-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
„Anne z Zielonych Szczytów", czyli klasyka w nowej odsłonie
„Ania z Zielonego Wzgórza” to jedna z najbardziej znanych powieści wszech czasów. 26 stycznia w księgarniach pojawiła się „Anne z Zielonych Szczytów” – wydanie książki w nowym, bliższym oryginałowi tłumaczeniu. „Zabiłam Anię, zburzyłam Zielone Wzgórze i pozbawiłam je pokoiku na facjatce. Proszę jednak o łagodny wymiar kary, zważywszy na to, że ktoś kiedyś musiał się podjąć tego niewdzięcznego zadania" – napisała o swoim przekładzie tłumaczka Anna Bańkowska.
Materiały prasowe Netflix
„Ania z Zielonego Wzgórza” to powieść Lucy Maud Montgomery o losach osieroconej jedenastoletniej dziewczynki – Ani Shirley, która trafia pod opiekę rodzeństwa Maryli i Mateusza Cuthbertów w Avonlea. Akcja toczy się na Wyspie Księcia Edwarda w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Główna bohaterka – nieraz niesforna, choć obdarzona bujną wyobraźnią, żywiołowa i inteligentna – wprowadza w spokojne życie Cuthbertów wiele zmian. Choć początkowo Maryla Cuthbert chce odesłać ją do sierocińca, gadatliwa Ania zaskarbia sobie sympatię mrukliwego Mateusza i zostaje w ich domu. Na jej losy składa się wiele zabawnych i zaskakujących sytuacji.
Pierwszy tom przygód Ani Shirley ukazał się w 1908 roku. Początkowo wielu wydawców odrzuciło powieść. Gdy jednak doczekała się publikacji, niemal natychmiast stała się bestsellerem, a jej wielbicielem był m.in. Mark Twain.
„Anne z Zielonych Szczytów”. O tytule przesądziły dzienniki Montgomery
„Ania z Zielonego Wzgórza” to nie tylko klasyka dzieciństwa. To także zabawna i wzruszająca powieść obyczajowa. W serwisie lubimyczytać.pl ma aż ponad 1320 opinii czytelników i prawie 19 tys. ocen. Przeczytało ją ponad 54 tys. użytkowników. Nic dziwnego, że zdążyliśmy przywyknąć do Ani. Powieść w nowym przekładzie może więc zaskakiwać. Główna bohaterka odzyskuje w nim swoje oryginalne imię i zamieszkuje nie Zielone Wzgórze, ale Zielone Szczyty.
Bliższe oryginałowi tłumaczenie ukazało się nakładem wydawnictwa Marginesy. We wstępie tłumaczka napisała:
Oddając Czytelniczkom i Czytelnikom nowy przekład jednej z najbardziej kultowych powieści, jestem świadoma „zdrady" popełnianej wobec pokolenia ich matek i babć, do których zresztą zaliczam też siebie. Tak jest – razem z wydawcą tego przekładu doszliśmy do wniosku, że w czasach, kiedy wszystkie dzieci wiedzą, że żadna mała Kanadyjka nie ma na imię Ania, Janka czy Zosia, a żaden Kanadyjczyk nie nazywa się Mateusz czy Karolek, pora przywrócić wszystkim, nie tylko wybranym (jak w poprzednich przekładach), bohaterkom i bohaterom książki ich prawdziwe imiona, nazwom geograficznym na Wyspie Księcia Edwarda zaś ich oryginalne brzmienie.
W rozmowie z PAP Anna Bańkowska odniosła się m.in. do tytułu. Autorka wywołującego kontrowersje tłumaczenia postanowiła, jak wyjaśnia, oddać oryginalny charakter angielskiego tytułu. W oryginalne tytuł książki Montgomery brzmi „Anne of Green Gables". „Gables”, jak wyjaśnia tłumaczka, oznaczają „szczyty". Pojęcie jest ściśle związane z architekturą, z charakterystycznymi domami i ich „szczytowymi" dachami, które były częścią dominującego w tamtych stronach stylu.
Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt. Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski, tylko o trójkątną ścianę łączącą dwie części spadzistego dachu. Likwidacja wzgórza, które zresztą nigdy nie istniało, okazała się dla jednych strzałem w dziesiątkę, ale dla innych – czymś w rodzaju obrazy majestatu czy wręcz profanacji
– mówi tłumaczka. Jak podkreśliła, sprawę ostatecznie przesądziły dzienniki samej Lucy Maud Montgomery. Autorka „Anne of Green Gables" pisała swoje książki, by uciec od depresji. Jej życie nie było łatwe. Gdy miała dwa lata jej matka zmarła na gruźlicę. Ojciec oddał ją pod opiekę teściów. Swoje pierwsze wiersze oraz dziennik zaczęła pisać w wieku… 9 lat.
„Anne z Zielonych Szczytów” ma już pierwszą opinię w lubimyczytać.pl i wysoką średnią ocen 8/10. Jak pisze użytkowniczka Justyna Zimna, jest to:
Wspaniale przetłumaczona, odświeżona nie do poznania książka. Jakby ktoś odnowił cenny zabytkowy obraz: wielbiony latami siłą przyzwyczajenia, ostatnio rzadziej oglądany, wyblakły, nagle okazał się pełen najżywszych kolorów, a całość niespodziewanie odsłoniła taki sens, porządek i widok, o którym by się nawet nie myślało, że tam istniał. Z beznadziejnie sentymentalnej, nieznośnie niedzisiejszej powieści dla dziewcząt nagle wyłoniła się obyczajowa powieść rozwojowa w naprawionej, właściwej scenerii. Pyszna lektura, arcysmaczny przekład.
Sięgniecie po „Anne z Zielonych Szczytów”? Jesteście ciekawi nowego przekładu?
[pr]
komentarze [90]
Póki co - nie kupię, ale na pewno wypożyczę z biblioteki.
Samego imienia Ania jednak nie czepiałabym się. Niektóre imiona mają bardzo dobre odpowiedniki w języku polskim.
Zresztą o królowej Wielkiej Brytanii nikt w Polsce nie powie Elizabeth II, tylko użyje imienia Elbieta II.
Dla mnie Ania zawsze pozostanie Anią :)
Póki co - nie kupię, ale na pewno wypożyczę z biblioteki.
Samego imienia Ania jednak nie czepiałabym się. Niektóre imiona mają bardzo dobre odpowiedniki w języku polskim.
Zresztą o królowej Wielkiej Brytanii nikt w Polsce nie powie Elizabeth II, tylko użyje imienia Elbieta II.
Dla mnie Ania zawsze pozostanie Anią :)
Polski tytuł powieści Montgomery jest błędny pod kątem językowym - zawiera błąd logiczny. Odnosi się do ściany szczytowej budynku, który jest zielony. Nie wiadomo jednak, czy Ania jest z niej zrobiona czy w jakiś sposób z niej pochodzi. To tak jak w zdaniu " Tomek z niebieskich dachówek". Osoba, która tłumaczyła powieść jest albo wyjątkowo niekompetentna albo udając niekompetencje chce wywołać sensację i w ten sposób zabłysnąć. W każdym razie żałosne. "Green Gables" to nazwa własna (pierwszy wynik po wpisaniu w wyszukiwarkę google). Określa posiadłość i dom na niej się znajdujący. To na nim wzorowała się Montgmery. Dom faktycznie ma zielone wykończenia i pewnie stąd wzięła się nazwa. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby osoba, która przekłada książkę z obcego języka na polski nie wiedziała, że nie tłumaczy się nazw własnych. Poza tym w zdaniu " Anne of Green Gables'" przyimek "of" raczej odnosi się do przynależności. W języku polskim ukazaniu takiej zależności służy deklinacja np. member of the family - członek rodziny. Czasami nie da się tego dobrze przetłumaczyć i stosuje się omówienie. Wydaje mi się, że tak jest w przypadku tego tytułu. Ania pochodzi z tego domu z zielonym dachem ale jest to raczej jej nazwa, określenie. Coś na kształt nazwiska. Tłumaczka powinna to wszystko wiedzieć. Zatem wydaje się, że to działanie było celowe i pewnie nakierowane na zarobienie pieniędzy. Gdyby to było normalne kolejne wydanie (powszechna praktyka - jednak nie spotkałem się z tym, żeby zmieniano tytuł) pewnie nie było by tyle szumu, ergo tyle sprzedanych egzemplarzy. Smutne, że i z literatury próbuje się robić tanie show, byle tylko więcej zarobić.
Polski tytuł powieści Montgomery jest błędny pod kątem językowym - zawiera błąd logiczny. Odnosi się do ściany szczytowej budynku, który jest zielony. Nie wiadomo jednak, czy Ania jest z niej zrobiona czy w jakiś sposób z niej pochodzi. To tak jak w zdaniu " Tomek z niebieskich dachówek". Osoba, która tłumaczyła powieść jest albo wyjątkowo niekompetentna albo udając...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWszystko sie zgadza: jezeli Zielone Szczyty to nazwa posiadlosci to tlumaczenie jest jak najbardziej wlasciwe. Tak jak mamy Scarlett z Tary czy Karola z Atmy, tak i Anne z Zielonych Szczytow.
Wszystko sie zgadza: jezeli Zielone Szczyty to nazwa posiadlosci to tlumaczenie jest jak najbardziej wlasciwe. Tak jak mamy Scarlett z Tary czy Karola z Atmy, tak i Anne z Zielonych Szczytow.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTara to nazwa posiadłości w stanie Georgia - nie została przetłumaczona tylko odmieniona przez przypadki, tak jak np. Berlin. Atma to nazwa własna wilii Szymanowskiego ( polska nazwa). Jak to się ma to do przetłumaczenia "Green Gables" na "Zielone Szczyty"? To może rezydencję "Updown Court" też przetłumaczmy - "dwór góra -dół".
Tara to nazwa posiadłości w stanie Georgia - nie została przetłumaczona tylko odmieniona przez przypadki, tak jak np. Berlin. Atma to nazwa własna wilii Szymanowskiego ( polska nazwa). Jak to się ma to do przetłumaczenia "Green Gables" na "Zielone Szczyty"? To może rezydencję "Updown Court" też przetłumaczmy - "dwór góra -dół".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa po latach wróciłam do Ani z Zielonego Wzgórza, ale nie do tego tłumaczenia, tylko do tłumaczenia Marii Borzobohatej-Sawickiej, które wydaje Wilga, a można je nabyć w Empiku. Do tej pory wyszły cztery pierwsze części, a piąta ukaże się na dniach. Ładna szata graficzna i bardzo dobre tłumaczenie, wierne oryginałowi, ale bez dziwactw.
Ja po latach wróciłam do Ani z Zielonego Wzgórza, ale nie do tego tłumaczenia, tylko do tłumaczenia Marii Borzobohatej-Sawickiej, które wydaje Wilga, a można je nabyć w Empiku. Do tej pory wyszły cztery pierwsze części, a piąta ukaże się na dniach. Ładna szata graficzna i bardzo dobre tłumaczenie, wierne oryginałowi, ale bez dziwactw.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem ciekawa samego tłumaczenia, więc pewnie po książkę w tym wydaniu sięgnę. Zgadzam się również z tłumaczką co do imion i ich tłumaczenia, które było dość wybiórcze.
Jednak jestem w stanie zrozumieć niezadowolonych, bo tytułowe "szczyty" nowego tłumaczenia kojarzą mi się bardziej z górami, a nie z elementem architektury (i z tego co widzę wielu osobom również), więc nie powiedziałabym, żeby tutaj nastąpiła poprawa co do poprzednich tłumaczeń.
Myślę, że można by wybrać inne słowo, które lepiej oddawałoby tytuł oryginalny, jeśli już tak bardzo zależało tłumaczce na jak największej poprawności z oryginałem. Te "szczyty" zrobione jakby na siłę, żeby coś zmienić, żeby rzucało się w oczy i żeby o tym się mówiło i wzbudzało sensację.
Jestem ciekawa samego tłumaczenia, więc pewnie po książkę w tym wydaniu sięgnę. Zgadzam się również z tłumaczką co do imion i ich tłumaczenia, które było dość wybiórcze.
Jednak jestem w stanie zrozumieć niezadowolonych, bo tytułowe "szczyty" nowego tłumaczenia kojarzą mi się bardziej z górami, a nie z elementem architektury (i z tego co widzę wielu osobom również), więc...
Moim zdaniem w tłumaczeniu książki nie chodzi tylko o to, żeby przeklepać słowo, w słowo oryginał. Głównym zadaniem tłumacza literatury jest nadanie formy, oddanie klimatu oryginału. Tłumaczenie też powinno w zgrabny sposób niwelować różnice językowe trudne do przetłumaczenia wprost. Wiele jest w różnych językach niuansów, takich znaczeń kontekstowych i to jest główną rolą tłumacza, aby właściwie je oddać. Ja Anię z Zielonego Wzgórza czytałam kilka razy i uważam, że ten tytuł lepiej oddaje charakter opowieści i samej bohaterki, która była wielą marzycielką. Samo usadowienie domu Maryli i Mateusza też bardziej pasuje do pierwotnego tytułu. Szczyty po polsku brzmią bardz szorstko, nie przystają w żaden sposób do usposobienia Ani, które dominuje klimat książki. Poza tym w naszym języku to słowo nasuwa na myśl wysokie, skaliste i niedostępne góry. Chyba też nie do końca to nowe tłumaczenie oddaje intencję autorki. Tytuł oryginału zapewne odnosił się do miejsca, gdzie był zlokalizowany pokój Ani. Po polsku to chyba jednak ta pominięta przez nową tłumaczkę facjatka, ew mansarda. Poza tym Ania z Zielonego Wzgórza mocno wrosła w kulturę i nasz język, nie jestem pewna czy da się to zmienić. Poza książką funkcjonuje w naszej kulturze wiele nawiązań do starego tytułu. Nawiązałabym tu też do Władcy Pierścieni . Pierwsze tłumaczenie Skibniewskiej mocno zakorzeniło się w kulturze, mówię tu o wielu nazwach własnych zdefiniowanych przez tłumaczkę. Wiele lat później Jerzy Łoziński próbował zrobić rewolucję spolszczając nazwy własne i chyba nie bardzo mu się udało. Nowe nazwy wydawały się sztuczne, sztywne i niedopasowane. Nie dlatego że były tragicznie złe, ale poprzednie już wrosły w popkulturę. Zresztą w tłumaczeniach do filmu nikt do tego drugiego, nowatorskiego tłumaczenia się nie odnosił. Zresztą sam wydawca przywrócił nazwy pierwotne Skibniewskiej do jego tłumaczenia w kilka lat po pierwszym wydaniu. Jerzy Łoziński też próbował być bardzo poprawny w swoim tłumaczeniu i chyba mu nie wyszło.
Moim zdaniem w tłumaczeniu książki nie chodzi tylko o to, żeby przeklepać słowo, w słowo oryginał. Głównym zadaniem tłumacza literatury jest nadanie formy, oddanie klimatu oryginału. Tłumaczenie też powinno w zgrabny sposób niwelować różnice językowe trudne do przetłumaczenia wprost. Wiele jest w różnych językach niuansów, takich znaczeń kontekstowych i to jest główną...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDlaczego i po co??? 😖 Komu przeszkadza wersja Ani, którą znamy od pokoleń? Już jak zobaczyłam serial na Netflixie i tą ,,Anię,, , która tam gra..to mi się odechciało, a teraz jeszcze dowiaduję się, że jest jakiś nowy przekład...jako konserwatywny beton nie daję na to zgody..Piszcie sobie swoją Ann, lub co tam chcecie, ale Ania z Zielonego Wzgórza ma zostać!
Dlaczego i po co??? 😖 Komu przeszkadza wersja Ani, którą znamy od pokoleń? Już jak zobaczyłam serial na Netflixie i tą ,,Anię,, , która tam gra..to mi się odechciało, a teraz jeszcze dowiaduję się, że jest jakiś nowy przekład...jako konserwatywny beton nie daję na to zgody..Piszcie sobie swoją Ann, lub co tam chcecie, ale Ania z Zielonego Wzgórza ma zostać!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Szczytowa to raczej ściana, a nie dach. Czy nazwa miejscowości/domu/farmy to będzie bardziej Zielone Wzgórza, czy Zielone Dachy Szczytowe?
Zaistnieć, zaistnieć, zaistnieć! ZAISTNIEĆ!!! Za wszelką cenę!
"Chłopcy z placu Broni" też nie są z placu Broni, ale z ulicy Pawła. I co w związku z tym?
W "Diunie" Herberta Helen została zmieniona na Helenę, czyli odbył się proces dokładnie odwrotny: właściwe imiona były zmieniane na polskie. Po co? Zaistnieć!
Z A I S T N I E Ć - za wszelką cenę. Którą zapłacą czytelnicy.
A to: "Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt. Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski" - jest już kompletna bzdura.
szczyt1. «najwyżej wzniesiona część góry; też: cała góra»2. «najwyższy, najdalej wysunięty punkt jakiegoś obiektu »3. «najwyższy stopień intensywności, nasilenia czegoś»4. «trójkątna ściana między połaciami dachu dwuspadowego; też: węższa ściana domu»5. «zwieńczenie elewacji budynku lub portalu, okna itp. mające kształt trójkąta ograniczonego gzymsami»6. «spotkanie przedstawicieli najwyższych władz państwowych dwóch lub więcej państw»7. «okres największego eksploatowania sieci komunikacyjnych, energetycznych itp.»
https://sjp.pwn.pl/sjp/szczyt;2526397.html
"...zważywszy na to, że ktoś kiedyś musiał się podjąć tego niewdzięcznego zadania" - w tym sęk, że nie musiał. Mógł, oczywiście, ale nie musiał. Czasem warto zbadać w głębi serca motywy własnego działania. A jeśli będę szukał przekładu absolutnie wiernego wyraz po wyrazie, to skorzystam z Google Translate.
Szczytowa to raczej ściana, a nie dach. Czy nazwa miejscowości/domu/farmy to będzie bardziej Zielone Wzgórza, czy Zielone Dachy Szczytowe?
Zaistnieć, zaistnieć, zaistnieć! ZAISTNIEĆ!!! Za wszelką cenę!
"Chłopcy z placu Broni" też nie są z placu Broni, ale z ulicy Pawła. I co w związku z tym?
W "Diunie" Herberta Helen została zmieniona na Helenę, czyli odbył się proces...
A
to: "Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt.
Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski" - jest już kompletna bzdura.
Tu nie chodziło o to, że polskie słowo "szczyt" ma tylko jedno znaczenie, bo w języku polskim ma faktycznie dużo znaczeń. Tu chodziło, że angielskie słowo "gable" ma tylko jedno znaczenie - ściana szczytowa domu (https://www.oxfordlearnersdictionaries.com/definition/english/gable). Także bzdury żadnej nie ma.
A
to: "Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt.
Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski" - jest już kompletna bzdura.
Tu nie chodziło o to, że polskie słowo "szczyt" ma tylko jedno znaczenie, bo w języku polskim ma faktycznie dużo znaczeń. Tu chodziło, że angielskie słowo "gable" ma tylko jedno znaczenie - ściana szczytowa domu...
Ostatecznie jednak, bez względu na te różne gable, co do znaczenia których upierał się nie będę, żałuję, że się w tym wątku wypowiadałem, bo jestem pewien, że właśnie o falę wypowiedzi tej... tej... kobiecie chodziło.
W przypadku tej książki, jak i "Chłopców z Placu Broni" i zapewne wielu innych, nie chodzi o słownikową poprawność językową, ale o pewne dziedzictwo kulturowe, które ta... kobieta bez wahania wykorzystuje do promowania samej siebie.
Przepraszam, ale z tego pojazdu definitywnie wysiadam.
Ostatecznie jednak, bez względu na te różne gable, co do znaczenia których upierał się nie będę, żałuję, że się w tym wątku wypowiadałem, bo jestem pewien, że właśnie o falę wypowiedzi tej... tej... kobiecie chodziło.
W przypadku tej książki, jak i "Chłopców z Placu Broni" i zapewne wielu innych, nie chodzi o słownikową poprawność językową, ale o pewne dziedzictwo...
Niepotrzebnie zmieniono tytuł na dosłowny. Można było zachować sens tytułu oryginalnego i użyć pojęć polskich. Np. ANIA Z ZIELONEGO PODDASZA. Co do treści samej książki, to ta pierwotna wersja nie podobała mi się. Taka egzaltowana i przesłodzona. Może ta nowa bedzie lepsza.
Niepotrzebnie zmieniono tytuł na dosłowny. Można było zachować sens tytułu oryginalnego i użyć pojęć polskich. Np. ANIA Z ZIELONEGO PODDASZA. Co do treści samej książki, to ta pierwotna wersja nie podobała mi się. Taka egzaltowana i przesłodzona. Może ta nowa bedzie lepsza.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzytałam dwie pierwsze części w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza i bardzo mi się podobały. Dalszych już nie przetłumaczył, więc chcąc nie chcąc musiałam przestawić się na całkowicie spolszczony panteon postaci. I na okropnie kiczowate okładki. Ale i tak warto było poznać Anię, od dziewczynki do dojrzałej kobiety, ciężko doświadczonej przez los (patrz "Ania z Wyspy Księcia Edwarda").
Czytałam dwie pierwsze części w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza i bardzo mi się podobały. Dalszych już nie przetłumaczył, więc chcąc nie chcąc musiałam przestawić się na całkowicie spolszczony panteon postaci. I na okropnie kiczowate okładki. Ale i tak warto było poznać Anię, od dziewczynki do dojrzałej kobiety, ciężko doświadczonej przez los (patrz "Ania z Wyspy Księcia...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa razie nie mam pojęcia co myśleć o nowym tłumaczeniu. Fanką Ani jestem od dzieciństwa, ostatnio czytałam ją nawet w oryginale i gdy zobaczyłam to nowe tłumaczenie to od razu je zamówiłam. Czekam na przesyłkę, a na razie nie czuję oburzenia czy zniesmaczenia, ale czystą ciekawość jak to będzie wyglądać :)
Na razie nie mam pojęcia co myśleć o nowym tłumaczeniu. Fanką Ani jestem od dzieciństwa, ostatnio czytałam ją nawet w oryginale i gdy zobaczyłam to nowe tłumaczenie to od razu je zamówiłam. Czekam na przesyłkę, a na razie nie czuję oburzenia czy zniesmaczenia, ale czystą ciekawość jak to będzie wyglądać :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nigdy nie zaczytywałam się Anią, w zasadzie chyba znam tylko jedną część "Ania z Avonlea" (czy na pewno taka istnieje?), bo dostałam kiedyś w szkole za świadectwo i z obowiązku przeczytałam. I chociaż nie jestem znawczynią Ani, to poprzedni tytuł ma tak ugruntowaną w mojej głowie pozycję, że ośmielam się nowy skrytykować. Po prostu mi się nie podoba. Zmianę Ani na Anne rozumiem, bo lubię, gdy w tłumaczeniu są zachowane oryginalne imiona.
Jeśli kiedyś zdecyduję się przeczytać coś z tej serii to wybiorę angielski oryginał. A jakby już przyszło mi czytać po polsku, to starą wersję.
Aż dziwnie się przyznać, że się tego nie czytało, gdyż wszystkie moje rówieśniczki się w tych książkach zaczytywały :)
Nigdy nie zaczytywałam się Anią, w zasadzie chyba znam tylko jedną część "Ania z Avonlea" (czy na pewno taka istnieje?), bo dostałam kiedyś w szkole za świadectwo i z obowiązku przeczytałam. I chociaż nie jestem znawczynią Ani, to poprzedni tytuł ma tak ugruntowaną w mojej głowie pozycję, że ośmielam się nowy skrytykować. Po prostu mi się nie podoba. Zmianę Ani na Anne...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejIstnieje, to druga część serii. Sama przeczytałam tę serię stosunkowo niedawno, więc pewnie patrzę na nią inaczej niż bym w nastolęctwie patrzyła. Szczególnie podoba mi się w niej oddanie realiów epoki, analiza psychologiczna postaci drugoplanowych i delikatne poczucie humoru autorki. I nie mogę doczekać się, gdy wreszcie ktoś z mojej biblioteki osiedlowej odda jej biografię (Mary Helen Rubio "Maud Montgomery. Uskrzydlona").
Istnieje, to druga część serii. Sama przeczytałam tę serię stosunkowo niedawno, więc pewnie patrzę na nią inaczej niż bym w nastolęctwie patrzyła. Szczególnie podoba mi się w niej oddanie realiów epoki, analiza psychologiczna postaci drugoplanowych i delikatne poczucie humoru autorki. I nie mogę doczekać się, gdy wreszcie ktoś z mojej biblioteki osiedlowej odda jej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTak jeszcze mi się nasunęło, że wydawnictwo i promocja sami w dużej mierze nakręcają ten szum i próbują zrobić z tego tłumaczenia taki mały skandal literacki (co jak widać, im wychodzi, skoro dodaję tu drugi komentarz XD). Myślę, że samo zostawienie oryginalnych imion przeszłoby bez większego echa, bo przecież duża część z nich i tak w różnych tłumaczeniach była oryginalna, nawet ta Rachela. Ale tutaj ewidentnie chce się z tego zrobić ewenement i przekonać, że inne tłumaczenia wprowadzają w błąd... Nie czytałam oryginału, ale w tych kilku wydaniach, które miałam w ręce przez lata, zawsze było podkreślane, że Zielone Wzgórze to jest nazwa domu (czy w oryginale nie jest?) i że nazywa się tak, bo ma zielony dach, z opisów przestrzeni nie wynikało, że Ania mieszka na wzgórzu, zresztą nie miałoby to dużego znaczenia dla fabuły 😂Tytuł ma odnosić się do tego, że Ania w końcu jest dziewczynką z jakiegoś konkretnego miejsca, a nie ,,znikąd", niezależnie od tego, czy to jest Wzgórze, czy Szczyty. Więc dla mnie mocno ,,celebrycka" promocja, ale chyba udana, bo sama teraz mam ochotę przeczytać i zobaczyć, czy rzeczywiście okaże się, że ta historia jest o czymś zupełnie innym.
Tak jeszcze mi się nasunęło, że wydawnictwo i promocja sami w dużej mierze nakręcają ten szum i próbują zrobić z tego tłumaczenia taki mały skandal literacki (co jak widać, im wychodzi, skoro dodaję tu drugi komentarz XD). Myślę, że samo zostawienie oryginalnych imion przeszłoby bez większego echa, bo przecież duża część z nich i tak w różnych tłumaczeniach była oryginalna,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
„Ale tutaj ewidentnie chce się z tego zrobić ewenement i przekonać, że inne tłumaczenia wprowadzają w błąd..”
Podpisuję się pod Twoim komentarzem. Właśnie takie mam wrażenie co do intencji. Czytałam oryginał AOGG, czytałam pierwsze tłumaczenie Bernsteinowej, porównywałam z innymi. W najnowszym oprócz majowników, kilku przypisów, angielskich imion i Zielonych Szczytów nie ma niczego odkrywczego!
A! Na 50 stronie nieoczekiwanie pojawia się Mateusz -od razu robi się przyjemniej ;)
Pozdrawiam, Ania
„Ale tutaj ewidentnie chce się z tego zrobić ewenement i przekonać, że inne tłumaczenia wprowadzają w błąd..”
Podpisuję się pod Twoim komentarzem. Właśnie takie mam wrażenie co do intencji. Czytałam oryginał AOGG, czytałam pierwsze tłumaczenie Bernsteinowej, porównywałam z innymi. W najnowszym oprócz majowników, kilku przypisów, angielskich imion i Zielonych Szczytów nie...
Dzięki za wypowiedź z punktu widzenia kogoś, kto zna oryginał :) Można by napisać, że ,,zdecydowaliśmy się na zapis wszystkich imion w oryginale, bo od pierwszego przekładu wzrosła znajomość angielskiego i część młodych ludzi nie jest przekonana do spolszczeń", wtedy pewnie nie byłoby tylu dyskusji i byłoby to jedno z wielu wydań Anii ;) Mnie to ani ziębi, ani nie grzeje i zdaję sobie sprawę, że wydawnictwa stosują różne chwyty marketingowe, ale jeśli ktoś nie interesuje się promocją i nie wie, że na niektóre reklamy trzeba patrzeć przez palce, to trochę rozumiem oburzenia - bo ludzie czytali serię wiele razy, zachwycali się latami, a tutaj nagle dostają informację, że czytali coś niepoprawnego i to nie była prawdziwa Ania. I trochę mnie bawią niektóre głosy, że ,,czemu ludzie kręcą takie dramy, przecież nikt im nie zabiera poprzednich tłumaczeń", gdy samo wydawnictwo nakręca ten szum i większość reklam opiera na tym, że ,,to skandal i jesteśmy tacy odważni".
Dzięki za wypowiedź z punktu widzenia kogoś, kto zna oryginał :) Można by napisać, że ,,zdecydowaliśmy się na zapis wszystkich imion w oryginale, bo od pierwszego przekładu wzrosła znajomość angielskiego i część młodych ludzi nie jest przekonana do spolszczeń", wtedy pewnie nie byłoby tylu dyskusji i byłoby to jedno z wielu wydań Anii ;) Mnie to ani ziębi, ani nie grzeje i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejI również pozdrawiam :)
I również pozdrawiam :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jeszcze raz ja, ach te emocje ;))))
Tak. Green Gables to nazwa domu i jednocześnie posiadłości. Rzeczywiście miał zielone ściany szczytowe. Natomiast dla zabawy zaczęłam porównywać tłumaczenie z oryginałem i jestem bardzo rozczarowana. A jestem dopiero na początku książki. Nie wiem dlaczego, ale niektóre zdania nie są przetłumaczone, zmierzch pomylony z popołudniem; skoro Maud miała swój ulubiony piecyk Waterloo (występuje on także na Zielonym Wzgórzu, pardon ;)), to dlaczego nie jest podana jego nazwa? Tytuł poradnika dla farmerów, który czyta Mateusz (pardon ;)) , nazwa potoczna dla liberałów( Grit) wiem, to wygląda na czepialstwo, no ale przecież miał być klimat kanadyjski i wierność słowu Maud. No ale mamy majowniki i skupnię cuchnącą ;)
Tłumaczeń „Ani” było chyba z 15, a to jest po prostu kolejne- tylko ze sprytną reklamą. Ja się czuję wpuszczona w maliny.
Jeszcze raz ja, ach te emocje ;))))
Tak. Green Gables to nazwa domu i jednocześnie posiadłości. Rzeczywiście miał zielone ściany szczytowe. Natomiast dla zabawy zaczęłam porównywać tłumaczenie z oryginałem i jestem bardzo rozczarowana. A jestem dopiero na początku książki. Nie wiem dlaczego, ale niektóre zdania nie są przetłumaczone, zmierzch pomylony z popołudniem; skoro...
Sama tłumaczyłam filologicznie rosyjskie piosenki Viktora Tsoya i absolutnie jestem za takim tłumaczeniem. Nową Anne chętnie przeczytam!
Sama tłumaczyłam filologicznie rosyjskie piosenki Viktora Tsoya i absolutnie jestem za takim tłumaczeniem. Nową Anne chętnie przeczytam!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZ calym szacunkiem, ale akurat rosyjski można dosłownie tłumaczyć ( z nielicznymi wyjątkami) na polski. Z angielskim jest inaczej.
Z calym szacunkiem, ale akurat rosyjski można dosłownie tłumaczyć ( z nielicznymi wyjątkami) na polski. Z angielskim jest inaczej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWziąć oryginał, wrzucić do google translate - zapewne tak powstała "Anne z zielonych szczytów".
Wziąć oryginał, wrzucić do google translate - zapewne tak powstała "Anne z zielonych szczytów".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZnaczy bez serca i zrozumienia.
Znaczy bez serca i zrozumienia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMyślę, że sama Ania Shirley wolałaby pochodzić z Zielonego Wzgórza niż Zielonych Szczytów
Myślę, że sama Ania Shirley wolałaby pochodzić z Zielonego Wzgórza niż Zielonych Szczytów
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTylko, że to są ściany szczytowe, a nie szczyty.
Tylko, że to są ściany szczytowe, a nie szczyty.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo może "Ania z dachu"?
To może "Ania z dachu"?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAnia z dachu brzmi jak przyszła samobójczyni. :-)
Ania z dachu brzmi jak przyszła samobójczyni. :-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAlbo jak "Karlsson z dachu";)) i zamiast powiastki dla panienek otrzymałybyśmy powiastkę dla ich młodszych braci.
Albo jak "Karlsson z dachu";)) i zamiast powiastki dla panienek otrzymałybyśmy powiastkę dla ich młodszych braci.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW życiu tego nie czytałem, ale jak trafi mi sie córka, to zrobię na złość "konserwatystom" i dam jej do czytania to nowe tłumaczenie.
W życiu tego nie czytałem, ale jak trafi mi sie córka, to zrobię na złość "konserwatystom" i dam jej do czytania to nowe tłumaczenie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamna złość sam sobie możesz zrobić, "konserwatyści" mają to w głębokim poważaniu
na złość sam sobie możesz zrobić, "konserwatyści" mają to w głębokim poważaniu
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPodejrzewam ,że o ile córka będzie czytać to sama wybierze
Podejrzewam ,że o ile córka będzie czytać to sama wybierze
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"Anne z zielonego poddasza" 😅 Co do tych wielkich liter to raczej taka maniera w zapisywaniu tytułów, niekoniecznie chodzi o nazwę miejsca, np. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny", "Władca Pierścieni" (ale już "Gra o tron" z małej, mimo że w oryginale jest wielką i to w liczbie mnogiej: "Game of Thrones"). Wydaje mi się, że te wielkie litery są typowe dla literatury anglojęzycznej i czasem są zachowywane w polskich tłumaczeniach tytułów a czasem nie. Tu korzystniej byłoby napisać z małej, bo wielka litera rzeczywiście jest myląca i też się zastanawiałam gdzie te górskie szczyty na Wyspie Księcia Edwarda...
"Anne z zielonego poddasza" 😅 Co do tych wielkich liter to raczej taka maniera w zapisywaniu tytułów, niekoniecznie chodzi o nazwę miejsca, np. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny", "Władca Pierścieni" (ale już "Gra o tron" z małej, mimo że w oryginale jest wielką i to w liczbie mnogiej: "Game of Thrones"). Wydaje mi się, że te wielkie litery są typowe dla literatury...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejAle Zielone Wzgórze (albo Zielone Szczyty) to nazwa własna, nazwa domu, dlatego po polsku też została zapisana wielkimi literami. W angielskim wszystkie wyrazy w tytule zapisuje się wielkimi literami (poza przedimkami), ale po polsku tylko ten pierwszy. No chyba że zapis wielką literą wynika z czegoś innego. Nie jestem pewna, jaka myśl przyświecała temu, że mamy "Pierścienie" i "Kamień Filozoficzny", ale może chodzi o zaznaczenie wyjątkowości tych przedmiotów w świecie przedstawionym (na podobnej zasadzie na przykład piszemy "Księżyc" jeśli mamy na myśli satelitę Ziemi).
Ale Zielone Wzgórze (albo Zielone Szczyty) to nazwa własna, nazwa domu, dlatego po polsku też została zapisana wielkimi literami. W angielskim wszystkie wyrazy w tytule zapisuje się wielkimi literami (poza przedimkami), ale po polsku tylko ten pierwszy. No chyba że zapis wielką literą wynika z czegoś innego. Nie jestem pewna, jaka myśl przyświecała temu, że mamy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZresztą jest "Harry Potter i więzień Azkabanu", to nie tak, że tutaj akurat tłumacz był niekonsekwentny, właśnie konsekwentnie trzymał się polskich zasad zapisywania tytułów, "Czarę Ognia" czy "Zakon Feniksa" można było uznać za nazwy własne.
Zresztą jest "Harry Potter i więzień Azkabanu", to nie tak, że tutaj akurat tłumacz był niekonsekwentny, właśnie konsekwentnie trzymał się polskich zasad zapisywania tytułów, "Czarę Ognia" czy "Zakon Feniksa" można było uznać za nazwy własne.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamRacja.
Racja.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGdyby "Zielone Wzgórza" nie były już tak mocno ugruntowane w polskiej kulturze, to można byłoby rozważyć "Anne z Green Gables" i wyjaśnienie znaczenia Green Gables w tekście lub w przypisie, kiedy się pojawi w powieści. Tylko wtedy tytuł brzmiałby już bardzo obco, zwłaszcza jeśli traktujemy powieść jako książkę dla dzieci. "Szczyty" niestety są mylące, mocno kojarzą się z górami. Może "Anne z domu o zielonych szczytach"? (Tylko bawię się tą myślą, to nie są poważne propozycje). "Anne z Zielonej Kalenicy"! (Kalenica inaczej kipa, warst, wierch, linia szczytowa – krawędź dachu utworzona na przecięciu połaci dachowych)
Gdyby "Zielone Wzgórza" nie były już tak mocno ugruntowane w polskiej kulturze, to można byłoby rozważyć "Anne z Green Gables" i wyjaśnienie znaczenia Green Gables w tekście lub w przypisie, kiedy się pojawi w powieści. Tylko wtedy tytuł brzmiałby już bardzo obco, zwłaszcza jeśli traktujemy powieść jako książkę dla dzieci. "Szczyty" niestety są mylące, mocno kojarzą się z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKocham "Anię z Zielonego Wzgórza" ale nową wersję też chętnie przeczytam. Nie rozumiem tego oburzenia nowym tłumaczeniem. Biblia ma też wiele tłumaczeń a nie ma wokół nie takiego zamieszania 😂
Kocham "Anię z Zielonego Wzgórza" ale nową wersję też chętnie przeczytam. Nie rozumiem tego oburzenia nowym tłumaczeniem. Biblia ma też wiele tłumaczeń a nie ma wokół nie takiego zamieszania 😂
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamSkoro "green gables" nie są nazwą własną, dlaczego zostały przetłumaczone tak jakby nią były i napisane wielką literą jako "Zielone Szczyty"? Poza tym, jak już ktoś wcześniej zauważył, w Polsce szczyt kojarzy się bardziej z częścią góry i takie też było moje pierwsze skojarzenie, gdy natknęłam się na artykuł o nowym tłumaczeniu książki - zwyczajnie pomyślałam, że zamiast wzgórza będą po prostu szczyty górskie...
Skoro "green gables" nie są nazwą własną, dlaczego zostały przetłumaczone tak jakby nią były i napisane wielką literą jako "Zielone Szczyty"? Poza tym, jak już ktoś wcześniej zauważył, w Polsce szczyt kojarzy się bardziej z częścią góry i takie też było moje pierwsze skojarzenie, gdy natknęłam się na artykuł o nowym tłumaczeniu książki - zwyczajnie pomyślałam, że zamiast...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKtoś chciał zabłysnąć i zrobić wokół siebie dużo zamieszania. Myślę,że wierni fani i tak pozostaną przy starej wersji. To trochę tak jak gdyby ktoś próbował mi odebrać najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, a na to się nie zgadzam.
Ktoś chciał zabłysnąć i zrobić wokół siebie dużo zamieszania. Myślę,że wierni fani i tak pozostaną przy starej wersji. To trochę tak jak gdyby ktoś próbował mi odebrać najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, a na to się nie zgadzam.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKocham Anię, ale z ciekowością przeczytam nowe tłumaczenie i zobaczymy :-) ja nie skreślam od razu, chcę przeczytać a potem wydać opinię.
Kocham Anię, ale z ciekowością przeczytam nowe tłumaczenie i zobaczymy :-) ja nie skreślam od razu, chcę przeczytać a potem wydać opinię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOczywiście, każdy ma prawo przeczytać. Dla mnie to świętokradztwo i nie zamierzam sięgać po nowe tłumaczenie.
Oczywiście, każdy ma prawo przeczytać. Dla mnie to świętokradztwo i nie zamierzam sięgać po nowe tłumaczenie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamHmm.... a może ta pierwsza wersja to świętokradztwo, bo ponoć odbiega od oryginału...
Hmm.... a może ta pierwsza wersja to świętokradztwo, bo ponoć odbiega od oryginału...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTu nie chodzi o dosłowność tłumaczenia, tylko o próbę zniszczenia czegoś, co z niektórymi czytelnikami było od pokoleń, co towarzyszyło nam przez całe dzieciństwo. I mam w głębokim poważaniu na ile to tłumaczenie było wierne oryginałowi, gdyż dzięki tej wersji "Ani z Zielonego Wzgórza" pokochałam czytanie i utożsamiam się z tą właśnie wersją. Taką historię pokochałam i taka jest najbliższa mojemu sercu. Młodsze pokolenie być może patrzy na to nieco inaczej, mniej emocjonalnie i trudno mieć do kogoś pretensje o to, że chce poznać nową wersję. Ja takiej potrzeby nie odczuwam. Mam nadzieję, że ta "nowa" Ania dostarczy Ci wielu wrażeń czytelniczych, czego serdecznie Ci życzę.
Tu nie chodzi o dosłowność tłumaczenia, tylko o próbę zniszczenia czegoś, co z niektórymi czytelnikami było od pokoleń, co towarzyszyło nam przez całe dzieciństwo. I mam w głębokim poważaniu na ile to tłumaczenie było wierne oryginałowi, gdyż dzięki tej wersji "Ani z Zielonego Wzgórza" pokochałam czytanie i utożsamiam się z tą właśnie wersją. Taką historię pokochałam i taka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTylko trudno mówić tu o czymś czego się jeszcze nie przeczytało, być może mi ta wersja nie przypadnie do gustu. Ale cała ta "afera" jest dla mnie śmieszna....
Tylko trudno mówić tu o czymś czego się jeszcze nie przeczytało, być może mi ta wersja nie przypadnie do gustu. Ale cała ta "afera" jest dla mnie śmieszna....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMyślę, że nie ma co robić afery. Kto chce - to czyta nową wersję, a kto nie chce to nie czyta.
Myślę, że nie ma co robić afery. Kto chce - to czyta nową wersję, a kto nie chce to nie czyta.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie dość, że brzmi po polsku bardzo zgrabnie ;) to jeszcze oddaje pewnie adekwatnie, że Anne była na ten czas mało doświadczona, więc jej szczyty zapewne... zielone... :D
Nie dość, że brzmi po polsku bardzo zgrabnie ;) to jeszcze oddaje pewnie adekwatnie, że Anne była na ten czas mało doświadczona, więc jej szczyty zapewne... zielone... :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że są osoby, które nie tolerują spolszczeń i nawet jeśli mi to szczególnie nie przeszkadza, to fajnie, żeby ludzie mieli prawo wyboru, po co będą sięgać. Jednocześnie mam wrażenie, że jest to robione trochę dla szumu, bo w materiałach promocyjnych i tak jest zaraz podawany stary tytuł, te ,,szczyty" rzeczywiście w tym kontekście nie brzmią najbardziej udanie, a czytając udostępnione pierwsze strony miałam wrażenie, że niektóre zdania tak bardzo próbują być dosłownie z angielskiego, że nie brzmią płynnie po polsku, było też kilka sformułowań przesadnie oficjalnych albo przesadnie potocznych, co nie pasuje do poetyckiego klimatu Anii (chociaż ja mam w ogóle problem z tłumaczeniami tej książki, bo w wersji Bellony też niektóre kwestie bardzo uproszczali i uwspółcześniali). No ale jako fanka Anii i porównywania różnych wydań, pewnie kiedyś przeczytam i to :)
Mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że są osoby, które nie tolerują spolszczeń i nawet jeśli mi to szczególnie nie przeszkadza, to fajnie, żeby ludzie mieli prawo wyboru, po co będą sięgać. Jednocześnie mam wrażenie, że jest to robione trochę dla szumu, bo w materiałach promocyjnych i tak jest zaraz podawany stary tytuł, te ,,szczyty" rzeczywiście w tym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W moim mniemaniu skok na kasę i nic ponad to. Trzeba było narobić szumu, bo jak inaczej sprzedać książkę, która miała już dziesiątki wydań? Zresztą widać, że kampania reklamowa z przytupem i za wielkie pieniądze. Choćby człowiek nie chciał, to musi się natknąć na informację o tym przedsięwzięciu.
Tłumaczenie tytułu - kulą w płot. Po polsku kojarzy się z górami - Zielone Szczyty niczym Czerwone Wierchy. Dobrze chociaż, że nie "Ania z zielonych ścian szczytowych" - byłoby jeszcze precyzyjniej i bliżej oryginału. Mam nadzieję, że tłumaczenie to szybko popadnie w niepamięć, jak swego czasu popadła w zapomnienie "Fredzia Phi Phi" (czy jakoś tak), która miała zastąpić Kubusia Puchatka.
A co do wypowiedzi recenzentki Wspaniale przetłumaczona, odświeżona nie do poznania książka. Jakby ktoś odnowił cenny zabytkowy obraz
od razu przypomniała mi się słynna renowacja "Jeżusia".
W moim mniemaniu skok na kasę i nic ponad to. Trzeba było narobić szumu, bo jak inaczej sprzedać książkę, która miała już dziesiątki wydań? Zresztą widać, że kampania reklamowa z przytupem i za wielkie pieniądze. Choćby człowiek nie chciał, to musi się natknąć na informację o tym przedsięwzięciu.
Tłumaczenie tytułu - kulą w płot. Po polsku kojarzy się z górami - Zielone...
@CzytelnikBezGrzywki Dziesiątki wydań i 16 tłumaczeń przed Szczytami.
@CzytelnikBezGrzywki Dziesiątki wydań i 16 tłumaczeń przed Szczytami.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Na FB istny wysyp oburzonych ,,fanów'' 😂 A przecież w innych książkach z gatunku literatury pięknej też nie tłumaczy się imion (tak, Montgomery nie pisała tej książki docelowo dla dzieci). Inaczej mielibyśmy takie dziwadła jak ,,Dziwne losy Joanny Eyre'', zamiast Jane Eyre. Pierwszy polski przekład ,,Ani...'' pochodzi z 1911 roku kiedy to tłumacze mogli sobie dowolnie naginać tłumaczenia i interpretować. Widać to ładnie po książkach wydawnictwa MG, które właśnie korzysta z bardzo starych przekładów i efekcie dostajemy strasznie poskracane, czasami pozmieniane dzieła.
Sama jestem ciekawa tego nowego przekładu i jak mi się uda je zdobyć, to chętnie przeczytam.
Na FB istny wysyp oburzonych ,,fanów'' 😂 A przecież w innych książkach z gatunku literatury pięknej też nie tłumaczy się imion (tak, Montgomery nie pisała tej książki docelowo dla dzieci). Inaczej mielibyśmy takie dziwadła jak ,,Dziwne losy Joanny Eyre'', zamiast Jane Eyre. Pierwszy polski przekład ,,Ani...'' pochodzi z 1911 roku kiedy to tłumacze mogli sobie dowolnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFun fact: Jane Eyre w pierwszym (jak rozumiem, bardzo luźnym) tłumaczeniu to była Janina :D Też jestem ciekawa. Zresztą trochę nie rozumiem całej afery, klasyki bardzo często mają wiele tłumaczeń, tak, czasem tytuł (nawet niepoprawny) zostaje ten sam... Ale ta Anne z Zielonych Szczytów nawet nie jest bardzo daleko od tej Ani z Zielonego Wzgórza. Na pewno bliżej niż na przykład W pajęczynie życia i Dzban ciotki Becky (to dwa polskie tłumaczenia innej książki Montgomery).
Fun fact: Jane Eyre w pierwszym (jak rozumiem, bardzo luźnym) tłumaczeniu to była Janina :D Też jestem ciekawa. Zresztą trochę nie rozumiem całej afery, klasyki bardzo często mają wiele tłumaczeń, tak, czasem tytuł (nawet niepoprawny) zostaje ten sam... Ale ta Anne z Zielonych Szczytów nawet nie jest bardzo daleko od tej Ani z Zielonego Wzgórza. Na pewno bliżej niż na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJane to Janina, Joanna w angielskim jest tak samo jak po polsku.
Jane to Janina, Joanna w angielskim jest tak samo jak po polsku.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMożliwe, wpisałam jakie są odpowiedniki w wujka Google i pierwsze odpowiedzi jakie mi wyskoczyły pokazywały Joannę. Sama nie znam się na tym 😊
Możliwe, wpisałam jakie są odpowiedniki w wujka Google i pierwsze odpowiedzi jakie mi wyskoczyły pokazywały Joannę. Sama nie znam się na tym 😊
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJanina i Joanna to tak naprawdę dwie wersje tego samego hebrajskiego imienia, dlatego oba czasem stosuje się jako zamiennik dla angielskiej Jane. Mogę się mylić, ale Joanna jest chyba starsza, dlatego częściej się ją stosuje przy postaciach z dawnych epok, przykładowo w niektórych starszych tłumaczeniach trzecia żona Henryka VIII funkcjonuje jako Joanna Seymour :)
Janina i Joanna to tak naprawdę dwie wersje tego samego hebrajskiego imienia, dlatego oba czasem stosuje się jako zamiennik dla angielskiej Jane. Mogę się mylić, ale Joanna jest chyba starsza, dlatego częściej się ją stosuje przy postaciach z dawnych epok, przykładowo w niektórych starszych tłumaczeniach trzecia żona Henryka VIII funkcjonuje jako Joanna Seymour :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTłumaczka przełożyła to zbyt dosłownie. Owszem gables to szczyty, ale konkretne, bo chodzi o termin budowlany (ściana np. na końcach dachów dwuspadowych), a samo słowo szczyty ma jeszcze wiele innych znaczeń w języku polskim. Ta wieloznaczność słowa w języku polskim niestety stawia to tłumaczenie w niekorzystnym świetle. Żeby polskie tłumaczenie faktycznie było zbliżone do zamysłu oryginału, to prędzej powinno być Ania z zielonych poddaszy (wtedy każdy by wiedział o co chodzi), bo Ania z zielonych ścian szczytowych by głupio brzmiało. Mam kolegę, który jest tłumaczem i zawsze mówi, że tłumaczenie może być wierne, albo dobre, wiele razy przekonałem się, że ma rację. Jeśli ktoś nie wierzy, to zawsze może przetłumaczyć bardzo wiernie niektóre powiedzonka, które stracą wtedy dużo sensu. Thanks from the mountain for your attention ;)
Tłumaczka przełożyła to zbyt dosłownie. Owszem gables to szczyty, ale konkretne, bo chodzi o termin budowlany (ściana np. na końcach dachów dwuspadowych), a samo słowo szczyty ma jeszcze wiele innych znaczeń w języku polskim. Ta wieloznaczność słowa w języku polskim niestety stawia to tłumaczenie w niekorzystnym świetle. Żeby polskie tłumaczenie faktycznie było zbliżone do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, że Ania była Kanadyjką. To postać uniwersalna, mimo wszystko skierowana do młodszego czytelnika, a temu bliżej (zwłaszcza w czasach, kiedy powstawały te "brutalne" tłumaczenia) do Ani, nie Anne, czy do Mateusza, a nie Matthew.
Czekam na prawilne tłumaczenie przygód Winnie the Pooh i Christophera.
Nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, że Ania była Kanadyjką. To postać uniwersalna, mimo wszystko skierowana do młodszego czytelnika, a temu bliżej (zwłaszcza w czasach, kiedy powstawały te "brutalne" tłumaczenia) do Ani, nie Anne, czy do Mateusza, a nie Matthew.
Czekam na prawilne tłumaczenie przygód Winnie the Pooh i Christophera.
Było, wszyscy pamiętają Fredzię Phi-Phi[bookLink]293767|Fredzię Phi-Phi[/bookLink]
Było, wszyscy pamiętają Fredzię Phi-Phi[bookLink]293767|Fredzię Phi-Phi[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Błąd, mnie akurat zawsze bardzo interesuje i od dziecka interesowało w jakim miejscu dzieje się akcja danej książki. Lubię porównywać opisy książkowych krajobrazów z rzeczywistymi, lub dawniejszych z dzisiejszymi, a do tego niezbędne jest mi zlokalizowanie akcji w możliwie jak najkonkretniejszym punkcie. I myślę, że nie jestem jedynym tego przykładem.
Być może większości to rzeczywiście nie interesuje. Jednak skoro mnie akurat interesuje, że Anne była Kanadyjką, to nie można powiedzieć, że nikogo ;)Z drugiej strony, zupełnie nie ma dla mnie znaczenia przykładowo to, czy bohaterką była Anne, czy Ania.
Dlatego cieszmy się, że będzie większa możliwość wyboru tłumaczeń tej samej książki. A może warto przeczytać ją w oryginale?
Błąd, mnie akurat zawsze bardzo interesuje i od dziecka interesowało w jakim miejscu dzieje się akcja danej książki. Lubię porównywać opisy książkowych krajobrazów z rzeczywistymi, lub dawniejszych z dzisiejszymi, a do tego niezbędne jest mi zlokalizowanie akcji w możliwie jak najkonkretniejszym punkcie. I myślę, że nie jestem jedynym tego przykładem.
Być może większości...
tak, polecam czytanie Tołstoja w oryginale, i Manna, i Hugo. i zapoznanie się z terminem hiperbola.
tak, polecam czytanie Tołstoja w oryginale, i Manna, i Hugo. i zapoznanie się z terminem hiperbola.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Twoje życie, Twoja sprawa. Nie mówię w jakich językach powinnaś czytać, tylko ogółem zachęcam zarówno Ciebie jak i innych czytelników do korzystania z oryginalnych wersji. Tym bardziej, że angielski jest językiem, prawda, dość popularnym w Polsce. A co kto zdecyduje, to już jej/jego sprawa.
Można stwierdzać fakty lub wyolbrzymiać problemy. Widocznie zapomniałem, że dziś nie ma miejsca na nic pastelowego - wszystko powinno być skrajnie jaskrawe, czarne lub białe. Nic pomiędzy.
Przepraszam.
Twoje życie, Twoja sprawa. Nie mówię w jakich językach powinnaś czytać, tylko ogółem zachęcam zarówno Ciebie jak i innych czytelników do korzystania z oryginalnych wersji. Tym bardziej, że angielski jest językiem, prawda, dość popularnym w Polsce. A co kto zdecyduje, to już jej/jego sprawa.
Można stwierdzać fakty lub wyolbrzymiać problemy. Widocznie zapomniałem, że dziś...
@Anastazy_Mazur @Magrat W tajemnicy powiem Wam że przypominam sobie język rosyjski :) Co prawda do Tołstoja nie jestem jeszcze przygotowany ale Весёлые картинки już tak 😀
@Anastazy_Mazur @Magrat W tajemnicy powiem Wam że przypominam sobie język rosyjski :) Co prawda do Tołstoja nie jestem jeszcze przygotowany ale Весёлые картинки już tak 😀
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa język rosyjski "odkurzam" czytając właśnie rosyjskie bajeczki
Ja język rosyjski "odkurzam" czytając właśnie rosyjskie bajeczki
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@John_Doe Marcin ja sobie czasem poczytuję Bajki[bookLink]49174|Bajki[/bookLink] w oryginale, polecam. Jeśli jesteś czytnikowy, a ztcp jesteś, masz też np. https://www.litres.ru/aleksandr-pushkin/skazki-pushkina/
@John_Doe Marcin ja sobie czasem poczytuję Bajki[bookLink]49174|Bajki[/bookLink] w oryginale, polecam. Jeśli jesteś czytnikowy, a ztcp jesteś, masz też np. https://www.litres.ru/aleksandr-pushkin/skazki-pushkina/
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
https://royallib.com/book/pushkin_aleksandr/skazki.html
Dziękuję. Ja odkryłem takie coś jak powyżej
https://royallib.com/book/pushkin_aleksandr/skazki.html
Dziękuję. Ja odkryłem takie coś jak powyżej
@Anastazy_Mazur ZTCP - Z Tego Co Pamietam (Polish: As Far As I Remember
@Anastazy_Mazur ZTCP - Z Tego Co Pamietam (Polish: As Far As I Remember
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Autor nowego tłumaczenia "Chłopców z Placu Broni" zauważył w przedmowie, że o ile w pierwotnym przekładzie książki dostrzegł wiele przeinaczeń istotnie zmieniających sens powieści, o tyle jego sprzeciwu nie wzbudziło jedno odstępstwo od oryginału. Tym odstępstwem był tytuł. Tłumacz uznał, że Plac Broni ma swoje trwałe miejsce w czytelniczej świadomości Polaków - w przeciwieństwie do ulicy Pawła.
Podobnie ma się rzecz z "Anią z Zielonego Wzgórza". Ten tytuł znam. Natomiast zupełnie nie kojarzę Anne z Zielonych Szczytów.
Autor nowego tłumaczenia "Chłopców z Placu Broni" zauważył w przedmowie, że o ile w pierwotnym przekładzie książki dostrzegł wiele przeinaczeń istotnie zmieniających sens powieści, o tyle jego sprzeciwu nie wzbudziło jedno odstępstwo od oryginału. Tym odstępstwem był tytuł. Tłumacz uznał, że Plac Broni ma swoje trwałe miejsce w czytelniczej świadomości Polaków - w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBardzo podoba mi się takie podejście tłumacza. O ile dobrze pamiętam, Robert Stiller w swoim przekładzie "Przygód Alicji w Krainie Czarów" również wspominał coś o tym, aby szanować nazwy zakorzenione w świadomości czytelników.
Bardzo podoba mi się takie podejście tłumacza. O ile dobrze pamiętam, Robert Stiller w swoim przekładzie "Przygód Alicji w Krainie Czarów" również wspominał coś o tym, aby szanować nazwy zakorzenione w świadomości czytelników.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamRobert Stiller sam nie trzymał się wspomnianej wyżej zasady - i dobrze. Zrobił też coś niespotykanego (lub unikatowego) w przekładzie: przetłumaczył tę samą książkę dwa razy (a w planach miał jeszcze trzecią wersję). Mowa o "A Clockwork Orange" Anthony'ego Burgessa. Z uwagi na to, że bohaterowie posługują się slangiem - gwara angielska z rosyjskimi wtrętami - Stiller przygotował tzw. wersję R czyli "Mechaniczną pomarańczę" z wtrętami rosyjskimi oraz wersję R czyli "Nakręcaną pomarańczę" z wtrętami angielskimi. Niestety nie doczekamy się już planowanej przez niego wersji N czyli zgermanizowanej pod tytułem "Sprężynowa pomarańcza".
Robert Stiller sam nie trzymał się wspomnianej wyżej zasady - i dobrze. Zrobił też coś niespotykanego (lub unikatowego) w przekładzie: przetłumaczył tę samą książkę dwa razy (a w planach miał jeszcze trzecią wersję). Mowa o "A Clockwork Orange" Anthony'ego Burgessa. Z uwagi na to, że bohaterowie posługują się slangiem - gwara angielska z rosyjskimi wtrętami - Stiller...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejA co będzie jak nauczyciele poproszą dzieci o przeczytanie "Ani z Zielonego Wzgorza"
A co będzie jak nauczyciele poproszą dzieci o przeczytanie "Ani z Zielonego Wzgorza"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBędzie koniec świata, a zarazem początek - uczniowie przebudzą się z letargu i poczną dyskutować o książce. Zawzięcie.
Będzie koniec świata, a zarazem początek - uczniowie przebudzą się z letargu i poczną dyskutować o książce. Zawzięcie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDlaczego nie 'Anne z Green Gables'? Albo tłumaczymy imiona i nazwy, albo nie.
Dlaczego nie 'Anne z Green Gables'? Albo tłumaczymy imiona i nazwy, albo nie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOdpowiedź na to pytanie kryje się w powyższym artykule. Tłumaczka wyjaśnia "Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt. Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski, tylko o trójkątną ścianę łączącą dwie części spadzistego dachu." Nie mamy tutaj do czynienia z nazwą własną stąd tłlumaczenie na język polski.
Odpowiedź na to pytanie kryje się w powyższym artykule. Tłumaczka wyjaśnia "Słowo „gable" w języku polskim ma tylko jedno znaczenie – szczyt. Oczywiście nie chodzi tu o szczyt górski, tylko o trójkątną ścianę łączącą dwie części spadzistego dachu." Nie mamy tutaj do czynienia z nazwą własną stąd tłlumaczenie na język polski.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamUżyto wielkich liter, zatem jest to nazwa własna.
Użyto wielkich liter, zatem jest to nazwa własna.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamRzeczywiście, nie zwróciłam na to uwagi. Racja jest oczywiście po pani stronie. Raz do roku człowiek chce się wymądrzać i taka wtopa 😀
Rzeczywiście, nie zwróciłam na to uwagi. Racja jest oczywiście po pani stronie. Raz do roku człowiek chce się wymądrzać i taka wtopa 😀
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Pani Justine Cold napisała Wspaniale przetłumaczona, odświeżona nie do poznania książka. Jakby ktoś odnowił cenny zabytkowy obraz: wielbiony latami siłą przyzwyczajenia, ostatnio rzadziej oglądany, wyblakły, nagle okazał się pełen najżywszych kolorów, a całość niespodziewanie odsłoniła taki sens, porządek i widok, o którym by się nawet nie myślało, że tam istniał. Z beznadziejnie sentymentalnej, nieznośnie niedzisiejszej powieści dla dziewcząt nagle wyłoniła się obyczajowa powieść rozwojowa w naprawionej, właściwej scenerii. Pyszna lektura, arcysmaczny przekład.
.
Mogła by Pani przybliżyć co się zmieniło w treści książki. Oprócz dosłownego tłumaczenia "gables/szczyty. Pani grafomania powala na kolana szanowna pani Cold
P.S. Dawno temu Wolter lub Sofronow powiedział "Tłumaczenia są jak kobiety - albo piękne, albo wierne. Piękne nie są wierne, a wierne nie są piękne"
Pani Justine Cold napisała Wspaniale przetłumaczona, odświeżona nie do poznania książka. Jakby ktoś odnowił cenny zabytkowy obraz: wielbiony latami siłą przyzwyczajenia, ostatnio rzadziej oglądany, wyblakły, nagle okazał się pełen najżywszych kolorów, a całość niespodziewanie odsłoniła taki sens, porządek i widok, o którym by się nawet nie myślało, że tam istniał. Z...
Stare i seksistowskie porównanie. Podobnie może być z tłumaczeniami - może jest jeszcze trzecia opcja, a nawet piąta (o czwartej nie wspominając) :)
Stare i seksistowskie porównanie. Podobnie może być z tłumaczeniami - może jest jeszcze trzecia opcja, a nawet piąta (o czwartej nie wspominając) :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nawiasem mówiąc sami tłumacze się śmieją z tego porównania o pięknych lub wiernych.
A po lekturze przekładu Grzegorza Wasowskiego
Perypetie Alicji na Czarytorium[bookLink]261780|Perypetie Alicji na Czarytorium[/bookLink]
wiadomo, że jest jeszcze co najmniej trzecia opcja, czyli ani piękne, ani wierne, ale za to zabawne.
Nawiasem mówiąc sami tłumacze się śmieją z tego porównania o pięknych lub wiernych.
A po lekturze przekładu Grzegorza Wasowskiego
Perypetie Alicji na Czarytorium[bookLink]261780|Perypetie Alicji na Czarytorium[/bookLink]
wiadomo, że jest jeszcze co najmniej trzecia opcja, czyli ani piękne,...
Tak, bardzo jestem ciekawa. Uwielbiam te smaczki przekładowe i porównania. Już zamówiłam, czekam na dostawę.
Nawiasem mówiąc pierwszy krok w przedstawianiu nam oryginału wykonał Paweł Beręsewicz w tłumaczeniu z 2012 roku , gdzie m. in. po raz pierwszy przełożył całość, bez skrótów, które stosowali poprzedni tłumacze.
Ania z Zielonego Wzgórza[bookLink]169317|Ania z Zielonego Wzgórza[/bookLink]
Tak, bardzo jestem ciekawa. Uwielbiam te smaczki przekładowe i porównania. Już zamówiłam, czekam na dostawę.
Nawiasem mówiąc pierwszy krok w przedstawianiu nam oryginału wykonał Paweł Beręsewicz w tłumaczeniu z 2012 roku , gdzie m. in. po raz pierwszy przełożył całość, bez skrótów, które stosowali poprzedni tłumacze.
Ania z Zielonego Wzgórza[bookLink]169317|Ania z...
Polecam ciekawy wywiad na gazeta.pl, autorka obecnego przekładu twierdzi, że Beręsewicz czasem lekko się zagalopował.
https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177333,28025319,zabila-anie-zburzyla-zielone-wzgorze-pozbawila-je-pokoiku.html
Polecam ciekawy wywiad na gazeta.pl, autorka obecnego przekładu twierdzi, że Beręsewicz czasem lekko się zagalopował.
https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177333,28025319,zabila-anie-zburzyla-zielone-wzgorze-pozbawila-je-pokoiku.html

