rozwińzwiń

Life And Times Of Michael K

Okładka książki Life And Times Of Michael K autora John Maxwell Coetzee, 9780099479154
Okładka książki Life And Times Of Michael K
John Maxwell Coetzee Wydawnictwo: Vintage literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2004-09-02
Data 1. wyd. pol.:
2004-09-02
Język:
polski
ISBN:
9780099479154
Inne
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Life And Times Of Michael K w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Life And Times Of Michael K

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Life And Times Of Michael K

avatar
826
565

Na półkach: ,

Kolejny Coetzee i kolejna czytelnicza wyprawa, która dostarcza sprzecznych i silnych emocji.

Akcja toczy się w RPA, pogrążonym w bliżej nieokreślonej wojnie domowej kraju. Michał K. to człowiek prosty, którego natura doświadczyła piętnem zajęczej wargi. I jest to jego pierwsze wykluczenie. Jego matka podupada na zdrowiu, więc chłopak poświęca się dla niej – rzuca pracę i zgodnie z życzeniem kobiety wyrusza z nią w daleką podróż (matkę umieszcza na skleconym przez siebie, rozklekotanym wózku) do niemal idyllicznej farmy, na której spędziła swoje dzieciństwo. Wyprawa będzie odzierać Michaela z „obywatelstwa” a późnej „człowieczeństwa” – straci wszystko: matkę, mienie, zdrowie i wolę życia. Wreszcie – odrzuci cywilizację. Będzie jednak – wbrew obiektywnym przejawom rezygnacji, wbrew wszelkim zasadom logiki i na przekór witalnym aspektom życia – trwać, z jakąś niepojętą wolą trwania.

Powieść jest tak nasączona metaforą, że niemal niemożliwe jest odczytywanie jej wprost, choć oczywiście warstwa fabularna, mięsista i przejmująca, wciąga w krajobraz świata dzikiego, gdzie ludzie są dla siebie wrogami, zaś główny bohater ofiarą wszystkich ich i każdego z nich z osobna.
Michael utraci wolność, będzie wielokrotnie chwytany i umieszczany w obozach, które raz przypominają obozy uchodźcze, raz pracy i katorgi, będzie z nich uciekać, wracać i dużo, naprawdę dużo chodzić.
Zostanie rolnikiem – jego pasja do sadzenia dyni stanie się jednak formą buntu – w konsekwencji odmówi jedzenia, zacznie żyć powietrzem, stanie się przezierną formą człowieka. Sam wątek ziemi jest fascynujący – wyprawa na farmę jest powrotem do prapoczątku, do łona matki (tam też Michael składa jej prochy).

Można w tytule szukać nawiązań do Kafki – wówczas „Życie i czasy” staną się opowieścią o bezduszności systemu, tyranii państwa (przejawiającej się obozami, szpitalem i urzędami) i samotnością jednostki, która jeśli się nie podporządkuje, zostanie skazana na zapomnienie.
Dla mnie była to przede wszystkim historia biernego oporu – zachłysnąłem się burzą odczuć i myśli, które w trakcie lektury spływały kaskadami znaczeń: Michael nie chce zostać ofiarą do ocalenia, nie chce być ratowany; nie chce jednak odejść, wciąż i wbrew wszystkim regułom trwa przy życiu. Odzyskuje władzę nad własnym ciałem, to jego ostateczna forma oporu wobec świata i lekarzy. Sadzenie roślin było natomiast jedynym przejawem jego istnienia, opozycją wobec wojny i nieszczęścia. Czynił to nie po to, by się żywić, lecz by nasiona oddać ziemi.

Polecam absolutnie.

Przekład: Magdalena Konikowska

Kolejny Coetzee i kolejna czytelnicza wyprawa, która dostarcza sprzecznych i silnych emocji.

Akcja toczy się w RPA, pogrążonym w bliżej nieokreślonej wojnie domowej kraju. Michał K. to człowiek prosty, którego natura doświadczyła piętnem zajęczej wargi. I jest to jego pierwsze wykluczenie. Jego matka podupada na zdrowiu, więc chłopak poświęca się dla niej – rzuca pracę i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1513
1488

Na półkach:

​Bohater w nieludzkim świecie – nie przypadkiem jest to Michael K., niemal jak Józef K. – pragnie jedynie żyć na własnych zasadach. Znajduje niszę w brutalnej rzeczywistości wojny domowej, ale system jest bezwzględny.

To druga moja, znakomita, książka Johna Maxwella Coetzeego po jednak chyba lepszej “Czekając na barbarzyńców”.

Tutaj mamy przypowieść o tym, jak człowiek - którego można nazwać wykluczonym - nie pozwolił rzucić się na kolana, mimo że nie był kimś o wyższej samoświadomości. Niemal go w ogóle nie było, a jednak (za wysoką cenę) ocalił to, co najważniejsze - prawo do własnego wyboru.

“Jest jak kamień, jak kamyk, który leżał sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, od zarania czasu, a teraz ktoś go nagle podniósł i przerzuca niedbale z ręki do ręki. Mały twardy kamień, ledwo świadom swojego otoczenia, zatopiony w samym sobie i we własnym życiu wewnętrznym”.

Realia świata przedstawionego odnoszą się wprawdzie wprost do potwornej rzeczywistości apartheidu RPA, ale tak naprawdę bardzo to uniwersalna opowieść.

Jej przesłanie to coś więcej niż tylko piętnowanie reżimu Afrykanerów i ich obozów dla “wrogów”, coś nam przypominających. “Mają obozy dla dzieci, których rodzice uciekli, obozy dla ludzi, którzy wierzgają i toczą pianę, obozy dla ludzi o dużych głowach i ludzi o małych głowach, obozy dla ludzi bez żadnych widocznych środków utrzymania, obozy dla ludzi przegnanych z ziemi, obozy dla ludzi, których znajdą mieszkających w kanałach burzowych, obozy dla ulicznic, obozy dla ludzi, którzy nie potrafią zliczyć do trzech, obozy dla ludzi, którzy zapominają dokumentów w domu, obozy dla ludzi, którzy mieszkają w górach i nocą wysadzają mosty”.

W dużym stopniu można to dzieło porównywać do “Drogi” McCarthty’ego, choć tam jest walka ojca i dziecka o przyszłość, tutaj zaś bohater w pewnym momencie sam z niej rezygnuje. No i przeciwieństwie do tamtego, opiekuje się nie synkiem, lecz niedołężną matką (do czasu…). Ta część najmocniej trafia do czytelnika.

“Nie pozostanie ani jedna drobina nosząca mój ślad, podobnie jak moja matka, gdy minęła jej pora na ziemi, została wymyta do czysta, rozwiana na wszystkie strony i wchłonięta przez źdźbła trawy”.

Potem Michael K. ucieka przed obozem, do którego władze zamykają takich “niepokornych”, jak on. Jego wędrówka to zew ciężko opłaconej wolności.

“W brudnym ubraniu, chudy i wycieńczony wyglądał na zwykłego włóczęgę wędrującego samopas skądsiś z głębi kraju, na kogoś nazbyt ciemnego, by wiedzieć, że w podróży potrzebne są dokumenty, nazbyt otępiałego, aby stwarzać zagrożenie”.

“– Nie ma w tobie nic szczególnego – stwierdził mężczyzna. – W żadnym z nas nie ma nic szczególnego”.

“Najwidoczniej nie miał nic do roboty – tylko żyć”.
Lepiej, jeśli nie trzeba liczyć na innych”.

“Głodu nie odczuwał i ledwo go pamiętał. Jeżeli już jadł – to, co udało mu się znaleźć – to jedynie dlatego, iż jeszcze nie całkiem odrzucił przekonanie, że ciała, które nie jedzą, umierają”.

“Nie miało znaczenia, czym się żywi. Jedzenie było bez smaku albo smakowało kurzem. (...) Jadł także korzonki. Nie obawiał się zatrucia, bo umiał jakoś odróżnić dobrotliwą gorycz od złośliwej, jak gdyby kiedyś był zwierzęciem i dotąd nie wygasła mu w duszy wiedza o dobrych i złych roślinach”.

K. trafia do opuszczonej farmy na odludziu, gdzie wydaje się niemal szczęśliwy, bo robi to, co lubi, czyli uprawia ogródek...

“Dostatecznie wielu ludzi poszło na wojnę mówiąc, że na ogródki przyjdzie czas wtedy, kiedy wojna się skończy; a tymczasem ktoś musi pozostać w tyle i nie dać umrzeć ogródkom, a przynajmniej samej idei ogródka. Bo kiedy raz się zerwie tę nić, ziemia stwardnieje i zapomni o swoich dzieciach”.

Dzięki temu, że Michael K. zmienia swój rytm dobowy, bezwiednie przystosowując się do sytuacji braku wszystkiego, staje się niemal zwierzęciem. “Szkoda, że aby przeżyć w takich czasach, człowiek musi być gotów żyć jak zwierzę. (...) “Musi żyć tak, by jego życie nie zostawia śladów. Do tego doszło”.

Zarazem nie traci jednak najważniejszej, a przyrodzonej ludzkiej cechy - godności. Na niej najbardziej mu zależy. W tym sensie, nie zdając sobie w pełni z tego sprawy, bohater w rezultacie odnosi drogo opłacone zwycięstwo nad nieludzkim systemem.

Jego postawa to wręcz światło w mroku na tle pozostałych, którzy wybierają inne strategie. A że prawdziwe z niego “dziecko natury”, można się u niego dopatrzeć niemało deficytów. Tylko co z tego - zdaje się pytać Autor.

W końcu bohater jednak zostaje umieszczony w obozie. “Nawet przez myśl mu nie przeszło, że może to być jeden z obozów dla przesiedleńców, że w namiotach i budynkach surowego drewna i blachy mieszkają ludzie, że na obwodzie biegnie trzymetrowe ogrodzenie zwieńczone drutem kolczastym. (...) – To nie więzienie – odrzekł policjant. – To obóz, na jedzenie musisz sobie zapracować, jak wszyscy”. Tylko że nie jest on już zdolny do pracy..

Styka się tu z innymi, z którymi nie może się zgodzić.
“– Pytasz, dlaczego nie uciekam. A niby czemu ludzie, którzy nie mają dokąd pójść, mieliby uciekać od takiego miłego życia jak tutaj? Od takich miękkich łóżek i darmowego drewna, uzbrojonego faceta na bramie, który już dopilnuje, żeby złodzieje nie przyszli tu w nocy i nie ukradli ci pieniędzy?”.

“Już go nie dziwiło, że można uważać obóz za miejsce, gdzie się wsadza ludzi, aby o nich zapomnieć. Już nie wydawało mu się czymś przypadkowym, iż obóz leży z dala od miasta, niewidoczny, przy drodze, która kończy się pod bramą”.

Na pewien czas narrację przejmuje lekarz z obozu. To pierwszy człowiek z kręgu władz, który traktuje go jak człowieka. Pytanie, czy tylko dlatego, że K. jest bliski śmierci, zagłodzony przez samego siebie jako swoiste “dziecko natury”, a przez to interesujący obiekt badań…?

“Utrzymanie cię przy życiu przypomina utrzymywanie przy życiu najsłabszego kaczątka, albo kociego drobiazgu, albo też pisklaka wyrzuconego z gniazda”.

“Postąpiłeś nazbyt beztrosko. Powinieneś był wpełznąć w najciemniejszy zakamarek najgłębszej jamy i uzbroić się w cierpliwość, póki nie miną kłopoty. Czy myślałeś, że jesteś niewidzialnym duchem, gościem na naszej planecie, istotą poza prawami narodów?”.

“Tylko ja nie uważam cię ani za lekki przypadek dla lekkiego obozu, ani za ciężki przypadek dla ciężkiego obozu, lecz za ludzką duszę wyrastającą ponad klasyfikację i nie dorastającą do nich, duszę szczęśliwie nietkniętą przez doktrynę, nietkniętą przez historię, duszę trzepoczącą skrzydłami wewnątrz tego sztywnego sarkofagu, mamroczącą pod błazeńską maską”.

“Dryfowałeś przez czas, przestrzegałeś pór roku, nie próbowałeś zmieniać biegu historii bardziej, niż to robi ziarenko piasku”.

“Powinniśmy cię cenić i czcić, powinniśmy umieścić twoje ubranie w muzeum, twoje ubrane i paczuszkę z pestkami dyni, ze stosowną karteczką; na murze przy torze wyścigowym powinna się znaleźć tablica upamiętniająca twój pobyt tutaj. Ale tak się nie stanie. Prawda jest taka, że sczeźniesz w zapomnieniu i pogrzebią się w bezimiennym dole gdzieś przy torze. (...) i nikt nie będzie o tobie pamiętał prócz mnie, chyba, że się ugniesz i wreszcie otworzysz usta”.

“Tak się zbliżył do stanu życia w śmierci czy też śmierci w życiu - jakkolwiek by to ująć – jak człowiek w ogóle może się zbliżyć”.

“Ciemność narastała, gęstniała tylko nad jednym łóżkiem, nad twoim łóżkiem. Twój pobyt w obozie był tylko alegorią, jeżeli znasz to słowo.(...) Alegorią tego, w jak haniebny, w jak oburzający sposób znaczenie może się wtopić w system, pozostając w nim pustym słowem”.

​Bohater w nieludzkim świecie – nie przypadkiem jest to Michael K., niemal jak Józef K. – pragnie jedynie żyć na własnych zasadach. Znajduje niszę w brutalnej rzeczywistości wojny domowej, ale system jest bezwzględny.

To druga moja, znakomita, książka Johna Maxwella Coetzeego po jednak chyba lepszej “Czekając na barbarzyńców”.

Tutaj mamy przypowieść o tym, jak człowiek...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
40
33

Na półkach:

Bardzo dobrze napisana książka o tym jak system potrafi złamać człowieka i odebrać mu resztki godności. Przygnębiające i zaskakująco prawdziwe.

Bardzo dobrze napisana książka o tym jak system potrafi złamać człowieka i odebrać mu resztki godności. Przygnębiające i zaskakująco prawdziwe.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1383 użytkowników ma tytuł Life And Times Of Michael K na półkach głównych
  • 689
  • 683
  • 11
250 użytkowników ma tytuł Life And Times Of Michael K na półkach dodatkowych
  • 177
  • 16
  • 15
  • 14
  • 10
  • 9
  • 9

Tagi i tematy do książki Life And Times Of Michael K

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Life And Times Of Michael K

Więcej
John Maxwell Coetzee Życie i czasy Michaela K. Zobacz więcej
John Maxwell Coetzee Życie i czasy Michaela K. Zobacz więcej
John Maxwell Coetzee Życie i czasy Michaela K. Zobacz więcej
Więcej