Najnowsze artykuły
ArtykułyMilion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać7
Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać11
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Halszka Opfer

Źródło: http://uwaga.tvn.pl/48053,news,,corka_8211_ofiara_swojego_ojca,reportaz.html
Pisze książki: biografia, autobiografia, pamiętnik
Halszka Opfer to pseudonim, pod którym autorka opisuje swoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Podejmuje tematy patologii, przemocy w rodzinie, molestowania seksualnego, pedofilii i kazirodztwa. Słowo niem. opfer = ofiara. https://www.facebook.com/Scenarzystka/?__nodl
6,2/10średnia ocena książek autora
2 806 przeczytało książki autora
1 972 chce przeczytać książki autora
10fanów autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Kato-tata. Nie pamiętnik Halszka Opfer 
7,2

Boże, jakie to było złe! To jak książki Edwarda Lee, ale tamten nie udaje, że pisze fikcje.
Sadyści, psychopaci, osoby zupełnie nieczule na krzywdę innych, ba! zdający się lubować w zadawanych cierpieniach. Wszystko to brzmi jak slaby horror klasy C, napisany przez średnio ogarniętą piętnastolatkę. Styl jest tragiczny, a liczne wyolbrzymienia i przypadkowo wrzucane makabreski tylko zwiększają wrażenie, że jest to bardzo słaba fikcja. Brzmi to równie prawdziwie, jak opowieści o egzorcyzmowaniu ducha weganizmu salcesonem, wypędzaniu demona Harry’ego Pottera czy używaniu w rytuałach skarpetki JPII. Takie rzeczy też ktoś opowiada i też ktoś w nie wierzy.
Tu emocje są skrajne - ludzi i rzeczy się nienawidzi (szkoda czasu, żeby ich po prostu nie lubić). Język jest poniżej krytyki i nie chodzi to o linie dialogowe, ale regularną narracje - żołądkować się, niezły ubaw, być napalonym, pakować manele, chichrać się itp. Zdaje się też, że ulubionym środkiem wyrazu autorki jest epatowanie przesadą.
„𝑁𝑎 𝑒𝑘𝑟𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑗𝑎𝑤𝑖𝑎 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑧𝑛𝑖𝑒𝑛𝑎𝑤𝑖𝑑𝑧𝑜𝑛𝑎 𝑟𝑒𝑘𝑙𝑎𝑚𝑎”
„𝐽𝑒𝑗 𝑔𝑟𝑢𝑏𝑒 𝑘𝑜𝑙𝑎𝑛𝑎 𝑛𝑎𝑔𝑟𝑧𝑎𝑛𝑒 𝑑𝑜 𝑔𝑟𝑎𝑛𝑖𝑐 𝑤𝑦𝑡𝑟𝑧𝑦𝑚𝑎ł𝑜𝑠́𝑐𝑖…”
„𝑐ℎ𝑜𝑑𝑧𝑖ł𝑎 𝑝𝑜 𝑑𝑜𝑚𝑢 𝑖 𝑤𝑦ł𝑎 𝑗𝑎𝑘 𝑧𝑎𝑟𝑧𝑦𝑛𝑎𝑛𝑒 𝑧𝑤𝑖𝑒𝑟𝑧𝑒̨”
„𝐶𝑖𝑒𝑟𝑝𝑖𝑎ł𝑎𝑚 𝑡𝑎𝑘 𝑏𝑎𝑟𝑑𝑧𝑜, 𝑧̇𝑒 𝑑𝑧𝑖𝑒𝑛́ 𝑖 𝑛𝑜𝑐 𝑑𝑎𝑟ł𝑎𝑚 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑤𝑛𝑖𝑒𝑏𝑜𝑔ł𝑜𝑠𝑦”
„(𝑁𝑎𝑢𝑐𝑧𝑦𝑐𝑖𝑒𝑙𝑘𝑎) 𝑍 𝑜𝑏𝑟𝑧𝑦𝑑𝑧𝑒𝑛𝑖𝑒𝑚 𝑤𝑧𝑖𝑒̨ł𝑎 𝑔𝑜 𝑑𝑜 𝑟𝑒̨𝑘𝑖 𝑖 𝑟𝑧𝑢𝑐𝑖ł𝑎 𝑚𝑖 𝑝𝑟𝑜𝑠𝑡𝑜 𝑤 𝑡𝑤𝑎𝑟𝑧. 𝑍𝑒𝑠𝑧𝑦𝑡 𝑟𝑜𝑧𝑙𝑒𝑐𝑖𝑎ł 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑛𝑎 𝑚𝑜𝑗𝑒𝑗 𝑔ł𝑜𝑤𝑖𝑒”
„𝑤𝑧𝑜𝑟𝑘𝑖 𝑛𝑎 𝑏𝑜𝑚𝑏𝑘𝑎𝑐ℎ 𝑗𝑢𝑧̇ 𝑑𝑎𝑤𝑛𝑜 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑤𝑦𝑡𝑎𝑟ł𝑦. (…) 𝐵𝑦ł𝑎𝑚 𝑧𝑑𝑧𝑖𝑤𝑖𝑜𝑛𝑎, 𝑧̇𝑒 𝑡𝑎𝑘𝑖𝑒 𝑜ℎ𝑦𝑑𝑛𝑒 𝑏𝑜𝑚𝑏𝑘𝑖 𝑏𝑒̨𝑑𝑧𝑖𝑒 𝑤𝑖𝑒𝑠𝑧𝑎ł 𝑛𝑎 𝑐ℎ𝑜𝑖𝑛𝑐𝑒. (…) 𝑇𝑎𝑡𝑎 𝑝𝑎𝑡𝑟𝑧𝑦ł (…) 𝑧 𝑐𝑜𝑟𝑎𝑧 𝑤𝑖𝑒̨𝑘𝑠𝑧𝑎̨ 𝑜𝑑𝑟𝑎𝑧𝑎̨.”
Mama rąbiąca tasakiem rowerek, żelazko (starego typu) rozgrzane do czerwoności, podobnie zresztą jak żeliwne drzwiczki pieca, przebywająca w szpitalu siedmioletnia siostra w ramach zemsty, w nocy tnąca żyletką płaszcz pielęgniarki, zastrzyk przeciwtężcowy z powodu długopisu wbitego w rękę, owsiki doskwierające przez wiele lat, niezauważone przez nikogo pomimo częstych pobytów w szpitalu - ba niezauważone nawet przez autorkę bo pojawiają się w jednym ustępie i są później wspominane jeszcze tylko raz; pani, która w ramach kary za skakanie po łóżku nakazuje chłopcu zdjąć majtki i nagiego prowadzi do pokoju dziewczynek, żeby te mu się przyjrzały i wreszcie 𝑐𝑟𝑒̀𝑚𝑒 𝑑𝑒 𝑙𝑎 𝑐𝑟𝑒̀𝑚𝑒 - Halszka zjadająca z chodników wyplute cukierki i przez pomyłkę zjadającą "psie gówienko".
O matko! Czujecie już o co chodzi? Niestety Halszka nie czuje kiedy przesadza. Cała opowieść brzmi jakby wyszła spod ręki jakiegoś oblecha podszywającego się pod skrzywdzona dziewczynkę. Brzmi to jak pedofilski fanfik. I to strasznie naiwny.
Upokorzenia na każdym kroku - wymyśl coś nieprzyjemnego, pomnóż przez dwa i możesz mieć pewność, że przydarzyło się to właśnie autorce. Tekturowy tornister, buty rozpadające się po kilku dniach, ukochany szczeniak przejechany przez samochód. 𝑌𝑜𝑢 𝑛𝑎𝑚𝑒 𝑖𝑡.
Czy tu się coś nie klei? Skądże znowu. Halszka mieszka w mieście na tyle małym, że jak mama wychodzi do sklepu to zajmuje jej to długie godziny a większość ludzi zna się z widzenia, ale na tyle dużym, że mają sklep harcerski i dziesięciopiętrowy wieżowiec. Sąsiadka z góry, szybą zatykająca komin, tak, że dym pojawia się tylko w domu u Halszki i zdaje się nie przeszkadzać nikomu innemu, ze złośliwą sąsiadką włącznie. Z jednej strony autorka chodzi ciągle głodna, z drugiej „otwieram lodówkę i wynoszę co lepsze smakołyki” bezdomnym pieskom. Zahukana ośmiolatka, która w pewnym momencie samodzielnie decyduje, że „z lekcjami religii kończy na zawsze”. Ciotka w tajemnicy zwierzająca się Halszce, że ojciec autorki molestował ją przez długie lata, a Halszka nic - o swoje sytuacji ani słowa, bo ciotki nie lubi.
Chcecie więcej? Proszę. W jednej książce znajdziemy zarówno przestrogę przed naiwnością:
„𝑀𝑖𝑎ł𝑎𝑚 𝑧̇𝑎𝑙 𝑑𝑜 𝑚𝑎𝑚𝑦, 𝑧̇𝑒 𝑡𝑎𝑘 𝑏𝑒𝑧𝑘𝑟𝑦𝑡𝑦𝑐𝑧𝑛𝑖𝑒 𝑤𝑖𝑒𝑟𝑧𝑦ł𝑎 𝑖𝑛𝑛𝑦𝑚”
jak i takie oto kwiatki:
„(𝑝𝑖𝑗𝑎𝑛𝑦 𝑜𝑗𝑐𝑖𝑒𝑐) 𝑍𝑟𝑜𝑏𝑖ł 𝑘𝑢𝑝𝑒̨ 𝑑𝑜 𝑧𝑙𝑒𝑤𝑢, 𝑛𝑎 𝑠𝑡𝑒𝑟𝑡𝑒̨ 𝑛𝑖𝑒𝑢𝑚𝑦𝑡𝑦𝑐ℎ 𝑛𝑎𝑐𝑧𝑦𝑛́”
„…𝑝𝑜ł𝑦𝑘𝑎ł𝑎𝑚 𝑝𝑖𝑒𝑟𝑜𝑔𝑖 𝑏𝑒𝑧 𝑝𝑟𝑜𝑡𝑒𝑠𝑡𝑜́𝑤, 𝑔𝑑𝑦𝑧̇ 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑧𝑤𝑜𝑙𝑖ł 𝑚𝑖 𝑖𝑐ℎ 𝑔𝑟𝑦𝑧́𝑐́. 𝑁𝑖𝑒 𝑏𝑦ł𝑜 𝑡𝑜 ł𝑎𝑡𝑤𝑒, 𝑝𝑜𝑛𝑖𝑒𝑤𝑎𝑧̇ 𝑏𝑦ł𝑦 𝑑𝑢𝑧̇𝑒.”
„𝑁𝑎 𝑡𝑜 ℎ𝑎𝑠ł𝑜 𝑤𝑦𝑠𝑡𝑟𝑧𝑒𝑙𝑖ł𝑎𝑚 𝑗𝑎𝑘 𝑧 𝑝𝑟𝑜𝑐𝑦 𝑝𝑟𝑜𝑠𝑡𝑜 𝑑𝑜 𝑢𝑏𝑖𝑘𝑎𝑐𝑗𝑖 𝑖 𝑤𝑦𝑚𝑖𝑜𝑡𝑜𝑤𝑎ł𝑎𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑘𝑜𝑙𝑒𝑗𝑛𝑒 𝑝𝑜́ł 𝑑𝑛𝑖𝑎”
Jest tego sporo więcej, ale zostawiam, dla tych, którzy chcieli by je odkryć na własną rękę.
W kwestii molestowania - Halszka pisze, że matka o wszystkim wiedziała, że ojciec wykorzystywał tez siostrę, a nawet brata, kiedy ten był mały, jednak kiedy ojciec gwałci ją w nocy to nie chce krzyczeć, żeby nie obudzić rodzeństwa, bo oni powiedzą mamie a ta będzie na nią zła. Logiczne? Jak większość rzeczy tutaj.
Ogólnie z narracją jest duży problem - całość opowiedziana jest z punktu widzenia autorki, która w części wydarzeń nawet nie brała udziału. No dobrze, niektóre z tych relacji bazują na zasłyszanych później opowieściach, ale mam wrażenie, że nie wszystkie i że nie mogły być opowiadane aż w takich szczegółach. No i że są przyjmowane jako prawda, bez żadnej krytycznej weryfikacji. Lub sprytnie podkoloryzowane dla osiągnięcia taniego efektu. A efekt miał być jeden, symptomatycznie zaklęty w pseudonimie autorki. I nie piszę tu o wykorzystywaniu seksualnym przez ojca - w takich sytacjach dziecko jest 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 ofiarą, chodzi mi raczej o zakrzywianie rzeczywistości nachlnie potwierdzające tezę, że od początku cały świat sprzysiagł się przeciwko niej. Że była jak łódka, bezwolnie miotana przez fale życia.
Książkę przeczytałem wiedząc, że jest również „Mokradelko”, które mam zamiar przeczytać na gorąco, jako następne. Zobaczymy czy moje spojrzenie na ”Kato-tatę” jakoś się zmieni. Póki co traktuję go jako grafomański skok na kasę, bazujący na taniej sensacji. Taki książkowy „Super Express” czy „Fakt”. Jeśli ta książka miała pomóc ludziom molestowanym, to wydaje mi się że osiągnęła efekt odwrotny - poprzez wszystkie wyolbrzymienia i nadmierną konfabulację sprowadziła temat do nieśmiesznego żartu. Szkoda, bo warto byłoby wreszcie problemem pedofilii zająć się na poważnie.
Kato-tata. Nie pamiętnik Halszka Opfer 
7,2

Autobiografia o koszmarnym dzieciństwie, a raczej o pasmie przerażających przeżyć i żadnej pomocy skądkolwiek... Krzywda jaką doznała od najbliższych i otoczenia jest niewyobrażalna. Technicznie książka jest napisana w bardzo surowy sposób, bez rozbudowanych wątków, ale ja tu nie oczekiwałam nic więcej od osoby, która chciała podzielić się swoim masakrycznym dzieciństwem, a to na pewno nie było dla niej łatwe - wiec można odpuścić w tym przypadku jej styl pisania. Brawa za odwagę.





























