„Podróż się liczy, nie dotarcie do celu” – tę maksymę T.S. Eliota Autor nie tylko bierze sobie do serca, ale i ją twórczo rozwija… Następna moja, a już 6., przepiękna, egzystencjalna rzecz Claudia Magrisa.
Zgadzam się tu niemal z każdym słowem, także dlatego, że magia podróży od zawsze działa na mnie w szczególny sposób. Cudownie niezwykłe jest to zawieszenie pomiędzy różnymi światami – tym, z którego się wyjechało a tym, do którego się dąży – do czego wszak dochodzą jeszcze światy przechodnie czy przejezdne. To chyba dlatego tak nie lubię latać samolotem, bo pozbawia mnie możliwości chłonięcia tego wszystkiego pomiędzy startem a metą….
Kolejna znakomita książka włoskiego intelektualisty poświęcona częściowo teorii podróżowania, a częściowo intelektualnym impresjom, z wyjazdów w różne części świata, w tym i do naszego kraju
Akurat opisy podróży do Polski niezbyt się wyróżniają, chyba że pewną powierzchownością. Nota bene, wzmiankując o odbudowanej Starówce, Autor pisze przewrotnie – a pamiętajmy, że we Włoszech historyczna substancja nie uległa wielkiej zatracie – nie zapomnę widoku romańskiego kościołka pomiędzy dwoma pasami autostrady: „W tej odtworzonej przeszłości jest coś widmowego. Można się zastanawiać co by się stało, gdyby wszędzie na całym świecie odbudowywano bez przerwy starannie i wiernie wszystko, co czas, zła pogoda, erozja i wojny zdołały zniszczyć. Samoloty lądowałyby na rzymskich castra w pobliżu świątyń Merkurego. Pracownicy giełdy z Wall Street tworzyliby i unicestwiali imperia nie pośród wieżowców, lecz holenderskich domków i nowiusieńkich indiańskich wigwamów. Postępowalibyśmy wszyscy jak koczownicy na pustyni, którzy stawiają ponownie namiot, ponieważ poszarpał go wiatr”.
Ale zostawmy to, bo bardziej się liczy to, co Autor ma nam do powiedzenia, jeśli chodzi o istotę tymczasowej zmiany miejsca pobytu. I tu aż się prosi o zacytowanie wspaniałych zdań dotyczących związanych z tym nadziei, złudzeń, samooszukiwań, zawodów, zachwyceń….
Paradoksalnie, a może i nie, najciekawszą częścią tej niepozornej książeczki jest (rzekoma) przedmowa, w której Autor zawarł najważniejsze przemyślenia o fenomenie podroży. A tam takie cudowności…
„Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się ślepych zaułkach i zatrzymując się przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie”.
„Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce spotkania z istotą rzeczy, podobnie jak przedmowa odwleka prawdziwą lekturę”.
„Prolog pasuje jednak do zbioru szkiców o podróży ponieważ podróż w świecie i na papierze jest sama przez się wieczną preambułą, wstępem do czegoś, co ma nastąpić I co jest tuż tuż”.
„Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu”.
„Podróżny jest widzem, nie angażuje się głęboko w rzeczywistość, którą przemierza, nie ponosi winy za okrucieństwa, hańbę, tragedie krajów, w które się zapuszcza. W podróży dobrze się czujemy, ponieważ z wyjątkiem jakichś nieszczęść, nie może się tak naprawdę nic przytrafić”.
„Okrucieństwo podróży, ostrzega Canetti, polega na tym że podróżny spogląda na świat z ciekawością. Jest w jakimś sensie skłonny zgodzić się na to, co widzi, na zło i niesprawiedliwość. Gotów jest raczej poznawać je i rozumieć niż zwalczyć zwalczać i starać się pokonać. Podróż do krajów totalitarnych na przykład zaznaczona jest zawsze trochę winą, wspólnictwem albo przynajmniej neutralnością wobec przemocy i hańby”.
„Podróż jest również przyjemną, nudną, miłą nieistotnością. Najbardziej ryzykowna trudna i zachwycająca przygoda staje się naszym udziałem w domu. To tam gra toczy się o życie o zdolność do miłości lub jej brak o bycie szczęśliwym i umiejętność dawania szczęścia”.
„Podróżowanie oznacza liczenie się ze światem, lecz również z jego alternatywnym obliczem”.
„Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać - o ile to możliwe – nigdy”.
„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi”.
„W miejscach pełnych życia grozi nam, że niczego nie zobaczymy, tak jak kiedy nie słyszymy nic, kiedy jest zbyt głośno; przesyt rzeczywistości utrudnia jej odbiór”.
„Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie takie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu we własnym mieście i własnym świecie. Udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia (…). Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka. Wraca się więc do domu do świata dorosłego, pełnego powagi, nie pozwalającego na ucieczkę”.
Wśród przeróżnych odwiedzanych miejsc szczególnie interesująco Autor pisze o – dalibóg, nieznanych mi - wyspach Scilly, leżących na południe od Kornwalii. Kilka godzin rejsu albo pół godziny lotu śmigłowcem wystarczy, żeby znaleźć się „pośród tropikalnej roślinności, agaw i palm, australijskich eukaliptusów, irysów i niebiesko-fiołkowych lilii z południowej Afryki, orchidei, kęp purpurowego przypołudnika, szkarłatnego żmijowca sterczącego niczym jakieś pyszny erotyczny symbol”. A wszystko dzięki prądowi zatokowemu i ludziom z 19. wieku, którzy przyczynili się do obfitości wyspy i hodowli kwiatów.
„Wyspy te zasługują na to, aby utożsamiać je z Wyspami Szczęśliwymi (…). Niczym nie zakłócony czar trwa nadal, przejrzysta jasność triumf witalności we wszystkich jej formach i kolorach, rozmaitość roślin i ptaków, mew i czapli, kormoranów i nawałników burzowych, hełmiatek i biegusów krzywodziobych, kulików i szpaków” (czy nawałnik burzowy to aby nie pleonazm?).
„To miejsce szczęśliwości, wielkiej perswazji i spokoju, bezwarunkowego „tak” wypowiedzianego życiu, kiedy zdajemy się na fale albo leżymy na piasku w harmonii z czystym i absolutnym istnieniem, wyzbytym wszelkiej aktywności i wszelkiego celu, wypełnionym jedynie wolnym i pustym mijaniem godzin, co jest być może najbardziej swobodnym intensywnym i rozkosznym odbieraniem świata. Być może jest również pamięcią płynu owodniowego pierwotnego oceanu, z którego wywodzi się nasz gatunek, wód, które poznaliśmy na początku naszej jednostkowej egzystencji”.
Urzekły mnie także szwedzkie impresje….
„Północ to przede wszystkim światło, zwłaszcza
późnym popołudniem, kiedy dzień przechodzi wieczór oczekiwany już od kilku godzin, lecz który - jak się zdaje - nigdy nie zapadnie odraczany przez upartą jasność. (…) Pod tropikalnym albo równikowym niebem, gdzie ciemność zapada nagle i przechodzi błyskawicznie od oślepiającego nieznośnego słońca do nocy, przybysz z Europy tęskni za owym zwlekającym zmierzchem i czuje się obco”.
„Na stronach wielu arcydzieł literatury skandynawskiej światło staje się blaskiem prawdziwego życia i jego niedostatku - obietnicą i rozczarowaniem, szczęściem i melancholią, sensem życia przezierającym zza bezpośrednio dostępnej rzeczywistości.”.
I jeszcze o przemijaniu, bo czymże jest życie, jeśli nie podrożą w jedynie możliwym kierunku…
„Twarz musi zdradzać nasz wiek znoszony, o ile to możliwe z godnością, nie zaś rozpaczliwie ukrywany. Wstawić sobie brakujący ząb to oczywiste, ale lifting a la Dorian Gray pozostaje czymś przygnębiającym. Sensem naszego życia jest jego wymiar czasowy, historyczny. Kwitnięcie, lecz także dojrzewanie i przemijanie”.
„Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki rezultatu jakiegoś działania”.
PS Fatalny błąd ws. zagłady Ormian, gdy czytamy, że była dokonana przez "młodych Turków". Chodzi oczywiście nie o wiek, tylko o ugrupowanie tzw. „młodoturków”, które pchnęło Turcję w nowoczesność oraz w niepojęty mord Ormian (najpewniej to błąd tłumacza)
Inne cytaty…
„Być może najbardziej autentyczną literaturą jest dzisiaj ta, która nie posługuje się czystą wyobraźnią i fikcją lecz mówi bezpośrednio o faktach i rzeczach”.
„Żyjemy i poruszamy się po nowoczesnym średniowieczu globalnym i wyrafinowanym, które w zawrotnym tempie przekształca świat pod względem technologii, nie wierzy jednak, że potrafi nadać mu sens”.
, „Islam w czasach panowania Arabów w Hiszpanii był bardziej liberalny i tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Cywilizacja przybiera niekiedy fałszywy obraz również w cudzej zbiorowej wyobraźni”.
„To właśnie Don Kiszoci widzą, iż rzeczywistość się rozpada i może ulec zmianie. Ludzie rzekomo praktycznie oświadczający z dumą, że nie snują marzeń, wierzą zawsze aż do dnia poprzedzającego jego runięcie, że Mur Berliński będzie trwał”.
„Poznać jakiś kraj oznacza dla mnie również wykąpać się w jego morzu, poczuć na skórze jego wodę, dostrzec jego blask i przezroczystość, rozpoznać jego smak”.
„Wszystkie najważniejsze rzeczy - miłość, szczęście, cierpienie - zdarzają się przypadkiem albo na mocy łaski, kiedy wypuszczamy z rąk cugle i pozwalamy unieść się życiu”.
Opinia
Ne zachęcam aby esej ten zaczynać od części "Picie paryskie" ale przyznaję że flaneur jako pewien typ zachwyca mnie już od co najmniej trzech lat. Po tamtym pobycie w stolicy Francji włóczenie "niespiesznego przechodnia" pasuje do tych skwerów, ulic i stolików ulicznych przy którym co kilka set metrów przysiadałem i ciup... cafecalva. Z książką oczywiście. Jak głęboko ujął to sam Rutkowski,"Czytanie przez chodzenie. Chodzenie i picie". Wiem co on napisał bo to przeżyłem. Wiem, wiem nie o to chodzi w "Wokulskim... choćby krótki komentarz "Uczty" Platońskiej jest równie zachwycający.Do lektury przygotował mnie sam mistrz Prus. Po lekturze "Lalki" poszukiwałem porządnego tekstu, a Krzysztof Rutkowski przygotował tekst w sam raz. Tak przy okazji, muszę przyznać że Wokulski, Rzecki i Szuman towarzyszą mi przy wielu chwilach. Nawet dzielę się tym uczuciem z przyjaciółmi namawiając ich do powtórnego odczytania naszej najlepszej powieści.
Ne zachęcam aby esej ten zaczynać od części "Picie paryskie" ale przyznaję że flaneur jako pewien typ zachwyca mnie już od co najmniej trzech lat. Po tamtym pobycie w stolicy Francji włóczenie "niespiesznego przechodnia" pasuje do tych skwerów, ulic i stolików ulicznych przy którym co kilka set metrów przysiadałem i ciup... cafecalva. Z książką oczywiście. Jak głęboko ujął...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to