Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2013-10-22
- Data 1. wydania:
- 2013-10-22
- Liczba stron:
- 288
- Czas czytania
- 4 godz. 48 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 1452112746
In February 1959, a group of nine experienced hikers in the Russian Ural Mountains died mysteriously on an elevation known as Dead Mountain. Eerie aspects of the incident—unexplained violent injuries, signs that they cut open and fled the tent without proper clothing or shoes, a strange final photograph taken by one of the hikers, and elevated levels of radiation found on some of their clothes—have led to decades of speculation over what really happened. This gripping work of literary nonfiction delves into the mystery through unprecedented access to the hikers' own journals and photographs, rarely seen government records, dozens of interviews, and the author's retracing of the hikers' fateful journey in the Russian winter. A fascinating portrait of the young hikers in the Soviet era, and a skillful interweaving of the hikers narrative, the investigators' efforts, and the author's investigations, here for the first time is the real story of what happened that night on Dead Mountain.
Kup Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident
Poznaj innych czytelników
538 użytkowników ma tytuł Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident na półkach głównych- Przeczytane 332
- Chcę przeczytać 206
- Posiadam 37
- 2021 20
- Audiobook 17
- Audiobooki 14
- 2022 11
- Literatura faktu 9
- 2020 7
- 2020 6
Tagi i tematy do książki Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident
Bądź pierwszy
Dodaj cytat z książki Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident
Dodaj cytat






























OPINIE i DYSKUSJE o książce Dead Mountain: The untold true story of the Dyatlov Pass incident
"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
Dziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona najwyższym stopniem trudności.
Początkowo wyprawa przebiega spokojnie, a dobry humor towarzyszy grupie każdego dnia. W końcu przygotowywali się do wyprawy od dłuższego czasu. Nawet dołączenie w ostatniej chwili nowego członka, obcemu większości Zołotariowa, nie niszczy dobrych nastrojów.
W trakcie wyprawy jeden z jej członków rezygnuje z dalszego udziału, powodem są kwestie zdrowotne. Był to Jurij Judin, jedyny ocalały z całej grupy. Reszta nie wróciła do domu i nigdy nie zdobyła upragnionego szczytu położonego w Uralu Północnym.
W nocy z 1 na 2 lutego, turyści z niewiadomych powodów rozcięli poszycie namiotu (od wewnątrz) i uciekli z niego w środku nocy. Sama akcja poszukiwawcza opóźnia się, a odnalezienie pozostałości po namiocie i ciał ofiar zajmie sporo czasu. Większość turystów zmarła w wyniku hipotermii, a część w wyniku obrażeń wewnętrznych.
=======================
"Martwa Góra. Historia Tragedii na Przełęczy Diatłowa" to kolejna książka z literatury faktu opowiadająca o tej tragedii. Donnie Eichar obrał nieco inne podejście, nie ograniczył się tylko do czytania materiałów na temat sprawy... Sam wybrał się zimą na Przełęcz Diatłowa. Wydarzenia z 1959 roku i śledztwo przedstawiane są naprzemiennie z wyprawą autora.
Widzimy jego przygotowania, opisane są jego odczucia i spotkania z osobami powiązanymi ze sprawą (przedstawicielami fundacji oraz samym Jurijem Judinem). Donnie prowadzi własne śledztwo i stara się dojść do przyczyn tragedii. Pytanie brzmi, czy jest to możliwe po ponad 50 latach od tych wydarzeń?
Powiem tak, forma napisania tej książki jest czymś unikalnym i potrafi zaciekawić czytelnika. Mamy wgląd w przemyślenia autora oraz jego wszelkie wątpliwości. No i obawy, a tych trochę jest. Ale mając w głowie polityczne tło całej sprawy, są one moim zdaniem uzasadnione.
Treści wzbogacone są o zdjęcia z akt sprawy oraz fragmenty dzienników, jakie były prowadzone przez turystów.
Autor stara się obalić niektóre powstałe teorie, takie jak lawina, silny wiatr czy próby wojskowe. Sam dzieli się swoją teorią polegającą na infradźwiękach (fale dźwiękowe o częstotliwościach poniżej słyszalnego spektrum) powstałych z wirami von Karmana ("w kontekście aerodynamiki zjawisk pogodowych wiry Karmana to miniaturowe tornada, które powstają, gdy wiatr o określonej prędkości trafi w obiekt o odpowiednich wymiarach i kształcie". Mogą powodować drgania, czy wycie porównywane z dźwiękiem przejeżdżającego pociągu towarowego). To właśnie miało być powodem ucieczki turystów z namiotu.
Ogólnie to był mój reread, pierwszy raz czytałem książkę lata temu. Teraz posiadam nieco większą wiedzę i jestem na świeżo z reportażem Alice Lugen. No i podczas czytania Martwej Góry kilka rzeczy przykuło moją uwagę. W książce Eichar'a są błędy, które polegają na pomyleniu niektórych faktów. Przykładowo według niego Zołotariow wszedł na miejsce Nikołaja Popowa, który zrezygnował z wyprawy. Według książki Alice Lugen oraz informacji na stronie poświęconej sprawie Tragedii, Zołotariow wszedł na miejsce Władysława Bijenki, który nie udał się na wyprawę, bo został wezwany na rozmowę komitetu Komsołomu.
Trafiłem też na sytuację, gdzie autor opisuje wydarzenia z 1 lutego wspominając zrobienie konkretnego zdjęcia. Po czym wstawia to zdjęcie z podpisem 31 stycznia.
Trochę takich rzeczy jest niestety. Nie mówię, że w książce Alice Lugen nie ma błędów, tam znalazłem ich po prostu mniej.
Autor napisał książkę w ciekawy sposób, zwłaszcza, że sam wybrał się na Przełęcz Diatłowa i zrelacjonował przebieg wyprawy. Mówi, że spędził lata nad badaniem tej sprawy i nawet zaangażował naukowców w zbadanie wątków infradźwięków. Tym bardziej dziwią mnie te błędy, są one z reguły dość małe, ale jednak trochę się ich naliczyłem. No i jeszcze strony są strasznie białe (trochę mi to utrudniało czytanie po prostu xD),samo rozłożenie tekstu trochę też działało na minus w moim odczuciu.
Czy mogę polecić Martwą Górę? No... Nie jest to zła książka, głównie dzięki wyprawie autora. Jeżeli ktoś interesuje się sprawą Przełęczy Diatłowa i chce poznać nieco inną perspektywę, niech śmiało sięga po ten tytuł. Jeżeli ktoś nie zagłębiał się w ten temat i dopiero chce go poznać dzięki książce, zachęcam na początku sięgnięcie po reportaż Alice Lugen "Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca"
"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona...
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
Jest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż czuję się zafrapowana i zaintrygowana tym, co rzeczywiście wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa. Pomimo pewnych mankamentów – uważam, że warto było tę książkę poznać, choć z perspektywy Polaka zmagania autora z kulturą rosyjską są odrobinę zabawne. Mnie to jednak nie zniechęca i uważam, że zabieg, by przedstawiać opowieść tę z kilku perspektyw (w tym osobistego spojrzenia autora) – naprawdę był udany.
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż...
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Trochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów pasuje. W każdym razie lepiej niż kilka innych tłumaczy rozbieżność stanu namiotów i sprzętu a losów ludzi.
Przeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Na wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Mija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
Da się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać nowych tropów i podpowiedzi. Ale nie jest obiektywnie dobrą literaturą coś, co tylko na tym pasożytuje. No, ale po kolei.
Wymyślił sobie pan Autor, że rzecz będzie miała trzy plany. Na jednym (bynajmniej nie najważniejszym) diatłowowcy odbywają swą wędrówkę. Na drugim zespoły poszukiwawcze tropią ślady zaginionej grupy, a śledczy starają się ustalić przyczyny katastrofy. Na ostatnim Autor zbiera materiały do książki, stara się odkryć to, czego inni nie odkryli. Zabieg tylko z pozoru interesujący. Nie jakiś specjalnie odkrywczy bowiem, to po pierwsze. Za to słabo zrealizowany, bez zęba, to po drugie. Bez pomysłu, zwłaszcza ten trzeci plan. Cóż się tam bowiem dzieje? Ot, plącze się człowiek po świecie, z tym pogada, z tamtym nie za bardzo, bo żaden ani be ani me w języku drugiego, zwróci uwagę, że ten gruby, a tamten cherlawy, ale żeby z tego coś wynikało, to nie. Zabijacz czasu, rozdymacz objętości i tyle. Nijakiego zrozumienia dla szerszego tła Autor podczas tych peregrynacji nie nabiera i czytelnikowi emocji nie dostarcza. Aaaa, niby w ten sposób dochodzi do rozwiązania zagadki? Czyżby? Przejdźmy zatem do warstwy dokumentalnej, czyli do dwóch pozostałych planów.
Strasznie (ale tak naprawdę przerażająco) płytko prześlizgnął się pan Eichar po hipotezach wyjaśniających tragedię oraz ich uzasadnieniach i słabych punktach. Raczej nie ma sensu wdawać się w szczegóły, więc tylko przykładowo jedna sprawka: Zołotariow. O tej tajemniczej postaci z nieprawdopodobną dla tamtych czasów przeszłością, prawdopodobnie skradzioną, prawdopodobnie nie jeden raz, prawdopodobnie nie bez pomocy bezpieki, w ostatniej chwili z niejasnych powodów doklejonej do studenckiej ekipy, Autor ledwie się zająknął. A powinien, bo - jak wiadomo z innych źródeł - bezpieka mogła mieć powody, żeby niezbyt przyjaźnie interesować się niektórymi członkami ekspedycji. Czyż więc nie mogło być tak, że jeden fałszywy Zołotariow "zamachnął się" na resztę zespołu, może zrazu nie do końca skutecznie, ale finalnie z oczekiwanym skutkiem, a następnie dla zatarcia śladów z niewielką pomocą z zewnątrz podrzucił drugiego fałszywego Zołotariowa, tyle że już lekko martwego, sam zaś rozpłynął się, jak już to prawdopodobnie wcześniej praktykował? Mogło być. Obraz miejsca zdarzenia ustalony przez śledczych tego nie wyklucza. Autor jednak tego nie dostrzega i jak się trochę zastanowić, to łatwo wykombinować, skąd ta ślepota. Z dwóch powodów, moim zdaniem.
Pierwszy jest taki, że (jak podejrzewam) pan Eichar ma wszelki ludzki udział w tragedii za teorię spiskową (pisze o tym wprost),a on - surfer z Kaliforni, człek nowoczesny, oświecony, żaden tam foliarz - od teorii spiskowych trzyma się jak najdalej, żeby broń Boże ktoś nie wziął go za prostaczka z farmy w Montanie. Tak bardzo się takich asocjacji obawia - zdaje mi się - że jakoś tak nie do końca przyjmuje do wiadomości, jakim miejscem w czasoprzestrzeni był Ural 1959 roku. A może po prostu (jeszcze raz: złote dziecko ciepłych amerykańskich plaż) nie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć Związku Sowieckiego, sowieckich funkcjonariuszy i sowieckich ludzi, chociaż porusza się po obrzeżach Archipelagu Gułag.
Drugi: tak bardzo chciał się pochwalić swoją wersją wyjaśnienia, że wszystkie pozostałe tylko zamarkował.
Lata świetlne od doskonałej pozycji autorstwa Polki ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen. Lata świetlne. Właściwie to jeśli nie czytaliście "Tragedii na Przełęczy Diatłowa", weźcie się za nią, a "Martwą Górę" sobie darujcie. W tej ostatniej znajdziecie głównie mielizny. W tej pierwszej świetny (inteligentny, wnikliwy i głęboki risercz),prześwietlone co najmniej na pokolenie wstecz postaci, przenikliwie i precyzyjnie odmalowane historyczne tło. I reporterską rzetelność. Bez (uświadomionych, czy nie - wszystko jedno) prób postawienia samego/samej siebie w centrum opowieści.
Jak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDa się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać...
(2013)
[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od naukowców i ekspertów zajmujących się tą sprawą. […] Gdy zimą 2012 roku wyruszaliśmy na wyprawę śladami grupy Diatłowa, przyświecał nam jeden cel: dotrzeć do prawdy na temat tej rosyjskiej tajemnicy sprzed półwiecza” (str. 11).
„Po dotarciu do wskazanego punktu [gdzie stał namiot] zacząłem uważnie przyglądać się miejscu zwanemu Martwą Górą. Jej pierwotne miano – Chołatczachl – wywodzi się mansyjskiego chołat, oznaczającego martwotę. […] Pomimo ponurej nazwy, która budzi wyraźne skojarzenia z tragedią grupy Diatłowa, językoznawcy uważają, że została ona nadana górze przez [tutejszych] Mansów za sprawą braku roślinności. W tym kontekście »góra umarłych«, stosowany przez niektórych, jest niepoprawny. Właściwe tłumaczenie, które zdało mi się logiczne, to Martwa Góra – jest ona istotnie pozbawiona życia*. […]
W milczącej zgodzie staliśmy na zboczu Chołatczachl, wiedząc, że w tym miejscu powinniśmy oddać hołd dziewiątce, która tu niegdyś dotarła” (str. 202-203).
Krótka, rzeczowa historia tragedii z ‘59; polskie tłumaczenie – autorstwa Piotra Cieślaka – wypada dobrze, czyta się jak tekst sprawnego rzemieślnika, który napisał już wiele podobnych, i wie jak rozkładać akcenty, budować zainteresowanie oraz prezentować niezliczone fakty. Prosto i oszczędnie, ale jednocześnie sugestywnie, w duchu reportażu czy książki popularnonaukowej. W procesie translacji udało się sprostować drobne niejasności, ale dodano w zamian inne, sugerujące między innymi, że geografia nie jest najmocniejszą stroną pana Piotra. Nie ma tego wiele, ale z uwagi na objętość książki, rzuca się w oczy.
Opisywaną historię, eksplorowaną już przez wielu niezdrowo zainteresowanych sensacją, znacznie pełniej oddaje książka polskiej autorki, ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen (Tragedia na przełęczy Diatłowa. Historia bez końca, 2020). Nie znaczy to jednak, że Donnie Eichar (1974?**) przygotował tekst nie warty uwagi bądź słaby. Rozdziały następują naprzemiennie – retrospekcje, partie reporterskie, poszukiwania – przeplatają się i tworzą jednolity obraz. Dodaje do tego również trochę siebie, i to też jest w porządku. Również dodatki w postaci chronologii wydarzeń czy listy uczestników wyprawy oraz głównych postaci, zaangażowanych w śledztwo, pomagają w lepszym rozeznaniu.
Książkę pisano z myślą o Amerykanach, i skutkuje to użyciem co najmniej kilku zdań które nie powinny zostać bez komentarza***. Autor stara zbudować w odbiorcy przekonanie, że jego wyprawa śladami Igora Diatłowa to ekstremalny trip, co gorsza, mimowolnie egzotyzuje Rosjan. Wynika to głównie z ukształtowania kulturowego, nieznajomości Rosji i bariery językowej. W jakimś stopniu jest to nawet szczere – bo dla kogoś kto dorastał w ciepłym klimacie Florydy, a potem osiadł w słonecznej południowej Kalifornii, ośnieżony Ural faktycznie może wydawać się obcy, nieprzyjazny i nieodgadniony (skąd jednak te porównania do powierzchni Księżyca?).
To czego książce brakuje, to pełniejszego obrazu relacji między młodymi ludźmi, rozbudowanego opisu postaci i pochylenia się nad zagadkowym Zołotariowem, który niespodziewanie dołącza do grupy. Regularnie powraca wątek UFO, zagadkowych nocnych świateł widywanych nad Uralem, ale autor nie podejmuje się próby wyjaśnienia, tak jakby programowo odrzucał ten wątek (wbrew faktom). Na jednej ze stron Eichar pisze, że przyjechał rozwikłać zagadkę, i tak jak sobie postanowił robi to – jednak jego propozycja nie jest bardziej przekonująca niż kilka innych scenariuszy. Wiemy tylko tyle, że coś spłoszyło radzieckich turystów, coś doprowadziło do panicznego opuszczenia namiotu, i nie pozwoliło im wrócić – resztę zrobił mróz i obrażenia fizyczne, o które nietrudno w takiej sytuacji.
__________________________
* Wyjąwszy trawę, porosty, ptaki i miliardy owadów, bakterii oraz innych żyjątek...
** Na str. 73 autor wspomina, że został ojcem w wieku 37 lat, rok przed lotem do Rosji (tj. w 2011); w 2012 musiał mieć 38.
*** Kiedy autor pisze o Piotrze Wielkim jak o wielkim reformatorze, zupełnie umyka mu fakt, że był chorym despotą, i sili się na jakieś docinki pod adresem komunizmu bazując jedynie na fragmentach wiedzy książkowej, Polak może tylko westchnąć z politowaniem.
•
Warto odszukać rosyjski serial z 2020, którego polski tytuł ewidentnie zapożyczono od książki Eichara (ros. Перевал Дятлова). Część czarno-biała, w pewnym stopniu rekonstrukcyjna – 7/10, ogląda się dobrze i wypada naprawdę wiarygodnie (choć jest to oczywiście zaledwie pewien wariant, nie do końca przekonujący); część barwna – 4,5/10, typowo rosyjskie, propagandowo kino. Żenujące i nudne. (Trzeba przewijać).
•
Dead Mountain -- Book Trailer [2013]
https://www.youtube.com/watch?v=FCOTZTdUEAw
•
UWAGI (wyd. Bezdroża [Helion SA], 2020): blurb + str. 20 – mowa o śmierci „dziewięciorga młodych ludzi”, tymczasem Zołotariow zbliżał się już do czterdziestki…; str. 4-5 (portrety) i 8 (mapka) – imiona i nazwiska, oraz nazwy geograficzne (wraz z legendą) powielono za amerykańskim oryginałem, nie zdając sobie trudu aby oddać je w polskiej wersji i polskiej transkrypcji (plus: nazwisko Thibeaux-Brignolle, zapisywane w zruszczonej formie jako Тибо-Бриньоль [Tibo-Brińol] podano jako Thibault-Brignoles [?]); str. 21 – na Kostaryce (w Kostaryce, jak sama nazwa wskazuje jest to kraj na wybrzeżu); str. 23 – podpis pod zdjęciem (jest: „1957 – 1958” [jak w przypadku »od do«], powinno być: 1957-1958 lub 1957-58); str. 34 – na ateistyczną modłę (komunistyczną – co ma ateizm do zmiany nazwy ze Jekaterynburga na Swierdłowsk?); str. 41 – reszty zimy (ferii zimowych, przerwy zimowej); str. 48 – tutaj tłumacz słusznie zwraca uwagę na inny koniec carskiej rodziny i ich szczątków (zainteresowanych odsyłam do „Miasta biesów”); str. 57 – luce (szczelinie – luka to wolna przestrzeń po czymś, a tutaj chodzi o szeroko rozstawione zęby, o szparę, nie ubytek); str. 63 – pionierzy czerpali wzorce nie tyle z amerykańskich skautów, co ogólnie rozumianego ruchu skautowskiego; str. 68 – sterczały poziomo (w sensie powiewały jak flaga); str. 78 – jest rok 2012, czytamy że Judin był obcięty na jeża, ale na stronie 264 jest fotografia jego i autora, i ma włosy kilkucentymetrowe, rozczochrane – nie było innej okazji by zrobić to zdjęcie, Judin zmarł rok później (jest to zapewne błąd tłumacza, w oryginale włosy był zapewne short); str. 99 – totalitarnego (autorytarnego?); str. 125 – łaty (uszczelnienia); str. 159 – „w Abchazji nieopodal Morza Czarnego” – Abchazja leży NAD rzeczonym morzem, na wybrzeżu; str. 217/222/223/234/237/263 x 2 – po skrócie „dr” (doktor) nie stawiamy kropki, w przypadku kiedy mamy deklinację (dopełniacz – doktora) zapisujemy to jako „dra”, tłumacz posługuje się wymiennie skrótem i pełna formą, przy odmianie korzysta ze skrótu z kropką zamiast napisać całe słowo (dr.); str. 236 – w Tungusce x 2, combo (Tunguzka – „z” w środku, nie „s” – to nie miejscowość, chodzi o rzekę: Podkamienna Tunguzka [Подкаменная Тунгуска]).
Określenie „diatłowcy”, które jest nieadekwatne, ale się przyjęło – Diatłow nie był żadnym guru, dowódcą wojskowym ani liderem politycznym – pisane jest z uporem maniaka dużą literą (Diatłowcy).
Nazwisko Thibeaux-Brignolle zamiast transkrypcji Тибо-Бриньоль (Tibo-Brińol).
Zdrobnienia imion bohaterów zapisywane są konsekwentnie tak jak pseudonimy, w taki sposób: Jan „Janek” Kowalski… (?).
(No i te odznaczające się „słowiańskie” kości policzkowe są raczej mongolskie).
(2013)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od...
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza wersja wydarzeń to nadal pozostaje w głowie taka myśl czy aby na pewno z tego powodu skończyło się tak tragicznie.
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to