(1984)
[La porta proibita]
ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*.
„[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98).
„Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.)
Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu.
Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL.
Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii.
Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10).
__________________________
* Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe.
PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota.
** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria).
*** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp.
**** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo.
***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika.
•
Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping.
„Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14).
„[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15).
Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89).
•
Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008).
•
Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u.
Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu.
•
ZAKAZANE WROTA
„Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15).
„Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły.
Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […].
[…]
Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17).
Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32).
•
UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.):
Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?).
Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia).
Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang).
Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej).
Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada.
Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?)
Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206).
Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu).
Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina.
Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent).
Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju…
Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan).
Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984).
Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Między wschodem a zachodem. Przez pogranicza Europy
Pierwsza polska książka dziennikarki, pisana w latach 90 tych,na długo przed Gulagiem.
Wciągająca od pierwszych stron, rzetelna praca dziennikarska. Oj zapomnieliśmy już jak powinien wyglądać reportaż....
Autorka podróżuje po wschodniej ścianie Europy w latach 90 tych tuż po transformacji, próbując zrozumieć jak powstała kultura pogranicza, jak bardzo wymieszane, skłócone ale jednocześnie wspòłprzenikające i tkane jak nici w kolorowych dywanach są historie narodów: Polski Litwy (Niemiec.. dawnych Prus) Rosji, Białorusi,Ukrainy, Rumuni.
Kawał świetnej roboty historycznej i obiektywnej prezentacji wszystkich stron.
A wszystko to na tle szarości, duchoty , beznadziejni i biedy ludzi w latach 90 tych oraz ich tęsknot za "innym światem i amerykańskim życiem znanym z seriali. Doskonała lektura historyczno społeczna, w której możemy przeglądać się jak w lustrze. Ci co zapomnieli, z bólem przypomną sobie tamte lata, ci co urodzili się już w Unii Europejskiej być może zastanowią się kilka razy zanim zapalą się do Polexitu i nacjonalizmu.
Jedna nauka po tej lekturze. Wszyscy Słowianie mamy więcej ze sobą wspólnego niż nam się wydaje i wszyscy jednocześnie ciągle negują swoich sąsiadów chcąc podkreślać wyłącznie swoją jedyną narodową wyjątkowość. Bardzo bardzo... przerażająco aktualne...
Pierwsza polska książka dziennikarki, pisana w latach 90 tych,na długo przed Gulagiem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciągająca od pierwszych stron, rzetelna praca dziennikarska. Oj zapomnieliśmy już jak powinien wyglądać reportaż....
Autorka podróżuje po wschodniej ścianie Europy w latach 90 tych tuż po transformacji, próbując zrozumieć jak powstała kultura pogranicza, jak bardzo wymieszane, skłócone...
Przewodniki się starzeją, reportaże nigdy.
Świetny reportaż podszyty dużą dawką historii o mieszkańcach pogranicza Europy (Środkowej) a Wschodem.
Ukazany wprawdzie bardziej z perspektywy polskiej, ale fantastycznie wybrana skala super mikro w odniesieniu do tła narracji.
Trochę ciekawostek, a przede wszystkim doby język dziennikarski wpłynął na to, że ciężko oderwać się od tej książki.
Dużą wartością jest czas opisywania tego reportażu, kiedy jeszcze nie uformowały się na dobre granice i narody były w stadium wydobywania swoich korzeni na powierzchnię.
Naprawdę warto przeczytać.
Przewodniki się starzeją, reportaże nigdy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietny reportaż podszyty dużą dawką historii o mieszkańcach pogranicza Europy (Środkowej) a Wschodem.
Ukazany wprawdzie bardziej z perspektywy polskiej, ale fantastycznie wybrana skala super mikro w odniesieniu do tła narracji.
Trochę ciekawostek, a przede wszystkim doby język dziennikarski wpłynął na to, że ciężko oderwać się od...
Bardzo dobrze się czyta. Dużo zebranych dobrych informacji. Kto jest zainteresowany historią kresów wschodnich Polski ten będzie zadowolony.
Bardzo dobrze się czyta. Dużo zebranych dobrych informacji. Kto jest zainteresowany historią kresów wschodnich Polski ten będzie zadowolony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo „stasiukowa” opowieść o Wschodzie.
Bardzo „stasiukowa” opowieść o Wschodzie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKresy - co to właściwie znaczy? Bezkresny teren między Bałtykiem a Morzem Czarnym, gdzie hulała historia wpływów polskich, rosyjskich, niemieckich, ukraińskich, tatarskich, białoruskich, litewskich, a także gdzieniegdzie słowackich, węgierskich, rumuńskich. To podróż-rozmowa, perspektywa zwykłych ludzi o różnych korzeniach, poglądach przefiltrowana przez ogląd autorki.
Kresy - co to właściwie znaczy? Bezkresny teren między Bałtykiem a Morzem Czarnym, gdzie hulała historia wpływów polskich, rosyjskich, niemieckich, ukraińskich, tatarskich, białoruskich, litewskich, a także gdzieniegdzie słowackich, węgierskich, rumuńskich. To podróż-rozmowa, perspektywa zwykłych ludzi o różnych korzeniach, poglądach przefiltrowana przez ogląd autorki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCeniłem już wcześniej umiejętności pisarskie pani Applebaum, ale po tej książce podziwiam ją dodatkowo za odwagę! W kilka miesięcy po rozpadzie ZSRR młoda kobieta wybiera się w samotną podróż po "dzikim wschodzie" po-radzieckich republik. Podróżując podejrzanymi łodziami z przemytnikami, rozklekotanymi autobusami, autostopem czy nawet na pace ciężarówki odnajduje w Obwodzie Kaliningradzkim, na Litwie, Białorusi i Ukrainie ludzi, którzy pomagają jej zbudować obraz przedwojennych kresów.
Dzięki rozmowom z przedstawicielami różnych narodowści powstało wspaniałe, wielostronne spojrzenie na aspekty kulrurowe i historyczne, które szkoła zawsze pokazywała i pokazuje tylko przez wąski pryzmat polskości. Przeciętny Polak nie ma niestety zielonego pojęcia, jak złożoną i drażliwą kwestią jest np. narodowość Adama Mickiewicza, czy choćby historia Wilna i unii polsko-litewskiej.
W końcowej części, poświeconej Ukrainie, książka skręca bardziej w kierunku tematu ówczesnych problemów transformacji tych wielonarodowościowych ziem byłego ZSRR. Zaniedbane miasta z wymazaną historią, intelektualnie wyprani ludzie i nierzadko agresywnie nacjonalistyczne postawy tworzą niestety pesymistyczny obraz, ale pozwala on dostrzec pożywkę dla wojny, którą Rosja wywoła ćwierć wieku później.
Ceniłem już wcześniej umiejętności pisarskie pani Applebaum, ale po tej książce podziwiam ją dodatkowo za odwagę! W kilka miesięcy po rozpadzie ZSRR młoda kobieta wybiera się w samotną podróż po "dzikim wschodzie" po-radzieckich republik. Podróżując podejrzanymi łodziami z przemytnikami, rozklekotanymi autobusami, autostopem czy nawet na pace ciężarówki odnajduje w Obwodzie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedmiotem tej książki są dawniejsze kresy, gdzie przez stulecia ścierały się między sobą żywioły polski, niemiecki, ukraiński, rosyjski, białoruski, litewski, słowacki, madziarski, ziemie zanurzone w niełatwej, poplątanej historii, przez którą można próbować pojąć złożoną, niekiedy jeszcze trudniejszą teraźniejszość. Autorka podróżuje do niezwykłych miejsc i niezwykłych ludzi i próbuje opowiedzieć o spotkaniach w sugestywny, wzruszający sposób.
Anne Applebaum nie jest skażona naszymi stereotypami, ani trudnymi doświadczeniami, nie dźwiga ani poczucia winy, ani pogardy, a to chyba uczucia dominujące w relacjach między mieszkańcami kresów i ościennych imperiów. Jest w niej za to mnóstwo zdumienia i niedowierzania.
Podróż zaczyna się w Gdańsku, na trapie stateczku płynącego do Kaliningradu, a kończy się w ukraińskiej Odessie. Historyczka dociera dociera jednak również do przestrzeni symbolicznej: dawnych Prus Wschodnich, Wilna, Ejszyszek, Nowogródka, Mińska, Brześcia, Lwowa, Drohobycza, ukraińskich (dzisiaj) Karpat, Czerniowców, Kamieńca Podolskiego i Kiszyniowa. I na tej przedziwnej rzeczywisto-symbolicznej trasie wszystko jest niezwykłe i zaskakując. Interesująca jest ta anglosaska perspektywa
Przedmiotem tej książki są dawniejsze kresy, gdzie przez stulecia ścierały się między sobą żywioły polski, niemiecki, ukraiński, rosyjski, białoruski, litewski, słowacki, madziarski, ziemie zanurzone w niełatwej, poplątanej historii, przez którą można próbować pojąć złożoną, niekiedy jeszcze trudniejszą teraźniejszość. Autorka podróżuje do niezwykłych miejsc i niezwykłych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFelietony i krótkie reportaże z przejazdu autorki przez kraje "postsowieckie" - szukanie śladów dawnych narodów, języków na pograniczu Rosji i Polski
Felietony i krótkie reportaże z przejazdu autorki przez kraje "postsowieckie" - szukanie śladów dawnych narodów, języków na pograniczu Rosji i Polski
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo cenię książki, które obnażają puste wartości i chory sposób myślenia, zwłaszcza wszelkie kwestie roszczeniowe. Książka wyraźnie pokazuje, że ludzie, którzy mają pretensje do miast, krain, wszelkich obszarów tak na prawdę wykrzykują, że nie potrafią żyć w zgodzie z innymi rasami, narodami, osobami mówiącymi innym językiem, mającym inne pochodzenie. Książka znakomicie to obrazuje, a autorka mimo wszystko - co świadczy o wysokiej kulturze - nie wyśmiewa tych żałosnych postaw, a jedynie je prezentuje. Znakomicie zredagowany problem. Książka winna być lekturą obowiązkową każdego człowieka!
Bardzo cenię książki, które obnażają puste wartości i chory sposób myślenia, zwłaszcza wszelkie kwestie roszczeniowe. Książka wyraźnie pokazuje, że ludzie, którzy mają pretensje do miast, krain, wszelkich obszarów tak na prawdę wykrzykują, że nie potrafią żyć w zgodzie z innymi rasami, narodami, osobami mówiącymi innym językiem, mającym inne pochodzenie. Książka znakomicie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem długo, bo smakowałem tę książkę. Odkładałem, wracałem do wybranych miejsc, odczytywałem ja na nowo. Nie dziwię się, że to książka nagradzana. Po prostu świetna. Anne Applebaum cudownie splata opisy swoich wojaży i spotkań zwykłych ludzi na dawnych wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej z doskonale wyłożoną historią tamtych terenów. Historią prawdziwą, przemyślaną, oświetnie wyłożoną w sposób barwny i wciągający. Historią niezwykłą, pełną nieoczekiwanych zwrotów i rozwiązań. Ten umiejętny splot współczesności, czasem bardzo ubogiej i prostej, z przebogatą, wręcz egzotyczną przeszłością tamtych terenów Rzeczypospolitej, pełną współistniejących kultur, języków, obyczajów, przyniósł fantastyczne efekty. I przy tym wszystkim świetne pióro i język autorki.
Czytałem długo, bo smakowałem tę książkę. Odkładałem, wracałem do wybranych miejsc, odczytywałem ja na nowo. Nie dziwię się, że to książka nagradzana. Po prostu świetna. Anne Applebaum cudownie splata opisy swoich wojaży i spotkań zwykłych ludzi na dawnych wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej z doskonale wyłożoną historią tamtych terenów. Historią prawdziwą, przemyślaną,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to