"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
Dziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona najwyższym stopniem trudności.
Początkowo wyprawa przebiega spokojnie, a dobry humor towarzyszy grupie każdego dnia. W końcu przygotowywali się do wyprawy od dłuższego czasu. Nawet dołączenie w ostatniej chwili nowego członka, obcemu większości Zołotariowa, nie niszczy dobrych nastrojów.
W trakcie wyprawy jeden z jej członków rezygnuje z dalszego udziału, powodem są kwestie zdrowotne. Był to Jurij Judin, jedyny ocalały z całej grupy. Reszta nie wróciła do domu i nigdy nie zdobyła upragnionego szczytu położonego w Uralu Północnym.
W nocy z 1 na 2 lutego, turyści z niewiadomych powodów rozcięli poszycie namiotu (od wewnątrz) i uciekli z niego w środku nocy. Sama akcja poszukiwawcza opóźnia się, a odnalezienie pozostałości po namiocie i ciał ofiar zajmie sporo czasu. Większość turystów zmarła w wyniku hipotermii, a część w wyniku obrażeń wewnętrznych.
=======================
"Martwa Góra. Historia Tragedii na Przełęczy Diatłowa" to kolejna książka z literatury faktu opowiadająca o tej tragedii. Donnie Eichar obrał nieco inne podejście, nie ograniczył się tylko do czytania materiałów na temat sprawy... Sam wybrał się zimą na Przełęcz Diatłowa. Wydarzenia z 1959 roku i śledztwo przedstawiane są naprzemiennie z wyprawą autora.
Widzimy jego przygotowania, opisane są jego odczucia i spotkania z osobami powiązanymi ze sprawą (przedstawicielami fundacji oraz samym Jurijem Judinem). Donnie prowadzi własne śledztwo i stara się dojść do przyczyn tragedii. Pytanie brzmi, czy jest to możliwe po ponad 50 latach od tych wydarzeń?
Powiem tak, forma napisania tej książki jest czymś unikalnym i potrafi zaciekawić czytelnika. Mamy wgląd w przemyślenia autora oraz jego wszelkie wątpliwości. No i obawy, a tych trochę jest. Ale mając w głowie polityczne tło całej sprawy, są one moim zdaniem uzasadnione.
Treści wzbogacone są o zdjęcia z akt sprawy oraz fragmenty dzienników, jakie były prowadzone przez turystów.
Autor stara się obalić niektóre powstałe teorie, takie jak lawina, silny wiatr czy próby wojskowe. Sam dzieli się swoją teorią polegającą na infradźwiękach (fale dźwiękowe o częstotliwościach poniżej słyszalnego spektrum) powstałych z wirami von Karmana ("w kontekście aerodynamiki zjawisk pogodowych wiry Karmana to miniaturowe tornada, które powstają, gdy wiatr o określonej prędkości trafi w obiekt o odpowiednich wymiarach i kształcie". Mogą powodować drgania, czy wycie porównywane z dźwiękiem przejeżdżającego pociągu towarowego). To właśnie miało być powodem ucieczki turystów z namiotu.
Ogólnie to był mój reread, pierwszy raz czytałem książkę lata temu. Teraz posiadam nieco większą wiedzę i jestem na świeżo z reportażem Alice Lugen. No i podczas czytania Martwej Góry kilka rzeczy przykuło moją uwagę. W książce Eichar'a są błędy, które polegają na pomyleniu niektórych faktów. Przykładowo według niego Zołotariow wszedł na miejsce Nikołaja Popowa, który zrezygnował z wyprawy. Według książki Alice Lugen oraz informacji na stronie poświęconej sprawie Tragedii, Zołotariow wszedł na miejsce Władysława Bijenki, który nie udał się na wyprawę, bo został wezwany na rozmowę komitetu Komsołomu.
Trafiłem też na sytuację, gdzie autor opisuje wydarzenia z 1 lutego wspominając zrobienie konkretnego zdjęcia. Po czym wstawia to zdjęcie z podpisem 31 stycznia.
Trochę takich rzeczy jest niestety. Nie mówię, że w książce Alice Lugen nie ma błędów, tam znalazłem ich po prostu mniej.
Autor napisał książkę w ciekawy sposób, zwłaszcza, że sam wybrał się na Przełęcz Diatłowa i zrelacjonował przebieg wyprawy. Mówi, że spędził lata nad badaniem tej sprawy i nawet zaangażował naukowców w zbadanie wątków infradźwięków. Tym bardziej dziwią mnie te błędy, są one z reguły dość małe, ale jednak trochę się ich naliczyłem. No i jeszcze strony są strasznie białe (trochę mi to utrudniało czytanie po prostu xD), samo rozłożenie tekstu trochę też działało na minus w moim odczuciu.
Czy mogę polecić Martwą Górę? No... Nie jest to zła książka, głównie dzięki wyprawie autora. Jeżeli ktoś interesuje się sprawą Przełęczy Diatłowa i chce poznać nieco inną perspektywę, niech śmiało sięga po ten tytuł. Jeżeli ktoś nie zagłębiał się w ten temat i dopiero chce go poznać dzięki książce, zachęcam na początku sięgnięcie po reportaż Alice Lugen "Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca"
"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
Dziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona...
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
Jest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż czuję się zafrapowana i zaintrygowana tym, co rzeczywiście wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa. Pomimo pewnych mankamentów – uważam, że warto było tę książkę poznać, choć z perspektywy Polaka zmagania autora z kulturą rosyjską są odrobinę zabawne. Mnie to jednak nie zniechęca i uważam, że zabieg, by przedstawiać opowieść tę z kilku perspektyw (w tym osobistego spojrzenia autora) – naprawdę był udany.
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
Jest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż...
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Trochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Trochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Przeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów pasuje. W każdym razie lepiej niż kilka innych tłumaczy rozbieżność stanu namiotów i sprzętu a losów ludzi.
Przeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów...
Na wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Na wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Mija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Mija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Jak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
Da się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać nowych tropów i podpowiedzi. Ale nie jest obiektywnie dobrą literaturą coś, co tylko na tym pasożytuje. No, ale po kolei.
Wymyślił sobie pan Autor, że rzecz będzie miała trzy plany. Na jednym (bynajmniej nie najważniejszym) diatłowowcy odbywają swą wędrówkę. Na drugim zespoły poszukiwawcze tropią ślady zaginionej grupy, a śledczy starają się ustalić przyczyny katastrofy. Na ostatnim Autor zbiera materiały do książki, stara się odkryć to, czego inni nie odkryli. Zabieg tylko z pozoru interesujący. Nie jakiś specjalnie odkrywczy bowiem, to po pierwsze. Za to słabo zrealizowany, bez zęba, to po drugie. Bez pomysłu, zwłaszcza ten trzeci plan. Cóż się tam bowiem dzieje? Ot, plącze się człowiek po świecie, z tym pogada, z tamtym nie za bardzo, bo żaden ani be ani me w języku drugiego, zwróci uwagę, że ten gruby, a tamten cherlawy, ale żeby z tego coś wynikało, to nie. Zabijacz czasu, rozdymacz objętości i tyle. Nijakiego zrozumienia dla szerszego tła Autor podczas tych peregrynacji nie nabiera i czytelnikowi emocji nie dostarcza. Aaaa, niby w ten sposób dochodzi do rozwiązania zagadki? Czyżby? Przejdźmy zatem do warstwy dokumentalnej, czyli do dwóch pozostałych planów.
Strasznie (ale tak naprawdę przerażająco) płytko prześlizgnął się pan Eichar po hipotezach wyjaśniających tragedię oraz ich uzasadnieniach i słabych punktach. Raczej nie ma sensu wdawać się w szczegóły, więc tylko przykładowo jedna sprawka: Zołotariow. O tej tajemniczej postaci z nieprawdopodobną dla tamtych czasów przeszłością, prawdopodobnie skradzioną, prawdopodobnie nie jeden raz, prawdopodobnie nie bez pomocy bezpieki, w ostatniej chwili z niejasnych powodów doklejonej do studenckiej ekipy, Autor ledwie się zająknął. A powinien, bo - jak wiadomo z innych źródeł - bezpieka mogła mieć powody, żeby niezbyt przyjaźnie interesować się niektórymi członkami ekspedycji. Czyż więc nie mogło być tak, że jeden fałszywy Zołotariow "zamachnął się" na resztę zespołu, może zrazu nie do końca skutecznie, ale finalnie z oczekiwanym skutkiem, a następnie dla zatarcia śladów z niewielką pomocą z zewnątrz podrzucił drugiego fałszywego Zołotariowa, tyle że już lekko martwego, sam zaś rozpłynął się, jak już to prawdopodobnie wcześniej praktykował? Mogło być. Obraz miejsca zdarzenia ustalony przez śledczych tego nie wyklucza. Autor jednak tego nie dostrzega i jak się trochę zastanowić, to łatwo wykombinować, skąd ta ślepota. Z dwóch powodów, moim zdaniem.
Pierwszy jest taki, że (jak podejrzewam) pan Eichar ma wszelki ludzki udział w tragedii za teorię spiskową (pisze o tym wprost), a on - surfer z Kaliforni, człek nowoczesny, oświecony, żaden tam foliarz - od teorii spiskowych trzyma się jak najdalej, żeby broń Boże ktoś nie wziął go za prostaczka z farmy w Montanie. Tak bardzo się takich asocjacji obawia - zdaje mi się - że jakoś tak nie do końca przyjmuje do wiadomości, jakim miejscem w czasoprzestrzeni był Ural 1959 roku. A może po prostu (jeszcze raz: złote dziecko ciepłych amerykańskich plaż) nie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć Związku Sowieckiego, sowieckich funkcjonariuszy i sowieckich ludzi, chociaż porusza się po obrzeżach Archipelagu Gułag.
Drugi: tak bardzo chciał się pochwalić swoją wersją wyjaśnienia, że wszystkie pozostałe tylko zamarkował.
Lata świetlne od doskonałej pozycji autorstwa Polki ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen. Lata świetlne. Właściwie to jeśli nie czytaliście "Tragedii na Przełęczy Diatłowa", weźcie się za nią, a "Martwą Górę" sobie darujcie. W tej ostatniej znajdziecie głównie mielizny. W tej pierwszej świetny (inteligentny, wnikliwy i głęboki risercz), prześwietlone co najmniej na pokolenie wstecz postaci, przenikliwie i precyzyjnie odmalowane historyczne tło. I reporterską rzetelność. Bez (uświadomionych, czy nie - wszystko jedno) prób postawienia samego/samej siebie w centrum opowieści.
Jak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
Da się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać...
(2013)
[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od naukowców i ekspertów zajmujących się tą sprawą. […] Gdy zimą 2012 roku wyruszaliśmy na wyprawę śladami grupy Diatłowa, przyświecał nam jeden cel: dotrzeć do prawdy na temat tej rosyjskiej tajemnicy sprzed półwiecza” (str. 11).
„Po dotarciu do wskazanego punktu [gdzie stał namiot] zacząłem uważnie przyglądać się miejscu zwanemu Martwą Górą. Jej pierwotne miano – Chołatczachl – wywodzi się mansyjskiego chołat, oznaczającego martwotę. […] Pomimo ponurej nazwy, która budzi wyraźne skojarzenia z tragedią grupy Diatłowa, językoznawcy uważają, że została ona nadana górze przez [tutejszych] Mansów za sprawą braku roślinności. W tym kontekście »góra umarłych«, stosowany przez niektórych, jest niepoprawny. Właściwe tłumaczenie, które zdało mi się logiczne, to Martwa Góra – jest ona istotnie pozbawiona życia*. […]
W milczącej zgodzie staliśmy na zboczu Chołatczachl, wiedząc, że w tym miejscu powinniśmy oddać hołd dziewiątce, która tu niegdyś dotarła” (str. 202-203).
Krótka, rzeczowa historia tragedii z ‘59; polskie tłumaczenie – autorstwa Piotra Cieślaka – wypada dobrze, czyta się jak tekst sprawnego rzemieślnika, który napisał już wiele podobnych, i wie jak rozkładać akcenty, budować zainteresowanie oraz prezentować niezliczone fakty. Prosto i oszczędnie, ale jednocześnie sugestywnie, w duchu reportażu czy książki popularnonaukowej. W procesie translacji udało się sprostować drobne niejasności, ale dodano w zamian inne, sugerujące między innymi, że geografia nie jest najmocniejszą stroną pana Piotra. Nie ma tego wiele, ale z uwagi na objętość książki, rzuca się w oczy.
Opisywaną historię, eksplorowaną już przez wielu niezdrowo zainteresowanych sensacją, znacznie pełniej oddaje książka polskiej autorki, ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen (Tragedia na przełęczy Diatłowa. Historia bez końca, 2020). Nie znaczy to jednak, że Donnie Eichar (1974?**) przygotował tekst nie warty uwagi bądź słaby. Rozdziały następują naprzemiennie – retrospekcje, partie reporterskie, poszukiwania – przeplatają się i tworzą jednolity obraz. Dodaje do tego również trochę siebie, i to też jest w porządku. Również dodatki w postaci chronologii wydarzeń czy listy uczestników wyprawy oraz głównych postaci, zaangażowanych w śledztwo, pomagają w lepszym rozeznaniu.
Książkę pisano z myślą o Amerykanach, i skutkuje to użyciem co najmniej kilku zdań które nie powinny zostać bez komentarza***. Autor stara zbudować w odbiorcy przekonanie, że jego wyprawa śladami Igora Diatłowa to ekstremalny trip, co gorsza, mimowolnie egzotyzuje Rosjan. Wynika to głównie z ukształtowania kulturowego, nieznajomości Rosji i bariery językowej. W jakimś stopniu jest to nawet szczere – bo dla kogoś kto dorastał w ciepłym klimacie Florydy, a potem osiadł w słonecznej południowej Kalifornii, ośnieżony Ural faktycznie może wydawać się obcy, nieprzyjazny i nieodgadniony (skąd jednak te porównania do powierzchni Księżyca?).
To czego książce brakuje, to pełniejszego obrazu relacji między młodymi ludźmi, rozbudowanego opisu postaci i pochylenia się nad zagadkowym Zołotariowem, który niespodziewanie dołącza do grupy. Regularnie powraca wątek UFO, zagadkowych nocnych świateł widywanych nad Uralem, ale autor nie podejmuje się próby wyjaśnienia, tak jakby programowo odrzucał ten wątek (wbrew faktom). Na jednej ze stron Eichar pisze, że przyjechał rozwikłać zagadkę, i tak jak sobie postanowił robi to – jednak jego propozycja nie jest bardziej przekonująca niż kilka innych scenariuszy. Wiemy tylko tyle, że coś spłoszyło radzieckich turystów, coś doprowadziło do panicznego opuszczenia namiotu, i nie pozwoliło im wrócić – resztę zrobił mróz i obrażenia fizyczne, o które nietrudno w takiej sytuacji.
__________________________
* Wyjąwszy trawę, porosty, ptaki i miliardy owadów, bakterii oraz innych żyjątek...
** Na str. 73 autor wspomina, że został ojcem w wieku 37 lat, rok przed lotem do Rosji (tj. w 2011); w 2012 musiał mieć 38.
*** Kiedy autor pisze o Piotrze Wielkim jak o wielkim reformatorze, zupełnie umyka mu fakt, że był chorym despotą, i sili się na jakieś docinki pod adresem komunizmu bazując jedynie na fragmentach wiedzy książkowej, Polak może tylko westchnąć z politowaniem.
•
Warto odszukać rosyjski serial z 2020, którego polski tytuł ewidentnie zapożyczono od książki Eichara (ros. Перевал Дятлова). Część czarno-biała, w pewnym stopniu rekonstrukcyjna – 7/10, ogląda się dobrze i wypada naprawdę wiarygodnie (choć jest to oczywiście zaledwie pewien wariant, nie do końca przekonujący); część barwna – 4,5/10, typowo rosyjskie, propagandowo kino. Żenujące i nudne. (Trzeba przewijać).
•
Dead Mountain -- Book Trailer [2013]
https://www.youtube.com/watch?v=FCOTZTdUEAw
•
UWAGI (wyd. Bezdroża [Helion SA], 2020): blurb + str. 20 – mowa o śmierci „dziewięciorga młodych ludzi”, tymczasem Zołotariow zbliżał się już do czterdziestki…; str. 4-5 (portrety) i 8 (mapka) – imiona i nazwiska, oraz nazwy geograficzne (wraz z legendą) powielono za amerykańskim oryginałem, nie zdając sobie trudu aby oddać je w polskiej wersji i polskiej transkrypcji (plus: nazwisko Thibeaux-Brignolle, zapisywane w zruszczonej formie jako Тибо-Бриньоль [Tibo-Brińol] podano jako Thibault-Brignoles [?]); str. 21 – na Kostaryce (w Kostaryce, jak sama nazwa wskazuje jest to kraj na wybrzeżu); str. 23 – podpis pod zdjęciem (jest: „1957 – 1958” [jak w przypadku »od do«], powinno być: 1957-1958 lub 1957-58); str. 34 – na ateistyczną modłę (komunistyczną – co ma ateizm do zmiany nazwy ze Jekaterynburga na Swierdłowsk?); str. 41 – reszty zimy (ferii zimowych, przerwy zimowej); str. 48 – tutaj tłumacz słusznie zwraca uwagę na inny koniec carskiej rodziny i ich szczątków (zainteresowanych odsyłam do „Miasta biesów”); str. 57 – luce (szczelinie – luka to wolna przestrzeń po czymś, a tutaj chodzi o szeroko rozstawione zęby, o szparę, nie ubytek); str. 63 – pionierzy czerpali wzorce nie tyle z amerykańskich skautów, co ogólnie rozumianego ruchu skautowskiego; str. 68 – sterczały poziomo (w sensie powiewały jak flaga); str. 78 – jest rok 2012, czytamy że Judin był obcięty na jeża, ale na stronie 264 jest fotografia jego i autora, i ma włosy kilkucentymetrowe, rozczochrane – nie było innej okazji by zrobić to zdjęcie, Judin zmarł rok później (jest to zapewne błąd tłumacza, w oryginale włosy był zapewne short); str. 99 – totalitarnego (autorytarnego?); str. 125 – łaty (uszczelnienia); str. 159 – „w Abchazji nieopodal Morza Czarnego” – Abchazja leży NAD rzeczonym morzem, na wybrzeżu; str. 217/222/223/234/237/263 x 2 – po skrócie „dr” (doktor) nie stawiamy kropki, w przypadku kiedy mamy deklinację (dopełniacz – doktora) zapisujemy to jako „dra”, tłumacz posługuje się wymiennie skrótem i pełna formą, przy odmianie korzysta ze skrótu z kropką zamiast napisać całe słowo (dr.); str. 236 – w Tungusce x 2, combo (Tunguzka – „z” w środku, nie „s” – to nie miejscowość, chodzi o rzekę: Podkamienna Tunguzka [Подкаменная Тунгуска]).
Określenie „diatłowcy”, które jest nieadekwatne, ale się przyjęło – Diatłow nie był żadnym guru, dowódcą wojskowym ani liderem politycznym – pisane jest z uporem maniaka dużą literą (Diatłowcy).
Nazwisko Thibeaux-Brignolle zamiast transkrypcji Тибо-Бриньоль (Tibo-Brińol).
Zdrobnienia imion bohaterów zapisywane są konsekwentnie tak jak pseudonimy, w taki sposób: Jan „Janek” Kowalski… (?).
(No i te odznaczające się „słowiańskie” kości policzkowe są raczej mongolskie).
(2013)
[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od...
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza wersja wydarzeń to nadal pozostaje w głowie taka myśl czy aby na pewno z tego powodu skończyło się tak tragicznie.
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza...
Tragiczna historia turystów w Dolinie Diatłowa interesuje mnie już od jakiegoś czasu, jednak dotąd nie miałem okazji przeczytać żadnej książki o tym incydencie. Dzisiaj, kiedy skończyłem "Martwą górę" Donniego Eichara, się to zmieniło.
Jakże mnie ta pozycja zawiodła. Ogromnie! Oczekiwałem jedynie rzetelnego reportażu, sprawnie napisanego, który opisałby przebieg i wyjaśnił przyczyny tragedii. Dostałem natomiast twór, który pozostawia wiele do życzenia.
Książka jest okropnie przegadana. Autor próbuje czasami rzucać żartami, które po pierwsze nie śmieszą, a po drugie chyba nie przystają do formy reportażu i kalibru opisywanego incydentu. Eichar za dużo wtrąca swojego autorskiego "ja", co niepotrzebnie przedłuża "Martwą górę". Nie czytałem tej książki, żeby dowiedzieć się o tym, jak autor za bardzo zabalował pewnego wieczoru i wypił o jedno piwo za dużo, tylko po to, żeby zapoznać się z historią zmarłych turystów.
Głównym problemem tego reportażu jest to, że Eichar próbuje szukać sensacji. Chce rozdmuchać tragedię i zyskać rozgłos. Interesuje go to bardziej niż odkrycie prawdy. W książce zdecydowanie przebija się autor-dziennikarz, a nie autor-policjant, autor-detektyw. Kiedy sięgam po pozycję o historii na Przełęczy Diatłowa, chcę czytać dokładnie o tym, a nie jak w autorze budził się zew wypraw, jak kupował zimowe ubrania czy surfował po wybrzeżu Ameryki Południowej.
Słowem, które dobrze opisuje "Martwą górę", jest też chaos. Autor nie prowadzi jednej linii fabularnej, a trzy (historia turystów, oficjalne śledztwo, prywatne dochodzenie autora). I jednocześnie je ze sobą przeplata. Miejscami też silnie fabularyzuje, co znowu nie przystaje do formy reportażu. Nie wiadomo, gdzie kończy się prawdziwa historia, a zaczyna fikcja.
Eichar udaje, że zna Rosję. To kolejny problem tej pozycji. Często rzuca faktami prosto z Wikipedii. Wygląda to śmiesznie, szczególnie w oczach Polaków, którzy jednak historię Rosji znają, bo ta często splatała się z historią naszego kraju.
O przygotowaniu i researchu autora najlepiej świadczy to, że najbardziej merytoryczną częścią książki są przypisy tłumacza. Mimo że do jego kompetencji raczej nie zalicza się prostowanie słów autora, to jednak Piotr Cieślak zrobił świetną robotę. Chapeau bas! Na uwagę zasługuje też opracowanie fotograficzne tej pozycji (w odróżnieniu od beznadziejnych opisów zdjęć autorstwa samego Eichara).
"Martwa góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa" niezwykle mnie zawiodła i skutecznie odtrąciła od dalszego zgłębiania historii tego incydentu. Muszę chyba poczekać aż poczytelniczy kurz opadnie i znowu poczuję chęć na przeczytanie innej książki o tym wydarzeniu. Mam nadzieję, że trafię na rzetelniejszą pozycję.
Tragiczna historia turystów w Dolinie Diatłowa interesuje mnie już od jakiegoś czasu, jednak dotąd nie miałem okazji przeczytać żadnej książki o tym incydencie. Dzisiaj, kiedy skończyłem "Martwą górę" Donniego Eichara, się to zmieniło.
Jakże mnie ta pozycja zawiodła. Ogromnie! Oczekiwałem jedynie rzetelnego reportażu, sprawnie napisanego, który opisałby przebieg i wyjaśnił...
Sięgając po książkę nie spodziewałem się nowych faktów w sprawie tragedii na Przełęczy Diatłowa. Liczyłem na nowe, inne podejście do tej fascynującej historii.
Autor podzielił książkę na dwie części. Pierwsza to opowieść z wyprawy a w zasadzie dwóch wypraw do Rosji. Przedziela wydarzenia rosyjskie historią grupy Diatłowa oraz opisami poszukiwań prowadzonego śledztwa. W porównaniu z dostępną literaturą są to opisy zgodne co do wydarzeń ale bardzo płytkie i nie poparte w źródłach co eliminuje tą książkę jako literaturę faktu.
Druga część (bardzo krótka) to próba zrozumienia przyczyn opuszczenia namiotu przez wędrowców. Stosuje tu maksymę Sherlocka Holmesa: "Kiedy wyeliminujesz niemożliwe, cokolwiek pozostanie, jakkolwiek nieprawdopodobne, musi być prawdą". I tak po kolei pada na: atak Mansi, lawiny, silny wiatr, odział uzbrojonych ludzi, testy broni w tym rakietowej po UFO. Wszystkie te hipotezy obala stosując argumenty albo absurdalne, albo bardzo naiwne. Ta naiwność widoczna jest bardzo często i to w przypadku zrozumienia okresu zimnej wojny w Związku Radzieckim jak i funkcjonowania i życia w Rosji.
I co mu pozostało? Nic.
Dlatego w poszukiwaniu pointy znajduje i przedstawia własną teorię. Przypomina mi to dokument na Annimal Planet, w którym udowodniono dzięki analizie tragedii na przełęczy Diatłowa i wizycie w tym miejscy istnienie Yeti.
Ostatni rozdział to popis reżysera Donnie Eichar-a. Przedstawił on ostatnie chwile Diatłowowców w oparciu o swoją teorię. Niezły film SF by z tego wyszedł.
I na koniec Panie Eichar nie wiem jak to jest na słonecznej Florydzie ale w Polsce jestem w stanie za pomocą brzozy (kory brzozowej) rozpalić ognisko nawet w czasie deszczu to pewnie na Uralu też się to uda.
Nie polecam ani zainteresowanym tematem ani nowym czytelnikom.
Sięgając po książkę nie spodziewałem się nowych faktów w sprawie tragedii na Przełęczy Diatłowa. Liczyłem na nowe, inne podejście do tej fascynującej historii.
Autor podzielił książkę na dwie części. Pierwsza to opowieść z wyprawy a w zasadzie dwóch wypraw do Rosji. Przedziela wydarzenia rosyjskie historią grupy Diatłowa oraz opisami poszukiwań prowadzonego śledztwa. W...
Chyba mało która historia wywoływała i nadal wywołuje tyle spekulacji, domysłów oraz pomysłów na jej rozwiązanie. Jest wiele książek na ten temat (przynajmniej kilka w języku polskim) i jeszcze więcej dokumentów oraz filmów. Autor zebrał w niej chyba wszystkie możliwe fakty, wspomnienia i domniemania. Nie jest może wybitna literacko, ale może stanowić dobrą dla osoby która chciałaby się zaznajomić z tą tragedią górską. Autor opisuje sprawę będąc ją na miejscu i starając się samodzielnie odtworzyć trasę wyprawy przez co na bieżąco przytacza tezy i je komentuje. Książka nie rozwiązuje tej zagadki, bo trudno o takie rozwiązanie. Przywołuje najbardziej prawdopodobne przyczyny. Być może prawda jest wśród nich.
Chyba mało która historia wywoływała i nadal wywołuje tyle spekulacji, domysłów oraz pomysłów na jej rozwiązanie. Jest wiele książek na ten temat (przynajmniej kilka w języku polskim) i jeszcze więcej dokumentów oraz filmów. Autor zebrał w niej chyba wszystkie możliwe fakty, wspomnienia i domniemania. Nie jest może wybitna literacko, ale może stanowić dobrą dla osoby która...
Jestem.pewna, że nikt już nie rozwikła sprawy wydarzeń pod Martwą Górą. Każda kolejna książka będzie powielaniem tego, co przez kilkadziesiąt lat powiedziano i napisano. Tak jest i w tym przypadku. Czytelnikowi, który nic nie wie na temat tragedii wyprawy Diatłowa, książka zapewne się spodoba. Komuś kto ma już na ten temat jakąś wiedzę, niespecjalnie przypadnie do gustu, ponieważ nie wnosi nic nowego, nie proponuję nowych rozwiązań sprawy - autor niczego odkrywczego nie dowiedział się podczas przygotowań do jej pisania. A jednak szacunek dla autora za to, że mu się chciało odbyć taką ciężką wyprawę i zebrać w jednym miejscu najróżniejsze teorie. Jako najbardziej prawdopodobną wybrał jedną z nich, niekoniecznie trzeba się z nim zgodzić.
Jestem.pewna, że nikt już nie rozwikła sprawy wydarzeń pod Martwą Górą. Każda kolejna książka będzie powielaniem tego, co przez kilkadziesiąt lat powiedziano i napisano. Tak jest i w tym przypadku. Czytelnikowi, który nic nie wie na temat tragedii wyprawy Diatłowa, książka zapewne się spodoba. Komuś kto ma już na ten temat jakąś wiedzę, niespecjalnie przypadnie do gustu, ...
Umówmy się wpierw, że nie spodziewałem się czegoś niesamowitego po tej książce. Ale tez prawdę mówiąc nie oczekiwałem tego co z niej wydobyłem...
Amerykanin, który udaje, że choć trochę zna się na Rosji. Wielka, nierozwikłana tajemnica (Archiwum-X), do tego liczne teorie spiski, itp. itd. W założeniu to się nie mogło udać! I się nie udało.
Książkę można podzielić na 2-3 części. Domniemany opis podróży i zdarzeń z punktu widzenia samych uczestników (notatki, zdjęcia), zakończony czczym i wyssanym z palca "rozwiązaniem". Część oficjalna - śledcza. Oraz część współczesna, pisana bezpośrednio przez autora-narratora. O ile te dwie pierwsze są umiarkowane dobrze skrojone (choć z punktu widzenia człowieka nie - Rosjanina, nie oddają większości cech, emocji i nastrojów tamtych lat), tak trzecia jest to swego rodzaju książka o sobie (nie da się zaprzeczyć, że ego autora jest tu przeogromne i odgrywa znaczną rolę).
Literacko byle jak. Dokumentalnie pewnie nawet lepiej. Ale uczciwie powiem, że wszystko to wypada dość chaotycznie, niezgrabnie, bez polotu. Czyta się to jak papiery z akt - bez emocji. Mimo dużej ilości zdjęć nie udało mi się wczuć w rolę bezpośrednich bohaterów dramatu. Tym bardziej nie spodobały mi się współczesne postacie.
Jeśli chodzi o samo zakończenie - wytłumaczenie finalnej teorii, to równie dobrze kupuję to, jak i nie kupuje. Z naukowego punktu widzenia wszystko wydaje się możliwe. Z praktycznego, cholernie trudno przekonać do tego. I to nawet nie chodzi o jakieś inne, bardziej przekonywujące teorie, bo takich, jak dotąd nikt nie znalazł. Ale po prostu to jest trochę tak jak z tymi durnymi Discovery śledztwami. Przez ich formułę, mimo że wszystko wydaje się logiczne, na odwrót wszystko w nich wkurza. Ja po prostu tego typu amerykańskiego medialnego śledztwa nie cierpię.
A tej tajemnicy i tak zapewne nie uda się wyjaśnić.
Umówmy się wpierw, że nie spodziewałem się czegoś niesamowitego po tej książce. Ale tez prawdę mówiąc nie oczekiwałem tego co z niej wydobyłem...
Amerykanin, który udaje, że choć trochę zna się na Rosji. Wielka, nierozwikłana tajemnica (Archiwum-X), do tego liczne teorie spiski, itp. itd. W założeniu to się nie mogło udać! I się nie udało.
Książkę można podzielić na 2-3...
Od lat jestem zafascynoway tematem tragedii na przełęczy Diatłowa i może nie będę przez to obiektywny, ale uważam tę książkę za bardzo ciekawą lekturę. Czyta się bardzo przyjemnie i szybko, zawiera sporo informacji, ale podanych w lekki sposób, a autor stawia tezę, która może być wytłumaczeniem tragedii. Nie jest to kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia, ale sam dowiedziałem się dwóch-trzech do tej pory nieznanych mi faktów.
Od lat jestem zafascynoway tematem tragedii na przełęczy Diatłowa i może nie będę przez to obiektywny, ale uważam tę książkę za bardzo ciekawą lekturę. Czyta się bardzo przyjemnie i szybko, zawiera sporo informacji, ale podanych w lekki sposób, a autor stawia tezę, która może być wytłumaczeniem tragedii. Nie jest to kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia, ale sam...
Kolejna książka o Diatłowcach, którą udało mi się przeczytać.
Amerykański pisarz i filmowiec stara się rozwikłać zagadkę śmierci dziewięciorga turystów na Martwej Górze. Zabiera się do tego bardzo dobrze: zbiera informacje najpierw w sieci, później wyjeżdża do Rosji gdzie spotyka się z ostatnim żyjącym członkiem grupy oraz rodzinami pozostałych studentów, a także rusza tropem wyprawy na Ural.
Autor stara się zrozumieć jak mogło dojść do tak tragicznych wydarzeń opisując ostatnie dni całej ekipy oraz etapy poszukiwania zaginionych. Przedstawia także wszystkie możliwe i przez lata stworzone teorie ucieczki turystów z namiotu. Na koniec sam przedstawia tę, która jego zdaniem jest najbardziej prawdopodobna.
Bardzo ciekawe spojrzenie na całą tragedię.
Kolejna książka o Diatłowcach, którą udało mi się przeczytać.
Amerykański pisarz i filmowiec stara się rozwikłać zagadkę śmierci dziewięciorga turystów na Martwej Górze. Zabiera się do tego bardzo dobrze: zbiera informacje najpierw w sieci, później wyjeżdża do Rosji gdzie spotyka się z ostatnim żyjącym członkiem grupy oraz rodzinami pozostałych studentów, a także rusza...
Myślę, że książka jest super. Trochę informacji sobie utrwaliłam, trochę się dowiedziałam. Wydaje mi się, że jak ktoś, tak jak ja, coś tam czytał, coś tam oglądał, ale nie jest specem w temacie, z tej książki coś wyciągnie. Warto przeczytać.
Myślę, że książka jest super. Trochę informacji sobie utrwaliłam, trochę się dowiedziałam. Wydaje mi się, że jak ktoś, tak jak ja, coś tam czytał, coś tam oglądał, ale nie jest specem w temacie, z tej książki coś wyciągnie. Warto przeczytać.
Dobra, ale nie porażająca. Liczyłam na poparte dowodami rozwiązanie zagadki, a dostałam po prostu prawdopodobną wersję wydarzeń. Można przeczytać, ale można też się bez niej obejść. Nie wniosła nic nowego.
Dobra, ale nie porażająca. Liczyłam na poparte dowodami rozwiązanie zagadki, a dostałam po prostu prawdopodobną wersję wydarzeń. Można przeczytać, ale można też się bez niej obejść. Nie wniosła nic nowego.
Niby dobra, ale to zakonczenie... No wlasnie, zakonczenie niszczy caly odbior ksiazki, a jest napisana naprawde dobrze. Trzy rownolegle prowadzone czasy narracji, swietnie zaryowane charaktery, wspaniale zdjecia, nuta tajemnicy...No i klops z tym zakonczeniem. Bylo tyle wypraw na Syberie i wysokie gory i cos takiego sie wczesniej nie wydarzylo, pomimo ze w ksiazce postawiona jest hipoteza ze to dosc powszechne zjawisko. Obalenie teorii zwiazanej z promieniowaniem i argumentowanie ze na takiej wysokosci i przy zerowej wilgotnosci powietrza ciala moglyby z czasem ulec mumifikacji uwazam za niedorzeczne. Jak mozna mowic o mumifikacji na Syberii, gdzie niemal caly czas pada snieg? Autor pochodzi z Florydy, zbadanie historii zajelo mu ladnych pare lat z zycia i potrzebowal wyjasnienia, aby zamknac ten etap.
Niby dobra, ale to zakonczenie... No wlasnie, zakonczenie niszczy caly odbior ksiazki, a jest napisana naprawde dobrze. Trzy rownolegle prowadzone czasy narracji, swietnie zaryowane charaktery, wspaniale zdjecia, nuta tajemnicy...No i klops z tym zakonczeniem. Bylo tyle wypraw na Syberie i wysokie gory i cos takiego sie wczesniej nie wydarzylo, pomimo ze w ksiazce...
Nie liczyłem na rozwiązanie zagadki, gdyż dobrze wiedziałem, że do dziś się jeszcze to nie stało. Autor próbuje zrelacjonować ostatnią wyprawę grupy Diatłowa oraz akcję poszukiwawczą. W sposób ciekawy zaprezentowane zostały poszczególne teorie dotyczące tragedii. Autor stawia na jedną z nich. Polecam.
Nie liczyłem na rozwiązanie zagadki, gdyż dobrze wiedziałem, że do dziś się jeszcze to nie stało. Autor próbuje zrelacjonować ostatnią wyprawę grupy Diatłowa oraz akcję poszukiwawczą. W sposób ciekawy zaprezentowane zostały poszczególne teorie dotyczące tragedii. Autor stawia na jedną z nich. Polecam.
Pozycja dla osób, które szukają racjonalnego wytłumaczenia tragedii na przełęczy Diatłowa. Drobiazgowo przedstawia studentów, ich plan podróżny i wydarzenia (nawet jeśli jej nie znasz książka szczegółowo wprowadzi w temat). Godne polecenia fanom niewyjaśnionych zagadek.
Pozycja dla osób, które szukają racjonalnego wytłumaczenia tragedii na przełęczy Diatłowa. Drobiazgowo przedstawia studentów, ich plan podróżny i wydarzenia (nawet jeśli jej nie znasz książka szczegółowo wprowadzi w temat). Godne polecenia fanom niewyjaśnionych zagadek.
Autor dorzucił swoje trzy grosze do koszyka teorii o Przełęczy Diatłowa. Donnie Eichar nie jest naukowcem, a jedynie reżyserem i niestety w tej branży powinien pozostać (razem z twórcami "naukowego" filmu wyemitowanego na Discovery dotyczącego Yeti na Przełęczy Diatłowa). Postanawia jednak zabrać się za coś, o czym nie ma zielonego pojęcia i pójść śladami Diatłowców, czyli odbyć taką samą podróż jak oni - bo po wielu latach i zatartych śladach niczym geniusz być może dostrzeże coś, czego nie dostrzegł jeszcze nikt inny. Po jej odbyciu stwierdza jednak, że nie rozwiązał zagadki i został z niczym. Wertuje zatem różne artykuły aż natrafia na ten dotyczący infradźwięków, które wpisują się w nową teorię mającą za zadanie wyjaśnić śmierć radzieckich turystów. Następnie znajduje naukowców, którzy po uporczywych naleganiach stwierdzają, że szczyt pobliskiej góry na przełęczy może tworzyć infradźwięki - i niestety na tym marnym stwierdzeniu opiera swoją teorię i niniejszą książkę, bo tylko takiego stwierdzenia potrzebował do napisania tego "co mu się wydaje". Krótko mówiąc, cała 9-tka Diatłowców zwariowała za sprawą infradźwięków - ubawiłem się podczas czytania "prawdziwej" wersji wydarzeń w wykonaniu autora. Czyste teoretyzowanie i bajkopisarstwo, a nawet zaprzeczanie wcześniej przywołanym faktom. Dodam, że nie zaprzeczam temu, że infradźwięki istnieją i są faktem, ale wykonanie niniejszej książki bazujące na tej teorii jest totalnie beznadziejne.
Kilka spostrzeżeń jakie zanotowałem:
- Autor wykazał się ogromną ignorancją gdy umieścił teorię o arktycznych krasnoludach obok teorii dotyczącej tajnych prób wojskowych, uznając je OBIE za teorie rodem z brukowców (sic!).
- Smutne, że teoria wojskowa zostaje spłycona do "kul ognia" i na tym koncentruje się autor. Najpierw autor przytacza relacje odległych obserwatorów z nocy z 1 na 2 lutego, a następnie stwierdza, że właściwie nie ma żadnych dowodów w tej sprawie.
- Książka została napisana typowo pod "swoją" teorię, bezrefleksyjnie odrzucając wszystkie inne, w tym najbardziej prawdopodobną teorię dotyczącą awarii rakiety. Pominięte zostały istotne fakty takie jak upalone wierzchołki drzew oraz to, że rodzice Kriwoniszczenki do końca życia uparcie twierdzili, że przyczyną tragedii była awaria w trakcie testów wojskowych. Jego ojciec był inżynierem wojskowym w stopniu generała, a matka asystentką inżyniera budującego rakiety.
- W książce jak sam zauważa jeden z ekspertów od infradźwięków: jedni ludzie są na nie wrażliwi, a inni odporni. Pomijając inne kwiatki autora, niezmiernie ciężko uwierzyć, żeby cała 9-osobowa grupa była podatna na infradźwięki w sposób ekstremalny.
- Od kiedy informacje o testach wojskowych są jawne? Autor nie dostał od władz potwierdzenia o przeprowadzonych testach, więc ich nie było (sic!).
O ile książkę Alice Lugen przeczytałem jednym tchem i z czystą przyjemnością, to "Martwa góra" była irytującą i niewciągającą pozycją. 90% książki to średniej jakości opis historii Diatłowców przeplatany z wyprawą autora na przełęcz Diatłowa, a pozostałe 10% to nieudolna próba wytłumaczenia tragedii na bazie teorii infradźwięków.
Skoro przełęcz Diatłowa jest miejscem, w którym występują infradźwięki, to DLACZEGO nie zostały wykonane prawdziwe badania jakie powinny zostać zrobione w kontekście tej teorii? Powinna zostać podjęta chociażby marna próba zarejestrowania infradźwięków z użyciem obecnej technologii - jeżeli udałoby się coś takiego w sposób naukowy zarejestrować, to byłby już mały argument dodający powagi tej teorii, ale mimo wszystko nadal nie dowodziłoby to temu, że w nocy z 1 na 2 lutego infradźwięki stały się przyczyną tragedii. W tej sprawie nie zostało zrobione nic, a jedynie co zrobił autor, to dał się ponieść fantazji i zapisał to.
Mam wrażenie, że zdjęcia pojawiające się na kartach książki zostały wrzucone na szybko po napisaniu całej książki, są niestety słabo dopasowane i wyglądają na typowy zapychacz. Z przykrością stwierdzam, że autor napisał tę książkę jako swego rodzaju finansową rekompensatę wyprawy do Rosji z USA. Nie licząc wcześniej przytoczonych zarzutów, książka nie zasługuje pod żadnym względem na miano literatury faktu, bo przypisów właściwie brak. Można rozważyć zakup książki, ale jedynie dla tych, co bardzo interesują się tematem tragedii na Przełęczy Diatłowa - w innym wypadku omijać szerokim łukiem. Najniższa nota za podejście autora do "badań" i ściekowego sposobu wylansowania własnej teorii. Daję 3/10 za całokształt pracy - było kilka ciekawostek, które trochę rozwinęły pewne tematy, bądź też nie wiedziałem o nich wcześniej.
Autor dorzucił swoje trzy grosze do koszyka teorii o Przełęczy Diatłowa. Donnie Eichar nie jest naukowcem, a jedynie reżyserem i niestety w tej branży powinien pozostać (razem z twórcami "naukowego" filmu wyemitowanego na Discovery dotyczącego Yeti na Przełęczy Diatłowa). Postanawia jednak zabrać się za coś, o czym nie ma zielonego pojęcia i pójść śladami Diatłowców, czyli...
Bardzo dobrze się czyta. Chętnie przeczytałbym coś innego tego autora. W mojej książce znajdują się liczne błędy drukarskie ( brak treści radiogramów w szarych prostokątach) trochę to irytujące, ale nie wpływa na ogólny przekaz.
Bardzo dobrze się czyta. Chętnie przeczytałbym coś innego tego autora. W mojej książce znajdują się liczne błędy drukarskie ( brak treści radiogramów w szarych prostokątach) trochę to irytujące, ale nie wpływa na ogólny przekaz.
Powieść Donnie Eichara to jedna z najlepszych pozycji przybliżajaca wyprawę Igora Diatłowa podczas której w niezwykle tajemniczych okolicznościach śmierć poniosło dziewięcioro młodych ludzi. Przede wszystkim należy docenić kawał solidnej roboty jaką autor wykonał by ta powieść w ogóle mogła powstać,gromadzenie materiałów plus podróż w miejsce tragedii by naocznie przekonać się z czym mierzyli się ci młodzi ludzie zasługuje na duże uznanie.Autor podzielił swą powieść na trzy osie czasowe, które od czasu do czasu wzajemnie się przeplatają. Pierwsza to opis samej wyprawy Igora Diatłowa,gromadzenie sprzętu i opis podróży do podnóża Martwej Góry, druga oś to poszukiwania zaginionych i toczące się śledztwo, które ma na celu wyjaśnić co tak naprawdę wydarzyło się na początku lutego 1959 roku.Trzecia oś to wyprawa i przemyślenia samego autora.
Zagadka śmierci tych młodych osób, a zwłaszcza ich tajemnicze,dające do myślenia obrażenia, porozrzucane na sporym obszarze,niekompletnie ubrane zwłoki do dziś budzą mnóstwo domysłów i spekulacji. Autor krok po kroku próbuje stworzyć własną hipotezę wydarzeń, metodą eliminacji obala niektóre mity i teorie spiskowe próbując stworzyć najbardziej prawdopodobną wersję, która mimo pewnych luk trzymałaby się w posadach,choć moim zdaniem jasnej odpowiedzi nigdy nie będzie ,tajemnica została zabrana do dziewięciu grobów, smutna to niestety prawda. Polecam!!!
Powieść Donnie Eichara to jedna z najlepszych pozycji przybliżajaca wyprawę Igora Diatłowa podczas której w niezwykle tajemniczych okolicznościach śmierć poniosło dziewięcioro młodych ludzi. Przede wszystkim należy docenić kawał solidnej roboty jaką autor wykonał by ta powieść w ogóle mogła powstać,gromadzenie materiałów plus podróż w miejsce tragedii by naocznie...
Donnie Eichar jest amerykańskim producentem, reżyserem, dokumentalistą i autorem książki „Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa”. Autor na sprawę grupy Diatłowa natknął się przypadkiem, który sprawił, że postanowił przyjrzeć się tej tajemnicy, która na przestrzeni wielu lat zrodziła wiele hipotez i teorii spiskowych. Wyjaśniając nazwa „Diatłow” wynika z tego, że organizator i kierownik wyprawy nazywał się Igor Diatłow.
Książka ukazuje prawdziwą historię przyjaciół, którzy w przerwie międzysemestralnej wyruszyli w góry. Pomimo młodego wieku, uczestnicy posiadali doświadczenie w takich wędrówkach, a ta wyprawa miała pozwolić im uzyskać kolejny stopień (trzecia klasa) – doświadczenie w wędrówkach górskich. Po upływie terminu ich powrotu, bliscy poprosili o rozpoczęcie akcji poszukiwawczej, która rozpoczęła się z opóźnieniem, a jej finał zrodził pytanie, które towarzyszy ludziom od lat: co się stało na Przełęczy Diatłowa? Wyprawę rozpoczęło dziesięć osób (ośmiu mężczyzn i dwie kobiety). Jeden mężczyzna zawrócił ze względu na stan zdrowia, a pozostała dziewiątka została odnaleziona martwa. Wydarzenia rozpoczynają się 23.01.1959 r., a kończą w nocy 02.02.1959 r.
Autor w książce dzień po dniu rekonstruuje przebieg wyprawy grupy Diatłowa. Wykorzystuje do tego zapiski wędrowców sporządzone w trakcie wyprawy oraz zdjęcia, które wykonywali każdego dnia. Dodatkowo odtworzony zostaje przebieg akcji poszukiwawczej i śledztwa. Trzeba zaznaczyć, że Donnie Eichar oprócz przeanalizowania akt sprawy, relacji osób oraz głównych hipotez dotyczących przyczyn śmierci, udał się dwukrotnie w podróż do Rosji. Dzięki tym podróżom miał możliwość porozmawiania z osobami, którzy starali się sami rozwiązać tajemnicę tamtych wydarzeń, z bliskimi zmarłych, jaki i jedynym ocalałym z tej wyprawy (Jurij Judin) oraz udał się na miejsce zdarzenia.
W książce zostały omówione najbardziej znane teorie m.in. napaść, lawina, próby wojskowe, a nawet kosmici (hipotez jest więcej). Autor szczegółowo odnosi się do każdej, dodatkowo analizuje je z różnymi badaczami, którzy specjalizują się w konkretnej dziedzinie. Nie pomija żadnej i stara się wytłumaczyć je w logiczny sposób oraz wyjaśnia dlaczego je wyklucza. Dodatkowo przedstawia swoje wyjaśnienia, co się stało w nocy 02.02.1959 r. i tworzy potencjalny przebieg wydarzeń.
„Martwa Góra” napisana jest w sposób przystępny. Mimo, że książka porusza trudne zagadnienia, to czyta się ją bardzo szybko. Dodatkowo mamy wplecione konteksty historyczne panujące w tamtych czasach, które pozwalają zrozumieć lepiej pewne wydarzenia. W książce znajduje się sporo zdjęć z wyprawy, ale są one mało czytelne (w Internecie są w dobrej jakości).
„Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa” jest dobrą pozycją, żeby zapoznać się z tymi wydarzeniami. Znajdziemy w niej dużo informacji o uczestnikach wyprawy (ukazane zostało jacy byli, czym się zajmowali) oraz materiałów z przebiegu akcji poszukiwawczej i dochodzenia.
Książka powinna spodobać się wszystkim, którzy interesują się niewyjaśnionymi sprawami, miłośnikom teorii spiskowych oraz tym, co po prostu lubią literaturę faktu.
Pozycja godna polecenia.
Donnie Eichar jest amerykańskim producentem, reżyserem, dokumentalistą i autorem książki „Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa”. Autor na sprawę grupy Diatłowa natknął się przypadkiem, który sprawił, że postanowił przyjrzeć się tej tajemnicy, która na przestrzeni wielu lat zrodziła wiele hipotez i teorii spiskowych. Wyjaśniając nazwa „Diatłow” wynika z tego,...
"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
Dziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona najwyższym stopniem trudności.
Początkowo wyprawa przebiega spokojnie, a dobry humor towarzyszy grupie każdego dnia. W końcu przygotowywali się do wyprawy od dłuższego czasu. Nawet dołączenie w ostatniej chwili nowego członka, obcemu większości Zołotariowa, nie niszczy dobrych nastrojów.
W trakcie wyprawy jeden z jej członków rezygnuje z dalszego udziału, powodem są kwestie zdrowotne. Był to Jurij Judin, jedyny ocalały z całej grupy. Reszta nie wróciła do domu i nigdy nie zdobyła upragnionego szczytu położonego w Uralu Północnym.
W nocy z 1 na 2 lutego, turyści z niewiadomych powodów rozcięli poszycie namiotu (od wewnątrz) i uciekli z niego w środku nocy. Sama akcja poszukiwawcza opóźnia się, a odnalezienie pozostałości po namiocie i ciał ofiar zajmie sporo czasu. Większość turystów zmarła w wyniku hipotermii, a część w wyniku obrażeń wewnętrznych.
=======================
"Martwa Góra. Historia Tragedii na Przełęczy Diatłowa" to kolejna książka z literatury faktu opowiadająca o tej tragedii. Donnie Eichar obrał nieco inne podejście, nie ograniczył się tylko do czytania materiałów na temat sprawy... Sam wybrał się zimą na Przełęcz Diatłowa. Wydarzenia z 1959 roku i śledztwo przedstawiane są naprzemiennie z wyprawą autora.
Widzimy jego przygotowania, opisane są jego odczucia i spotkania z osobami powiązanymi ze sprawą (przedstawicielami fundacji oraz samym Jurijem Judinem). Donnie prowadzi własne śledztwo i stara się dojść do przyczyn tragedii. Pytanie brzmi, czy jest to możliwe po ponad 50 latach od tych wydarzeń?
Powiem tak, forma napisania tej książki jest czymś unikalnym i potrafi zaciekawić czytelnika. Mamy wgląd w przemyślenia autora oraz jego wszelkie wątpliwości. No i obawy, a tych trochę jest. Ale mając w głowie polityczne tło całej sprawy, są one moim zdaniem uzasadnione.
Treści wzbogacone są o zdjęcia z akt sprawy oraz fragmenty dzienników, jakie były prowadzone przez turystów.
Autor stara się obalić niektóre powstałe teorie, takie jak lawina, silny wiatr czy próby wojskowe. Sam dzieli się swoją teorią polegającą na infradźwiękach (fale dźwiękowe o częstotliwościach poniżej słyszalnego spektrum) powstałych z wirami von Karmana ("w kontekście aerodynamiki zjawisk pogodowych wiry Karmana to miniaturowe tornada, które powstają, gdy wiatr o określonej prędkości trafi w obiekt o odpowiednich wymiarach i kształcie". Mogą powodować drgania, czy wycie porównywane z dźwiękiem przejeżdżającego pociągu towarowego). To właśnie miało być powodem ucieczki turystów z namiotu.
Ogólnie to był mój reread, pierwszy raz czytałem książkę lata temu. Teraz posiadam nieco większą wiedzę i jestem na świeżo z reportażem Alice Lugen. No i podczas czytania Martwej Góry kilka rzeczy przykuło moją uwagę. W książce Eichar'a są błędy, które polegają na pomyleniu niektórych faktów. Przykładowo według niego Zołotariow wszedł na miejsce Nikołaja Popowa, który zrezygnował z wyprawy. Według książki Alice Lugen oraz informacji na stronie poświęconej sprawie Tragedii, Zołotariow wszedł na miejsce Władysława Bijenki, który nie udał się na wyprawę, bo został wezwany na rozmowę komitetu Komsołomu.
Trafiłem też na sytuację, gdzie autor opisuje wydarzenia z 1 lutego wspominając zrobienie konkretnego zdjęcia. Po czym wstawia to zdjęcie z podpisem 31 stycznia.
Trochę takich rzeczy jest niestety. Nie mówię, że w książce Alice Lugen nie ma błędów, tam znalazłem ich po prostu mniej.
Autor napisał książkę w ciekawy sposób, zwłaszcza, że sam wybrał się na Przełęcz Diatłowa i zrelacjonował przebieg wyprawy. Mówi, że spędził lata nad badaniem tej sprawy i nawet zaangażował naukowców w zbadanie wątków infradźwięków. Tym bardziej dziwią mnie te błędy, są one z reguły dość małe, ale jednak trochę się ich naliczyłem. No i jeszcze strony są strasznie białe (trochę mi to utrudniało czytanie po prostu xD), samo rozłożenie tekstu trochę też działało na minus w moim odczuciu.
Czy mogę polecić Martwą Górę? No... Nie jest to zła książka, głównie dzięki wyprawie autora. Jeżeli ktoś interesuje się sprawą Przełęczy Diatłowa i chce poznać nieco inną perspektywę, niech śmiało sięga po ten tytuł. Jeżeli ktoś nie zagłębiał się w ten temat i dopiero chce go poznać dzięki książce, zachęcam na początku sięgnięcie po reportaż Alice Lugen "Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca"
"Gdybym mógł zadać Bogu jedno pytanie, zapytałbym o to, co naprawdę przydarzyło się moim przyjaciołom tamtej nocy" - Jurij Judin
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziesiątka młodych ludzi wyrusza na wyprawę celem zdobycia szczytu Otorten. Dla niektórych jest to okazja do zdobycia tytułu Mistrza Sportu w ZSRR w Turystyce, a dla innych stanowi to przygodę pełną wyzwań. W końcu to eskapada oznaczona...
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
Jest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż czuję się zafrapowana i zaintrygowana tym, co rzeczywiście wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa. Pomimo pewnych mankamentów – uważam, że warto było tę książkę poznać, choć z perspektywy Polaka zmagania autora z kulturą rosyjską są odrobinę zabawne. Mnie to jednak nie zniechęca i uważam, że zabieg, by przedstawiać opowieść tę z kilku perspektyw (w tym osobistego spojrzenia autora) – naprawdę był udany.
To całkiem przyzwoita książka – mocno doceniam fakt, że autor włożył dużo wysiłku w to, żeby „z bliska” zbadać temat tragedii. Niestety część faktów musiała zostać sprostowana w przypisach do polskiego wydania, co odbiera tekstowi wiarygodności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to moje pierwsze spotkanie z omawianym tematem i zarówno w trakcie słuchania audiobooka, jak i po jego zakończeniu – wciąż...
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Bardzo dobra książka, autor zadał sobie sporo trudu, by zdobyć wszystkie materiały i spróbować rozwikłać zagadkę śmierci studentów z grupy Diatłowa. Ostatnia próba rekonstrukcji wydarzeń wycisnęła ze mnie łzy. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Trochę już na ten temat czytałam, więc tak na prawdę zaciekawiła mnie tylko końcówka książki, gdzie Autor podsumowuje wszystkie nieprawdopodobne teorie i przedstawia swoje wnioski, dotyczące tego co się mogło stać. Ogólnie książka napisana poprawnie, dobrze się czytało, duży plus za zdjęcia, było ich sporo i to rysunki techniczne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów pasuje. W każdym razie lepiej niż kilka innych tłumaczy rozbieżność stanu namiotów i sprzętu a losów ludzi.
Przeczytać można, ale większość książki dotyczy podróży Autora i procesu poznawania historii grupy Diatłowa. Ciekawe spojrzenie Amerykanina na Rosję, ale niewiele wnoszące, do samej sprawy, trochę fotografii, trochę znanych faktów. Ciekawe podsumowanie wszystkich teorii i próba wyjaśnienia podparta konsultacjami naukowymi.. Nie calkiem nowa, ta teoria do wielu elementów...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Na wstępie przy zdjęciu Doroszenki widnieje podpis Aleksander Kolevatow,od razu mnie zniesmacza taka nierzetelność,nastawiło mnie to negatywnie do książki
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Mija 55 lat od wydarzeń jakie rozegrały się na sławetnej przełęczy i dalej nie wiadomo co się z tymi ludźmi stało. Autor przybliża kulisy wydarzeń i nawet udaje się w tą samą podróż co ci młodzi ludzie. Stawia też śmiałą tezę i próbuje ją udowodnić i muszę przyznać że brzmi to nawet logicznie choć jest nieco intrygująca. Mnie ta książkę słuchało się całkiem dobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
Da się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać nowych tropów i podpowiedzi. Ale nie jest obiektywnie dobrą literaturą coś, co tylko na tym pasożytuje. No, ale po kolei.
Wymyślił sobie pan Autor, że rzecz będzie miała trzy plany. Na jednym (bynajmniej nie najważniejszym) diatłowowcy odbywają swą wędrówkę. Na drugim zespoły poszukiwawcze tropią ślady zaginionej grupy, a śledczy starają się ustalić przyczyny katastrofy. Na ostatnim Autor zbiera materiały do książki, stara się odkryć to, czego inni nie odkryli. Zabieg tylko z pozoru interesujący. Nie jakiś specjalnie odkrywczy bowiem, to po pierwsze. Za to słabo zrealizowany, bez zęba, to po drugie. Bez pomysłu, zwłaszcza ten trzeci plan. Cóż się tam bowiem dzieje? Ot, plącze się człowiek po świecie, z tym pogada, z tamtym nie za bardzo, bo żaden ani be ani me w języku drugiego, zwróci uwagę, że ten gruby, a tamten cherlawy, ale żeby z tego coś wynikało, to nie. Zabijacz czasu, rozdymacz objętości i tyle. Nijakiego zrozumienia dla szerszego tła Autor podczas tych peregrynacji nie nabiera i czytelnikowi emocji nie dostarcza. Aaaa, niby w ten sposób dochodzi do rozwiązania zagadki? Czyżby? Przejdźmy zatem do warstwy dokumentalnej, czyli do dwóch pozostałych planów.
Strasznie (ale tak naprawdę przerażająco) płytko prześlizgnął się pan Eichar po hipotezach wyjaśniających tragedię oraz ich uzasadnieniach i słabych punktach. Raczej nie ma sensu wdawać się w szczegóły, więc tylko przykładowo jedna sprawka: Zołotariow. O tej tajemniczej postaci z nieprawdopodobną dla tamtych czasów przeszłością, prawdopodobnie skradzioną, prawdopodobnie nie jeden raz, prawdopodobnie nie bez pomocy bezpieki, w ostatniej chwili z niejasnych powodów doklejonej do studenckiej ekipy, Autor ledwie się zająknął. A powinien, bo - jak wiadomo z innych źródeł - bezpieka mogła mieć powody, żeby niezbyt przyjaźnie interesować się niektórymi członkami ekspedycji. Czyż więc nie mogło być tak, że jeden fałszywy Zołotariow "zamachnął się" na resztę zespołu, może zrazu nie do końca skutecznie, ale finalnie z oczekiwanym skutkiem, a następnie dla zatarcia śladów z niewielką pomocą z zewnątrz podrzucił drugiego fałszywego Zołotariowa, tyle że już lekko martwego, sam zaś rozpłynął się, jak już to prawdopodobnie wcześniej praktykował? Mogło być. Obraz miejsca zdarzenia ustalony przez śledczych tego nie wyklucza. Autor jednak tego nie dostrzega i jak się trochę zastanowić, to łatwo wykombinować, skąd ta ślepota. Z dwóch powodów, moim zdaniem.
Pierwszy jest taki, że (jak podejrzewam) pan Eichar ma wszelki ludzki udział w tragedii za teorię spiskową (pisze o tym wprost), a on - surfer z Kaliforni, człek nowoczesny, oświecony, żaden tam foliarz - od teorii spiskowych trzyma się jak najdalej, żeby broń Boże ktoś nie wziął go za prostaczka z farmy w Montanie. Tak bardzo się takich asocjacji obawia - zdaje mi się - że jakoś tak nie do końca przyjmuje do wiadomości, jakim miejscem w czasoprzestrzeni był Ural 1959 roku. A może po prostu (jeszcze raz: złote dziecko ciepłych amerykańskich plaż) nie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć Związku Sowieckiego, sowieckich funkcjonariuszy i sowieckich ludzi, chociaż porusza się po obrzeżach Archipelagu Gułag.
Drugi: tak bardzo chciał się pochwalić swoją wersją wyjaśnienia, że wszystkie pozostałe tylko zamarkował.
Lata świetlne od doskonałej pozycji autorstwa Polki ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen. Lata świetlne. Właściwie to jeśli nie czytaliście "Tragedii na Przełęczy Diatłowa", weźcie się za nią, a "Martwą Górę" sobie darujcie. W tej ostatniej znajdziecie głównie mielizny. W tej pierwszej świetny (inteligentny, wnikliwy i głęboki risercz), prześwietlone co najmniej na pokolenie wstecz postaci, przenikliwie i precyzyjnie odmalowane historyczne tło. I reporterską rzetelność. Bez (uświadomionych, czy nie - wszystko jedno) prób postawienia samego/samej siebie w centrum opowieści.
Jak o zmarłych mówić, tak o pewnych sprawach pisać powinno się tylko dobrze, albo wcale. Autor Martwej Góry o jednej z takich spraw napisał zaledwie poprawnie. Może nawet tylko poprawnie z minusem albo dwoma.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDa się to przeczytać, bo historia wyprawy Diatłowa i jego towarzyszy ma naturalną moc. Ile razy byś do niej nie powracał, wciąż frapuje, nieustannie każe szukać...
(2013)
[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od naukowców i ekspertów zajmujących się tą sprawą. […] Gdy zimą 2012 roku wyruszaliśmy na wyprawę śladami grupy Diatłowa, przyświecał nam jeden cel: dotrzeć do prawdy na temat tej rosyjskiej tajemnicy sprzed półwiecza” (str. 11).
„Po dotarciu do wskazanego punktu [gdzie stał namiot] zacząłem uważnie przyglądać się miejscu zwanemu Martwą Górą. Jej pierwotne miano – Chołatczachl – wywodzi się mansyjskiego chołat, oznaczającego martwotę. […] Pomimo ponurej nazwy, która budzi wyraźne skojarzenia z tragedią grupy Diatłowa, językoznawcy uważają, że została ona nadana górze przez [tutejszych] Mansów za sprawą braku roślinności. W tym kontekście »góra umarłych«, stosowany przez niektórych, jest niepoprawny. Właściwe tłumaczenie, które zdało mi się logiczne, to Martwa Góra – jest ona istotnie pozbawiona życia*. […]
W milczącej zgodzie staliśmy na zboczu Chołatczachl, wiedząc, że w tym miejscu powinniśmy oddać hołd dziewiątce, która tu niegdyś dotarła” (str. 202-203).
Krótka, rzeczowa historia tragedii z ‘59; polskie tłumaczenie – autorstwa Piotra Cieślaka – wypada dobrze, czyta się jak tekst sprawnego rzemieślnika, który napisał już wiele podobnych, i wie jak rozkładać akcenty, budować zainteresowanie oraz prezentować niezliczone fakty. Prosto i oszczędnie, ale jednocześnie sugestywnie, w duchu reportażu czy książki popularnonaukowej. W procesie translacji udało się sprostować drobne niejasności, ale dodano w zamian inne, sugerujące między innymi, że geografia nie jest najmocniejszą stroną pana Piotra. Nie ma tego wiele, ale z uwagi na objętość książki, rzuca się w oczy.
Opisywaną historię, eksplorowaną już przez wielu niezdrowo zainteresowanych sensacją, znacznie pełniej oddaje książka polskiej autorki, ukrywającej się pod pseudonimem Alice Lugen (Tragedia na przełęczy Diatłowa. Historia bez końca, 2020). Nie znaczy to jednak, że Donnie Eichar (1974?**) przygotował tekst nie warty uwagi bądź słaby. Rozdziały następują naprzemiennie – retrospekcje, partie reporterskie, poszukiwania – przeplatają się i tworzą jednolity obraz. Dodaje do tego również trochę siebie, i to też jest w porządku. Również dodatki w postaci chronologii wydarzeń czy listy uczestników wyprawy oraz głównych postaci, zaangażowanych w śledztwo, pomagają w lepszym rozeznaniu.
Książkę pisano z myślą o Amerykanach, i skutkuje to użyciem co najmniej kilku zdań które nie powinny zostać bez komentarza***. Autor stara zbudować w odbiorcy przekonanie, że jego wyprawa śladami Igora Diatłowa to ekstremalny trip, co gorsza, mimowolnie egzotyzuje Rosjan. Wynika to głównie z ukształtowania kulturowego, nieznajomości Rosji i bariery językowej. W jakimś stopniu jest to nawet szczere – bo dla kogoś kto dorastał w ciepłym klimacie Florydy, a potem osiadł w słonecznej południowej Kalifornii, ośnieżony Ural faktycznie może wydawać się obcy, nieprzyjazny i nieodgadniony (skąd jednak te porównania do powierzchni Księżyca?).
To czego książce brakuje, to pełniejszego obrazu relacji między młodymi ludźmi, rozbudowanego opisu postaci i pochylenia się nad zagadkowym Zołotariowem, który niespodziewanie dołącza do grupy. Regularnie powraca wątek UFO, zagadkowych nocnych świateł widywanych nad Uralem, ale autor nie podejmuje się próby wyjaśnienia, tak jakby programowo odrzucał ten wątek (wbrew faktom). Na jednej ze stron Eichar pisze, że przyjechał rozwikłać zagadkę, i tak jak sobie postanowił robi to – jednak jego propozycja nie jest bardziej przekonująca niż kilka innych scenariuszy. Wiemy tylko tyle, że coś spłoszyło radzieckich turystów, coś doprowadziło do panicznego opuszczenia namiotu, i nie pozwoliło im wrócić – resztę zrobił mróz i obrażenia fizyczne, o które nietrudno w takiej sytuacji.
__________________________
* Wyjąwszy trawę, porosty, ptaki i miliardy owadów, bakterii oraz innych żyjątek...
** Na str. 73 autor wspomina, że został ojcem w wieku 37 lat, rok przed lotem do Rosji (tj. w 2011); w 2012 musiał mieć 38.
*** Kiedy autor pisze o Piotrze Wielkim jak o wielkim reformatorze, zupełnie umyka mu fakt, że był chorym despotą, i sili się na jakieś docinki pod adresem komunizmu bazując jedynie na fragmentach wiedzy książkowej, Polak może tylko westchnąć z politowaniem.
•
Warto odszukać rosyjski serial z 2020, którego polski tytuł ewidentnie zapożyczono od książki Eichara (ros. Перевал Дятлова). Część czarno-biała, w pewnym stopniu rekonstrukcyjna – 7/10, ogląda się dobrze i wypada naprawdę wiarygodnie (choć jest to oczywiście zaledwie pewien wariant, nie do końca przekonujący); część barwna – 4,5/10, typowo rosyjskie, propagandowo kino. Żenujące i nudne. (Trzeba przewijać).
•
Dead Mountain -- Book Trailer [2013]
https://www.youtube.com/watch?v=FCOTZTdUEAw
•
UWAGI (wyd. Bezdroża [Helion SA], 2020): blurb + str. 20 – mowa o śmierci „dziewięciorga młodych ludzi”, tymczasem Zołotariow zbliżał się już do czterdziestki…; str. 4-5 (portrety) i 8 (mapka) – imiona i nazwiska, oraz nazwy geograficzne (wraz z legendą) powielono za amerykańskim oryginałem, nie zdając sobie trudu aby oddać je w polskiej wersji i polskiej transkrypcji (plus: nazwisko Thibeaux-Brignolle, zapisywane w zruszczonej formie jako Тибо-Бриньоль [Tibo-Brińol] podano jako Thibault-Brignoles [?]); str. 21 – na Kostaryce (w Kostaryce, jak sama nazwa wskazuje jest to kraj na wybrzeżu); str. 23 – podpis pod zdjęciem (jest: „1957 – 1958” [jak w przypadku »od do«], powinno być: 1957-1958 lub 1957-58); str. 34 – na ateistyczną modłę (komunistyczną – co ma ateizm do zmiany nazwy ze Jekaterynburga na Swierdłowsk?); str. 41 – reszty zimy (ferii zimowych, przerwy zimowej); str. 48 – tutaj tłumacz słusznie zwraca uwagę na inny koniec carskiej rodziny i ich szczątków (zainteresowanych odsyłam do „Miasta biesów”); str. 57 – luce (szczelinie – luka to wolna przestrzeń po czymś, a tutaj chodzi o szeroko rozstawione zęby, o szparę, nie ubytek); str. 63 – pionierzy czerpali wzorce nie tyle z amerykańskich skautów, co ogólnie rozumianego ruchu skautowskiego; str. 68 – sterczały poziomo (w sensie powiewały jak flaga); str. 78 – jest rok 2012, czytamy że Judin był obcięty na jeża, ale na stronie 264 jest fotografia jego i autora, i ma włosy kilkucentymetrowe, rozczochrane – nie było innej okazji by zrobić to zdjęcie, Judin zmarł rok później (jest to zapewne błąd tłumacza, w oryginale włosy był zapewne short); str. 99 – totalitarnego (autorytarnego?); str. 125 – łaty (uszczelnienia); str. 159 – „w Abchazji nieopodal Morza Czarnego” – Abchazja leży NAD rzeczonym morzem, na wybrzeżu; str. 217/222/223/234/237/263 x 2 – po skrócie „dr” (doktor) nie stawiamy kropki, w przypadku kiedy mamy deklinację (dopełniacz – doktora) zapisujemy to jako „dra”, tłumacz posługuje się wymiennie skrótem i pełna formą, przy odmianie korzysta ze skrótu z kropką zamiast napisać całe słowo (dr.); str. 236 – w Tungusce x 2, combo (Tunguzka – „z” w środku, nie „s” – to nie miejscowość, chodzi o rzekę: Podkamienna Tunguzka [Подкаменная Тунгуска]).
Określenie „diatłowcy”, które jest nieadekwatne, ale się przyjęło – Diatłow nie był żadnym guru, dowódcą wojskowym ani liderem politycznym – pisane jest z uporem maniaka dużą literą (Diatłowcy).
Nazwisko Thibeaux-Brignolle zamiast transkrypcji Тибо-Бриньоль (Tibo-Brińol).
Zdrobnienia imion bohaterów zapisywane są konsekwentnie tak jak pseudonimy, w taki sposób: Jan „Janek” Kowalski… (?).
(No i te odznaczające się „słowiańskie” kości policzkowe są raczej mongolskie).
(2013)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident]
„Wszystkie podane fakty zostały zaczerpnięte z akt sprawy kryminalnej z sowieckich archiwów, z dzienników i zdjęć turystów oraz wywiadów przeprowadzonych w Rosji z ich przyjaciółmi, bliskimi oraz osobami biorącymi udział w poszukiwaniach. Informacje te zostały uzupełnione wskazówkami otrzymanymi od...
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza wersja wydarzeń to nadal pozostaje w głowie taka myśl czy aby na pewno z tego powodu skończyło się tak tragicznie.
Książka na którą natrafiłem zupełnym przypadkiem ,nie słyszałem wcześniej o tej tragicznej historii mimo że słyszałem już o przełęczy Diatłowa to znałem ją tylko z nazwy a nie znałem jej historii. Tragiczne wydarzenie którym jak widać nadal jest zainteresowane wiele ludzi mimo że każdą sytuację można jakoś wytłumaczy i w tej książce jest wysunięta najprawdopodobniejsza...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTragiczna historia turystów w Dolinie Diatłowa interesuje mnie już od jakiegoś czasu, jednak dotąd nie miałem okazji przeczytać żadnej książki o tym incydencie. Dzisiaj, kiedy skończyłem "Martwą górę" Donniego Eichara, się to zmieniło.
Jakże mnie ta pozycja zawiodła. Ogromnie! Oczekiwałem jedynie rzetelnego reportażu, sprawnie napisanego, który opisałby przebieg i wyjaśnił przyczyny tragedii. Dostałem natomiast twór, który pozostawia wiele do życzenia.
Książka jest okropnie przegadana. Autor próbuje czasami rzucać żartami, które po pierwsze nie śmieszą, a po drugie chyba nie przystają do formy reportażu i kalibru opisywanego incydentu. Eichar za dużo wtrąca swojego autorskiego "ja", co niepotrzebnie przedłuża "Martwą górę". Nie czytałem tej książki, żeby dowiedzieć się o tym, jak autor za bardzo zabalował pewnego wieczoru i wypił o jedno piwo za dużo, tylko po to, żeby zapoznać się z historią zmarłych turystów.
Głównym problemem tego reportażu jest to, że Eichar próbuje szukać sensacji. Chce rozdmuchać tragedię i zyskać rozgłos. Interesuje go to bardziej niż odkrycie prawdy. W książce zdecydowanie przebija się autor-dziennikarz, a nie autor-policjant, autor-detektyw. Kiedy sięgam po pozycję o historii na Przełęczy Diatłowa, chcę czytać dokładnie o tym, a nie jak w autorze budził się zew wypraw, jak kupował zimowe ubrania czy surfował po wybrzeżu Ameryki Południowej.
Słowem, które dobrze opisuje "Martwą górę", jest też chaos. Autor nie prowadzi jednej linii fabularnej, a trzy (historia turystów, oficjalne śledztwo, prywatne dochodzenie autora). I jednocześnie je ze sobą przeplata. Miejscami też silnie fabularyzuje, co znowu nie przystaje do formy reportażu. Nie wiadomo, gdzie kończy się prawdziwa historia, a zaczyna fikcja.
Eichar udaje, że zna Rosję. To kolejny problem tej pozycji. Często rzuca faktami prosto z Wikipedii. Wygląda to śmiesznie, szczególnie w oczach Polaków, którzy jednak historię Rosji znają, bo ta często splatała się z historią naszego kraju.
O przygotowaniu i researchu autora najlepiej świadczy to, że najbardziej merytoryczną częścią książki są przypisy tłumacza. Mimo że do jego kompetencji raczej nie zalicza się prostowanie słów autora, to jednak Piotr Cieślak zrobił świetną robotę. Chapeau bas! Na uwagę zasługuje też opracowanie fotograficzne tej pozycji (w odróżnieniu od beznadziejnych opisów zdjęć autorstwa samego Eichara).
"Martwa góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa" niezwykle mnie zawiodła i skutecznie odtrąciła od dalszego zgłębiania historii tego incydentu. Muszę chyba poczekać aż poczytelniczy kurz opadnie i znowu poczuję chęć na przeczytanie innej książki o tym wydarzeniu. Mam nadzieję, że trafię na rzetelniejszą pozycję.
Tragiczna historia turystów w Dolinie Diatłowa interesuje mnie już od jakiegoś czasu, jednak dotąd nie miałem okazji przeczytać żadnej książki o tym incydencie. Dzisiaj, kiedy skończyłem "Martwą górę" Donniego Eichara, się to zmieniło.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakże mnie ta pozycja zawiodła. Ogromnie! Oczekiwałem jedynie rzetelnego reportażu, sprawnie napisanego, który opisałby przebieg i wyjaśnił...
Sięgając po książkę nie spodziewałem się nowych faktów w sprawie tragedii na Przełęczy Diatłowa. Liczyłem na nowe, inne podejście do tej fascynującej historii.
Autor podzielił książkę na dwie części. Pierwsza to opowieść z wyprawy a w zasadzie dwóch wypraw do Rosji. Przedziela wydarzenia rosyjskie historią grupy Diatłowa oraz opisami poszukiwań prowadzonego śledztwa. W porównaniu z dostępną literaturą są to opisy zgodne co do wydarzeń ale bardzo płytkie i nie poparte w źródłach co eliminuje tą książkę jako literaturę faktu.
Druga część (bardzo krótka) to próba zrozumienia przyczyn opuszczenia namiotu przez wędrowców. Stosuje tu maksymę Sherlocka Holmesa: "Kiedy wyeliminujesz niemożliwe, cokolwiek pozostanie, jakkolwiek nieprawdopodobne, musi być prawdą". I tak po kolei pada na: atak Mansi, lawiny, silny wiatr, odział uzbrojonych ludzi, testy broni w tym rakietowej po UFO. Wszystkie te hipotezy obala stosując argumenty albo absurdalne, albo bardzo naiwne. Ta naiwność widoczna jest bardzo często i to w przypadku zrozumienia okresu zimnej wojny w Związku Radzieckim jak i funkcjonowania i życia w Rosji.
I co mu pozostało? Nic.
Dlatego w poszukiwaniu pointy znajduje i przedstawia własną teorię. Przypomina mi to dokument na Annimal Planet, w którym udowodniono dzięki analizie tragedii na przełęczy Diatłowa i wizycie w tym miejscy istnienie Yeti.
Ostatni rozdział to popis reżysera Donnie Eichar-a. Przedstawił on ostatnie chwile Diatłowowców w oparciu o swoją teorię. Niezły film SF by z tego wyszedł.
I na koniec Panie Eichar nie wiem jak to jest na słonecznej Florydzie ale w Polsce jestem w stanie za pomocą brzozy (kory brzozowej) rozpalić ognisko nawet w czasie deszczu to pewnie na Uralu też się to uda.
Nie polecam ani zainteresowanym tematem ani nowym czytelnikom.
Sięgając po książkę nie spodziewałem się nowych faktów w sprawie tragedii na Przełęczy Diatłowa. Liczyłem na nowe, inne podejście do tej fascynującej historii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor podzielił książkę na dwie części. Pierwsza to opowieść z wyprawy a w zasadzie dwóch wypraw do Rosji. Przedziela wydarzenia rosyjskie historią grupy Diatłowa oraz opisami poszukiwań prowadzonego śledztwa. W...
Chyba mało która historia wywoływała i nadal wywołuje tyle spekulacji, domysłów oraz pomysłów na jej rozwiązanie. Jest wiele książek na ten temat (przynajmniej kilka w języku polskim) i jeszcze więcej dokumentów oraz filmów. Autor zebrał w niej chyba wszystkie możliwe fakty, wspomnienia i domniemania. Nie jest może wybitna literacko, ale może stanowić dobrą dla osoby która chciałaby się zaznajomić z tą tragedią górską. Autor opisuje sprawę będąc ją na miejscu i starając się samodzielnie odtworzyć trasę wyprawy przez co na bieżąco przytacza tezy i je komentuje. Książka nie rozwiązuje tej zagadki, bo trudno o takie rozwiązanie. Przywołuje najbardziej prawdopodobne przyczyny. Być może prawda jest wśród nich.
Chyba mało która historia wywoływała i nadal wywołuje tyle spekulacji, domysłów oraz pomysłów na jej rozwiązanie. Jest wiele książek na ten temat (przynajmniej kilka w języku polskim) i jeszcze więcej dokumentów oraz filmów. Autor zebrał w niej chyba wszystkie możliwe fakty, wspomnienia i domniemania. Nie jest może wybitna literacko, ale może stanowić dobrą dla osoby która...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem.pewna, że nikt już nie rozwikła sprawy wydarzeń pod Martwą Górą. Każda kolejna książka będzie powielaniem tego, co przez kilkadziesiąt lat powiedziano i napisano. Tak jest i w tym przypadku. Czytelnikowi, który nic nie wie na temat tragedii wyprawy Diatłowa, książka zapewne się spodoba. Komuś kto ma już na ten temat jakąś wiedzę, niespecjalnie przypadnie do gustu, ponieważ nie wnosi nic nowego, nie proponuję nowych rozwiązań sprawy - autor niczego odkrywczego nie dowiedział się podczas przygotowań do jej pisania. A jednak szacunek dla autora za to, że mu się chciało odbyć taką ciężką wyprawę i zebrać w jednym miejscu najróżniejsze teorie. Jako najbardziej prawdopodobną wybrał jedną z nich, niekoniecznie trzeba się z nim zgodzić.
Jestem.pewna, że nikt już nie rozwikła sprawy wydarzeń pod Martwą Górą. Każda kolejna książka będzie powielaniem tego, co przez kilkadziesiąt lat powiedziano i napisano. Tak jest i w tym przypadku. Czytelnikowi, który nic nie wie na temat tragedii wyprawy Diatłowa, książka zapewne się spodoba. Komuś kto ma już na ten temat jakąś wiedzę, niespecjalnie przypadnie do gustu, ...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUmówmy się wpierw, że nie spodziewałem się czegoś niesamowitego po tej książce. Ale tez prawdę mówiąc nie oczekiwałem tego co z niej wydobyłem...
Amerykanin, który udaje, że choć trochę zna się na Rosji. Wielka, nierozwikłana tajemnica (Archiwum-X), do tego liczne teorie spiski, itp. itd. W założeniu to się nie mogło udać! I się nie udało.
Książkę można podzielić na 2-3 części. Domniemany opis podróży i zdarzeń z punktu widzenia samych uczestników (notatki, zdjęcia), zakończony czczym i wyssanym z palca "rozwiązaniem". Część oficjalna - śledcza. Oraz część współczesna, pisana bezpośrednio przez autora-narratora. O ile te dwie pierwsze są umiarkowane dobrze skrojone (choć z punktu widzenia człowieka nie - Rosjanina, nie oddają większości cech, emocji i nastrojów tamtych lat), tak trzecia jest to swego rodzaju książka o sobie (nie da się zaprzeczyć, że ego autora jest tu przeogromne i odgrywa znaczną rolę).
Literacko byle jak. Dokumentalnie pewnie nawet lepiej. Ale uczciwie powiem, że wszystko to wypada dość chaotycznie, niezgrabnie, bez polotu. Czyta się to jak papiery z akt - bez emocji. Mimo dużej ilości zdjęć nie udało mi się wczuć w rolę bezpośrednich bohaterów dramatu. Tym bardziej nie spodobały mi się współczesne postacie.
Jeśli chodzi o samo zakończenie - wytłumaczenie finalnej teorii, to równie dobrze kupuję to, jak i nie kupuje. Z naukowego punktu widzenia wszystko wydaje się możliwe. Z praktycznego, cholernie trudno przekonać do tego. I to nawet nie chodzi o jakieś inne, bardziej przekonywujące teorie, bo takich, jak dotąd nikt nie znalazł. Ale po prostu to jest trochę tak jak z tymi durnymi Discovery śledztwami. Przez ich formułę, mimo że wszystko wydaje się logiczne, na odwrót wszystko w nich wkurza. Ja po prostu tego typu amerykańskiego medialnego śledztwa nie cierpię.
A tej tajemnicy i tak zapewne nie uda się wyjaśnić.
Umówmy się wpierw, że nie spodziewałem się czegoś niesamowitego po tej książce. Ale tez prawdę mówiąc nie oczekiwałem tego co z niej wydobyłem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAmerykanin, który udaje, że choć trochę zna się na Rosji. Wielka, nierozwikłana tajemnica (Archiwum-X), do tego liczne teorie spiski, itp. itd. W założeniu to się nie mogło udać! I się nie udało.
Książkę można podzielić na 2-3...
Od lat jestem zafascynoway tematem tragedii na przełęczy Diatłowa i może nie będę przez to obiektywny, ale uważam tę książkę za bardzo ciekawą lekturę. Czyta się bardzo przyjemnie i szybko, zawiera sporo informacji, ale podanych w lekki sposób, a autor stawia tezę, która może być wytłumaczeniem tragedii. Nie jest to kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia, ale sam dowiedziałem się dwóch-trzech do tej pory nieznanych mi faktów.
Od lat jestem zafascynoway tematem tragedii na przełęczy Diatłowa i może nie będę przez to obiektywny, ale uważam tę książkę za bardzo ciekawą lekturę. Czyta się bardzo przyjemnie i szybko, zawiera sporo informacji, ale podanych w lekki sposób, a autor stawia tezę, która może być wytłumaczeniem tragedii. Nie jest to kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia, ale sam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka o Diatłowcach, którą udało mi się przeczytać.
Amerykański pisarz i filmowiec stara się rozwikłać zagadkę śmierci dziewięciorga turystów na Martwej Górze. Zabiera się do tego bardzo dobrze: zbiera informacje najpierw w sieci, później wyjeżdża do Rosji gdzie spotyka się z ostatnim żyjącym członkiem grupy oraz rodzinami pozostałych studentów, a także rusza tropem wyprawy na Ural.
Autor stara się zrozumieć jak mogło dojść do tak tragicznych wydarzeń opisując ostatnie dni całej ekipy oraz etapy poszukiwania zaginionych. Przedstawia także wszystkie możliwe i przez lata stworzone teorie ucieczki turystów z namiotu. Na koniec sam przedstawia tę, która jego zdaniem jest najbardziej prawdopodobna.
Bardzo ciekawe spojrzenie na całą tragedię.
Kolejna książka o Diatłowcach, którą udało mi się przeczytać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAmerykański pisarz i filmowiec stara się rozwikłać zagadkę śmierci dziewięciorga turystów na Martwej Górze. Zabiera się do tego bardzo dobrze: zbiera informacje najpierw w sieci, później wyjeżdża do Rosji gdzie spotyka się z ostatnim żyjącym członkiem grupy oraz rodzinami pozostałych studentów, a także rusza...
Świetna książka
Świetna książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślę, że książka jest super. Trochę informacji sobie utrwaliłam, trochę się dowiedziałam. Wydaje mi się, że jak ktoś, tak jak ja, coś tam czytał, coś tam oglądał, ale nie jest specem w temacie, z tej książki coś wyciągnie. Warto przeczytać.
Myślę, że książka jest super. Trochę informacji sobie utrwaliłam, trochę się dowiedziałam. Wydaje mi się, że jak ktoś, tak jak ja, coś tam czytał, coś tam oglądał, ale nie jest specem w temacie, z tej książki coś wyciągnie. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra, ale nie porażająca. Liczyłam na poparte dowodami rozwiązanie zagadki, a dostałam po prostu prawdopodobną wersję wydarzeń. Można przeczytać, ale można też się bez niej obejść. Nie wniosła nic nowego.
Dobra, ale nie porażająca. Liczyłam na poparte dowodami rozwiązanie zagadki, a dostałam po prostu prawdopodobną wersję wydarzeń. Można przeczytać, ale można też się bez niej obejść. Nie wniosła nic nowego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby dobra, ale to zakonczenie... No wlasnie, zakonczenie niszczy caly odbior ksiazki, a jest napisana naprawde dobrze. Trzy rownolegle prowadzone czasy narracji, swietnie zaryowane charaktery, wspaniale zdjecia, nuta tajemnicy...No i klops z tym zakonczeniem. Bylo tyle wypraw na Syberie i wysokie gory i cos takiego sie wczesniej nie wydarzylo, pomimo ze w ksiazce postawiona jest hipoteza ze to dosc powszechne zjawisko. Obalenie teorii zwiazanej z promieniowaniem i argumentowanie ze na takiej wysokosci i przy zerowej wilgotnosci powietrza ciala moglyby z czasem ulec mumifikacji uwazam za niedorzeczne. Jak mozna mowic o mumifikacji na Syberii, gdzie niemal caly czas pada snieg? Autor pochodzi z Florydy, zbadanie historii zajelo mu ladnych pare lat z zycia i potrzebowal wyjasnienia, aby zamknac ten etap.
Niby dobra, ale to zakonczenie... No wlasnie, zakonczenie niszczy caly odbior ksiazki, a jest napisana naprawde dobrze. Trzy rownolegle prowadzone czasy narracji, swietnie zaryowane charaktery, wspaniale zdjecia, nuta tajemnicy...No i klops z tym zakonczeniem. Bylo tyle wypraw na Syberie i wysokie gory i cos takiego sie wczesniej nie wydarzylo, pomimo ze w ksiazce...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie liczyłem na rozwiązanie zagadki, gdyż dobrze wiedziałem, że do dziś się jeszcze to nie stało. Autor próbuje zrelacjonować ostatnią wyprawę grupy Diatłowa oraz akcję poszukiwawczą. W sposób ciekawy zaprezentowane zostały poszczególne teorie dotyczące tragedii. Autor stawia na jedną z nich. Polecam.
Nie liczyłem na rozwiązanie zagadki, gdyż dobrze wiedziałem, że do dziś się jeszcze to nie stało. Autor próbuje zrelacjonować ostatnią wyprawę grupy Diatłowa oraz akcję poszukiwawczą. W sposób ciekawy zaprezentowane zostały poszczególne teorie dotyczące tragedii. Autor stawia na jedną z nich. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja dla osób, które szukają racjonalnego wytłumaczenia tragedii na przełęczy Diatłowa. Drobiazgowo przedstawia studentów, ich plan podróżny i wydarzenia (nawet jeśli jej nie znasz książka szczegółowo wprowadzi w temat). Godne polecenia fanom niewyjaśnionych zagadek.
Pozycja dla osób, które szukają racjonalnego wytłumaczenia tragedii na przełęczy Diatłowa. Drobiazgowo przedstawia studentów, ich plan podróżny i wydarzenia (nawet jeśli jej nie znasz książka szczegółowo wprowadzi w temat). Godne polecenia fanom niewyjaśnionych zagadek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor dorzucił swoje trzy grosze do koszyka teorii o Przełęczy Diatłowa. Donnie Eichar nie jest naukowcem, a jedynie reżyserem i niestety w tej branży powinien pozostać (razem z twórcami "naukowego" filmu wyemitowanego na Discovery dotyczącego Yeti na Przełęczy Diatłowa). Postanawia jednak zabrać się za coś, o czym nie ma zielonego pojęcia i pójść śladami Diatłowców, czyli odbyć taką samą podróż jak oni - bo po wielu latach i zatartych śladach niczym geniusz być może dostrzeże coś, czego nie dostrzegł jeszcze nikt inny. Po jej odbyciu stwierdza jednak, że nie rozwiązał zagadki i został z niczym. Wertuje zatem różne artykuły aż natrafia na ten dotyczący infradźwięków, które wpisują się w nową teorię mającą za zadanie wyjaśnić śmierć radzieckich turystów. Następnie znajduje naukowców, którzy po uporczywych naleganiach stwierdzają, że szczyt pobliskiej góry na przełęczy może tworzyć infradźwięki - i niestety na tym marnym stwierdzeniu opiera swoją teorię i niniejszą książkę, bo tylko takiego stwierdzenia potrzebował do napisania tego "co mu się wydaje". Krótko mówiąc, cała 9-tka Diatłowców zwariowała za sprawą infradźwięków - ubawiłem się podczas czytania "prawdziwej" wersji wydarzeń w wykonaniu autora. Czyste teoretyzowanie i bajkopisarstwo, a nawet zaprzeczanie wcześniej przywołanym faktom. Dodam, że nie zaprzeczam temu, że infradźwięki istnieją i są faktem, ale wykonanie niniejszej książki bazujące na tej teorii jest totalnie beznadziejne.
Kilka spostrzeżeń jakie zanotowałem:
- Autor wykazał się ogromną ignorancją gdy umieścił teorię o arktycznych krasnoludach obok teorii dotyczącej tajnych prób wojskowych, uznając je OBIE za teorie rodem z brukowców (sic!).
- Smutne, że teoria wojskowa zostaje spłycona do "kul ognia" i na tym koncentruje się autor. Najpierw autor przytacza relacje odległych obserwatorów z nocy z 1 na 2 lutego, a następnie stwierdza, że właściwie nie ma żadnych dowodów w tej sprawie.
- Książka została napisana typowo pod "swoją" teorię, bezrefleksyjnie odrzucając wszystkie inne, w tym najbardziej prawdopodobną teorię dotyczącą awarii rakiety. Pominięte zostały istotne fakty takie jak upalone wierzchołki drzew oraz to, że rodzice Kriwoniszczenki do końca życia uparcie twierdzili, że przyczyną tragedii była awaria w trakcie testów wojskowych. Jego ojciec był inżynierem wojskowym w stopniu generała, a matka asystentką inżyniera budującego rakiety.
- W książce jak sam zauważa jeden z ekspertów od infradźwięków: jedni ludzie są na nie wrażliwi, a inni odporni. Pomijając inne kwiatki autora, niezmiernie ciężko uwierzyć, żeby cała 9-osobowa grupa była podatna na infradźwięki w sposób ekstremalny.
- Od kiedy informacje o testach wojskowych są jawne? Autor nie dostał od władz potwierdzenia o przeprowadzonych testach, więc ich nie było (sic!).
O ile książkę Alice Lugen przeczytałem jednym tchem i z czystą przyjemnością, to "Martwa góra" była irytującą i niewciągającą pozycją. 90% książki to średniej jakości opis historii Diatłowców przeplatany z wyprawą autora na przełęcz Diatłowa, a pozostałe 10% to nieudolna próba wytłumaczenia tragedii na bazie teorii infradźwięków.
Skoro przełęcz Diatłowa jest miejscem, w którym występują infradźwięki, to DLACZEGO nie zostały wykonane prawdziwe badania jakie powinny zostać zrobione w kontekście tej teorii? Powinna zostać podjęta chociażby marna próba zarejestrowania infradźwięków z użyciem obecnej technologii - jeżeli udałoby się coś takiego w sposób naukowy zarejestrować, to byłby już mały argument dodający powagi tej teorii, ale mimo wszystko nadal nie dowodziłoby to temu, że w nocy z 1 na 2 lutego infradźwięki stały się przyczyną tragedii. W tej sprawie nie zostało zrobione nic, a jedynie co zrobił autor, to dał się ponieść fantazji i zapisał to.
Mam wrażenie, że zdjęcia pojawiające się na kartach książki zostały wrzucone na szybko po napisaniu całej książki, są niestety słabo dopasowane i wyglądają na typowy zapychacz. Z przykrością stwierdzam, że autor napisał tę książkę jako swego rodzaju finansową rekompensatę wyprawy do Rosji z USA. Nie licząc wcześniej przytoczonych zarzutów, książka nie zasługuje pod żadnym względem na miano literatury faktu, bo przypisów właściwie brak. Można rozważyć zakup książki, ale jedynie dla tych, co bardzo interesują się tematem tragedii na Przełęczy Diatłowa - w innym wypadku omijać szerokim łukiem. Najniższa nota za podejście autora do "badań" i ściekowego sposobu wylansowania własnej teorii. Daję 3/10 za całokształt pracy - było kilka ciekawostek, które trochę rozwinęły pewne tematy, bądź też nie wiedziałem o nich wcześniej.
Autor dorzucił swoje trzy grosze do koszyka teorii o Przełęczy Diatłowa. Donnie Eichar nie jest naukowcem, a jedynie reżyserem i niestety w tej branży powinien pozostać (razem z twórcami "naukowego" filmu wyemitowanego na Discovery dotyczącego Yeti na Przełęczy Diatłowa). Postanawia jednak zabrać się za coś, o czym nie ma zielonego pojęcia i pójść śladami Diatłowców, czyli...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobrze się czyta. Chętnie przeczytałbym coś innego tego autora. W mojej książce znajdują się liczne błędy drukarskie ( brak treści radiogramów w szarych prostokątach) trochę to irytujące, ale nie wpływa na ogólny przekaz.
Bardzo dobrze się czyta. Chętnie przeczytałbym coś innego tego autora. W mojej książce znajdują się liczne błędy drukarskie ( brak treści radiogramów w szarych prostokątach) trochę to irytujące, ale nie wpływa na ogólny przekaz.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść Donnie Eichara to jedna z najlepszych pozycji przybliżajaca wyprawę Igora Diatłowa podczas której w niezwykle tajemniczych okolicznościach śmierć poniosło dziewięcioro młodych ludzi. Przede wszystkim należy docenić kawał solidnej roboty jaką autor wykonał by ta powieść w ogóle mogła powstać,gromadzenie materiałów plus podróż w miejsce tragedii by naocznie przekonać się z czym mierzyli się ci młodzi ludzie zasługuje na duże uznanie.Autor podzielił swą powieść na trzy osie czasowe, które od czasu do czasu wzajemnie się przeplatają. Pierwsza to opis samej wyprawy Igora Diatłowa,gromadzenie sprzętu i opis podróży do podnóża Martwej Góry, druga oś to poszukiwania zaginionych i toczące się śledztwo, które ma na celu wyjaśnić co tak naprawdę wydarzyło się na początku lutego 1959 roku.Trzecia oś to wyprawa i przemyślenia samego autora.
Zagadka śmierci tych młodych osób, a zwłaszcza ich tajemnicze,dające do myślenia obrażenia, porozrzucane na sporym obszarze,niekompletnie ubrane zwłoki do dziś budzą mnóstwo domysłów i spekulacji. Autor krok po kroku próbuje stworzyć własną hipotezę wydarzeń, metodą eliminacji obala niektóre mity i teorie spiskowe próbując stworzyć najbardziej prawdopodobną wersję, która mimo pewnych luk trzymałaby się w posadach,choć moim zdaniem jasnej odpowiedzi nigdy nie będzie ,tajemnica została zabrana do dziewięciu grobów, smutna to niestety prawda. Polecam!!!
Powieść Donnie Eichara to jedna z najlepszych pozycji przybliżajaca wyprawę Igora Diatłowa podczas której w niezwykle tajemniczych okolicznościach śmierć poniosło dziewięcioro młodych ludzi. Przede wszystkim należy docenić kawał solidnej roboty jaką autor wykonał by ta powieść w ogóle mogła powstać,gromadzenie materiałów plus podróż w miejsce tragedii by naocznie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDonnie Eichar jest amerykańskim producentem, reżyserem, dokumentalistą i autorem książki „Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa”. Autor na sprawę grupy Diatłowa natknął się przypadkiem, który sprawił, że postanowił przyjrzeć się tej tajemnicy, która na przestrzeni wielu lat zrodziła wiele hipotez i teorii spiskowych. Wyjaśniając nazwa „Diatłow” wynika z tego, że organizator i kierownik wyprawy nazywał się Igor Diatłow.
Książka ukazuje prawdziwą historię przyjaciół, którzy w przerwie międzysemestralnej wyruszyli w góry. Pomimo młodego wieku, uczestnicy posiadali doświadczenie w takich wędrówkach, a ta wyprawa miała pozwolić im uzyskać kolejny stopień (trzecia klasa) – doświadczenie w wędrówkach górskich. Po upływie terminu ich powrotu, bliscy poprosili o rozpoczęcie akcji poszukiwawczej, która rozpoczęła się z opóźnieniem, a jej finał zrodził pytanie, które towarzyszy ludziom od lat: co się stało na Przełęczy Diatłowa? Wyprawę rozpoczęło dziesięć osób (ośmiu mężczyzn i dwie kobiety). Jeden mężczyzna zawrócił ze względu na stan zdrowia, a pozostała dziewiątka została odnaleziona martwa. Wydarzenia rozpoczynają się 23.01.1959 r., a kończą w nocy 02.02.1959 r.
Autor w książce dzień po dniu rekonstruuje przebieg wyprawy grupy Diatłowa. Wykorzystuje do tego zapiski wędrowców sporządzone w trakcie wyprawy oraz zdjęcia, które wykonywali każdego dnia. Dodatkowo odtworzony zostaje przebieg akcji poszukiwawczej i śledztwa. Trzeba zaznaczyć, że Donnie Eichar oprócz przeanalizowania akt sprawy, relacji osób oraz głównych hipotez dotyczących przyczyn śmierci, udał się dwukrotnie w podróż do Rosji. Dzięki tym podróżom miał możliwość porozmawiania z osobami, którzy starali się sami rozwiązać tajemnicę tamtych wydarzeń, z bliskimi zmarłych, jaki i jedynym ocalałym z tej wyprawy (Jurij Judin) oraz udał się na miejsce zdarzenia.
W książce zostały omówione najbardziej znane teorie m.in. napaść, lawina, próby wojskowe, a nawet kosmici (hipotez jest więcej). Autor szczegółowo odnosi się do każdej, dodatkowo analizuje je z różnymi badaczami, którzy specjalizują się w konkretnej dziedzinie. Nie pomija żadnej i stara się wytłumaczyć je w logiczny sposób oraz wyjaśnia dlaczego je wyklucza. Dodatkowo przedstawia swoje wyjaśnienia, co się stało w nocy 02.02.1959 r. i tworzy potencjalny przebieg wydarzeń.
„Martwa Góra” napisana jest w sposób przystępny. Mimo, że książka porusza trudne zagadnienia, to czyta się ją bardzo szybko. Dodatkowo mamy wplecione konteksty historyczne panujące w tamtych czasach, które pozwalają zrozumieć lepiej pewne wydarzenia. W książce znajduje się sporo zdjęć z wyprawy, ale są one mało czytelne (w Internecie są w dobrej jakości).
„Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa” jest dobrą pozycją, żeby zapoznać się z tymi wydarzeniami. Znajdziemy w niej dużo informacji o uczestnikach wyprawy (ukazane zostało jacy byli, czym się zajmowali) oraz materiałów z przebiegu akcji poszukiwawczej i dochodzenia.
Książka powinna spodobać się wszystkim, którzy interesują się niewyjaśnionymi sprawami, miłośnikom teorii spiskowych oraz tym, co po prostu lubią literaturę faktu.
Pozycja godna polecenia.
Donnie Eichar jest amerykańskim producentem, reżyserem, dokumentalistą i autorem książki „Martwa Góra. Historia tragedii na Przełęczy Diatłowa”. Autor na sprawę grupy Diatłowa natknął się przypadkiem, który sprawił, że postanowił przyjrzeć się tej tajemnicy, która na przestrzeni wielu lat zrodziła wiele hipotez i teorii spiskowych. Wyjaśniając nazwa „Diatłow” wynika z tego,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚledztwo nie przyniosło skutków, zagadka nigdy nie została rozwiązana. Książka nie przynosi oczekiwanych odpowiedzi.
Śledztwo nie przyniosło skutków, zagadka nigdy nie została rozwiązana. Książka nie przynosi oczekiwanych odpowiedzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobry reportaż, fajna konstrukcja i dobry język. Temat bardzo trudny, ale autorowi udało się dotrzeć do sedna.
Bardzo dobry reportaż, fajna konstrukcja i dobry język. Temat bardzo trudny, ale autorowi udało się dotrzeć do sedna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWysłuchane w audiobooku. Bardzo wciągająca
I ciekawa książka. To pierwsza moja ksiazka w tym temacie i na pewno sięgnę po kolejne.
Wysłuchane w audiobooku. Bardzo wciągająca
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI ciekawa książka. To pierwsza moja ksiazka w tym temacie i na pewno sięgnę po kolejne.