki, dziś już może zapomniany, ale ja pamiętam wyprawy w dzieciństwie po owe zioło. Napisana w formie gawędy, łatwym i przystępnym językiem, bogato ilustrowana, czyli dosłownie wszystko, czego można oczekiwać od pozycji popularyzującej wiedzę historyczną. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom historii. Czasem warto wiedzieć, co w naszej okolicy, jest na tyle ciekawe, że można się tym pochwalić przed przyjezdnymi. Gorąco polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na1029 dni temu
Upadek Robespierre'a. Ostatnie 24 godziny terroru Colin Jones
Upadek Robespierre'a. Ostatnie 24 godziny terroru
Colin Jones
Na start zaznaczę, że po "Upadek Robespierre'a" warto sięgnąć, mając w miarę dobrze poukładane w głowie wydarzenia oraz bohaterów Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Ten temat nigdy nie leżał w zakresie moich zainteresowań, o rewolucji ostatnio czytałam w szkole, a było to dość dawno... I po kilkudziesięciu stronach książki Jonesa musiałam ją odłożyć na bok i zgłębić się najpierw w odmętach internetu, by wiedzieć, co i jak, no i nie gubić się w treści książki skupiającej się na jednym konkretnym dniu - przewrocie 9 thermidora (27.07.1794). Przyznam, że zabrakło mi tutaj takiego wprowadzenia historycznego, a także podsumowania wydarzeń z kolejnych lat. Nie to, że ten 9 thermidora jest zawieszony w próżni, bo Jones opowiada trochę o wcześniejszych wydarzeniach, ale po pierwsze skupia się tylko na tych, które mają związek z omawianymi tematami, a po drugie czyni to w sposób dość chaotyczny i niechronologiczny. "Upadek Robespierre'a" opowiada godzina po godzinie o tym dniu i jeśli np. o danej porze miały się rozpocząć protesty, to owszem, autor nagle zgłębiał ich przyczyny i wcześniejsze wydarzenia... by nagle przeskoczyć do innego miejsca 15 minut później i omawiać inny temat. Zatem to była dla mnie największa wada tej książki. Drugi, również spory minus, to nierównomierne przyciąganie zainteresowania czytelników. Pierwsza część "Upadku Robespierre'a", właściwie wszystkie wydarzenia prowadzące do jego aresztowania to głównie mocno przegadana polityka. Bardzo dużo nazwisk i miejsc, które osobie nieznającej francuskiego natychmiast zlewały się w jedno. Myślę, że spokojnie z 1/3 lektury po prostu przemęczyłam, licząc na to, że pojedyncze przebijające się ciekawostki są warte dalszej lektury. Na szczęście potem zaczęło się dziać bardzo dużo, a do tego Jones skupił się już na konkretnych postaciach, które łatwiej było zapamiętać. Nie wiedzieć kiedy zaczęło mi się "Upadek Robespierre'a" czytać coraz lepiej i faktycznie, historia nieudanego przewrotu okazała się dla mnie niezmiernie fascynująca. Zwłaszcza że faktycznie nie wiedziałam o nim nic poza tym, że był i jak skończył się dla samego Robespierre'a. Swoją drogą, "Nieprzekupnego" było w tej książce zaskakująco niewiele - głównie w tej pierwszej, politycznej części. W samym przewrocie jego rola była minimalna, a dopiero jego ścięcie następnego dnia przeszło do historii. Jest to lektura bardzo szczegółowa, choć napisana naprawdę dobrym językiem i w całkiem wciągający sposób - no i fajny miał Jones pomysł z tą godziną po godzinie, choć przydałoby się podsumowanie wcześniejszych i późniejszych wydarzeń. To, ile materiałów z epoki autor musiał przeczytać, by przedstawić upadek Robespierre'a tak, byśmy poznali wydarzenia oczami współczesnych, a nie z naszej perspektywy czasowej, też jest godne podziwu. Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę, tylko koniecznie z już usystematyzowaną wiedzą o rewolucji.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na722 dni temu
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu),a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na72 miesiące temu
Justynian. Cesarz, żołnierz, święty Peter Sarris
Justynian. Cesarz, żołnierz, święty
Peter Sarris
1204 - gdy krzyżowcy łupią Konstantynopol jego ciało odnalezione nietknięte rozkładem ? Prawdziwe imię Petrus - Piotr. Język ojczysty - łacina. Zaskoczenie ? Należał do frakcji Błękitnych, takich ówczesnych kiboli. Wiele zawdzięczał swojemu wujowi - Justynowi. Prawosławny wzór władcy ? Prostytutka i władca ? Patricia porneion - Teodora. Jeśli nawet, to co z tego ? Jeśli porzuciła swój fach ... Co innego jej skłonność ku monofizytyzmowi. Zacięcie nie lubi jej natomiast Prokop/iusz z Cezarei, który ponoć mógł być Samarytaninem. Czy Wschód był wylęgarnią herezji - jak to ktoś stwierdził ? 529 - powstanie Samarytan Wojna z Persją Corpus Iuris Civilis 532 - Powstanie Nika Kościół Świętej Ireny Hagia Sophia Drzwi Janusa Orzeł i Wąż Koniec konsulatu Stworzenie przemysłu jedwabnego "Wyskoki" monofizyckie. Prześwietnego ojca świata. 536-537 - tarcza Słońca zaciemniona. 542 - zaraza. Dżuma justyniańska. Poprzedzona kataklizmem/ami. Destabilizacja klimatu. Trzy Rozdziały Papież odciągnięty od Ołtarza przez żołnierzy, uwięziony i lżony przez Justyniana. Czy plagi nie były ostrzeżeniem przed tym co stało się na początku następnego stulecia - inwazją islamu. Tak jak w Polsce potop szwedzki był ostrzeżeniem, a potem nastąpiły rozbiory ? Justynian przywracał władzę i prawo rzymskie, czy był "królem demonów" ? Jest to dobrze napisana książka. Monumentalna na pewno nie ! Taka pozycja liczyłaby 5-6 tomów i zaczynałaby się od 3000 stron w górę.
Nagzymsie - awatar Nagzymsie
ocenił na722 dni temu
Między Bogiem a Hitlerem. Kapelani wojskowi w służbie nazizmu Doris L. Bergen
Między Bogiem a Hitlerem. Kapelani wojskowi w służbie nazizmu
Doris L. Bergen
Czy religia – jej instytucje i kapłani – może legitymizować okrucieństwo aparatu państwowego i armii? Dzieje ludzkości dostarczają nam pęczki takich przykładów, które potwierdzają, że odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Nie inaczej było w III Rzeszy, której ideologię co do zasady kojarzymy raczej jako wrogą religii jako takiej. Natomiast nie przeszkadzało to Kościołom i wiernym – z różnych przyczyn – głęboko uwikłać się w zbrodniczy system, a specyficznym potwierdzeniem tego faktu może być postawa kapelanów wojskowych Wehrmachtu wobec zaangażowania niemieckiej armii w orgię przemocy zwłaszcza na terenach Europy Środkowej i Wschodniej. Dotąd niezgłębionemu szerzej tematowi bliżej przyjrzała się Doris L. Bergen, profesorka Uniwersytetu w Toronto, która na co dzień w pracy naukowej zajmuje się badaniami nad Holokaustem – zagadnieniami religii, płci kulturowej i etniczności w dobie Zagłady i II wojny światowej. Pani profesor z gościnnymi wykładami gościła także w naszym kraju, gdzie kilkanaście lat temu wydaną inną jej książkę pod tytułem „Wojna i ludobójstwo. Krótka historia Holokaustu”. Z kolei w 2024 roku książka „Między Bogiem a Hitlerem” otrzymała nagrodę The Yad Vashem International Book Prize for Holocaust Research. Nie licząc kilku artykułów opublikowanych na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, publikacja Bergen jest bezsprzecznie przełomową. Dotąd historycy nie zajmowali się tematem uwikłania księży katolickich i pastorów protestanckich w niemieckie ludobójstwo na Żydach, Polakach, Rosjanach i innych narodach z podbitych krajów. Bergen korzysta z materiałów źródłowych w postaci prywatnej korespondencji, dokumentów wojskowych, archiwalnych zdjęć oraz relacji osób, które ocalały z wojennych masakr. Publikacja przygotowana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego podzielona jest na siedem chronologicznie ułożonych rozdziałów. Zaczyna się jeszcze w 1933 roku, a więc dwa lata przed założeniem Wehrmachtu, ale nie kończy się na roku 1945, ponieważ wraz z autorką przyglądamy się temu, jak byli kapelani Wehrmachtu radzili sobie w nowej, powojennej rzeczywistości. Wydawca przygotował także zdjęcia, mapy i tabele. Autorką udanego tłumaczenia jest Aleksandra Czwojdrak. Nie można mieć innej opinii o posłudze kapelanów Wehrmachtu – dla porządku dodajmy, że w SS i Luftwaffe kapelanów wojskowych nie było – jak ta, że mamy do czynienia z ich moralną porażką. Duchowni stanęli po stronie sprawców zbrodni, zamiast pozostać strażnikami chrześcijańskich wartości. Choć autorce nie udało się udokumentować przypadku, w którym kapłan był bezpośrednim sprawcą zbrodni, ale obojętność – jak kilka lat temu głośno mówił Marian Turski – też jest grzechem. Kapelani byli częścią – jak nazywa to autorka – „kultury ludobójstwa”. Zanurzyli się w systemie i strukturach, których cechą było niszczenie „podludzi”, a jednocześnie zaprzeczali mu i wymazywali jego ofiary. Choć w ciągu dekady istnienia Wehrmachtu przez jego szeregi przewinęło się około tysiąca kapelanów, to wspomnień pozostawili bardzo niewiele, skrzętnie omijając wątek okupacyjnej i przyfrontowej orgii przemocy, której byli naocznymi świadkami. Stanowiło to dodatkowy problem w pracy badawczej kanadyjskiej historyczki. W nielicznych opublikowanych wspomnieniach wizerunek kapelanów jest kontrolowany. Występują w nich jako osoby nieskażone narodowym socjalizmem i pozostające ponad konfliktami wewnątrzkościelnymi. Nacisk kładziony jest na bezsilność i powinność z pobrzmiewającym w tle echem braku wyboru – jaki był udziałem działających na rozkaz zwykłych żołnierzy – oraz związaniem swoim powołaniem. Stąd jest już o krok do kreowania się w roli ofiar okrutnego konfliktu. W rzeczywistości z reżimem Hitlera kapelani pozostali związani do końca i dopiero ostatnią fazę wojny wykorzystali do odcięcia się od nazizmu. Kapelani byli przy żołnierzach wszędzie tam, gdzie niemiecka armia otwierała kolejne fronty II wojny światowej, towarzysząc im aż do odwrotu do coraz bardziej kurczącego się Vaterlandu oraz w obozach jenieckich. Tak jak kapelani z wszystkich innych armii tego konfliktu, udzielali walczącym sakramentów, pocieszali chorych i rannych, uczestniczyli w pogrzebach poległych. Nikogo do tej funkcji nie zmuszano. Liczba chętnych zawsze przewyższała liczbę mianowanych, mimo iż kapelani musieli się liczyć z wrogim nastawieniem narodowosocjalistycznych ideologów, traktujących zasady wiary jako przeżytek niepotrzebnie nadwątlający moralne siły żołnierzy. Może stąd wynika demonstracyjna lojalność kapłanów w mundurach, przejawiająca się w szczególnych modlitwach i nabożeństwach na przykład z okazji urodzin Adolfa Hitlera. Kościół jako struktura był w III Rzeszy szykanowany, ale nikt nie burzył świątyń i nie prześladował chrześcijan za sam fakt wiary w Boga. Przywódcy kościelni robili wiele, aby dowieść przydatności chrześcijan dla walczącego narodu. Jakże odmiennie kształtowała się sytuacja Kościoła na przykład na ziemiach polskich, wcielonych bądź okupowanych przez nazistowskiego sąsiada... Możemy tylko domyślać się, że podczas kampanii wrześniowej i pierwszych miesięcy okupacji kapelani musieli przeżyć szok na widok przemocy wobec polskich księży i zakonników. Autorka przyznaje jednak, że nie natknęła się na ani jedną wzmiankę na ten temat, nie znalazła też żadnej relacji kapelanów katolickich Wehrmachtu odnośnie kampanii w Polsce. „Autorytet moralny kapelanów Wehrmachtu czynił z nich klucz do kreowania uspokajających wersji wydarzeń dla żołnierzy i ich rodzin, dla których pełnili posługę, a także dla nich samych” – wskazuje Bergen. Narracja, którą wykorzystywali, pozwalała sprytnie przejść do porządku dziennego nad zbrodniami bądź przesłonić je… cierpieniem Niemców. Wstyd, który odczuwali z powodu zbrodni popełnianych nie tylko przez formacje SS, o których pewnie słyszeli, ale także przez samych żołnierzy Wehrmachtu, których byli naocznymi świadkami, maskowali obwinianiem ofiar. Ułatwiała to nazistowska propaganda, według której Żydzi byli śmiertelnym zagrożeniem dla Niemiec, a kolejne podbijane narody stanowiły zagrożenie militarne i rasowe, które trzeba było wyeliminować. Skoro kapelani „byli jak jeden mąż z ludźmi, dla których pełnili posługę, to znaczy, że musieli widzieć i słyszeć to, co ludzie ci robili, i wiedzieć o tym. Jeśli zaś nie wiedzieli, to znaczy, że byli naprawdę oderwani od rzeczywistości” – podkreśla autorka. Ta umiejętność dostosowania się do każdej sytuacji potwierdziła się już po wojnie, w latach 50., kiedy kapelani Wehrmachtu znaleźli sobie miejsce w nowym wojsku Niemiec Zachodnich, w Bundeswehrze. Zimna wojna stała się dla nich czymś na kształt wybawienia, umożliwiając kreowanie się na twarze niezmiennie chrześcijańskiego człowieczeństwa Niemiec. Pomocne w tym procesie było z pewnością zwolnienie ostatnich niemieckich jeńców wojennych przez Związek Radziecki. Praca badawcza, wykonana przez autorkę w sytuacji skąpej liczby źródeł, w tym zwłaszcza wspomnień „bohaterów” książki, zasługuje na uznanie. Lektura prowokuje do zadawania pytań na pograniczu wiary, ideologii i okrutnej codzienności w czasach ekstremalnych, która często weryfikuje nasz moralny kręgosłup. O niewielu książkach historycznych można tak powiedzieć, co z pewnością tę publikację dodatkowo wyróżnia. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na73 miesiące temu
Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń Radosław Sikorski
Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń
Radosław Sikorski
🪖🇪🇺 Z frontu do Europy — i bez fanfar po drodze 🇪🇺🪖 ⭐ Moja ocena: 7/10 — solidna, inteligentna i zaskakująco świeża książka. Najbardziej cenię w niej to, że nie brzmi jak polityczny manifest ani autopomnik, tylko jak zapis drogi człowieka, który naprawdę przeszedł kawał historii: od reportera wojennego, przez polską transformację, po Unię, NATO i współczesną geopolitykę. 🧭 Rozsądek zamiast pozy 🧭
 Najlepsze jest to, że Sikorski nie urządza tu ani martyrologii, ani konkursu na własną wielkość. Owszem, jest w tej książce także jego biografia, ale raczej jako tło do myślenia o państwie, Zachodzie, bezpieczeństwie i polskich błędach. To nie jest ton człowieka, który mówi: „miałem rację od zawsze”, tylko raczej: „w paru sprawach sam musiałem dojrzeć i zmienić zdanie”. I właśnie to nadaje tej książce ciężar. 📰 Reportaż i rozmowa trzymają puls 📰
 I to jest jeden z mocniejszych atutów tej książki: nie składa się ona wyłącznie z późniejszych ocen i politycznych wniosków wygłaszanych z bezpiecznego dystansu. Sikorski wpuszcza do środka własne reportaże, dawne teksty i rozmowy z ludźmi naprawdę dużego formatu — jak Henry Kissinger czy Norman Davies — i dzięki temu całość nie zamienia się w jednostajny wykład o racji stanu. Raz wchodzimy w czysty konkret epoki, raz w osobiste doświadczenie, raz w spotkanie z kimś, kto tę historię współtworzył albo potrafił ją nazwać lepiej niż inni. To daje tej książce rytm, oddech i sporą wartość literacką: jest ruch, zmiana perspektywy i coś więcej niż tylko publicystyka — jest żywy zapis świata, który jeszcze nie zdążył ostygnąć. 🏛️ Transformacja bez lukru 🏛️
 Bardzo dobrze wypadają fragmenty o początku III RP — Wałęsie, Mazowieckim, Balcerowiczu, Michniku, sporach o tempo zmian i o to, czy po komunizmie należało ciąć szybciej, mocniej i bardziej symbolicznie. To nie jest opowieść szkolna ani rocznicowa. Raczej zapis Polski, która wychodzi z PRL-u w pośpiechu, chaosie, ambicjach, lękach i niedoróbkach. I właśnie dlatego to działa: bo nie ma tu ani świętych obrazków, ani łatwego potępiania wszystkich po kolei. 🪖 NATO, służby i państwo na kablach 🪖
 Mocno wybrzmiewa też warstwa państwowa i instytucjonalna: stare układy, WSI, opóźnione odruchy postsowieckie, walka o prozachodni zwrot, absurdalna techniczna prowizorka młodego państwa i poczucie, że Polska niby już ruszyła na Zachód, ale w środku wciąż nosiła w sobie wschodni złom. Te fragmenty mają nerw reportażu politycznego — bez przesadnej sensacji, ale z konkretem i napięciem. 🇪🇺 Unia bez fantazjowania 🇪🇺
 Bardzo cenne jest dla mnie to, jak ta książka układa myślenie o UE. Nie jako o jakiejś świętej strukturze ani o wrogu suwerenności, tylko jako realnym polu gry, gdzie państwa walczą o swoje interesy skuteczniej razem niż obrażone osobno. Sikorski ciekawie pokazuje też własną drogę: od dawniejszych złudzeń wobec eurosceptycznych opowieści do bardziej dojrzałego przekonania, że miejsce Polski jest w centrum europejskiej gry, a nie na bocznej ławce z miną obrażonego samotnika. 🧠 Reagan, Thatcher i korekta własnych mitów 🧠
 Ciekawe są także fragmenty o Reaganie, Thatcher i dawnym liberalno-konserwatywnym imaginarium lat 80. i 90. Ale najważniejsze nie jest tu samo zauroczenie tamtym światem — tylko późniejsza korekta. Dzięki temu książka nie zamienia się w ideologiczną laurkę, tylko w coś dojrzalszego: w zapis zderzenia dawnych pewników z historią, praktyką i własnym doświadczeniem. 🏁 Na koniec 🏁
 To nie jest książka, która wszystko wywraca, ale jest książką, która porządkuje. Daje sporo fundamentów myślenia o Polsce, Zachodzie, Rosji, Unii, bezpieczeństwie i politycznej dojrzałości. Bez geopolitycznej fantasmagorii, bez nadęcia, bez taniego „patrzcie, jaki byłem ważny”. Po prostu: dużo rozsądku, dużo historii i sporo materiału do myślenia. A dzięki temu, że obok późniejszych ocen dostajemy też dawne reportaże, wywiady i spotkania z ludźmi dużego formatu, książka ma dodatkowo fajny puls i literacki oddech.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na726 dni temu
Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły Daisy Dunn
Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły
Daisy Dunn
Jestem rozczarowana. Wprawdzie książkę dobrze się czyta, jest bardzo sprawnie napisana, rozumiem, ze to tylko pozycja popularnonaukowa, ale mnie tu ewidentnie brakowało konsultacji z kulturoznawcą lub historykiem kultury. Bo jak się na rolę polityczną kobiety popatrzy od strony kulturowej, to wychodzą ciekawsze rzeczy. Mianowicie kultury matriarchalne lub matrylinearne były i są rzadkością ogólnie nie wiadomo dlaczego. Brak w tej książce uwzględnienie niejednolitego stosunku do kobiet wśród bardzo zróżnicowanych kulturowo plemiennie Greków. Czym innym był status kobiety w Starożytnej Sparcie, czym innym w Atenach, a już w ogóle czymś odrębnym w greckich miastach-państwach w Azji mniejszej, gdzie dominowały wpływy perskiej kultury i organizacji społecznej. W sumie nie wiadomo, czy kobiety, które Platon spotykał na dworze tyrana Koryntu na wygnaniu były wysokiej, może najwyższej klasy luksusowymi prostytutkami czy po prostu damami dworu, bo w Atenach tzw. przyzwoite kobiety nie przebywały razem z mężczyznami, nie uczestniczyły w życiu publicznym w ogóle, mieszkały też osobno. Brak też zróżnicowania społecznego w statusie kobiet. Więcej mogły bogate patrycjuszki, a znacznie mniej kobiety wolne z niższych szczebli społecznych. Brak kilku wniosków, o które aż się prosi, żeby je wyprowadzić. Przede wszystkich chodzi o to, że walka o władzę dotyczy również kobiet, nie tylko mężczyzn bez względu na rodzaj organizacji społecznej. Kobiety walczyły o nią i walczą tak samo jak mężczyźni, inaczej natomiast wygląda sposób jej sprawowania. W świecie starożytnych Greków i Rzymian w ogóle nie było stanowiska królowej czy cesarzowej, tak jak nie było królów i cesarzy w naszym rozumieniu. Cesarz nie był boskim pomazańcem, choć bywał najwyższym kapłanem, czasami bogiem, ale zazwyczaj po śmierci. Senat powierzał mu imperium, czyli zgodę na sprawowanie władzy, co nie obejmowało jego żony czy matki. Pozbawione praw obywatelskich Greczynki i Rzymianki musiały mieć opiekuna prawnego, były, jak to ujął był Napoleon Bonaparte "wieczyście" nieletnie". Co nie znaczy, że nie były żądne władzy ani ze jej nie miały. Opiekuna prawnego też można wykorzystać do tego, by za jego pośrednictwem sprawować władzę i to też jest władza. Właśnie o takiej jest mowa w tej książce. Nie wiem, czy to koncepcja autorki czy wątpliwa zasługa tłumacza, skądinąd bardzo dobrego, ale wywodowi się to nie przysłużyło. Uparte szukanie bezpośredniej władzy kobiet wśród systemów, w których nigdy oficjalnie jej nie było jest, moim zdaniem, delikatnie mówiąc pomyłką, Autorka szuka uparcie dowodów na bezpośrednią polityczną władzę kobiet wśród społeczeństw, w których nawet taka władza przyznawana mężczyznom miała spore ograniczenia w postaci parlamentu, zgromadzenia ludowego, wreszcie organizacji wojskowej i społecznej. Władzę w Grecji i Rzymie sprawowali obieralni urzędnicy, a nie było wśród nich kobiet, choć nieliczne kobiece urzędy były. Jak rządziły kobiety? Poprzez mężów, synów i kochanków, choć niekoniecznie niewidoczne publicznie. Niemniej jednak na te, które ośmieliły się zarządzić coś same, jak Agryppina Starsza, choć uczyniły to dobrze, nie spadał deszcz zaszczytów, lecz kar, z ciężką chłostą włącznie jakby miały one zachwiać państwowością rzymską w jej posadach. Jest w ogóle rzeczą zastanawiającą, dlaczego wszystkie właściwie społeczeństwa i państwa zorganizowane są wokół niesamodzielności, bierności i podporządkowania kobiet i to tylko dlatego, że "tak było zawsze". Podobnie władza kobiet nie budzi sprzeciwów dopóki nie jest władzą jawną. Jeśli wsią rządzi żona sołtysa w jego imieniu nikt nie protestuje, ale jeśli sama chce zostać sołtysem może mieć spore problemy. Ten przymus niejawności władzy kobiet, nietolerowania żadnych przejawów samodzielnego jej sprawowania jest ciekawy i zastanawiający, tym bardziej, że objawiał się już w starożytności oskarżeniami o czary oraz procesami o czary. Niewiele tu odkryć. W zakresie roli kobiet i ich władzy w społecznosci Greków i Rzymian napisano tomy. Polecam pracę Andrzeja Wypustka oraz bardzo ciekawą pozycję: "Wszystkie trupy prowadzą do Rzymu", w której omawia się sytuację kobiet wolnych, ale niebędących damami ze sfer najwyższych cesarstwa. Nie podoba mi się ciągota autorki do wybielania postaci kobiecych, co mnie złości, bo moim zdaniem sytuuje je w jednoznacznej roli ofiary. Bardzo wątpię, czy Liwia, żona Oktawiana Augusta widziała się w roli bezbronnej niewinnej ofiary. To raczej inni mogli być jej ofiarami. Wprawdzie jako żona Princepsa nie miała władzy jako takiej, ale jako jego najbardziej zaufana doradczyni miała olbrzymi wpływ na losy jego i swojej rodziny, a tym samym państwa. Zdobyła sobie wpływ na rozdawnictwo przywilejów i urzędów, decydowała o polityce dynastycznej, czy raczej zręcznie manipulowała Augustem. Naprawdę trudno nie dostrzec, że Livia pozbyła się wszystkich członków rodziny Oktawiana. Ostatecznie na placu boju pozostała ona sama i jej jedynak Tyberiusz. Jedna z najsłynniejszych zasad prawa rzymskiego głosi, iż ten jest winien zbrodni, kto odnosi największą korzyść. A Livia ją odniosła: doprowadziła do tego, że Oktawian praktycznie został sam, po to by Livia mogła sprawować władzę wprawdzie z tylnego siedzenia, ale już bez ograniczeń oraz żeby mogła ją sprawować po śmierci męża manipulując synem. Nie byłabym taka pewna w usprawiedliwianiu jej, że nie stała za zesłaniami obu Julii i Postumusa, a przy okazji i Owidiusza oraz przyspieszeniu zejścia Augusta z tego świata, żeby na przykład nie rozmyślił i nie wyznaczył kogoś innego poza Tyberiuszem na swojego następcę. Tyberiuszem Livia mogłaby w swym zamyśle kierować bez przeszkód, wszak nikt, tak jak matka, nie ma takiej władzy na dzieckiem, władzy absolutnej. Z jakiegoś powodu Tyberiusz paranoicznie bał się matki, nienawidził jej wręcz, podobnie jak wielu innych kobiet ze swojego otoczenia. Wiedział, że dla nich jest tylko narzędziem sprawowania władzy. Być może owe damy ze sfer cesarskich i senatorskich grały w politycznej grze męskimi pionkami, a Tyberiusz takim pionkiem być nie chciał. Jeśli spojrzymy na szaleństwa cesarzy takich jak Kaligula czy Neron, to można dopatrzeć się właśnie ucieczkę w szaleństwo przed żądnym władzy otoczeniem, w którym było niemało kobiet. Odsyłając na bok kołtuńskie i świętoszkowate oburzenie relacjami na temat Tyberiusza i Nerona z ich matkami można się przecież dopatrzyć nie tyle bezwzględnych tyranów, wariatów i matkobójcy, ile synów udręczonych ponad wytrzymałość ich psychiki. Niby autorka deklaruje we wstępie chęć odcięcia się od piszących dla taniej sensacji rzymskich historyków, niemniej jednak poprzestaje na wytyczonych przez nich liniach relacji: mężczyzna jako gnębiciel kobiety i kobieta jako jego ofiara. Nigdy nie dowiemy się jak było na prawdę, jedno jest pewne: kobiety, które brały udział w rozgrywkach politycznych nie były aniołami, były twardymi Rzymiankami zahartowanymi przez życie, wojny, politykę, wysportowanymi, świetnie wykształconymi, bogatymi i bardzo dobrze orientującymi się jaka jest stawka i o co idzie w grze o władzę. Trudno widzieć w nich ofiary. A jeżeli były ofiarami władzy, to trzeba pamiętać, że niekoniecznie oznacza to, że były ofiarami mężczyzn, skoro kobiety też ją sprawowały, choć była to władza innego typu. Historycy napisali sporo na temat władzy kobiet. Autorka "Zagubionego wątku" chyba ich nie przeczytała. Ogółem. Jest to pozycja godna polecenia, ale jako wprowadzenie dla tych, co dopiero zaczynają swoją przygodę z historią starożytną, co nie znaczy, że jest zła. Natomiast ci, co szukają jakiś głębszych analiz władzy kobiet w tamtym okresie mogą sobie odpuścić, bo tego po prostu w niej nie ma. Autorka po prostu wymienia i omawia dzieje kobiet, które tę władzę sprawowały, niemniej nie jest to pozycja w żadnym wypadku przełomowa, choć rozumiem, że wielu jest takich historyków, nie tylko starożytności, którzy nie uznają ani wpływu kobiet na historię, ani historii na kobiety, jakbyśmy istniały w jakiejś innej bańce czasoprzestrzennej i wydarzenia historyczne zupełnie nas nie dotyczyły, no może poza praniem i cerowaniem wojskowych gaci i onuc. Zamysł był dobry, z realizacją trochę gorzej, ale w sumie może być.
Mysza - awatar Mysza
oceniła na611 dni temu

Cytaty z książki O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić

Więcej
Timothy Snyder O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić Zobacz więcej
Timothy Snyder O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić Zobacz więcej
Timothy Snyder O wolności. Przewodnik po świecie, który można ocalić Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne