
Wojna i terpentyna

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Oorlog en terpentijn
- Data wydania:
- 2015-09-23
- Data 1. wyd. pol.:
- 2015-09-23
- Liczba stron:
- 416
- Czas czytania
- 6 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788364700934
- Tłumacz:
- Alicja Oczko
Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Powieść historyczna.
Książka nagrodzona „Flemish Culture Prize for Literature”/ „Nagroda Kultury Flamandzkiej w kategorii Literatura” w 2014 roku.
Na krótko przed śmiercią w 1981 roku Urbain, dziadek Stefana Hertmansa, powierzył mu dzienniki, w których zapisał swoje życie. Wnuk obiecał, że zrobi coś z tym materiałem, choć dramatyczne historie rodzinne zasłyszane w dzieciństwie sprawiły, że przez wiele lat bał się zajrzeć do tekstu. W końcu to zrobił. Ich lektura uświadomiła mu, że musi opisać losy dziadka naznaczone biedą, terminowaniem w odlewni żeliwa, przedwczesną śmiercią ojca, strasznymi doświadczeniami żołnierza frontowego w czasie I wojny światowej i śmiercią jego wielkiej miłości. Hertmans stworzył wspaniałą opowieść o okrucieństwie, strachu i przemocy, ale także o odwadze, nadziei i sile potrzebnej do przetrwania. To nie tylko wyjątkowy zapis nieco zapomnianej, ale jakże bogatej historii Flandrii, to także powieść o ukrytej pasji i o tym, co wojna może uczynić z duszą skromnego, ale fascynującego człowieka.
Hertmans opowiada z niezwykłą mocą, którą posiadają tylko najwięksi pisarze, i w sposób, który sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury.
„Tak, dziadek miał talent literacki – przyznaje Hertmans. – Ta książka to jego historia. Dziadek opisywał wiele rzeczy, których ja nie byłbym w stanie wymyśleć”.
W Polsce hasło „wojna” przynosi skojarzenie z II wojną światową, dla Belgów jest nim I wojna światowa. Naród ten wciąż odczuwa traumę Wielkiej Wojny, choć od czasów jej rozpoczęcia w ubiegłym roku minęło 100 lat. To na polach Flandrii rozgrywała się większość działań tamtych czasów i dotąd odkopywane są niewypały. Książka Wojna i terpentyna wyróżnia się na tle ogromu publikacji poświęconej temu okresowi w historii, ponieważ stanowi osobiste dochodzenie przeprowadzone przez autora-wnuka i parafrazę dzienników dziadka-weterana.
Kup Wojna i terpentyna w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Wojna i terpentyna
Życie dziadka Urbaina
I nagle dociera do mnie bolesna myśl, że oni się nigdy nie poznają: mój przodek i mój potomek.
Kim są „oni”? Ci, o których niemożliwe poznanie martwi się, stojąc w 2012r. u stóp kościoła Saint Martin-in-the-Fields w Londynie, Stefan Hertmans, jeden z najbardziej uznanych pisarzy niderlandzkiego obszaru kulturowego. Potomek to jego 15-letni syn, z którym spędza właśnie kilka dni w tym angielskim mieście pubów i muzeów. Od niego w National Gallery usłyszy: Idziesz? To trochę żenujące, taki stary facet gapiący się na nagą kobietę. Przodek zaś to jego dziadek Urbain, zmarły w latach 80. XX wieku, postać bardzo dla pisarza ważna. To z myślą o nim tak uparcie przygląda się pięknej i nagiej „Wenus z lustrem” Velázqueza. Syn pisarza na kartach tej osobistej książki pojawia się sporadycznie, dziadek zaś jest jej głównym bohaterem. Może przywołana wyżej myśl sprowokowała powstanie "Wojny i terpentyny"? By prawnuk miał szansę poznać pradziada?
Głównym powodem jest jednak zobowiązanie. Urbain Martien przed śmiercią powierzył swojemu wnukowi, Stefanowi, własne wspomnienia notowane od 72 roku życia najpierw niezrównanym przedwojennym, a potem chwiejnym i płynnym pismem w dwu zeszytach. Pierwszy z nich zawiera w sobie głównie opowieść o dzieciństwie i dorastaniu w epoce sprzed I wojny światowej. Drugi to dziennik o wojnie 1914-1918, który rozpoczyna zakwestionowanie ważności pierwszego. Dziadek pisarza, mając już lat ponad 80, czas dzieciństwa i dorastania (na planecie wsi, polnych dróg, powozów konnych, latarni gazowych, balii, świętych obrazków, starych szaf wnękowych (...) wszechobecnych proboszczów, (...) krnąbrnych dziewcząt z dobrych domów w żeńskich klasztorach, (...) zarządzeń biskupów i cesarzy) uznał za nudny i nieważny, nobilitując tym samym tom o okropnościach wojny, prawdziwy i szczery. I wojna światowa rozbiła w drobny mak piękną iluzję starej Europy, zawładnęła na zawsze życiem Urbaina.
Czym jest powieść „Wojna i terpentyna”? Pełnym głosem dziadka dochodzącym z zeszytów? Nie, choć w niektórych rozdziałach tak jest. Zbeletryzowaną jego biografią? Niezupełnie. A może raczej opowieścią wnuka o zmaganiu się ze światem dziadka, jego prawdą?, jego rzeczywistością, dla której wnuk próbuje znaleźć właściwą perspektywę?
Stefan Hertmans wprowadza czytelnika zarówno w świat własnego przepracowywania legendy czy mitu dziadka (bardzo interesująca warstwa powieści),jak i snuje opowieść o tym, co tegoż dziadka ukształtowało, z czego wyrósł, czego doświadczył, co przeżył. Próbuje pokazać, kim on był, kim się stawał, zrozumieć go i odkryć fascynujące tajemnice jego życia duchowego, emocjonalnego, jakby „drugiego”, nadbudowanego nad tym realnym.
Czytelnik poznaje rodzinę Urbaina. Astmatycznego, wcześnie zmarłego ojca- malarza odnawiającego freski kościelne i dumną, silną i dumną matkę, wkrótce młodą wdowę. Obserwuje chłopca, towarzyszącego ojcu przy kościelnych pracach malarskich, a później borykającego się z koniecznością terminowania u różnych rzemieślników i doświadczania różnych mniej lub bardziej dziecięcych traum. Młodzieńca, który wyruszyć musiał na wielką wojnę i przeżyć w jej czasie okropności, choć jednocześnie -paradoksalnie - miał szansę doświadczyć utraconej obecności ojca i siebie samego. Młodego człowieka, który kochał i którego los obarczył związkiem nie na miarę wcześniejszej miłości. Dojrzałego człowieka rozdartego między „wojną” a „terpentyną”.
Bogaty jest świat tej opowieści. Nie tylko w wymiarze historii politycznej, społecznej, jednostkowej, bardzo osobistej, ale także kulturowej. Przodkowie pisarza to ludzie wrażliwi na sztukę, tę cechę odziedziczyli on sam i jego syn. W powieści więc sztuka ma swoje poczesne miejsce. Nie tylko się o niej mówi, można także się jej przyglądać. Reprodukowane są dzieła w jakiś sposób ważne dla narracji. Pojawiają się zdjęcia osób, przedmiotów, budynków, obrazów z rodzinnego archiwum autora. I tylko narzekać, że nie w kolorze.
Polakom temat wojny kojarzy się przede wszystkim z obrazem II wojny światowej. Belgom przede wszystkim z I wojną. Stefan Hertmans tak mówi: Nie chciałbym być źle zrozumiany, ale w pewnym sensie druga wojna światowa była «prostsza», prostsza do zrozumienia i wytłumaczenia. Był jeden bad guy, wiadomo kto jest zły, walczyliśmy z diabłem, z Hitlerem. A pierwsza wojna światowa to była grupka eleganckich panów z wielkimi kapeluszami, cygarami i sumiastymi wąsami, którzy posłali na śmierć miliony młodych ludzi. Zupełnie bez sensu, nikt nie wiedział właściwie dlaczego.
Przyglądając się losom młodego, wrażliwego człowieka, jakim był Urbain Martien, również nie odpowiemy na pytanie o jej sens. Z pewnością jednak będziemy wiedzieli, dlaczego żadna powtórzyć się nie powinna.
Justyna Radomińska
Oceny książki Wojna i terpentyna
Poznaj innych czytelników
1868 użytkowników ma tytuł Wojna i terpentyna na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 293
- Przeczytane 559
- Teraz czytam 16
- Posiadam 187
- Ulubione 16
- 2024 14
- Chcę w prezencie 13
- 2018 10
- Ebook 9
- 2019 8





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wojna i terpentyna
Książka napisana dobrym, opowieściowym językiem. Jednak książek takich powstało już dużo i nie jest to przykład arcydzieła. Do tego dochodzi postać głównego bohatera, dziadka pisarza, która jest (przynajmniej dla mnie) bardzo irytująca. Można przeczytać dla ciekawości.
Książka napisana dobrym, opowieściowym językiem. Jednak książek takich powstało już dużo i nie jest to przykład arcydzieła. Do tego dochodzi postać głównego bohatera, dziadka pisarza, która jest (przynajmniej dla mnie) bardzo irytująca. Można przeczytać dla ciekawości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka formą przypomina czytane ostatnio przeze mnie "Wejście" tegoż autora. Stefan Hertmans zagląda do pamiętników zmarłego dziadka i na tej podstawie tworzy narrację. To trochę autobiografia samego pisarza, bo wspomina swoje chwile z dziadkiem, czasem to biografia przodka, bo spoglądamy na jego życie przez pryzmat tego co opisał w swoich wspomnieniach, momentami to znowuż taka historia rodzinna, bo w opowieści pojawiają się kolejne postacie jak pradziadkowie Hertmansa czy żona dziadka albo jego przyrodnie rodzeństwo.
Momentami, podobnie jak w "Wejściu", pisarz wchodzi w taki reportersko-osobisty styl, czyli tu idzie z synem do muzeum i widzi obraz, który kojarzy mu się z dziadkiem, innym razem wyrusza na poszukiwania grobu belgijskiego lotnika, tu znowu chodzi po mieście śladami swojego przodka. Hertmans gra tu na czułej i sentymentalnej nucie, dla mnie trochę aż za bardzo, w pewnym momencie zaczęło mnie to męczyć.
W mojej świadomości "Wojna i terpentyna" figurowała jako książka o pierwszej wojnie światowej. No i w końcu po po ponad stu pięćdziesięciu stronach dochodzimy do przeżyć pamiętnikarza z okresu Wielkiej Wojny. No i tu kilka motywów mnie zaciekawiło. Przede wszystkim raczej nie czytałem zbyt wiele o wojskach belgijskich podczas pierwszej wojny światowej, tutaj widzimy wojnę oczami właśnie belgijskiego świadka tych wydarzeń, który brał udział w bitwie nad Izerą i został kilkukrotnie ranny podczas konfliktu.
Kiedy na stronie 231 pada fraza, że "na froncie belgijskim nadal nic się nie dzieje", to trudno nie mieć skojarzeń z "Na zachodzie bez zmian" Remarque'a. Także tutaj widzimy widzimy beznadziejny obraz wojny, okopy, smród, odchody i śmierć czyhającą na każdym kroku. Parokrotnie przebija się myśl dziadka, że mają naprzeciw siebie wroga pozbawionego moralnych skrupułów, który prowadzi wojnę psychologiczną inną od tej, której uczono w koszarach. Bohater wyraźnie też akcentuje rozdźwięk między Walonami a Flamandami w belgijskiej armii i spowoduje także pewne rozczarowania dziadka autora już po wojnie. Takim interesującym motywem było też leczenie rannego pamiętnikarza i pobyt w Anglii podczas wojny.
Finalnie oceniam "Wojnę i terpentynę" jako nierówną. Część pokojowa jest trochę zbyt tkliwa dla mnie, chociaż doceniam pewne "migawki", że czytamy i nagle pojawia się jakiś obraz Van Dycka, Velazqueza czy Rembrandta albo nagle pojawiają się lody melonowe lub naga kobieta. Część wojenna wywarła już na mnie większe wrażenie, ale mówimy o jakiejś 1/3 całej treści, chociaż i tak warto sięgnąć po tę książkę, choćby dla tych stu paru stron poświęconym walkom we Flandrii.
Książka formą przypomina czytane ostatnio przeze mnie "Wejście" tegoż autora. Stefan Hertmans zagląda do pamiętników zmarłego dziadka i na tej podstawie tworzy narrację. To trochę autobiografia samego pisarza, bo wspomina swoje chwile z dziadkiem, czasem to biografia przodka, bo spoglądamy na jego życie przez pryzmat tego co opisał w swoich wspomnieniach, momentami to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to📓 Zeszyt z życia 📓
🎭 Gatunek: świadectwo Wielkiej Wojny / pamiętnik żołnierza + portret rodzinny + malarstwo jako ratunek
🌫️ Nastrój: błoto, żar i cisza po huku — a w domu: miłość, która nie pasuje do żadnej „ładnej” historii
🎧 Tryb czytania: rozdziałami — to nie jest powieść „z akcją”, tylko życiorys połamany na kawałki
⭐ Ocena: 7/10 — mocne świadectwo i poruszający los, choć nie zawsze równe literacko
📖 To książka o dziadku-żołnierzu, którego I wojna światowa przemieliła na zawsze — i o tym, co się dzieje później: kiedy człowiek żyje dalej, ale już w środku ma front. Najbardziej uderza ta ludzka, bezbronna komplikacja: pierwsza wielka miłość, a potem małżeństwo z jej siostrą — decyzja niby „życiowa”, a jednak tragiczna w swojej logice. I wreszcie malarstwo / terpentyna: nie „temat”, tylko mechanizm przetrwania, coś jak oddychanie po zatruciu dymem.
🎯 Co działa najmocniej 🎯
🪖 Wojna jako konkret: nie legenda, nie dekoracja — tylko brud, strach, rozkazy, przypadek, ciało.
❤️🩹 Miłość, która nie robi się „ładna”: zostaje w człowieku jak drzazga; potem jest życie, ale z tą drzazgą.
🎨 Sztuka jako tlen: farby, zapach, warsztat — czujesz, że malowanie to tu nie hobby, tylko sposób, żeby się nie rozsypać.
📓 Motyw zeszytów / zapisu: wnuk składa człowieka z notatek — i to dodaje tej historii uczciwości, bo ona jest „z odzysku”, z pamięci, z archiwum.
🪤 Co bywa słabsze 🪤
🔸 Momentami narracja bardziej się rozlewa niż tnie — są fragmenty, które niosą jak pocisk, i takie, które idą wolniej.
🔸 To jest świadectwo + rekonstrukcja: nie zawsze „trzyma” jednakowo, raczej faluje — mocne uderzenia przeplatane spokojem.
🧭 Dla kogo 🧭
Dla tych, którzy chcą poczuć Wielką Wojnę z pierwszej ręki, ale też zobaczyć, co się dzieje potem: jak trauma układa małżeństwo, dom, czułość, milczenie — i jak człowiek próbuje wrócić do świata pędzlem.
🔑 Clue 🔑
To nie jest książka o wojnie „wtedy”. To jest książka o wojnie, która zostaje „na zawsze” — i o tym, że czasem jedyną terapią jest farba i upór.
📓 Zeszyt z życia 📓
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🎭 Gatunek: świadectwo Wielkiej Wojny / pamiętnik żołnierza + portret rodzinny + malarstwo jako ratunek
🌫️ Nastrój: błoto, żar i cisza po huku — a w domu: miłość, która nie pasuje do żadnej „ładnej” historii
🎧 Tryb czytania: rozdziałami — to nie jest powieść „z akcją”, tylko życiorys połamany na kawałki
⭐ Ocena: 7/10 — mocne świadectwo i poruszający...
Przeszywająco wzruszające doświadczenie. To jedna z tych książek, która odciska się trwałym piętnem. Do dziś robi mi się ciepło na sercu na samo wspomnienie tej historii.
Przeszywająco wzruszające doświadczenie. To jedna z tych książek, która odciska się trwałym piętnem. Do dziś robi mi się ciepło na sercu na samo wspomnienie tej historii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie nie jest to wielkie literackie dzieło. Książka jest niejako "pomnikiem", pamięcią o historii, którą opowiada świadek tych zdarzeń z czasów I WŚ w swoich zapiskach. Z naszego punktu widzenia wydarzenia I WŚ nie wpływają literacko i nie zaszywają się nam w pamięci jak te opisujące II WŚ. Książka dobra, ale nie czyta się jej łatwo z jakimś rozmachem. Kolejny raz doświadczam przekonania, że żadna wojna nie jest dobra i powinniśmy z całych sił nie dopuścił aby się to ponownie zdarzyło.
Zdecydowanie nie jest to wielkie literackie dzieło. Książka jest niejako "pomnikiem", pamięcią o historii, którą opowiada świadek tych zdarzeń z czasów I WŚ w swoich zapiskach. Z naszego punktu widzenia wydarzenia I WŚ nie wpływają literacko i nie zaszywają się nam w pamięci jak te opisujące II WŚ. Książka dobra, ale nie czyta się jej łatwo z jakimś rozmachem. Kolejny raz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą powieści pisane dla zysku. Są powieści pisane dla upamiętnienia kogoś lub czegoś. Książka, o której Ci dzisiaj opowiem jest po prostu ciekawym, literackim pomnikiem jaki pisarz wystawił swojemu dziadkowi. To wspomnienia oparte o pamiętniki dziadka, o własne wspomnienia, o miejsca przez pisarza odwiedzone, a w których jego ukochany przodek przebywał. Ta powieść to historia niełatwego dzieciństwa jego dziadka. Brutalnej i trudnej walki w okopach w czasie II Wojny Światowej. Małżeństwa, rodzicielstwa i malarstwa, talentu, który jego dziadek po przodkach odziedziczył.
Choć jego dziadek zdobył liczne ordery, namalował wiele obrazów, był ranny. To nie był nikim sławnym, ale dla swojego wnuka był kimś wyjątkowym i w oczach pisarza zasłużył na to żeby upamiętnić go na kartach książki.
To nie jest książka, która odmieni Wasze życie czy wniesienie do Waszej mentalności coś wyjątkowego. Jednak przeczytać ją można. Bo z pewnością skłoni Was ona do refleksji nad tym co po nas pozostaje, refleksji między sztuką a wojną, między tworzeniem, a niszczeniem.
Są powieści pisane dla zysku. Są powieści pisane dla upamiętnienia kogoś lub czegoś. Książka, o której Ci dzisiaj opowiem jest po prostu ciekawym, literackim pomnikiem jaki pisarz wystawił swojemu dziadkowi. To wspomnienia oparte o pamiętniki dziadka, o własne wspomnienia, o miejsca przez pisarza odwiedzone, a w których jego ukochany przodek przebywał. Ta powieść to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo wciągającym „Wejściu” wiedziałem, że Hertmans nie może mnie zawieść.
W „Wojnie i terpentynie” spotykają się dwie tytułowe rzeki życia, a my błądzimy gdzieś myślami pomiędzy klasyką literatury, a olejnymi obrazami, wsłuchując się w opowieść wnuczka o odchodzącym dziadku i dziadka o przeciekającym mu przez ubrudzone wojennym pyłem dłonie życiu.
Hertmans z doskonale wyważonym spokojem dawkuje emocje, a czyni to tak subtelnie, że zapominamy, kto jest prawdziwym autorem tej opowieści. Bo to poznawanie kogoś na nowo; kiedy oddaje Urbainowi głos, staje się Urbainem. Czytając jego dzienniki, myśli (i pisze) tak jak on. Gdy dziadek opowiada o narodzinach wnuka, dochodzi do zaklętego i możliwego tylko w literaturze sprzężenia rzeczywistości z przeszłością i przyszłością jednocześnie. Twórca staje się częścią opowiadanej historii; związany nią, nie może wyjść poza zarys drogi, jaką zdążył już pokonać. Świadomy tego, może jedynie się przyglądać. I milczeć.
I o ile zawsze ujmujący jest mariaż piękna i brzydoty (sztuki i wojny),tak tu właśnie ta druga wychodzi zdecydowanie na plan pierwszy, bo wpływa na całe pokolenia. Opisy bitewnych pól, okopowych przyjaźni, śmierci zadawanej przypadkowo, bezsensownej i głupiej, sąsiadują ze wspomnieniami o ciszy i spokoju rodzinnego domu. Nieustannie towarzyszył mi w tej podróży duch Remarque’a, a nawet Sebastiana Barrego i jego najnowszej powieści „Tak daleko od domu”. Ale tej szpetocie, myśli na wieczność skażonej wspomnieniami złymi i strasznymi Hertmans przeciwstawia coś równie mocnego - pięknem zaklętym w kościelnych freskach i płótnem pokrytym farbą. Oto jedyna ucieczka przed makabrą tamtych odległych dni.
Kopie jeszcze głębiej i wśród przodków dziadka poszukuje prawdy o idei sztuki i tym, co przynosi ona odbiorcom i twórcom. Jest coś nostalgicznego i kasandrycznego w wyprawie w odnajdywaniu zapomnianego dzieła ojca Urbaina, ale jednocześnie coś, co przyprawia o zimny dreszcz. Co pozwala przypomnieć, że nic tak naprawdę nie jest wieczne, skoro przedmiot myśli i ludzkich rąk można tak łatwo zetrzeć w proch. Sztuka bywa wybawieniem ale tylko dla tego, który tworzył, bo spalał się wewnętrznym żarem z bólu i łez.
Wobec delikatności ludzkiego oddechu i kruchości warstewki farby pozostaje tylko pamięć, najlepiej jeśli jest zaklęta na kartkach pamiętnika. To słowa uratują nas od zapomnienia, a to krzepiąca myśl.
Przepiękna i wzruszająca. Z powodzeniem można ją zaliczyć do najlepszych książek o Wielkiej Wojnie. Czytajcie.
Świetny przekład Alicji Oczko.
Po wciągającym „Wejściu” wiedziałem, że Hertmans nie może mnie zawieść.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW „Wojnie i terpentynie” spotykają się dwie tytułowe rzeki życia, a my błądzimy gdzieś myślami pomiędzy klasyką literatury, a olejnymi obrazami, wsłuchując się w opowieść wnuczka o odchodzącym dziadku i dziadka o przeciekającym mu przez ubrudzone wojennym pyłem dłonie życiu.
Hertmans z doskonale...
Powieść "Wojna i terpentyna” to, owszem, powieść wojenna, ale zaledwie w 1/3 – pozostałe 2/3 wypełnia opowieść o rodzinie (głównie o dziadku i jego losach ukazanych od wczesnego dzieciństwa) oraz rozważania dotyczące roli pamięci, która dojrzewa w człowieku i niespodziewanie upomina się o swoje. To zabieg sprytny, który pomaga wczuć się w historię sprzed 100 lat – najpierw więc dostajemy prywatność, później dopiero obserwujemy miażdżącą machinę Wielkiej Historii.
Hertmans nie ukrywa siebie w książce – to proza wspomnieniowa, ilustrowana zdjęciami z prywatnych zbiorów, poświęcona najbliższej rodzinie pisarza (choć głównie generacji pradziadków i dziadków – rodzice są tu niemal zupełnie pominięci w łańcuchu pokoleń).
Książka dzieli się na trzy części: pierwszą wypełniają opowieści o dzieciństwie dziadka oraz o jego rodzicach. Druga część to pierwszoosobowa narracja samego dziadka (jest to oczywiście stylizacja Hertmansa, nie autentyk). Wreszcie trzecia część – najkrótsza – to już opowieść o powojennych losach dziadka.
Trzeba jeszcze dodać, że "Wojna i terpentyna” jest powieścią manifestacyjnie staroświecką na poziomie języka i stylu. Sporo tu estetyzacji, która jednak broni się, jeśli wziąć pod uwagę, że książka dotyczy "zwykłego estety”, dziadka-malarza, który do ostatnich swoich dni potrafił zachwycić się światem, płacząc np. nad pięknem dostrzeżonego kwiatu. W powieści frontowej, gdzie w okopach ludzie robiąc pod siebie, piekli z głodu szczury, znajdziemy więc takie choćby zdania: "Nie mogłem zasnąć. Widziałem, jak twarze śpiących przy delikatnym świetle żołnierzy wyglądały, jakby były koloru miedzi, z ciepłym odcieniem, który można dostrzec na obrazach Goi”.
Powieść "Wojna i terpentyna” to, owszem, powieść wojenna, ale zaledwie w 1/3 – pozostałe 2/3 wypełnia opowieść o rodzinie (głównie o dziadku i jego losach ukazanych od wczesnego dzieciństwa) oraz rozważania dotyczące roli pamięci, która dojrzewa w człowieku i niespodziewanie upomina się o swoje. To zabieg sprytny, który pomaga wczuć się w historię sprzed 100 lat – najpierw...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniale zaczął się dla mnie ten literacki rok.
"Wojna i terpentyna" to kolejne odkrycie, choć tym razem nie zaskoczenie, bo o tej powieści czytałem wiele dobrego. I się nie zawiodłem.
Jest to powieść sebaldowska w swoim stylu i to nie tylko dzięki ilustracjom, ale przede wszystkim dzięki jej melancholicznej intymności. Pewnego rodzaju bliskości, którą osiągamy zarówno z narratorem, w który tożsamy jest z autorem, jak i z jego bohaterem.
A w dodatku jest to piękna powieść o tej pierwszej wielkiej wojnie. My w Polsce o niej prawie zapominamy, bo żyjemy tą drugą wojną. Jest to więc kolejny powód, żeby po tę książkę sięgnąć. Jest to również powieść o tym, co wojna robi z człowiekiem i jak tę wojnę przeżywa już po jej zakończeniu.
Wspaniale zaczął się dla mnie ten literacki rok.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wojna i terpentyna" to kolejne odkrycie, choć tym razem nie zaskoczenie, bo o tej powieści czytałem wiele dobrego. I się nie zawiodłem.
Jest to powieść sebaldowska w swoim stylu i to nie tylko dzięki ilustracjom, ale przede wszystkim dzięki jej melancholicznej intymności. Pewnego rodzaju bliskości, którą osiągamy zarówno z...
Powieść pisana przez autora dla samego autora, ale jednocześnie jest w niej coś takiego, że czytelnik płynie tym nurtem podziwiając widoki.
Brakuje takich książek
Powieść pisana przez autora dla samego autora, ale jednocześnie jest w niej coś takiego, że czytelnik płynie tym nurtem podziwiając widoki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrakuje takich książek