Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.
Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.
Powieść satyryczna, rozgrywająca się w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych prostych i szczerych ludzkich cech, Wojnowicz mistrzowsko maluje postaci stojące na przeciwnym krańcu, a stanowiące ówczesną "elitę" - brak kompetencji towarzyszy partyjnych, gamoniowatość policji politycznej i ograniczoność umysłową oficerów wojskowych, obnażając mierność ideologii komunizmu. Wobec tak obnażonej prawdy nie dziwi fakt, że autor został wykluczony ze Związku Pisarzy i został zmuszony do emigracji.
Powieść satyryczna, rozgrywająca się w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych...
Powróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.
I ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa zostaje wysłany wiosną 1941 r. do zapadłej wsi Krasnoje, aby pełnić wartę przy samolocie, który przymusowo wylądował w wyniku awarii. Bardzo szybko się tam osiedla i czuje jak u siebie. Przy okazji daje nam Wojnowicz wspaniały obraz życia kołchozowego z jego nędzą, fałszywą sprawozdawczością i zastraszaniem ludzi.
Uwielbiam w tej książce pewne fragmenty, na przykład zaloty Czonkina do Niury Bielaszewej, mieszkanki wsi Krasnoje, tu cytat:
„– Coś zimno się zrobiło – powiedział Czonkin i położył jej lewą rękę na ramieniu.
– Wcale znów nie tak zimno – zaprzeczyła Niura, próbując zrzucić jego rękę z ramienia.
– Coś ręce zmarzły – powiedział Iwan i prawą wpakował Niurze za pazuchę.
– A w ogóle to zawsze na europlanie latacie? – spytała podejmując ostatnią, rozpaczliwą próbę obrony.
– Zawsze – odpowiedział, wsuwając jej rękę pod pachę na plecy, żeby rozpiąć stanik.”
Świetna jest też postać mieszkańca Krasnoje, Gładyszewa, uczonego amatora, który śladem Miczurina chce skrzyżować dwie rośliny: ziemniaka z pomidorem. Swoją przyszłą hybrydę nazwał Gładyszew 'Droga do Socjalizmu', w skrócie 'dros'. Niestety, liczne doświadczenia nie przynosiły rezultatów, ale agronom-amator się nie poddawał.
A potem jest niemiecka inwazja na Sowiety i robi się trochę straszniej, ale również śmiesznie. Taka śmieszno-straszna jest na przykład próba aresztowania Czonkina jako dezertera przez oddział NKWD pod dowództwem porucznika Filipowa. Albo historia życia i śmierci kapitana Milagi.
Dosyć przerażająca jest postać Swincowa, sierżanta NKWD, prawdziwego oprawcy bez litości bijącego aresztowanych: „Swincow odnosił się do człowieka jak do drewna: każą je rozpiłować – rozpiłuje, nie każą – palcem nie ruszy”. Tenże Swincow przechodzi w książce ciekawą przemianą, jaką przeczytajcie.
Wojnowicz w niezwykły sposób potrafi łączyć humor i satyrę na rzeczywistość sowiecką, z realistycznym opisem tejże rzeczywistości. I dlatego ta książka opisuje rzeczy śmieszne i straszne jednocześnie, jak śmiech przez łzy...
Powróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.
I ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa...
Bardzo lubię książki które pogodnie opowiadają pogodną historię a dramatyzm opowieści zauważam z kontekstu, z niedopowiedzeń.
Historia szeregowego Czonkina właśnie taką jest. Płakałem ze śmiechu czytając ją ale kontekst "Jądra ciemności" nie był śmieszny; samogon który pito żeby przeżyć, bo rzeczywistość była nie do wytrzymania, nie jest śmieszny;
strach że w każdej chwili możesz być aresztowany a piątka twoich dzieci będzie bezdomna nie jest śmieszny;
pewność że zdradzi cię współmałżonek, brat i przyjaciel nie jest śmieszna;
nie jest śmieszne gdy każdy donosi na każdego;
głód. bieda, przymus, kłamstwo, zniewolenie nie są śmieszne, nie są śmieszne są straszne i obrzydliwe!!!
Tylko miłość jest zawsze piękna i czysta. Miłość taka jak Tristana do Izoldy, jak Romea do Julii, jak Wani do Niury. Miłość zawsze jest promykiem nadzieji ale nawet miłość w Kraju Rad nie miała szans, nawet miłość w Kraju Rad musiała zbankrutować.
Rubaszna, ludowa. swojskość,
gdzieś na końcu świata w wiosce Krasnoje w samogonowej rozmowie z Wanią Czonkinem miejscowego Kołchozu
"Przewodniczący wyliczył ... niektóre państwowe, partyjne i społeczne organizacje, a także szereg towarzyszy kierowniczego szczebla, z którymi w
przenośnym sensie ... utrzymywał stosunki intymne.", gdzieś gdzie nawet krowa i koń i wieprzek Bryś były bardziej ludzkie niż ludzie. Gdzieś gdzie Wania tak sobie rozmyślał-
"A gdyby tak było na odwrót ... latem zimno, a zimą — ciepło, wtedy lato nazywałoby się zima, a zima nazywałaby się lato".
Bardzo lubię książki które pogodnie opowiadają pogodną historię a dramatyzm opowieści zauważam z kontekstu, z niedopowiedzeń.
Historia szeregowego Czonkina właśnie taką jest. Płakałem ze śmiechu czytając ją ale kontekst "Jądra ciemności" nie był śmieszny; samogon który pito żeby przeżyć, bo rzeczywistość była nie do wytrzymania, nie jest śmieszny;
strach że w każdej...
Zabawna historia, z której wieje grozą: obrazem sowieckiej rzeczywistości z czasów stalinizmu. Dlatego porównywanie przygód Czonkina do gnuśnego Szwejka nie ma najmniejszego sensu, Szwejkowi i innym mieszkańcom austriacko-węgierskiej królewsko-cesarskiej monarchii nic nie groziło.
Zabawna historia, z której wieje grozą: obrazem sowieckiej rzeczywistości z czasów stalinizmu. Dlatego porównywanie przygód Czonkina do gnuśnego Szwejka nie ma najmniejszego sensu, Szwejkowi i innym mieszkańcom austriacko-węgierskiej królewsko-cesarskiej monarchii nic nie groziło.
Jaka to była frajda czytać tę cudowną "szwejkowską" opowieść w mrocznych latach 80. Do dziś Bogu dziękuję, że jako student UW miałem wtedy zapewniony stały dopływ literatury podziemnej. Różna była oczywiście jakość literacka tych druków, ale zawsze pozwalały odreagować tamtą ponurą rzeczywistość.
Z ówczesnej lektury tej ksiażki do dziś pamiętam zabawne "qui pro quo", gdy kontuzjowany w głowę oficer NKWD jest wzięty za Niemca i przesłuchiwany przez "organy", choć on sam ma wrażenie, że to Niemcy wzięli go do niewoli. Aby zatem zdobyć u nich uznanie chwali sie łamaną niemczyzną że on osobiście "komunisten und bezpartyjnen pif-pf". Zanim sytuacja się wyjaśni, zdąży jeszcze krzyknąć: "Niech żyje towarzysz Hitler", z nerwów myląc się, bo chciał krzyknąć: "Stalin". No ale po takim okrzyku od razu idzie pod ściankę......
Tak, czytać to wtedy, a dziś to jednak coś zupełnie innego - kontekst czasów lektury ma ogromne znaczenie!
Jaka to była frajda czytać tę cudowną "szwejkowską" opowieść w mrocznych latach 80. Do dziś Bogu dziękuję, że jako student UW miałem wtedy zapewniony stały dopływ literatury podziemnej. Różna była oczywiście jakość literacka tych druków, ale zawsze pozwalały odreagować tamtą ponurą rzeczywistość.
Z ówczesnej lektury tej ksiażki do dziś pamiętam zabawne "qui pro quo",...
Polecam, choć postać Czonkina trochę jakby niespójna. Na początku przedstawiony jako ociężały umysłowo oferma Szwejk, niezbyt budzący sympatię. Od kiedy zaczął pilnować samolotu i zamieszkał z Niurą to trochę inny człowiek, ciepły, zaradny i dający się lubić, a w finale prawie bohater.
Dobrze się czyta i nie należy się spodziewać ani Szwejka, a tym bardziej pokręconego Paragrafu (choć obie książki lubię, Hellera bardziej niż Haska). Jeśli jesteśmy już przy porównywaniu ze Szwejkiem to wybrałbym Czonkina ale jestem rusofilem.
Paragraf to zupełnie inna książka.
Polecam, choć postać Czonkina trochę jakby niespójna. Na początku przedstawiony jako ociężały umysłowo oferma Szwejk, niezbyt budzący sympatię. Od kiedy zaczął pilnować samolotu i zamieszkał z Niurą to trochę inny człowiek, ciepły, zaradny i dający się lubić, a w finale prawie bohater.
Dobrze się czyta i nie należy się spodziewać ani Szwejka, a tym bardziej pokręconego...
Przeczytałem tę pozycję zachęcony porównaniami jej do "Dobrego wojaka Szwejka" Haska i "Paragrafu 22" Hellera. Niektórzy twierdzili nawet, że jest lepsza od tych dwóch pozycji. Otóż w moim odczuciu nie jest. Są w niej bardzo dobre momenty poniżające system komunistyczny, co dla mnie - antykomunisty - jest świetną sprawą, ale jednak oceniam książkę Wojnarowicza jedynie jako dobrą.
Przeczytałem tę pozycję zachęcony porównaniami jej do "Dobrego wojaka Szwejka" Haska i "Paragrafu 22" Hellera. Niektórzy twierdzili nawet, że jest lepsza od tych dwóch pozycji. Otóż w moim odczuciu nie jest. Są w niej bardzo dobre momenty poniżające system komunistyczny, co dla mnie - antykomunisty - jest świetną sprawą, ale jednak oceniam książkę Wojnarowicza jedynie jako...
Książka stanowi idealne źródło rozrywki, jest groteskowa, a jednocześnie jej groteska jest osadzona w realiach. Nakumulowanie obrazów społeczeństwa radzieckiego z okresu Wielkiej Czystki i początku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, brak ufności, ślepe zawierzenie się poleceniom władzy, rozumowanie tak, aby nie przyłapać się na zdradzie zostało odilustrowane przez Wojnowicza w pięknym stylu. Przygody Czonkina to dobra okazja, aby wejść w klimat lat 40, gdzieś w ZSRR i dać upust swojemu stereotypowemu myśleniu. Nieporozumienie goni nieporozumienie, a wszystko to mimo nagromadzenia nie przekracza granic absurdu. Każde niecodzienne wydarzenie ma swój logiczny ciąg i... zakończenie.
Polecam każdemu. Książka lepsza niż niejeden film czy serial komediowy!
Książka stanowi idealne źródło rozrywki, jest groteskowa, a jednocześnie jej groteska jest osadzona w realiach. Nakumulowanie obrazów społeczeństwa radzieckiego z okresu Wielkiej Czystki i początku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, brak ufności, ślepe zawierzenie się poleceniom władzy, rozumowanie tak, aby nie przyłapać się na zdradzie zostało odilustrowane przez Wojnowicza w...
Książka jest reklamowana jako odpowiednik "Szwejka" i "Paragrafu 22". Muszę więc pozwolić sobie na coming out: Hellera nie czytałem, "Szwejka" czytałem i nie podobał mi się, podobnie zresztą jaki inne rzeczy Haska, np. "Tasiemiec księżnej pani" - śmieszne, ale to jest śmiech knajacki, taki który torował drogę twórcom świata Iwana Czonkina. O ile więc "Paragraf" (tu wierzę opiniom czytelników) i "Szwejk" są karykaturami, przerysowaną satyrą, a w przypadku Haska zwykłym kopaniem leżącego, to powieść Wojnowicza jest po prostu wierną, zrobioną bez większego retuszowania, fotografią świata pod rządami Stalina. Dla czytelnika bardzo zabawna, dla fotografowanych mniej, ale oni przywykli. Ludzie sowieccy są w książce (w rzeczywistości było tak samo) niemal bez wyjątku źli i głupi. Trudno być innym w państwie zbudowanym na zasadzie Piekła: im bardziej doznaje się cierpień, tym chętniej zadaje się cierpienia innym. Tak, tylko Rosjanie mogli wymyślić tą kapitalną zbitkę "i straszno, i smieszno". Jest bardzo śmiesznie, gdy się czyta scenę przesłuchania lokalnego szefa bezpieki, gdy ten zdezorientowany woła "niech żyje towarzysz Hitler", jest strasznie gdy zaraz po tym głupim okrzyku zostaje rozstrzelany. No taki był Sowiecki Sojuz, a my na wygodnych fotelach czytam, śmiejemy się i jego ohydę odczuwamy przez filtr niewiary - czyżby tak naprawdę mogło być? Ale jednak było.
Co do samej powieści - oczywiście znakomita, koniecznie trzeba ją przeczytać, mam tylko niedosyt związany z zakończeniem, losy Czonkina pozostają niedopowiedziane, właściwie każde zakończenie jest możliwe, ale czegoś mi tam brakowało. Co prawda, jest pyszna puenta, ale nie dotycząca głównego bohatera.
PS. Kończąc analogie - Heller i Hasek mogli napisać bezkarnie, to co napisali. Wojnowicza napisanie "Czonkina" zabolało.
Książka jest reklamowana jako odpowiednik "Szwejka" i "Paragrafu 22". Muszę więc pozwolić sobie na coming out: Hellera nie czytałem, "Szwejka" czytałem i nie podobał mi się, podobnie zresztą jaki inne rzeczy Haska, np. "Tasiemiec księżnej pani" - śmieszne, ale to jest śmiech knajacki, taki który torował drogę twórcom świata Iwana Czonkina. O ile więc "Paragraf" (tu...
Ciężko ocenia się i pisze o książce, która zdołała przez lata stać się uznaną pozycją. Tym bardziej, że zyskała estymę radzieckiej odpowiedzi na Szwejka, a jej autor, igrając z radziecką władzą okresu dojrzałego Breżniewa, przypłacił to przymusową emigracją. Tym trudniej jest wyrazić swoją opinię, mając świadomość okoliczności powstania powieści, kiedy przygody Iwana Czonkina po prostu nie robią na czytelniku wrażenia. Ale po kolei.
Niezbyt rozgarnięty, lecz posiadający rozwinięte poczucie obowiązku żołnierz Armii Czerwonej – Iwan Czonkin, w przededniu wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku zostaje wysłany na misję, której nikt nie może się podjąć. Bynajmniej nie dlatego, że jest skomplikowana. Ma bowiem pilnować uszkodzonego samolotu wojskowego, zalegającego po przymusowym lądowaniu w jednym z wielu zapomnianych przez wszystkich kołchozów w europejskiej części Rosji. Czonkin dociera na miejsce i poznaje naturę powierzonego zadania (nikogo nie obchodzi los jego i maszyny), a żeby umilić sobie nieco czas, wiąże się z miejscową listonoszką Niurą i zaprzyjaźnia z jej sąsiadem Gładyszowem – biologiem-samoukiem, czerpiącym garściami z nowatorskich „prac naukowych” radzieckich uczonych czasów Stalina. Rutynę przerywa wybuch wojny z Niemcami i… zjedzenie przez krowę Niury eksperymentalnych sadzonek z ogródka sąsiada.
„Czonkin” od początku nurza się w oparach absurdu. Armia Czerwona bardziej niż przygotowaniami do wojny zajmuje się maniackim wychowaniem w wierze we wszechwładnego Stalina. Kołchoźnicy niby pracują, a tak naprawdę dbają o to, żeby się nie wychylać. Aparat państwowy bardziej niż wojną przejmuje się sąsiedzkimi donosami, a NKWD angażuje wszystkie siły, by wyłapywać osoby, które się w nich pojawiły. Jednym zdaniem – ZSRR czasów największej paranoi Stalina w ujęciu mocno humorystycznym. Z tym, że ten humor jest bardzo gorzki i podszyty grozą. Teoretycznie mamy więc materiał na wielką książkę – błazenadę opowiadającą o strasznych czasach, odkrywająca prawdę o systemie i ludzkich postawach wobec wszechobecnego terroru. Mimo to, w trakcie lektury tylko momentami miałem wrażenie, że obcuję z czymś dużego kalibru.
Największą wadą powieści Wojnowicza jest to, że była ona pisana na raty (to wynik cenzury i obaw autora o własne życie, więc jest to usprawiedliwione), co znajduje odbicie w konstrukcji. Ekspozycja dłuży się momentami niemiłosiernie – właściwy wstęp powieści, wprowadzenie bohaterów i zawiązanie akcji, zajmuje niemal 100 stron. I nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy mieli do czynienia z kilkusetstronnicową opowieścią, w której główny bohater musi odbyć podróż, coś odnaleźć lub czegoś dokonać. Tymczasem „Czonkin” ma jedynie 250 stron, tylko kilka dekoracji, w których rozgrywa się akcja, a sam główny bohater zasadniczo nie rusza się z miejsca i cały swój czas dzieli między pilnowanie samolotu, doglądanie gospodarstwa i chędożenie jego właścicielki. Dopiero ostatnie strony przynoszą akcję, mocną dawkę humoru i sporo dobrych rozwiązań fabularnych.
No właśnie, humor. To miała być największa zaleta „Czonkina” i tak też jest. Problem w tym, że naprawdę dobrych komicznych sytuacji (dobrych, czyli śmiesznych i porażająco smutnych zarazem) jest tu niewiele aż do ostatnich kilkudziesięciu stron. Wcześniej jest go po prostu za mało – sam pomysł na zawiązanie akcji: nierozgarnięty żołnierz rzucony do wykonania błahego zadania, stykający się z absurdami prowincjonalnej codzienności czasów stalinizmu to niewiele. Mam wrażenie, że wynika to z braku wyrazistych postaci drugoplanowych, które wprowadzałyby przez swoje historie ten absurd do opowieści – oprócz Gładyszowa i naczelnika kołchozu. Są tu też postacie niewykorzystane – jak kołchozowy śmieszek i zawadiaka – Barczasty, który pojawia się tylko kilka razy, mieszając w życiu bohaterów.
Podsumowując, „Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina” to jedynie dobra powieść, która przybliża z przymrużeniem oka koszmar życia w stalinizmie, starcie jednostki z machiną ideologiczną, ale wiele jej brakuje nawet do późniejszego działa Wojnowicza – absurdalnej wizji przyszłości z „Moskwy 2042”. Oczywiście warto sięgnąć po nią, ale mając w pamięci, że to jednak nie jest radziecka odpowiedź na Szwejka.
Ciężko ocenia się i pisze o książce, która zdołała przez lata stać się uznaną pozycją. Tym bardziej, że zyskała estymę radzieckiej odpowiedzi na Szwejka, a jej autor, igrając z radziecką władzą okresu dojrzałego Breżniewa, przypłacił to przymusową emigracją. Tym trudniej jest wyrazić swoją opinię, mając świadomość okoliczności powstania powieści, kiedy przygody Iwana...
Powieść świetna. Z jednej strony genialnie opisana groteskowa rzeczywistość sowiecka roku 1941. Właściwie włos na głowie jeżyć się powinien, ale gość pisze z takim humorem nawet o makabrze, że tę grozę jakoś się oswaja. Z drugiej strony, to typowa rosyjska baśń o głupim Iwaniuszy, który w praktyce okazuje się dzielny i mądry. A Niura to kolejna wspaniała heroina rosyjskiej literatury.
Fragmenty takie jak aresztowanie i przesłuchanie szewca S. albo podwójny nelson przy przesłuchiwaniu niemieckiego oficera (he he) mistrzowskie.
Powieść świetna. Z jednej strony genialnie opisana groteskowa rzeczywistość sowiecka roku 1941. Właściwie włos na głowie jeżyć się powinien, ale gość pisze z takim humorem nawet o makabrze, że tę grozę jakoś się oswaja. Z drugiej strony, to typowa rosyjska baśń o głupim Iwaniuszy, który w praktyce okazuje się dzielny i mądry. A Niura to kolejna wspaniała heroina rosyjskiej...
Książka ukazująca w krzywym zwierciadle radzieckie wojsko, kołchozy oraz służby specjalne w czasie II wojny światowej. Napisana pod koniec lat sześćdziesiątych przez wiele lat była znana w ZSRR jedynie z wydań drugiego obiegu. Klimat podobny do opowiadań guslarskich Kira Bułyczowa przemieszany z satyrą obecną w prozie Michaiła Bułhakowa. Na pozór zwyczajne opisanie rzeczywistości ukazuje nam całą absurdalność gospodarki sterowanej odgórnie, nieżyciowych przepisów i stosunków międzyludzkich skażonych wzajemną nieufnością i donosicielstwem. Świat widziany oczami prostego żołnierza, czyli głównego bohatera Czonkina, skierowanego do pełnienia warty przy zepsutym samolocie ukazuje nowe oblicze. Pytania, które sobie stawia nasz czerwonoarmista świadczą o nieustannym dążeniu do postępowania zgodnie z wytycznymi oraz chęci zrozumienia zasad na jakich opiera się otaczająca go rzeczywistość, a jednocześnie ukazują wnikliwemu czytelnikowi bezsens rozporządzeń. Jako przykład można podać wartę pełnioną przy samolocie. Wartownikowi nie wolno jeść, pić, palić, spać ani oddalać się z miejsca posterunku, a jednocześnie ze względu na braki kadrowe w jednostce, wysłano tylko Czonkina, aby przez tydzień pełnił tę funkcję. Podobnych sytuacji w książce jest wiele. Najbardziej doceniłam kunszt autora w sposobie opisywania postaci, a także w żartach sytuacyjnych, których w lekturze jest mnóstwo. Szczerze polecam.
Książka ukazująca w krzywym zwierciadle radzieckie wojsko, kołchozy oraz służby specjalne w czasie II wojny światowej. Napisana pod koniec lat sześćdziesiątych przez wiele lat była znana w ZSRR jedynie z wydań drugiego obiegu. Klimat podobny do opowiadań guslarskich Kira Bułyczowa przemieszany z satyrą obecną w prozie Michaiła Bułhakowa. Na pozór zwyczajne opisanie...
KSIĄŻKĘ CZYTAŁEM JAKIŚ CZAS TEMU, ALE PAMIĘTAM, IŻ ŚMIESZY ONA DO ŁEZ, UKAZUJĄC JEDNOCZEŚNIE BEZMIAR RADZIECKIEGO ABSURDU. BAŁAGAN I TĘPOTA WŚRÓD WYŻSZEGO DOWÓDZTWA, ODZWIERCIEDLAŁY FAKTYCZNY STAN BOJOWY CZERWONEJ ARMII W POCZĄTKACH WOJNY Z FASZYSTOWSKIM NIEMCAMI. HUMORYSTYCZNE PRZYGODY NASZEGO SZEREGOWEGO ŻOŁNIERZA, MOGĄ BAWIĆ, WIĘC POTRAKTUJEMY JE Z PRZYMRUŻENIEM OKA, ALE TAK NA PRAWDĘ WOJNOWICZ DAJE CZYTELNIKOWI DO ZROZUMIENIA, JAK CHORY SYSTEM OBOWIĄZYWAŁ W TEJŻE WIELKIEJ ARMII, KTÓRA PONIOSŁA NIE WYOBRAŻALNE STRATY, SPOWODOWANE NIEUDOLNYM DOWODZENIEM, JAK I CZYSTKAMI PRZEPROWADZONYMI PRZEZ STALINA, WŚRÓD WYŻSZEJ KADRY OFICERSKIEJ.
KSIĄŻKĘ CZYTAŁEM JAKIŚ CZAS TEMU, ALE PAMIĘTAM, IŻ ŚMIESZY ONA DO ŁEZ, UKAZUJĄC JEDNOCZEŚNIE BEZMIAR RADZIECKIEGO ABSURDU. BAŁAGAN I TĘPOTA WŚRÓD WYŻSZEGO DOWÓDZTWA, ODZWIERCIEDLAŁY FAKTYCZNY STAN BOJOWY CZERWONEJ ARMII W POCZĄTKACH WOJNY Z FASZYSTOWSKIM NIEMCAMI. HUMORYSTYCZNE PRZYGODY NASZEGO SZEREGOWEGO ŻOŁNIERZA, MOGĄ BAWIĆ, WIĘC POTRAKTUJEMY JE Z PRZYMRUŻENIEM OKA,...
Czasem zupełnie przypadkowo trafi się w bibliotece na perełki. Tak było z Życiem Iwana...... Niczym Haszkowy Szwejk przeżywa on rózne przygody na początku II wojny światowej. Jest w Rosji rok 1941, władza ludowa zdążyła się w kraju umocnić, a rządy towarzyszy wyrządziły już ogromne szkody. Kanwą fabuły jest opozycja na linii szczery i psotoduszny Iwan czoczkin kontra zakłamanie i durnota reżimu. Nic dziwnego, że utwór był zakazany, publikowany tylko we fragmentach i dodatkowo ocenzurowany, bo jak można bezkarnie ukazywać absurdy i kłamstwa rosyjskiej rzeczywistości, sowieckiej ideologii?
Aby dać próbkę kwiecistego stylu i rubasznego humoru posłużę się cytatem.
Rozkaz!- odpowiedział Swincow i uniósł lekko tyłek, w który natychmiast wpila się niczym trzmiel kula wystrzelona przez Czoczkina”, ( str.201)
Czoczkin dumnie tkwi na swoim wiejskim posterunku, gdyż ma za zadanie pilnować uszkodzonego samolotu. Mijają miesiące, a nikt nie odwołuje rozkazu, bo w międzyczasie Niemcy zdradziecko napadają na matuszkę Rosję. Iwan już się zdążył ożenić z nadobną Niurą, aż wkońcu pojawiają się klopoty, bo zostaje uznany za dezertera. Wysłano więc dwóch by go zaaresztowali, ale zaopatrzony w zabytkowy pistolet Wania przechytrzył swoich przełożonychi wziął zakłdników. Nawet cały pułk ruszył im na odsiecz, ale bezskutecznie bo frant ma nieliche szczęście. Żadne politruki mu nie straszne, jak i gorliwa indoktrynacja, bo trudniejszych wyrazów nie ma w jego słowniku. Gorzki śmiech, podszyty refleksją na temat ludzkiej małości i perfidii socjalizmu, z groteskowych perypetii gwarantowany. Na pewno sięgnę po inne książki tego pisarza.
Czasem zupełnie przypadkowo trafi się w bibliotece na perełki. Tak było z Życiem Iwana...... Niczym Haszkowy Szwejk przeżywa on rózne przygody na początku II wojny światowej. Jest w Rosji rok 1941, władza ludowa zdążyła się w kraju umocnić, a rządy towarzyszy wyrządziły już ogromne szkody. Kanwą fabuły jest opozycja na linii szczery i psotoduszny Iwan czoczkin kontra...
Książka absolutnie wybitna w swojej satyrze i grotesce! Ubawiłem się po pachy, czytając ją. Pokazuje wszystkie dziwactwa ZSRR, a w dodatku przerabia mit radzieckiego żołnierza. Odważnie i jednocześnie zabawnie. :)
Książka absolutnie wybitna w swojej satyrze i grotesce! Ubawiłem się po pachy, czytając ją. Pokazuje wszystkie dziwactwa ZSRR, a w dodatku przerabia mit radzieckiego żołnierza. Odważnie i jednocześnie zabawnie. :)
Smutna książka, obnaża duszę homo sovieticus, w zasadzie nie ma się z czego tutaj śmiać, można tylko płakać.
Cztałem po raz pierwszy w stanie wojennym 1984 (dziwna zbieżność dat)...George Orwell?
Smutna książka, obnaża duszę homo sovieticus, w zasadzie nie ma się z czego tutaj śmiać, można tylko płakać.
Cztałem po raz pierwszy w stanie wojennym 1984 (dziwna zbieżność dat)...George Orwell?
Przezabawna historia Czerwonoarmisty Iwana Czonkina człowieka małego, krzywonogiego, z czerwonymi uszami, którego autor wymyślił z nudów. Nasz bohater otrzymuje rozkaz udania się do wsi Krasnoje i pilnowania uszkodzonego samolotu.Tragikomiczny obraz wsi radzieckiej, gdzie "Baby rodziły chętnie i dużo i zawsze były albo w ciąży, albo tuż po porodzie, zaś czasem tak jakby tuż po porodzie, a już znowu w ciąży",a propaganda wizualna była sprawą wagi politycznej. W tej mieścinie pełnej absurdów,oddania władzy radzieckiej ,a szczególnie Stalinowi, aktów oskarżenia i denuncjacji nawet spontanicznością trzeba było kierować. Czonkin świetna postać, uważnie obserwująca życie, usiłująca wnikać w jego prawa, oddająca się częstym rozmyślaniom i gubiąca się w nich,wypełniająca rozkazy z całkowitym oddaniem i spadająca na cztery łapy. Kim był?. Idiotą czy inteligentem?. Ofiarą czy bohaterem?. Jego absurdy myślowe dosłownie powalały.Bardzo ciekawie przestawione postaci towarzyszące naszemu bohaterowi czasem komiczne, czasem tragiczne, czasem śmieszne, a czasem żałosne.Książka napisana świetnym językiem szczególnie w sytuacjach usiłujących wyjaśnić istnienie podstawowych zjawisk fizycznych, czy przemyśleń i emocji bohaterów. Bardzo zabawna,pobudza niejednokrotnie do wybuchów śmiechu z jednej strony, z drugiej wzbudza współczucie i smutek nad dolą ludzi radzieckich (szczególnie na wsiach) ogłupianych ideologią komunizmu. Warto przeczytać.
Przezabawna historia Czerwonoarmisty Iwana Czonkina człowieka małego, krzywonogiego, z czerwonymi uszami, którego autor wymyślił z nudów. Nasz bohater otrzymuje rozkaz udania się do wsi Krasnoje i pilnowania uszkodzonego samolotu.Tragikomiczny obraz wsi radzieckiej, gdzie "Baby rodziły chętnie i dużo i zawsze były albo w ciąży, albo tuż po porodzie, zaś czasem tak jakby tuż...
I śmieszno, i straszno - tak najkrócej można podsumować wrażenia po lekturze książki o Iwanie Czonkinie.
Mamy tu mnóstwo absurdów, jakie panowały w stalinowskiej Rosji, dodatkowo wzbogacone o groteskowy obraz radzieckiej wsi i wojska.
Czytając tę powieść, momentami uśmiałam się do łez, jednak nie był to lekki i pogodny śmiech, gdyż za nim kryją się poważne refleksje na temat wszechobecnego terroru, zniewolenia, strachu i zacofania.
Książka porównywana jest do "Paragrafu 22" i "Przygód wojaka Szwejka". I jest to na pewno trafne zestawienie, chociaż - moim zdaniem - z opowieści Wojnowicza wyziera znacznie większa groza.
Całość napisana jest lekkim, błyskotliwym stylem, okraszonym solidną dawką niepowtarzalnego humoru. Dzięki temu czyta się szybko i przyjemnie, mimo powagi, jaką niesie ze sobą drugie dno fabuły.
I śmieszno, i straszno - tak najkrócej można podsumować wrażenia po lekturze książki o Iwanie Czonkinie.
Mamy tu mnóstwo absurdów, jakie panowały w stalinowskiej Rosji, dodatkowo wzbogacone o groteskowy obraz radzieckiej wsi i wojska.
Czytając tę powieść, momentami uśmiałam się do łez, jednak nie był to lekki i pogodny śmiech, gdyż za nim kryją się poważne refleksje na...
Moja prywatna opinia jest taka, że Czonkinowi sporo brakuje do Szwejka, a Wojnowiczowi jeszcze więcej brakuje do Hellera więc nie dajcie się nabrać opisowi na okładce i nie podejdźcie do tej lektury ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami.
Moja prywatna opinia jest taka, że Czonkinowi sporo brakuje do Szwejka, a Wojnowiczowi jeszcze więcej brakuje do Hellera więc nie dajcie się nabrać opisowi na okładce i nie podejdźcie do tej lektury ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami.
Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.
Czysta satyryczna przyjemność, a przy tym obyczajowo bardzo trafne i ciekawe. Nic tylko czytać. Może końcówka ma aż nazbyt nieprawdopodobny, farsowy przebieg, ale czego się nie robi dla uciechy czytelnika.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść satyryczna, rozgrywająca się w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych prostych i szczerych ludzkich cech, Wojnowicz mistrzowsko maluje postaci stojące na przeciwnym krańcu, a stanowiące ówczesną "elitę" - brak kompetencji towarzyszy partyjnych, gamoniowatość policji politycznej i ograniczoność umysłową oficerów wojskowych, obnażając mierność ideologii komunizmu. Wobec tak obnażonej prawdy nie dziwi fakt, że autor został wykluczony ze Związku Pisarzy i został zmuszony do emigracji.
Powieść satyryczna, rozgrywająca się w Rosji w początkach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przygody tytułowego bohatera, szeregowego Czonkina nasuwają skojarzenie z dzielnym wojakiem Szwejkiem. Podobnie jak bohater powieści Haška, Czonkin to prosty i szczery chłopek-roztropek, naiwny i niezbyt rozgarnięty, mający jednak swój prosty, "chłopski" sposób myślenia. Na tle tych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.
I ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa zostaje wysłany wiosną 1941 r. do zapadłej wsi Krasnoje, aby pełnić wartę przy samolocie, który przymusowo wylądował w wyniku awarii. Bardzo szybko się tam osiedla i czuje jak u siebie. Przy okazji daje nam Wojnowicz wspaniały obraz życia kołchozowego z jego nędzą, fałszywą sprawozdawczością i zastraszaniem ludzi.
Uwielbiam w tej książce pewne fragmenty, na przykład zaloty Czonkina do Niury Bielaszewej, mieszkanki wsi Krasnoje, tu cytat:
„– Coś zimno się zrobiło – powiedział Czonkin i położył jej lewą rękę na ramieniu.
– Wcale znów nie tak zimno – zaprzeczyła Niura, próbując zrzucić jego rękę z ramienia.
– Coś ręce zmarzły – powiedział Iwan i prawą wpakował Niurze za pazuchę.
– A w ogóle to zawsze na europlanie latacie? – spytała podejmując ostatnią, rozpaczliwą próbę obrony.
– Zawsze – odpowiedział, wsuwając jej rękę pod pachę na plecy, żeby rozpiąć stanik.”
Świetna jest też postać mieszkańca Krasnoje, Gładyszewa, uczonego amatora, który śladem Miczurina chce skrzyżować dwie rośliny: ziemniaka z pomidorem. Swoją przyszłą hybrydę nazwał Gładyszew 'Droga do Socjalizmu', w skrócie 'dros'. Niestety, liczne doświadczenia nie przynosiły rezultatów, ale agronom-amator się nie poddawał.
A potem jest niemiecka inwazja na Sowiety i robi się trochę straszniej, ale również śmiesznie. Taka śmieszno-straszna jest na przykład próba aresztowania Czonkina jako dezertera przez oddział NKWD pod dowództwem porucznika Filipowa. Albo historia życia i śmierci kapitana Milagi.
Dosyć przerażająca jest postać Swincowa, sierżanta NKWD, prawdziwego oprawcy bez litości bijącego aresztowanych: „Swincow odnosił się do człowieka jak do drewna: każą je rozpiłować – rozpiłuje, nie każą – palcem nie ruszy”. Tenże Swincow przechodzi w książce ciekawą przemianą, jaką przeczytajcie.
Wojnowicz w niezwykły sposób potrafi łączyć humor i satyrę na rzeczywistość sowiecką, z realistycznym opisem tejże rzeczywistości. I dlatego ta książka opisuje rzeczy śmieszne i straszne jednocześnie, jak śmiech przez łzy...
Powróciłem po latach to pełnej humoru książce o rosyjskim Szwejku z czasów drugiej wojny światowej. Ów Szwejk nazywa się Iwan Czonkin i, jak pisze autor: „był maleńkiego wzrostu, nogi miał krzywe, a do tego jeszcze czerwone uszy”, na dodatek prawdę mówiąc, był mało gramotny. Czyli, jak przyznaje Wojnowicz, antybohater.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI ten antybohater, prawdziwa oferma batalionowa...
Bardzo lubię książki które pogodnie opowiadają pogodną historię a dramatyzm opowieści zauważam z kontekstu, z niedopowiedzeń.
Historia szeregowego Czonkina właśnie taką jest. Płakałem ze śmiechu czytając ją ale kontekst "Jądra ciemności" nie był śmieszny; samogon który pito żeby przeżyć, bo rzeczywistość była nie do wytrzymania, nie jest śmieszny;
strach że w każdej chwili możesz być aresztowany a piątka twoich dzieci będzie bezdomna nie jest śmieszny;
pewność że zdradzi cię współmałżonek, brat i przyjaciel nie jest śmieszna;
nie jest śmieszne gdy każdy donosi na każdego;
głód. bieda, przymus, kłamstwo, zniewolenie nie są śmieszne, nie są śmieszne są straszne i obrzydliwe!!!
Tylko miłość jest zawsze piękna i czysta. Miłość taka jak Tristana do Izoldy, jak Romea do Julii, jak Wani do Niury. Miłość zawsze jest promykiem nadzieji ale nawet miłość w Kraju Rad nie miała szans, nawet miłość w Kraju Rad musiała zbankrutować.
Rubaszna, ludowa. swojskość,
gdzieś na końcu świata w wiosce Krasnoje w samogonowej rozmowie z Wanią Czonkinem miejscowego Kołchozu
"Przewodniczący wyliczył ... niektóre państwowe, partyjne i społeczne organizacje, a także szereg towarzyszy kierowniczego szczebla, z którymi w
przenośnym sensie ... utrzymywał stosunki intymne.", gdzieś gdzie nawet krowa i koń i wieprzek Bryś były bardziej ludzkie niż ludzie. Gdzieś gdzie Wania tak sobie rozmyślał-
"A gdyby tak było na odwrót ... latem zimno, a zimą — ciepło, wtedy lato nazywałoby się zima, a zima nazywałaby się lato".
Bardzo lubię książki które pogodnie opowiadają pogodną historię a dramatyzm opowieści zauważam z kontekstu, z niedopowiedzeń.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria szeregowego Czonkina właśnie taką jest. Płakałem ze śmiechu czytając ją ale kontekst "Jądra ciemności" nie był śmieszny; samogon który pito żeby przeżyć, bo rzeczywistość była nie do wytrzymania, nie jest śmieszny;
strach że w każdej...
Do Haszka daleko i trochę nieporównywalne, ale czytało się…owszem
Do Haszka daleko i trochę nieporównywalne, ale czytało się…owszem
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabawna historia, z której wieje grozą: obrazem sowieckiej rzeczywistości z czasów stalinizmu. Dlatego porównywanie przygód Czonkina do gnuśnego Szwejka nie ma najmniejszego sensu, Szwejkowi i innym mieszkańcom austriacko-węgierskiej królewsko-cesarskiej monarchii nic nie groziło.
Zabawna historia, z której wieje grozą: obrazem sowieckiej rzeczywistości z czasów stalinizmu. Dlatego porównywanie przygód Czonkina do gnuśnego Szwejka nie ma najmniejszego sensu, Szwejkowi i innym mieszkańcom austriacko-węgierskiej królewsko-cesarskiej monarchii nic nie groziło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJaka to była frajda czytać tę cudowną "szwejkowską" opowieść w mrocznych latach 80. Do dziś Bogu dziękuję, że jako student UW miałem wtedy zapewniony stały dopływ literatury podziemnej. Różna była oczywiście jakość literacka tych druków, ale zawsze pozwalały odreagować tamtą ponurą rzeczywistość.
Z ówczesnej lektury tej ksiażki do dziś pamiętam zabawne "qui pro quo", gdy kontuzjowany w głowę oficer NKWD jest wzięty za Niemca i przesłuchiwany przez "organy", choć on sam ma wrażenie, że to Niemcy wzięli go do niewoli. Aby zatem zdobyć u nich uznanie chwali sie łamaną niemczyzną że on osobiście "komunisten und bezpartyjnen pif-pf". Zanim sytuacja się wyjaśni, zdąży jeszcze krzyknąć: "Niech żyje towarzysz Hitler", z nerwów myląc się, bo chciał krzyknąć: "Stalin". No ale po takim okrzyku od razu idzie pod ściankę......
Tak, czytać to wtedy, a dziś to jednak coś zupełnie innego - kontekst czasów lektury ma ogromne znaczenie!
Jaka to była frajda czytać tę cudowną "szwejkowską" opowieść w mrocznych latach 80. Do dziś Bogu dziękuję, że jako student UW miałem wtedy zapewniony stały dopływ literatury podziemnej. Różna była oczywiście jakość literacka tych druków, ale zawsze pozwalały odreagować tamtą ponurą rzeczywistość.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ ówczesnej lektury tej ksiażki do dziś pamiętam zabawne "qui pro quo",...
Polecam, choć postać Czonkina trochę jakby niespójna. Na początku przedstawiony jako ociężały umysłowo oferma Szwejk, niezbyt budzący sympatię. Od kiedy zaczął pilnować samolotu i zamieszkał z Niurą to trochę inny człowiek, ciepły, zaradny i dający się lubić, a w finale prawie bohater.
Dobrze się czyta i nie należy się spodziewać ani Szwejka, a tym bardziej pokręconego Paragrafu (choć obie książki lubię, Hellera bardziej niż Haska). Jeśli jesteśmy już przy porównywaniu ze Szwejkiem to wybrałbym Czonkina ale jestem rusofilem.
Paragraf to zupełnie inna książka.
Polecam, choć postać Czonkina trochę jakby niespójna. Na początku przedstawiony jako ociężały umysłowo oferma Szwejk, niezbyt budzący sympatię. Od kiedy zaczął pilnować samolotu i zamieszkał z Niurą to trochę inny człowiek, ciepły, zaradny i dający się lubić, a w finale prawie bohater.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się czyta i nie należy się spodziewać ani Szwejka, a tym bardziej pokręconego...
Przeczytałem tę pozycję zachęcony porównaniami jej do "Dobrego wojaka Szwejka" Haska i "Paragrafu 22" Hellera. Niektórzy twierdzili nawet, że jest lepsza od tych dwóch pozycji. Otóż w moim odczuciu nie jest. Są w niej bardzo dobre momenty poniżające system komunistyczny, co dla mnie - antykomunisty - jest świetną sprawą, ale jednak oceniam książkę Wojnarowicza jedynie jako dobrą.
Przeczytałem tę pozycję zachęcony porównaniami jej do "Dobrego wojaka Szwejka" Haska i "Paragrafu 22" Hellera. Niektórzy twierdzili nawet, że jest lepsza od tych dwóch pozycji. Otóż w moim odczuciu nie jest. Są w niej bardzo dobre momenty poniżające system komunistyczny, co dla mnie - antykomunisty - jest świetną sprawą, ale jednak oceniam książkę Wojnarowicza jedynie jako...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka stanowi idealne źródło rozrywki, jest groteskowa, a jednocześnie jej groteska jest osadzona w realiach. Nakumulowanie obrazów społeczeństwa radzieckiego z okresu Wielkiej Czystki i początku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, brak ufności, ślepe zawierzenie się poleceniom władzy, rozumowanie tak, aby nie przyłapać się na zdradzie zostało odilustrowane przez Wojnowicza w pięknym stylu. Przygody Czonkina to dobra okazja, aby wejść w klimat lat 40, gdzieś w ZSRR i dać upust swojemu stereotypowemu myśleniu. Nieporozumienie goni nieporozumienie, a wszystko to mimo nagromadzenia nie przekracza granic absurdu. Każde niecodzienne wydarzenie ma swój logiczny ciąg i... zakończenie.
Polecam każdemu. Książka lepsza niż niejeden film czy serial komediowy!
Książka stanowi idealne źródło rozrywki, jest groteskowa, a jednocześnie jej groteska jest osadzona w realiach. Nakumulowanie obrazów społeczeństwa radzieckiego z okresu Wielkiej Czystki i początku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, brak ufności, ślepe zawierzenie się poleceniom władzy, rozumowanie tak, aby nie przyłapać się na zdradzie zostało odilustrowane przez Wojnowicza w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest reklamowana jako odpowiednik "Szwejka" i "Paragrafu 22". Muszę więc pozwolić sobie na coming out: Hellera nie czytałem, "Szwejka" czytałem i nie podobał mi się, podobnie zresztą jaki inne rzeczy Haska, np. "Tasiemiec księżnej pani" - śmieszne, ale to jest śmiech knajacki, taki który torował drogę twórcom świata Iwana Czonkina. O ile więc "Paragraf" (tu wierzę opiniom czytelników) i "Szwejk" są karykaturami, przerysowaną satyrą, a w przypadku Haska zwykłym kopaniem leżącego, to powieść Wojnowicza jest po prostu wierną, zrobioną bez większego retuszowania, fotografią świata pod rządami Stalina. Dla czytelnika bardzo zabawna, dla fotografowanych mniej, ale oni przywykli. Ludzie sowieccy są w książce (w rzeczywistości było tak samo) niemal bez wyjątku źli i głupi. Trudno być innym w państwie zbudowanym na zasadzie Piekła: im bardziej doznaje się cierpień, tym chętniej zadaje się cierpienia innym. Tak, tylko Rosjanie mogli wymyślić tą kapitalną zbitkę "i straszno, i smieszno". Jest bardzo śmiesznie, gdy się czyta scenę przesłuchania lokalnego szefa bezpieki, gdy ten zdezorientowany woła "niech żyje towarzysz Hitler", jest strasznie gdy zaraz po tym głupim okrzyku zostaje rozstrzelany. No taki był Sowiecki Sojuz, a my na wygodnych fotelach czytam, śmiejemy się i jego ohydę odczuwamy przez filtr niewiary - czyżby tak naprawdę mogło być? Ale jednak było.
Co do samej powieści - oczywiście znakomita, koniecznie trzeba ją przeczytać, mam tylko niedosyt związany z zakończeniem, losy Czonkina pozostają niedopowiedziane, właściwie każde zakończenie jest możliwe, ale czegoś mi tam brakowało. Co prawda, jest pyszna puenta, ale nie dotycząca głównego bohatera.
PS. Kończąc analogie - Heller i Hasek mogli napisać bezkarnie, to co napisali. Wojnowicza napisanie "Czonkina" zabolało.
Książka jest reklamowana jako odpowiednik "Szwejka" i "Paragrafu 22". Muszę więc pozwolić sobie na coming out: Hellera nie czytałem, "Szwejka" czytałem i nie podobał mi się, podobnie zresztą jaki inne rzeczy Haska, np. "Tasiemiec księżnej pani" - śmieszne, ale to jest śmiech knajacki, taki który torował drogę twórcom świata Iwana Czonkina. O ile więc "Paragraf" (tu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiężko ocenia się i pisze o książce, która zdołała przez lata stać się uznaną pozycją. Tym bardziej, że zyskała estymę radzieckiej odpowiedzi na Szwejka, a jej autor, igrając z radziecką władzą okresu dojrzałego Breżniewa, przypłacił to przymusową emigracją. Tym trudniej jest wyrazić swoją opinię, mając świadomość okoliczności powstania powieści, kiedy przygody Iwana Czonkina po prostu nie robią na czytelniku wrażenia. Ale po kolei.
Niezbyt rozgarnięty, lecz posiadający rozwinięte poczucie obowiązku żołnierz Armii Czerwonej – Iwan Czonkin, w przededniu wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku zostaje wysłany na misję, której nikt nie może się podjąć. Bynajmniej nie dlatego, że jest skomplikowana. Ma bowiem pilnować uszkodzonego samolotu wojskowego, zalegającego po przymusowym lądowaniu w jednym z wielu zapomnianych przez wszystkich kołchozów w europejskiej części Rosji. Czonkin dociera na miejsce i poznaje naturę powierzonego zadania (nikogo nie obchodzi los jego i maszyny), a żeby umilić sobie nieco czas, wiąże się z miejscową listonoszką Niurą i zaprzyjaźnia z jej sąsiadem Gładyszowem – biologiem-samoukiem, czerpiącym garściami z nowatorskich „prac naukowych” radzieckich uczonych czasów Stalina. Rutynę przerywa wybuch wojny z Niemcami i… zjedzenie przez krowę Niury eksperymentalnych sadzonek z ogródka sąsiada.
„Czonkin” od początku nurza się w oparach absurdu. Armia Czerwona bardziej niż przygotowaniami do wojny zajmuje się maniackim wychowaniem w wierze we wszechwładnego Stalina. Kołchoźnicy niby pracują, a tak naprawdę dbają o to, żeby się nie wychylać. Aparat państwowy bardziej niż wojną przejmuje się sąsiedzkimi donosami, a NKWD angażuje wszystkie siły, by wyłapywać osoby, które się w nich pojawiły. Jednym zdaniem – ZSRR czasów największej paranoi Stalina w ujęciu mocno humorystycznym. Z tym, że ten humor jest bardzo gorzki i podszyty grozą. Teoretycznie mamy więc materiał na wielką książkę – błazenadę opowiadającą o strasznych czasach, odkrywająca prawdę o systemie i ludzkich postawach wobec wszechobecnego terroru. Mimo to, w trakcie lektury tylko momentami miałem wrażenie, że obcuję z czymś dużego kalibru.
Największą wadą powieści Wojnowicza jest to, że była ona pisana na raty (to wynik cenzury i obaw autora o własne życie, więc jest to usprawiedliwione), co znajduje odbicie w konstrukcji. Ekspozycja dłuży się momentami niemiłosiernie – właściwy wstęp powieści, wprowadzenie bohaterów i zawiązanie akcji, zajmuje niemal 100 stron. I nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy mieli do czynienia z kilkusetstronnicową opowieścią, w której główny bohater musi odbyć podróż, coś odnaleźć lub czegoś dokonać. Tymczasem „Czonkin” ma jedynie 250 stron, tylko kilka dekoracji, w których rozgrywa się akcja, a sam główny bohater zasadniczo nie rusza się z miejsca i cały swój czas dzieli między pilnowanie samolotu, doglądanie gospodarstwa i chędożenie jego właścicielki. Dopiero ostatnie strony przynoszą akcję, mocną dawkę humoru i sporo dobrych rozwiązań fabularnych.
No właśnie, humor. To miała być największa zaleta „Czonkina” i tak też jest. Problem w tym, że naprawdę dobrych komicznych sytuacji (dobrych, czyli śmiesznych i porażająco smutnych zarazem) jest tu niewiele aż do ostatnich kilkudziesięciu stron. Wcześniej jest go po prostu za mało – sam pomysł na zawiązanie akcji: nierozgarnięty żołnierz rzucony do wykonania błahego zadania, stykający się z absurdami prowincjonalnej codzienności czasów stalinizmu to niewiele. Mam wrażenie, że wynika to z braku wyrazistych postaci drugoplanowych, które wprowadzałyby przez swoje historie ten absurd do opowieści – oprócz Gładyszowa i naczelnika kołchozu. Są tu też postacie niewykorzystane – jak kołchozowy śmieszek i zawadiaka – Barczasty, który pojawia się tylko kilka razy, mieszając w życiu bohaterów.
Podsumowując, „Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina” to jedynie dobra powieść, która przybliża z przymrużeniem oka koszmar życia w stalinizmie, starcie jednostki z machiną ideologiczną, ale wiele jej brakuje nawet do późniejszego działa Wojnowicza – absurdalnej wizji przyszłości z „Moskwy 2042”. Oczywiście warto sięgnąć po nią, ale mając w pamięci, że to jednak nie jest radziecka odpowiedź na Szwejka.
Ciężko ocenia się i pisze o książce, która zdołała przez lata stać się uznaną pozycją. Tym bardziej, że zyskała estymę radzieckiej odpowiedzi na Szwejka, a jej autor, igrając z radziecką władzą okresu dojrzałego Breżniewa, przypłacił to przymusową emigracją. Tym trudniej jest wyrazić swoją opinię, mając świadomość okoliczności powstania powieści, kiedy przygody Iwana...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toParagraf 22 i Wojak Szwejk w jednym.
Paragraf 22 i Wojak Szwejk w jednym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść świetna. Z jednej strony genialnie opisana groteskowa rzeczywistość sowiecka roku 1941. Właściwie włos na głowie jeżyć się powinien, ale gość pisze z takim humorem nawet o makabrze, że tę grozę jakoś się oswaja. Z drugiej strony, to typowa rosyjska baśń o głupim Iwaniuszy, który w praktyce okazuje się dzielny i mądry. A Niura to kolejna wspaniała heroina rosyjskiej literatury.
Fragmenty takie jak aresztowanie i przesłuchanie szewca S. albo podwójny nelson przy przesłuchiwaniu niemieckiego oficera (he he) mistrzowskie.
Powieść świetna. Z jednej strony genialnie opisana groteskowa rzeczywistość sowiecka roku 1941. Właściwie włos na głowie jeżyć się powinien, ale gość pisze z takim humorem nawet o makabrze, że tę grozę jakoś się oswaja. Z drugiej strony, to typowa rosyjska baśń o głupim Iwaniuszy, który w praktyce okazuje się dzielny i mądry. A Niura to kolejna wspaniała heroina rosyjskiej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ukazująca w krzywym zwierciadle radzieckie wojsko, kołchozy oraz służby specjalne w czasie II wojny światowej. Napisana pod koniec lat sześćdziesiątych przez wiele lat była znana w ZSRR jedynie z wydań drugiego obiegu. Klimat podobny do opowiadań guslarskich Kira Bułyczowa przemieszany z satyrą obecną w prozie Michaiła Bułhakowa. Na pozór zwyczajne opisanie rzeczywistości ukazuje nam całą absurdalność gospodarki sterowanej odgórnie, nieżyciowych przepisów i stosunków międzyludzkich skażonych wzajemną nieufnością i donosicielstwem. Świat widziany oczami prostego żołnierza, czyli głównego bohatera Czonkina, skierowanego do pełnienia warty przy zepsutym samolocie ukazuje nowe oblicze. Pytania, które sobie stawia nasz czerwonoarmista świadczą o nieustannym dążeniu do postępowania zgodnie z wytycznymi oraz chęci zrozumienia zasad na jakich opiera się otaczająca go rzeczywistość, a jednocześnie ukazują wnikliwemu czytelnikowi bezsens rozporządzeń. Jako przykład można podać wartę pełnioną przy samolocie. Wartownikowi nie wolno jeść, pić, palić, spać ani oddalać się z miejsca posterunku, a jednocześnie ze względu na braki kadrowe w jednostce, wysłano tylko Czonkina, aby przez tydzień pełnił tę funkcję. Podobnych sytuacji w książce jest wiele. Najbardziej doceniłam kunszt autora w sposobie opisywania postaci, a także w żartach sytuacyjnych, których w lekturze jest mnóstwo. Szczerze polecam.
Książka ukazująca w krzywym zwierciadle radzieckie wojsko, kołchozy oraz służby specjalne w czasie II wojny światowej. Napisana pod koniec lat sześćdziesiątych przez wiele lat była znana w ZSRR jedynie z wydań drugiego obiegu. Klimat podobny do opowiadań guslarskich Kira Bułyczowa przemieszany z satyrą obecną w prozie Michaiła Bułhakowa. Na pozór zwyczajne opisanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKSIĄŻKĘ CZYTAŁEM JAKIŚ CZAS TEMU, ALE PAMIĘTAM, IŻ ŚMIESZY ONA DO ŁEZ, UKAZUJĄC JEDNOCZEŚNIE BEZMIAR RADZIECKIEGO ABSURDU. BAŁAGAN I TĘPOTA WŚRÓD WYŻSZEGO DOWÓDZTWA, ODZWIERCIEDLAŁY FAKTYCZNY STAN BOJOWY CZERWONEJ ARMII W POCZĄTKACH WOJNY Z FASZYSTOWSKIM NIEMCAMI. HUMORYSTYCZNE PRZYGODY NASZEGO SZEREGOWEGO ŻOŁNIERZA, MOGĄ BAWIĆ, WIĘC POTRAKTUJEMY JE Z PRZYMRUŻENIEM OKA, ALE TAK NA PRAWDĘ WOJNOWICZ DAJE CZYTELNIKOWI DO ZROZUMIENIA, JAK CHORY SYSTEM OBOWIĄZYWAŁ W TEJŻE WIELKIEJ ARMII, KTÓRA PONIOSŁA NIE WYOBRAŻALNE STRATY, SPOWODOWANE NIEUDOLNYM DOWODZENIEM, JAK I CZYSTKAMI PRZEPROWADZONYMI PRZEZ STALINA, WŚRÓD WYŻSZEJ KADRY OFICERSKIEJ.
KSIĄŻKĘ CZYTAŁEM JAKIŚ CZAS TEMU, ALE PAMIĘTAM, IŻ ŚMIESZY ONA DO ŁEZ, UKAZUJĄC JEDNOCZEŚNIE BEZMIAR RADZIECKIEGO ABSURDU. BAŁAGAN I TĘPOTA WŚRÓD WYŻSZEGO DOWÓDZTWA, ODZWIERCIEDLAŁY FAKTYCZNY STAN BOJOWY CZERWONEJ ARMII W POCZĄTKACH WOJNY Z FASZYSTOWSKIM NIEMCAMI. HUMORYSTYCZNE PRZYGODY NASZEGO SZEREGOWEGO ŻOŁNIERZA, MOGĄ BAWIĆ, WIĘC POTRAKTUJEMY JE Z PRZYMRUŻENIEM OKA,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna to najgłupsze, co udało się wymyślić ludzkości. Wojnowicz ukazuje, jacy idioci w niej uczestniczą.
Wojna to najgłupsze, co udało się wymyślić ludzkości. Wojnowicz ukazuje, jacy idioci w niej uczestniczą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasem zupełnie przypadkowo trafi się w bibliotece na perełki. Tak było z Życiem Iwana...... Niczym Haszkowy Szwejk przeżywa on rózne przygody na początku II wojny światowej. Jest w Rosji rok 1941, władza ludowa zdążyła się w kraju umocnić, a rządy towarzyszy wyrządziły już ogromne szkody. Kanwą fabuły jest opozycja na linii szczery i psotoduszny Iwan czoczkin kontra zakłamanie i durnota reżimu. Nic dziwnego, że utwór był zakazany, publikowany tylko we fragmentach i dodatkowo ocenzurowany, bo jak można bezkarnie ukazywać absurdy i kłamstwa rosyjskiej rzeczywistości, sowieckiej ideologii?
Aby dać próbkę kwiecistego stylu i rubasznego humoru posłużę się cytatem.
Rozkaz!- odpowiedział Swincow i uniósł lekko tyłek, w który natychmiast wpila się niczym trzmiel kula wystrzelona przez Czoczkina”, ( str.201)
Czoczkin dumnie tkwi na swoim wiejskim posterunku, gdyż ma za zadanie pilnować uszkodzonego samolotu. Mijają miesiące, a nikt nie odwołuje rozkazu, bo w międzyczasie Niemcy zdradziecko napadają na matuszkę Rosję. Iwan już się zdążył ożenić z nadobną Niurą, aż wkońcu pojawiają się klopoty, bo zostaje uznany za dezertera. Wysłano więc dwóch by go zaaresztowali, ale zaopatrzony w zabytkowy pistolet Wania przechytrzył swoich przełożonychi wziął zakłdników. Nawet cały pułk ruszył im na odsiecz, ale bezskutecznie bo frant ma nieliche szczęście. Żadne politruki mu nie straszne, jak i gorliwa indoktrynacja, bo trudniejszych wyrazów nie ma w jego słowniku. Gorzki śmiech, podszyty refleksją na temat ludzkiej małości i perfidii socjalizmu, z groteskowych perypetii gwarantowany. Na pewno sięgnę po inne książki tego pisarza.
Czasem zupełnie przypadkowo trafi się w bibliotece na perełki. Tak było z Życiem Iwana...... Niczym Haszkowy Szwejk przeżywa on rózne przygody na początku II wojny światowej. Jest w Rosji rok 1941, władza ludowa zdążyła się w kraju umocnić, a rządy towarzyszy wyrządziły już ogromne szkody. Kanwą fabuły jest opozycja na linii szczery i psotoduszny Iwan czoczkin kontra...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak to nie Hasek, książkę lekko się czyta.
Jednak to nie Hasek, książkę lekko się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka przeczytana stanowczo (!!!) za wcześnie
Kolejna książka przeczytana stanowczo (!!!) za wcześnie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka absolutnie wybitna w swojej satyrze i grotesce! Ubawiłem się po pachy, czytając ją. Pokazuje wszystkie dziwactwa ZSRR, a w dodatku przerabia mit radzieckiego żołnierza. Odważnie i jednocześnie zabawnie. :)
Książka absolutnie wybitna w swojej satyrze i grotesce! Ubawiłem się po pachy, czytając ją. Pokazuje wszystkie dziwactwa ZSRR, a w dodatku przerabia mit radzieckiego żołnierza. Odważnie i jednocześnie zabawnie. :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSmutna książka, obnaża duszę homo sovieticus, w zasadzie nie ma się z czego tutaj śmiać, można tylko płakać.
Cztałem po raz pierwszy w stanie wojennym 1984 (dziwna zbieżność dat)...George Orwell?
Smutna książka, obnaża duszę homo sovieticus, w zasadzie nie ma się z czego tutaj śmiać, można tylko płakać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCztałem po raz pierwszy w stanie wojennym 1984 (dziwna zbieżność dat)...George Orwell?
Przezabawna historia Czerwonoarmisty Iwana Czonkina człowieka małego, krzywonogiego, z czerwonymi uszami, którego autor wymyślił z nudów. Nasz bohater otrzymuje rozkaz udania się do wsi Krasnoje i pilnowania uszkodzonego samolotu.Tragikomiczny obraz wsi radzieckiej, gdzie "Baby rodziły chętnie i dużo i zawsze były albo w ciąży, albo tuż po porodzie, zaś czasem tak jakby tuż po porodzie, a już znowu w ciąży",a propaganda wizualna była sprawą wagi politycznej. W tej mieścinie pełnej absurdów,oddania władzy radzieckiej ,a szczególnie Stalinowi, aktów oskarżenia i denuncjacji nawet spontanicznością trzeba było kierować. Czonkin świetna postać, uważnie obserwująca życie, usiłująca wnikać w jego prawa, oddająca się częstym rozmyślaniom i gubiąca się w nich,wypełniająca rozkazy z całkowitym oddaniem i spadająca na cztery łapy. Kim był?. Idiotą czy inteligentem?. Ofiarą czy bohaterem?. Jego absurdy myślowe dosłownie powalały.Bardzo ciekawie przestawione postaci towarzyszące naszemu bohaterowi czasem komiczne, czasem tragiczne, czasem śmieszne, a czasem żałosne.Książka napisana świetnym językiem szczególnie w sytuacjach usiłujących wyjaśnić istnienie podstawowych zjawisk fizycznych, czy przemyśleń i emocji bohaterów. Bardzo zabawna,pobudza niejednokrotnie do wybuchów śmiechu z jednej strony, z drugiej wzbudza współczucie i smutek nad dolą ludzi radzieckich (szczególnie na wsiach) ogłupianych ideologią komunizmu. Warto przeczytać.
Przezabawna historia Czerwonoarmisty Iwana Czonkina człowieka małego, krzywonogiego, z czerwonymi uszami, którego autor wymyślił z nudów. Nasz bohater otrzymuje rozkaz udania się do wsi Krasnoje i pilnowania uszkodzonego samolotu.Tragikomiczny obraz wsi radzieckiej, gdzie "Baby rodziły chętnie i dużo i zawsze były albo w ciąży, albo tuż po porodzie, zaś czasem tak jakby tuż...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI śmieszno, i straszno - tak najkrócej można podsumować wrażenia po lekturze książki o Iwanie Czonkinie.
Mamy tu mnóstwo absurdów, jakie panowały w stalinowskiej Rosji, dodatkowo wzbogacone o groteskowy obraz radzieckiej wsi i wojska.
Czytając tę powieść, momentami uśmiałam się do łez, jednak nie był to lekki i pogodny śmiech, gdyż za nim kryją się poważne refleksje na temat wszechobecnego terroru, zniewolenia, strachu i zacofania.
Książka porównywana jest do "Paragrafu 22" i "Przygód wojaka Szwejka". I jest to na pewno trafne zestawienie, chociaż - moim zdaniem - z opowieści Wojnowicza wyziera znacznie większa groza.
Całość napisana jest lekkim, błyskotliwym stylem, okraszonym solidną dawką niepowtarzalnego humoru. Dzięki temu czyta się szybko i przyjemnie, mimo powagi, jaką niesie ze sobą drugie dno fabuły.
I śmieszno, i straszno - tak najkrócej można podsumować wrażenia po lekturze książki o Iwanie Czonkinie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy tu mnóstwo absurdów, jakie panowały w stalinowskiej Rosji, dodatkowo wzbogacone o groteskowy obraz radzieckiej wsi i wojska.
Czytając tę powieść, momentami uśmiałam się do łez, jednak nie był to lekki i pogodny śmiech, gdyż za nim kryją się poważne refleksje na...
Moja prywatna opinia jest taka, że Czonkinowi sporo brakuje do Szwejka, a Wojnowiczowi jeszcze więcej brakuje do Hellera więc nie dajcie się nabrać opisowi na okładce i nie podejdźcie do tej lektury ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami.
Moja prywatna opinia jest taka, że Czonkinowi sporo brakuje do Szwejka, a Wojnowiczowi jeszcze więcej brakuje do Hellera więc nie dajcie się nabrać opisowi na okładce i nie podejdźcie do tej lektury ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to