Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać287
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać12
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Laura Zuccheri

Pisze książki: komiksy
Laura Zuccheri autorka książki W dół, do Ziemi w kategorii komiksy.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
6,4/10średnia ocena książek autora
287 przeczytało książki autora
78 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Julia. Z archiwum spraw kryminalnych. Witaj ponownie, Myrno!
Laura Zuccheri, Giancarlo Berardi
7,0 z 26 ocen
32 czytelników 5 opinii
2022
Szklane Miecze #4: Dolmon
Sylviane Corgiat, Laura Zuccheri
Cykl: Szklane miecze (tom 4)
5,6 z 26 ocen
36 czytelników 4 opinie
2016
Szklane Miecze #3: Tigran
Sylviane Corgiat, Laura Zuccheri
Cykl: Szklane miecze (tom 3)
5,8 z 24 ocen
35 czytelników 2 opinie
2015
Szklane Miecze #2: Ilango
Sylviane Corgiat, Laura Zuccheri
Cykl: Szklane miecze (tom 2)
6,1 z 29 ocen
42 czytelników 3 opinie
2015
Szklane Miecze #1: Yama
Sylviane Corgiat, Laura Zuccheri
Cykl: Szklane miecze (tom 1)
6,1 z 34 ocen
53 czytelników 6 opinii
2015
Najnowsze opinie o książkach autora
Kobiety z Dzikiego Zachodu Oger Tiburce 
7,0

Przyznam bez ściemy: western to dla mnie gatunek, który przez lata omijałam szerokim łukiem. Kojarzył się z jednym, ciągle tym samym obrazkiem: kapelusze, kurz, rewolwery, pojedynki w samo południe… i opowieści o twardych facetach, którzy „zdobywali” Amerykę. A kobiety? Gdzieś z boku. W tle. Czekały, podawały kawę, ewentualnie patrzyły z werandy, jak bohater odjeżdża w stronę zachodzącego słońca. Jakby Dziki Zachód był klubem tylko dla facetów, a one robiły za dekorację. I jasne wiem, że to dość stereotypowe myślenie. Ale właśnie tak przez lata widziałam ten gatunek. No przepraszam!
Więc czemu sięgnęłam po ten komiks, zapewne się dziwicie. Jedni pomyślą… proste! „O mężczyznach nie chce czytać, więc wybrała o kobietach – feministka jedna!” Inni z kolei uznają, że to pewnie kwestia przypadku albo po prostu ładnego wydania, które przyciągnęło wzrok. I coś w tym jest, ale to nie do końca cała prawda. Bo prawda jest taka, że zostałam bardzo mocno zachęcona przez jedną z recenzji, a dodatkowo zaczęłam coraz śmielej przekraczać granice swojego czytelniczego komfortu. Coraz częściej sięgam po rzeczy, wobec których kiedyś miałam co najwyżej neutralne podejście. Wszystko za sprawą wydawnictwa @wydawnictwolostintime , bo to oni odegrali największą rolę w tym, aby zachęcić mnie swoimi pięknymi, dopracowanymi komiksami. Pomyślałam więc: jeśli mam się przekonać do Dzikiego Zachodu, to może właśnie w takiej formie?o
Przeczytałam „Kobiety z Dzikiego Zachodu” i to był moment, w którym ten cały mój „poukładany” obraz po prostu się posypał. Bo to nie jest jedna historia od A do Z. Nie ma tu klasycznej fabuły ani jednego bohatera, za którym się podąża od początku do końca. Zamiast tego dostajemy trzynaście krótkich opowieści. Każda inna, każda skupiona na innej kobiecie i każda opowiedziana bez zbędnego owijania w bawełnę.
Historie? Różnorodne. Są tu pionierki, które harowały na ziemi, zanim ktokolwiek nazwał to budowaniem „cywilizacji”. Są artystki, które zamiast wpisywać się w schemat, próbowały opowiadać świat po swojemu. Są kobiety z rewolwerem, które nie miały zamiaru prosić kogokolwiek o pozwolenie na życie na własnych zasadach. Są też takie, które walczyły o prawo do głosu, do decydowania o sobie, do zwykłej godności. Każda z nich jest inna, ale wszystkie mają jedną wspólną cechę – nie godzą się na rolę, którą ktoś próbował im wcześniej narzucić. Do tego dochodzi forma, która robi ogromną robotę. Każdą historię rysuje ktoś inny. Styl się zmienia, klimat się zmienia, tempo też się zmienia. Raz jest lekko, niemal malarsko, z miękką kreską i spokojniejszym rytmem. Innym razem dostajemy coś surowego, dynamicznego, momentami wręcz brutalnego.
To nie jest łatwa ani „ku pokrzepieniu serc” opowieść. Jest w niej sporo bólu, samotności i ciężkich doświadczeń. Ale właśnie z nich bierze się siła tych bohaterek.
I jasne, można ten album nazwać feministycznym. Tylko że to nie jest feminizm oparty na hasłach czy sloganach, ale na faktach. Tu nikt niczego nie musi udowadniać na siłę. Wystarczy pokazać te historie, żeby zrozumieć, że bez tych kobiet cały mit Dzikiego Zachodu zwyczajnie by się nie spinał.
Na koniec dostajemy więc coś więcej niż tylko dobrze zrobiony komiks. To opowieść, która porządkuje perspektywę i przypomina, że historia bywa znacznie bardziej złożona. I że te głosy, które przez długi czas pozostawały gdzieś na marginesie, tak naprawdę od początku były w samym centrum wydarzeń.
Jeśli western do tej pory Was nie kręcił, to jest to naprawdę dobry moment, żeby spróbować.
A ja, na pewno będę już inaczej patrzyła na westernowe opowieści. Tymczasem „Kobiety z Dzikiego Zachodu” polecam.
Julia. Z archiwum spraw kryminalnych. Witaj ponownie, Myrno! Laura Zuccheri 
7,0

Popkulturowy Kociołek:
Album jak sam tytuł wskazuje to kontynuacja przygód tytułowej kryminolożki, która stała się częścią wielkiego „polowania” na sadystycznego seryjnego mordercę. Pierwsze trzy tomy cyklu prezentowały naprawdę niezły poziom, potrafiąc wielokrotnie zaskoczyć czytelnika i dostarczyć mu wielu widowiskowych, mrocznych i kryminalnych wrażeń. Czy podobnie jest w przypadku czwartej odsłony? Cytując dobrze znanego wszystkim klasyka, trzeba napisać: „No tak średnio bym powiedział, tak średnio.”
Po żmudnym śledztwie udało się powstrzymać wspomnianego seryjnego mordercę, którym była piękna i równie sadystyczna Myrna. Niezbyt długo odsiadywała ona zasłużony wyrok w więzieniu dla szczególnie niebezpiecznych przestępców. Bowiem za dobre sprawowanie w ramach specjalnej eksperymentalnej „resocjalizacji” przeniesiona została ona do mniej rygorystycznego zakładu poprawczego. Nie trzeba raczej dodawać, że obiekt ten nie stanowił dla niej zbyt długo więzienia. W ten sposób rozpoczyna się na nowo „gra”, w której o swoje życie musi obawiać się Julia Kendall będąca na szczycie listy celów blondwłosej Myrny.
Scenarzysta Giancarlo Berardi w recenzowanym komiksie decyduje się na kilka fabularnych rozwiązań, które są dosyć przewidywalne. Dodatkowo niektóre jego pomysły mogą wydawać się czytelnikowi absurdalnie głupie, chociażby złagodzenie wyroku seryjnej morderczyni. Obok tego potrafi on jednak zawrzeć w albumie kilka elementów, które powinny zaciekawić odbiorcę. Szczególnie dotyczy to kreacji Myrny, której bystry i sadystyczny umysł działa na najwyższych obrotach, aby wykorzystać każdą nadarzającą się okazję (włącznie z wykorzystaniem swojego ciała, aby manipulować otoczeniem). Troszkę gorzej jest, jeśli chodzi o urodziwą kryminolożkę. Jak na mój gust przejawia ona troszkę za mało emocji, tak jakby w niektórych scenach w ogóle zapomniała o czyhającym niebezpieczeństwie.
https://gameplay.pl/news.asp?ID=142727


































