René Goscinny i Albert Uderzo, legendarni ojcowie komiksowego „Asteriksa”
Było ich dwóch. Zmarły przed wielu laty René Goscinny oraz Albert Uderzo, którego pożegnaliśmy raptem parę dni temu. Odpowiednio scenarzysta oraz rysownik postaci Asteriksa i Obeliksa, niezrównanych Galów, którzy zapewnili nieśmiertelność swoim komiksowym ojcom.
Owoc niezwykłej przyjaźni
Goscinny i Uderzo – mimo różnic – wzajemnie się dopełniali. Łączyły ich bardzo specyficzna historia, spojrzenie na świat, określona wrażliwość i pasja do tworzenia. Jeden i drugi pochodził z imigracyjnych rodzin – Uderzo z włoskiej, natomiast Goscinny z polsko-ukraińskiej. Jeden i drugi kochał też rysunkowe opowieści spod znaku Disneya.
„Podobnie jak wielu młodych marzyłem o etacie w wytwórni filmów Disneya. Niestety, jak mawiał René, Disney nic o tym nie wiedział” – wspominał w jednym z wywiadów Uderzo.
„Tak naprawdę wszyscy rysownicy mówią, że ich przygoda ze sztuką zaczęła się od rysunków na marginesach. Szkoda, że nie jest odwrotnie, prawda? Powinno się notować na marginesach, a rysować na całych stronach”.
I faktycznie, coś w tym jest. Bo artystyczna przestrzeń, którą zagospodarował duet francuskich twórców, stanowi olbrzymie uniwersum składające się nie tylko z komiksowej serii przetłumaczonej na 111 języków, ale również z filmów aktorskich, seriali animowanych, słuchowisk, parku rozrywki…
Nakreślone marzenia
A przecież wszystko zaczęło się, jak to zwykle bywa, dosyć niepozornie. „Już w szkole rysowałem różne historyjki. Mój pierwszy bohater nosił włoskie imię Stupido” – przyznał kiedyś Albert Uderzo, który deklarował, że umiejętność tworzenia komiksów nabył za sprawą Amerykanów – inspirował się kultowymi filmami rysunkowymi. Choć słowo stupido może oznaczać coś niepoważnego, niedorzecznego, to talent francuskiego artysty był niepodważalny. Najprawdziwszy. Zauważył to zresztą Bruno, starszy brat Alberta, który znalazł mu zajęcie w paryskim wydawnictwie braci Offenstad. „Podpatrywałem tam ówczesnych wielkich rysowników, obserwowałem ich przy pracy. Rzemiosła uczyłem się od samych podstaw” – wspomina rysownik „Asteriksa”. Ten etos pracy był zresztą widoczny u René Goscinnego, którego znamy również za sprawą kultowych „Przygód Mikołajka”.

Słowem i obrazem – artystyczne dopełnienie
Goscinny i Uderzo żywili silne przekonanie, ba, nieposkromioną ambicję, że to właśnie oni zmienią oblicze komiksu satyrycznego. Wzorowali się na amerykańskim czasopiśmie „MAD”, w którym artyści w inteligentny sposób kpili i parodiowali symbole kultury popularnej. Ironia była zresztą charakterystyczna dla wspomnianych twórców. Ponownie oddajmy im głos. „Byłem i jestem przeciętnym rysownikiem, a Uderzo pisał przeciętne scenariusze…” – tak rozpoczął się jeden z telewizyjnych wywiadów kultowych twórców. Albert Uderzo w dowcipny sposób nawiązał do tego stwierdzenia, mówiąc, że „No i cóż, wspieraliśmy się w tej przeciętności!”. Jednak tak naprawdę osiągnęli poziom mistrzów. Artystycznych legend, gdy na nowo określili swoje funkcje. Goscinny odpowiadał za stworzenie scenariuszy, natomiast Uderzo zajął się warstwą ilustracyjną. „Postanowiliśmy pracować na własny rachunek”.
Komediowo-przygodowe obrazy z różnych części świata
Uderzo i Goscinny chcieli opracować komiks związany z kulturą francuską. Starali się odszukać odpowiednio wdzięczny, plastyczny temat. Nieznane rozdziały wielkiej historii, do której mogliby dopisać nowe opowieści. I tak padło na Galów. To oczywiście nazwa, którą Rzymianie określali celtycką ludność Galii, czyli dzisiejszej Francji, Belgii, północnych Włoch, południowej Holandii i zachodnich Niemiec. W tych krajach – choć, rzecz jasna, nie tylko! – komiksowa seria francuskiego duetu cieszy się niesłabnącą popularnością. Polacy również uwielbiają „Asteriksa”, którego regularnie dostarcza nam wydawnictwo Egmont.
Dlaczego uznani twórcy postanowili wybrać jednak Galów? „Bo wiemy o nich niewiele. Cała nasza wiedza mieści się na dwóch stronach podręcznika. Wykorzystaliśmy własne doświadczenia okupacyjne. Rzymianie są ukazani jak Niemcy, którzy przeprowadzają oblężenie i przejmują panowanie nad terenem” – tłumaczyli w jednym z wywiadów. Galowie pozostali jednak w pełni niezależni, tworząc zupełnie nowy rozdział w historii światowego komiksu. A wszystko rozpoczęło się dokładnie 29 października 1959 roku, kiedy to w magazynie „Pilote” zadebiutował najsłynniejszy bohater, którego stworzyli wspólnie – mianowicie Gal Asteriks.
Co ciekawe, Uderzo chciał, żeby Asteriks został przedstawiony jako wysoki, potężny, blondwłosy wojownik. Goscinny był jednak temu przeciwny. Wolał niepozornego, małego, niezbyt urodziwego, ale inteligentnego herosa. Przyjaciele doszli do artystycznego porozumienia, tworząc Asteriksa, który wyglądał tak, jak życzył sobie tego scenarzysta, jednak z inicjatywy rysownika w serii pojawiła się druga postać, która miała odpowiadać jego zamiarom, a przy okazji stanowić kontrast dla głównego bohatera. Tak narodził się Obeliks. Bo sztuka tworzenia to niekiedy również sztuka kompromisów, prawda?
Dowcip siłą, czyli gra z formą i treścią
Francuscy twórcy Galię opisywali w sposób iście fascynujący, uniwersalny, dzięki czemu komiksy były uwielbiane przez najmłodszych, jak i najstarszych czytelników. Przygodowe misje Asteriksa i Obeliksa zawierały bowiem też dodatkowe treści. Parodia biurokracji, którą znamy z „Dwunastu prac Asteriksa”, jest tutaj wyrazistym przykładem. W serii oddano paradoksy i kontrasty francuskiego społeczeństwa. Co ważne, Uderzo i Goscinny parodiowali jednak stereotypowe myślenie na temat różnych narodowości. A uzyskano to przy pomocy wyjątkowej ekspresji postaci, charakterologicznych kontrastów, szczególnej formie – satyrycznej, ale przygodowej zarazem. To wokół gagów splecione były historie, które rozgrywały się zresztą nie tylko w samej Galii. Dowody? Opowieści zapisane w albumach „Asteriks i Goci”, „Asteriks u Brytów”, „Asteriks w Hiszpanii”, „Asteriks i Kleopatra”… Dwójka prawdziwych obieżyświatów, ot co!

Zupełnie nowe przygody dzielnych Galów
Choć twórcy oryginalnej serii odeszli, to w żadnym razie nie zostali zapomniani. Podobnie jak i Wercyngetoryks, słynny historyczny wódz galijskiego plemienia Arwernów, przywódca wielkiego powstania Galów przeciwko władzy Rzymu, który miał córkę. Album „Córka Wercyngetoryksa” jest czwartym owocem współpracy scenarzysty Jeana-Yvesa Ferriego i rysownika Didiera Conrada, duetu, którzy tworzy nowe przygody Galów.
Wyobraźcie sobie, że pierwszy album, „Przygody Gala Asteriksa”, ukazał się w nakładzie 6 tysięcy egzemplarzy. Teraz początkowe liczby zostały zwielokrotnione do milionów, a Asteriks i Obeliks są bodaj najbardziej popularnymi bohaterami europejskiego komiksu. René Goscinny oraz Albert Uderzo chcieli pracować dla wytwórni Disneya, ale tak naprawdę sami stworzyli ikony, które równają się z bohaterami kultowej wytwórni. Za sprawą dwójki Galów udało się zaś opracować eliksir na długowieczność. Bo duet artystów nie pozostaje zapomniany. Pamięć o nich będzie trwać tak długo, jak komiksy o Asteriksie.
komentarze [12]
Nudzę się Asterixie ... O, Rzymianie, jak dobrze! O, piraci, jak dobrze!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam