
Wyprawa Kon-Tiki

278 str. 4 godz. 38 min.
- Kategoria:
- literatura podróżnicza
- Format:
- papier
- Seria:
- Naokoło Świata
- Tytuł oryginału:
- Kon-Tiki ekspedisjonen
- Data wydania:
- 1957-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1955-12-01
- Data 1. wydania:
- 1953-01-01
- Liczba stron:
- 278
- Czas czytania
- 4 godz. 38 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Jerzy Pański
Pierwsze polskie wydanie najbardziej znanej książki autorstwa norweskiego podróżnika i etnografa, Thora Heyerdahla.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Wyprawa Kon-Tiki w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Wyprawa Kon-Tiki
Poznaj innych czytelników
931 użytkowników ma tytuł Wyprawa Kon-Tiki na półkach głównych- Chcę przeczytać 481
- Przeczytane 450
- Posiadam 131
- Ulubione 22
- Podróżnicze 13
- Marynistyka 6
- Podróże 6
- Chcę w prezencie 5
- Literatura podróżnicza 4
- Literatura faktu 4
Tagi i tematy do książki Wyprawa Kon-Tiki
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Wyprawa Kon-Tiki
Nie widzę niczego, co byśmy mogli otrzymać od nich w zamian. (...) Jednakże - powiedział nagle donośnie szef, z ironicznym błyskiem w oku - odwaga i przedsiębiorczość mają również swoją wartość. Pułkowniku Lewis, niech pan im da to wyposażenie!
dodaj nowy cytat
Więcej 






































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyprawa Kon-Tiki
Książka pokazuje, ile warte są opinie teoretyków i autorytetów. Heyerdahl staje sam przeciwko powszechnym przekonaniom naukowym, kwestionując teorie dotyczące osadnictwa na wyspach Pacyfiku, i udowadnia praktycznie, że podróż morska z Ameryki Południowej była możliwa. To fascynująca opowieść o tym, jak trudno jest obronić własne poglądy w obliczu sceptycyzmu, i jak odwaga i determinacja jednostki mogą doprowadzić do sukcesu. Jednocześnie jest to fantastyczna książka podróżnicza, naprawdę wciągająca, oparta na faktach, prawdziwa i niesamowita historia przygody na otwartym oceanie.
Książka pokazuje, ile warte są opinie teoretyków i autorytetów. Heyerdahl staje sam przeciwko powszechnym przekonaniom naukowym, kwestionując teorie dotyczące osadnictwa na wyspach Pacyfiku, i udowadnia praktycznie, że podróż morska z Ameryki Południowej była możliwa. To fascynująca opowieść o tym, jak trudno jest obronić własne poglądy w obliczu sceptycyzmu, i jak odwaga i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedna z lepszych książek podróżniczych. Narracja wciągająca, elegancka i bez lania wody. Bardzo mało opisów technikaliów żeglarskich (jak np. nazwy lin lub części masztu),których nie cierpię. Sama tematyka niezwykle ciekawa i ogółem polecam.
Jedna z lepszych książek podróżniczych. Narracja wciągająca, elegancka i bez lania wody. Bardzo mało opisów technikaliów żeglarskich (jak np. nazwy lin lub części masztu),których nie cierpię. Sama tematyka niezwykle ciekawa i ogółem polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(1948)
[Kon-Tiki ekspedisjonen]
Archeologia eksperymentalna i wielka przygoda w jednym. Świadectwo ogromnej determinacji, hartu ducha i fascynacji światem. Wielkiej pasji i odwagi.
Piękny język, sprawne, malownicze opisy, ciekawie prowadzona narracja, umiejętne dawkowanie faktów i ogromna dawka pozytywnej energii. Wspaniała książka, choć z piętnem swoich czasów: nieco beztroskim stosunkiem do zwierząt (wzięcie na pokład papugi*),przechodzącym niekiedy w zbędne okrucieństwo (polowanie na żółwia, rzezie rekinów) czy niekompletną, niekiedy błędną wiedzą zoologiczną i geograficzną**.
Przydałoby się więcej dialogów z pokładu, co przełożyłoby się na pełniejsze odmalowanie charakterów śmiałków – ich wad, zalet i talentów – a tym samym sympatię czytelników. To, że autor nie skupia się wyłącznie na rejsie, obszernie opowiadając o przygotowaniach, swoich doświadczeniach i przekonaniach odnośnie migracji czy społeczności Wyspy Wielkanocnej, pogłębia zainteresowanie odbiorców i jednocześnie pozwala złapać oddech – codzienność na niewielkiej przestrzeni wypełniała rutyna, zwykłe obowiązki i zabijanie nudy, a monotonne otoczenie musiało być z czasem przytłaczające. Tymczasem podczas lektury jest to nieodczuwalne.
Pisanie o duchu ludzi Północy i wikingach Pacyfiku ociera się o patos, ale z uwagi na skandynawski skład załogi – pięciu Norwegów, jeden Szwed*** – i charakter wyprawy, można sobie chyba na to pozwolić. Ekspedycja mogła skończyć się tragicznie, i tylko dzięki ogromnemu szczęściu nikt z załogi nie stracił życia (a było blisko). Dystans pokonany na otwartym morzu, deklasuje każdą wyprawę średniowiecznych żeglarzy Północy.
Thor Heyerdahl (1914-2002) wyrusza w wieku 32 lat, wraca cało (zgodnie z planem) i pisze bestseller, przetłumaczony na ponad 70 języków**** (8/10).
__________________________
* Ptak nie przeżył. Najprawdopodobniej miała podcięte lotki.
** Rejs odbywa się dwa lata po wojnie, jeszcze przed działalnością Jacques Cousteau (1910-1997) i rozwojem podwodnej dokumentalistyki. Nikt z załogi nie miał szans oglądać barwnych, profesjonalnych filmów przyrodniczych, szybko aplikujących wiedzę młodszym pokoleniom. Poza tym Thor Heyerdahl był laikiem, stąd szerzenie błędnych informacji nt. napotykanych gatunków, błędna nomenklatura (choć jak się zdaje, swoje dokłada też tłumacz). Co do geografii, to są to albo omyłki, albo nieszczęśliwe skróty myślowe.
*** Knut Haugland (1917-2009),Erik Hesselberg (1914-1972),Torstein Raaby (1918-1964),Herman Watzinger (1910-1986) i Bengt Danielsson (Szwed, 1921-1997).
**** „The book was first published in Norway on 2 November 1948, and sold out in 15 days. By 1961, the book had been translated into at least 55 languages. According to a 2013 movie about the expedition the book had been translated into more than 70 languages and sold more than 50 million copies” (https://en.wikipedia.org/wiki/The_Kon-Tiki_Expedition).
•
CHALLENGE ACCEPTED
„– […] żaden z południowo-amerykańskich ludów nie mógł dostać się na wyspy Oceanii.
[Nowojorski uczony] Spojrzał na mnie badawczo i ciągnął dalej:
– […] Nie mieli oni możliwości przedostania się tam. Nie mieli żadnych łodzi!
– Mieli za to tratwy – odparłem niepewne – tratwy z drzewa balsa.
Starszy pan uśmiechnął się i rzekł spokojnie:
– Doskonale, proszę spróbować odbyć kiedyś podróż z Peru na wyspy Oceanu Spokojnego na tratwie z balsy” (str. 16).
„– […] jestem tak pewien tego, że Indianie przebyli Ocean Spokojny na tratwach, że gotów jestem zbudować taką tratwę i przebyć w niej ocean po to tylko, aby uwodnić, że jest to możliwe” (str. 17).
„Wyglądało to zupełnie jak stara norweska szopa na siano bezwładnie dryfująca po morzu; wykrzywiona szopa pełna opalonych, brudnych włóczęgów” (str 113).
„W 1947 na tratwie »Kon-Tiki« [Słońce-Tiki], zbudowanej z drewna balsa na wzór tratw Inków, przepływa (w 101 dni [między 28 kwietnia a 7 sierpnia]) z pięcioma towarzyszami Ocean Spokojny z portu Callao w Peru do archipelagu Tuamotu w Polinezji, czym pragnął potwierdzić swoją hipotezę o możliwości migracji z Ameryki Południowej do Polinezji” (Tadeusz Słabczyński, Encyklopedia okryć i odkrywców, Warszawa 2004, str. 226).
Z punktu A do B, pokonali dystans ok. 8 tys. km (ok. 4320 mil morskich). To mniej więcej tyle ile z Warszawy do Bangkoku*.
Badania ostatecznie zanegowały hipotezę Heyerdahla**. Jednak sam wyczyn, podsycany głodem wielkiej przygody, zapisał się w historii i wytyczył pewien szlak archeologii doświadczalnej.
Tratwa Kon-Tiki trafiła do muzeum***.
__________________________
* Albo do Japonii.
„– […] jesteśmy już 1570 kilometrów od wybrzeża Peru.
– I mamy tylko 6430 kilometrów do najbliższej wyspy […]” (str. 6).
** Podobnie było z niestrudzonym Fawcetem (1867-1925?),który zaginął w Amazonii, próbując odnaleźć ślady cywilizacji pokrewne tym z Mezoameryki i inkaskim. Również on borykał się z brakiem aprobaty, choć z punktu widzenia ówczesnej nauki (i faktu że inkaskie osady odkrywa się również współcześnie),nie można było w pełni zanegować założeń Anglika. Dziś wiemy, że wprawdzie na terenie Amazonii nie było wielkich, kamiennych miast z piramidami i rozległymi tarasami, to jednak żyły tam duże społeczności znacząco przekształcające swoje otoczenie. Dla zainteresowanych: Zaginione miasto Z. Amazońska wyprawa tropem zabójczej obsesji [The Lost City of Z. A Tale of Deadly Obsession in the Amazon] (2009) (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zaginione-miasto-z-amazonska-wyprawa-tropem-zabojczej-obsesji/opinia/62851534); 1491. Ameryka przed Kolumbem [1491: New Revelations of the Americas Before Columbus] (2005),rozdziały Amazonia oraz Sztuczna dzikość; Biała Skała. W głąb krainy Inków [The White Rock: An Exploration of the Inca Heartland] (2001+2010),pod kątem współczesnych okryć nowych stanowisk archeologicznych.
*** https://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Kon-Tiki
•
Decydując się na rejs repliką inkaskiej tratwy, uczestnicy rezygnują jednocześnie z ekwipunku typowego dla ówczesnej ludności, dla ich możliwości technicznych, a przecież takie kwestie jak magazynowanie słodkiej wody i wykorzystywanie deszczówki, odpowiedniego przechowywania zapasów lub bieżącego pozyskiwania jedzenia, zapewnienie odpowiedniego komfortu termicznego – byłby równorzędnie istotne jak konstrukcja tratwy. Z uwagi na duże dystanse i czas podróży, to integralny element przedsięwzięcia. Co z tego że tratwa dotrze do Oceanii w całości, chociażby dryfując, skoro załoga umrze z pragnienia?
Thor Heyerdahl pomija tutaj istotny element, który w dowodzeniu jego racji miałby znaczenie fundamentalne. Odnosi się do tego, omawiając bambusowe tykwy jako praktyczne zbiorniki na wodę, oraz zaledwie wspominając o surowych posiłkach. Ale może dzięki temu wszyscy Skandynawowie dotarli do Tuamotu cali i zdrowi, a kapitan miał szanse popływać jeszcze Ra i Tigrisem, i napisać kilka innych książek.
(Innym problemem jest znikome możliwości manewrowania tratwą „Kon-Tiki”; tak skonstruowane pae-pae nie dawałoby szans na bezpieczne przybicie do brzegu czy korektę kursu; koncepcja w której to Polinezyjczycy odwiedzają Peru i Patagonię, a potem wracają do siebie, na lżejszych, zwinniejszych jednostkach, wydaje się bardziej sensowna – tylko jak się to ma do prądów morskich?).
•
Fragmenty artykuły DNA ujawnia obecność rdzennych Amerykanów na Polinezji. Wieki przed przybyciem Europejczyków, NG (2020):
„Na długo przed pojawieniem się Europejczyków na wodach Polinezji, a nawet zanim pierwszy człowiek postawił stopę na Wyspie Wielkanocnej, autochtoniczna ludność Ameryki Południowej mieszała się z wyspiarzami z wschodniego Pacyfiku.
[...]
Choć teorię Norwega [Thora Heyerdahla] wielu archeologów uznawało za niedorzeczną, z czasem przybywało dowodów na istnienie w przeszłości takich międzycywilizacyjnych kontaktów między Ameryką Południową a Polinezją. Chodzi m.in. o badania genetyczne słodkich ziemniaków i ludzi [sic!].
Uważa się, że pochodzące z Peru [bataty] 1000 lat temu trafiły na wyspy Polinezji. Nawet nazwa tych roślin, kuumala, przypomina odpowiadające im słowa z keczua, języka andyjskich ludów, czyli »kumara« i »cumal«.
[...]
- Choć w linii prostej [Fatu Hiva, wyspa na Markizach] znajduje się od Ameryki Południowej dużo dalej niż Wyspa Wielkanocna, to jednak stałe wiatry i prądy morskie czynią dotarcie do niej prostszym niż na Rapa Nui – skomentował w czasopiśmie »Nature« Paul Wallin, archeolog z Uniwersytetu w Uppsali i pracownik muzeum Wyprawy Kon-Tiki w Oslo.
Co do teorii, która »częściowo potwierdza« (jak zauważył Wallin) pomysł Heyerdahla, nie jest przekonany (niezwiązany z badaniami opisanymi w »Nature« archeolog Carl Lipo z Uniwersytetu w Birmingham. Jego zdaniem nowe badanie DNA nie wyjaśnia w jaki sposób prekolumbijscy Indianie mieliby dotrzeć na wyspy.
– Większość dostępnych dowodów wskazuje, że to raczej Polinezyjczycy najpierw dotarli do brzegów Ameryki Południowej a dopiero później skolonizowali wyspy na Pacyfiku. Słodkie ziemniaki mogli po prostu zabrać ze sobą. […] – Lipo zauważył w »National Geographic«” (https://www.national-geographic.pl/nauka/dna-ujawnia-obecnosc-rdzennych-amerykanow-na-polinezji-wieki-przed-przybyciem-europejczykow/).
•
Książkę przełożył Jerzy Pański (1910–1986)*, przez całe życie związany z żeglugą. We wrześniu ‘39 ucieka do Szwecji, gdzie uzyskuje azyl, po wojnie wraca do Polski. W ‘45 sprawuje krótko funkcję chargé d’affaires w Sztokholmie. Po marcu ‘68, w wyniku wiadomych wydarzeń, wraca na stałe do Szwecji. Został pochowany na Południowym Cmentarzu Żydowskim w Sztokholmie.
Książkę warto wznowić w przyjaźniejszym formacie, ze zdjęciami, obszernym posłowiem i sporą liczbą przypisów od co najmniej trzech konsultantów merytorycznych: historyka, zoologa i geografa (albo chociaż jednej, ogarniętej osoby). Tłumaczenie zniosło próbę czasu, miejscami wymaga poprawek i zestawienia z oryginałem, aby ustalić po czyjej stronie stoją błędy narracyjne i nomenklaturalne, ale poza tym czyta się to bardzo przyzwoicie.
__________________________
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Pa%C5%84ski_(1910%E2%80%931986)
•
Idea białych żeglarzy, funkcjonujących na wyższym poziomie rozwoju (m.in. str. 13, 116, 115-123) wywodzi się z XIX-wiecznych przekazów ezoterycznych, opartych na fascynacji naukami Wschodu, micie Atlantydy, oraz ogromnych pokładach kreatywności samozwańczych mediów i innych „odkrywców zaginionej wiedzy”.
Indiańskie rejsy z Ameryki Południowej do Oceanii, to temat, który w kręgach tzw. wiedzy alternatywnej nadal budzi zainteresowanie. O ile geologia nie daje szans opowieściom o Atlantydzie, Mu i Lemurii, to już subtelne podobieństwa między rzeźbami, ornamentami i wytworami sztuki ludowej, zasiewają różne wątpliwości – głównie w umysłach laików – i skłaniają do zadawania pytań. To, że takowe się pojawiają, nie powinno dziwić. Zastanawiające artefakty są produktem tego samego gatunku, który mimo zróżnicowania pracuje takimi samymi rękoma, w ramach świata bazującego na tej samej chemii i fizyce. Wobec zbliżonych możliwości, wybierane są podobne lub identyczne rozwiązania. A wyobrażenia religijne, z racji takiego samego bądź zbliżonego doświadczania przyrody, również obfitują w paralele. (Podobieństwa językowe mogą być zwodnicze, ale to właśnie one oraz genetyka potrafią skłonić do zaskakujących wniosków).
Zwolennicy kontaktów międzykontynentalny z zamierzchłej przeszłości wiedzą swoje: negroidalne rysy olmeckich twarzy, uwiecznionych w kamieniu, to dowód afrykańskich korzeni oraz świadectwo dawnych migracji; kultury basenu Morza Śródziemnego odwiedzały Amerykę wielokrotnie, a Fenicjanie opłynęli Afrykę. Nauka przeczy, lub nie potwierdza tych rewelacji.
Na historię rejsu Kon-Tiki natykałem się wielokrotnie w różnych książkach i artykułach. Popularnonaukowych i pseudonaukowych (do których mam słabość). Wielu autorów się na nią powoływało lub wspominało o niej w ramach ciekawostki, zwykle dosyć lakonicznie, jednak na tyle często, że w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że trzeba dotrzeć do źródła.
Wątki poruszone przez Heyerdahla przywodzą mi na myśl różne pozycje, jedną z nich jest Oś świata. Ślady najstarszej ziemskiej cywilizacji Igora Witkowskiego (książka z 2002, po przeredagowaniu i rozszerzeniu wydana ponownie w 2009). Brzmi intrygująco, ale w istocie jest to pozycja rozczarowująca (chyba że decydujemy się na czytanie w trybie guilty pleasure). Po pierwsze, jest nierzetelna i naiwna: nagina fakty i zbiera różne wątki tak, aby w jakiś sposób budowały wrażenie, że ogólnoświatowa, międzykontynentalna zaginiona cywilizacja faktycznie kolonizowała ogromne przestrzenie (od Bliskiego Wschodu, przez Mohendżo-Daro do Wyspy Wielkanocnej i Ameryki Południowej),i funkcjonowała na tych obszarach, prowadząc handel, wymianę kulturową, działalność badawczą itd. Merytorycznie jest to nie do wybronienia. Po drugie tekst opiera się na materiałach z rozmaitych publikacji, często popularnonaukowych, dość swobodnie łączonych w jedną całość – co samo w sobie nie jest to niczym złym, ale w takim ujęciu zrównuje się źródła wartościowe z artykułami z prasy ezoterycznej (!). Odbiorca ma wrażenie fachowości, ale na wrażeniu się kończy.
Jeżeli ktoś jest oczytany, myśli logicznie i ma dobrze rozwinięty aparat krytyczny, nie podda się narracji autora. To po prostu nie trzyma się kupy. Jednak masa osób która nie czyta pozycji stricte historycznych – czy to akademickich, czy popularnych – a wyłącznie tego typu książki, będzie urzeczona.
Być może transoceaniczne kontakty między cywilizacjami zachodziły, być może zdarzały się takie epizody, może nawet były powtarzane. Nie ma na to jednak żadnych twardych dowodów: artefaktów, roślin, zapisków historycznych. Nic. Być może nie przetrwały? Być może. Dlatego nie należy się zamykać na różne możliwości, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek.
•
„W paru przypadkach, kiedy morze było spokojne, ciemna woda wokół tratwy wypełniała się często okrągłymi głowami o dwóch – trzech stopach średnicy, trwającymi bez ruchu i patrzącymi na nas wielkimi, płonącymi oczami. W inne noce widniały pod wodą świetlane kule średnicy jednego metra lub więcej i mrugały w nierównych odstępach czasu, jak elektryczne lampy zapalane co chwila„ (str. 78).
Tajemnica zawsze podnosi atrakcyjność dzieła.
•
UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. V z 1968, format kieszonkowy, papier klasy V*, na pdst. tłumaczenia z ‘55):
„Na zachodzie [Pacyfiku] żyły jedynie czarnoskóre, pierwotne szczepy Australii i Melanezji, dalecy krewni Murzynów” (str. 11).
Nawet bardzo, bo genetycznie australijskim Aborygenom czy Papuasom jest znacznie bliżej do Europejczyków niż negroidalnych ludów Afryki. Heyerdahla zwodzi kolor skóry. (Ma to oczywiście związek z tempem rozprzestrzeniania się homo sapiens po kuli ziemskiej, można by rzec, że ludzie zasiedlający wybrzeża Azji i Ocenię wywodzą się z ludności bliskowschodniej i europejskiej, a nie bezpośrednio afrykańskiej. Szlak migracyjny nie idzie bezpośrednio z Afryki, tylko przez Eurazję (https://pl.wikipedia.org/wiki/Prehistoryczne_w%C4%99dr%C3%B3wki_ludzko%C5%9Bci).
„Indianie z Andów, drobni i biedni, odznaczali się zwierzęcą wytrzymałością i dziecięcym umysłem ludów natury” (str. 40). Dziś by to nie przeszło (co nie znaczy, że jest w tym coś złego... niemniej nazywanie specjalistów od survivalu „dziećmi” to przejaw europocentrycznej buty).
Quivedo x2 (str. 37); okolice Quivedo, Q. Jako miejsce + „dżungla Quivedo” (str. 39); „[…] rzeka nazywa się Palenque, a miasto Quivedo leży na jej przeciwnym brzegu” (str. 42); „Tam gdzie Palenque wpadała do Rio Guayas […]” (str. 47); „puszcza Quivedo” (str. 53/171); rzeka Palenque (str. 67). Nie ma miejscowości Quivedo, zapewne chodzi o Quevedo (nad rzeką o tej samej nazwie),która nie wiedzieć czemu, zupełnie bez powodu, pośród pól i plantacji, zmienia nagle nazwę na Vinces (na wysokości placówki przy Via Mocache-Vinces, opisanej na mapie Google jako Escuela Juan Pío Montúfar).
Ani Atlas, ani Googl Maps czy Wikipedia nie potwierdzają istnienia rzeki Palenque (identyczną nazwę nosi stanowisko archeologicznego w Meksyku, ale to akurat nic dziwnego). Nieopodal rzeki Vinces, wpadającej do Babahayo, jest miejscowość o takiej nazwie. Wody Daule i Babahayo tworzą Rio Guayas, ale ona sama biegnie na tak krótkim odcinku, że Palenque (?) nie ma szansy do niej wpaść. Przydałby się tu jakiś przypis.
Str. 80/81 – rekin wielorybi jest dwukrotnie określony jako żarłacz (?).
Str. 81 – Erik ciska w rekina wielorybiego harpun… z opisu wynika, że z powodu stresu… ale ranienie rekina wielorybiego, który jest niegroźnym olbrzymem, to czysta głupota. Wynika to z niewiedzy i lęku przed potencjalnym atakiem.
Str. 81 – „Starały się one [makrele] wyciągnąć je na zewnątrz [łeb i płetwy], gdyż napadnięty żółw [morski] nie mógł całymi dniami leżeć z głową i płetwami wciągniętymi do skorupy”. Żółwie morskie nie mają fizycznie możliwości skryć się w skorupie (!). Faktycznie nie mógł, ale Heyerdahl o tym nie wie, a redaktor najwyraźniej również.
Str. 82 – kolejny popis głupoty, próba pochwycenia żółwia morskiego w celach konsumpcyjnych (mimo kilkumiesięcznego prowiantu, braku chłodni i codziennie pozyskiwanych świeżych ryb).
Str. 86 – bambus nie jest trzciną (nieszczęśliwy skrót myślowy tłumacza).
Str. 88 – „[…] coca, rosnąca tylko w Peru”. Krasnodrzew pospolity, koka – jest rośliną uprawną z Andów, ale czy rośnie wyłącznie w Peru? „Główne rejony uprawy to: Ameryka Południowa, Jawa, Kamerun” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Krasnodrzew_pospolity). Wątpliwym jest, aby spożywanie liści koki umożliwiało bezpieczne picie wody morskiej.
Bataty, pochodzące z Ameryki Południowej, znane były Polinezyjczykom jeszcze przed zetknięciem się z Europejczykami. I to jest faktyczna przesłanka do tego, że kontakty Oceanii z Ameryką Południową jednak zachodziły (choć nie w takiej formie jak z fantazji Heyerdahla).
Str. 98 – rekin ma po prostu twardą skórę, ale czy przy rybie chrzęstnoszkieletowej można mówić o czymś takim jak „pancerz grzbietowy ryby”?
Str. 97-98, 137-138, 144 – jaki był cel zabicia mnóstwa rekinów o wymiarach 2-3 metrów? Heyerdahl informuje nas, że wywlekali je na pokład i skutecznie uśmiercali, lub pozostawiali aby zdechły, a martwe wrzucali do wody. Thor i koledzy sprawdzali zawartość ich żołądków, ale raczej w ramach rozrywki lub przy okazji epizodycznego pozyskiwania mięsa. To nie była ich ulubiona ryba, a mimo to bezsensownie, masowo, pozbawiali je życia. (Raz wspomina, że po 24 godzinach moczenia w słonej wodzie mięso smakuje jak wątłusz). Uśmiercanie ryb było formą rozrywki – ani z punktu widzenia dzisiejszego odbiorcy, ani łowców z epoki kamienia łupanego, nie jest to normalne. Tu już nawet nie chodzi o ekologię, ale zwykłą ludzką przyzwoitość.
Str. 101 – mowa o ośmiornicach „które mogły wykończyć rekina i zostawiały brzydkie ślady na bokach wielorybów”. Thor Heyerdahl niepokoi się realną groźbą ataku, śpi z maczetą. Str. 102 – „Były to młode osobniki, […] mające osiem długich ramiona pokrytych przyssawkami i dwa, jeszcze dłuższe, ze zrogowaciałymi hakami z końcach” plus informacja o dwóch fałdach skórnych. Jak sama nazwa wskazuje, ośmiornica ma osiem ramion, natomiast kałamarnica dziesięć (jako dziesięciornica).
1) brzmi to jak opowieści o krakenie (i są to bardziej lęki niż świadectwa faktycznego zagrożenia)
2) tak, kałamarnice olbrzymie kaleczą kaszaloty, mają po nich rozliczne blizny; robią to w walce o swoje życie, stanowiąc ich pożywienie, ale ani kałamarnice olbrzymie, ani kolosalne, nie są ośmiornicami (a te nie są tak wielkie); autor (bądź tłumacz) pisze o kałamarnicach (!)
3) ”Ośmiornice ogólnie unikają ludzi, ale odnotowano przypadki atakowania człowieka. Przykładowo mierząca 2,4 m ośmiornica olbrzymia, świetnie zakamuflowana, rzuciła się na nurka i starała się wyrwać mu kamerę” (https://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Bmiornice). Pod wodą. Nie wyszła z morderczym zamiarem na statek.
(Na str. 129-130 autor nadal pisze o kałamarnicach, choć nazywa je ośmiornicami).
„Na przestrzeni 8000 kilometrów, które oddzielały Oceanię od Peru, nie ma żadnego stałego lądu” (str. 106). Oceanię od Peru (od portu Callao) dzieli ok 3760 km (dystans do Wyspy Wielkanocnej, która jest częścią Oceanii). Nieszczęśliwy skrót myślowy, chodzi o szerokość geograficzną Peru i kurs w linii prostej.
„[…] wielki żółw morski wystawiające ze skorupy głowę” (str. 108). Ponowne świadectwo braku świadomości biologicznych ograniczeń żółwi. (Rozumiem, że nie każdy jako dziecko ślęczał przed TV oglądając „przyrodę”, nie każdy miał atlasy zoologiczne, ale mając ok. 30-ki pewne rzeczy wypada wiedzieć, zresztą już sama obserwacja skłania do konkretnych wniosków).
„Leżąca najbliżej Peru Wyspa Wielkanocna, jest […] ze wszystkich wysp Pacyfiku najbardziej oddaloną od Azji” (str. 116). Bliżej Peru, i dalej od Azji jest chociażby Sala y Gómez (leżąca stosunkowo blisko Rapa Nui),a także Archipelag Juan Fernández (z wyspą Robinson Crusoe) czy Wyspy Desventuradas.
Str. 115-123 (i w innych częściach książki) – pada tu sporo informacji nt. historii Rapa Nui, miejscowe legendy mieszkają się tu z błędnymi interpretacjami i wątkiem rasy aryjskiej (aczkolwiek tak w tekście nienazwanej). Faktyczny przebieg kolonizacji był jak się zdaje mniej sensacyjny, a wyspiarzy wybiły choroby przywiezione przez Europejczyków i przymusowe przesiedlenia (mało kto z nich powrócił).
„[…] badania najstarszych przedmiotów węglem 14C sugerują, że wyspa została zasiedlona nie wcześniej niż w 1200 r. n.e. a przeprowadzone w 2006 r. analizy wycinki drzew zdają się to potwierdzać.
Polinezyjczycy, którzy pierwsi zasiedlili wyspę przybyli prawdopodobnie z oddalonych o 3200 km Markizów, wysp Gambiera (2600 km) lub którejś z dzisiejszych wysp Polinezji Francuskiej, przywożąc ze sobą banany, taro, trzcinę cukrową, jak również kury i szczury polinezyjskie.
Domniemane związki z Ameryką Południową
Norweski biolog i etnograf z wykształcenia, a później podróżnik i żeglarz Thor Heyerdahl uważał, że istnieją kulturalne podobieństwa pomiędzy Wyspą Wielkanocną i pozostałymi wyspami Polinezji a Indianami z Ameryki Południowej, które mogły powstać za sprawą osadników przybyłych z kontynentu. Świadczyć ma o tym m.in. sposób łączenia kamiennych bloków bez użycia zaprawy przy budowie platform ahu, podobieństwo legend miejscowych, polinezyjskich i południowoamerykańskich, podobieństwo wielu słów i imion bogów i bohaterów oraz słodkie ziemniaki pochodzące z kontynentu, które stanowiły podstawę diety dawnych Polinezyjczyków. Ponieważ nie ma żadnych dowodów na to, że nasiona samorzutnie pokonały taki dystans, Heyerdahl sugerował, że musiał istnieć jakiś związek pomiędzy obiema kulturami. Ponieważ świat naukowy wykluczał możliwość przepłynięcia 3600 km z Ameryki na wyspę, Heyerdahl dowiódł doświadczalnie możliwość dotarcia do wysp Polinezji z kontynentu na zrobionej z balsy tratwie Kon-Tiki. W czasie tego rejsu minął Wyspę Wielkanocną i dopłynął do Polinezji. Podróż w odwrotnym kierunku jest dużo trudniejsza ze względu na panujące na Pacyfiku wiatry i prądy morskie. Europejczycy odkryli większość wysp Polinezji płynąc z Ameryki, a rejsy w odwrotnym kierunku rozpoczęli dopiero po wejściu w użycie statków parowych.
Możliwe więc, że Polinezyjczycy podróżowali do Ameryki Południowej albo Indianie na swoich tratwach dopłynęli do Polinezji, choć prawdopodobnie nie byli już zdolni powrócić, z powodu słabiej rozwiniętych umiejętności nawigacyjnych i kruchszych łodzi. Uważa się, że kulturą, która mogłaby nawiązać kontakt z wyspiarzami byli Indianie Mapuche, zamieszkujący środkowe i południowe Chile.
Kiedy w 1722 r. na wyspę przybyła wyprawa Jacoba Roggeveena zaobserwowała trzy różne rasy: niektórzy wyspiarze mieli skórę białą, inni czerwoną, a jeszcze inni ciemną. Roggeveen zauważył też, że wiele osób było dość wysokiej postury. Potwierdził to w 1770 r. jeden z przybyłych na wyspę Hiszpanów, który dokonał pomiarów wzrostu[5]. Jednak przeprowadzone badania DNA, trzydziestu sześciu mieszkańców wyspy, wywodzących się od nielicznych ocalałych w XIX wieku, wykazało ich polinezyjskie pochodzenie, a ściślej, że mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej i Polinezji są ze sobą spokrewnieni. W ten sposób teoria Heyerdahla, że mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej i Polinezji (lub ich część) pochodzili z Ameryki Południowej nie została ani obalona ani potwierdzona. Obecnie, podobnie jak w czasie jej opublikowania, praktycznie żaden poważny archeolog w nią nie wierzy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Wyspy_Wielkanocnej).
W ramach odświeżenia i utrwalenia wiedzy warto odpalić sobie poniższy materiał:
Co tak NAPRAWDĘ stało się na Wyspie Wielkanocnej? [2023]
https://www.youtube.com/watch?v=6xFqjnWBo7s
„[…] ciężar ładunku zmniejszał się, gdyż większa część prowiantu, wody i baterii dla radiostacji została zużyta […]” (str. 142). Wynika z tego, że zużyte baterie wyrzucano do oceanu. (Zużycie baterii nie wpływa na ich wagę). Nieco dalej czytamy, że zużyte baterie magazynowano, i dzięki temu można było z nich skorzystać przy konstrukcji kotwicy (umieszczając je w pojemniku) (str. 163-164). I kiedy czytelnik wzdycha z ulgą, wkrótce dowiaduje się, że kotwicę (tj. pojemnik z bateriami i śmieciami) odcięto…
Ciąg dalszy beztroskiego śmiecenia: „Były to nasze własne puszki [po ananasach], wyrzucone za burtę po ostatnim posiłku na Kon-Tiki” (str. 171). Zanim postawili stopę na stałym lądzie, były tam już ich śmieci. Antropocen pełną gębą. Wprawdzie są to czasy przedplastikowe, konserwy prędzej czy później pożre rdza… nie jest to dla natury wielki dramat, jednak już sam fakt zaśmiecania natury, z dzisiejszego punktu widzenia, jest szokujący i nieakceptowalny. W dzisiejszej skali, przy miliardach śmiecących, na powierzchni oceanów tworzą się całe wyspy śmieciowe.
Str. 179 – w tekście czytamy o węgorzach, ale z opisu wynika, że chodzi o mureny. Skąd to się wzięło?
UWAGI TECHNICZNO-WARSZTATOWE (w tym błędy logiczne): str. 5 – nie znaną (nieznaną); str. 9 – coś tu nie gra, najpierw czytamy, że książki i zbiory muzealne nie wystarczą do wyjaśnienia zagadki, a już w nowym zdaniu dowiadujemy się, że oferują bezcenną pomoc (te dwa sąsiednie zdania sprawiają wrażeniu sprzecznych względem siebie, i nie układają się w logiczny ciąg myślowy); str. 11/23/68 – nie znane (nieznane); str. 12 – nie znanych (nieznanych); str. 16 – nie otwarty (nieotwarty); str. 20 – nie czytanym (nieczytanym); str. 20 – krokieta (krykieta); str. 22 – ciąku (ciągu); str. 24 – brzmi to tu tak, jakby szło o drzwi wejściowe, ale skoro Heyerdahla wołają na dół do telefonu, musi chodzić o drzwi do jego pokoju, i właśnie słowa „pokoju” tu brakuje; str. 26 – Finmark (Finnmarku) x3 + Nordmark (Nordmarku?) + okolice Finmark (rejon Finnmarku); str. 27 – Finmark (Finnmarku); str. 31 – Glover (Glovera); str. 32 – coca-cola (coca-coli/coli); str. 46 – „Wkrótce ujrzeliśmy znacznie ciekawszy stwór” (ciekawszego stwora) + iguan (iguana),iguana (iguany) [tłumacz przerabia nazwę na rodzaj męskoosobowy, i tak deklinuje]; str. 49 – Cohen (Cohena); str. 52 – nie kończące (niekończące); str. 92 – nie uzbrojonego (nieuzbrojonego); str. 102/115 – Wikingów (wikingów); str. 102 – nie uszkodzony (nieuszkodzony); str. 115 – książki przygód (książki przygodowej); str. 131/159 – nie znanym (nieznanym); str. 133 – Mayom (Majom) + nie znany (nieznany); str. 157 – znaki Morsego (znaki Morse’a); str. 164 – „Lecz nie brak czasu martwił nas” (Lecz nie brak czasu nas martwił); str. 165198 – kluczem Morsego (Morse’a); str. 177 – klucz Morsego (Morse’a); str. 171 – „Należało zbierać się stąd” (Należało się stąd zbierać); str. 172 – nie znana (nieznana); str. 173 – nie zaludniony (niezaludniony); str. 183 – wielorybim rekinie x2 (rekinie wielorybim); str. 184 – „[…] rafa stopniowo zanurzała się” (...rafa się stopniowo zanurzała); str. 187 „[…] a chór wtórował im” (...a chór im wtórował). Ponadto macheta zapisujemy w formie spolszczonej (maczeta),a Fatuhiva jako nazwę dwuczłonową (Fatu Hiva).
__________________________
* Drobna czcionka, w dodatku wadliwie odbita (albo za słabo, tak że nie widać liter, albo jakby wytłuszczona, ze słowami tonącymi w tuszu); pstrokaty, brunatny papier niskiej jakości (przypominający gnijący pergamin).
•
VIDEO
Podczas rejsu, Thor Heyerdahl dokumentował codzienne zmagania i rutyny. Zgromadzony materiał posłużył do zmontowania czarno-białego filmu, prezentującego przebieg wyprawy (Kon-Tiki, 1950 [https://www.youtube.com/watch?v=gvBYfba8nv8]). Ścieżka audio została podłożona w studio (odgłosy morza i życia na statku, muzyka),nie ma w nim żadnych wypowiedzi załogantów – narrację prowadzi lektor. W ‘51 film dostał Oscara.
W 2012 trafił do kin film fabularny (https://www.youtube.com/watch?v=0VdQUc1C1Fs) pod tym samym tytułem. Ze scen dostępnych w internecie wynika, że podmieniono zieloną papugę na arę zwyczajną (o niebieskim upierzeniu),udramatyzowano jej koniec, a rekina wielorybiego wyposażono w możliwość efektownego wypuszczania wilgotnego powietrza, tak jakby był prawdziwym wielorybem. Nieścisłości jakie wypunktowano w artykule na Wikipedii, zniechęcają do seansu:
„While much of the story is historically accurate, screenwriter Petter Skavlan and director Joachim Rønning both felt the need to make the story more exciting for their two-hour feature film. The fictionalized elements have been criticized. Film critic Andrew Barker commented: »It's frustratingly ironic that Kon-Tiki's most outrageously fantastical sequences are completely verifiable, and its most predictable, workaday conflicts are completely made up«.
One inaccuracy is the absence of indigenous Polynesians from the cast. The scenes depicting Heyerdahl's experiences on Fatu Hiva were shot in Thailand with Thai extras who do not resemble native Polynesians, and who are shown holding compound spears not typical of the Marquesas Islands, and weaving rattan baskets, of which neither the technique nor the plant material are native to French Polynesia.
The film focuses on Heyerdahl's theory that Polynesia was first populated with humans from Peru, but it ignores the Norwegian's more ethnocentric speculations that the original Kon-Tiki voyage was undertaken by a race of tall white bearded people with red hair. Heyerdahl conjectured that Amerindian civilizations like the Aztecs and the Incas only arose with the help of advanced technical knowledge brought by early European voyagers, and that these white people were eventually driven out of Peru and fled westward on rafts.
The film has the crew worrying about getting sucked into »the Galapagos maelstrom«, with a book shown that purportedly illustrates the maelstrom. The illustration is actually artist Harry Clarke's 1919 illustration for Edgar Allan Poe's short story, »A Descent Into the Maelström«, a fictional account of a whirlpool in Norwegian waters. The description of its roar, which can be heard from nine miles away, is taken directly from Poe's story. Although Heyerdahl did refer to »treacherous eddies« near the Galapagos, his chief worry there was that »strong ocean currents« could sweep the raft back towards Central America.
The portrayal of the raft's second-in-command, Herman Watzinger, proved controversial in Norway. Colleagues and relatives say Watzinger in the film is unlike the real-life Watzinger, physically or in his actions. Actor Baasmo Christiansen acknowledged the physical differences with a smile: »Watzinger was tall, dark, and Norwegian Youth Champion in the 100 meter. He was everything I'm not«. In the film, Watzinger disobeys Heyerdahl's direct order and throws a harpoon at a whale shark under the boat, but it was actually Erik Hesselberg who harpooned the whale shark, with the crew cheering him on. The film's Watzinger, worried about the hemp ropes' ability to hold the balsa logs together for the entire voyage, tearfully begs Heyerdahl at sea to add steel cables Watzinger smuggled aboard but Heyerdahl's book contains no such scene and Watzinger's daughter has stated it never happened: »My father was a stout and confident man, and he never thought that way about the balsa logs and the ropes«. Thor Heyerdahl Jr., who worked with Watzinger, concurred in the criticism of the film's portrayal of Watzinger. It should further be pointed out that Heyerdahl in his book explicitly notes that because of the light properties of the balsa logs, the ropes were not worn down, but instead ate into the logs and that using steel cables (that had been suggested) would have worsened the problem. Movie Watzinger's solution would have been harmful to the raft, but that is not explained.
Other minor alterations from Heyerdahl's book include the ship's parrot being eaten by a shark in the film (its real-life counterpart was simply washed overboard by a large wave). The film also shows the crew only getting access to valuable US military equipment once they have arrived in Peru and are building the raft, whereas Heyerdahl in fact arranged for the equipment at a visit to the Pentagon before traveling to Peru” (https://en.wikipedia.org/wiki/Kon-Tiki_(2012_film)).
Thor Heyerdahl. Człowiek, mit, kobiety [Thor Heyerdahl – the Man, the Myth, the Women] (film dokumentalny o życiu autora, 2008):
https://chomikuj.pl/lupa1982/Kon-Tiki/Thor+Heyerdahl.+The+Man*2c+The+Myth*2c+The+Women,8944487937.avi(video)
(1948)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[Kon-Tiki ekspedisjonen]
Archeologia eksperymentalna i wielka przygoda w jednym. Świadectwo ogromnej determinacji, hartu ducha i fascynacji światem. Wielkiej pasji i odwagi.
Piękny język, sprawne, malownicze opisy, ciekawie prowadzona narracja, umiejętne dawkowanie faktów i ogromna dawka pozytywnej energii. Wspaniała książka, choć z piętnem swoich czasów: nieco...
Książka podróżnicza najwyższych lotów.
Książka podróżnicza najwyższych lotów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka czytana jeszcze w podstawówce, gdy każda podróż była tyko marzeniem, a cóż dopiero taka. Wrażenie, które wtedy zrobiła trwało bardzo długo, właściwie do dziś.
I nie da się ukryć, że nie chodzi tu ani o język, ani o humor – skądinąd angielski z ducha. Siłą książki jest jej prawdziwość. To wydarzyło się naprawdę. Autor chciał udowodnić, że było możliwe, że ludność Polinezji przebyła Pacyfik tratwami z Ameryki Południowej. Załoga, w skład której wchodziło pięciu Norwegów i Szwed podjęła się nie lada wyczynu na łodzi żaglowej zbudowanej jak przed wiekami, tyle, że z radiostacją oraz innymi zapasami jedzenia.
Niesamowite przygody, opisy przygotowań i rejsu, to wszystko sprawiało, że relację czytało się jak najlepszą powieść przygodową, nawet mając świadomość sukcesu.
Z dzisiejszego punktu widzenia to także tęsknota do czasów, gdy odwaga i zdolności zastępowały niedobór środków, szczególnie finansowych, a cele były wyznaczane przez chociażby pragnienie dowiedzenia czegoś, o sławie nie wspominając a nie chęcią zysku. Taki prawdziwy podróżniczy romantyzm bez współczesnych technologii.
No i książkę wydano w znakomitej serii Iskier „Naokoło Świata”, będącej właśnie wówczas (lata 80-te ubiegłego stulecia) oknem na świat.
Książka czytana jeszcze w podstawówce, gdy każda podróż była tyko marzeniem, a cóż dopiero taka. Wrażenie, które wtedy zrobiła trwało bardzo długo, właściwie do dziś.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI nie da się ukryć, że nie chodzi tu ani o język, ani o humor – skądinąd angielski z ducha. Siłą książki jest jej prawdziwość. To wydarzyło się naprawdę. Autor chciał udowodnić, że było możliwe, że ludność...
OCENA - 8/10 REWELACJA
Podróże bywają fascynujące, jeżeli podążamy za marzeniami i mamy odwagę realizować je ekstremalnie. „WYPRAWA KON-TIKI Thora Heyerdahl’a właśnie to dobitnie ukazuje. Mam ogromny sentyment do tej książki, za jej nietuzinkowość i piękno. Czytałem ją wiele lat temu i znowu do niej wróciłem przeżywając na swój sposób moc prawdziwej przygody. Rewelacyjna opowieść, która niesie za sobą ogromną dawkę emocji i wrażeń oraz zostawia ślad w sercu na wieki.
Sześciu śmiałków ze Skandynawii na prymitywnej tratwie zbudowanej przez nich samych rzuca wyzwanie Oceanowi Spokojnemu i rusza w nieznane. Udowodnili całemu światu, że można dokonać czegoś niezwykłego i przejść do historii. Nikt nie dawał im żadnych szans. Z góry skazano ich na porażkę. W końcu pokonanie Pacyfiku, jego sztormów, huraganów oraz wysokich fal sięgających nawet 6 metrów na takiej łupinie składającej się tylko z dziewięciu pni nie może się udać. A jednak Heyerdahl oraz jego kompani to zrobili. Niezwykła siła przyjaźni oraz marzeń, wytrwałość wraz z odwagą, może wynieść nas na wyżyny oraz pozwolić na realizację tak niesamowitego przedsięwzięcia. Trzeba tylko w to wierzyć i mieć żyłkę globtrotera. Niesamowita książka. Polecam. Jack_
OCENA - 8/10 REWELACJA
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodróże bywają fascynujące, jeżeli podążamy za marzeniami i mamy odwagę realizować je ekstremalnie. „WYPRAWA KON-TIKI Thora Heyerdahl’a właśnie to dobitnie ukazuje. Mam ogromny sentyment do tej książki, za jej nietuzinkowość i piękno. Czytałem ją wiele lat temu i znowu do niej wróciłem przeżywając na swój sposób moc prawdziwej przygody. Rewelacyjna...
Klasyka! Fascynujące!!!
Klasyka! Fascynujące!!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjna książka! Łączy reportaż, prozę przygodowo-podróżniczą i literaturę naukową. Nie sposób ocenić na ile oddaje prawdę o codzienności wyprawy, ale czyta się wybornie.
Rewelacyjna książka! Łączy reportaż, prozę przygodowo-podróżniczą i literaturę naukową. Nie sposób ocenić na ile oddaje prawdę o codzienności wyprawy, ale czyta się wybornie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzięki autorowi możemy obserwować nie tylko losy szalonej wyprawy tratwą przez ocean, ale także realizację szalonego pomysłu wolnego ducha poznania nieskrępowanego granicami, niemożliwościami i niewiarą ekspertów. Książka jest samą esencją przeżyć, obserwacji i decyzji a także niezwykle kreatywnego i inteligentnego radzenia sobie z przeciwnościami . Skromność autora nie zdołała przesłonić niezwykłego bohaterstwa i siły ducha wszystkich członków wyprawy.
Dzięki autorowi możemy obserwować nie tylko losy szalonej wyprawy tratwą przez ocean, ale także realizację szalonego pomysłu wolnego ducha poznania nieskrępowanego granicami, niemożliwościami i niewiarą ekspertów. Książka jest samą esencją przeżyć, obserwacji i decyzji a także niezwykle kreatywnego i inteligentnego radzenia sobie z przeciwnościami . Skromność autora nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest relacją z morskiej podróży, którą autor – z wykształcenia etnograf – odbył wraz z pięcioma towarzyszami (i papugą) z Peru do Oceanii w 1947 roku. Inspiracją do podróży była jego teoria dotycząca pochodzenia ludu Polinezji – logalne legendy mówiły o tym, że pierwsi polinezyjczycy przybyli zza oceanu. W tę historię nikt nie chciał uwierzyć – głównym powodem było to, że uważano za niemożliwe przepłynięcie Oceanu Spokojnego na tratwach, których niewątpliwie musieli użyć pierwsi przybysze. Thor chcąc udowodnić swoją tezę, udał się wraz z towarzyszami w identyczną (albo przynajmniej tak podobną jak to tylko było możliwe) podróż morską na drewnianej tratwie. Brzmi niewiarygodnie, a jednak się wydarzyło.
Prawdziwy odkrywca, prawdziwy naukowiec
Książka pisana jest ewidentnie przez osobę, która pisze raczej prace naukowe, nie powieści fikcyjne. Jest utrzymana w obiektywnym tonie, autor opisuje jedynie metodycznie kolejne etapy podróży. Nie skupia się na opisach strachu czy niepewności, które z pewnością im przecież towarzyszyły. Emocje pojawiają się dopiero wtedy, gdy autor opisuje swoje relacje z polinezyjczykami – widać, że byli mu bardzo bliscy. Poza tym książka przypomina trochę dziennik pokładowy, na podstawie którego była pisana – same konkretne opisy. Można tam znaleźć wiele informacji o codziennym życiu na tratwie i przygodach, które zdarzyły się w międzyczasie – niektóre naprawdę przerażające.
ciąg dalszy znajduje się pod adresem: https://niemampojeciacopisze.wordpress.com/2021/02/18/wyprawa-kon-tiki-kon-tiki-ekspedisjonen/
Książka jest relacją z morskiej podróży, którą autor – z wykształcenia etnograf – odbył wraz z pięcioma towarzyszami (i papugą) z Peru do Oceanii w 1947 roku. Inspiracją do podróży była jego teoria dotycząca pochodzenia ludu Polinezji – logalne legendy mówiły o tym, że pierwsi polinezyjczycy przybyli zza oceanu. W tę historię nikt nie chciał uwierzyć – głównym powodem było...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to