Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie

Okładka książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie autora Anna Romaniuk, 9788377056950
Okładka książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie
Anna Romaniuk Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN biografia, autobiografia, pamiętnik
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2014-10-20
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-20
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377056950
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie

Średnia ocen
6,9 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie

avatar
257
80

Na półkach:

Zebrane w tej książce świadectwa Utrwalają we mnie młodzieńczy I narastający przez lata podziw dla Herberta. Nie tylko dla tego, co napisał, lecz dla całej jego postawy, która zwraca nas ku temu, co istotne w naszej kulturze I cywilizacji. Pokazuje nie tylko skąd wyrastamy, ale także, gdzie szukać ocalenia i źródeł.

Zebrane w tej książce świadectwa Utrwalają we mnie młodzieńczy I narastający przez lata podziw dla Herberta. Nie tylko dla tego, co napisał, lecz dla całej jego postawy, która zwraca nas ku temu, co istotne w naszej kulturze I cywilizacji. Pokazuje nie tylko skąd wyrastamy, ale także, gdzie szukać ocalenia i źródeł.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
714
529

Na półkach: , ,

Sięgając po Wierność, mieć trzeba na uwadze rzecz jedną: to nie jest biografia. Nie da się, nie sposób z tej książki wyłowić czegoś, co można by uznać za chociażby mglisty kontur pełnej sylwetki Zbigniewa Herberta. Książka, złożona z ponad sześćdziesięciu wspomnień, przedstawia raczej mozaikę, archipelag rozrzuconych wysp, z których każda stara się opowiedzieć tę samą historię w swoim własnym języku.

Jedna historia w sześćdziesięciu czterech ustach, to tak naprawdę sześćdziesiąt cztery historie. Do postaci poety docieramy przez cały zastęp pośredników. Każdy z nich był świadkiem i uczestnikiem różnych okresów, w różnych miejscach, w różnych latach i w różnych okolicznościach się z Herbertem spotykał. Od osób najbliższych, żony, siostry, przyjaciół, przechodzimy przez tłum współpracowników, towarzyszów podróży i kolegów, kończymy zaś na ludziach, którzy zaledwie go mijali, zamieniali kilka zdań, kilka listów. Rozmaite są to wspomnienia.

Nie jest to zatem obraz spójny. Książka spięta w całość przez Annę Romaniuk, nie ma ambicji by stawać się biografią, czy choćby nawet jej próbą. To jest mozaika. Z resztą mozaiką jest każde patrzenie w przeszłość. Nie mamy bezpośredniego dostępu do rzeczy minionych – nawet w badaniu tych rzekomo najbliższych, pośredniczyć musi pamięć, ta zaś jest niepewna. Są jeszcze źródła, zapisy, pamiątki. Te, choć pewne, bywają jednak mnogie, często sprzeczne, często konkurujące o to, które najcelniej i najdosadniej odda prawdę. A co to jest Prawda?

Najbardziej chyba cenię w tej książce to, że jej autorka miała tę świadomość stania na dwu różnych nogach (jak dwie nogi Pana Cogito). Z jednej strony pamięta o niedoskonałości ludzkiej pamięci, z drugiej zaś o niepełności i fragmentaryczności źródeł. Do Herberta, centrum tych wspomnień, możemy się zatem jedynie zbliżać, pamiętając przy tym, że to nie jest droga prowadząca bezpośrednio do niego.

Wiele wspomnień powtarza się, przedstawia tę samą, zabawną, pełną życia, humoru i werwy postać, człowieka otwartego i wygadanego. Choć w trakcie lektury te skrawki wydawały się być najbardziej prozaiczne, zawierały bowiem niewiele szczegółów, czasem jakąś zabawną, wartą uwagi anegdotę, ale niewiele więcej, w końcowym obrazie robią coś ważnego: wydobywają poetę z marmuru. Moje wrażenia z lektury tych fragmentów, zgadzają się z zaskoczeniem wielu wspominających. Idąc na spotkanie z Herbertem, oczekiwali prawdziwego posągu, podniosłego, wielkiego i nieskazitelnego. Spotykali zaskakująco ciepłego, energicznego i zabawnego człowieka. A to niespodzianka!

Są też wspomnienia, które wchodzą głębiej. Dzieciństwo opisane przez siostrę, młodzieńczy romans w ustach uwiedzionej kobiety, kilka opisów kłótni z Miłoszem, kilka wyjątkowo ciepłych zetknięć (głównie z innymi poetami). Jest kilka ciężkich sprawozdań – wszak Herbert w ramach swego radykalizmu (tytułowej wierności) różne sądy wygłaszał, zrażając do siebie nieraz wieloletnich przyjaciół. Jest w końcu najdłuższe z wszystkich wspomnienie (jednocześnie warte największej uwagi),słowa wdowy po poecie, Katarzyny Herbertowej.

Jaka jest końcowa prawda tej książki? Nie ma takiej. Dostałem w ręce sześćdziesiąt cztery zeznania. Często sprzeczne, momentami gorzkie (choć ta gorycz zdarza się tu niezbyt często). I tak, jak pisała we wstępie autorka, chyba spina je wszystkie słowo „Wierność”. Osobiście najbardziej cenię sobie słowa pani Katarzyny i kilku poetów tutaj piszących, jest to jednak mój własny wybór tego, jaki obraz chcę widzieć. Na pewno nie ma tu zbyt wiele obiektywności.

Pisałem wcześniej o tych mniej i bardziej głębokich wspomnieniach. W żadnym jednak momencie nie zostaje przekroczona ostatnia granica, granica najważniejsza: sam Herbert, oraz to, co Herbert miał w głowie.

O dzieciństwie nie opowiadał prawie nigdy. Podobnie o swoim pisaniu. Mimo, że żona przyglądała mu się, ba, współuczestniczyła w tworzeniu, będąc pierwszym krytykiem, przepisującym później kolejne wiersze, ślizgała się jedynie po powierzchni. To była dla niej tajemnica. Kilka osób wspomina jego notatniki, kilka nawet do nich zaglądało, ktoś towarzyszył mu w wyprawach, ktoś rozmawiał z nim o poezji… Ale to wszystko powierzchnia. Nikt tam nie napisał, jak to się działo, że ten chłopak, a później mężczyzna, taki rezolutny, taki zabawny, z przeszłością raczej ciemną i charakterem ciężkim jak kamień… jak to się działo, że siadał przy biurku i pisał czystą jak kryształ harmonię? O tym nikt opowiedzieć nie umie.

Z każdym tekstem zbliżamy się więc, coraz bliżej, coraz bliżej. Gdy w końcu dociera się na miejsce i myśli, że to już tutaj… otwiera się drzwi, wchodzi do środka i zastaje pusty pokój i firankę powiewającą w otwartym oknie.


__________________________________
https://www.facebook.com/statekglupcow/

Sięgając po Wierność, mieć trzeba na uwadze rzecz jedną: to nie jest biografia. Nie da się, nie sposób z tej książki wyłowić czegoś, co można by uznać za chociażby mglisty kontur pełnej sylwetki Zbigniewa Herberta. Książka, złożona z ponad sześćdziesięciu wspomnień, przedstawia raczej mozaikę, archipelag rozrzuconych wysp, z których każda stara się opowiedzieć tę samą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
824
364

Na półkach:

Kłopotem tego typu publikacji jest nierówność poszczególnych fragmentów. Jest tutaj trochę naprawdę fajnych, ciekawych wspomnień związanych ze Zbigniewem Herbertem, ale jest też trochę kompletnie nic nie wnoszących, bardzo krótkich wstawek. Lepiej żeby, pozycja ta była krótsza, ale złożona z samych ciekawych wspomnień, niż tak napompowana trochę na siłę.

Kłopotem tego typu publikacji jest nierówność poszczególnych fragmentów. Jest tutaj trochę naprawdę fajnych, ciekawych wspomnień związanych ze Zbigniewem Herbertem, ale jest też trochę kompletnie nic nie wnoszących, bardzo krótkich wstawek. Lepiej żeby, pozycja ta była krótsza, ale złożona z samych ciekawych wspomnień, niż tak napompowana trochę na siłę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie na półkach głównych
  • 29
  • 22
  • 2
12 użytkowników ma tytuł Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie

Inne książki autora

Anna Romaniuk
Anna Romaniuk
Historyczka literatury, edytorka, krytyczka literacka. Od 2013 roku kierowniczka Zakładu Rękopisów Biblioteki Narodowej. Członkini jury Nagrody Literackiej m. st. Warszawy. Autorka książki Drobina białka. Motywy roślinne i zwierzęce w liryce Haliny Poświatowskiej. Opracowała tomy: Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku (2010),Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu (2012) oraz Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie (2014). Przygotowała także do wydania tom korespondencji Tadeusza Różewicza i Henryka Voglera (2018) oraz była współedytorką zbioru korespondencji Jarosława Iwaszkiewicza Listy do córek (2010). Publikowała m.in. na łamach „Nowych Książek”, „Zeszytów Literackich”, „Twórczości”, „Kwartalnika Artystycznego”, „Odry”, „Dekady Literackiej”, „Studium”, „Tygodnika Powszechnego”, „Czasu Kultury”. Stypendystka ministra kultury i dziedzictwa narodowego, ministra nauki i szkolnictwa wyższego, Funduszu Promocji Twórczości oraz Urzędu Miasta st. Warszawy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

O Czechowie Iwan Bunin
O Czechowie
Iwan Bunin
Urodzony w 1860 r. w Taganrogu, Antoni Pawłowicz Czechow, uznawany jest za jednego z najważniejszych klasyków literatury rosyjskiej, obok pisarzy takich jak Lew Tołstoj i Fiodor Dostojewski, choć w odróżnieniu od nich nigdy nie napisał „wielkiej epickiej powieści”. Wręcz przeciwnie, Czechow – czołowy nowelista i dramatopisarz rosyjski, uznawany jest za „mistrza małych form literackich”, spośród których te najbardziej znane polskiemu czytelnikowi to: Sala nr 6, Dama z pieskiem, Wiśniowy sad, Trzy siostry, Wujaszek Wania, Step. Tymczasem utwory zebrane autora złożyły się aż na 23 obszerne tomy. W 1895 r. Czechow poznał Iwana Aleksiejewicza Bunina, poetę i prozaika, pierwszego rosyjskiego noblistę, twórcę swoistej „szkoły buninowskiej” w literaturze. Znajomość z Buninem, pomimo sporej różnicy wieku między autorami (Antoni Pawłowicz był starszy od Bunina o 10 lat),z czasem przerodziła się w głęboką przyjaźń, która trwała aż do śmierci Czechowa. A właściwie – jeszcze dłużej, bowiem Bunin nawet po śmierci przyjaciela był częstym gościem w jego domu rodzinnym i pozostawał w zażyłych kontaktach z jego bliskimi. Owocem przyjaźni obojga autorów jest książka-wspomnienie autorstwa Bunina o znamiennym tytule – O Czechowie. Jest to ostatni utwór w dorobku Iwana Aleksiejewicza, niedokończony, będący swego rodzaju pożegnaniem z bliskim przyjacielem i uhonorowaniem jego działalności na polu literatury, a jednocześnie zwieńczeniem własnej literackiej kariery. Jest to także książka o czasie , który występuje w utworze jako bohater stojący na równi z wybitnymi pisarzami; uczniem i jego literackim (a raczej – życiowym) mentorem. Bunin spieszył się z ukończeniem książki, chciał uporządkować swoje wspomnienia; Nawet w okresie niesłychanie ciężkich cierpień z powodu astmy – ataki zdarzały się wiele razy dziennie – gdy tylko czuł się trochę lepiej, od nowa brał się do pracy nad własnymi książkami, przygotowując je do „wydania pośmiertnego” – jak sam mówił – i nad Czechowem. (…) W bezsenne noce – w ostatnim roku życia całkiem utracił sen – Iwan Aleksiejewicz robił notatki na skrawkach papieru, czasem nawet na pudełkach po papierosach: przypominał sobie rozmowy z Czechowem. Książka O Czechowie jest próbą zachowania pamięci o Antonie Pawłowiczu, jest swego rodzaju nieszablonową biografią wybitnej postaci, jest próbą rozliczenia się przez Bunina z własnego życia, jest – wreszcie – niezwykle cennym dokumentem, zapisem bieżącej epoki, materiałem ważnym dla rozwoju badań nad historią literatury rosyjskiej. W utworze pojawiają się fragmenty korespondencji, jaką Czechow prowadził z współczesnymi sobie literatami – Władimirę Korolenko, Wsiewołodem Garszynem (postać niezwykle ciekawa i tragiczna – pozostawił niewielki dorobek literacki, za to o wielkiej wartości),Aleksiejem Suworinem, Nikolajem Lejkinem. Rozmówcą Czechowa był także Lew Tołstoj, z którym łączyła go ogromna zażyłość, i o którym pisał: „Tołstoja znam, i to chyba nawet dobrze, i rozumiem każde poruszenie jego brwi, a jednak go lubię” . Obszerna korespondencja pozwala poznać zdanie Czechowa na temat innych twórców, m. in.: Turgieniewa (któremu nie szczędził słów krytyki w związku z Obłomowem),Gogola (którego podziwiał i szanował),Lejkina, Andriejewa. Czechow, przygotowując się do ostatniej drogi, skierował do Tieleszowa następujące słowa: „A Buninowi niech pan przekaże, żeby cały czas pisał. Będzie z niego poważny pisarz” . Swoim utworem Bunin potwierdził, iż był pilnym wychowankiem swojego nauczyciela. W książce pojawiają się wypisy z dziennika Czechowa, opisy jego codzienności, domu rodzinnego, drogi literackiej, podróży, które odbył (m. in. na Sachalin),choroby, a wreszcie – śmierci. Iwan Aleksijewicz pozostaje wierny prawdzie i rzetelnie kreśli portret przyjaciela: Czechow był poszukiwaczem skarbów, magiem, czarownikiem, zaklinaczem. Tym tłumaczy się jego wyjątkowy pociąg do śmierci, zgnilizny, rozkładu i wyzbycie się nadziei. Jedyną filozofią, z którą poważnie się liczył i wobec tego z poważnie z nią walczył Czechow – był pozytywistyczny materializm. Prawdziwym – i jedynym – bohaterem Czechowa jest człowiek pozbawiony nadziei. A jednak – mimo wielkiej przyjaźni, jaka łączyła literatów – Bunin pozostawał w nieświadomości wielkiego uczucia, jakie żywił jego przyjaciel do Lidii Aleksiejewny Awiłowej. O miłości, która przyszła za późno (Awiłowa, gdy poznała Czechowa, była już mężatką i miała dziecko) i połączyła największego rosyjskiego dramaturga oraz początkującą pisarkę, Bunin dowiedział się w momencie publikacji wspomnień Lidii Aleksiejewny, wydanych w 10 lat po jej śmierci. W książce O Czechowie przeczytać można obszerne fragmenty tychże wspomnień, zatytułowanych Czechow w moim życiu (ukazały się w książce Czechow we wspomnieniach swoich współczesnych),napisanych z niezwykłym polotem. Historia zakazanej miłości z literackim tłem jest naprawdę wzruszająca. Opis sceny balu maskowego przypomina kadr z filmu, należącego do gatunku dramatu historycznego, tymczasem nie ma podstaw, by wątpić w jej autentyczność. Głębokie i niespełnione uczucie pozostawiło również ślad w twórczości Czechowa, w utworze O miłości, a cytat z tegoż utworu stał się swoistym credo dwojga zakochanych – „Gdyby ci kiedykolwiek było potrzebne moje życie, przyjdź i weź je”. Na uwagę zasługuje także ten fragment utworu Bunina, w którym opisuje on pewien zwyczaj swojego nauczyciela – Czechow stemplował niektóre prywatne listy pieczęcią odziedziczoną po ojcu, na której widniała sentencja „Samotnemu cały świat pustynią”. Chociaż był to tylko swego rodzaju żart ze strony Antona Pawłowicza, to tkwi w tej anegdocie ziarenko prawdy – tak Czechow, jak i Bunin, pozostawali przez całe swoje życie indywidualistami, kroczącymi po pustyni życia. Świadectwem ich samotnej wędrówki jest ostatnia książka Bunina, O Czechowie.
Monika - awatar Monika
oceniła na79 lat temu
Korespondencja Artur Międzyrzecki
Korespondencja
Artur Międzyrzecki Zbigniew Herbert Julia Hartwig Katarzyna Herbert
Julia HARTWIG, Artur MIĘDZYRZECKI, Katarzyna i Zbigniew HERBERTOWIE - - "Korespondencja" Specjalnie podaję dokładnie "zawartość" okładki, bo nie akceptuję zmian poczynionych przez administrację LC. Chodzi mnie o podkreślenie ważności Julii Hartwig; to dzięki jej aneksowi, a przede wszystkim książce pt "Wybrańcy losu", ta korespondencja staje się czytelna. Dobrze jest również poznać przed lekturą: pozycję w opracowaniu Henryka Citko pt "Zbigniew Herbert - 'Herbert nieznany. Rozmowy.',". Napisałem "czytelna". Może, lecz nie dla dociekliwych. Dostaliśmy 166 listów z lat 1962- 1998 tzn 37 lat, statystycznie 4 -5 listów rocznie, czy inaczej patrząc 2 -3 listów rocznie z korespondującą odpowiedzią lub bez. Przy tak skąpym materiale najobszerniejsze przypisy nie pomogą. Przy całym moim szacunku i sympatii dla pierwszoplanowej postaci - Julii Hartwig i jej męża, autora niezapomnianego szlagieru "Trzej przyjaciele z boiska", nie można nie zauważyć, że listy wzbogacają naszą wiedzę o jednym z największych polskich poetów, nadzwyczaj trudnego w pożyciu. I na tym wątku się skupiam. Prawdziwa przyjaźń wymaga nie tylko odwagi w formułowaniu opinii o drugiej osobie, lecz i empatii i chęci zrozumienia. Powtórzmy fragment (o Herbercie) ze wspomnianych "Wybrańców losu": „Może tym, co czytują jego wiersze, nieobojętne będzie, że pisał je człowiek w życiu czuły, współczujący, ze wspaniałym poczuciem humoru, uważny wobec biegnącego życia i wzruszającej kruchości codziennych drobiazgów. Człowiek czasem nieznośny w chwilach ekscytacji.., ale choć trudny, zawsze bliski, którego się kocha i któremu wszystko się wybacza. W poczuciu, że obcowało się z kimś zupełnie niezwykłym”. Wzruszająca laurka, którą poszerzam słowami Julii Hartwig z "Aneksu" do omawianej korespondencji (s. 172): "...Ta podwójność natury Herberta, kociej i czarującej w kontaktach z ludźmi, również z tymi, których przy zaćmieniu części świadomości potrafi zelżyć i upokorzyć, stwarza pozory bolesnej dwuznaczności. Sprawcą jest zapewne choroba. Ale niechętnie dopuszczamy, że człowiekiem świadomym, i to tak świadomym, jak on, może rządzić demon, popychając go do słów obraźliwych i bolesnych, na które trudno znaleźć usprawiedliwienie...." Najbliższa przyjaciółka mówi o c h o r o b i e, ale zapewne nie jest nią astma. Nawet Słonimskiemu nie przepuścił: "...Potrafi też dotknąć ludzi, których szanował i z którymi był zaprzyjaźniony. Tak obraził kiedyś Antoniego S. Po jakiejś kolacji u nas...." Uczciwość i kompetencję Hartwig muszę wykorzystać, by raz jeszcze ukazać konflikt Miłosz - Herbert, mimo, iż ona ostrzega.... (s. 174) "..Dzieje tej przyjaźni - dramatyczne. Aż strach wchodzić w nią zbyt głęboko...." Nie ma wątpliwości, że Julia Hartwig jest do bólu uczciwa bolejąc nad Miłoszem, który....(s. 175): "....został zraniony przez Herberta, cierpiał, szukał przyczyny. Przecież to on przedstawił go Amerykanom, przekładał jego wiersze, pisał o nim pochwalne artykuły, bo szczerze tę poezję podziwiał. Spotkała go zdrada. Herbert obrzucił go najnikczemniejszymi zarzutami, odmówił mu polskości, spostponował go jako człowieka, zarzucił mu fałsz, interesowność i brak patriotyzmu, odsądził go od czci i wiary, nie tylko ogłaszając wiersz 'Chodasiewicz', mówił o nim najgorsze rzeczy w wywiadach, których udzielał w Polsce....." Czytam wywód Hartwig i płaczę, a ona wbija ostatni gwóźdź do trumny: "..Oczywiście, choroba... ...ale konflikt ma też charakter ambicjonalny - Herbert przecież wiedział, ile Miłoszowi zawdzięcza.. ...Początkowa wdzięczność i ubóstwienie zmieniły się w końcu w nienawiść..." Świadomie czy nie, ale Hartwig smaga też czytelników wywyższających H nad M (s. 176): " .. i choć talentem Herbert może nie ustępował Miłoszowi, ale ustępował mu zasięgiem obejmowanych horyzontów, jasnością umysłową, doświadczeniem przedwojennym, co wcale niebłahe. To, co Herbert nazywał patriotyzmem, było przejmowaniem tradycji martyrologicznej, od której uwolnił się Miłosz..." Tak to sprawa się ma, i lud sławi Herberta, a Miłoszowi zakłóca nawet uroczystości pogrzebowe, bo lud prawdy nie lubi. A Państwu proponuję zacząć lekturę od 165 strony, zostawiając listy na później.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na810 lat temu
Ostatnia gospoda. Zapiski Imre Kertész
Ostatnia gospoda. Zapiski
Imre Kertész
Jeśli ktoś, na przykład ja, spodziewał się po tej pozycji czegoś równie genialnego jak „Dziennik galernika”, po skończonej lekturze z pewnością będzie musiał zmierzyć się ze sporym rozczarowaniem. Kolejny dziennik Imre Kertesza daleki jest bowiem od błyskotliwości poprzedniego dzieła. Jakie zatem są zapiski „Ostatniej gospody”? Najlepsze słowo, jakiego można użyć, to: gorzkie, tak gorzkie, jak tylko może być kończące się życie człowieka, który wcale kończyć go nie chce. Ostatnia książka węgierskiego noblisty to kompozycyjny chaos, w którym miesza się narastająca świadomość wewnętrznej niemocy z przebłyskami wciąż tlącego się literackiego geniuszu. To trywialny zapis codzienności człowieka, który analizuje własne osuwanie się w kierunku końca. Końca pisarstwa, które jednoznaczne jest dla Kertesza z końcem życia. To bolesna droga, która tylko na chwilę umilają przynależne nobliście honory, żona oraz ukochana muzyka. Dla każdego, kto czytał „Dziennik galernika”, regres pisarski autora jest aż nadto widoczny. „Ostatnia gospoda” przybiera momentami charakter przewodnika po restauracjach i salach koncertowych. W tym życiu na świeczniku autor dostrzega jedną z przyczyn własnego literackiego upadku (samotność i niezrozumienie jak element niezbędny do tworzenia wielkich dzieł),ale nie potrafi go sobie odmówić. To w sumie całkiem ludzkie i zrozumiałe, że człowiek o takim życiorysie, takich kolejach losu, zapragnął skorzystać z życia, które nagle otwarło przed nim światowe salony. Po latach wegetacji w socjalistycznym skansenie, świat Zachodu jawi się niczym ziemia obiecana, przyjmująca do swego łona kolejnego wygnańca. W mojej ocenie jednak, cały problem Kertesza polega na tym, że siłą jego poprzedniego dziennika była właśnie egzystencjalna prawda, która wynikała z jego losów jako ofiary obu dwudziestowiecznych totalitaryzmów. Oba obdarły go z życia – naziści próbowali pozbawić go realnie, komuniści poprzez zawładnięcie umysłem. Kertesz-noblista zdaje się zatracić tą wyjątkową moc swojego życiorysu. W „Ostatniej gospodzie” jawi się raczej jako obywatel świata, przedstawiciel wysokiej kultury, o którym, gdyby nie liczne wtręty dotyczące Holocaustu, nigdy nie moglibyśmy powiedzieć, że był więźniem Auschwitz. Choć może to zbyt daleko idąca interpretacja? Może rzeczywistość była bardziej przyziemna i po prostu wybitny pisarz najzwyczajniej w świecie zestarzał się, przytłoczony kolejnymi chorobami i troskami? Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku. Tak jak wspomniałem, zapiski z ostatnich lat Kertesza przesiąknięte są głębokim pesymizmem. Dotyczy on zarówno życia autora, jak i otaczającej go rzeczywistości. Ofiarą swoistej mizantropii stają się szczególnie rodzime Węgry, choć stosunek Kertesza do narodowości z pewnością jest bardziej złożony, niż mogłoby to wynikać tylko z zastosowanej terminologii. Równie negatywnie autor wypowiada się o przyszłości Europy, dostrzegając jej słabość w stosunku do zagrożenia wojującym islamem i niekontrolowanej imigracji, z wolna podważającej jej fundamenty. Przy tej okazji można odkryć dość ambiwalentny, żeby nie powiedzieć mocniej - czołobitny, stosunek Kertesza do państwa Izrael i konfliktu na Bliskim Wschodzie. W pewnym sensie męczące dla czytelnika stają się dywagację noblisty, gdy raz po raz wieszczy kolejne Auschwitz. Rozumiejąc traumatyczną przeszłość autora, naprawdę trudno pogodzić się z zastosowaną w „Ostatniej gospodzie” logiką, która sprowadza wszystko do nieuchronnej powtórki Holocaustu. Są to raczej projekcje skrytych lęków autora. W jakimś sensie zrozumiałe, ale jednak budzące mocny sprzeciw. W czym zatem tkwi wartość ostatniej książki Imre Kertesza? Aby ją dostrzec, trzeba książkę potraktować, jako studium własnego odchodzenia z tego świata, jako analizę kolejnych wypadających z ludzkiej budowli cegiełek, która była nie tak dawno wybitnym pisarzem i świadkiem historii. Ta dekompozycja staje się tym boleśniejsza, że zachodzi w chwili, kiedy właściwie człowiek ten pokochał życie. Kochająca żona, wierni przyjaciele, rzesze wielbicieli, spotkania autorskie – to wszystko nadaje smak życiu w momencie, gdy człowiek powoli zaczyna go zatracać. Stąd całe zgorzknienie autora, stąd myśli kierujące się ku najbliższemu oknu. Rzecz, której nie możemy zatrzymać, musimy sobie obrzydzić, aby jej utrata bolała nas jak najmniej. Kertesz obrzydza sobie życie chyba właśnie dlatego, że Nobel pozwolił mu poznać jego prawdziwy smak. Węgierski pisarz daje nam zatem kolejną lekcję egzystencjalnej prawdy o życiu, która zawarta jest niejako na marginesie warstwy literackiej jego dzieła. Komu można polecić „Ostatnią gospodę”? Szczerze powiedziawszy - nie wiem. Poza kilkoma cennymi uwagami i trafnymi aforyzmami, brak w niej głębszej mocy wyjaśniającej rzeczywistość, a sama kompozycja dzieła pozostawia spory niedosyt. Dlatego chyba sięgną po nią głównie osoby chcące domknąć literacki dorobek Imre Kertesza.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie