
Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993

- Kategoria:
- publicystyka literacka, eseje
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2009-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1990-01-01
- Liczba stron:
- 200
- Czas czytania
- 3 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324010837
Kup Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993
Taką perełkę znalazłam w bibliotece na półce "Nowości". Wydanie dla odmiany z roku 1990, drugie (pierwsze Kos Kraków w 1981),wydawnictwo a5 z Poznania, biało-czarna okładka z karykaturalnym rysunkiem. Zaczęłam czytać i nie mogłam się oderwać. Nie trzeba znać omawianych książek, sama recenzja, jej zamysł, styl i dowcip to olbrzymia przyjemność, samo prowadzenie przez ... autorów;) (Feliksa Trzymałkę i Szczęsnego Dzierżankiewicza) pozwala odetchnąć pełną piersią, odpocząć od oficjalnych dyskusji, programów i ustaw, i zatęsknić za ciągiem dalszym! Wybór najgorszych książek to wydania z lat 1975-1980, z podaniem autora, wydawnictwa i nakładu. Co ciekawe, zauważyłam tendencję do narzekania na brak papieru. Teraz już wiemy, że papieru jest pod dostatkiem a nawet więcej, właściwie to papier jest za darmo. Wystarczy porównać ceny książek elektronicznych z tradycyjnymi.
Oceny książki Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993
Poznaj innych czytelników
683 użytkowników ma tytuł Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993 na półkach głównych- Chcę przeczytać 435
- Przeczytane 244
- Teraz czytam 4
- Posiadam 43
- Chcę w prezencie 14
- Ulubione 13
- Literatura polska 6
- 2013 5
- Książki o książkach 4
- 2025 3
Tagi i tematy do książki Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993
Inne książki autora

Czytelnicy Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993 przeczytali również
Inne materiały dotyczące książki Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993

Cytaty z książki Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993
Tak że wszystko wiemy. Winni są szpiedzy, mniejszości narodowe oraz ci, co za dużo rozprawiają. No i cykliści, jak zwykle.
Tak że wszystko wiemy. Winni są szpiedzy, mniejszości narodowe oraz ci, co za dużo rozprawiają. No i cykliści, jak zwykle.
Lekarz, który pierwszy zobaczył trupa pod oknem, nie pozwolił mu ani chodzić, ani niczego dotykać, uznawszy, i słusznie, że to sprawa milicji.” (s. 6) Pewnie, z jakiej racji byle trup ma wyręczać milicję w chodzeniu i dotykaniu. „on do każdej, byle młoda, zęby szczerzył, albo i co innego jeszcze, co pan wiesz, a ja rozumiem” (s. 23). Natomiast my nie rozumiemy: co takiego bohater mógł jeszcze szczerzyć do pań, oprócz zębów?
Lekarz, który pierwszy zobaczył trupa pod oknem, nie pozwolił mu ani chodzić, ani niczego dotykać, uznawszy, i słusznie, że to sprawa milicj...
Rozwiń Zwiń(Recenzje) będą się opierać na najlepszych wzorach tendencyjności, napastliwości oraz całkowitego braku dobrego wychowania, z metod krytycznych w szczególnie częstym użyciu będzie bicie w słabiznę literacką, strzelanie w plecy (nawet jeśli autor ma je mocne) oraz wyrywanie zdań z kontekstu.
(Recenzje) będą się opierać na najlepszych wzorach tendencyjności, napastliwości oraz całkowitego braku dobrego wychowania, z metod krytyczn...
Rozwiń Zwiń
















































Opinie i dyskusje o książce Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. 1975-1980 i 1993
Cóż, albo mi gwałtowny atak malkontenctwa przytępił poczucie humoru (a na ogół bardzo lubię humor ironiczny),albo miałam zbyt wysokie oczekiwania, albo to naprawdę nie było aż tak szalenie zabawne.
Jest to z pewnością pozycja pouczająca w tym sensie, że pokazuje, że mityczne złote czasy polskiej literatury nigdy nie miały miejsca, a marne książki powstawały zawsze i pewnie zawsze będą powstawać. To w pewien sposób pocieszające. Poza tym, mądrego zawsze miło poczytać. Trzeba jednak zauważyć, że krytyka często z czysto literackiej skręca w stronę ideową czy polityczną. Można tu więc przeczytać o ewidentnych gniotach pisanych bez poszanowania dla logiki i zasad języka polskiego, ale często też za "najgorsze" uważane są książki, których główną wadą jest to, że pozytywną postacią był milicjant. Analizowane są nawet pozycje, które trudno uważać za pełnoprawne książki, jak np. broszury do użytku wewnątrzpartyjnego czy kalendarium rocznic.
Najbardziej chyba zaskoczyło mnie, jak bardzo krytycznie potraktowane zostały komiksy o Kajku i Kokoszu. Do tej pory wspominałam je raczej ciepło i nie dostrzegałam w nich tego, co punktuje pan Barańczak. Choć nie można odmówić mu racji, kiedy wskazuje np. na podobieństwa do serii o Asteriksie.
Cóż, albo mi gwałtowny atak malkontenctwa przytępił poczucie humoru (a na ogół bardzo lubię humor ironiczny),albo miałam zbyt wysokie oczekiwania, albo to naprawdę nie było aż tak szalenie zabawne.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to z pewnością pozycja pouczająca w tym sensie, że pokazuje, że mityczne złote czasy polskiej literatury nigdy nie miały miejsca, a marne książki powstawały zawsze i pewnie...
Można czytać jeszcze raz i jeszcze raz i nie nudzi się. Szczególnie pierwsze recenzje publikowane w oficjalnie wydawanym "Studencie", skrzą się finezyjnym dowcipem
i cieszą sztuczkami słownymi służącymi do omijania cenzury. Te późniejsze, wydawane w drugim obiegu, są ostrzejsze, bardziej zjadliwe i momentami wręcz trochę łopatologiczne. Niemniej jednak to nadal wspaniała lektura, która i cieszy i zmusza do refleksji nad sztuką zaprzęganą do roli konia pociągowego propagandy. Zdecydowanie warto!
Można czytać jeszcze raz i jeszcze raz i nie nudzi się. Szczególnie pierwsze recenzje publikowane w oficjalnie wydawanym "Studencie", skrzą się finezyjnym dowcipem
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toi cieszą sztuczkami słownymi służącymi do omijania cenzury. Te późniejsze, wydawane w drugim obiegu, są ostrzejsze, bardziej zjadliwe i momentami wręcz trochę łopatologiczne. Niemniej jednak to nadal wspaniała...
Mimo że książka jest krytyką grafomanii, niektórzy czytelnicy uznali ją za mało interesującą.
Mimo że książka jest krytyką grafomanii, niektórzy czytelnicy uznali ją za mało interesującą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłaba, pretensjonalna proza.
Słaba, pretensjonalna proza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam takie książki, które - raz przeczytane - służą mi inteligentnemu rozbawieniu w chwilach obniżonego nastroju.
Należy do nich m.in. ta właśnie pozycja z lat 70. "Feliksa Trzymałki" i "Szczęsnego Dzierżankiewicza" (Barańczak tak zakamuflował przed peerelowską cenzurą że chodzi o Feliksa Dzierżyńskiego).
Przednią zabawę gwarantuje już ówczesny wstęp, że recenzje książek "milicyjnych" "będą się opierać na najlepszych wzorach tendencyjności, napastliwości oraz całkowitego braku dobrego wychowania, z metod krytycznych w szczególnie częstym użyciu będzie bicie w słabiznę literacką, strzelanie w plecy (nawet jeśli autor ma je mocne) oraz wyrywanie zdań z kontekstu".
A oto najlepsze fragmenty solennie spełniające te zapowiedzi:
- "W powieści pojawia się dwukrotnie (za każdym razem trochę bez sensu) słowo "defenestrować", które jak wiadomo oznacza "wyrzucić kogoś lub coś za okno". Chcieliśmy już to zrobić z opisywaną książką, ale powstrzymaliśmy się w ostatniej chwili. Nasze okno wychodzi na ruchliwą ulicę i taka cegła, spadając, mogłaby zrobić komuś krzywdę".
- "Jedyną innowacją jest postać zbrodniarza-przygłupa, który łazi za samotnymi kobietami, po czym w ciemnej uliczce rzuca się na nie i łapie za biust. Tego jeszcze w polskich kryminałach jeszcze nie było. Jeżeli już ktoś w nich kogoś łapał, to raczej milicja zbrodniarza. I nigdy za biust!"
- "Zamęt czujemy, gdy czytamy, że autor - uwaga, uwaga - własnym kluczem otwiera boczne drzwi w budynku zachodnioniemieckiej agencji wywiadu. Jak to mamy rozumieć?"
We wstępie do pierwszego odcinka „Książek najgorszych" w „Studencie” w 1975 r. Barańczak uzasadniał rozpoczęcie tego cyklu nawiązaniem do przedwojennej felietonistyki Słonimskiego pod tym samym tytułem w „Wiadomościach Literackich” o osiągnięciach ówczesnej grafomanii. Pisał: „Jak wiadomo, i w tej dziedzinie uczyniono od czasów przedwojennych znaczny krok naprzód, toteż reaktywowanie tej rubryki wydaje nam się nakazem chwili”.
A od 1975 r. do dziś to już nie żaden krok, ale barani skok. I tylko pytanie, kto dziś mógłby tak cudownie - jak Nieodżałowany Mistrz nad peerelowską tandetą -, poznęcać się nad tym całym książkopodobnym chłamem, od którego pęcznieją sieciowe księgarnie, gdzie same „bestsellery” i „arcydzieła” typu Blanki czy innych mrożących producentów zaczernionego papieru....
Mam takie książki, które - raz przeczytane - służą mi inteligentnemu rozbawieniu w chwilach obniżonego nastroju.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNależy do nich m.in. ta właśnie pozycja z lat 70. "Feliksa Trzymałki" i "Szczęsnego Dzierżankiewicza" (Barańczak tak zakamuflował przed peerelowską cenzurą że chodzi o Feliksa Dzierżyńskiego).
Przednią zabawę gwarantuje już ówczesny wstęp, że recenzje książek...
Barańczak z właściwą sobie ironią i erudycją celnie obnaża absurdy PRL-owskiej literatury "zaangażowanej" i punktuje siermiężność lichych wytworów literackich. Szczególnie aktualna pozycja dziś - w czasach rządów partii, która folguje podobnym ideałom kulturowym. Ku przestrodze.
Barańczak z właściwą sobie ironią i erudycją celnie obnaża absurdy PRL-owskiej literatury "zaangażowanej" i punktuje siermiężność lichych wytworów literackich. Szczególnie aktualna pozycja dziś - w czasach rządów partii, która folguje podobnym ideałom kulturowym. Ku przestrodze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy krytyk może skrytykować krytyka? Otóż tak, ale nie tym razem.
Stanisław Barańczak zaledwie na przestrzeni 193 stron serwuje nam kupę wyrafinowanego śmiechu związanego z czymś tak bardzo (chociażby w dzisiejszych czasach) powszechnym – grafomanią.
Ten zbiór pamfletów krytycznoliterackich rzuca nam światło na literaturę niegdyś powszechną. Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz (sprytnie, panie Stanisławie) rewizjonują 30 nowości książkowych o nakładzie ponad dwóch milionów egzemplarzy. Są to głównie powieści kryminalne, ale nie zabraknie tu także tomików poezji bądź komiksów, których rolą było zaspokajanie ludności PRL-u tanią sensacją i mało ambitnym wątkiem romantycznym. Ukazują jak bardzo, twórczość znanych i lubianych artystów takich jak Jerzy Bronisławski, Anna Kłodzińska, Zygmunt Zeydler-Zborowski i wielu innych, podszyta jest banałem, monotematyzmem, niespójnością logiczną i co gorsza błędami językowo-stylistycznymi, które w zestawieniu z typowo charakterologicznymi postaciami i prostoliniową fabułą dają nam literaturę niskich lotów. Co gorsza, to wszystko na zlecenie państwowego mecenatu, który przyszywa jeszcze ideologiczną łatkę. Istna komedia! Hola, hola, to nie koniec! Barańczak powolutku, krok za krokiem, odsłania zepsute charaktery autorów ukryte pod płaszczem literatury. Punktuje Kłodzińską za niemałą zgryźliwość, która przejawia się w nazwaniu głównego bohatera nazwiskiem „Barańczak” przypisując mu homoseksualizm i bycie zboczeńcem. Zeydlera za pewien rodzaj samoistnej masturbacji do samego siebie, objawiającej się w obsadzeniu narratora samym autorem i przypisaniu mu cech (o ironio) takich jak inteligencja, skromność, błyskotliwość. Rosińskiego za fatalnie zrobiony komiks sportowy bazujący na tandetnym patriotyzmie w duchu zasady: „My dobrzy, oni źli”. Przykładów można szerzyć wiele, ale to nie jest główny cel przyświecający Stanisławowi. Istotą tej krytyki literackiej jest próba uwikłania tych lektur w pewien powtarzający się banalny schemat charakteryzujący całą twórczość literatury popularnej PRL-u, który z czasem może przydać się do późniejszej analizy. Chociaż nie wiem po co.
Czy krytyk może skrytykować krytyka? Otóż tak, ale nie tym razem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStanisław Barańczak zaledwie na przestrzeni 193 stron serwuje nam kupę wyrafinowanego śmiechu związanego z czymś tak bardzo (chociażby w dzisiejszych czasach) powszechnym – grafomanią.
Ten zbiór pamfletów krytycznoliterackich rzuca nam światło na literaturę niegdyś powszechną. Feliks Trzymałko i Szczęsny...
Przezabawne recenzje około 40 dzieł.
Jako pierwszy kryminał Heleny Sekuły „Piąta barwa asa”. „Lekarz, który pierwszy zobaczył trupa pod oknem, nie pozwolił mu ani chodzić, ani niczego dotykać, uznawszy, i słusznie, że to sprawa milicji.” Tak, zdanie wyrwane z kontekstu (co prawda, dodam, zajrzenie do książki i sprawdzenie sąsiednich zdań wyjaśnia nic, ten, któremu „lekarz nie pozwolił chodzić” wymieniony jest jakieś pół strony wcześniej). Komentarz Barańczaka „Pewnie, z jakiej racji byle trup ma wyręczać milicję w chodzeniu i dotykaniu.” (s. 19 wydania z 1990)
Udane połączenie wyrazów wydać też w innym kryminale: „Dwa telefony wystarczyły do ustalenia adresu krojczego firmy, która szyła zmarłemu garnitur. Była czwarta rano, kiedy obudzono go i przywieziono do kostnicy”, nie wiadomo, czy obudzono zmarłego, czy garnitur. (s. 60)
Poezyje Janusza Żernickiego „Bez zdarzeń”, połączenia słów w rodzaju „afrodyzjaku karier” bądź „interferencji arrasów”. „Pod adresem wydawnictwa, które zapewniło książce piękny niebieskawy papier i korzystną oprawę graficzną, mamy tylko pretensję o niedbałą korektę. W wersie na s. 53 na przykład, brzmiącym "prezentuj broń - runaway - ostry flag i gwiazd - ?!", dopuszczono się poważnego błędu. Wystarczyło chwilę się wmyśleć w zupełnie przecież oczywisty sens tego wersu, aby dostrzec, że poprawnie powinno być, rzecz jasna, nie "ostry flag i gwiazd", ale "ostryg flak i gwizd".” (s. 34)
:D
Po zajrzeniu do owego zbiorku widać, że tworzone jakby przez Elektrybałta z „Cyberiady” (choć Lem i tak napisałby lepiej)
„W kruszcach metale ostry miały dyżur
chichocząc grały w kości, na którego los padnie,
izotopy nerwowe nie wiadomo przed czym”
„przypływ ów, przypływ czarny jest afrodyzjakiem karier” czy
„Oto rozwarły się śluzy lata olśniewające
Trzech mężczyzn nad trzepoczącą bielizną oceanów
nad rozkręcającą się różą kontynentów
śledziło manometry i interferencje arrasów
na planecie, co hostią na czarny wschodziła nieboskłon
Ta część z nich, która była mną, wyła z nienawiści,
bo i we mnie ów dar jednoczenia ostrołukich myśli
w trajektorię modlitwy o człowieczy wymiar”
Inny poeta Jan Gałkowski początkowo rymował:
Śmiał się Franek pancerniak,
lśnił zębami z daleka,
gdy się przed jego czołgiem
rozstąpiła rzeka.
Później potrafił pisać nawet i bez rymów:
Oto
ustabilizowana społeczność
zamknięta
w funkcjach wegetatywnych,
dryfująca
po odcięciu swoich korzeni
w listkowatych formach,
pyszczkach rybich,
soczystych brązach
Sargassum (s. 25)
Ze zbioru wierszy Józefa Ozgi - Michalskiego „Do najjaśniejszej pani” (s. 53, komentarze Piratki)
„Nienaumyślnie w takim domu
fabuła twoja jest w zamęcie,
rudera pusta jak róg gromu
wygwizdującą swe sentencje”
(wygląda na wykolejenie związku zgody)
„Nasza sprawa - rzeszą pokoju
ośmielamy się błagać z naciskiem,
wolno idzie na kształt wołu
w międzydrożu dynamit z listem”
(ani rymu ani sensu)
„Wtedy w wiolinie tej idei
rzuconej z czoła i na płask
w pulsie ironii i nadziei
jeden potężny w niebo wrzask”
(tu i komentarz zbyteczny)
W kryminale „Tajemnica "Elizabeth Arden"” Urszuli Milc - Ziembińskiej zabójca został zdemaskowany głównie dzięki temu, iż „kpt. Czerwiński znalazł się przypadkiem w mieszkaniu pewnej pani, podszedł tam przypadkiem do półki z książkami, jedną z nich przypadkiem wyciągnął i zaczął wertować, po czym przypadkiem znalazł tam pewien list, który oczywiście natychmiast przeczytał, choć skądinąd list nie był do niego adresowany. Pod koniec powieści pojawia się nagle jakiś zagadkowy profesor Nowak, o którego istnieniu nie mieliśmy dotąd pojęcia i dokłada swej naukowej ręki do wyjaśnienia tajemnicy morderstwa. Zbędne byłoby dodawać, że zbrodniarzem okazuje się w końcu osoba, którą bez przerwy podejrzewaliśmy z przyczyny jej rozlatanych oczu i spoconych rąk ...” (s. 62)
Inny kryminał „Walizka z milionami”. „Specjalnością Jerzego Edigeya jest natomiast bezbarwność. Nikt tak jak on nie potrafi krwistemu mięsu kryminalnej intrygi nadać smaku przeżutego papier–maché. Zaczyna się to już od poziomu języka. Narrator Edigeya nie mówi. On skrzypi. Przemawia oschłym i zarazem pretensjonalnym językiem biurokratycznego sprawozdania, pozbawionym jakiejkolwiek ekspresji czy barwności, obojętne czy chodzi o opis zapalania papierosa przez majora Kaczanowskiego, czy o zdanie sprawy z wewnętrznych przeżyć mordercy (…) identycznym jak narrator, skrzypiącym i nudnym aż do mdłości językiem mówią wszyscy bohaterowie (...) Bezbarwność (...) nie ogranicza się do płaszczyzny języka, ale rozciągnięta zastaje z dużym wysiłkiem na cały świat przedstawiony. Powiadamy "z dużym wysiłkiem", albowiem doprawdy niemałego samozaparcia potrzeba, aby historia napadu na bank – choćby to był przaśno–swojski Spółdzielczy Bank Ludowy w Łowiczu – i następującego potem śledztwa opowiedziana została w sposób tak przytłaczająco nudny. Autor dba, aby żaden z bohaterów "Walizki z milionami" nie wyróżniał się niczym poza ewentualnie wzrostem i stopniem służbowym, oraz aby każdą fazę akcji dało się przewidzieć na co najmniej 50 stron przedtem . Rozwiązanie kryminalnej zagadki - o ile w ogóle takowa w tej powieści istnieje - jest oczywiste dla najmniej wprawnego odbiorcy już od strony 140 i przez pozostałe 115 stron można tylko zdumiewać się nieudolnoscią śledztwa...” (s. 43n)
„Koncert na kontrabas z towarzyszeniem lekkich skłonów”, recenzja jeszcze jednego kryminału „Strzału na dancingu” tegoż Edigeya : „nawet najmniej wprawny czytelnik po kilkunastu stronach zyskuje pewność, że w zabójstwie rolę odegrał pewien tajemniczy kontrabas. Nie wiadomo tylko, czy zbrodniarz strzelał ukryty za kontrabasem, pod kontrabasem, czy też we wnętrzu kontrabasu. A może kontrabas sam wystrzelił? Aby rozwikłać tę pasjonującą zagadkę, musimy przedrzeć się przez dwieście stron prozy Jerzego Edigeya, jak zwykle przypominającej konsystencją mamałygę z dodatkiem kleju stolarskiego.” (s. 65) „Milicjanci i prokuratorzy (…) nie wiadomo dlaczego bez przerwy uśmiechają się i kłaniają i to wyłącznie lekko. "Prokurator lekko skłonił głowę w kierunku porucznika" (34) "Funkcjonariusz milicji uśmiechnął się lekko i skłonił zebranym" (167) "Prokurator Repczyński lekko skłonił się prokuratorowi Ziemnemu" (192) "Porucznik lekko skłonił się w stronę koleżanki w czarnej sukni , która [koleżanka] uśmiechnęła się w odpowiedzi" (172)” (s. 66)
„Patrycja czyli o miłości i sztuce w środku nocy” Eugeniusza Kabatca napisana została tak, iż „nie nie wiadomo, czy przebywamy akurat na terenie snu, jawy czy jeszcze czego innego; ponadto w pewnym momencie narrator na skutek wypadku samochodowego zostaje stuknięty w głowę, co mu znakomicie ułatwia balansowanie na pograniczu realności i fantasmagorii.” (s. 67) „W powieści pojawia się dwukrotnie (i za każdym razem trochę bez sensu) słowo "defenestrować" (138, 188),co jak wiadomo oznacza wyrzucić kogoś lub coś za okno. Chcieliśmy to już zrobić z "Patrycją", ale powstrzymaliśmy się w ostatniej chwili. Nasze okno wychodzi na ruchliwą ulicę i taka cegła, spadając, mogłaby zrobić komuś krzywdę.” (s. 69)
Próbka owej powieści „plan najwcześniejszy, proscenium przychylne mi zwykle, zależne od mojej woli i moich kaprysów, wyobcowało się nagle, stanęło okoniem” a „jałowy paroksyzm odtoczył się koślawo, pozostawiając za sobą puste pole ciszy”.
„Eleganckie chrząkanie barona” („Sala pełna księżyców”) opowiedziane przez straszliwego gawędziarza, rozwlekle i do znudzenia. Widząc, że zaciekawienie odbiorcy słabnie, zamiast dać spokój, dodaje nowe szczegóły. Co prawda przynudza w książce, którą można zamknąć, cóż jednak ma zrobić nieszczęsny recenzent ? Na początku gawędziarz, chcąc być zapewne dowcipnym, opowiada, jak nabył samochód „gdy chwyciłem za klamkę i pociągnąłem, drzwi wypadły i przewróciły mnie na ziemię”. Żart stary jak świat, lecz gawędziarz zaczyna go ciągnąć, od samochodu zaczynają więc odpadać kolejne części, co podlega kolejnym szczegółowym opisom, nareszcie samochód, a raczej to, co z niego zostało, wylatuje w powietrze, ale to jeszcze nie koniec utworu. Następnie gawędziarz spotyka swoich starych znajomych, a są to hrabiowie i baronowie bądź piękne kobiety, jednak żaden z wątków nie zostaje należycie rozwinięty ani połączony z pozostałymi, jedynie zwracają uwagę zagadkowe zdania w rodzaju „baron chrząknął elegancko”. Jak należy chrząkać, żeby było elegancko ? (s. 64)
I tak dalej.
Na końcu prześmiewcze szkice o twórczości Artura Sandauera oraz enerdowskiego dramaturgia Heinera Müllera.
Wszystkiego nie da się streścić, trzeba przeczytać.
Przezabawne recenzje około 40 dzieł.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako pierwszy kryminał Heleny Sekuły „Piąta barwa asa”. „Lekarz, który pierwszy zobaczył trupa pod oknem, nie pozwolił mu ani chodzić, ani niczego dotykać, uznawszy, i słusznie, że to sprawa milicji.” Tak, zdanie wyrwane z kontekstu (co prawda, dodam, zajrzenie do książki i sprawdzenie sąsiednich zdań wyjaśnia nic, ten, któremu...
Nie sądziłem, że można się tak uśmiać przy lekturze zbioru pamfletów krytycznoliterackich! Stanisław Barańczak pod pseudonimem duetu Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz na łamach pisma drugoobiegowego wyśmiewał literackie produkty kultury masowej Polski ludowej, które miały dwojaką funkcję: z jednej strony zaspokajać zapotrzebowanie na tanią, popkulturową i sensacyjną rozrywkę, a z drugiej - propagować słuszne w mniemaniu władzy komunistycznej postawy. I tak zrodziła się charakterystyczna dla popkultury PRL powieść milicyjna wydawana w stutysięcznych (albo i większych) nakładach. Dzisiaj, mało kto już pamięta o książkach recenzowanych przez Barańczaka. I słusznie. Trzymałko & Dzierżankiewicz bezwzględnie wytykają elementarne błędy gramatyczne, składniowe i ortograficzne, obnażają miałkość fabuł i żerowanie autorów na niskich instynktach, punktują jednowymiarowość i sztampowość postaci, podkreślają przewidywalność zwrotów akcji i oderwanie od realiów, które miały rzekomo opisywać. Postacie przewijające się na stronach omawianych książek wydają się być produkowane przez pisarzy wręcz taśmowo. Bohaterowie negatywni z reguły mają nieprzyjemne oblicze i są typowymi wrogami rodem z propagandy PRL (szpieg CIA, były volksdeutsch, reakcjonista, element klasowo podejrzany, itp., itd.),a czoła stawiają im niezmiernie męscy (i gardzący często nie dość męskimi postaciami z drugiego planu),uczynni i prawi przedstawicie służb mundurowych wywodzący się z warstw ludowych (zauważyć należy, że kobiety zdecydowanie rzadziej protagonistkami). Autor z nadzwyczajną spostrzegawczością wyłuskuje powtarzające się sztampy i motywy bezlitośnie obśmiewa grafomanię wydawanych głównie przez Ministerstwo Obrony Narodowej książek. Barańczak z rzadka poświęca uwagę również innym produktom literatury niewysokich lotów: tomikom poezji, zbiorom pieśni, kalendarzom świąt (pozwalającym uczcić takie święta, jak Dzień Odlewnika, czy Dzień Jedności Afryki),czy scenariuszom akademii. Na osobną uwagę zasługuje tekst poświęcony roli w propagandzie PRL czasopisma z komiksami „Relax.”
Ten tytuł, oprócz niewątpliwych przyjemności wypływających z lektury pełnych inteligentnego humoru celnych uwag, ma również inną wartość – jest świetną charakterystyką literatury popularnej PRL lat siedemdziesiątych i ewentualnym punktem wyjścia do dalszych analiz.
Wydanie, które czytałem – z 1990 r. – ma również drugą część, zdecydowanie poważniejszą, będącą już rozbudowaną polemiką z postawami literatów Artura Sandauera i Heinera Mullera. Kontrastuje ona z lekkością pierwszej części, lecz dobrze się wpisuje w opowieść o roli pisarza w propagandzie komunistycznej, tym razem już nie grafomana.
Nie sądziłem, że można się tak uśmiać przy lekturze zbioru pamfletów krytycznoliterackich! Stanisław Barańczak pod pseudonimem duetu Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz na łamach pisma drugoobiegowego wyśmiewał literackie produkty kultury masowej Polski ludowej, które miały dwojaką funkcję: z jednej strony zaspokajać zapotrzebowanie na tanią, popkulturową i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż od dłuższego czasu jestem zakochana we wszelakich formach twórczości Stanisława Barańczaka. "Książki najgorsze" jeszcze bardziej tę miłość rozpaliły. Dawno nie czytałam czegoś, przy czym tak głośno i szczerze bym się śmiała. A potem wciągnęłam w to jeszcze tatę i brata. Myślę, że warto zapoznać się z taką lekturą, zwłaszcza, jeśli sami chcemy pisać - przecież dzięki temu dowiadujemy się, jakich błędów nie popełniać. Chociaż to chyba już powinniśmy wiedzieć ;)
Druga część książki jest bardziej poważna. Krytykuje przede wszystkim komunistyczną propagandę. Różni się znacząco od tej pierwszej - rozrywkowej i zabawnej. Ale obie naprawdę bardzo przypadły mi do gustu.
Wiwat Barańczak!
Już od dłuższego czasu jestem zakochana we wszelakich formach twórczości Stanisława Barańczaka. "Książki najgorsze" jeszcze bardziej tę miłość rozpaliły. Dawno nie czytałam czegoś, przy czym tak głośno i szczerze bym się śmiała. A potem wciągnęłam w to jeszcze tatę i brata. Myślę, że warto zapoznać się z taką lekturą, zwłaszcza, jeśli sami chcemy pisać - przecież dzięki...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to