Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina

Okładka książki Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina autora Włodzimierz Wojnowicz, 8392245415
Okładka książki Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina
Włodzimierz Wojnowicz Wydawnictwo: Capricorn literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1984-01-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8392245415
Tłumacz:
Wiktor Dłuski
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina

Średnia ocen
7,3 / 10
192 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina

avatar
1179
166

Na półkach:

Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.

Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
635
408

Na półkach: , , ,

Powieść satyryczna, rozgrywająca się  w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych prostych i szczerych ludzkich cech, Wojnowicz mistrzowsko maluje postaci stojące na przeciwnym krańcu, a stanowiące ówczesną "elitę" - brak kompetencji towarzyszy partyjnych, gamoniowatość policji politycznej i ograniczoność umysłową oficerów wojskowych, obnażając mierność ideologii komunizmu. Wobec tak obnażonej  prawdy nie dziwi fakt, że autor został wykluczony ze Związku Pisarzy i został zmuszony do emigracji. 

Powieść satyryczna, rozgrywająca się  w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2130
1710

Na półkach: , , , ,

Powróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.

I ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa zostaje wysłany wiosną 1941 r. do zapadłej wsi Krasnoje, aby pełnić wartę przy samolocie, który przymusowo wylądował w wyniku awarii. Bardzo szybko się tam osiedla i czuje jak u siebie. Przy okazji daje nam Wojnowicz wspaniały obraz życia kołchozowego z jego nędzą, fałszywą sprawozdawczością i zastraszaniem ludzi.

Uwielbiam w tej książce pewne fragmenty, na przykład zaloty Czonkina do Niury Bielaszewej, mieszkanki wsi Krasnoje, tu cytat:
„– Coś zimno się zrobiło – powiedział Czonkin i położył jej lewą rękę na ramieniu.
– Wcale znów nie tak zimno – zaprzeczyła Niura, próbując zrzucić jego rękę z ramienia.
– Coś ręce zmarzły – powiedział Iwan i prawą wpakował Niurze za pazuchę.
– A w ogóle to zawsze na europlanie latacie? – spytała podejmując ostatnią, rozpaczliwą próbę obrony.
– Zawsze – odpowiedział, wsuwając jej rękę pod pachę na plecy, żeby rozpiąć stanik.”

Świetna jest też postać mieszkańca Krasnoje, Gładyszewa, uczonego amatora, który śladem Miczurina chce skrzyżować dwie rośliny: ziemniaka z pomidorem. Swoją przyszłą hybrydę nazwał Gładyszew 'Droga do Socjalizmu', w skrócie 'dros'. Niestety, liczne doświadczenia nie przynosiły rezultatów, ale agronom-amator się nie poddawał.

A potem jest niemiecka inwazja na Sowiety i robi się trochę straszniej, ale również śmiesznie. Taka śmieszno-straszna jest na przykład próba aresztowania Czonkina jako dezertera przez oddział NKWD pod dowództwem porucznika Filipowa. Albo historia życia i śmierci kapitana Milagi.

Dosyć przerażająca jest postać Swincowa, sierżanta NKWD, prawdziwego oprawcy bez litości bijącego aresztowanych: „Swincow odnosił się do człowieka jak do drewna: każą je rozpiłować – rozpiłuje, nie każą – palcem nie ruszy”. Tenże Swincow przechodzi w książce ciekawą przemianą, jaką przeczytajcie.

Wojnowicz w niezwykły sposób potrafi łączyć humor i satyrę na rzeczywistość sowiecką, z realistycznym opisem tejże rzeczywistości. I dlatego ta książka opisuje rzeczy śmieszne i straszne jednocześnie, jak śmiech przez łzy...

Powróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.

I ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

434 użytkowników ma tytuł Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina na półkach głównych
  • 239
  • 189
  • 6
128 użytkowników ma tytuł Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina na półkach dodatkowych
  • 87
  • 15
  • 8
  • 7
  • 4
  • 4
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Antologia wolnej literatury rosyjskiej Nikołaj Arżak, Aleksander Bek, Josif Brodski, Włodzimierz Bukowski, Lidia Czukowska, Jurij Dombrowski, Siergiej Dowłatow, Aleksandr Galicz, Eugenia Ginzburg, Fryderyk Gorensztejn, Wasilij Grossman, Fazil Iskander, Wieniedikt Jerofiejew, Władimir Maksimow, Nadieżda Mandelsztam, Borys Pasternak, Eugeniusz Popow, Irina Ratuszyńska, Borys Słucki, Aleksandr Sołżenicyn, Warłam Szałamow, Gieorgij Władimow, Włodzimierz Wojnowicz, Włodzimierz Wysocki, Aleksander Zinowiew
Ocena 7,0
Antologia wolnej literatury rosyjskiej Nikołaj Arżak, Aleksander Bek, Josif Brodski, Włodzimierz Bukowski, Lidia Czukowska, Jurij Dombrowski, Siergiej Dowłatow, Aleksandr Galicz, Eugenia Ginzburg, Fryderyk Gorensztejn, Wasilij Grossman, Fazil Iskander, Wieniedikt Jerofiejew, Władimir Maksimow, Nadieżda Mandelsztam, Borys Pasternak, Eugeniusz Popow, Irina Ratuszyńska, Borys Słucki, Aleksandr Sołżenicyn, Warłam Szałamow, Gieorgij Władimow, Włodzimierz Wojnowicz, Włodzimierz Wysocki, Aleksander Zinowiew
Włodzimierz Wojnowicz
Włodzimierz Wojnowicz
Władimir Nikołajewicz Wojnowicz, ros. Владимир Войнович, (ur. 26 września 1932 roku w Duszanbe) – prozaik, poeta, malarz rosyjski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca Ilja Erenburg
Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca
Ilja Erenburg
Czytane wiele lat temu z zachwytem nad nową wersją figury „Żyda wiecznego tułacza”, patrzącego na świat, który wypadł z ram - bez dziwienia się niczemu, a jednocześnie dziwiąc się wszystkiemu. Ot, jeden ze sposobów na przetrwanie w diasporze, opisany z niebywałym dowcipem, choć już w dużej mierze nieczytelnym dla dzisiejszego czytelnika, bo i tej diaspory już nie ma. Kto pojmie dziś w pełni np. tekst, gdy podczas rewolucji do mieszkania wpada typ, który zaczyna od: „Żydzi! Wydali Chrystusa, zdradzili Rosję”, po czym już konkretnie: ”Ta papierośnica jest srebrna?”. Tej diaspory już nie ma. Za to Wieczna Polskość trwa i ma się bardzo dobrze, a nawet z każdym dniem lepiej. Teraz zajrzałem bowiem do tej klasyki, by z oczywistych powodów przypomnieć sobie los Lejzorka, gdy zostaje złapany na nielegalnym przekroczeniu polskiej granicy z sowieckiej Białorusi (brzmi aktualnie?). Co słyszy od przesłuchującego? „Jak ty gadasz do polskiego oficera? To nie twoja Azja. Tu jest Paryż. Mamy Ligę Narodów. Mamy w Wilnie elegancki uniwersytet. Zrodziliśmy Kopernika. W cukierniach mamy wykwintne kokotki. Ja ci rozwalę pysk! (…) Skąd jesteś? Z Homla? Ach tak, czyli żeś Polak. Homelszczyzna to przecież nasze kresy. (…) Jesteś parszywym Żydziakiem, ale i Polakiem wyznania mojżeszowego, ponieważ już niebawem odbierzemy wam tę waszą Homelszczyznę. Wszyscy z Homla w rzeczywistości są Polakami. (…) Wstań i śpiewaj nasz bohaterski hymn….” Inny oficer - bardziej kulturalny, a przede wszystkim bardziej trzeźwy, no i nie leje Lejzorka w twarz – tłumaczy mu, dlaczego Homel jest polski: „Byliśmy tam i z prawa nam się należy. – Pan rotmistrz był w Homlu, To miasto pierwsza klasa, nieprawda? – Pan mnie nie zrozumiał. W Homlu osobiście nigdy nie byłem, ale my Polacy byliśmy, stąd wniosek że moralnie Homel jest nasz”. (…) Niestety, wypuścić pana nie mogę. Pan jest sowieckim szpiegiem i można pana dołączyć do którejkolwiek bądź sprawy: dajmy na to do spisku we Lwowie, do bomb w Wilnie, do sfałszowanych pieczęci w Łodzi, do zamachu na Marszałka w Krakowie, do składu broni w Lublinie….” W końcu dwunasty rotmistrz zawiadomił go uprzejmie: "Wkrótce wyślemy pana z Polski. Lejzorek odetchnął z ulgą. – Chwała Bogu. A jednak nie na próżno zrodziliście Kopernika. (…) Jaką wy macie zdumiewającą wolność. Jak się u was oddycha najpełniejszą piersią. Wystarczy, żeby ostatnie bydlę użyło nie dość dokładnego słówka, to już się je poprawia na koszt państwa. A jakie macie wspaniałe kresy! A w Homlu to sobie macie samych Polaków, którzy wszyscy śpiewają, żeby nie zginąć. Ja rozumiem, że się opłaciło – jak mi mówił siódmy pan rotmistrz – umierać przez 200 lat, żeby uzyskać wreszcie taką niebywałą wolność”. Gdy Lejzorek cieszy się z wydalenia, słyszy w odpowiedzi: „Szalony! O jakiej radości wspominasz. Gdybym miał oschłe serce, mógłbym się cieszyć, że oto jeszcze jeden Azjata opuszcza naszą świętą ziemię! Że oto otrząsamy z siebie jeszcze jednego bolszewika, Tatarzyna, Moskala, gwałciciela, kata, barbarzyńcę. Nie zapominaj, żeście się jeszcze smarkali w dwa palce, kiedy mu już mieliśmy Sienkiewicza”. Tak nas widzieli. Tak nas widzą. Takimi będą nas widzieć
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na74 lata temu
Biała gwardia Michaił Bułhakow
Biała gwardia
Michaił Bułhakow
"Biała gwardia" była mocno związana z przeszłością Michała (Michaiła) Bułhakowa – z jego bardzo prywatnym życiem. Autor w tej powieści ukazał rozgardiasz rewolucyjny w Rosji na podstawie losów najmłodszego pokolenia inteligenckiej rodziny (rodzeństwa o nazwisku: Turbin) w jednym z dużych miast. To miasto nazywał po prostu Miastem, ale jak wynikało z treści chodziło o Kijów (w którym urodził się i wychowywał autor). Powieść zawierała krótki okres czasu – kilkunastu tygodni. Oficjalnie wojna światowa skończyła się, ale w Rosji wojna domowa nadal trwała. Ścierały się dwie główne siły (bo były również mniejsze zorganizowane grupy zbrojne): "biali" (konserwatywna szlachta, zamożni i przeważnie wykształceni ludzie – broniący "status quo" systemu społecznego) i "czerwoni" (robotnicy wraz z walecznymi podjudzaczami). Niemieckie wojska wycofywały się powoli i w sposób zorganizowany, czyli spokojnie (bez popłochu). Potem nastąpił chaos. Pojawił się ukraiński wataszka Semen (taka forma imienia występowała w tekście, ale właściwe to: Symon) Petlura, obwołany hetmanem, który dążył do powstania niepodległej Ukrainy. Pojawiły się wzmianki o Leonie (w języku rosyjskim: Lwie) Trockim działającym w Moskwie. Natomiast powieść narysowała obraz niezdarności młodziutkich żołnierzy, ich nieprzygotowanie do walki. Tak wyglądały plutony "białej" gwardii rozpaczliwie tworzone w trakcie wojny domowej. Autor zastosował motyw – według mnie niezbyt dobrze dobrany – wybijania godzin przez zegar, chcąc wyraźnie zaznaczyć upływ czasu. Jednak taki motyw bardzo dobrze pasował w powieści pod tytułem "Pani Dalloway" autorstwa Wirginii (Virginii) Woolf. "Biała gwardia" i "Pani Dalloway" zostały wydane w tym samym roku – 1925, jednak nie w tym samym kraju, lecz daleko od siebie. Czyżby ktoś się na kimś wzorował? Czy była taka możliwość? Czy oboje pisarze wpadli na ten sam pomysł zupełnie oddzielnie, samodzielnie? W moim mniemaniu u Michała (Michaiła) Bułkahowa ten zabieg pisarski wyszedł trochę sztucznie.
Miłośnik-Książek - awatar Miłośnik-Książek
ocenił na63 miesiące temu
Jeden dzień Iwana Denisowicza Aleksandr Sołżenicyn
Jeden dzień Iwana Denisowicza
Aleksandr Sołżenicyn
Sam nie wiem, jak to się stało, że zaraz po wstrząsającym „Królu szczurów” sięgnąłem po kolejne wspomnienia obozowe. Trudno jednak o lepsze dopełnienie tematu niż „Jeden dzień Iwana Denisowicza”. Sołżenicyn, podobnie jak Clavell, doświadczył nieludzkich warunków zniewolenia. W obu przypadkach system postawił sobie jeden cel: odebrać człowiekowi resztki człowieczeństwa. Autor, który przeżył własny wyrok Aleksandr Sołżenicyn w lutym 1945 roku, będąc kapitanem na froncie, został aresztowany za krytykę Stalina w prywatnym liście. Wyrok: osiem lat łagru. Doświadczenia z obozu w Ekibastuz stały się fundamentem jego debiutu, który pisał w tajemnicy. W 1970 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla, a cztery lata później, po publikacji „Archipelagu GUŁag”, został wydalony z ZSRR. Do ojczyzny wrócił dopiero po dwudziestu latach. O czym jest „Jeden dzień Iwana Denisowicza”? Historia publikacji tej książki jest niemal tak fascynująca jak jej treść. W 1962 roku, za osobistą zgodą Chruszczowa, nowela ukazała się w miesięczniku „Nowyj Mir”, wywołując wstrząs w całym bloku wschodnim. Tytuł mówi wszystko: to kronikarski zapis jednej doby z życia Iwana Denisowicza Szuchowa. Szuchow to prosty chłop, były żołnierz Armii Czerwonej, który trafił do niemieckiej niewoli, a po powrocie do własnej ojczyzny został oskarżony o szpiegostwo. „A ja za co siedzę? Za to, że się w czterdziestym pierwszym nasi nie przygotowali do wojny, tak?” – pyta retorycznie bohater. Poznajemy jego dzień od przebudzenia o świcie, przez apel, katorżniczą pracę na syberyjskim mrozie, aż po wieczorny powrót. To walka o każdy gram chleba, każdą chwilę ciepła i każdy okruch godności. Moje wrażenia – Jeden dzień. Trzy tysiące przed nim. Od lat zbierałem się do „Archipelagu GUŁag”, ale ta „skrócona” wersja losów łagiernika uświadomiła mi potęgę pióra Sołżenicyna. Autor operuje stylem skupionym, niemal beznamiętnym, unikając łzawych wzruszeń. Ta chłodna, kronikarska relacja jest o wiele bardziej piorunująca niż najmocniejsze przymiotniki. Sołżenicyn analizuje człowieczeństwo w warunkach, gdzie liczy się tylko siła i cwaniactwo. Ale to nie jest książka wyłącznie o brutalności. To opowieść o tym, czego system nie jest w stanie zabrać: o małych rytuałach dających sens i o dumie rzemieślnika. Scena, w której Iwan Denisowicz kładzie blok muru idealnie prosto – mimo że buduje własne więzienie – jest jednym z najmocniejszych literackich dowodów na triumf ducha nad materią. Podsumowanie – Lekcja wolności Ta książka to nie jest lektura do herbaty. Po niej inaczej patrzy się na własną wolność, na pajdę chleba i na możliwość mówienia tego, co się myśli, bez strachu przed wyrokiem w kieszeni. Sołżenicyn udowodnił, że nawet w sercu nieludzkiego systemu można zachować twarz. Zakończenie książki poraża: „W jego wyroku było takich dni od gwizdka do gwizdka trzy tysiące sześćset sześćdziesiąt trzy. Z powodu lat przestępnych doszły trzy dni dodatkowe”. I zapada cisza. Ocena: 9/10 ⭐⭐
Piotr - awatar Piotr
ocenił na91 dzień temu
Wieś Iwan Bunin
Wieś
Iwan Bunin
Po lekturze „Ojców i dzieci” postanowiłam pozostać jeszcze w wiejskich klimatach carskiej Rosji i sięgnąć po „Wieś” Iwana Bunina (Literacki Nobel 1933). Już „Ojcowie i dzieci” nie byli sielanką, ale „Wieś” budzi przerażenie. „Panie Boże, co za kraj! Czarnoziem na półtora arszyna – i to jaki! – a pięć lat nie przechodzi bez głodu. Miasto na całą Rosję sławne z handlu zbożem – a do syta jada w nim chleb może ze stu ludzi! A jarmark?! Nędzarzy,głuptaków, ślepców i kalek tak potwornych, że aż strach ogarnia i mdło się robi, po prostu cały pułk!” Akcja powieści toczy się w okresie wojny rosyjsko-japońskiej i rewolucji z 1905 roku, czyli jakieś 45 lat później, niż u Turgieniewa. Bunin maluje portret rosyjskiej wsi grubą czarną kreską. Ta wieś jest ciemna, dzika i zacofana, ale nie może być inna, skoro Rosja to kraj liczący „przeszło sto milionów analfabetów”. Bohaterami „Wsi” są dwaj bracia. Starszy, Tichon Krasow, posiada zmysł do interesów i jest majętnym wiejskim dorobkiewiczem. Do wszystkiego doszedł własnym sprytem i pracą. Z kolei Kuźma to pół- a może nawet ćwierćinteligent, któremu marzy się kariera pisarza. Dla jednego wieś jest rajem i ostoją, dobrze się w niej czuje, ceni sobie spokój i tu chciałby dokonać żywota. Drugi postrzega wieś jako więzienie, z którego najchętniej czmychnąłby, ale nie tam, gdzie pieprz rośnie, tylko do wielkiego miasta. Zdaniem Bunina, obaj mają o rosyjskiej wsi mylne wyobrażenia. Nie jest to lektura łatwa, a miejscami nie jest też przyjemna: „Zajrzał do wnętrza i w półmroku zobaczył piec, nary, stół, a na ławie pod oknem - korytko trumienki. Leżało w nim martwe dziecko o dużej, prawie nagiej główce i sinawej twarzyczce... Za stołem siedziała gruba ślepa dziewka i wielką drewnianą łyżką wyławiała z miski rozmoczone w mleku kawałki chleba. Muchy, niby pszczoły w ulu brzęczały nad nią i łaziły po twarzyczce trupa, a potem wpadały do mleka, ale ślepa, siedząc prosto jak statua i wybałuszając w ciemność zaszłe bielmem oczy, jadła i jadła...". Smacznego! Ale Bunin potrafi też zachwycić: „Z oddali, głucho jak spod ziemi, dochodził wciąż narastający grzmot i nagle cała okolica zatrzęsła się od huku: daleko, przecinając szosę, świecąc łańcuchem białych, rozjarzonych elektrycznością okien, przeleciał południowo-wschodni ekspres, niby latająca wiedźma, rzucając na wiatr przeświecające pąsem warkocze dymu”. Na koniec - ciekawostka! Otóż okazuje się, że szpitale w carskiej Rosji działały niemal tak samo, jak pracują nasze SOR-y prawie 120 lat później: „Trzeba było pójść do szpitala. Ale w szpitalu przez dwie godziny czekał w kolejce, siedział w korytarzu pełnym hałasu...”.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na82 lata temu
Psie serce Michaił Bułhakow
Psie serce
Michaił Bułhakow
Psie serce Autor: Michaił Bułhakow Moja ocena: ★★★★★★★★★☆ (9/10) Rewelacyjna książka — przede wszystkim ze względu na swoją bezkompromisową formę i wyraźnie wyczuwalną szyderę, która stanowi jej fundament. Michaił Bułhakow tworzy opowieść, która z jednej strony bawi, a z drugiej niesie ze sobą bardzo mocne i niepokojąco aktualne przesłanie. Przyznam, że książka zdecydowanie przekroczyła moje oczekiwania. Spodziewałem się raczej krótkiej, ciekawej formy literackiej, natomiast otrzymałem tekst znacznie bardziej wielowymiarowy — zarówno pod względem ideowym, jak i stylistycznym. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się jedynie groteskową historią, szybko odsłania swoje głębsze znaczenia i staje się trafnym komentarzem społecznym. Utwór jest interesującą mieszanką fantastyki i dystopii, przy czym elementy fantastyczne służą tutaj przede wszystkim jako narzędzie do pokazania mechanizmów rządzących rzeczywistością społeczną i polityczną. Bułhakow operuje ironią i absurdem w sposób bardzo świadomy — nie są to jedynie środki stylistyczne, lecz nośniki krytyki, momentami wręcz bezlitosnej. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autor buduje swoją narrację — oszczędnie, ale jednocześnie niezwykle celnie. Dzięki temu książka, mimo swojej niewielkiej objętości, pozostawia po sobie wyraźny ślad i skłania do refleksji. To zdecydowanie jedna z tych pozycji, które pod pozorem lekkiej, momentami wręcz groteskowej formy, ukrywają bardzo poważną treść. Zdecydowanie polecam. 📖 19:48 · 07.04.2026 · 35/2026 · (A)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na92 dni temu
Cichy Don. Tom 1 Michaił Szołochow
Cichy Don. Tom 1
Michaił Szołochow
Tom 4 Michaił Szołochow w roku 1934 zakończył pracę nad czwartym tomem „Cichego Donu”, jednak wg jego biografów zmuszony był do jego przeredagowania z uwagi na silne naciski ideologiczne. Ukazał się w ostateczności drukiem w latach 1937 – 1938 /część VII czwartego tomu/ i w roku 1940 /ostatnia, VIII część czwartego tomu/. To w tym ostatnim tomie tej pełnej rozmachu, epickiej powieści pojawia się najwięcej probolszewickich deklaracji, które we wcześniejszych tomach były ledwie zauważalne i być może to one spowodowały dyskusję o „teorii dwóch autorów” o której wspominałem przy opinii poprzednich tomów. W momencie publikacji „Cichego Donu” Michaił Szołochow uważany już był za człowieka, który z wątpiącego stał się zdecydowanym komunistą, popierającym wszystkie działania partii bolszewickiej co przysporzyło mu niezwykłą wręcz przychylność władz. W maju 1919 roku rusza natarcie Armii Ochotniczej i połączonych z nią zbuntowanym przeciwko bolszewikom oddziałów kozackich, które na jesieni poprzedniego roku zmuszone były ustąpić za Don. Cały region staje w ogniu. Walki toczą się ze zmiennym szczęściem aż do początków 1920 roku, kiedy to rozbite przez bolszewików oddziały wycofują się do Noworosyjska a stamtąd ewakuują się na Krym nie zajęty dotychczas przez Armię Czerwoną. Wydaje się, że los Kozaków jest już przesądzony, nowa władza zaczyna wprowadzać nowe porządki, lecz stanice i chutory kozackie stają ponownie do walki z bolszewikami. Los porozrzucał bohaterów w różne strony świata i stają po różnych stronach barykady. To walka na śmierć i życie, bezprawie i tortury. Czy Kozakom uda się zachować resztki niezależności? To niezwykła, epicka, pełna rozmachu powieść porównywana czasami z „Wojną i pokojem” Lwa Tołstoja, obejmująca okres od 1912 do wiosny 1923 roku. Bohaterowie Michaiła Szołochowa są świadkami i uczestnikami wydarzeń, które wstrząsnęły Rosją, zmieniły cały dotychczasowy porządek społeczny, stały się przyczyną wielu nieszczęść i tragedii. To zadziwiające jak Szołochowowi udało się znakomicie ukazać losy zwykłych ludzi, ich marzenia i plany, ludzkie namiętności na tle tej wielkiej Historii. W powieści odnajdziemy również całkiem sporo wątków autobiograficznych. W 1965 roku Michaił Szołochow otrzymał literacką Nagrodę Nobla za cyt. „siłę artystyczną i prawdziwość epopei o dońskim kozactwie w przełomowych dla Rosji czasach” i był jedynym pisarzem radzieckim, który nagrodę tą odebrał za zgodą władz ZSRR. Nadal znakomita i zachwycająca.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na82 miesiące temu
Pochowajcie mnie pod podłogą Paweł Sanajew
Pochowajcie mnie pod podłogą
Paweł Sanajew
O wychowaniu zdecydowanie nie bezstresowym. Oparta na motywach autobiograficznych historia dorastania chłopca wychowywanego przez niezrównoważoną psychicznie babcię i biernego wobec jej agresji, wycofanego dziadka. Mały Sasza jest dzieckiem dosyć chorowitym (choć można domniemywać, że babcia wyolbrzymia jego dolegliwości),przez co musi przestrzegać wielu reguł i ograniczeń - bierze jakieś dzikie ilości leków, nie wolno mu się spocić, prawie nie chodzi do szkoły i wciąż jest straszony rychłą śmiercią. Sama kąpiel to przedsięwzięcie w piętnastu punktach i z masą absolutnie niezbędnych rekwizytów. A to wciąż dziecko, nie zawsze udaje mu się zrobić wszystko zgodnie z wymaganiami - i wówczas musi liczyć się z dotkliwą karą. Kluczową postacią jest tutaj babcia, terroryzująca całe swoje otoczenie, które nigdy nie jest pewne, co akurat wytrąci ją z równowagi (genialna jest jedna z końcowych scen monologu, w którym płynnie przechodzi przez całe spektrum swoich możliwości - od gróźb i wyzwisk, poprzez przymilanie się, błagania i przekupstwa, po wyrzekania i branie na litość, i tak kilka razy). Z jednej strony trudno ją za to do końca winić - to osoba dosyć poważnie psychicznie chora i zdecydowanie potrzebująca fachowej pomocy, a przy tym także w jakimś stopniu skrzywdzona przez los. Z drugiej, nie da się nie zauważyć, że życie z kimś takim to niemal dosłownie piekło. Wielu rzeczy spodziewałam się po tej książce, ale nie tego, że jej lektura będzie mnie stresować. Atmosfera ciągłego konfliktu, miotanie się od czułości do agresji i nieustanne oczekiwanie na kolejny wybuch sprawiają, że czyta się to z gulą w gardle, w napięciu trudnym do zniesienia. Książka bardzo dobra, ale zdecydowanie nieprzyjemna.
niedź - awatar niedź
ocenił na98 miesięcy temu

Cytaty z książki Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina

Więcej
Włodzimierz Wojnowicz Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina Zobacz więcej
Włodzimierz Wojnowicz Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina Zobacz więcej
Włodzimierz Wojnowicz Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina Zobacz więcej
Więcej