Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej

Okładka książki Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej autora Bronisław Kowacz, Jan Kurdwanowski, Wiktoria Kwiatkowska, Cyryl Priebe, Michał Sobków, Stanisław Szymański, Zdzisław Żaba, 9788377055816
Okładka książki Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej
Bronisław KowaczJan Kurdwanowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN Seria: Karty Historii powieść historyczna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Karty Historii
Data wydania:
2014-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-14
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377055816
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej



książek na półce przeczytane 1794 napisanych opinii 1030

Oceny książki Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej

Średnia ocen
7,0 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej

avatar
655
313

Na półkach: , , , ,

Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Bardzo ciekawe wspomnienia i relacje przesiedlanych mieszkańców. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem. Warto.

Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Bardzo ciekawe wspomnienia i relacje przesiedlanych mieszkańców. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem. Warto.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
340
136

Na półkach:

Mama z Kresów, ojciec z Kresów, teściowa z Kresów, sąsiedzi z Kresów - to jak miałoby mi się nie podobać? ;-)
Dobra, ważna, potrzebna pozycja - choć niezbyt obszerna (a szkoda!).
PS.
Tylko teść z Poznańskiego - no cóż, nikt nie jest idealny...

Mama z Kresów, ojciec z Kresów, teściowa z Kresów, sąsiedzi z Kresów - to jak miałoby mi się nie podobać? ;-)
Dobra, ważna, potrzebna pozycja - choć niezbyt obszerna (a szkoda!).
PS.
Tylko teść z Poznańskiego - no cóż, nikt nie jest idealny...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1924
1923

Na półkach:

Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy "znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku", jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu "Od Karty". Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju.
Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja.
Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc),miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście),stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, ile przerażona totalnym bezprawiem, w którym "niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego". Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. "To bogactwo, którego można było brać, ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. […] Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr…" – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy.
Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam.
Poza emocjami ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – "straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia". Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci.
I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie.
Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość, ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy,
a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”, to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi, a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże. Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Jdnak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I, mimo że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – "Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła". Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – "Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu".
Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich?
naostrzuksiazki.pl

Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

224 użytkowników ma tytuł Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej na półkach głównych
  • 130
  • 91
  • 3
40 użytkowników ma tytuł Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej na półkach dodatkowych
  • 19
  • 9
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Brudne serca. Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i Ubeków Anna Karolina Kłys
Brudne serca. Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i Ubeków
Anna Karolina Kłys
Książka porusza delikatne i kontrowersyjne sprawy z naszej historii najnowszej. Potwierdzeniem tego są ekstremalnie skrajne opinie czytelników. Autorka próbuje powiedzieć, że współcześni ludzie z niezwykłą łatwością dokonują ocen i ferują wyroki wobec innych. Tym łatwiej, im mniej ich dzisiejsze, bezpieczne i syte życie przypomina wojenne i powojenne czasy strachu, głodu, bólu i terroru. Nie mamy bladego pojęcia o tych czasach, ale nie przeszkadza nam wytykać palcem kto zasługuje na pomnik a kto na wieczne potępienie. Udaje się jej to do momentu, gdy temat dotyka jej własnego ojca. Wtedy cała argumentacja idzie się paść, a ona sama z oburzeniem przyznaje, że nie rozumie ojcowych wyborów. Jak gdyby po tym wszystkim co wcześniej napisała, nie potrafiła pojąć, że niemal każdy z nas i naszych przodków ma na swoim koncie czyny lub słowa, z których nie jest dumny i że czasem są to drobne wpadki a czasem duże, okrutne a nawet haniebne. Dziwi się Autorka, jak żołnierz, Polak, mógł składać przysięgę na wierność Związkowi Radzieckiemu. Za chwilę sama przyznaje, że wtedy ludzie po prostu chcieli żyć. Czasami chodziło o zwyczajne czy lepsze życie, a czasami o życie w ogóle. Ot i cała tajemnica. Ale my, współcześni nie mamy możliwości aby to pojąć. Nie z wygodnego fotela, po smacznej kolacji, w cieple i z drinkiem w ręce. No way.
Kramer - awatar Kramer
ocenił na77 lat temu
Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania Olga Bergholc
Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania
Olga Bergholc Lidia Ginzburg Jelena Koczyna
Z reguły nie oceniam dzienników. Wychodzę z założenia, że cudze przeżycia nie powinny podlegać ocenie. Jednak w tym przypadku robię wyjątek, bo zapiski kobiet z oblężonego Leningradu to studium przedstawiające niewyobrażalne cierpienie, odczłowieczający głód oraz poruszający obraz tragizmu ludzkiej jednostki, której los stanowi igraszkę w rękach osób wyznaczających bieg historii. Książka zawiera relacje trzech kobiet - pierwsza z nich jest najbardziej poruszająca. Na pierwszy plan w zapiskach Jeleny Koczyny wysuwa się niewyobrażalny głód. Głód, który powoduje, że ojciec nie jest w stanie się powstrzymać i wyjada zapasy jagieł przeznaczone dla dziecka. Głód, który powoduje, że mężczyzna chce zwabić kota sąsiadki, by go zjeść. Głód, który doprowadza na skraj szaleństwa. Głód tak silny, że zabija w człowieku ludzkie odruchy i uczucia. Kolejne przedstawione wspomnienia spisała poetka Olga Bergholc, która pracowała w leningradzkim radiu, a jej „cichy głos stał się dla mieszkańców Leningradu dźwiękiem nadziei na przetrwanie – «głosem oblężonego miasta»”. Kobieta była osobą uprzywilejowaną społecznie i jej wspomnienia są zgoła inne od zapisków pierwszej bohaterki. W jej dzienniku nie dominuje wątek głodu, lecz rozterek miłosnych, niepokoi wewnętrznych, rozważań o represjach ze strony rządzących oraz tworzonej przez Olgę poezji. W ostatniej relacji nie pierwszy plan nie wybijają się indywidualne przeżycia Autorki, lecz zapis przeżyć modelowego, przykładowego człowieka, który żył w trakcie blokady w Leningradzie. Lidia Ginzburg przestawia, jak wyglądał jego typowy dzień i z czym mierzył się codziennie „człowiek oblężony”. Warto zapoznać się ze wspomnieniami kobiet, które przeżyły jedząc 125 gramów chleba dziennie, a podczas wyjątkowo srogiej zimy przebywały w mieszkaniach bez prądu i wody i patrzyły bezsilnie na cierpienia najbliższych. Warto - chociażby po to, by docenić naszą codzienność.
Marta - awatar Marta
oceniła na104 miesiące temu
Źli Niemcy Bartosz T. Wieliński
Źli Niemcy
Bartosz T. Wieliński
Do kupna tej książki skusiła mnie znajdująca się na okładce rekomendacja Władysława Bartoszewskiego, którego bardzo cenię. Jest tam napisane: "Pasjonująca lektura o kondycji naszych sąsiadów Niemców w XX wieku ,(...)a przede wszystkim o niepojętej wręcz drodze, jaką wybrało (...) wielu z nich(...) " . Fritz Haber - profesor chemii żydowskiego pochodzenia, laureat Nagrody Nobla. Wynalazł proces syntezy amoniaku, jakże ważny przy produkcji nawozów sztucznych, co pozwoliło uratować świąt przed głodem. Ale jest przede wszystkim zbrodniarzem, wynalazcą gazu bojowego - chloru, za pomocą którego, na jego rozkaz już w 1915 roku pod Ypres jednocześnie uśmiercono 10 tysięcy osób. Wynalazł również cyjanowodór, czyli Cyklon B, którym zabijano tysiące ludzi m.in. w Auschwitz. Johann Reichhart - kat, który podczas swojej "kariery" wykonał 3165 egzekucji, pracę kata zaczął w 1924r. na zlecenie niemieckiego ministerstwa sprawiedliwości, podczas II wojny światowej ma zlecenie nazistów. To on za pomocą gilotyny wykonał wyrok śmierci na rodzeństwie Scholl, współzałożycielami antynazistowskiej Białej Róży. Karierę kata zakończył w służbie amerykańskiej, dokonując egzekucji na nazistach w procesach norymberskich. Znajdują się tu również m.in. historie: ostatniego cesarza Wilhelma II; zbrodniarza Amona Gőtha- komendanta obozu koncentracyjnego w Płaszowie; antropolożki rasowej Evy Justin; wybitnego dyrygenta Herberta von Karajana (członka NSDAP); feldmarszałka Friedricha Paulusa (dowódcy armii niemieckiej pod Stalingradem); Wernhera von Brauna (członka SS) współtwórcy niszczycielskiego pocisku V-2, a po wojnie czołowego twórcy programów kosmicznych USA; Nie wymieniam wszystkich, bo mam nadzieję, że rozbudziłam Państwa ciekawość i sięgnięcie sami po tę książkę.
Aneta_Broniewska_ Nieprofesjonalnie_o_książkach - awatar Aneta_Broniewska_ Nieprofesjonalnie_o_książkach
ocenił na66 lat temu
Polscy terroryści Wojciech Lada
Polscy terroryści
Wojciech Lada
Historia ruchu robotniczego początku XX wieku na ziemiach polskich kojarzy mi się z nudnymi opisami powstających partii, ich rozłamami i przywódcami. W czasie mojej edukacji temat traktowałam jak zło konieczne i omijałam go konsekwentnie. Książka Wojciecha Lady bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Sposób ujęcia tematu zaintrygował mnie na tyle mocno, że pochłonęłam ponad 650 stron w dwa wieczory. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak prężnie działały Oddziały Bojowe PPS-u, że skala ich aktywności była tak znaczna i że na ich funkcjonowanie mieli znaczący wpływ ludzie, którzy rządzili Polską po 1918 roku. Czy byli kiedyś terrorystami? Nie do wiary, a jednak .... działalność, którą wówczas kreowali i nadzorowali, według dzisiejszych standardów, tak można by nazwać. Autor nie rozwodzi się nad doktrynami partyjnymi, skupia się na przedstawieniu walki z caratem, który był uosobieiem ucisku narodowego , ale też bezpardonowo zwalczał robotników upominających się o godziwą płacę i ludzkie traktowanie. Wojciech Lada opisuje działalność szkoły kształcącej przyszłych zamachowców, produkcję i przemyt broni oraz ładunków wybuchowych, przedstawia przebieg udanego zamachu na cara Mikołaja II, spektakularne akcje wymierzone w carskich notabli, napady na pociągi, dyliżanse pocztowe, sklepy monopolowe itp. Razem z bohaterami tych historii odwiedzamy ich domy, kryjówki na wsi, przeprawiamy się nielegalnie przez Przemszę do Galicji, ukrywamy się w Londynie, uciekamy do USA, poznajemy krętą drogę przemytu zakazanej literatury wiodącą z Londynu przez Szwecję i Finlandię do Rosji. Wszystkie te historie są doskonale udokumentowane. Wojciech Lada nie zapomina też o niebagatelnej roli kobiet w organizacji ich mrówczej pracy i brawurowych zamachach na gubernatora warszawskiego gen. Gieorgija Skałona. Bardzo zainteresowały mnie informacje nt. niezwykle prężie funkcjonującej i rozbudowanej siatki przemytniczej działającej pomiędzy Kongresówką i Galicją. W tekście pojawia się nawet nazwa miejscowości, która jest obecnie dzielnicą mojego rodzinnego miasta. Przemycano tamtędy ludzi ściganych przez aparat carski, broń, amunicję i ulotki. Przemytnicy przekupywali rosyjską straż graniczną, a austriaccy pogranicznicy przymykali oko na ten proceder. Polecam wszystkim tę książkę, jeśli interesujecie się historią, będzie to dla was fascynująca lektura. Tym bardziej, że autor wie o czym pisze, książka zaopatrzona jest w zdjęcia archiwalne, obszerną bibliografię i indeks osób.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na101 rok temu
Teraz '44. Historie Michał Wójcik
Teraz '44. Historie
Michał Wójcik Marcin Dziedzic
W albumie Teraz ’44: Historie zaintrygował mnie pomysł zmontowania zdjęć z powstania Warszawskiego z tymi z teraźniejszości, tak żeby się przenikały. Z wywiadu z autorem wiem już, że powstały już inne tego typu kolaże i sam pomysł nie jest oryginalny. Ale projektu, żeby to właśnie Powstańców Warszawskich umieścić we współczesnych miejscach, nikt inny jeszcze nie podjął. To jakby autor ożywił ich duchy i przetransportował do teraz. Robi to niesamowite wrażenie. Mówi się czasami, że jedno zdjęcie zamiast tysiąca słów. I trochę tak jest z tymi fotomontażami. Można czytać wiele historii o powstaniu, ale jest coś niezwykle obrazowego i dojmującego w zestawieniu bezpiecznej i spokojnej Polski dzisiaj, gdzie ludzie chodzą nieświadomi tego, że osiemdziesiąt lat temu (post z 2024) obok nich działy się dantejskie sceny. Ludzie umierali dziesiątkami… 📸 Zdjęcia i teksty Fotomontaże są przemieszane z historiami z różnych książek z przeróżnymi wspomnieniami i wywiadów. Niektóre są szokujące, jak ta historia z kobietą, która w dziewiątym miesiącu ciąży niewiarygodnym łutem szczęścia przeżyła rozstrzelanie. Człowiek czyta coś takiego i zaraz widzi na zdjęciu bezpośrednie okolice tych wydarzeń i to w dzisiejszym wyglądzie. Trudno opisać, co takie zestawienie robi w głowie. Same zdjęcia są bardzo ciekawe i nieźle zrobione, acz mój perfekcjonizm gdzieniegdzie krzywił oko na nieidealne proporcje czy inne drobne niedopięcia. Nie chcę pisać błędy, czy niedociągnięcia, bo zdanie autor miał mega utrudnione. Chciał zrobić zdjęcia współczesne z dokładnie takich kątów i w świetle, w jakich zostały wykonane w 1944. Natomiast większość z tych miejsc już zwyczajnie nie istnieje, bądź jest przebudowana, więc łatwo nie miał. Całość włożonego wysiłku robi robotę i zdjęcia są super interesujące. Nawet, jeśli forma ich druku mi osobiście mocno przeszkadzała w odbiorze. Zdjęcia wydrukowano na dwóch stronach, przepołowione w środku formatem książki. Bardzo nie lubię takiej prezentacji. No ale cóż, zawsze można je obejrzeć w pełnej krasie na stronie internetowej http://teraz44.pl/. 📸 Niezwykłe wrażenie To, że te zdjęcia uzupełniają zebrane przez Michała Wójcika historie, to dodatkowa wartość tej książki. Można uzbierać bardzo ciekawą bibliografię wspomnień powstańców z podanych na końcu tych tekstów źródeł. W ogóle autorzy postarali się o dopracowanie szczegółów. Pokazują także oryginały zdjęć użytych do fotomontaży wraz z opisami, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach zostały zrobione. Teraz ‘44: Historie robią coś w głowie, że w takim połączeniu znacznie bardziej obrazują i uwierzytelniają Powstanie Warszawskie. Wspomnienia uczestników są straszne i przejmujące, ale to właśnie patrząc na zdjęcia głowa przekonuje się, że tak to wyglądało, to się wydarzyło naprawdę. Gdyby mnie ktoś zapytał, jakie książki o powstaniu polecam, to obok Białoszewskiego i jego Pamiętnika…, będzie właśnie ta.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 rok temu
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika Michał Wójcik
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika
Michał Wójcik Emil Marat Stanisław Likiernik
W wielu muzeach, na przykład w Muzeum Powstania Warszawskiego, jest archiwum tzw. historii mówionej. Wywiady z powstańcami, z uczestnikami walk, z żywymi świadkami historii, która działa się na ich oczach. To najbardziej autentyczne świadectwo tego, jak przebiegały wydarzenia, o których uczymy się w podręcznikach. Relacje są, rzecz jasna, subiektywne, bo przecież nie każdy znał kulisy wydarzeń, nie zawsze autentyczny świadek znał prawdę z odmiennego punktu widzenia. Nie zawsze widział to, co działo się 100 metrów dalej lub za rogiem, nie zawsze wiedział, kto wydał rozkaz, kto zginął, a kto przeżył. Mimo to relacje te to bezcenny materiał dla historyków zajmujących się analizą tych wydarzeń. Wywiad Marata i Wójcika ze Stanisławem Likiernikiem z oczywistych względów można zaliczyć do tego rodzaju relacji. Likiernik to bohater AK, wieloletni żołnierz KEDYWu, uczestnik niezliczonych akcji sabotażowych, uczestnik powstania warszawskiego od początku do końca, świadek wielu wydarzeń znanych z kart opracowań historycznych. A przy tym przeżył, żył jeszcze długo, miał świetną pamięć, opowiadał ze swadą i bogactwem szczegółów. Przy tym poznał Emila Marata i Michała Wójcika i wygląda na to, że nie miał żadnych oporów przed odpowiadaniem na ich często bardzo dociekliwe pytania. Jeśli czegoś nie wiedział lub nie pamiętał, to mówił to bez ogródek. Jeśli o czymś nie chciał mówić, to oświadczał, że nie powie. A w życiu Likiernika było wiele elementów, które u niektórych budzą kontrowersje. Stanisław Likiernik pochodził z rodziny o żydowskich korzeniach, całkowicie zasymilowanej. Do tego stopnia, że jego ojciec był zawodowym żołnierzem, kawalerzystą, oficerem w II Oddziale Sztabu Generalnego, zresztą znakomitym gawędziarzem. Bardzo nietypowa biografia. Sam Stanisław Likiernik należał do harcerstwa. Toteż zdecydowanie odmówił rozmowy o swoim pochodzeniu, o tym, czy spotkał się z przejawami antysemityzmu itp. Jego kuzynem był Roman Mularczyk (Roman Bratny),pisarz, autor niezwykle popularnej powieści „Kolumbowie. Rocznik 20”, w której – opisał wiele faktów z życia kuzyna. A przy tym człowiek, który po wojnie opowiedział się po stronie władzy ludowej i z tego powodu odsądzany był od czci i wiary przez wielu prawdziwych Polaków. Którzy jednak powieść czytali, serial oglądali i używali określenia „pokolenie Kolumbów”, które weszło do języka potocznego. Ot, paradoks. Likiernik stanowczo odmawiał zgody na nazywanie go bohaterem. Przeciwnie, nie znosił bohaterszczyzny, wielkich słów, patosu i zadęcia. Swoje brawurowe akcje, wyrok na banschutzu o pseudonimie Panienka, zdobycie magazynów SS na Stawkach i wiele innych, określał na ogół jako zwykłą sprawę, a czasami jako skrajną głupotę, która tylko przypadkowo skończyła się szczęśliwie. Powstanie warszawskie spędził przez czas dłuższy w szpitalu, kilka razy dotkliwie ranny. Był świadkiem likwidacji szpitali, wybuchu czołgu-pułapki na Starówce przy ul. Kilińskiego, ewakuacji powstańców ze Starówki do Śródmieścia przez Ogród Saski, walk na Czerniakowie…. Jego życiorysu starczyłoby na kilka żyć. A jednocześnie odnosił się bardzo krytycznie do samego powstania, do głupoty i tromtadracji dowództwa, do bezmyślnego szafowania życiem uczestników walk. Brawura Okulickiego, chwiejność Bora-Komorowskiego, narwani i brak kompetencji Chruściela-„Montera” oburzały go do głębi. W powstaniu stracił większość przyjaciół, bardzo dzielnych ludzi, widział straszliwe skutki poniesione przez ludność cywilną. Uważał powstanie za skrajna głupotę, masakrę powstańców, największą klęskę narodową. Podobną ocenę powstania i jego dowódców podzielało wielu innych, z samym generałem Andersem na czele. Jednak na Likiernika spadła za to zmasowana krytyka. Mimo że jako bezpośrednio zainteresowany miał największe prawo do wypowiadania swoich opinii. Jak nikt. Wielu powstańców do końca życia uważało swój udział w walkach za najważniejsze wydarzenie życiowe. Mój ojciec, żołnierz batalionu Gustaw, również. Do końca zycia chodził na spotkania kombatantów, na cmentarz, spotykał się z kolegami i wspominali, wspominali. Ale takich chłopców i dziewczyny Likiernik rozumiał bardzo dobrze: całą okupację szykowali się do walki, chcieli bić Niemca nie patrząc na koszty. Sam bohater jednak brał udział w walce przez poprzednie kilka lat i nie była mu potrzebna taka porcja adrenaliny; tym bardziej mógł na chłodno ocenić sens powstańczego zrywu. I stawiał na zdrowy rozsądek, którego tu zabrakło. Dobrze, że przeżył. Dobrze, że nie zachował swoich wspomnień tylko dla siebie. Jeśli chcecie poznać historię z relacji uczestnika wydarzeń, wywiad z Likiernikiem jest dla Was nieoceniony. Polecam z całego serca!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na108 miesięcy temu
Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej Mira Jakowienko
Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej
Mira Jakowienko
Reporterska rekonstrukcja życia kobiety stojącej tuż obok władzy i terroru zapewniającego jej istnienie. Bohaterka to żona prominentnego oficera NKWD. Perspektywa spojrzenia z wnętrza domu, przez pryzmat prywatnego życia, czyni ten reportaż niepokojącym. Opowieść można podzielić na cztery części: przedrewolucyjna sielanka na południu Rosji, lata 20., życie u boku pierwszego męża. Nie kształci się, nie pracuje. Żyje życiem towarzyskim i strojami. Część trzecia to Mironow - miłość jej życia - czekista, wraz z którym przenosi się do Moskwy, później do Mongolii, w której jest on jednym z sowieckich namiestników i rok 1937 kończący idyllę. Ostatnia odsłona to lata 40. - kazachski łagier. Paradoks historii - żona oprawcy trafia do wnętrza systemu, choć z powodów dość błahych. Po śmierci Stalina uwolniona i zrehabilitowana resztę życia spędza na wspomnieniach o dawnym szczęściu. “Czerwona księżniczka” korzysta z przywilejów i żyje niczym carska arystokracja: jedzenie stroje, wczasy, zdaje się nie zauważać głodu, strachu. Mironow (nazywający się “psem Stalina”) przypomina opryczników z czasów Iwana Groźnego - narzędzie terroru służące umacnianiu absolutnej władzy i obdarzone wyjątkowymi przywilejami. Gotowy wykonać każdy rozkaz, włącznie z aresztowaniem żony. Mimo tego w jej opowieści cały czas pobrzmiewa mechanizm wyparcia. Nawet po XX zjeździe nie potrafi przyjąć, że jej ukochany mógł być katem. Najmocniej wybrzmiewają opisy przemocy, głodu, rzucone mimochodem, pomiędzy opisami dostatku, podróży, poczucia wyjątkowości. To studium moralności pokazuje jak niewiele potrzeba, by ze zwykłego człowieka uczynić beneficjenta maszyny terroru. Totalitaryzm nie kończy się na murach więzienia. Organizuje życie, wynagradza lojalność, tłumi nagrodą wszelkie wątpliwości.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na81 miesiąc temu
Wypędzone. Historie Niemek ze Śląska, z Pomorza i Prus Wschodnich. Trzy szczere świadectwa kobiet bezbronnych wobec zwycięzców Helene Plüschke
Wypędzone. Historie Niemek ze Śląska, z Pomorza i Prus Wschodnich. Trzy szczere świadectwa kobiet bezbronnych wobec zwycięzców
Helene Plüschke Ursula Pless-Damm Esther von Schwerin
,, Wypędzone'' to historia trzech niemieckich kobiet, które po I I Wojnie światowej musiały pożegnać swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania ,porzucić domy i gospodarstwa i wrócić do Niemiec. Mam mieszane odczucia w stosunku do tej książki. Niemcy to wrogowie, ale w przypadku tych trzech kobiet czuję współczucie. Przede wszystkim padły ofiarą gwałtu dokonanego przez sowieckich żołnierzy. Taki los nie powinien spotkać żadnej kobiety, to draństwo i wykorzystywanie pozycji strony wygranej. Co do konieczności noszenia opaski z literą N i pracy przymusowej też mi się to nie podoba, ale gdzieś głęboko tkwi jednak myśl, że przecież Niemcy robili to samo Żydom i nam Polakom. Moja babcia też musiała harować za miskę pomyj w niemieckiej fabryce amunicji . Z drugiej strony ludność cywilna nie powinna płacić takiej ceny za wojnę. Jedna z kobiet wygnanych z Ziem Odzyskanych przyjęła postawę zrozumienia wobec wrogo nastawionych Polaków, w swoich pamiętnikach napisała, że nie dziwi jej reakcja Polaków, którym okupanci wyrządzili tyle złego . W każdej z tych trzech relacji dominuje strach przed żołnierzami Armii Czerwonej, nic dziwnego to dzicz i prostactwo , natomiast ciepłe słowa kierowane są w stronę niektórych Polaków pomagających Niemkom. Myślę że warto przeczytać tą książkę, choćby dlatego żeby zobaczyć wojnę z perspektywy naszych okupantów. Polecam.
YAGAES - awatar YAGAES
ocenił na79 miesięcy temu
Korespondenci.pl Dorota Kowalska
Korespondenci.pl
Dorota Kowalska Wojciech Rogacin
(2014) Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z  wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc. Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007),można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku. Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste. Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone). Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne. Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***. Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu. Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****. „[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382). Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10. ________________ * Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu. ** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne. *** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego. **** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny. • BOHATEROWIE (in order of appearance): Jacek Czarnecki (1963) [wywiad] Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż] Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad] Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)] Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny] Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem] Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004] Miłada Jędrysik (19??) [wywiad] Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż] Piotr Górecki (19??) [wywiad] Wojciech Jagielski (1960) [reportaż] O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje. ________________ * Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022] https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8 • UWAGI (wyd. I z 2014): Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania: „Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76). Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013),a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza. „Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79). Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle. „A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89). Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów. „Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98). Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi. Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące. Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151),można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?). Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna),a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową),albo „do Hotelu MDM”. Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację. Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90. UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?). • Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych): DZIAŁ ZAGRANICZNY: https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY: https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO KANAŁ OSW NA YT: https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos PODRÓŻ BEZ PASZPORTU: https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA: https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk PO PROSTU WSCHÓD: https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7 Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na73 lata temu
Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista Dariusz Rosiak
Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista
Dariusz Rosiak
Reportaż przedstawia czytelnikowi sylwetki trzech osób. W kolejności sugerowanej przez podtytuł są to: Edward Kotowski (agent),Mieczysław Albert Krąpiec (rektor KUL-u, filozof) oraz Janusz Krupski (działacz antykomunistyczny, absolwent w/w uczelni). Elementem łączącym te postaci jest uczelnia, a może nawet katolicyzm. A może tytułowa odmowa. Każdy z bohaterów przecież z czegoś zrezygnował, czegoś mu odmówiono. Agent zapłacił za gorliwość w bronieniu przed zniszczeniem fresków na zamku w Lidzbarku Warmińskim. Janusz Kurski odmówił pójścia z prądem, a dominikanin z biegiem lat zrezygnował ze swoich poglądów, zradykalizował je, zapominając o ideałach tomizmu. Autor stara się pokazać całe spektrum opisywanych mężczyzn. Ich mocne strony, pozytywne działania, lecz również te momenty, które były wątpliwe moralnie. Nawet podczas rozmów z byłym agentem nie daje się zbić z pantałyku. I gdy ten zapewnia, że nigdy w swojej pracy nie posługiwał się szantażem czy przekupstwem, reporter ripostuje, że przecież korzystał z informacji kolegów, którzy nie wahali się używać takich właśnie metod. Sylwetka ojca dominikanina również jest pokazana w pełni. Korzystając z merytorycznych sugestii agenta SB autor analizuje zgromadzone w teczkach osobowych materiały. Usiłuje dociec, czy słusznie ojciec Krąpiec był oskarżany o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Próbuje ustalić na ile świadoma była ta współpraca, zwłaszcza w świetle tego, że duchowieństwo nie musiało podpisywać żadnych zobowiązań. Obie powyższe charakterystyki są przeplatane dziejami Janusz Krupskiego – mało znanej, a jednocześnie ważnej postaci opozycji przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Stał za protestami studenckimi, redagował, drukował i kolportował pisma opozycyjne, a następnie pełnił funkcję prezesa IPN. Książkę należy czytać uważnie. Wiele istotnych kwestii pojawia się na marginesie, jest wrzucane w tekst mimochodem, jako niby nieznaczące uwagi. Teoretycznie jest to biografia trzech osób, a w rzeczywistości studium życia w Polsce komunistycznej i tej po Okrągłym Stole. Przypadł mi do gustu styl pisarza – oszczędny, a jednocześnie idealnie trafiający w punkt. Zwłaszcza zapisy rozmów dają wiele do myślenia. Polecam.
ilo99 - awatar ilo99
ocenił na74 miesiące temu

Cytaty z książki Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej