Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym.
Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r.
Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC.
Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym…
A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków.
Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta……
Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów…
Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest.
Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia).
Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot.
Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać?
„Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”.
„Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”.
„Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”.
„Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”.
„Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”.
„Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”.
„Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”.
„Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”.
„I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”.
„Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”.
„Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”.
„Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”.
„Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”.
„Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”.
„W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”.
„Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”.
„Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”.
„Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”.
„Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”.
„Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”.
„Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”.
”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Karolina
„Karolina” to nostalgiczna opowieść - monolog o tym, jak pragnienie potrafi zawładnąć rzeczywistością. To studium pułapki własnych myśli, w której zaciera się granica między tym, co realne, a czego rozpaczliwie pragniemy.
Krzysztof Varga - nieprzewidywalny mistrz monologu, stworzył specyficzną książkę. To lektura pełna wnikliwości i głębokiej wrażliwości, przesycona bogatą symboliką oraz licznymi metaforami.
Tekst może zachwycać albo nużyć swymi kunsztownie zbudowanymi zdaniami i wyszukanymi środkami stylistycznymi. Z monologu bohatera wylewa się wulkan emocji i przemyśleń. I choć trudno odmówić autorowi unikalnego stylu, to bogactwo detali i skomplikowanych konstrukcji bywa momentami przytłaczające, przesłaniając istotę samej opowieści.
„Karolina” to nostalgiczna opowieść - monolog o tym, jak pragnienie potrafi zawładnąć rzeczywistością. To studium pułapki własnych myśli, w której zaciera się granica między tym, co realne, a czego rozpaczliwie pragniemy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrzysztof Varga - nieprzewidywalny mistrz monologu, stworzył specyficzną książkę. To lektura pełna wnikliwości i głębokiej wrażliwości, przesycona bogatą...
Może kiedyś byłem na Vargę bardziej odporny. Teraz ta barokowa wielkość nieco mnie drażni. Można się zachwycać piękną polszczyzna, ale bez przesady. Autor opisuje tytułową Karolinę we wszelkich nieziemskich odmianach. Karolina pali papierosa, dym się snuje jak skrzydła kaczuszki, Karolina gasi papierosa, popielniczka jest czarna jak niezręczna śmierć. Karolina w Dolomitach, Karolina w Łebie, Karolina z mężczyzną, Karolina bez mężczyzny, Karolina w samochodzie i na deskorolce, Karolina czyta książkę, Karolina odkłada książkę, Karolina zmęczona i Karolina radosna, setna strona – Karolina, sto pięćdziesiąt – Karolina, dwieście – Karolina! Karolina zdejmuje suknię, Karolina jest naga, niechże się piękna Karolina weźmie za tego bladego narratora, niech zgwałci go, raz i dwa, i pięć razy, niech nie ma litości dla piejącego zachwyty admiratora. Ach, Karolina…
Może kiedyś byłem na Vargę bardziej odporny. Teraz ta barokowa wielkość nieco mnie drażni. Można się zachwycać piękną polszczyzna, ale bez przesady. Autor opisuje tytułową Karolinę we wszelkich nieziemskich odmianach. Karolina pali papierosa, dym się snuje jak skrzydła kaczuszki, Karolina gasi papierosa, popielniczka jest czarna jak niezręczna śmierć. Karolina w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna patrzeć na tą książkę jako twór w którym nic się nie dzieje, a główny bohater narrator snuje Bóg wie jakie historie zamiast spotkać się z obiektem swoim westchnień. A można patrzeć na to jak na cudowne momentami wręcz budowanie pomnika kobiecości, ulotności oraz budowanie klimatu, który mi wręcz kojarzył się z Murakamim przez niewyobrażalne origami zdań, które tworzyły tak zaskakujący obraz, że w każdej chwili można było oczekiwać, że to na co patrzymy jest zupełnie czymś innym. Wnikliwość, suspens, wrażliwość, emocjonalność. Przeczytałem w jeden wieczór. Polubiłem Karolinę. Chętnie bym ją poznał wraz z narratorem, a z nim wybrał się na lody.
Można patrzeć na tą książkę jako twór w którym nic się nie dzieje, a główny bohater narrator snuje Bóg wie jakie historie zamiast spotkać się z obiektem swoim westchnień. A można patrzeć na to jak na cudowne momentami wręcz budowanie pomnika kobiecości, ulotności oraz budowanie klimatu, który mi wręcz kojarzył się z Murakamim przez niewyobrażalne origami zdań, które...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTej książki się nie czyta- przez tę książkę się przepływa. Popełniłam błąd czytając ją w pracy między klientami i w tramwajach między przystankami, zamiast poświęcić jej dwa czy trzy spokojne popołudnia przy herbacie i fajce. Wiele się traci, gdy lekturze brak płynności.
Krzysztof Varga pisze specyficznie- ja takie konstrukcje lubię, więc polecam
Tej książki się nie czyta- przez tę książkę się przepływa. Popełniłam błąd czytając ją w pracy między klientami i w tramwajach między przystankami, zamiast poświęcić jej dwa czy trzy spokojne popołudnia przy herbacie i fajce. Wiele się traci, gdy lekturze brak płynności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrzysztof Varga pisze specyficznie- ja takie konstrukcje lubię, więc polecam
Doszłam do 70 strony książki, czyli jakoś 1/3 całości książki, i powiem szczerze, większego gniota nie czytałam w życiu!!!!! Całość to karykaturalne wynurzenie bohatera na temat dziewczyny co ona mogła a co nie zrobiła, a co zrobiła a mogła zrobić lepiej. Powiem szczerze takiego gniota nie powinno nazywać się książką. Zastrzegam, jest to moja indywidualna opinia i komuś te wynurzenia mogą sprawić przyjemność jeśli lubi się nudzić nad tym czymś.
Doszłam do 70 strony książki, czyli jakoś 1/3 całości książki, i powiem szczerze, większego gniota nie czytałam w życiu!!!!! Całość to karykaturalne wynurzenie bohatera na temat dziewczyny co ona mogła a co nie zrobiła, a co zrobiła a mogła zrobić lepiej. Powiem szczerze takiego gniota nie powinno nazywać się książką. Zastrzegam, jest to moja indywidualna opinia i komuś te...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIrytuje mnie ten język, styl - na domiar złego książka jest przegadana, ciągnie się i rozwleka rozciągając te wymyślne metafory, częściej męczące i wydumane niż trafne, irytuje mnie tytułowa postać, odrealniona, wyidealizowana, bezsensowna, beznadziejna... niektóre sformułowania to prawdziwe hity, wnikliwy opis "badania językiem mleczno-owocowej nietrwałej materii lodów" zasługuje na szczególne wyróżnienie.
Nie mówię, że to zła, koszmarna książka, myślę, że może się podobać, mnie jednak nie przypadła do gustu, a większość fragmentów, w których autor wznosi się na wyżyny swojego pisarstwa, mnie rozbawiła. Im więcej czytam nowej polskiej literatury, tym bardziej pogłębia się moje wrażenie, że autorzy piszą o niczym, byle pisać i mnożyć misterne konstrukcje zdaniowe, wymyślne środki stylistyczne, za wszelką cenę pokazać kunszt - ale gdy temat taki jak jedzenie sto razy rozmrażanych i zamrażanych lodów zostaje przedstawiony jak najbardziej mistyczne przeżycie jakiego można dostąpić, to myślę, że jedyna prawda zawarta w tej powieści jest taka, że powstała w porze morderczych upałów, a Varga cierpiał z powodu udaru.
Irytuje mnie ten język, styl - na domiar złego książka jest przegadana, ciągnie się i rozwleka rozciągając te wymyślne metafory, częściej męczące i wydumane niż trafne, irytuje mnie tytułowa postać, odrealniona, wyidealizowana, bezsensowna, beznadziejna... niektóre sformułowania to prawdziwe hity, wnikliwy opis "badania językiem mleczno-owocowej nietrwałej materii...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam jakiś sentyment do tej książki. Chyba jako jedynej tego autora. Jest nastrojowa, przesiąknięta melancholią i zadziwieniem nad przemijaniem. Niby nic wielkiego, ale kupiłem to.
Mam jakiś sentyment do tej książki. Chyba jako jedynej tego autora. Jest nastrojowa, przesiąknięta melancholią i zadziwieniem nad przemijaniem. Niby nic wielkiego, ale kupiłem to.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakie luźne babranko literackie, w sumie bez ładu i składu trochu.
W każdym razie takie Karoliny są wokół nas i dziś ;)
Takie luźne babranko literackie, w sumie bez ładu i składu trochu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW każdym razie takie Karoliny są wokół nas i dziś ;)
Nieco nużąca, momentami interesująca. Książka w pewnym sensie podróżnicza - o podróży niemożliwej, w poszukiwaniu czegoś wyobrażonego, za czym się tęskni, czego się pragnie i czego się nigdy nie znajdzie. Historia podróży, którą odbywa ktoś zakochany bez wzajemności, odurzony własną wyobraźnią. Żeby się odkochać należy skonfrontować się ze swoimi tęsknotami.
Ciekawa lektura, choć też - za sprawą pewnej powtarzalności - nużąca. Interesująca jest bohaterka - kobieta-dziecko, która jak kot chadza własnymi drogami. Dziwna, nieuchwytna, fascynująca. Jest kompilacją wielu charakterów, wypadkową przeczytanych przez autora książek, odbytych, podróży, poznanych kobiet. Jest muzą, wariatką, femme-fatale w jednym. Tworem pisarza potrzebnym do napisania książki.
Nieco nużąca, momentami interesująca. Książka w pewnym sensie podróżnicza - o podróży niemożliwej, w poszukiwaniu czegoś wyobrażonego, za czym się tęskni, czego się pragnie i czego się nigdy nie znajdzie. Historia podróży, którą odbywa ktoś zakochany bez wzajemności, odurzony własną wyobraźnią. Żeby się odkochać należy skonfrontować się ze swoimi tęsknotami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa...
To chyba jedna z moich ulubionych książek. Właściwie pozbawiona fabuły, dzieje się raczej w sferze domysłów i wyobraźni. Uwielbiam wracać do niej raz po raz, zanurzać się w każdym słowie, zdaniu.
To chyba jedna z moich ulubionych książek. Właściwie pozbawiona fabuły, dzieje się raczej w sferze domysłów i wyobraźni. Uwielbiam wracać do niej raz po raz, zanurzać się w każdym słowie, zdaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to