Wojna i terpentyna

Okładka książki Wojna i terpentyna Stefan Hertmans Patronat LC
Nominacja w plebiscycie 2015
Okładka książki Wojna i terpentyna
Stefan Hertmans Wydawnictwo: Marginesy literatura piękna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
Oorlog en terpentijn
Wydawnictwo:
Marginesy
Data wydania:
2015-09-23
Data 1. wyd. pol.:
2015-09-23
Data 1. wydania:
2017-05-04
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364700934
Tłumacz:
Alicja Oczko
Tagi:
artysta I wojna światowa kobieta małżeństwo mężczyzna miłość poszukiwanie sensu życia powieść biograficzna przemoc rodzina samotność strach śmierć wspomnienia żołnierz
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Życie dziadka Urbaina


Link do recenzji

4018 120 152

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
326 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
547
95

Na półkach:

„Wojna i terpentyna”, Stefana Hertmansa, to wyjątkowa i piękna powieść. A wyjątkowa jest na kilka sposobów. Przede wszystkim książka ta ma dwóch autorów, a najważniejszym wcale nie jest Stefan Hertmans. Znaczna część jej objętości to spisane przez dziadka autora, a zarazem głównego bohatera powieści, Urbaina Martiena, wspomnienia z czasów swojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Opisywane już po latach, gdy był starszym człowiekiem, są przepięknym przykładem pamiętnikarstwa i wielce udanej retrospekcji. Wydarzenia i postacie opisywane przez Urbaina są wciąż żywe, zupełnie tak, jakby wcale nie miały miejsca ponad 100 lat temu. Niemal poczuć można zapach farb i starych kościelnych murów, które towarzyszyły mu przez całe dzieciństwo; poczuć można smród gnijących ciał belgijskich żołnierzy, którzy po raz kolejny wpadli w niemiecką zasadzkę, gdy oddział Martiena walczył na zachodnim froncie I wojny światowej.

Wspomnienia z czasów wojny są o tyle straszliwsze, gdy dowiadujemy się w jakich miejscach i bitwach brał udział sierżant Martien. Zasadzka w lesie Schiplacken, która zdziesiątkowała belgijskie wojsko, czy bitwa nad rzeką Izerą, znana dzisiaj jako I bitwa pod Ypres. Wojna przepełniona takim okrucieństwem, prowadzona na tak wielką skalę, tak długotrwała i wyniszczająca, była pierwszą tego typu. Mimo tego Martien potrafił po latach wyjątkowo pięknym, plastycznym i poetyckim językiem pisać nawet o brudzie okopów, lejącej się krwi i moczu, o padających na płasko kolegach, którzy chcieli po wielu dniach czołgania się podbiec kawałek, by nie tracić czasu. I tracili go całkowicie.

Stefan Hermans uzupełnia opowieści dziadka o swoje własne, ze starszym mężczyzną związane. Rozmawia o dziadku ze swoim ojcem, wyciąga z pamięci wspomnienia ze swojego dzieciństwa, analizuje dziadkowe zapiski i wyrusza w kolejne miejsca na mapie Belgii, czy samemu stanąć tam, gdzie kiedyś stał jego dziadek. Gdzie walczył, gdzie umierał, niewidzialną siłą podtrzymywany przy życiu. Gdzie płodził dzieci, kochając co prawda swoją żonę, lecz miłością wtórną, bo tę pierwszą, największą, oddał ślicznej Marii Emelii, przypominającej jego matkę.

Te dwie osobiste relacje, historie oddzielone od siebie o wiele dekad, z dwóch zupełnie odmiennych światów i rzeczywistości, chociaż oplecione wokół jednego pnia, tworzą wspaniałą całość. W „Wojnie i terpentynie” znajdziemy właśnie to, co zdradza nam tytuł. Wciągające frontowe historie, fakty z wojny w Polsce mimo wszystko słabo znanej, a która dla Belgów jest tym samym, czym dla Polaków II wojna światowa. Do tego mnóstwo flamandzkiego malarstwa, pełnego szczegółów i zachwycającego dzisiaj cały świat. Oraz piękne miłosne historie, dziś coraz rzadziej spotykane.

Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam do siebie - https://kulturalnynihilista.pl/wojna-i-terpentyna-stefan-hertmans-belgia-cz-13/

„Wojna i terpentyna”, Stefana Hertmansa, to wyjątkowa i piękna powieść. A wyjątkowa jest na kilka sposobów. Przede wszystkim książka ta ma dwóch autorów, a najważniejszym wcale nie jest Stefan Hertmans. Znaczna część jej objętości to spisane przez dziadka autora, a zarazem głównego bohatera powieści, Urbaina Martiena, wspomnienia z czasów swojego dzieciństwa i wczesnej...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
391
21

Na półkach: , ,

Mam w sobie dużo przychylności do takich książek, dlatego też z przyjemnością je czytam, a potem oceniam wysoko. Z jednej strony jest w niej czuła wrażliwość na człowieka, na sztukę, na przełamywanie ograniczeń. Z drugiej strony utrwala coś więcej - życie w konkretnym czasie i przestrzeni. Co do tego drugiego, oczywiście, odczytanie społecznych i politycznych niuansów wymagałoby większej wiedzy historycznej, stąd tutaj miałam momentami wrażenie niedosytu (to nie zarzut do powieści, a raczej własna chęć dalszego zainteresowania się historią regionu).

W pierwszej części książki, dotyczącej okresu dzieciństwa głównego bohatera - ubogiego chłopca z flandryjskiego miasteczka na przełomie 19/20 wieku - stylistyka "uplastycznienia" opisów życia, zwyczajów czy relacji międzyludzkich nadaje melancholijno-magicznego wymiaru powieści. Miałam wrażenie, jakbym oglądała świat przedstawiony w formie utrwalonych obrazów (mieszanka sentymentalizmu i realizmu), tj. niczym albumy z malarstwem niderlandzkim i całą jego manierą skupienia na życiu codziennym, utrwaleniem scen z życia rodzinnego, panoramy burżuazyjno-kupieckiego miasta. Doceniam precyzję w przelaniu obrazu na słowa, choć czasem miałam poczucie nadmiaru wyszukanych detali otoczenia.

Z kolei druga część powieści dotyczy wspomnień głównego bohatera z okresu pierwszej wojny światowej, w tym regionie Europy dużo ważniejszej niż druga wojna światowa. W tym kontekście, siłą przyciągającą tej części jest jej autentyczność. Opis świata przeszłego, dziedzictwo wojny wraz całym inwentarzem emocjonalnym nie są wyobraźnią i wrażliwością autora, a zapisem wspomnień Urbaina, Flamandczyka, żołnierza w pierwszej wojny światowej (tutaj też zmienia się konwencja z narratora trzecioosobowego na narratora pierwszoosobowego). Z jednej strony, klimat ten wpisuje się w znane nam już z literatury anty-wojenne powieści (na czele z krótką a jakże miażdżącą 'Na Zachodzie bez zmian'), jednocześnie ma swoją wartość dodaną. Po pierwsze, pomimo całej brutalności i dehumanizacji jakie niesie wojna - we wspomnieniach Urbaina jest również miejsce na ciepło, nadzieję, miłość. Bez ckliwości, bez wielkich gestów. Po prostu ciepło serca. Po drugie, zwłaszcza dla czytelnika polskiego, historia ta poszerza nam wiedzę nie tylko o samej wojnie, ale też o konkretnym doświadczeniu żołnierzy belgijskich i frontu zachodniego, o którym - jak przypuszczam - wciąż wiemy trochę za mało (ciekawa perspektywa niskiego morale żołnierzy belgijskich podzielonych między francuskojęzyczną elitę oficerską a niderlandzkojęzyczną dyskryminowaną mniejszość).

Polecam bardzo, bo o dobrych książkach trzeba mówić.

Mam w sobie dużo przychylności do takich książek, dlatego też z przyjemnością je czytam, a potem oceniam wysoko. Z jednej strony jest w niej czuła wrażliwość na człowieka, na sztukę, na przełamywanie ograniczeń. Z drugiej strony utrwala coś więcej - życie w konkretnym czasie i przestrzeni. Co do tego drugiego, oczywiście, odczytanie społecznych i politycznych niuansów...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
914
420

Na półkach:

Nieczęsto udaje mi się trafić na takie literackie perełki. Stefan Hertmans wiele lat temu otrzymał od dziadka zeszyty z zapisem wspomnień – głównie dotyczących dzieciństwa i I wojny światowej. Długo leżały ona zapomniane, aż w końcu Autor dojrzał do decyzji o ich przeczytaniu i spisaniu historii Urbaina Martiena.

Przejmująca jest to historia, pełna smutku i strat. Całość „Wojny i terpentyny” podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich, dość chaotyczna, stanowi wstęp do głównej opowieści. Autor wspomina swojego dziadka, pisze o swoich relacjach z nim, jest to też popis erudycyjny Hertmansa, którego pradziadek był malarzem, podobnie dziadek – który był kopistą. Mamy więc odniesienia do wielkich dzieł czy do samego procesu twórczego.

Druga część – poświęcona wielkiej wojnie. Sugestywna, poruszająca i – przede wszystkim – przerażająca. Nieupiększona, nieupudrowana, nieskalana fałszywymi nutami. Chwilami sama czułam brud okopów, smród ekskrementów pomieszany z zapachem krwi.

Trzecia część to wszystko to, co było „potem”. Powraca luźna opowieść, lekki chaos, odniesienia do sztuki.

„Wojna i terpentyna” to bardzo mądra książka, Autorowi udało się kilka trafnych diagnoz, jak ta o kondycji współczesnego człowieka (w książce odniesienie do Arthura Schopenhauera):

„[…] niezłomne, wielkie osobowości, o których mówimy, że już nie istnieją, ponieważ życie utraciło spartańską powściągliwość konieczną, by takie temperamenty mogły dojrzewać i się rozwijać”*.

I wojna światowa staje się u Autora cezurą, po której nie można już mówić o jakimkolwiek etosie żołnierza, czasem w którym młodzi mężczyźni byli wykorzystywani jako mięso armatnie.

Urbain Martien – zapomniany bohater – człowiek, który dużo przeszedł, jawi mi się jako wzór, przedstawiciel generacji, której już nie ma. Jego historia pozbawiona jest taniej sensacji, która ma na celu wywołanie łatwych wzruszeń. Książka warta docenienia i przeczytania.

* S. Hertmans, Wojna i terpentyna, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015, s. 28.

Nieczęsto udaje mi się trafić na takie literackie perełki. Stefan Hertmans wiele lat temu otrzymał od dziadka zeszyty z zapisem wspomnień – głównie dotyczących dzieciństwa i I wojny światowej. Długo leżały ona zapomniane, aż w końcu Autor dojrzał do decyzji o ich przeczytaniu i spisaniu historii Urbaina Martiena.

Przejmująca jest to historia, pełna smutku i strat. Całość...

więcej Pokaż mimo to

100
Reklama
avatar
1715
424

Na półkach:

Dobrze się to czyta!
Historia walońskiego żołnierza pretendującego do bycia artystą malarzem. Jego historię poznajemy dzięki jego wnukowi, któremu - u schyłku życia - podarował swoje spisane wspomnienia. Ujmujące, trudne życie młodego, wrażliwego człowieka, który wbrew statusowi społecznemu chciał realizować swoje marzenia.
Szczególnie dojmująco opisana I wojna światowa widziana oczami młodego - zaledwie 20-letniego sierżanta -z jej bezsensem, brutalnością, bezwzględnością i okropnymi wynaturzeniami. Choćby dlatego warto przeczytać "Wojnę i terpentynę" Stefana Hertmansa.

Dobrze się to czyta!
Historia walońskiego żołnierza pretendującego do bycia artystą malarzem. Jego historię poznajemy dzięki jego wnukowi, któremu - u schyłku życia - podarował swoje spisane wspomnienia. Ujmujące, trudne życie młodego, wrażliwego człowieka, który wbrew statusowi społecznemu chciał realizować swoje marzenia.
Szczególnie dojmująco opisana I wojna światowa...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
36
30

Na półkach:

Książka dobra, czyta się dobrze i przyjemnie. POLECAM TYM KTÓRZY WZIELI ŚLUB Z ROZSĄDKU. Świadectwo pierwszej wojny światowej. Co mnie przekonało do tej książki to wywiad udzielony przez autora radiowej dwójce, który słuchałem o północy w czasie jazdy samochodem oraz mieugięta postawa i twarde zasady moralne głównego bohatera, który pomimo wszystkiego robił to co należy według niego oczywiście.

Książka dobra, czyta się dobrze i przyjemnie. POLECAM TYM KTÓRZY WZIELI ŚLUB Z ROZSĄDKU. Świadectwo pierwszej wojny światowej. Co mnie przekonało do tej książki to wywiad udzielony przez autora radiowej dwójce, który słuchałem o północy w czasie jazdy samochodem oraz mieugięta postawa i twarde zasady moralne głównego bohatera, który pomimo wszystkiego robił to co należy...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
2140
207

Na półkach: , ,

Lubię takie melancholijnie snute historie. Gdy bohater przeżywa okropieństwa, o których nawet nam się nie śniło, lecz mimo to pozostaje człowiekiem. Smutnym, z dziurą w duszy, ale walczącym kolejne jutro. Dla bliskich, dla siebie. Dla nas.

Lubię takie melancholijnie snute historie. Gdy bohater przeżywa okropieństwa, o których nawet nam się nie śniło, lecz mimo to pozostaje człowiekiem. Smutnym, z dziurą w duszy, ale walczącym kolejne jutro. Dla bliskich, dla siebie. Dla nas.

Pokaż mimo to

1
avatar
336
290

Na półkach:

Dobra, szczególnie środkowa część o pierwszej wojnie światowej.
Nastaw się na monotonię i raczej żmudne przedzieranie się przez pierwszą i ostatnią część. Lektura sprawdzi się jako kolejna czytana w tym samym czasie książka, by oderwać się od głównej lektury.

Dobra, szczególnie środkowa część o pierwszej wojnie światowej.
Nastaw się na monotonię i raczej żmudne przedzieranie się przez pierwszą i ostatnią część. Lektura sprawdzi się jako kolejna czytana w tym samym czasie książka, by oderwać się od głównej lektury.

Pokaż mimo to

3
avatar
101
22

Na półkach:

nie kupiło mnie w tej książce to, o czym zapewniał autor- niesamowite ponoć więzi rodzinne. Kilka momentów związanych z rodziną wywołało we mnie wzruszenie, ale raczej nie za to doceniłabym tą pozycję. To, czym mnie zachwyciła to bardzo plastyczne dla wyobraźni, realistyczne opisy miejsc, ludzi, sytuacji. Opisy czynią z tej książki definicję literatury pięknej.

nie kupiło mnie w tej książce to, o czym zapewniał autor- niesamowite ponoć więzi rodzinne. Kilka momentów związanych z rodziną wywołało we mnie wzruszenie, ale raczej nie za to doceniłabym tą pozycję. To, czym mnie zachwyciła to bardzo plastyczne dla wyobraźni, realistyczne opisy miejsc, ludzi, sytuacji. Opisy czynią z tej książki definicję literatury pięknej.

Pokaż mimo to

1
avatar
1075
86

Na półkach: , , ,

Pełna czułości wobec rodziny i historii wielka opowieść o skromnym malarzu, dziadku Stefana Hertmansa. Autor podzielił swoje dzieło na trzy części - pierwsza i trzecia to przed i powojenne losy Urbaina opowiedziane słowami jego wnuka, natomiast druga stanowi oryginalne zapiski z notatników głównego bohatera, przywołujące jego wspomnienia z I wojny światowej. Jest to więc powieść zszyta ze słów dwóch pisarzy właściwie, dziadka i wnuka, już po śmierci tego pierwszego. Tym bardziej poruszająca, że prawdziwa.

Losy Urbaina są rozpięte między piekłem odlewni żeliwa (gdzie pracował jako podrostek) i okopów a niebiańską ciszą i spokojem kościołów, w których od dziecka towarzyszył swojemu ojcu (także malarzowi fresków) przy pracy, a potem sam tworzył. Jak każda porządna powieść, ta zaczyna się od dzieciństwa głównego bohatera, naznaczonego biedą i dorastaniem w wielodzietnej rodzinie. Hertmans pieczołowicie odtwarza Gandawę z początku XX wieku. Powojenna przyszłość Urbaina obraca się wokół niespełnionej, niedoczekanej miłości.

Hertmans z wielką delikatnością i umiarem odkopuje i odsłania przed czytelnikami warstwy tej rodzinnej historii. Pamiętając przy tym, że nie wszystkie zasłony da się zdjąć po latach (szczęśliwie tajemnica reprodukcji "Wenus z lustrem" wyjaśnia się).

"Nucąc, wychodzę ze starego cmentarza. W zapadającym zmierzchu, kiedy pozwalam adagio Edvarda Griega "Śmierć Azy" - tej niezrównanej muzyce żałobnej dla zmarłej matki - przepływać przeze mnie, widzę w wyobraźni olbrzymie stare cienie migoczące wysoko nade mną jak poświata na ścianach groty, osobliwie powiększone przez ogień, którego nie znam."

Pełna czułości wobec rodziny i historii wielka opowieść o skromnym malarzu, dziadku Stefana Hertmansa. Autor podzielił swoje dzieło na trzy części - pierwsza i trzecia to przed i powojenne losy Urbaina opowiedziane słowami jego wnuka, natomiast druga stanowi oryginalne zapiski z notatników głównego bohatera, przywołujące jego wspomnienia z I wojny światowej. Jest to więc...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
133
5

Na półkach:

Przejmujące wspomnienia Belgijskiego żołnierza frontu I Wojny Światowej, usystematyzowane i spisane przez jego wnuka - Stefana Hertmansa. Język nie emanuje przesadnym patosem, podczas gdy sama historia mogłaby posłużyć przy produkcji niejednego dramatu wojennego. Nienachalnie wzrusza, stopniowo pochłania opowiadając o świecie, który został zmieciony z powierzchni ziemi wraz z jego ideałami i wartościami; o straconym pokoleniu, które nigdy nie otrzymało prawa głosu; o wojnie, po której cywilizacja zachodnia już nigdy nie była taka sama.

Przejmujące wspomnienia Belgijskiego żołnierza frontu I Wojny Światowej, usystematyzowane i spisane przez jego wnuka - Stefana Hertmansa. Język nie emanuje przesadnym patosem, podczas gdy sama historia mogłaby posłużyć przy produkcji niejednego dramatu wojennego. Nienachalnie wzrusza, stopniowo pochłania opowiadając o świecie, który został zmieciony z powierzchni ziemi wraz...

więcej Pokaż mimo to

3

Cytaty

Więcej
Stefan Hertmans Wojna i terpentyna Zobacz więcej
Stefan Hertmans Wojna i terpentyna Zobacz więcej
Stefan Hertmans Wojna i terpentyna Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd