Szczęście utkane z babiego lata Ewelina Maria Mantycka 7,7

ocenił(a) na 101 tydz. temu "Szczęście utkane z babiego lata" autorstwa Eweliny Marii Mantyckiej to drugi tom sagi gościeradowskiej, który przynajmniej dla mnie okazał się dokładnie tym, czego oczekiwałam po kontynuacji: jeszcze więcej emocji, jeszcze więcej życiowych rozterek i przede wszystkim jeszcze bliżej bohaterów, których naprawdę da się polubić.
To jedna z tych książek, do których wraca się trochę jak do znajomych z ciekawością, co u nich słychać, ale też z takim poczuciem swojskości. Gościeradów ma w sobie coś bardzo ciepłego i prawdziwego. To miejsce, które żyje historiami ludzi, ich wyborami, marzeniami i… błędami.
Największą siłą tej części są dla mnie trzy bohaterki Renata, Ela i Kamila. Każda z nich jest zupełnie inna, ale każda mierzy się z czymś, co w jakiś sposób może być bliskie czytelnikowi.
Renata w końcu osiąga to, o czym marzyła zdobywa wymarzoną pracę. I wydawałoby się, że to moment szczęścia i spełnienia. A jednak gdzieś w tle cały czas pojawia się jej lęk przed „pechem”, który jak sama wierzy nie daje jej o sobie zapomnieć. Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazuje, że nawet gdy coś się układa, my sami potrafimy sobie to skomplikować przez własne obawy.
Ela z kolei stoi na życiowym rozdrożu i to takim, które naprawdę zmusza do zatrzymania się i zastanowienia. Czy otworzyć się na miłość? Czy zaryzykować, czy raczej uciec, zanim coś zacznie boleć? Ten wątek był dla mnie chyba najbardziej refleksyjny, bo pokazuje, jak często sami sabotujemy własne szczęście.
Kamila natomiast to zupełnie inna energia silna, zdeterminowana, walcząca o coś więcej niż tylko własne życie. Jej zaangażowanie w ochronę lokalnego dziedzictwa dodaje tej historii głębi, ale jednocześnie widać, że ona sama zmaga się z przeszłością, która nie daje jej spokoju. I to zestawienie siły i wewnętrznych ran wypada bardzo autentycznie.
To, co bardzo mi się podobało, to fakt, że bohaterki nie są idealne. Popełniają błędy, podejmują decyzje pod wpływem emocji, czasem działają nierozsądnie. Ale właśnie dzięki temu są takie prawdziwe. Bo przecież w życiu rzadko kiedy wszystko układa się według planu.
Styl autorki jest lekki, ciepły i bardzo przyjemny w odbiorze. To jedna z tych książek, które czyta się szybko, ale nie dlatego, że są płytkie tylko dlatego, że po prostu chce się wiedzieć, co dalej. To taka historia idealna na wieczór… albo dwa, bo trudno się od niej oderwać.
Bardzo podobał mi się też klimat tej książki trochę nostalgiczny, trochę romantyczny, ale nieprzesłodzony. Jest tu miejsce na uśmiech, ale też na momenty bardziej refleksyjne.
Dla mnie "Szczęście utkane z babiego lata" to przede wszystkim opowieść o tym, że szczęście nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy się go spodziewamy. I że czasem trzeba się na nie odważyć nawet jeśli oznacza to ryzyko.
Po przeczytaniu miałam ochotę zastanowić się nad tym, jak często sami odkładamy swoje szczęście „na później”. I czy nie warto czasem po prostu zaufać temu, co podpowiada serce.
To zdecydowanie książka, o której można rozmawiać o wyborach, o miłości, o tym, czy warto wierzyć w przeznaczenie i czy jeden moment naprawdę może wszystko zmienić.
Jeśli ktoś lubi ciepłe, życiowe historie z wyrazistymi bohaterkami i emocjami, które są naprawdę bliskie codzienności to myślę, że ten tom będzie bardzo dobrym wyborem. To taka książka, która otula i zostawia po sobie coś więcej niż tylko chwilową przyjemność czytania.