Hańba

Okładka książki Hańba autora John Maxwell Coetzee, 9788324006861
Okładka książki Hańba
John Maxwell Coetzee Wydawnictwo: Znak Ekranizacje: Hańba (2009) literatura piękna
268 str. 4 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Disgrace
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
268
Czas czytania
4 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324006861
Tłumacz:
Michał Kłobukowski
Ekranizacje:
Hańba (2009)
Inne
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Hańba w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Hańba



książek na półce przeczytane 2203 napisanych opinii 1006

Oceny książki Hańba

Średnia ocen
7,1 / 10
1242 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Hańba

avatar
1525
1500

Na półkach:

Dawno nie czytałem książki, której bohater byłby tak antypatyczny a zarazem w tak znacznym stopniu godny litości. Lektura znokautowała mnie co najmniej dwa razy, co jest dla mnie świadectwem jej wybitności. Przesłanie bardzo pesymistyczne.

Mocne tu napiętnowanie niezdrowych relacji mężczyzna - kobieta, ale i także wszystkich opartych na nierówności i wyższości, jak stosunek do rdzennych mieszkańców RPA, zwłaszcza gdy chodzi, co tu gadać, o bandytów i gwałcicieli.

Nie wiem dlaczego (zapewne z ignorancji) temat tej książki kojarzyłem wyłącznie z seksualnym wykorzystaniem studentki przez podstarzałego nauczyciela akademickiego - erotomana i nie przypadkiem znawcę m.in. nieszczęsnego Byrona, który również cierpiał na tężę przypadłość, przy okazji będąc pedofilem.

Autor przygotował zasadzkę na czytelników, a zwłaszcza na mnie, bo tytuł nie odnosi się tylko do hańby bohatera, który wykorzystując studentkę, hańbią ją i przy okazji swój akademicki honor. Ma on też zastosowanie (jako kara od Boga?) także do jego córki, która pada ofiarą gwałtu, prowadząc farmę na odludziu. Jakby zemsta losu za lata wykluczania i poniewierki przez rdzenną ludność. Szokująca to lektura, ale także i moralitet.

David Lurie to postać zaprawdę odrażająca (nawet narrator go nie lubi: ”Nie jest złym człowiekiem, ale dobrym też nie”). Czyn, jakiego się dopuścił, doprowadza go do upadku zawodowego. Los daje mu sposobność częściowego “nawrócenia” na tzw. normalne, a nawet może i pożyteczne, życie. Tylko czy z niej skorzysta ten, któremu nie da się współczuć….

To moja czwarta książka Coetzee’ego. Za najważniejszą uważam “Czekając na barbarzyńców”.

Wybrane cytaty….

“Jest zdumiony, że półtorej godziny kobiecego towarzystwa tygodniowo wystarcza, aby go uszczęśliwić, chociaż dawniej myślał, że potrzebna mu jest żona, dom, małżeństwo. (...) Jego potrzeby okazały się w końcu całkiem niewielkie, niewielkie i przelotne jak potrzeby motyla”.

“Całym sobą popiera życie podwójne, potrójne, życie podzielone na przegródki. Ilekroć spoglądał na kobietę w pewien sposób, z pewnym zamysłem, odwzajemniała spojrzenie: mógł na to liczyć. Tak właśnie żył: przez całe lata, przez całe dziesięciolecia trzymało go to w pionie. Aż tu pewnego dnia skończyło się, nagle, bez ostrzeżenia, opuściła go moc. (...) Spojrzenia, które dawniej odpowiedziałyby na jego spojrzenie, zaczęły przesuwać się po nim obojętnie, mijać go, jakby był przezroczysty. Z dnia na dzień stał się duchem”.

“Powinien dać sobie z tym spokój, wycofać się z gry. Zastanawia się, ile właściwie miał lat Orygenes, kiedy się wykastrował. Może nie najwdzięczniejsze to rozwiązanie, ale starzenie się też nie jest wdzięcznym zajęciem. Człowiek przynajmniej oczyszcza pole, żeby się skupić na właściwym zadaniu starców: na przygotowaniach do śmierci. (...) Płomień zmysłów ostatni raz strzeli w górę, zanim zgaśnie”.

“Przecież to jeszcze dziecko! – myśli on. Zupełne dziecko! Co ja najlepszego wyprawiam? Ale jego sercem targa raptowna żądza”.

“Nie jest to gwałt, niezupełnie, ale jednak coś
niepożądanego, przed czym dziewczyna wzdraga się aż do szpiku kości”.

“Ludzie się dowiedzą, bo zawsze w końcu się dowiadują; zaczną szeptać, może nawet wybuchnie skandal. No i co z tego?”.

“– Nie oczekuj współczucia, Davidzie, ode mnie ani od nikogo. Nie spodziewaj się współczucia ani litości. To nie te czasy. Wszyscy zwrócą się przeciwko tobie, bo i czemu nie?”.

“Pewnie myślałeś, że to będzie kolejny szybki romans, drobny grzeszek. No i patrz, do czego cię doprowadził. Własne życie wyrzuciłeś na śmietnik, a co zyskałeś. (...) Jeśli starcy będą się parzyć z młodymi kobietami, jaka przyszłość czeka gatunek?”.

“Połowa literatury mówi o tym: o młodych kobietach, które usiłują wywinąć się spod ciężaru starców, dla dobra gatunku”.

“W pewnym wieku człowiek robi się po prostu nieapetyczny. I tyle. Trzeba zakasać rękawy i jakoś przeżyć resztę życia. (...) Ćwicz, zanim nadejdzie starość, przykazuje sobie. Ćwicz przystosowanie. Ćwicz, przyda ci się w domu starców”.

“Po raz pierwszy w życiu ma przedsmak starości, kiedy będzie doszczętnie znużony, wyzuty z wszelkich nadziei i pragnień, zobojętniały na to, co niesie przyszłość. Zgaszono w nim przyjemność, jaką czerpał z życia. (...) Zaczął dryfować ku swojemu końcowi, jak liść na powierzchni strumienia, jak puch mlecza na wietrze”.

“– Żadne zwierzę nie dopatrzy się sprawiedliwości w
karze wymierzonej za to, że posłuchało własnego instynktu.
– Czyli samcom trzeba pozwolić, żeby podążali za swoimi instynktami bez żadnych ograniczeń?

“Lucy nie odpowiada. Woli nie pokazywać się ludziom, a oni już wie dlaczego. Powodem jest hańba. Powodem jest wstyd. To właśnie osiągnęli niespodziewani goście, to właśnie uczynili tej pewnej siebie, nowoczesnej, młodej kobiecie”.

“Zgwałcić lesbijkę to coś jeszcze gorszego niż zgwałcić dziewicę: cięższy cios. Czy tamci trzej wiedzieli, co robią?”

“Plotka jak plama rozlewa się po okolicy. (...) Zemsta jest jak pożar. Im więcej pochłonie, tym bardziej robi się zachłanna”.

“Coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że angielski nie jest odpowiednim środkiem wyrazu dla południowoafrykańskiej prawdy".

“Język zesztywniał, niczym dinozaur, który wyzionął ducha i zapadł się w błoto”.

“Nie po to tu przyjechał; nie po to, żeby ugrzęznąć na głębokim odludziu i odstraszać demony, niańczyć córkę, troszczyć się o upadającą farmę. Jeśli miał jakikolwiek cel, to raczej ten, żeby samemu wziąć się w garść, zebrać siły”.

“Chociaż w pewien abstrakcyjny sposób potępia okrucieństwo, nie umie powiedzieć, czy sam z natury jest okrutny czy dobry. Jest po prostu nijaki”.

“- To szokujące uczucie, że ktoś mnie nienawidzi. W trakcie. Czy David trafnie się domyśla, o co jej chodzi?”.

“W końcu nie erotyzm i nie elegia najsilniej do niego przemawia, lecz komizm”.

“- Zachowujesz się, jakby wszystko, co robię, było częścią fabuły, którą jest twoje życie. Ty jesteś w niej głównym bohaterem, a ja postacią epizodyczną, która pojawia się dopiero w połowie akcji. Otóż wbrew temu co sobie myślisz, ludzie nie dzielą się na pierwszo- i drugoplanowych. Nie jestem drugoplanowa”.

“- Lucy, twoja sytuacja staje się śmieszna, A nawet gorzej: złowroga. Nie wiem, jak możesz tego nie dostrzegać”.

“- Błagam cię, wynieś się z farmy, zanim będzie
za późno. To nie jest coś, co chciałbym usłyszeć. My nie załatwiamy spraw w ten sposób. My: mało brakowało, a byłby powiedział: my ludzie Zachodu”.

“– Jakie to poniżające - mówi wreszcie Lurie. – Takie wielkie nadzieje, a potem taki koniec".

- Potrzebuję wokół siebie spokoju. Wszystko zrobię, wszystko poświęcę, byle tylko mieć spokój.
– A między innymi poświęcisz mnie?”.

“Brak mu starczych cnót: zrównoważenia, dobrotliwości, cierpliwości. Ale może te cnoty pojawią się, gdy inne go opuszczą: na przykład cnota namiętności”.

Dawno nie czytałem książki, której bohater byłby tak antypatyczny a zarazem w tak znacznym stopniu godny litości. Lektura znokautowała mnie co najmniej dwa razy, co jest dla mnie świadectwem jej wybitności. Przesłanie bardzo pesymistyczne.

Mocne tu napiętnowanie niezdrowych relacji mężczyzna - kobieta, ale i także wszystkich opartych na nierówności i wyższości, jak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
424
327

Na półkach:

Historia Davida to interesujące studium przemiany bohatera: z podstarzałego podrywacza w dojrzałego i świadomie starzejącego się mężczyznę, z apodyktycznego ojca w troskliwego rodzica, z osoby nieczułej na potrzeby i cierpienia zwierząt – w ich obrońcę. Szkoda, że wydarzenie wywołujące lawinę zmian musiało być tak drastyczne, ale zazwyczaj dopiero jakiś nagły kryzys wywołuje w nas istotne transformujące zmiany. Każdy broni się przed szeroko pojmowanym kryzysem, bo nie lubimy sytuacji naruszających nasz dobrostan, ale zazwyczaj tylko poprzez sytuacje graniczne następuje rozwój samoświadomości, dojrzewanie osobowości, wzrastanie na duchu. I to przytrafia się głównemu bohaterowi, wciągając nas w wir jego wewnętrznych zmagań z nową, zaskakującą rzeczywistością. Warta szczególnej uwagi jest także postać córki, to jak ona przeżywa dramat i jak jej podejście różni się głęboko od perspektywy ojca. Każde z nich inaczej próbuje poradzić sobie ze złem, każde przeżywa hańbę na swój indywidualny i dla drugiego niezrozumiały sposób.Ta odmienność w radzeniu sobie, odrębność ich wewnętrznych światów buduje między nimi fosę, której nijak nie udaje się im zasypać. Szukają mostów, ale te również są zerwane. Stoją na dwóch przeciwnych brzegach i nie potrafią się porozumieć, nie udaje im się zbliżyć. Na nic dobre chęci, nie mogą zrozumieć swoich punktów widzenia.
Bardzo dobrze wykreowane są też postacie trzecioplanowe: Bev i Petrus. Rewelacyjne portrety psychologiczne, świetne pióro, doskonale rozpisana historia. Nienachalnie ukazana trudność w relacjach między mieszkańcami RPA.
Duży plus za zwrócenie uwagi na uczucia zwierząt, focus na ich cierpienie, na ich bezgraniczne oddanie, ufność i wiarę w człowieka. Nie zasługujemy na to.

Historia Davida to interesujące studium przemiany bohatera: z podstarzałego podrywacza w dojrzałego i świadomie starzejącego się mężczyznę, z apodyktycznego ojca w troskliwego rodzica, z osoby nieczułej na potrzeby i cierpienia zwierząt – w ich obrońcę. Szkoda, że wydarzenie wywołujące lawinę zmian musiało być tak drastyczne, ale zazwyczaj dopiero jakiś nagły kryzys...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
345
103

Na półkach:

Największym plusem tej historii jest to, że naprawdę w człowieku zostaje. Po latach pamiętałam swoje zdumienie zachowaniem Lucy.
Coetzee podaje w wątpliwość moralność, normalność. Przy okazji tworzy bohatera tak antypatycznego, że nawet jeśli jego podejście do sprawy było mi bliższe niż to jego córki, to i tak trudno mi było z nim sympatyzować.

Największym plusem tej historii jest to, że naprawdę w człowieku zostaje. Po latach pamiętałam swoje zdumienie zachowaniem Lucy.
Coetzee podaje w wątpliwość moralność, normalność. Przy okazji tworzy bohatera tak antypatycznego, że nawet jeśli jego podejście do sprawy było mi bliższe niż to jego córki, to i tak trudno mi było z nim sympatyzować.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

8468 użytkowników ma tytuł Hańba na półkach głównych
  • 5 433
  • 2 985
  • 50
1156 użytkowników ma tytuł Hańba na półkach dodatkowych
  • 819
  • 160
  • 60
  • 33
  • 30
  • 29
  • 25

Tagi i tematy do książki Hańba

Inne książki autora

John Maxwell Coetzee
John Maxwell Coetzee
John Maxwell Coetzee urodził się 9 lutego 1940 w Kapsztadzie. Wychowywał się w RPA, studia ukończył na uniwersytecie w Kapsztadzie (matematyka i język angielski). Na początku lat 60. wyjechał do Wielkiej Brytanii, a potem do Stanów Zjednoczonych. Tam też doktoryzował się w 1965 roku. W latach 80. wrócił do RPA, by objąć stanowisko profesora literatury angielskiej na uniwersytecie w Kapsztadzie. W 2002 roku wyjechał do Adelajdy i tam mieszka do dziś. J. M. Coetzee jest jednym z trzech autorów, którym dwa razy przyznano prestiżową Nagrodę Bookera (za Życie i czasy Michaela K. w 1983 roku i Hańbę w 1999 roku). W 2003 roku przyznano mu Nagrodę Nobla. Poza pisaniem powieści zajmuje się także tłumaczeniami i krytyką literacką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pianistka Elfriede Jelinek
Pianistka
Elfriede Jelinek
A to już mija ponad dwadzieścia latek, odkąd wybuchły dyskusje nad zasadnością przyznania Nobla dla Jelinek. Nie była pierwszą ani ostatnią „osobą pisarską”, o której mówiono, że jej się ta nagroda nie należy. Ja nie wiem do końca, bo książka jest o-brzy-dli-wa! W miarę zagłębiania się w intymny świat Eriki – pianistki, czułam coraz większe i bardziej lepkie pokłady oblepiającego mnie błota. Ciemny, cuchnący, mroczny i oślizgły tunel, jakim pełzniemy w głąb psychiki bohaterki nie zaprowadzi nas na żadną jasną polanę ani do spełnienia czy rozładowania emocji. Raczej pozostajemy utkwieni w tym skomplikowanym labiryncie, gdzie każdy zakręt to jakby kolejny piekielny krąg. Niejeden literat mógłby stworzyć z tego materiału prostą obyczajową opowieść o utalentowanej jedynaczce z dobrego mieszczańskiego domu, której życie toczy się wokół muzyki. Dziewczyna jest może zbyt zdominowana przez matkę, która bezustannie szantażuje córkę swą starczą bezradnością. Ale krew nie woda i żadna władza żądnego uwagi zaborczego rodzica nie powstrzyma dorosłej kobiety przed romansem. Jeszcze można by pokusić się o świetlane zakończenie, kiedy mamciś rozumie swoje błędy wychowawcze i z wdziękiem usuwa się do małego domku z ogródkiem, córciś zaś wychodzi za mąż, rodzi bliźnięta i zakłada własne elitarne konserwatorium muzyczne imienia Artura Rubinsteina. Brzmi banalnie? Mogłoby, gdyby nie te piekielne kręgi niespełnienia, tłumionych seksualnych frustracji, zawiedzionych nadziei, niemożności sprostania wymaganiom społeczeństwa, wahadła uległości i podległości, sadyzmu i bezwolnego poddawania się – wszystkiego tego, co sprawia wrażenie, że Erika, mimo samowystarczalności finansowej, mimo życia w nowoczesnych czasach i w nowoczesnym mieście, jest jakby zamrożoną kobiecą kukiełką z wiktoriańskich czasów. Powieść napisano dosadnym, twardym i wulgarnym językiem. Z niemal każdego zdania emanuje pasja, wściekłość i nienawiść do ludzi i społeczeństwa, jakie tworzą. Erika jest nieszczęśliwa, bo nie sprostała talentem oczekiwaniom rodziców i zamiast zostać światowej sławy solistką, zadowala się nauczaniem muzyki. Nigdy nie pomyślała nawet o samodzielnym życiu, bo ulegle poddaje się dyktatowi „opieki” nad matką. Mama bezpardonowo wykorzystuje wszystkie przywileje, jakie daje jej „majestat” macierzyństwa i kładzie szpony na wszystkich najdrobniejszych cząstkach życia dziecka. Tu otwiera się cały ocean niespełnionych planów, zawiedzionych miłości, nigdy nie odbytych wypraw w nieznane, braku ekscytującego odkrywania życia i wszystkiego tego, co uczyniło ciało Eriki sztywnym i zasznurowanym na wieki, poza nielicznymi chwilami, kiedy napięcie jest zbyt wielkie i znajduje ujście w krwawych rytuałach albo przedziwnych i brudnych perwersjach. Kiedy pojawia się mężczyzna, momentalnie usiłuje panować i górować nad ciałem i duszą Pianistki. A ona chce panować nad własnych, chorych warunkach. Klik, klik – kolejne klisze rozwijane nienawistnie z repertuaru społecznych zależności. To było dla mnie bardzo ciężkie i nieprzyjemne doświadczenie, bo wolę twórczość niosącą jakieś pozytywne przesłanie i choćby cień nadziei, ale książka pozostała ze mną i chyba od czasu do czasu zadrapie i zmusi do refleksji. A tak przy okazji - powiedzonko o "smrodku pedagogicznym" zyskało tu całkiem nowe znaczenie...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na62 miesiące temu
Białe zęby Zadie Smith
Białe zęby
Zadie Smith
Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku, trudno jednak nie zauważyć, jak bardzo zmienił się kontekst, w którym ją odbieramy. Minęło zaledwie ćwierć wieku, a Europa wygląda dziś niestety inaczej. W wielu krajach narastają nastroje antyimigranckie, coraz mocniej brzmią głosy skrajnej prawicy, a język nacjonalizmu i kulturowego lęku powraca do politycznego centrum. W takim świecie „Białe zęby” brzmią inaczej niż w momencie swojego debiutu. Tam, gdzie dawniej widziano przede wszystkim ironiczną, satyryczną opowieść o energii wielokulturowego społeczeństwa, dziś łatwiej dostrzec napięcia, niepewności i pęknięcia, które dopiero zaczynały się wtedy ujawniać. To, co na przełomie wieków mogło wydawać się początkiem trudnego, ale możliwego dialogu między kulturami, dziś coraz częściej wygląda jak zapowiedź konfliktów, które dopiero miały nadejść. Powraca pragnienie prostoty: jednolitej tożsamości, czystych tradycji, wyraźnych granic między „nami” a „nimi”. Dlatego „Białe zęby” pozostają książką ważną nie dlatego, że oferują pocieszającą wizję harmonijnej wielokulturowości. Przeciwnie, ponieważ pokazują jej nieporządek, napięcia i sprzeczności. Smith opisuje świat głośny, chaotyczny, pełen konfliktów i wzajemnych nieporozumień. Dziś widać wyraźniej niż kiedyś, że nie jest to etap przejściowy prowadzący do zgody, lecz obraz rzeczywistości, z którą współczesne społeczeństwa nie potrafią się pogodzić i którą coraz częściej próbują zwalczyć zamiast zrozumieć. Tym bardziej imponujące jest, że tak przenikliwą diagnozę świata stworzyła autorka mająca zaledwie dwadzieścia kilka lat. „Białe zęby” są powieścią o imponującym rozmachu, niemal epicką, wielopokoleniową i wielowątkową, obejmującą szeroki fragment historii: od doświadczenia wojny, przez powojenne migracje, aż po koniec XX wieku. Największą siłą tej książki pozostaje galeria postaci. Bohaterowie są pełni sprzeczności, często irytujący, czasem groteskowi, ale niemal zawsze prawdziwi. Smith nie idealizuje nikogo - ani tradycjonalistów kurczowo trzymających się przeszłości, ani liberałów przekonanych o własnej moralnej wyższości. Wszyscy są w pewnym sensie zagubieni w świecie, który zmienia się szybciej, niż potrafią to zrozumieć.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na812 dni temu
Wiek żelaza John Maxwell Coetzee
Wiek żelaza
John Maxwell Coetzee
Trudno opisać, jak Pisarz rozgrzanym żelazem wypala znaki w pamięci, a to właśnie uczynił mi Coetzee, lekko już było zatem, ale jak mniemam po to się czyta, oddam głos bohaterce, starej kobiecie w ostatnich tygodniach jej życia, naznaczonej nowotworem niczym szkarłatną literą, wykluczonej i ostatecznie poniżonej przez ludzi, którymi gardzi, którzy zniszczyli jej kraj zabijając nawet dzieci, a którzy, czego jest świadoma, przeżyją ją; w asyście człowieka – kloszarda, który nie umie pływać, a latać się jeszcze nie nauczył, któremu powierzyła starczą bieliznę do prania, oczekuje ostatniego oddechu wśród oparów prochów przeciwbólowych, pisze list pożegnalny, spowiedź do córki mieszkającej w jej głowie, bo fizycznej obecności, choćby słowa już nie doświadczy. „To czego nie wiedziałam, to, c z e g o n i e w i e d z i a ł a m, powtarzam – słuchaj teraz uważnie! - było ceną jeszcze wyższą. Przeliczyłam się. Gdzie było źródło pomyłki? Chodzi o honor, o przekonanie, którego twardo się trzymałam, oparte na wykształceniu i lekturach, że człowieka, który w swoim sumieniu żyje uczciwie, nie może spotkać krzywda. Zawsze starałam się żyć uczciwie na swój prywatny rachunek posługiwałam się uczuciem wstydu, używając go za przewodnika. Jeśli byłam zawstydzona, wiedziałam, że zbłądziłam. Wstyd był jak gdyby kamieniem probierczym, do którego zawsze się mogłam zwrócić jak niewidomy, który dotknie i już wie, gdzie jest. Poza tym trzymałam się na dystans od mojego poczucia wstydu. Nie przesadzałam w niczym. Wstyd nigdy nie stawał się wstydliwą przyjemnością, nie przestawały dręczyć mnie wyrzuty sumienia. Nie byłam z tego dumna, przeciwnie, wstydziłam się. To był mój wstyd. Mój własny. Popiół w ustach dzień za dniem, dzień za dniem, nigdy nie przestał smakować jak popiół. (…) Zawsze byłam dobrym człowiekiem, przyznaję się do tego bez skrępowania. Nadal jestem tak dobra jak byłam. Co za czasy nastały, że być dobrym człowiekiem to jeszcze za mało! (…) Nie pomyślałam o tym, że czasy mogą wymagać czegoś więcej niż przyzwoitość, uczciwość. W naszym kraju jest dużo dobrych ludzi Jest nas bez liku, dobrych, albo prawie dobrych. Czasy wymagają jednak czegoś całkiem innego. Wymagają bohaterstwa.” i na koniec: „Niedługo zasunę kotarę. Nie miałam zamiaru opisywać historii ciała, ale duszy, która je zamieszkuje. Nie ujawnię przed tobą tego co przerastałoby twoją wrażliwość, nie opiszę kobiety w płonącym domu, która biega od okna do okna, przez kraty wzywając pomocy.”
fiszer - awatar fiszer
ocenił na925 dni temu
Madame Antoni Libera
Madame
Antoni Libera
Uroki okresu dojrzewania pośród PRL-owskiej szarzyzny drugiej połowy lat 60., gdzie pierwsze drżenia serca wywołane przez piękną, tajemniczą nauczycielkę francuskiego są owocem zakazanym zwisającym z tej samej gałęzi, co bycie w pełni sobą, czyli w wypadku narratora - wrażliwym intelektualistą pragnącym żyć, tworzyć i uczestniczyć w swojej epoce po swojemu, wedle własnych zasad, a nie narzuconych mu przez reżim. Innymi słowy, rozbudowany romans osadzony w trudnych czasach młodości autora powieści. Główną osią akcji jest fascynacja bezimiennego protagonisty na punkcie nowej dyrektorki szkoły, która zaczęła uczyć jego klasę języka francuskiego. Oschła, zimna, profesjonalna, olśniewająca, śliczna, niedostępna stanowi obiekt zainteresowania praktycznie każdego ucznia, jednak nikt nie wkłada tyle trudu i przemyślanego wysiłku, aby czegoś się dowiedzieć o enigmatycznej Madame, a co dopiero do niej zbliżyć. Paradoksalnie, to właśnie ten wątek wypada najsłabiej. Wiele stron poświęconych na analizowanie każdego zachowania pożądanej kobiety, przeplatane z horrendalną ilością nawiązań do klasyków literatury zachodniej, potrafi na dłuższą metę znużyć czytelnika, jakkolwiek wiernie oddaje fiksację głównego bohatera. Można dopatrzeć się w tym znamion autoironii, biorąc pod uwagę, że w książce pojawia się podobny zarzut nadmiernej samoanalizy względem Simone de Beauvoir. Sam główny bohater, będący w klasie maturalnej, a cytujący z pamięci całe monologi z licznych dramatów, niekiedy w oryginale nienaganną francuszczyzną, nie wydaje się zbyt wiarygodny. Oczywiście, istnieją przypadki takiego humanistycznego geniuszu, jednak dużo bardziej podczas lektury wybija się wrażenie, że to ponad 50-letni autor przemyca swoje obycie i swą "cultivée personnalité" do charakteru nastolatka w imię spójności narracji. Jako oś napędowa akcji powieści, wątek zbliżania się do Madame stanowi jednocześnie istotną siłę książki, ponieważ na nim budowane jest to, co według mnie stanowi jej największą wartość, czyli obraz rzeczywistości tamtych lat oraz wiele refleksji natury filozoficznej, politycznej, czy też literackiej. Naturalnie wyłącznie w takim stopniu, w jakim dotyczą narratora, aczkolwiek to wciąż bardzo wartościowa perspektywa - wychowanka Polski Ludowej, bezkompromisowego buntownika, wykształconego wedle dobrej tradycji, obnażającego co i rusz absurdy otaczającej go socjalistycznej rzeczywistości, zwłaszcza na płaszczyznach kultury i nauki. Nie jest to polemika z reżimem na miarę chociażby Tyrmanda, ale też nie taki jest jej cel. To wyraz sprzeciwu wobec tłamszenia jednostek, które chcą same decydować o swoim losie, rozwijać się w wybranych przez siebie kierunkach i dokładać cegiełkę do postępu cywilizacji wedle własnych kryteriów, a nie sztywno narzuconych schematów. To tęsknota za tym, co znane z dalekich, nieoficjalnych przekazów zza żelaznej kurtyny, a nieakceptowanych przez moskiewskich możnowładców tej części świata. Ten ciekawy materiał do odtwarzania przez czytelnika zeszłowiecznych realiów mimo wszystko stanowi dalszy plan i niejednokrotnie traci na rzecz głównego wątku, a szkoda. Mimo wszystko pierwszoplanowa fabuła sama w sobie nie jest zła, to wciąż interesująca, bardzo ciekawie poprowadzona historia, chociaż bez wątpienia dałoby się z niej wyciąć nieco introspekcji bez utraty jakości. W końcu, jak głosi cytat Schopenhauera zamieszczony przed pierwszym rozdziałem: "Romansopisarz powinien dążyć nie do tego, by opisywać wielkie wydarzenia, lecz by małe uczynić interesującymi''. Ciężko o bardziej przyziemną, nieobfitującą w wydarzenia opowieść, a jednak uczynienie jej do tego stopnia fascynującą niewątpliwie świadczy o kunszcie autora. Sam styl pisania jest dobry, łatwy do przebrnięcia i sprawnej lektury, aczkolwiek wyjątkowo w oczy kole duża częstotliwość użycia czasu zaprzeszłego (co jest o tyle dziwne, że autor to człowiek współczesny, a inni znani mi autorzy tego okresu nie cierpią na podobną przypadłość). Całkiem przyjemna książka, choć w moim wypadku na jej atrakcyjny odbiór wpłynęło poruszenie większości tematów, które są dla obecnie interesujące, w związku z czym zmuszony jestem się powstrzymać od wystawienia wyższej oceny oraz jednoznacznego polecenia jej innym.
stanislawgoldap - awatar stanislawgoldap
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Hańba

Więcej
John Maxwell Coetzee Hańba Zobacz więcej
John Maxwell Coetzee Hańba Zobacz więcej
John Maxwell Coetzee Hańba Zobacz więcej
Więcej