Strażniczka istnień

Okładka książki Strażniczka istnień autorstwa Feliks W. Kres
Okładka książki Strażniczka istnień autorstwa Feliks W. Kres
Feliks W. Kres Wydawnictwo: Mag Cykl: Zjednoczone Królestwa (tom 3) fantasy, science fiction
183 str. 3 godz. 3 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Zjednoczone Królestwa (tom 3)
Data wydania:
2004-02-23
Data 1. wyd. pol.:
2004-02-23
Liczba stron:
183
Czas czytania
3 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
8389004615
Opowieść toczy się w Starej Ziemi Heastseg i odciska swe piętno na późniejszej historii Zjednoczonych Królestw, a szczególnie prowincji Valaquet. Stanowi samodzielną i zamkniętą historię, mającą swój początek i koniec. Możliwe też, że wynika z niej jakiś morał.
Średnia ocen
5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Strażniczka istnień w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Strażniczka istnień



1816 693

Oceny książki Strażniczka istnień

Średnia ocen
5,5 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Strażniczka istnień

avatar
386
223

Na półkach:

Mroczny wymiar fantastyki to coś dla Was? Seria Zjednoczone Królestwa będzie w takim razie dobrym wyborem. Świetny język, mrok i ciekawi bohaterowie wprowadzą Was w osobliwy klimat.

Heastseg to sekretny ląd, który opisany był w starożytnych kronikach Zjednoczonych Królestw, i który zaginął na dwa tysiące lat. Został ponownie odkryty, jednak po niedługim czasie znów zniknął, a jego lokalizacja objęta jest tajemnicą. Bohaterowie opowieści staną przed drugą próbą kolonizacji tajemniczego terenu, w którego lasach żyje pradawny lud senea, a ich poczynania będziemy obserwować dwutorowo. Cywilizacja kontra natura, a wszystko to pod wspólnym mianownikiem tajemniczego zjawiska, jakim jest Egaheer.

"Strażniczka istnień" to moje trzecie spotkanie z twórczością Kresa i przyznam, że dopiero tutaj zaczęłam czuć prawdziwą satysfakcję z poznawania historii, którą zaprezentował autor. Przyzwyczajona już do kunsztownego języka biegłam pędem przez strony, by prędko poznać dalszy ciąg historii. Dałam się porwać od pierwszych stron, mrok i interesujące postaci nie dały dojść do głosu szeptom nudy. Upiorne lasy, mnogość zagrożeń i próby radzenia sobie z trudnymi okolicznościami w otoczce świetnego stylu, wreszcie zaczęły przybierać w moich oczach słuszną postać. Po przeczytaniu całości Zjednoczonych Królestw stwierdzam, że była to świetna przygoda i z pewnością będę chciała poznać Księgę całości.

Mroczny wymiar fantastyki to coś dla Was? Seria Zjednoczone Królestwa będzie w takim razie dobrym wyborem. Świetny język, mrok i ciekawi bohaterowie wprowadzą Was w osobliwy klimat.

Heastseg to sekretny ląd, który opisany był w starożytnych kronikach Zjednoczonych Królestw, i który zaginął na dwa tysiące lat. Został ponownie odkryty, jednak po niedługim czasie znów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3725
725

Na półkach: ,

Teatrum prowadzone twardą ręką autora, rządzi się prawami bezwzględnymi. Ci którzy rolę swoją odegrali w niebyt odchodzą – ku mojej rozpaczy. Na polu zostaje Egaheer, któremu już „lodowy demon” nie zagraża, ale jej trwanie pod znakiem zapytania stoi. Liczne przeskoki z ciała do ciała mają swoją cenę, Egaheer za każdym razem traci cząstkę siebie, a scalenie czasu wymaga, którego do tej pory byt ten nie miał. Teraz wszystko w rękach i mieczu Morderców i pewnego – żądnego wiedzy młodzieńca – Renholda.
Tom trzeci to już, nomen omen, inna bajka. Mroczna i krwawa niezwykle opowieść, dziejąca się w równie mrocznym i bezwzględnym świecie, a właściwie dwu świecie (dwuściecie? - niepotrzebne skreślić). W pierwszym mityczne stworzenia, których losy a i byty łączą się ze sobą w zaskakujący sposób dążąc do zjednoczenia z tym czymś co jest... No właśnie, czym jest? Egaheer to największa zagadka tego cyklu i najbardziej filozoficzny dylemat. Z drugiej strony „świat ludzki” – jak słusznie zaznacza Pan Skulski – niejako alter ego „Egzorcysty”, z tajemniczą „chorobą”. Jako utwór literacki niczego zarzucić mu nie sposób. To fantasy, to powieść grozy, to horror może nawet. Jako trylogia z Egaheer jako łącznikiem już mniej mnie przekonuje. To zbyt różna opowieść od dwóch poprzednich. To trochę jakby obejrzeć 20 filmów o przygodach Jamesa Bonda, gdzie w 19. jest agentem, a w 20. postanowił prowadzić piekarnię. Wątła to nić fabularna, kiedy jedynie nazwisko spaja historię.

Teatrum prowadzone twardą ręką autora, rządzi się prawami bezwzględnymi. Ci którzy rolę swoją odegrali w niebyt odchodzą – ku mojej rozpaczy. Na polu zostaje Egaheer, któremu już „lodowy demon” nie zagraża, ale jej trwanie pod znakiem zapytania stoi. Liczne przeskoki z ciała do ciała mają swoją cenę, Egaheer za każdym razem traci cząstkę siebie, a scalenie czasu wymaga,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5764
942

Na półkach: , , , , ,

To już ostatni tom "Zjednoczonych Królestw", ostatni, najkrótszy, a zarazem najbardziej tajemniczy i niezwykły. To historia kreacji, a może raczej stworzenia, walki między pierwotną, tajemniczą siłą a cywilizacją. Próba wzniesienia Eldorado i jego upadku, choć w tym wypadku owo "Eldorado" zwane Heastseg zazdrośnie strzeże swoich sekretów. Sanea, sewerh, gryfy, ludzie, którzy próbują wydrzeć puszczy skrawki ziemi, a wszystko to spajane Egaheer. Bytem, istnieniem, który przewijał się przez wszystkie trzy tomy, a tu - tym dopiero, pojmujemy, czym, a może skąd się wzięła. Zdecydowanie, to nie był tom dla każdego, ale jeśli się poświęcić - Kres jak zawsze pokazał swe mistrzostwo. A ja? ja mogę tylko zaprosić!

https://jesiennaczyta.blogspot.com/2025/06/552025-feliks-w-kres-strazniczka-istnien.html

To już ostatni tom "Zjednoczonych Królestw", ostatni, najkrótszy, a zarazem najbardziej tajemniczy i niezwykły. To historia kreacji, a może raczej stworzenia, walki między pierwotną, tajemniczą siłą a cywilizacją. Próba wzniesienia Eldorado i jego upadku, choć w tym wypadku owo "Eldorado" zwane Heastseg zazdrośnie strzeże swoich sekretów. Sanea, sewerh, gryfy, ludzie,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

932 użytkowników ma tytuł Strażniczka istnień na półkach głównych
  • 465
  • 457
  • 10
263 użytkowników ma tytuł Strażniczka istnień na półkach dodatkowych
  • 200
  • 21
  • 18
  • 9
  • 7
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Strażniczka istnień

Inne książki autora

Feliks W. Kres
Feliks W. Kres
Feliks Wiktor Kres (pseudonim, właściwie Witold Chmielecki, ur. 1966 w Łodzi) to polski pisarz fantasy. Debiutował w roku 1983 opowiadaniem Mag nadesłanym na konkurs pisma "Fantastyka". Od tamtej pory opublikował osiem powieści i kilkadziesiąt opowiadań. Najbardziej znany jako autor dwóch cykli fantasy - "cyklu szererskiego", dziejącego się w świecie zwanym Szererem, gdzie oprócz ludzi inteligencją obdarzone są również koty i sępy (obecnie, oprócz wczesnych, niezgodnych już z obecną wersją tego świata opowieści, cykl składa się jedynie z podcyklu Księga Całości, choć Kres zapowiada kolejne osadzone w tym świecie powieści),oraz Piekło i szpada, mroczne opowieści płaszcza i szpady w alternatywnym XVII wieku, gdzie spotkać można zarówno demony, jak i istoty starsze od samego Szatana. Jego utwory przetłumaczone zostały na język czeski, rosyjski oraz hiszpański. Za wydaną w roku 1992 powieść Król bezmiarów otrzymał Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Od kilku lat prowadzi kącik porad dla młodych pisarzy w czasopismach poświęconych fantastyce - najpierw pod tytułem Kącik złamanych piór w miesięczniku "Fenix", potem w "Magii i Mieczu", zaś obecnie jako Galeria osobliwości w miesięczniku "Science Fiction". W lutym 2005 porady Kresa dla początkujących pisarzy zostały wydane w formie książkowej pod tytułem Galeria złamanych piór.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Strażniczka istnień przeczytali również

Ognie na skałach Rafał Ziemkiewicz
Ognie na skałach
Rafał Ziemkiewicz
Niewątpliwie Ziemkiewicz ciekawe książki pisze, była okazja tym razem przeczytać dość ciekawą książkę fantasy. Oryginalną raczej nie, bo wiadomo był ktoś taki w naszej rodzimej literaturze jak Sapkowski i głównie ten pan, mówiąc lekko potocznie, porobił system w tej bajce, co nie znaczy, że nie warto poznać twórczości innych pisarzy i prób doścignięcia mistrza. Próba Ziemkiewicza daję słowo, jest udana. Schemat jest podobny do „Wiedźmińskiej sagi”, do pewnej prowincji królestwa przybywa wędrowny żołnierz/poszukiwacz przygód czyli charakternik, wypisz wymaluj ktoś podobny do Geralta lub Eskela, Lamberta, jego kumpli, aż kusi napisać fraszkę „ Żegost, Żegost, ty ch...” . Żegost, tak nazywa się główny bohater, dałby sobie zapewne radę w szermierce słownej z kolegami wiedźminami, a i w siłowych sparringach pewnie bez szans by nie był. Podobnie jak wiedźmini mają zwyczaj pakować się w każdą awanturę, również Żegost nie unika barwnych przeżyć, które dzisiaj byśmy nazwali dramami, a że to również świat fantasy, to i potwory do ubicia jakieś się znajdą. Nasz wędrowiec szybko przekonuje się, że raczej mile widzianym gościem nie jest, no ale, że śpieszy się powoli to pakuje się w kolejne kabały. Są one na tyle solidne, że omal na stryczku nie kończy po tym jak gołymi rękoma praktycznie ubija książęcego gwardzistę. Niewątpliwie dla kogoś stworzonego, żeby umierać na polach bitewnych za bardzo honorowa śmierć to nie była. No ale dzięki temu trafił na polityczne rozgrywki na dworze książęcym. Były to spory między księciem a księżniczką, widać, że nawet w najlepszych związkach takie rzeczy się zdarzają. Księcia Zamborga podejrzewano o to, że jest szalony, księżniczkę, że całkiem normalna to ona nie jest. Żegost oprócz zawodowych obowiązków ochrony swojej wybawczyni, księżniczki, ma troszkę detektywistycznej roboty, co tu jest grane? No i nie zapomniał o potworze morskim, przez którego sam mógł poczuć stryczek lub toporek na szyi, bo wtedy gdy badał sprawę potwora doszło do zwany z gwardzistą. Potworem morskim, poza cudzoziemcem, nikt się nie przejął, bo oczywiście władza miała inne kłopoty niż zainteresować się losem rybaków, co mogło skończyć się sporym deficytem w diecie w całym księstwie, finansowym zapewne również. I to wszystko było na głowie dzielnego wojaka. Akcja nie pędzi jakoś bardzo szybko w tej książce, ale jakoś bardzo to nie przeszkadza, bo czytelnik z zainteresowaniem przewraca kolejne karteczki aż do końca książeczki. Sporo jest dialogów tutaj, widać Żegost jest bardzo wygadany, a interlokutorów do dysput mu nie brakuje. Świat fantastyczny literacko wykreowany jest dobrze opisany, co niewątpliwie zachęca do czytania. Książka jest odrobinę mroczna, wybory w zasadzie też są, co siłą rzeczy do uniwersum Wiedźmińskiego nawiązują. Także też sceny w karczmach gdzie można pić do nieprzytomności, stłuc profilaktycznie gości z karczmy, a i pewnie chętne panny się znajdą, żeby przyjemności awanturniczego życia były kompletne. To jest po prostu dobra książka i dlatego polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na711 miesięcy temu
Głową w mur Rafał W. Orkan
Głową w mur
Rafał W. Orkan
Technologiczny Zakon Braci Konstruktorów stoi na straży świętego imienia Maszynowego Boga. Podziemia świata skrywają tajemnice niewiele lepsze od tych najgorszych. Mieszkańcy się dostosowali - jedni są maszynowi, inni z rogami, a jeszcze inni niemal przeklęci lub zdeformowani. Jedni chcą uciec. Drudzy zrobią wszystko, by im to uniemożliwić. Czytanie tej książki było czystą przyjemnością. Kilka opowiadań, które z czasem łączą się w spójną całość, niesamowicie wciąga i wręcz zmusza, by sięgnąć po drugi tom. Wyraźnie widać inspiracje różnymi światami - coś z Warhammera, coś z Mad Maxa i kilka elementów przypominających miasto rodem z serialu Arcane. I co najważniejsze: to działa. Ten nieoczywisty miks tworzy świat, który naprawdę żyje… w przeciwieństwie do niektórych jego mieszkańców. Każda historia przesiąknięta jest brutalnością i beznadzieją. Nie ma tu wielu powodów do radości. Są za to momenty poruszające - takie, które uderzają jak scena z psem w Fullmetal Alchemist albo poświęcenie Goku w walce z Cellem. Ale spokojnie - znalazło się też miejsce na humor. I to w stylu, który momentami kojarzył mi się z Sapkowskim. W tym wszystkim pojawiają się też jednorożce. Albo w sumie nie. Rafał Orkan stworzył własne, niewielkie uniwersum, które pod koniec tomu zaczyna niekontrolowanie się rozrastać. I choć nie czytam zbyt wielu polskich autorów (co być może jest błędem),tutaj mam poczucie solidnie wykonanej roboty. Zdecydowanie sięgnę po kolejną część. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na92 miesiące temu
Sherwood Tomasz Pacyński
Sherwood
Tomasz Pacyński
Osobliwa książka, inna zupełnie, niż się spodziewałam. I rzeczywiście, jak można przeczytać w innych opiniach, nierówna - chwilami czytało się bardzo przyjemnie i chciało się wiedzieć, co będzie dalej, a chwilami ciągnęło się to niemiłosiernie jak zbyt długi dowcip, który przez nadmiar słów zgubił gdzieś puentę. Osobiście uraził mnie wstęp do epizodu z walką ze smokiem, jakieś tam cyniczne pokwękiwanie, że prawdziwe smoki nie są romantyczne ani wspaniałe. Nie lubię takiego upodlania fantastyczności, zwłaszcza że tutaj było zupełnie nie na miejscu. Co z tego, że zamiast tradycyjnego smoka pojawia się dinozaur? Czy dinozaury nie są romantyczne ani wspaniałe? Czy nie fascynują się nimi tysiące dzieci? Sam pomysł na postać Matcha - następcy Robin Hooda, tajemnice jego pochodzenia i przeznaczenia potrzebował nieco czasu i rozwinięcia, aby do mnie przemówić, ostatecznie jednak bardzo mi się spodobała ta postać jako swego rodzaju post-wiedźmin, polemizujący na wielu płaszczyznach z tworem Sapkowskiego. Również postaci Jasona i Basile'a są wcale sympatyczne i barwne, a szeryf Nottingham zaskakuje całkiem wysokim poziomem złożoności. Muszę też pochwalić język, który utrzymuje równowagę między łatwą w odbiorze komunikatywnością a stylistyczną ornamentyką i postmodernistycznymi nawiązaniami, nie siląc się na zbędną wymyślność, która czasami gubi polskie fantasy. I tylko ta fabuła, która chwilami rozłazi się albo grzęźnie na mieliznach... Strach czytać dalej, zwłaszcza że to pierwsza część trylogii, która nigdy nie została ukończona.
OZM - awatar OZM
ocenił na73 lata temu
Kanon Barbarzyńców, t.1 Jewgienij T. Olejniczak
Kanon Barbarzyńców, t.1
Jewgienij T. Olejniczak Rafał Dębski Tomasz Bochiński Robert J. Szmidt Dawid Juraszek Paweł Majka Cezary Frąc Michał Cetnarowski Anna Koronowicz
Cierpliwość jest cnotą. Przekonałem się o tym po raz kolejny podczas lektury tego zbioru, gdyż bardzo mało brakowało, a bym odłożył go na półkę z napisem ,,może nigdy?". Ale przemogłem się i zmęczyłem pierwsze opowiadania. Nie żeby były bardzo złe, w każdym było coś ciekawego. Może poza drugim, oryginalnym jak cios maczugą w łeb... I bohater trzeciego (prawie bliźniak Conana, wszystko potrafiący, dumny, potężny bohater, ale...charakteru i osobowości w nim za grosz) nieco mnie odstręczał... I ta ,,Wyspa mnichów", w której główny bohater jest barbarzyńcą chyba tylko dlatego, że tak wypada... Ale to bez znaczenia, gdyż o wszystkich zastrzeżeniach zapomniałem gdy zacząłem czytać kolejne opowiadania. W ,,Jestem ogniem" wreszcie zobaczyłem idealnego barbarzyńcę z wyboru, który nie jest nim dlatego, że cywilizacja do niego nie dotarła, ale takiego który nią zwyczajnie gardzi. Dalej było już tylko lepiej: wspaniale bawiłem się przy ,,Tęsknocie mieczy", która jest jednocześnie najdłuższym opowiadaniem serii. Z kolei ,,Valkar i muzyka ciemności" to humorystyczne podejście do klasyki, gdyż tytułowy barbarzyńca (nb bardzo sympatyczna postać) nie jest jego głównym bohaterem. Jest nim... podążający jego śladem grabarz, który dzięki jego barbarzyńskim wyczynom nigdy nie narzeka na brak klientów. Świetne podsumowanie całego gatunku, w końcu wizyta takiego powieściowego Conana zostawia skutki podobne do detonacji bomby atomowej... A skoro o Conanie mowa, pojawia się on w ostatnim opowiadaniu Rafała Dębskiego. I chociaż nie do końca zgadza się ono z wydarzeniami z powieści R. Howarda, to byłem nim zachwycony. Tak właśnie wyobrażałem sobie uginającego się pod ciężarem korony wielkiego wojownika... Gdybym chciał oceniać każde opowiadanie z osobna i wyciągnąć z ocen średnią, pewnie musiał bym całemu dać 6, może 7. Ale za to, że kiedy niemal wzruszony przewracałem ostatnia stronę i stwierdziłem z żalem: ,,Jak to? To już koniec?'' muszę dodać co najmniej jedno oczko.
Xarthras - awatar Xarthras
ocenił na810 lat temu
Piekło i szpada Feliks W. Kres
Piekło i szpada
Feliks W. Kres
"Piekło i szpadza" to moje drugie spotkanie z niesamowitym Feliksem W. Kresem. Absolutnie zachwycony "Północną granicą" miałem bardzo wysokie oczekiwania i przyznam, że trochę się rozczarowałem ale tylko dlatego, że każde z opowiadań zasługiwałoby na własną książkę; są niczym czarująca woń przepysznego obiadu, którego nie jest dane nam zjeść; niczym cudowne ciasto, które po pierwszym kęsie jest nam odbierane - każdy z rozdziałów pozostawia po sobie niedosyt i głód na więcej, ale nie dlatego, że w jakiś sposób są one niekompletne, wręcz przeciwnie dzieje się tak przez to jak złożone są przedstawiane nam historie, dla których ramy krótkich opowiadań są najprościej w świecie zbyt ciasne. Bohaterowie są nieprawdopodobnie barwni, każdy bardzo charakterystyczny oraz, co najważniejsze, budzący emocje (czuje się coś nawet do postaci tła, takich jak: oberżysta z "Egaheer", muszkieterzy książęcy z "Akasa. Fatanh. Amare", czy do dłuuugiego szeregu wielu innych). Ponadto na krok nie opuszczają nas niesłychanie przemyślane intrygi, jakby żywcem wyjęte z salonów elit i królewskich dworów, nad którymi można by sobie godzinami łamać głowę. A to wszystko okraszone jest niesamowitym piórem pana Feliksa. Ze wszystkich pozycji jakie dotychczas przeczytałem oraz jakich autorów poznałem (na łamach ich dzieł ma się rozumieć) niewielu władało tak dobrze słowem jak władał nim Kres.
Siurek146 - awatar Siurek146
ocenił na728 dni temu
Śmierć Magów z Yara Eugeniusz Dębski
Śmierć Magów z Yara
Eugeniusz Dębski
Książka Śmierć Magów z Yara nie przynosi uniesień intelektualnych i rozkmin literackich, ale od fantastyki przygodowej nie tego wymagam. Tego typu literatura ma przynieść czystą rozrywkę i wciągnąć. Dębski spełnia obydwa te warunki. Fabuła tej książki nie jest szczególnie skomplikowana. Opiera się na pomyśle łączenia postaci z różnych wymiarów i czasów. Wszystko zaczyna się od pękniętego antycznego miecza, który przez przypadek odnajduje się we współczesności. Jeden z bohaterów, których poznajemy na początku bierze go do ręki i nieświadomie go aktywuje. ⚔️ Magiczne miecze są fajne Miecz ten okazuje się być magiczny i przenosi czytelnika (głównie) do alternatywnego świata, w którym zło przybrało postać trzech magów, ukrytych w tajemniczej krainie Yara. Główny bohater, młody król Malcon, jest już ostatnim potomkiem tego rodu, który może ich pokonać. Naiwny i omnipotentny władca rusza w niebezpieczną podróż, podczas której trawa bywa ostra jak nóż, rośliny agresywne bądź trujące, woda zatruta, podczas snu pod gołym niebem czyha wiele niebezpieczeństw i w ogóle prawie wszystko tam chce człowieka zabić. Młody król jednak ma wsparcie w swojej wiernej wilczycy i rumaku, oraz niespodziewanie spotyka kilku sprzymierzeńców. Dzięki nim niemożliwe staje się możliwe, a niebezpieczne przygody stają się mniej niebezpieczne. ⚔️ Śmierć Magów z Yara Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał, niestety wykonanie jest tylko dobre. Owszem, książka wciąga i zapewnia dobrą rozrywkę – jest sprawnie napisana. Natomiast brakowało mi wyraźniejszego rozrysowania niektórych wątków, np. lepszego połączenia historii współczesnej z główną – alternatywną. Gdyby tak bohater współczesny był jakoś świadomy połączenia jaźni, odniósł się bardziej do przygód, byłabym opowieścią zachwycona. A tak, mam wrażenie, że Dębski pisał końcówkę w pośpiechu, skazując czytelnika na zbyt wiele domysłów, dziur fabularnych i naciągnięć. Postacie też nie są jakoś szczególnie wyjątkowe, pokazane raczej pobieżnie. Ale mają fajne przygody i to właśnie o to tu chodzi, żeby się działo. I Śmierć Magów z Yara taką akcję zapewnia, co mz jest wystarczające, żeby tę książkę potraktować jako niewymagającą opowieść, w sam raz do relaksu po ciężkim dniu w pracy. Magiczne miecze są po prostu fajne, chociaż trudno mi właściwie wyjaśnić dlaczego.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na73 lata temu
Ragnarok 1940. Tom 1 Marcin Mortka
Ragnarok 1940. Tom 1
Marcin Mortka
Jako miłośniczka fantastyki i fikcji historycznej niejednokrotnie otarłam się o historię alternatywną, jednak jak dotąd większość tych dzieł mnie rozczarowała. Nie w tym przypadku. Dwutomowa saga Mortki o zmaganiach pomiędzy chrześcijańską częścią Europy a państwami Normanów, potomków Wikingów, którzy nigdy nie przestali czcić nordyckiego panteonu, okazała się dokładnie tym, czego potrzebowałam, żeby polubić ten specyficzny podgatunek fantastyki. Zacznijmy od głównej postaci. Za pierwszym podejściem Jeremy mnie irytował, ale gdy przeczytałam te książki drugi raz, znacznie zyskał w moich oczach i stał się jednym z lepszych diamencików tej dylogii. Nie jest on typowym bohaterem opowieści wojennej - ani z niego bohaterski żołnierz, ani przerażony cywil, który chce tylko przeżyć. Zamiast tego jest dziennikarzem wojennym, wyjątkowo odważnym, ale też zupełnie pozbawionym jakichkolwiek umiejętności bitewnych czy survivalowych. Nie naraża swojego życia dla wielkich ideałów, tylko dla wielkich pieniędzy - a nawet jak już pójdzie za ideałami, to jego ideałem jest zemsta - przez co, w połączeniu z niezdarnością i zupełnym brakiem obeznania (o ironio) z realiami wojennymi wypada nieco denerwująco, wręcz antypatycznie. Jednak to dzięki temu ma on coś, czego brakuje większości głównych bohaterów powieści wojennych - jest aż do bólu realistyczny. Podobały mi się także postacie drugoplanowe, takie jak Terrence Oswald i Selim, żałowałam tylko, że dostaliśmy tak niewiele akcji w ich towarzystwie. Natomiast prawdziwą gwiazdą tej powieści są antagoniści. Konung Valgrim rozwinie skrzydła dopiero w następnej części, ale jego syn, Olav, błyszczy już od pierwszych stron ze swoim udziałem. Tajemniczy furiat, szef niezwykle skutecznej siatki wywiadowczej, a zarazem spragniony konfrontacji wojownik, odznaczający się nienaturalnym błyskiem błękitu w oczach, który według legendy nie przespał ani minuty od ładnych kilku lat - jest zdecydowanie moją ulubioną postacią tej powieści i jednym z moich ulubionych złoli w całości polskiej fantastyki. Kolejną bardzo mocną stroną tej książki jest fabuła. Zazwyczaj nie jestem się w stanie wciągnąć w powieść przez dobre 50-100 pierwszych stron, ale ta połknęła mnie po zaledwie siedmiu. Akcja leci niezwykle szybko, nie da nam się nudzić ani przez chwilę, aczkolwiek po przeczytaniu całego pierwszego tomu można czuć się zaskoczonym, jak niewiele się tak naprawdę dotąd wydarzyło; wojna dopiero się zaczyna. Pierwsza z trzech części, na jakie podzielona jest książka, jest moją ulubioną, akcja w Afryce Północnej, w koloniach państw europejskich, rozpoznawalna z naszej historii, a zarazem zupełnie inna. Drugi segment z akcją w Londynie i okolicach również był świetny, choć mniej w nim było strzelanin, a więcej intryg szpiegowskich i dyplomatycznych. Trzecia część, osadzona w Irlandii, jest, moim zdaniem, najsłabsza, a to z powodu wprowadzenia dość głupiego wątku romantycznego, ale i tak czyta się ją świetnie. Należy też zwrócić uwagę na kapitalną kreację świata. Sam pomysł Wikingów walczących w drugiej wojnie światowej jest już genialny, a Mortka absolutnie nie zawiódł, dopracowując jego szczegóły. Co prawda możemy czasem odnieść wrażenie, że resztę świata potraktował po macoszemu, skupiając się na krajach Normanów, ale jest to zrozumiałe - w końcu to na nich skupia się akcja, a białe plamy na mapie czytelnik może zapełnić własną wyobraźnią. Za to same państwa normańskie są wręcz urzekające, autor postarał się oddać wpływ, jaki ich istnienie miało na kulturę, ekonomię, przemysł zbrojeniowy i ogólnie każdą gałąź rzeczywistości. Stąd mamy np. nadal dużą rolę religii chrześcijańskiej w krajach nie-nordyckich, kontrowersyjny nurt w sztuce zwany neopoganizmem, samoloty sleipnirry czy ciężarówki jotuny, a także karabiny sturdy. Władcy państw nordyckich w większości wychodzą jednak rozczarowująco płasko - co chyba było zamierzone - oprócz konunga Valgrima i prezydent Vinlandii, Vidgis. Vidgis pojawia się, niestety, tylko na jedną scenę, i w pełni rozłoży skrzydła dopiero w następnym tomie. Jedyną jednoznaczną wadą tej opowieści jest według mnie fakt, że pojawiają się w niej tylko trzy postacie kobiece, z czego jedna to femme fatale uwodzicielka, polityczka walcząca o swój kraj mocą swoich dużych piersi, druga to ciężarna narzeczona przyjaciela, a trzecia to typowy "love interest" głównego bohatera. Jeremy przez całą książkę ma interakcje z co najmniej dwudziestoma postaciami znanymi z imienia i nazwiska, z których chyba połowa nie musiała być mężczyznami (rozumiem, że trudno byłoby znaleźć kobietę pilota samolotu w 1940 roku, albo kobietę kapitana wojsk lądowych, ale co innego wywiad, obsługa lokali itd.). Mimo wszystko autor zdecydował, że wszystkie postacie o płci niewymuszonej przez ich rolę będą mężczyznami, a jedyne kobiety są przedstawiane wyłącznie przez pryzmat ich relacji z mężczyznami. Jest to ogółem wada twórczości Mortki, lecz w tej serii wypada to ponadprzeciętnie niesmacznie. Podsumowując, "Ragnarok 1940" to świetna historia alternatywna, idealna dla fanów Wikingów, IIwś i powieści szpiegowskich. Nie jest całkowicie pozbawiona wad, ale czyta się ją przyjemnie.
Magda Chlebicka - awatar Magda Chlebicka
oceniła na81 rok temu
Czarna Ikona, t.1 Mieszko Zagańczyk
Czarna Ikona, t.1
Mieszko Zagańczyk
I wypadło mi iść pod prąd, bo książka mi się bardzo podobała :P Może nie jestem wymagający... albo po prostu książka trafiła w moje gusta. I faktycznie tak jest! Akcja książki został umieszczona w Bizancjum. To był doskonały wybór. To jedno z najwspanialszych imperiów jakie stworzył człowiek. Piękna kultura, która zajmowała tereny dzisiejszej Turcji, Grecji, Bułgarii i Syro-Palestyny. Chrześcijaństwo wschodnie stworzyło niepowtarzalny ryt, którego echa widzimy dzisiaj w prawosławiu. Coś pięknego. Autor świetnie eksploruje piękno tego świata, prowadząc akcję od Konstantynopola do Kapadocji. Wszystko dzieje się z aktywnym tłem historycznym, w którym wewnętrzne walki bizantyjskich znakomitych rodów odbywają się w cieniu seldżuckiego zagrożenia. To czas pierwszych wielkich herezji chrześcijańskich. Od nich się wszystko zaczęło. Wplecenie ich do powieści było strzałem w dziesiątkę. Zagańczyk wplata wiele słów greckich by podbudować klimat cesarstwa. Pokazuje jakim konglomeratem kulturowym był, świetnie obrazując całą mozaikę kulturową i religijną. Główni bohaterowie pochodzą ze złodziejskich, chociaż zorganizowanych, nizin społecznych. Stara się więc by wypowiadali się odpowiednio, używając kolokwializmów i wulgaryzmów, w opozycji do kupców czy elity politycznej. Mi to zupełnie odpowiadało. Uwaga, a teraz herezja :) Przypominało mi to nieco Sapkowskiego i jego trylogię husycką. Oczywiście nie tak literacko bogatą i rozbudowaną, ale powieść fantastyczna na kanwie historycznej to jest to co uwielbiam. I jeszcze w tak ciekawym miejscu i czasie. Z wielką chęcią przeczytam cześć drugą.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na84 lata temu
Gwiazdozbiór Kata Rafał Dębski
Gwiazdozbiór Kata
Rafał Dębski
,,Gwiazdozbiór kata" Rafał Dębski. Drageus Publishing House (Drageus Fantasy) 2024. Skoro wciąż mam apetyt na polskie fantasy, to i dobrze, że mam co czytać. ;) A tu akurat ciekawie wyglądających ponad sześćset stron. Zaczynam recenzyjny raport. *** Strony 9-29 Dżuma i schizofrenia. Lepki mrok. Bohater / antybohater beznamiętnie morduje całe miasta i rozmawia z duszą swej zmarłej ukochanej, która zagnieździła się w jego umyśle. Przynajmniej tak to wygląda na ten moment. Strony 29-93 Kat i prostytutka. Tragiczny finał, który autor zaskakująco szybko zdradza. Masowe mordy zarazą i chęć wymierzenia kary oprawcy dziecka? Przecież zarażone szczury, które spuszczał z smyczy zabijały i dzieci. Trochę haczy, autor zapewne wyjaśni później ten rozdźwięk, ale póki co... Haczy. Strony 93- 164 Wojna. Stefan Batory wadzi się z Iwanem Groźnym, a nasz bohater / antybohater zaciąga się do piechoty wybranieckiej (oblężenia Pskowa 1581/1582) w ramach poszukiwania degenerata. Zacnie. Przyznaję, obawiałem się, że łotr w ramach szlacheckiej solidarności uniknie kary. Oblężenie i pościg przypadły mi do gustu. Lubię takie opowieści. Lubię taki styl. Z Blanką mam problem. Może się do niej przekonam za rozdział lub dwa. Strony 165-196 Jak już przestał mnie uwierać, to polubił wyprawy z gwałcącymi kozakami. Skończy się tak, że przybiję piątkę z Blanką, a bohatera/antybohatera potraktuję czekanem. O! Prawdziwy demon! Dwadzieścia trzy lata? Dałem się podejść autorowi jak dziecko. Z Stefanem Batorym o Vladzie Palowniku. Smaczne wstawki postaci historycznych w mrocznej baśni. Lubię takie opowieści. Lubię taki styl. Co będzie dalej? Strony 196-292 Czeska Praga, horoskopy i goscina u cesarza. Uwierający, bo nikczemny zbyt często, bohater. Mrok. Broń. Przygoda za przygodą. Michael Moorcock często tak pisał (chociażby ,,Żołdak i zło świata"). To komplement. Duchy, medium i gorzka prawda. Lubię takie opowieści. Lubię taki styl. Co będzie dalej? Strony 292-352 Wspomnienie i wrocławski werbunek. Ot, zwykła wiedźmińska robota. No, trochę nie do końca zwykła. Po co gildzie katów była ta cała tajna starożytna praktyka? Sztuka dla sztuki? Rozstanie bez pożegnania. Czy padną odpowiedzi? W niejednym przypadku mielibyśmy tu koniec opowieści (coś się zamknęło, coś się otworzyło),a tu mamy półmetek. Jest więc szansa na satysfakcjonujące odpowiedzi. Jest i szansa na kilka sprawnych zwrotów akcji. No to chyba wypada czytać dalej? 😉 Tylko ostrożnie recenzować i raportować! Nie można wszak psuć czytelnikowi przyjemności czytania, zdradzając zbyt wiele. Strony 355-438 Retrospekcje. Uczelniane retrospekcje. Słowa, które już padły, padają ponownie w szerszym kontekście. Interesujące... Szantaż bronią biologiczną masowego rażenia. Dla poczucia władzy i gorzkiej przyjemności dumnego wyobcowania? No i długowieczności. Krok po kroku ku tragedii i z żalu / gniewu / tęsknoty w masowego mordercę. Strony 441-483 Retrospekcje. Kozackie retrospekcje. Wykluczony tułacz. Istotnie! Od dziesięcioleci nie śniłem o lataniu. Ostatni raz... chyba w połowie lat 80tych XX wieku! Jak to fantasy do mentalnej autolustracji zmusza. I zrobiło się poważnie. Refleksyjnie. Trochę smutno. Ech, życie... Strony 487-564 Znów chronologicznie. Szatańskie interesy Strony 567-620. Zaskoczenie. Zaskoczenie. Duże zaskoczenie. Bardzo duże zaskoczenie! Tak, cywile mieli prawo złorzeczyć. Mieli prawo czuć się zdradzonymi i porzuconymi. Na 614 stronie autor trochę mnie sprowokował. Zjeżyłem się. Pieścią w stół chciałem uderzyć. Patrzcie Państwo, niby ,,tylko" ( ;) ) fantasy, a potrafi uszczypnąć. Wygaszenie opowieści. Nieuchronne wygaszenie... Koniec. *** To była podróż pełna magii. Gorzka i brutalna. I smutna. I niecodzienna. Bywało, że Jakub uwierał, a Blanka drażniła, ale ostatecznie ramię w ramię walczyliśmy pod Pskowem, tropiliśmy Winiewskiego i szukaliśmy odpowiedzi w wielu miejscach. To była podróż, której się nie żałuje. Podróż, która kończy się na półce z ulubionymi powieściami fantasy.
Ponoc_Emeryt - awatar Ponoc_Emeryt
ocenił na82 miesiące temu
Klejnot i wachlarz Feliks W. Kres
Klejnot i wachlarz
Feliks W. Kres
Pierwszy tom, w którym autor łaskawością nie grzeszy, ciągle atakując czytelnika niedopowiedzeniami, zagadkami i historią, która o swojej atrakcyjności z pewnością znać da jeszcze, ale póki co cicho sza o tym. Jedyne co uczynił to przekonał czytelnika, że postać baronowej Sa Teul i kawalera Del Wares zachwycą nie raz jeden. I tak jest w istocie, bo opowiedzenie ciągu dalszego w ich ręce oddaje. Do zrobienia jest dużo, a praca do łatwych i bezpiecznych należeć nie będzie. Trzy kobiety, które ujarzmić trzeba władzę mają wielką, umiejętności więcej niż ludzkie, serca dość zimne, a motywacje raczej podłe, choć nie zawsze z ich woli wypływające. No i jest jeszcze kolia, którą przejąć trzeba umiejętnie a jej działanie zneutralizować. Do tego zadania potrzeba umysłów nieprzeciętnych, dla których intryga, podstęp, cynizm, bezwzględność ale i szlachetność i poświęcenie to chleb powszedni. Czyli wspomnianej baronowej i kawalera, choć pod – dyskretnym tym razem - nadzorem Egaheer. A skoro bohaterowie to nieprzeciętni to i przyjemność nieprzeciętna, potyczki słowne między baronową i kawalerem to kwintesencja dobrego smaku i poczucia humoru. Fabuła klarowna pozwala cieszyć się poczynaniami tej pary, podziwiać ich umiejętności wodzenia za nos. Nie są to jednowymiarowe marionetki, to ludzie o skomplikowanej naturze (nie tylko oni zresztą),każde z nich skrywa głęboko uczucia ludzkie, te jak najbardziej pożądane. Jedynie poczucie obowiązku dla dobra wyższego każe im rezygnować z głęboko skrywanych słabości, a i „dobro wyższe” na swoje granice i cenę, której zapłacić nie sposób. Co zaskakuje to to, że w świecie przez Krasa wykreowanym właściwie nie ma czarnych charakterów, czemu przeczyć się zdaje opowieść z tomu pierwszego. Egaheer – byt, a nie człowiek, po prostu istnieje, nie roztrząsa czy coś jest dobre czy złe, tak jak nie walczy z Bogiem czy nie służy mocom piekielnym. Księżna Se Potres jedynie wymyka się tej regule, choć jej poczynania można by usprawiedliwić. Świat jest jaki jest i choć przez ludzi psuty to jednak nie przez ludzi stworzony.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na93 miesiące temu

Cytaty z książki Strażniczka istnień

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Strażniczka istnień