Na samym wstępie serdecznie dziękuję Ani za tę pożyczoną mi, piękną książkę, a także wciągającą wymianę refleksji nad jej treścią :)
Historia danego miejsca - wsi, miasta, czy regionu - powstaje w dwoistym procesie. Z jednej strony ukształtowana zostaje przez wielkie wydarzenia, determinujące losy szerokich zbiorowości, czy grup społecznych, z drugiej zaś - wpływają nań przeżycia i doświadczenia jednostek, osadzone głęboko w klimacie ich rdzennego środowiska. Te fakty, ujęte w porywające opowieści, konstytuują znakomitą perspektywę poznawczą zarówno w aspekcie historiograficznym, jak też na płaszczyźnie etnograficznej, ze względu na szczegółowy i precyzyjny opis danego mikrokosmosu zjawisk politycznych, społecznych, egzystencjalnych, bądź obyczajowych o unikalnej specyfice.
Relacja Marii Rydlowej jest wyjątkowa i niepowtarzalna, na skutek bardzo osobistej, gawędziarskiej, bogatej w anegdoty narracji. Opiewa dzieje Krakowa oraz wsi Bronowice Małe przez pryzmat losów autochtonicznej mieszkanki tego regionu na tle wielkiej, choć dramatycznej, bolesnej historii naszej Ojczyzny i całego narodu polskiego.
Tę autentyczną i swobodną retrospekcję zróżnicowałbym na trzy zasadnicze poziomy: deskrypcję personalnych dziejów autorki, a równocześnie głównej bohaterki opowieści, komemoracje rodziny, bliskich, przyjaciół i znajomych Marii Rydlowej z czasów dzieciństwa, młodości, a także dojrzałego życia, wreszcie rekonstrukcję obrazów Krakowa i Bronowic Małych z minionego świata.
Temat główny tej niezwykłej publikacji stanowią naturalnie fascynujące i wielokrotnie zaskakujące wątki biograficzne Marii Rydlowej, jednakże dużo uwagi, zwłaszcza w początkowych rozdziałach, poświęca autorka również wspomnieniom Bronowic Małych, które wzbudziły u mnie szczególne zainteresowanie. Wieś ta, jeszcze z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia, zapamiętana została przez Marię Rydlową, jako rodzina i bezpieczny dom. Tak bliski stosunek do tegoż miejsca, lokalnych mieszkańców, wyrażony w powyższych określeniach, znamionuje bardzo silną identyfikację autorki ze rdzennym środowiskiem. Komemoracje Marii Rydlowej z rzeczonego okresu, bardzo detaliczne, zróżnicowane, zaprezentowane niejako obrazowo, kreują fascynującą opowieść, w której każdy szczegół i epizod wykazują odrębny urok.
Zasadniczne filary mikrostruktury społecznej Bronowic Małych stanowiły kościół i karczma. Ogniskowały one najsilniej zajęcia ludzi, stąd każde z tychże miejsc wzbudza mnóstwo wspomnień w pamięci autorki. Jakkolwiek mieszkańcy jej rodzinnych stron uczęszczali na nabożeństwa do oo. Reformatów w Bronowicach Wielkich i oo. Misjonarzy na Czarnej Wsi, ze względu na brak świątyni w Bronowicach Małych, wpływ kościoła na autochtoniczną społeczność pozostawał bardzo wyrazisty, zaś polegał przede wszystkim na religijnym wychowaniu, zarówno w domu, jak też w szkole. W dobie barbaryzacji systemu oświaty, prymitywnej, laickiej seks-edukacji jakże wielką tęsknotę za dawnymi obyczajami wzbudzają te komemoracje.
W 1867 roku na terenie rodzinnej wsi Marii Rydlowej wzniósł niejaki Jakub Susuł, wyorawszy w polu garnek dukatów, skromną kapliczkę, jakkolwiek ilość pieniędzy wystarczała na budowę okazałego kościółka. Być może taki czyn Susuła zapobiegłby uciążliwej, z racji rozluźnionej relacji do wiary, laicyzacji wsi, determinowanej brakiem miejscowej świątyni, nie mniej przywołuje autorka bardzo piękne obrazy młodzieży dekorującej tę kapliczkę, a także dzieci z kromkami chleba, zdążających na wieczorne nabożeństwa w tym przybytku, spędziwszy bydło i gęsi do obór.
Sporą dozę humoru zawierają barwne i ciekawe retrospekcje Marii Rydlowej związane z karczmą. Ponieważ na terenie Bronowic Małych nie istniał dawniej żaden kościół, znacznie częściej zaglądali mężczyźni właśnie do owej gospody. Tutaj balował kulawy Błażej, stąd Marszałek Polski i Francji, Field Marshall Wielkiej Brytanii Ferdinand Foch zajumał solniczkę ku ogromnemu bulwersowi karczmarza Stanisława Konarskiego. Wspomnienia te czytałem z uśmiechem i szczerym ubawem, jakkolwiek podobnych, pełnych humoru anegdot, np. o komentarzu francuskiego oficera do sukni Jadwigi Rydlowej: "O la la, piękna sunia", czy też o "bosym urzędniku" Antonim o wyjątkowo urzękającej optyce biurokracji, który spał z roboczą teczką na przykopie, znajdzie czytelnik w tej wciągającej książeczce znacznie więcej.
Na nieco niższym poziomie społecznej struktury Bronowic z dzieciństwa i młodości Marii Rydlowej stały dom i szkoła. Rodzinne ognisko domowe zapamiętała Autorka, jako dobrze zagospodarowane, podporządkowane ścisłym regułom oraz ustalonej hierarchii wartości. Bardzo istotny aspekt reminiscencji Rydlowej w tej sferze stanowią relacje z bliskimi, osobliwie z babcią, matką i ojcem. Szczególnie wspomnienia babci są, w mojej opinii, wzruszające. Babcia nauczyła małą Marię miłości do ludzi oraz zwierząt, zawsze stawała w obronie wnuczków, mimo powikłanych stosunków z matką Rydlowej. Bez wątpienia osoby babci dotyczą najczulsze wspomnienia autorki.
Od wczesnego dzieciństwa Maria i reszta rodzeństwa uczone były dojrzałej i odpowiedzialnej samodzielności, tak bardzo zaniedbywanej w dzisiejszych czasach, gdy młodzi "wychowują się sami" na bezmyślnych grach komputerowych i plotkarskich portalach internetowych. Ojciec, wykształcony, zaangażowany w politykę i działalność samorządową, rzadko bywał w domu. W konsekwencji dzieci przejmowały dużą frakcję obowiązków domowych, pomagały też w zagrodzie. Dyscypliny wśród potomstwa pilnowała matka, bardzo zapracowana, lecz kochająca, która często miewała pretensje do męża o jego nieobecność. Ich osobowości były zupełnie przeciwstawne - on wyrozumiały, ona - stanowcza. On pochodził z uboższej rodziny, ona była córką bogatych gospodarzy. Mimo ich sporów, Rydlowa uważa rodzinny dom za ciepły, przyjazny, mily i zadbany. W bardzo ciekawych retrospekcjach przedstawia ojca szyjącego dzieciom buty, bądź wyłączonego przy lekturze "Chłopów", niby nastolatek przed konsolą, standardowe metody wychowawcze matki - tzw. kandziarkę, a także rodzinne zwierzę - konia Dorkę, bardzo mądrą, pracowitą, przywiązaną do ludzi oraz ziemi, którą orała długimi godzinami. W refleksji autorki nad domem zachwyca i wzrusza najbardziej jedność między ludźmi, a ich małą Ojczyzną. Maria Rydlowa należy do autochtonicznej społeczności regionu obejmującego Bronowice i Kraków, toteż jej relacja jest znacznie ciekawsza od opisu badacza zewnętrznego, podejmującego próbę rozumienia tego mikrokosmosu.
O edukacji dzieci decydował ojciec, przeto w rodzinie panowała większa troska o wykształcenie chłopców. Dziewczęta utrzymywali, natomiast ich mężowie. Dziś również występuje podobny model nauki, przy czym decydują o nim dzieci, a nie rodzice. Przypadek Rydlowej był nieco odmienny, dlatego obdarza ona czytelnika wieloma interesującymi, a niejednokrotnie bardzo zabawnymi retrospekcjami z czasów uczniowsko-studenckich. Barwne i wciągające są wspomnienia szkoły powszechnej w Bronowicach Małych oraz gimnazjum i liceum im. Józefa Joteyko przy ul. Podwale 6 w Krakowie.
Dywagacje Marii Rydlowej w tym temacie są bardzo ciekawe, ze względu na niezwykły opis placówki dydaktycznej w jej rodzinnej wsi, która znacząco odbiega od dzisiejszej koncepcji tej instytucji. Szkoła powszechna w Bronowicach Małych usytuowana była w kamiennym budyneczku, jakże różnym od współczesnych, betonowych molochów oświatowych z kratami w oknach, kamerami CCTV i żelaznymi płotami, jeszcze chwilowo bez elektronicznych zamków, niby małe więzienia. Była ona dostępna literalnie dla wszystkich, wszak w pustych izbach sypiali regularnie rozmaici włóczędzy, budzeni znienacka przez młodzież. Szkolne przygody, uczniowskie wygłupy odtwarza autorka z niezwykłą dynamiką, nieskrępowanie wzmiankuje również temat kontrowersyjny w obecnych czasach pedagogiki bezstresowej, wdrażanej w poprawnych politycznie instytucjach oświatowych, a mianowicie kary fizyczne stosowane przez nauczycieli, wymierzane m.in. linijką, czy też piórnikiem. Bardzo istotny aspekt programu edukacyjnego stanowiła także nauka Kościoła. Reminiscencje takich imponderabiliów, pozornych drobiazgów dobitnie uzmysławiają czytelnikowi rozmach różnic między współczesnością, a okresem młodości Rydlowej.
Retrospekcja autorki dotyczy w największej części czasów II Rzeczypospolitej, zaprezentowanych niezwykle urzekająco. Styl narracji Rydlowej rozbudza fascynację i podziw dla tejże epoki naszej historii, jest wyjątkowy, z racji silnego oddziaływania na wyobraźnię czytelnika poprzez obrazy literackie, tak mnogo wprowadzane przez autorkę. Widzi ona chłopów w niebieskich kaftanach i obdartych sukmanach, pracujących na dawnych polach, słyszy ich gwarę, spory, które rozstrzygał jej ojciec - przewodniczący Komisji Rozjemczej, dostrzega kobiety w kolorowych chustach siedzące przed chatami. Uniwersum dziecięcych reminiscencji, chwilowych impresji, drobnych zdarzeń, malowniczych pejzaży, zabaw i obowiązków, radości oraz smutków uchwyconych na zawsze w pamięci odtwarza Rydlowa z werystyczną precyzją, a równolegle zestawia z teraźniejszością - chwastami porastającymi niegdysiejsze uprawy, jeśli nie trwają nań inwestycje deweloperskie. W sercu zachowała ona Bronowice i Kraków doby II Rzeczypospolitej, lecz dookoła dostrzega już współczesność. Już na wstępie poddaje krytyce wpływ nowoczesnych technologii na rozpad interpersonalnych relacji. Ich dezintegracja poprzedza dyspersję klimatu międzyludzkich więzi właściwego dawnym Bronowicom.
Najdłuższy rozdział tej poruszającej opowieści poświęcony został rodzinie autorki. Opisuje ona szczegółowo losy bliskich, rodziców i rodzeństwa, także na tle ważnych wydarzeń historycznych, które znacząco ukierunkowały przyszłość każdej z przywoływanych osób. Jej reminiscencje znakomicie oddają nastroje oraz klimat psychologiczny ludzi w powikłanych momentach dziejowych Polski, m.in. w początkowym okresie komuny. Mimo bardzo osobistych wspomnień stanowiących największą część treści książki, niejednokrotnie poszerza Rydlowa perspektywę narracji na deskrypcje makrospołecznych zjawisk, istotnych zdarzeń, czy generalnych charakterystyk danych epok.
Swoistą cezurą, wyznaczającą granicę między światami dzieciństwa i dojrzałości Marii Rydlowej jest wrzesień 1939 roku. Tragiczne i bolesne wydarzenia związane z tą przełomową datą relacjonuje autorka przez pryzmat personalnych doświadczeń, podawanych w prostej, dosłownej manierze narracyjnej - dramatycznej, lecz pozbawionej patetycznych ozdobników i górnolotnych zwrotów. Te przeżycia, wyświetlone w pierwszoosobowej perspektywie, bardzo mocno uzmysławiają ogrom rozpaczy, bólu, trudu i okrucieństwa owych czasów.
Z tego okresu pochodzi jedno z najpiękniejszych, moim zdaniem, wspomnień Rydlowej, a mianowicie dzień przysięgi w Armii Krajowej, zapamiętany zresztą przez autorkę, jako jeden z najpiękniejszych w jej życiu. Wstąpiwszy do AK została wcielona do zgrupowania "Żelbet", w którym służyła jako łączniczka. Mimo ponurego pesymizmu spowijającego lata 1939-1945 nie utraciła Rydlowa młodzieńczych fantazji oraz energii. Dla niej ów czas stanowił okres walki, odwagi oraz nadziei. Wszystkie zadania Rydlowej w AK zostały opisane wartko i dokładnie, zaś działalność wojskowa autorki dobiegła końca z dekonspiracją we wczesnym PRL.
Osobiste dzieje Rydlowej są dramatem w miniaturze skomplikowanego i niejednoznacznego procesu przejścia przemijającego świata do zupełnie nowej, niezrozumiałej i obcej rzeczywistości komuny - ubeckich prześladowań, aresztów i zsyłek. Pomimo tak poważnych niebezpieczeństw nie ustało zaangażowanie autorki w obronę żołnierzy Armii Krajowej już na płaszczyźnie zawodowej, przed paszkwilami czerwonych.
Jakkolwiek zbiór wspomnień autorki zatytułowany został "Moje Bronowice Mój Kraków" opisy tychże miejsc stanowią zaledwie tło dla biograficznych komemoracji Rydlowej, które zdecydowanie dominują w treści książki. Mimo takich proporcji dzieje Bronowic Małych i Krakowa nie zostały wcale zaniedbane, zaś są świetnie skorelowane z historią nakreśloną przez autorkę. Równocześnie jej retrospekcje nie podlegają porządkowi chronologicznemu. Wydarzenia z lat 20. i 30. minionego wieku przeplata epizodami z epoki PRL, unikając równocześnie pułapki monografii historycznej. W bardzo wzruszającej opowieści Marii Rydlowej występują też liczni bohaterowie, których wspomina zawsze od najbardziej ludzkiej strony - ich przeżyć, postaw, wzajemnych relacji z nimi w różnych momentach życia.
Wśród tychże osób na szczególne wzmianki zasługują panie Helena Rydlowa i Teresa Kulczyńska. Pierwsza z tych kobiet, teściowa autorki o bardzo wysokim autorytecie pomiędzy żołnierzami Armii Krajowej oraz członkami mikołajczykowskiego PSL, wzruszyła mnie niezwykłą syntezą weredycznego charakteru i dobrego serca, ofiarności oraz wrażliwości, litością dla potrzebujących i predylekcją do bezkompromisowej artykulacji nawet bolesnej prawdy. Jej mąż, Zdzisław Rydel, wierny bonapartysta, biegły w Kodeksie Napoleona oraz monografiach persony oraz epoki cesarza Francuzów, bardzo przypomina mi wspaniałego Ignacego Rzeckiego, bohatera noweli "Lalka" Bolesława Prusa.
Druga z wymienionych kobiet, Teresa Kulczyńska, wybitna pielęgniarka, współtwórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa wraz z Hanną Chrzanowską, była dla Marii Rydlowej niejako "przyszywaną" babcią. O ich silnej więzi świadczą przede wszystkim tęsknota autorki za jej radą, obecnością i aprobatą, a także komemoracje licznych drobnych, a istotnych chwil. W Teresie Kulczyńskiej podziwia Rydlowa skromność, empatię, uczciwość, a także religijność, która dziś stanowiłaby bardzo użyteczny wzorzec. Broniła ona prawdy i niosła pomoc pokrzywdzonym, nawet wśród wrogów, ze zjawiskową tolerancją. Niezmiernie inteligentna władała biegle językami angielskim, niemieckim i francuskim, imponowała znajomością dzieł polskich pisarzy oraz literatury zagranicznej. Dyskusje z Teresą Kulczyńską kojarzy Rydlowa ze znakomitymi ćwiczeniami intelektualnymi. W dzisiejszych czasach bardzo potrzebujemy takich osobowości, jak panie Helena Rydlowa i Teresa Kulczyńska.
Na kartach książki Marii Rydlowej wielokrotnie występują dygresje do "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Wynikają one z personalnej fascynacji Młodą Polską po stronie autorki, wyrażoną również w wyborze pseudonimu "Maja" (od hinduskiej bogini ułudy) na czas służby w Armii Krajowej, jak też z bliskiego związku z rodziną Rydlów, przede wszystkim małżeństwa z Jackiem Rydlem, wnukiem Lucjana Rydla, czyli słynnego Poety z dramatu wielkiego twórcy polskiego. Bardzo atrakcyjne są reminiscencje "piątków u Rydlów", polegających na debatach kulturalnych, społecznych i politycznych, które wspominał z sentymentem Stanisław Wyspiański. Mi nasunęły asocjacje z obiadkami czwartkowymi w warszawskim Pałacu na Wodzie w Łazienkach Królewskich.
Udana twórczość biograficzna, retrospekcyjna stanowi duże wyzwanie, które wymaga określonych predyspozycji psychologicznych autora. Zbiór wspomnień Marii Rydlowej, znakomicie dopełniony ciekawym posłowiem autorstwa jej syna, Jana Rydla, przypomina bardziej swobodną opowieść o wartkiej akcji, licznych punktach zwrotnych, wątkach zarówno wzruszających i dramatycznych, jak też rozbrajających i humorystycznych. Styl narracji Marii Rydlowej oddziałuje na czytelnika w całej gamie emocji. Niektóre retrospekcje autorki, zwłaszcza z czasów młodości, czytałem z nostalgią i śmiechem, inne z powagą i drżącymi dłońmi.
Najistotniejsze w jej historii są drobiazgi, subtelności egzystencji Bronowiczan i Krakusów, przykładowo piękne wspomnienia wspólnych świąt. Te detale - nazwiska ludzi, nazwy miejsc, obyczaje i pejzaże z rodzinnych stron odtwarza autorka z niezwykłą starannością i dokładnością, a przecież dotyczą one bardzo odległej przeszłości. Równocześnie jej narracja jest niezmiernie impresyjna - bogata w iście liryczne obrazy, jak wiejski gwar i zabawy dzieci w Bronowicach Małych, rechot żab wśród nieistniejących już stawów, widoki chat porozrzucanych po pagórkach.
Przyznam szczerze - przed lekturą tej książki wiedziałem o Bronowicach Małych tyle, co o wiosce kanibali w głębokim Paragwaju, nie znałem nawet lokalizacji tej wsi na mapie, lecz opowieść Marii Rydlowej wzbudziła we mnie niezwykłe wrażenie afiliacji do fantastycznej i czarującej społeczności Bronowiczan, a także ochoczy zamiar wizyty w tym miejscu. Poprzez tak osobistą i barwną manierę literacką Marii Rydlowej nie tylko czytelnik obserwuje jej prywatny świat "przez dziurkę od klucza", lecz otwiera ona drzwi na oścież i radośnie zaprasza wszystkich do środka.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu
Ciężko pisać opinię o książce, której treść stanowią wspomnienia o kimś zmarłym. Nawet jeżeli zmarły był polskim noblistą.
Swoją opinię ograniczę tym samym do kilku mniej lub bardziej ciekawych fragmentów, które będą świadectwem tego, jakim człowiekiem, poetą, Polakiem był Czesław Miłosz i jakie z jego osobą związane są historie.
Pierwsza to historia związana z wierszem poety "Który skrzywdziłeś" i który zawiera słynną frazę "Innego końca świata nie będzie,Innego końca świata nie będzie. Otóż wiersz ten czytali amerykańscy studenci na zajęciach i tak im się spodobał, że przed bardzo trudnymi testami i egzaminami powtarzali w chwilach grozy: "Innego końca świata nie będzie. Innego..."
Inne wspomnienie (Renaty Gorczyńskiej ) dotyczy żydowskiej knajpy w Paryżu z 1966 roku, gdzie kelnerki nie tylko obsługiwały gości, ale śpiewały i recytowały po francusku poezję. W czasie wizyty wspominającej kelnerka recytowała wiersz Miłosza, ale wszystkich przebiła pijana kobieta, która zaprezentowała "Koncert Jankiela" z "Pana Tadeusza".
To też wspomnienie Renaty Gorczyńskiej. Pobyt (konferencja noblistów) Miłosza w Japonii i jego wizyta w renomowanym gimnazjum buddyjskim, gdzie na dziedzińcu szkolnym uczniowie w biało czarnych mundurkach , siedli w kucki zgodnie z zasadami geometrii, a Miłosz czytał im wiersze po angielsku, a oni, bez najmniejszej reakcji, zastygnięci w bezruchu słuchali wierszy "mędrca z dalekiego kraju".
I już ostatni, o tym jak z żoną spierał się w jakim duchu wychowywać w Ameryce swoich synów:
"Dla Czesława odejście synów do innej kultury było bardzo trudne do zaakceptowania. Kiedy Janka (żona),wbrew jego woli, kupiła telewizor, żeby chłopcy mieli to, co inne dzieci, uznał tę decyzję za nielojalność. Ewidentnie nie chciał "Ameryki" we własnym domu."
Ciężko pisać opinię o książce, której treść stanowią wspomnienia o kimś zmarłym. Nawet jeżeli zmarły był polskim noblistą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSwoją opinię ograniczę tym samym do kilku mniej lub bardziej ciekawych fragmentów, które będą świadectwem tego, jakim człowiekiem, poetą, Polakiem był Czesław Miłosz i jakie z jego osobą związane są historie.
Pierwsza to historia związana z wierszem...
Wspomnienia bardzo różnorodne i to jest niewątpliwie zaleta książki. Ale to też oznacza, że niektóre czyta się z większym zainteresowaniem (np. Aleksandra Fiuta),a niektóre z mniejszym (np. Andrzeja Walickiego),wszystkie jednak warto. Dużo mówią o Miłoszu jako człowieku i jako twórcy. Ja na zawsze zapamiętam cytowane polecenie poety: "Nie lekceważyć istnienia".
Wspomnienia bardzo różnorodne i to jest niewątpliwie zaleta książki. Ale to też oznacza, że niektóre czyta się z większym zainteresowaniem (np. Aleksandra Fiuta),a niektóre z mniejszym (np. Andrzeja Walickiego),wszystkie jednak warto. Dużo mówią o Miłoszu jako człowieku i jako twórcy. Ja na zawsze zapamiętam cytowane polecenie poety: "Nie lekceważyć istnienia".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzesław Miłosz nie robił dobrego pierwszego wrażenia. Kiedy patrzył zza tych gęstych krzaczastych brwi, wydawało się, że nie jest przychylnie nastawiony do ludzi. Jednak wystarczała chwila rozmowy, by przekonać się, że jest przemiłym człowiekiem. „Nie był zadufanym w sobie poetą […] Był bardzo dobry, skromny i sympatyczny. Można się było z nim napić whisky i gadać godzinami.”
Uwielbiał cukierki marcepanowe, które żona przed nim chowała, by dbać o jego zdrowie. Ale on był sprytniejszy, bo często chował je do szuflady biurka i gdy tylko naszła go ochota, wyciągał jednego i zjadał ze smakiem :)
Spore tomiszcze, ale tak wciągające, że można zarwać niejedną noc...
Zapraszam na mojego bloga :)
DOLINA ZAKLĘTYCH KSIĄŻEK:
dolinazakletychksiazek.blogspot.com
Czesław Miłosz nie robił dobrego pierwszego wrażenia. Kiedy patrzył zza tych gęstych krzaczastych brwi, wydawało się, że nie jest przychylnie nastawiony do ludzi. Jednak wystarczała chwila rozmowy, by przekonać się, że jest przemiłym człowiekiem. „Nie był zadufanym w sobie poetą […] Był bardzo dobry, skromny i sympatyczny. Można się było z nim napić whisky i gadać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„To, co Pan mówi, że żyłem długo i szczęśliwie i że wszystko mi się udawało – okropnie mnie śmieszy. To jest opinia wielu ludzi. Ale to nieprawda. Moje życie było jednym pasmem klęsk i niepowodzeń”, tak mówił o sobie Czesław Miłosz. Czy rzeczywiście więcej było w jego życiu nieszczęść i porażek czy może jednak sukcesów i zwycięstw? Jaki był ‘polski Goethe’, co lubił, czego nie tolerował, co miano mu za złe? O sekretach jednego z naszych najwybitniejszych rodzimych literatów w swoim zbiorze „Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu” pisze literaturoznawczyni, krytyczka literacka i autorka kilku książek, Anna Romaniuk. To niezwykłe świadectwo przede wszystkim o nieprzeciętnym człowieku, a dopiero później o poecie, laureacie Nagrody Nobla, profesorze, jednym z najwybitniejszych poetów Ameryki XX wieku (według Susan Sontag). Ogrom pracy, jaki w to włożyła pani Ania, sprawia, że jej dzieło przedstawia bogaty obraz poety na co dzień i od święta. Jak sama przyznaje, „temat tej książki ma dwa wymiary: ‘Miłosz’ i ‘doświadczenie Miłosza’, [bo] zanotowano [w nim] głosy tych, których Miłosz zaprosił do swego ‘domu’, w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu. Są to ci, którzy obserwowali jego początki twórcze, którzy łagodzili poczucie osamotnienia w długich latach emigracji, którzy towarzyszyli mu i opiekowali się nim w ostatnim okresie życia”. Publikacja wybitna, piękna, dopracowana, ukazująca różne oblicza Miłosza za sprawą wspomnień wielu osób, które razem tworzą niezwykły kolaż ‘człowieka wielopiętrowego…’
W książce Anny Romaniuk o Miłoszu rozmawiają członkowie rodziny, liczni przyjaciele, pisarze i żony pisarzy, wykładowcy uniwersyteccy, wydawcy, redaktorzy, tłumacze, reżyserzy, reporterzy, fotograficy, sekretarki, lekarze, pielęgniarki… Różne pokolenia, różne ‘doświadczenia Miłosza’. Każdy z nich daje swoje świadectwo o człowieku z krwi i kości, posiadającym zalety i wady, w latach tłustych i chudych, tworząc tym samym opowieść o „jego bliskich, książkach, podróżach, o cieszeniu się życiem i rygorze pracy, o narodzinach wierszy i umieraniu… Wszystkim tym, co niesie bogate i pełne życie rozpięte na przestrzeni dziewięćdziesięciu trzech lat”.
Można nakreślić kilka głównych zagadnień poruszanych przez większość rozmówców. Należą do nich na pewno silne więzy rodzinne Miłosza oraz jego przywiązanie do tradycji. Andrzej Miłosz, brat poety, przyznaje, że najważniejszą postacią dla Czesława był dziadek, ojciec matki, Zygmunt Kunat, po którym odziedziczył zainteresowanie przyrodą (uwielbiał koty, piwonie i bez, zawsze podziwiał kwitnące magnolie),a także wrażliwość na nią do końca jego dni. W kontekście tradycji i historii pojawia się także mało znany fakt - w trakcie okupacji niemieckiej, kiedy to wyżej wspomniany brat Miłosza utworzył punkt przerzutowy dla uciekinierów z wileńskiego getta, Czesław organizował im kryjówki w Warszawie. 25 lipca 1989 roku obaj bracia otrzymali medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Kolejny punkt styczny to polityka, często będąca powodem kłótni w towarzystwie - wielu miało Czesławowi za złe poglądy lewicowe i opinie, iż to rzekomo marksizm wyprowadził Polskę z zaścianka (Zanussi nazwał go nawet ‘czarnym bohaterem peerelowskiej propagandy’). Także z tego powodu nie przepadała za nim emigracja w Paryżu, przyjmowała go wrogo, a sam Miłosz mając stanowisko antyemigracyjne, oświadczył, że nie jest emigrantem i nigdy nie będzie… Dużo mówi się o jego cechach charakteru. Przy czym większość przyznaje, że ‘skomplikowany’ poeta był dobrym człowiekiem, choć bywał uparty, złośliwy, gwałtowny i potrafił dopiec. W stosunku do obcych trudny w kontaktach, nieufny i podejrzliwy. Elżbieta Jogała przyznaje, że „był szalenie młodym duchem człowiekiem, wypełniała go niebywała energia i miał bardzo łatwy kontakt z ludźmi, jeśli tylko miał z nimi o czym rozmawiać. Musiał tylko poczuć się dobrze w czyimś towarzystwie”. Wtedy pokazywał swoje prawdziwe oblicze: dużo jadł i pił (szczególnie lubił ryby, bigos, ‘serki’ z jabłek, marcepana w czekoladzie, mrożoną wódkę i nalewki),bawił towarzystwo swoim poczuciem humoru (miał potężny, rubaszny śmiech),opowiadał litewskie historyjki (umiał zainteresować dzieci swoją osobą: połykał ogień, robił straszne miny i pokazywał maluchom różne sztuczki). We wspomnieniach Wisławy Szymborskiej, wiecznie onieśmielonej jego osobą, zachowała się pewna scena z restauracji, gdy zobaczyła Czesława jedzącego kotlet schabowy z kapustą. Była tym faktem niezwykle zdziwiona, bo taki zestaw obiadowy wydał jej się strasznie trywialny jak na szlachetne podniebienie noblisty…
Nikt nie dyskutuje z faktem, że był niezwykle bystry, utalentowany i bardzo inteligentny - wybitny. Był też niesłychanie chłonny, czytał bardzo szybko i wszystko pamiętał. Choć nigdy o tym nie wspominał, Miłosz miał ogromne zasługi dla polskiej kultury, był niejako człowiekiem-instytucją. Sam o sobie mówił, że był ‘polskim poetą urodzonym na Litwie’, będąc równocześnie ‘mieszkańcem rozmaitych czasów i różnych cywilizacji’. Świetnie znał malarstwo i teatr, a „[s]ztuka stanowiła dla niego sposób na zatrzymanie w miejscu ulotności ludzkiego życia, jego uwagę przyciągał zawsze pojedynczy człowiek, jego indywidualność”. Mimo swej rozległej wiedzy, potwierdzanej choćby licznymi nagrodami czy pozytywną opinią rodziny i przyjaciół, ogromnie potrzebował aprobaty, jakby wciąż nie był pewny swojej wielkości, będąc przy tym bezdyskusyjnie człowiekiem estrady: „Podniecało go czytanie własnych wierszy i wyczuwanie kontaktu ze słuchaczami. Chciał się podobać i mieć świadomość, że się podoba”. A czytał przepięknie - głośno i naturalnie, z ogromną przyjemnością i humorem, nie miało to nic wspólnego ze szkolną recytacją. Legendarna jest już jego pracowitość i duszące poczucie obowiązku: „Rutyna rannego pisania, w przekonaniu, że jeśli człowiek codziennie napisze jedną stronę, to z czasem się uzbiera”. „Miłosz poranny był dość zamknięty w sobie, a Miłosz wieczorny miał ochotę do rozmów, odprężał się”. Pewnie nie każdy wie, że po wykładzie noblowskim pojechał czarną limuzyną z chorągiewkami królewskimi i proporcem noblowskim do McDonald’sa na kolację… Był poważny i jednocześnie dziecinny. Będąc w Disneylandzie, krzyczał okropnie na rollercoasterze, potrafił też rozmyślać nad bohaterem Ulicy Sezamkowej-Wielkim Ptakiem, a czasem palił trawkę.
„Wzrok był jego głównym zmysłem. Cechowało go fascynujące połączenie intelektualnego chłodu z ogromnie sensualnym odbieraniem świata”. To ironia losu, że pod koniec życia nie mógł czytać. Dopóki dawał radę, mimo wielkich kłopotów ze zdrowiem, czytał wiersze, którymi zarzucali go młodzi poeci i odpisywał im na listy. Wymiana myśli z wieloma ludźmi była dla niego ważna, a rozmowy po polsku były nieocenione, kiedy przebywał w Ameryce. Miał też dar uwagi. Prawdziwie przyjaźnił się z Witoldem Gombrowiczem. Miłosz cenił samotność, ale samotnikiem nie był. Był za to nieustannie spragniony życia. Odznaczał się ogromną potęgą ciała i duszy. Lubił patrzeć na kobiety, a kobiety adorowały go z radością. „Miłosz był bardzo lubiany przez krakowian, ale szanowano jego suwerenność, nie narzucano mu się, nie przeszkadzano. Miał w Krakowie swoje ulubione miejsca”. Kiedy szedł przez Rynek, kwiaciarki krakowskie obdarowywały go kwiatami. Lubił wchodzić do księgarń, bardzo chętnie przesiadywał na fotelu w EMPIK-u i czytał książki na miejscu. Żył bardzo skromnie, wydawał mało pieniędzy, pomagał rodzinie. Miał wspaniałą, opiekuńczą drugą żonę, Carol, która świetnie organizowała mu pracę i życie.
Konsekwentnie szukał Pana Boga, był głęboko religijny. Pisywał do Jana Pawła II, a on mu odpisywał. W ostatnim okresie życia skierowany ku Najwyższemu, słuchał pilnie mszy i był bardzo blisko Boga. A praca aż do śmierci stanowiła sens jego życia…
Niniejszy publikacja zawiera siedemdziesiąt wspomnień o Czesławie Miłoszu, z czego „trzynaście zostało przeznaczonych przez autorów specjalnie do tej książki, dziesięć autorka opracowania zredagowała na podstawie rozmów nagrywanych przez nią z rodziną i przyjaciółmi Miłosza, dwa przygotowała na podstawie materiałów rozproszonych w prasie i publikacjach książkowych, czterdzieści jeden stanowią przedruki z prasy i edycji książkowych”. Na końcu książki zamieszczono kalendarium, w którym uwzględniono podstawowe fakty biografii Miłosza, uzupełnione o informacje dotyczącego jego twórczości oraz recepcji biografii i jego dzieł. „Obecność. Wspomnienie o Czesławie Miłoszu” to publikacja dla wszystkich - tych, co dopiero zaczynają przygodę z Miłoszem i dla tych, którzy są obeznani z jego utworami, ale nie znają autora. Autorka zaserwowała czytelnikowi ciekawe spojrzenie z wielu perspektyw. W początkowych wspomnieniach więcej jest informacji o poecie jako człowieku, w późniejszych pojawiają się także te dotyczące jego twórczości. Może się to komuś wydać zbyteczne, ale trudno przecież uciec od faktu, że Miłosz był poetą, a ludzie z nim związani to nie tylko rodzina i przyjaciele, ale i wydawcy, tłumacze, inni poeci, których refleksje muszą być związane z życiem zawodowym noblisty.
„Więc kim był Miłosz? To ogromnie złożona postać. Wielki człowiek i wielki pisarz, i wielka osobowość, i wielkie serce, i wielka dobroć, i wielka zarozumiałość, i wielka pycha” (Katarzyna Herbert),zwyczajny-niezwyczajny człowiek z krwi i kości, którego udało mi się lepiej poznać dzięki Annie Romaniuk. Dziękuję.
„To, co Pan mówi, że żyłem długo i szczęśliwie i że wszystko mi się udawało – okropnie mnie śmieszy. To jest opinia wielu ludzi. Ale to nieprawda. Moje życie było jednym pasmem klęsk i niepowodzeń”, tak mówił o sobie Czesław Miłosz. Czy rzeczywiście więcej było w jego życiu nieszczęść i porażek czy może jednak sukcesów i zwycięstw? Jaki był ‘polski Goethe’, co lubił, czego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała książka.Czułe i mądre wspomnienia przyjaciół,znajomych i najbliższych Czesława Miłosza.Autorce udało się stworzyć z tych wspomnień spójną całość,która przybliża nam Miłosza i jako poetę i jako człowieka.Będę do tych wspomnień wracał wiele razy.W tym roku zrobię pigwówkę według przepisu szwagierki Miłosza,Grażyny Strumiłło-Miłosz,ulubionej nalewki poety.Będzie to moja pigwówka-miłoszówka!
Wspaniała książka.Czułe i mądre wspomnienia przyjaciół,znajomych i najbliższych Czesława Miłosza.Autorce udało się stworzyć z tych wspomnień spójną całość,która przybliża nam Miłosza i jako poetę i jako człowieka.Będę do tych wspomnień wracał wiele razy.W tym roku zrobię pigwówkę według przepisu szwagierki Miłosza,Grażyny Strumiłło-Miłosz,ulubionej nalewki poety.Będzie to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu", to biografia polskiego poety Czesława Miłosza, pisana przez jego bliskich, znajomych, przyjaciół oraz osoby, które miały przyjemność i okazję współpracować z jednym z najwybitniejszych poetów świata. Wszystko zebrane i opracowane przez Annę Romaniuk.
Książka ma bardzo prosty schemat. Składa się z 70 historii, każda pisana przez inną osobę. Wszyscy opisują sposób w jaki poznali Miłosza, lub czasy, w których z nim współpracowali. To 70 pięknych, wzruszających i zabawnych historii. Każda to osobny rozdział książki, co mi osobiście bardzo ułatwiło czytanie, mogłam wybierać, co chcę przeczytać najpierw, co potem itd. Na początek wybrałam zwierzenia jego bliskich, potem osób, które znam ze świata kultury, mediów, a na koniec resztę. Taki układ książki pozwala na całkowitą swobodę czytelnika i jest najbardziej moim zdaniem przejrzysty. To zaledwie pierwszy plus tej lektury.
Czesława Miłosza znam bardzo dobrze, jak chyba każdy, choć nigdy nie zagłębiałam się w jego twórczość. Ta biografia pozwoliła mi poznać go lepiej, nie od strony literatury, ale prywatnie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i na podstawie tej lektury twierdzę, że poeta miał niezwykle fascynujące życie.
Czesław Miłosz jest już chyba legendą poezji. Dostał Nagrodę Nobla, w Jerozolimie rośnie jego drzewo, przyznawane osobom, które ratowały Żydów z Holocaustu, wiele podróżował i mieszkał za granicą, miał mnóstwo pasji, wielkie poczucie humoru i optymizm, którym zarażał wszystkich na swej drodze.
To zdecydowanie człowiek zagadka, który choć znany w świecie poezji, tak naprawdę zawsze stwarzał pozory całkiem innego niż był naprawdę, przynajmniej ja inaczej go odbierałam przez wizerunek medialny, a całkiem inaczej teraz, gdy przeczytałam zwierzenia jego przyjaciół.
Książka ta to mnóstwo przytaczanych historii, anegdot i wydarzeń, również wzruszających, jednak do mnie najbardziej trafiły te związane z życiem prywatnym gdy spotykał się ze znajomymi, prowadził burzliwe i inteligentne rozmowy. Fragmenty, w których różni ludzie opisują swoje życie codzienne z Miłoszem, były dla mnie najciekawsze, bo właśnie one najwięcej mówią o człowieku.
Adam Zagajewski, poeta, wykładowca i autor mowy pogrzebowej dla Miłosza, wspomina, że będąc już w podeszłym wieku, Miłosz tak głośno rozmawiał w restauracjach z powodu głuchoty, że często krępowało to jego towarzyszy.
Elżbieta Isakiewicz, dziennikarka, wspomina jak Miłosz za namową fotografa, wziął ją na ręce by zrobić zabawną fotografię.
Czesław Czapliński przytacza historię, kiedy przeprowadzał wywiad z Miłoszem, a na koniec poprosił go o za pozowanie do zdjęcia. Widzący to przechodzień, starszy Pan z pieskiem, zapytał ich, czy poeta jest modelem odzieży eleganckiej.
Takich historii jest mnóstwo, choć nie wszystkie są zabawne, to wszystkie wciągają i po przeczytaniu tej lektury nabrałam ochoty na zapoznanie się z twórczością poety. Był to na pewno człowiek inteligentny, kochany przez wszystkich, w szczególności studentów, zabawny, sympatyczny i ciekawy. Cieszę się, że przeczytałam jego biografię napisaną w taki lekki sposób i polecam ją wszystkim, bo nie wypada nie znać najbardziej utalentowanego i kochanego na całym świecie poety, jakim jest Czesław Miłosz.
"Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu", to biografia polskiego poety Czesława Miłosza, pisana przez jego bliskich, znajomych, przyjaciół oraz osoby, które miały przyjemność i okazję współpracować z jednym z najwybitniejszych poetów świata. Wszystko zebrane i opracowane przez Annę Romaniuk.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ma bardzo prosty schemat. Składa się z 70 historii, każda pisana przez...