Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska

Okładka książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska autora Christophe Bec, Xavier Dorison, 9782731614589
Okładka książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska
Xavier DorisonChristophe Bec Wydawnictwo: Les Humanoïdes Associés Cykl: Sanktuarium (tom 1) komiksy
60 str. 1 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Sanktuarium (tom 1)
Tytuł oryginału:
Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska
Data wydania:
2001-06-20
Data 1. wydania:
2001-06-20
Liczba stron:
60
Czas czytania
1 godz. 0 min.
Język:
francuski
ISBN:
9782731614589
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska

Średnia ocen
6,0 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska

avatar
357
115

Na półkach: , , ,

To moje drugie podejście do Sanktuarium i oceniam je bardzo pozytywnie. Spodziewałem nudy, niskiego poziomu niczym z filmu klasy F, a otrzymałem całkiem dobrze poprowadzony, trzymajacy w napięciu thriller.
Owszem mam świadomość, że postrzeganie komiksów zależy od dnia i naszego nastroju ( z resztą tak samo jest z filmami i muzyką przecież). Dzisiaj ewidentnie Sanktuarium trafiło w odpowiednie dźwięki.

To moje drugie podejście do Sanktuarium i oceniam je bardzo pozytywnie. Spodziewałem nudy, niskiego poziomu niczym z filmu klasy F, a otrzymałem całkiem dobrze poprowadzony, trzymajacy w napięciu thriller.
Owszem mam świadomość, że postrzeganie komiksów zależy od dnia i naszego nastroju ( z resztą tak samo jest z filmami i muzyką przecież). Dzisiaj ewidentnie Sanktuarium...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1391
1341

Na półkach:

Jestem wielkim fanem kina grozy oraz Science Fiction lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Dlatego z ochotą sięgnąłem po pracę Xaviera Dorisona (scenariusz) i Christophe Bec'a (rysunek),zatytułowaną Sanktuarium. Jest to trzy tomowy horror, nawiązujący swoją formą do takich klasyków kina jak Ukryty wymiar (1997) czy Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (1979). Mroczny klimat wylewa się na czytelnika już z okładki, która uświadamia mu z czym będzie mieć do czynienia. Historia, która z pozoru wydaje się być stereotypowa, szybko nabiera tempa i zabiera nas w wir mrożących krew w żyłach sekretów tytułowego Sanktuarium.

Akcja zaczyna się w roku 1945, wraz z końcem II Wojny Światowej. Grupa sowieckich żołnierzy buntuje się przeciw pułkownikowi partyjnemu, chcąc wiedzieć czemu niemal ich poświęcono w bitwie o jeden budynek. Całe zdarzenie kończy się dość tajemniczo, jednak wcześniej pułkownik pokazuje dowódcy buntu wejście do upiornego sanktuarium. Następna scena rozgrywa się w 1957 roku na pokładzie radzieckiego okrętu podwodnego. Na nim również dochodzi do buntu załogi, która nie chce wykonywać samobójczej misji. Ostatecznie kończy się to tragedią i zatopienia jednostki. Po tych dwóch retrospekcjach wkraczamy wreszcie na główne tory prowadzonej historii, rozgrywającej się w 2029. Komandor Hamish, dowódca okrętu podwodnego USS Nebraska, wyrusza w swój ostatni rejs, aby potem zająć się chorym synem. Dostaje on zadanie obserwacji ruchów wojsk syryjskich na Morzu Śródziemnym, jednak po kilku dniach akcji załoga odbiera dziwny sygnał, na głębokości 1200 metrów. Jest to o tyle dziwne, że tylko jednostki takie jak Nebraska potrafią bezpiecznie zejść na tą głębokość, a poza Amerykanami, nikt nie posiada tego rodzaju okrętów. Komandor decyduje zlokalizować źródło sygnału co jest początkiem dziwnych wydarzeń mających miejsce pośród załogi.

Pierwsza rzecz jaka nawiązuje, w sposób bardzo udany do wymienionych na wstępie filmów, to wrażenie ciasnoty i odseparowania od reszty świata. Okręt podwodny USS Nebraska, mimo swoich kolosalnych rozmiarów, wydaje się być zwyczajnie łupinką w starciu z naturą. Na każdym kroku jest też podkreślane przez komandora i innych oficerów, że najmniejszy błąd może kosztować życie całą załogę jednostki. Nie ma więc tutaj pola na błędy, zaś tytułowe Sanktuarium mieści się w bardzo trudnym do odkrycia regionie. Wszystkie te elementy składają się na klaustrofobiczny wydźwięk, który w dużej mierze potęgują same rysunki. Bec wywiązał się na tym polu z swej pracy doskonale, zaś jego dzieło na okładce to tylko przedsmak tego co czeka nas na dalszych kartach komiksu. Przerażenie, ciasnota, wyraźnie odczuwalne osamotnienie oraz ogromna potęga wody, która w każdej chwili może pochłonąć każdego, kto się jej sprzeciwi. Szczególnie na głębokości grubo powyżej kilometra.

Kolejną sprawą jest poczucie obłędu, co w sposób bezpośredni odnosi się do filmu Ukryty wymiar. Należy dodać, że Sanktuarium miało swą światową publikację w 2001 roku, zatem tylko 4 lata po premierze rzeczonego filmu. W Polsce doczekała się jednak premiery dopiero w 2015, gdy większa część publiki zdążyła zapomnieć o kinie grozy z końca lat 90-tych XX wieku, zastąpionego obecnie mało ambitnymi produkcjami spod znaku litrów krwi. Być może dlatego dziś Sanktuarium wzbudza w czytelniku tak duże emocje i szokuje swą warstwą psychologiczną. Marynarze, którzy są przystosowani do długich rejsów w zanurzeniu, nagle pękają popadając w paranoję. Sprawy nie ułatwiają tajemnicze zjawiska jakie mają miejsce na okręcie od czasu odnalezienia tytułowych ruin. Z godziny na godzinę ilość pytań rośnie, zaś na żadne z nich nie widać odpowiedzi. Jeśli jednak się już jakaś pojawi, to tworzy nowy pakiet łamigłówek. To sprawia, że czytelnik chce wiedzieć co się stanie za chwilę, a jednocześnie gładko potrafi wejść w rolę przerażonej załogi, walczącej o utrzymanie swego rozumu w ryzach.

Pierwszy tom Sanktuarium, jest świetnie napisany i narysowany. Zapada na długo w pamięci, pokazując kruchość ludzkiej psychiki oraz to jak nauka staje się bezsilna wobec tego co jest niezrozumiałe dla logiki. Autorzy w sposób bardzo zmyślny wykorzystali sprawdzone mechanizmy kina grozy i wpletli je w swoją opowieść, budując mroczny klimat oraz towarzyszące mu przy tym napięcie wyczekiwania na nieznane. Jednocześnie postacie zachowują się racjonalnie, a nie jak to bywa w gatunku grozy, szczególnie współcześnie, jak stado tępych kretynów. Każdy zna swoje miejsce na okręcie, robi co do niego należy i słucha komandora. Pytanie jednak kto sprosta próbie starożytnego Sanktuarium i wygra całe starcie.

Jestem wielkim fanem kina grozy oraz Science Fiction lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Dlatego z ochotą sięgnąłem po pracę Xaviera Dorisona (scenariusz) i Christophe Bec'a (rysunek),zatytułowaną Sanktuarium. Jest to trzy tomowy horror, nawiązujący swoją formą do takich klasyków kina jak Ukryty wymiar (1997) czy Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (1979). Mroczny klimat wylewa...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3342
2277

Na półkach:

Generalnie za dużo techniki w tym tomie.
No i grafika nie należy do moich ulubionych.
Ale na tyle intrygująca historia, pełna tajemnic, że sięgnęłam po kolejny tom.

Polecam!

Generalnie za dużo techniki w tym tomie.
No i grafika nie należy do moich ulubionych.
Ale na tyle intrygująca historia, pełna tajemnic, że sięgnęłam po kolejny tom.

Polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

95 użytkowników ma tytuł Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska na półkach głównych
  • 63
  • 32
37 użytkowników ma tytuł Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska na półkach dodatkowych
  • 17
  • 9
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska

Inne książki autora

Okładka książki Zamek Zwierzęcy 4. Królewska krew Felix Delep, Xavier Dorison
Ocena 8,3
Zamek Zwierzęcy 4. Królewska krew Felix Delep, Xavier Dorison
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Ocena 7,3
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Okładka książki Asgard - wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Ralph Meyer
Ocena 7,3
Asgard - wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Ralph Meyer
Okładka książki Prorok. Wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Éric Henninot, Mathieu Lauffray, Patrick Pion
Ocena 6,9
Prorok. Wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Éric Henninot, Mathieu Lauffray, Patrick Pion
Okładka książki Goldorak Denis Bajram, Xavier Dorison
Ocena 8,4
Goldorak Denis Bajram, Xavier Dorison
Okładka książki Zamek Zwierzęcy 3. Noc Sprawiedliwych Felix Delep, Xavier Dorison
Ocena 8,0
Zamek Zwierzęcy 3. Noc Sprawiedliwych Felix Delep, Xavier Dorison
Xavier Dorison
Xavier Dorison
Francuski pisarz komiksowy i kreskówkowy. Ukończył szkołę biznesową i rozpoczął pracę nad serią komiksową "Trzeci testament" (1997),która odniosła ogromny sukces wydawniczy. W 2006 roku napisał scenariusz do filmu "The Tiger Brigades". W 2007 roku stworzył serial animowany, Long John Silver, który również odniósł sukces. Od 2009 roku uczy scenopisarstwa w École Émile-Cohl (Lyon) i pracuje jako scenarzysta wielu filmów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Black Science #01: Zasada nieskończonego spadania Rick Remender
Black Science #01: Zasada nieskończonego spadania
Rick Remender Matteo Scalera Dean White
Rzecz specjalnie przygotowana z myślą o tych fanach science fiction, którym nie daje spokoju myśl o istnieniu wielu alternatywnych wymiarów naszej rzeczywistości. Rick Remender (Deadly Class, Szumowina, Głębia) postanowił osobiście zająć się tematem i od pierwszych chwil rzuca czytelnika na głęboką wodę. Poznajemy bohaterów w bardzo trudnej sytuacji i dopiero wraz z upływem kolejnych stron (a potem całych epizodów) stopniowo dowiemy się o co chodzi z tymi wszystkimi dziwnymi światami, które przyjdzie bohaterom zwiedzić. Komiks w dość dramatyczny sposób przedstawia fabułę, autorzy nie unikają trudnych tematów. Podróż przez wymiary, poszukiwanie odpowiedzi, wieczne ryzyko oraz coraz więcej wzajemnych oskarżeń uzupełnione zostały przez fantastyczną kreację kilku głównych postaci. Oczywiście na pierwszy plan wychodzi główny bohater: Grant McKay, naukowiec-anarchista. Brzmi to i owszem, podejrzanie, ale w zasadzie Black Science opowiada właśnie o tym: o anarchii, rozumianej tak, jak wykreowali tę myśl jej stworzyciele, nie anarchii znanej z popkultury i przedstawianej jako samo zło, odwrotność porządku. Tu anarchia jest odpowiedzią na nasz paskudny świat, w którym zupełnie nie wiedzieć czemu na uczciwej pracy wielu jednostek żeruje cała ta ideologiczna, religijno-polityczna, wiecznie nienasycona mafia. I tu przychodzi druga z ważnych postaci: ważniak w garniturze, typowy korpoludek, który pragnie realizować cele własne, będący odpowiedzią na Granta w myśl zasady ukazania konfliktu silnych osobowości. Opowieść nie jest bajką dla wannabe anarchistów, wręcz przeciwnie. Pokazuje, jak wiele z filozofii anarchizmu tak naprawdę jest utopią, pięknymi marzeniami, że anarchia jest super - dopóki nie próbuje się jej faktycznie wprowadzać w życie. Opór ze strony reszty społeczeństwa jest wprost proporcjonalny do ludzkiego tchórzostwa, braku wyobraźni i odwiecznego kierowania się ku wszelkim liniom najmniejszego oporu w dowolnych trudnych sytuacjach, w jakie nasze życie obfituje. A co, jeśli nasz bohater, któremu idee wolności i swobody są tak bliskie, sam nie będzie wad pozbawiony? Wszak jest jedynie człowiekiem, i to, co on uważa za najlepsze jest po prawdzie tak samo istotne, jak poglądy innego dowolnego człowieka. Obserwujemy, jak Grant McKay wraz ze swoim niebywałym intelektem staje się powoli niewolnikiem swojego własnego ego i jak jego pasja powoli przekształca się w manię. Doprawdy niezła historia, moim zdaniem fragmentami odrobinę przegadana i nieco rozciągnięta, ale z przyjemnością dotarłem do końca, a całość odłożyłem z poczuciem miło spędzonego czasu. Zatem polecam wszystkim, którzy od historii oczekują czegoś odrobinę więcej, ale też nie pragną od razu zatapiać się w jakichś filozoficznych rozważaniach. Dobrzy bohaterowie, niezły pomysł i fabuła, bywają emocje - można czytać.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na68 miesięcy temu
Sanktuarium Tom 2. Wrota otchłani Xavier Dorison
Sanktuarium Tom 2. Wrota otchłani
Xavier Dorison Christophe Bec
Drugi tom Sanktuarium zabiera czytelnika do mrocznych sal tytułowego przybytku, odsłaniając jego koszmarne sekrety. Komandor Hamish wraz z grupą zaufanych ludzi szuka w czeluściach świątyni zaginionego oddziału Alfa, a załoga USS Nebraska walczy tymczasem o życie. Wrota otchłani pokazują jak łatwo zrodzić w człowieku strach przed własnymi lękami, popychając go do zła, szaleństwa oraz ostatecznie śmierci. Jednak w całym tym obłędzie czai się coś mrocznego, starożytnego oraz niezrozumiałego dla kogoś urodzonego i wychowanego w świecie zaawansowanej technologii oraz nauki. Fabuła jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzedniego albumu. Komandor Hamish straciwszy kontakt z oddziałem Alfa, który zaczął badać wnętrze sanktuarium, wyrusza z misją ratunkową. Tymczasem na USS Nebrasce doszło do wybuchu w maszynowni, z winy opętanego szaleństwem i strachem szefa maszyn, co unieruchomiło okręt. Porucznik Kowaks, zastępujący komandora, wiedząc że okręt czeka zagłada, postanawia ratować oficerów w batyskafie, którzy mają powiadomić marynarkę o odkryciu archeologicznym. Przeciwstawia się temu major June, który rozszyfrował napisy na ścianach sanktuarium oraz dowiedział się, że zbudowało je pokojowe plemię Ugarytów, które zniknęło nagle z powierzchni ziemi. Jednocześnie pośród załogi statku zaczynają coraz częściej mieć miejsce przypadki szaleństwa i niewyjaśnionych zachorowań, a drużyna Hamisha napotyka miejsca, za nic nie przypominające dzieła pokojowo nastawionej cywilizacji. Już od pierwszych kart jesteśmy świadkami obłędu jaki dotyka marynarzy. Stillwood, jeden z ludzi wchodzących w skład grupy Alfa, wyraźnie przed czymś ucieka. W pewnym momencie natrafia na ogromne stado pająków, a głos szepcze mu w głowie, aby się nie bał i parł dalej do przodu. Koniec jest oczywisty do przewidzenia i wtedy z mroku wyłania się sylwetka czegoś wielkiego oraz wręcz demonicznego. Czytelnik sam nie jest do końca pewien czy to co widzi to obraz paranoi dziejący się w głowie Stillwooda czy też fizycznie istniejący stwór. Późniejsze wydarzenia mające miejsce zarówno na okręcie jak i w ekipie Hamisha tylko pogłębiają ten niepokój. Rzeczywistość zaczyna zacierać swe granice z koszmarnym snem, ludzie widzą monstra i w akcie desperacji popełniają zbrodnie, inni zapadają na choroby, które już od blisko stu lat nie występują na Ziemi, dzięki nowoczesnej medycynie. To powoduje napięcia, nie tylko pośród załogi, ale także wśród oficerów, a w takich warunkach o panikę nietrudno. Ta zaś jest śmiertelnie niebezpieczna, szczególnie w takich warunkach. Autorzy rewelacyjnie pokazali, zarówno za pomocą scenariusza jak i rysunków, narastający poziom paniki pośród członków załogi USS Nebraska. Jedni wytrzymują dłużej inni pękają niemal od razu, zaś ludzie tacy jak major June, starają się za wszelką cenę utrzymać każdego przy zdrowych zmysłach, samemu balansując na granicy obłędu. Jednak to racjonalne podejście do problemu i siła logiki podszyta wiarą w zjawiska paranormalne, sprawia że wytrzymują napięcie. Podobnie jest z komandorem Hamishem, który kierując się troską o swoich ludzi daje im wybór - mogą zawrócić na statek albo iść z nim. Niestety nie każdy z oficerów przejawia tak racjonalny tok myślenia, doprowadzając tym samym do pogłębiania się kryzysu na okręcie i kolejnych wypadków. Wrota otchłani to świetny obraz tego jak ludzka psychika może się załamać w obliczu niewyjaśnionej i mrocznej zagadki. Do tego ślady prowadzące w kierunku III Rzeszy i ZSRR sprawiają, że aura tajemnicy jest jeszcze mocniejsza, a główny antagonista, którego w tym tomie w końcu widzimy na własne oczy, wydaje się być realny. Tak jak w przypadku pierwszego albumu i ten czyta się jednym tchem zaś obrazy, jakie wyszły spod ręki Bec'a idealnie komponują się z mroczną fabułą. Sanktuarium trzyma czytelnika w ciągłym napięciu, a zakończenie tego tomu jest wręcz idealne, zachęcając do sięgnięcia po trzecią, finalną, część tej opowieści o koszmarze, skrywanym pod piaskami syryjskiej pustyni.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na93 lata temu
Krwawe gody Jean Van Hamme
Krwawe gody
Jean Van Hamme Hermann Huppen
Van Hamme jest wielkim pisarzem, podobnie jak Hermann rysownikiem. Pewnego razu obaj panowie wpadli na pomysł napisania dość dziwnej powieści, w której dwoje upartych mężczyzn, w wyniku głupiej sprzeczki, doprowadziło do śmierci kilkorga ludzi. Brzmi trywialnie, a mimo to Krwawe gody zawierają pewną unikalną prawdę. Pokazują jak mały spór może przerodzić się w otwartą wojnę, w której giną niewinni. Tylko dlatego, że dwoje upartych ludzi, nie umie odpuścić i każdy musi postawić na swoim, ciągle się usprawiedliwiając. Wplątują wtedy oni w ten konflikt nie tylko swych bliskich oraz podwładnych, ale również osoby, które pojawiły się na arenie w nieodpowiednim miejscu i czasie. Sam Van Hamme zwraca na to uwagę czytelnika już na pierwszej karcie komiksu, gdzie opowiada długą, wręcz blisko dziesięciu letnią, historię jego powstania. A wszystko zaczęło się od imprezy, na której pewien nieznajomy opowiedział pisarzowi wesoła anegdotę o weselu i pomidorach nadziewanych nieświeżymi krewetkami. Jean Van Hamme opisuje na początku przyczyny powstania Krwawych godów oraz, tak jak w sztuce teatralnej do której stale się odnosi, przedstawia wszystkich bohaterów tej tragedii. W sumie jest ich trzydzieścioro, włącznie z psem odgrywającym krótką, ale jakże istotną rolę w całym tym przedstawieniu. Dwadzieścia dziewięć osób oraz pies, wiejski hotel w którym odbywa się wesele oraz nieudana przystawka, od której rozpoczął się cały ten konflikt. Autorzy jednak już na początku zadają nam pytanie. Czy opisane tutaj wydarzenia nastąpiły z powodu głupiego incydentu, a może chodziło zwyczajnie o ludzką głupotę? Dramat rozgrywa się na wsi w małym pensjonacie o ciekawej nazwie Farma mańkuta. Odbywa się tam właśnie skromny obiad weselny, który sponsoruje ojciec pana młodego Jean Maillard. Człowiek majętny, wpływowy w lokalnej gminie, ale jednocześnie bardzo wybuchowy, agresywny i nieustępliwy. Jak sam przyznaje nigdy nie waha się sprowokować wojny, zawsze będąc pewnym swych racji oraz wygranej. Po drugiej stronie barykady mamy właściciela pensjonatu, Franza Bergera, Luksemburczyka z pochodzenia, który również nie grzeszy cierpliwością oraz łagodnym usposobieniem. Na początku posiłku pomiędzy dwoma mężczyznami dochodzi do kłótni o świeżość jednej z przystawek - pomidorów faszerowanych krewetkami. Każdy obstawia przy swoim, żaden nie chce ustąpić, zatem Maillard docyduje o zmianie lokalu. Akurat w tej chwili jego synowa oraz żona są w łazience, co wykorzystuje Berger i je tam zamyka. Kiedy goście opuszczają pensjonat, zatrzaskuje im bramę i mówi Maillardowi, że odda mu kobiety, kiedy ten zapłaci czek za obiad weselny. To doprowadza do serii wydarzeń, które zakończa się śmiercią kilku oraz milionowymi stratami. Komiks w rewelacyjny sposób pokazuje kolejne etapy rodzące wojnę. Od początkowej sprzeczki, podszytą uporem z obu stron, przez powolne zaognianie sytuacji, podczas których dochodzi do nieporozumień oraz popełniania błędów przez oba obozy, po tragiczny finał w formie otwartej wojny, podczas której zawsze giną niewinni. Autorzy umiejętnie pokazali to na hotelowych gościach, z których każdy ma inne podejście do całego konfliktu. Małżeństwo akademickich naukowców, nie chcące brać udziału w sprzeczce pokazuje dwie skrajności - on ma na wszystko filozoficzną teorię i się upija, ona stara się być mediatorem, którego i tak niemal wszyscy lekceważą. Kongresmen spędzający weekend z kochanką, stara się nie mieszać, aby nie zdradzić miejsca swego pobytu i nie daj Bóg pobrudzić ręce. Były angielski wojskowy staje po jednej ze stron, jednocześnie każąc swej rodzinie się nie mieszać, co oczywiście nie ma szans na zaistnienie, skoro głowa rodziny wtrąca się w cały konflikt. Każda z tych osób odgrywa mała, jednak za każdym razem niezwykle istotną rolę w całym dramacie, popychając trwający spór w stronę otwartej wymiany ognia. Jednak największą winę ponoszą za to dwaj przywódcy - Maillard oraz Berger. Żaden nie umie pójść na kompromis, żaden nie myśli o kapitulacji i stawia na szali wszystko aby tylko udowodnić światu, że to on jest lepszy, zmyślniejszy i ma rację. Angażują zatem wszystkie siły oraz środki jakie posiadają, jednak w gorączce przygotowań zapominają o drobiazgach. To powoli zaczyna doprowadzać do sytuacji gdzie tracą kontrolę nad osobami jeszcze bardziej narwanymi od nich, mającymi spore skłonności ku przemocy, szczególnie wobec słabszych. Finał tego typu nieporozumień oraz pomyłek może być tylko jeden - śmierć. Krwawe gody to naprawdę dopracowane dzieło, co zresztą widać na każdym kroku. Typowy dla Hermanna rysunek, zmyślnie napisana przez Van Hamme'a fabuła oraz umiejętnie dobrana kompozycja barw sprawiają, że album czyta się niezwykle szybko. Co więcej zapada on w pamięci, w szczególności zaś ostatnia karta, która w milczeniu podsumowuje cały ten koszmar, jaki rozegrał się na naszych oczach. Mawiają że ludzka głupota nie zna granic i chyba udało się to ładnie zilustrować. Krwawe gody to swego rodzaju manifest antywojenny, ale przede wszystkim ostrzeżenie przed naszą arogancją, uporem oraz zwykłą, najzwyklejszą głupotą.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Staruszek Anderson Hermann Huppen
Staruszek Anderson
Hermann Huppen Yves Huppen
Temat prześladowań na tle rasowym, jest ostatnimi czasy bardzo modny. Mimo wielu podłoży, patrzy się na niego głównie przez pryzmat wydarzeń jakie miały miejsce w drugiej połowie XX wieku w Południowych Stanach, gdzie czarna ludność naprawdę wiele wycierpiała z rąk białych mieszkańców. Nie było to co prawda tak kryształowo przejrzyste jak podają dzisiejsze media, gdyż murzyni, czy też Afroamerykanie, posiadali często równie dużo krwi na rękach, zaś nie jeden biały pomagał im w tych ciężkich czasach. Dobrze ukazał to film Służące z 2011 roku, gdzie umiejętnie przedstawiono obie strony barykady. Staruszek Anderson to historia o wiele prostsza, jednak poruszająca i smutna. Śmierć, zemsta i utracone nadzieje mieszają się tutaj z sobą na tle waśni rasowych pomiędzy białymi a czarnymi mieszkańcami Missisipi. Można by rzec, historia jakich opowiedziano już wiele i zapewne nie raz się je jeszcze usłyszy. A mimo to warto na chwilę się zatrzymać i wysłuchać co ma do powiedzenia pewien sędziwy jegomość, zwany przez lokalnych Staruszkiem. Akcja komiksu rozgrywa się w małym miasteczku, znajdującym się gdzieś w Missisipi. Anderson, nazywany przez lokalnych Staruszkiem, to sędziwy murzyn, któremu osiem lat temu zabito nastoletnią córkę. Przynajmniej tak podejrzewa, gdyż dziewczyna znikła i wszelki słuch po niej zaginął.Gdy umiera jego żona, Anderson dowiaduje się od swego przyjaciela, że pewna osoba może mieć jakaś informację na temat wydarzeń sprzed ośmiu lat. Staruszek nie mając już nic do stracenia postanawia pójść tym tropem i wymierzyć swoją własną, ojcowską sprawiedliwość. W krótkim czasie mała wendetta jednego człowieka przeradza się w pościg przypominający polowanie na wściekłe zwierzę. Album pokazuje dwa dramaty ludzkie, skupiające się wokoło tytułowej postaci. Pierwszy to utrata ukochanych osób, nadających sens naszemu życiu. Bez nich czujemy się nie tylko puści oraz zagubieni, ale tracimy poczucie własnej wartości oraz czasu. Dlatego postanawiamy zakończyć stare porachunki lub rozwikłać zagadki dręczące od lat rodzinę. To na co wcześniej brakowało nam odwagi wraca do ans ze spotęgowaną siłą jako wyrzut sumienia i torturuje, powoli zatruwając umysł. Tracimy wtedy jasność myślenia i zaczynamy działać impulsywnie, chcąc osiągnąć naszą, prywatną sprawiedliwość. Tu pojawia się drugi punkt, czyli eskalacja przemocy. Pozbawieni hamulców moralnych, celu dla życia i dalszej egzystencji w tym świecie, nie wahamy się przekroczyć granicy. Chcemy aby oprawcy czuli to samo co ich ofiara. Bezradność, przerażenie, ból oraz koszmarną wizję śmierci. Niestety wszystko ma swoją cenę, szczególnie jeśli nie jest przemyślane, tylko rodzi się z impulsu. Wtedy w całym tym tyglu przestaje obowiązywać prawo spisane na papierze i nazwane Kodeksem Karnym. Liczy się tylko to jaki masz kolor skóry oraz czy jesteś dość sprytny aby uniknąć kuli. Zatracamy się w tym polowaniu na dzikiego zwierza, nie starając się nawet zrozumieć jego motywów. Jest zły bo posiada taki a nie inny kolor skóry. Dla jednych będzie to czarna nastolatka lub starzec, dla innych biały policjant bojący się społecznego linczu, przez co chowa głowę w piasek. Hermann bardzo umiejętnie ukazał brud, przerażenie oraz samotność w swej pracy, ubogacając tekst Yves'a, swoimi rysunkami. Tak naprawdę miałem wrażenie, że mimo dominacji obrazu, to słowa, a czasem ich brak, grają tutaj pierwsze skrzypce. Najbardziej uwidocznione jest to w finalnych kartach komiksu, gdzie dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy oraz w pełni pojmujemy dramat pierwszej karty tego albumu. Staruszek Anderson to nie dzieło wybitne, jednak bardzo życiowe. Prosta historia, krwawa i smutna, jakich wiele można by usłyszeć w Południowych Stanach. Jednak przykuwa uwagę czytelnika, na ten krótki czas i być może nawet go czegoś nauczy.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Undertaker - 1 - Pożeracz złota Xavier Dorison
Undertaker - 1 - Pożeracz złota
Xavier Dorison Ralph Meyer
Za lekturę tej serii zabierałem się blisko rok. Zawsze znajdowałem bowiem wymówkę, od kiedy nabyłem ją od kumpli. A to przyszło coś wydawców, a to kupiłem inną serię komiksową, a to nie było czasu, a to coś innego. W końcu jednak zebrałem się w sobie i sięgnąłem po pierwszy tom z czterech, które leżały na mojej półce z dopiskiem "Regał wstydu". Przyznaję, że Xavier Dorison odpowiedzialny za scenariusz, ponownie mnie nie zawiódł. Tak, pierwszy tom Undertaker to naprawdę bardzo porządny komiks, zarówno jako western, ale też opowieść obyczajowa. Nie dziwię się, czemu zebrał taką popularność w Polsce, bo po prostu miło się go czyta. Czy jednak okazał się dla mnie olśnieniem? No cóż, nie, choć z drugiej strony, czy musiał? Głównym bohaterem jest grabarz imieniem Jonas Crow. Już sam ten pomysł, aby pokazać Dziki Zachód z punktu widzenia osoby bez wątpienia mającej tam sporo pracy, jest dla mnie ciekawy. Crow zauważa zresztą, że ludzie ogólnie go omijają, chyba że muszą skorzystać z jego usług. Nie istnieje dla społeczeństwa, bo przecież zarabia na śmierci, a jaki porządny obywatel chce się zadawać z takim człowiekiem. Nie. On jest dla nich niewidzialny. Gdy pewnego razu otrzymuje zlecenie pochowania bogacza z miasteczka Anoki City, nie przypuszcza, że wpadnie po szyję w kłopoty. Denat bowiem jeszcze nie pożegnał się z tym światem i osobiście zamówił swój pochówek. Po uzgodnieniu ceny z grabarzem, delikwent nakazuje swej guwernantce Pani Rose wykonać jego testament. A jest on przerażający. Tak naprawdę wiele elementów tego westernu, dla mnie okazało się dość unikalnych. Główny bohater, tajemnicza Pani Rose, czy naprawdę dziwne zlecenie niedoszłego nieboszczyka. Ostatecznie facet naprawdę ląduje w trumnie i to dość szybko, ale nie to jest najdziwniejsze. Prawdziwym szokiem dla mnie był powód jego odejścia z tego świata i sposób w jaki tego dokonał. Powiedzmy, że jest z niego niezły kawał sukinkota, co pasuje do wyobrażeń o Dzikim Zachodzie. Z drugiej strony ciężko uznać mi to za przerysowaną opowieść, bowiem każda kolejna scena jest reakcją na wydarzenia mające miejsce wcześniej. Działa tutaj wręcz efekt domina, choć kilka rzeczy bardzo mnie zastanawia. Pierwszą z nich jest oczywiście przeszłość Jonasa Crow, bowiem widać, że facet musiał być kiedyś kimś więcej niż zwykłym grabarzem. Rzeczywiście rąbek tego sekretu zostaje w tym albumie ujawniony, choć pewnie więcej dowiem się w drugim tomie. To co jest dla mnie jednak prawdziwą zagadką, to wręcz zabójcze oddanie Pani Rose dla swego byłego pracodawcy, który obecnie jest klientem naszego grabarza. Kobieta zdaje się szczerze nienawidzić gościa, jakby zamienił jej życie w piekło. Zresztą potem natrafiamy w komiksie na dość osobliwą scenę. Mimo wszystko postanawia spełnić jego ostatnią wolę. Teoretycznie jest wyjaśnione czemu to robi, ale jakoś tego nie kupuję. Zbyt to... naiwne na tle całej opowieści. Pierwszy tom ma otwarte zakończenie i cieszę się, że w tym momencie mam na półce aż cztery tomy. Szlag by mnie trafił gdybym miał czekać kilka miesięcy na kontynuację, bo za bardzo chce wiedzieć, co będzie dalej. Przyznam, że opcji jest kilka, bowiem na scenie występuje wiele postaci drugoplanowych, o których celowo tutaj nie wspominałem. Ruszam zatem dalej tropem ponurego grabarza, któremu towarzyszy sęp ze zwichniętym skrzydłem. Coś czuję, że pokocham tą serię całym sercem, o ile utrzyma swój poziom tajemnicy i nietuzinkowej przygody.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Undertaker - 2 - Taniec Sępów Xavier Dorison
Undertaker - 2 - Taniec Sępów
Xavier Dorison Ralph Meyer
Drugi album serii zamyka definitywnie przygodę z pierwszego dyptyku. Na każde zadane wcześniej pytanie, pada pełnoprawna odpowiedź. Czy satysfakcjonujące to już nieco inna kwestia. Ujmę sprawę w następujący sposób - mnie w ogólnym rozrachunku zadowoliły, ale mam kilka zastrzeżeń. Część elementów uważam bowiem za zbyt mocno naciągane. Fajnie współgrają w tej trochę zwariowanej opowieści, niemniej i tak nieco trudno w nie uwierzyć. Mimo wszystko komiks strasznie przypadł mi do gustu, choć już wiele razy wspominałem, że moja fascynacja westernami nieco przygasła. Lubię je co jakiś czas poczytać, ewentualnie obejrzeć coś z klasyków tego kina, ale to wszystko. Undertaker natomiast sprawił, że chce do niego wracać i to jest chyba najlepsza rekomendacja. Co sprawiło, że mam do tej serii takie podejście? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Zacznijmy od tego, co w komiksie jest dla mnie najważniejsze - scenariusza. Tak. To nie rysunek, a opowiadana historia są w moim wypadku kluczowe, jeśli idzie o selekcję tego, co pozostawiam w moich zbiorach. czasem zdarzy się, że zostawiam sobie coś tylko i wyłącznie dla rysunku, jak np. dyptyk Monika od Scream Comics, ale to naprawdę rzadkość. Komiks wizualnie może mi się nie podobać, totalnie rozmijać się z moim gustem, jednak jeśli posiada dobrze skrojony scenariusz to ma szanse pozostać w moich prywatnych zbiorach. W przypadku Undertaker rysunek jest bardzo udany, ale co ważniejsze historia mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bowiem Xavier Dorison już wielokrotnie udowodnił mi, że potrafi trafić w mój gust. W kolekcji mam Trzeci testament lub Sanktuarium, do którego bardzo często wracam. Przez długi czas znajdował się tam Fechmistrz, w kolejce czeka Long John Silver, a osobiście poluje na dyptyk Asgard. Jedyne czego nie umiem wybaczyć Dorisonowi to całkowite spartolenie serii Thorgal i jej spinoffu z Kriss de Valnor, choć z tego co udało mi się wygrzebać w sieci, wynika, że to nie jego wina. W praktyce pierwotny pomysł scenarzysty totalnie rozminął się z tym, co ostatecznie ujrzeli czytelnicy. Jeśli to prawda, to osoba za to odpowiedzialna, powinna dyndać na sznurze oblepiona smołą i pierzem. Zatem tak. W moich oczach Undertaker bardzo mocno broni się na polu scenariusza. Oto wędrowny grabarz Jonas Crow i jego sęp Jed (tak, gość oswoił sępa) wplątali się w ostrą kabałę. Muszą pochować trupa majętnego poszukiwacza złota, który dosłownie zeżarł swój majątek podczas ostatniego posiłku. Wkurzył tym pracujących dla niego górników, bowiem wcześniej sprzedał kopalnię gdzie pracowali, a na dokładkę kazał pochować się w innej, opuszczonej kopalni, zaś jeśli to nie nastąpi zostanie zamordowana pewna osoba. Wszystkiego ma dopilnować Panna Rose, guwernantka zmarłego, którą ten od lat próbował złamać i udowodnić jej, że jest tak samo zepsuta, jak inni mieszkańcy Dzikiego Zachodu. Rose postanawia jednak nie dać się pokonać znienawidzonemu pracodawcy i za wszelką cenę wypełnić jego ostatnią wolę, aby ocalić tajemniczego zakładnika. Niby wiem wiele, wszystko zostało bowiem przedstawione w pierwszym albumie, ale z czasem gdy poznawałem całą prawdę zostałem solidnie zaskoczony. Szczególnie w momencie ujawnienia zakładnika oraz osoby go przetrzymującej. W życiu bym się nie domyślił takiego obrotu spraw, co tylko ucieszyło moje nerdowskie serduszko. Ogromną rolę w tym elemencie fabuły, ale też kilku innych, jak pościg za grabarzem i jego ładunkiem, odegrały postacie drugoplanowe. Całość świetnie połączono, choć jak wspominałem wcześniej, kilka mniejszych elementów nie do końca mi pasowało. Z drugiej strony to rasowy komiks akcji, więc jestem gotów przymknąć na to oko. Historia z nieboszczykiem mającym brzuch pełen złota została ukończona. Ostatnia scena otwiera zatem drzwi na zupełnie nową przygodę, której nie mogę się doczekać. Grabarz i jego sęp ruszają dalej w świat, choć już nie samotnie. Niby szło to przewidzieć, ale i tak całość ciekawie skrojono. Wizualnie to bardzo porządny frankon, który wielce cieszy moje oko. Zarówno kolory jak i kreska to czysta poezja, zaś okładki to istny miód na moje oczy. Zostało mi zatem przeczytać drugi dyptyk i z wytęsknieniem oczekiwać trzeciego, który już jakiś czas temu zapowiedziano we Francji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Parker #1: Łowca Darwyn Cooke
Parker #1: Łowca
Darwyn Cooke
RECENZJA ZBIORCZA 4-ech tomów Moi Drodzy ➡️Pamiętacie jeszcze moją niedawną recenzję "Godziny zemsty" Richarda Starka? Tak, tak, to ta, w której piałem z zachwytu zarówno nad książką, jak i filmem. Niesamowity kryminał noir, z pełnokrwistym bohaterem, którego trudno nazwać do końca pozytywnym. Nic dziwnego zatem, że kiedy do moich uszu dotarły pogłoski o komiksie na motywach książek Starka od razu wiedziałem, że muszę je mieć 😁 No i mam 😀 ➡️Przepięknie wydane 4 tomy, twarda oprawa, obwoluta, typowo komiksowe, mocno oldschoolowe grafiki, wydanie dosłownie petarda! Wydawnictwo #taurusmedia zrobiło to perfekcyjnie. I o ile tomy 2,3,4 są do kupienia na rynku pierwotnym, tak tom 1 Łowca, opowiadający historię, którą recenzowałem - jest praktycznie nie do zdobycia (także używany). W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować @katooola , która ten tom "nie do zdobycia" wyszperała gdzieś w odmętach internetu i dzięki temu mam komplet 🤗 Dzięki Kasiu, jesteś wielka! ➡️Te komiksy są bardzo specyficzne. Kreska jest nietypowa, prosta, struktura przypomina bardziej opowieść graficzną niż komiks, momentami mamy całe (albo prawie) stronice tekstu, każdy tom jest narysowany w innym kolorze (czy to żółty, czy niebieski czy zielonkawy) - czyli praktycznie są jednobarwne. ➡️Klimat noir po prostu powala. Bohaterowie zdradzają, zabijają, uprawiają seks, policja jest sprzedajna, mafia czy też Organizacja (albo Brygada) - trzęsie całym podziemiem. Parker rabuje kogo może, morduje bez skrupułów, jeśli to konieczne. Jest chodzącym mrokiem i chodzącą zemstą. Kobiety fatalne towarzyszą mu w jego drodze przez piekło wielkiego miasta. Nie oczekujcie tu szlachetności, dobroci czy uczciwości. Wszystko jest brudne, rozmyte w mroku, brutalne nad wyraz (jak to napisali w NYT - "cudownie brutalne") i bardzo prawdziwe. ➡️Dodam tylko, że mój ukochany Brubaker powiedział, że "Parker to najbardziej ikoniczna postać spośród wszystkich przestępców, jakich kiedykolwiek stworzono w całej historii literatury kryminalnej." I myślę, że jest bardzo bliski prawdy. Sam rysownik i autor tej komiksowej adaptacji Cooke jest laureatem bardzo wielu prestiżowych nagród (w tym pięć właśnie za tę serię). ➡️Jeśli moja poprzednia recenzja (Godzina zemsty) przypadła Wam do gustu, jeżeli kochacie czarne kryminały i oldschoolowe komiksy, jeśli chcecie pogrążyć się bez reszty w mrocznym świecie przestępców, włamywaczy, mafii i sprzedajnych kobiet - będziecie zachwyceni. Ode mnie ta seria dostaje ocenę 9/10, K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości) i wielka, wielka szkoda, że nie ma tego więcej.
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na94 lata temu
Nasz przyjaciel Szatan Dominik L. Marzec
Nasz przyjaciel Szatan
Dominik L. Marzec Łukasz Lalko Michał Murawski
Zmęczony władca piekieł to nic nowego w komiksach. Wystarczy wspomnieć chociażby wizerunki Szatana w serii „Lucyfer” czy miniserii „Universe”. Tam jednak diabeł zawsze był w jakiś sposób dystyngowany. Z kolei polscy twórcy postanowili go przedstawić jako niezbyt atrakcyjnego emeryta. Czy historia stworzona oryginalnie na potrzeby niezrealizowanego filmu może czymś zaskoczyć? Szatan ma dosyć tego, że nie dorasta do swojego wizerunku rozpopularyzowanego przez popkulturę i duchowieństwo. Postanawia więc pozwać Kościół Katolicki. Jednakże jego przeciwnicy nie grają czysto, a nad pod jego nieobecność w piekle wybuch chaos. Podobała mi się wizja Szatana, jaką kreuje ten komiks. Nie jest jakimś eleganckim cwaniaczkiem, ale zagubionym starszym człowiekiem, który nie nadążą za współczesnym światem. Widać, ze przerasta go rola jaką pełni, ale równocześnie uparcie nie chce jej porzucić. Na szczęście nie jest do końca bezradny i w paru miejscach pokazana jest jego zaradność. Szkoda, że nie rozwinięto bardziej wątku chórów anielskich, które słyszy w losowych momentach – wątek ten prowadzi trochę do niczego. Bardzo pomysłowy jest też świat przedstawiony. Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej niedalekiej przyszłości. Pokazane jest, że pod pewnym względami technologia poszła naprzód, ale wiele jest bardzo znajomych elementów. Na dodatek niczym w komiksie „Transmetropolitan” komercja tutaj wygrała i za wszystko trzeba dodatkowo płacić. Głównie krytykowany jest tutaj Kościół Katolicki, ale można też dostrzec parę gorzkich słów wobec sensacyjnego świata wielkich procesów. Spodziewałem się, że zaświaty będą bardziej pomysłowe. Jednakże zarówno piekło, jak i niebo wyglądają bardzo tradycyjnie. Dobrze jednak, że pokazane są różne pokolenia demonów i pośród zasuszonych emerytów można dostrzec młodszą generację, która trochę lepiej ogarnia nowoczesne technologia. Szkoda, że trochę oszczędnie pokazano niebo, ale tych parę scen z udziałem Jezusa jest bardzo zacnych. Pod względem humoru jest różnie. Wiele dowcipów jest bardzo udanych i nie sposób się nie uśmiechnąć. Dominuje głównie żart sytuacyjny, ale znajdzie się parę słownych. Na szczęście pod tym względem nigdy nie jest przekroczona granica dobrego smaku. Szkoda, ze scenarzysta nie odpuścił sobie pary bardzo czerstwych dowcipów. Za warstwę graficzną odpowiadają tu Lukasz Lalko i Michał Murawski. Postacie w ich wykonaniu są realistyczne i bardzo ekspresyjne. Szkoda, że bardziej nie pofantazjowali przy wyglądzie poszczególnych demonów, ale być może to był celowe, jeśli weźmie się pod uwagę wypowiedzi głównego bohatera. Za to projekty poszczególnych lokacji są bardzo pomysłowe jak chociażby gmach sądu czy kosmiczny Watykan. Podsumowując, komiks bardzo mnie rozbawił i zaskoczył swoją pomysłowością. Można było oczywiście więcej zrobić z tym pomysłem, ale twórcy i tak całkiem dobrze się tym pobawili. Należy oczywiście pamiętać, że pewne tezy tu postawione mogą pewne osoby urazić, więc nie polecam osobom, które nie mają dystansu do spraw światopoglądowych.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 lat temu

Cytaty z książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sanctuaire, T.1 : USS Nebraska