(2014)
Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc.
Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007),można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku.
Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste.
Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone).
Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne.
Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***.
Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu.
Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****.
„[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382).
Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10.
________________
* Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu.
** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne.
*** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego.
**** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny.
•
BOHATEROWIE (in order of appearance):
Jacek Czarnecki (1963) [wywiad]
Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż]
Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad]
Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)]
Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny]
Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem]
Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004]
Miłada Jędrysik (19??) [wywiad]
Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż]
Piotr Górecki (19??) [wywiad]
Wojciech Jagielski (1960) [reportaż]
O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje.
________________
* Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller
Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022]
https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8
•
UWAGI (wyd. I z 2014):
Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania:
„Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76).
Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013),a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza.
„Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79).
Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle.
„A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89).
Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów.
„Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98).
Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi.
Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące.
Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151),można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?).
Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna),a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową),albo „do Hotelu MDM”.
Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację.
Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90.
UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?).
•
Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych):
DZIAŁ ZAGRANICZNY:
https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs
PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY:
https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO
KANAŁ OSW NA YT:
https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos
PODRÓŻ BEZ PASZPORTU:
https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd
BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA:
https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk
PO PROSTU WSCHÓD:
https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7
Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
OPINIE i DYSKUSJE o książce Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej
Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Bardzo ciekawe wspomnienia i relacje przesiedlanych mieszkańców. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem. Warto.
Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Bardzo ciekawe wspomnienia i relacje przesiedlanych mieszkańców. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem. Warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMama z Kresów, ojciec z Kresów, teściowa z Kresów, sąsiedzi z Kresów - to jak miałoby mi się nie podobać? ;-)
Dobra, ważna, potrzebna pozycja - choć niezbyt obszerna (a szkoda!).
PS.
Tylko teść z Poznańskiego - no cóż, nikt nie jest idealny...
Mama z Kresów, ojciec z Kresów, teściowa z Kresów, sąsiedzi z Kresów - to jak miałoby mi się nie podobać? ;-)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra, ważna, potrzebna pozycja - choć niezbyt obszerna (a szkoda!).
PS.
Tylko teść z Poznańskiego - no cóż, nikt nie jest idealny...
Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy "znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku", jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu "Od Karty". Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju.
Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja.
Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc),miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście),stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, ile przerażona totalnym bezprawiem, w którym "niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego". Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. "To bogactwo, którego można było brać, ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. […] Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr…" – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy.
Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam.
Poza emocjami ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – "straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia". Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci.
I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie.
Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość, ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy,
a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”, to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi, a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże. Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Jdnak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I, mimo że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – "Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła". Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – "Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu".
Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich?
naostrzuksiazki.pl
Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat przemilczany, w książkach do nauki historii pominięty, najbardziej widoczny chyba w filmie "Sami swoi",ale po lekturze tej książeczki widać,że rzeczywistość całkiem różniła się od filmowej wersji.
Tematyka do opracowania,tylko powstaje pytanie,czy ktoś się tym zajmie,zanim wymrą ostatni świadkowie?
Temat przemilczany, w książkach do nauki historii pominięty, najbardziej widoczny chyba w filmie "Sami swoi",ale po lekturze tej książeczki widać,że rzeczywistość całkiem różniła się od filmowej wersji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTematyka do opracowania,tylko powstaje pytanie,czy ktoś się tym zajmie,zanim wymrą ostatni świadkowie?
Spory niedosyt, co do obszerności książki, gdyż wspomnień osadników jest dosłownie kilka.
Spory niedosyt, co do obszerności książki, gdyż wspomnień osadników jest dosłownie kilka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPróba pokazania niezwykłej złożoności sytuacji na Ziemiach Odzyskanych. Zbiór wspomnień osadników, którzy próbują oddać słowami wielowymiarowość historii. Doskonała lektura dla tych, którzy wierzą, że świat nie jest czarno-biały.
Próba pokazania niezwykłej złożoności sytuacji na Ziemiach Odzyskanych. Zbiór wspomnień osadników, którzy próbują oddać słowami wielowymiarowość historii. Doskonała lektura dla tych, którzy wierzą, że świat nie jest czarno-biały.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako osoba mieszkająca na Ziemiach Odzyskanych z przyjemnością czytałam o miejscach, które znam i odwiedzam. Dzięki tej książce spojrzałam inaczej na miasta i ludzi, którzy tu przybyli z odległych zakątków przedwojennej Polski. Temat praktycznie przemilczany w szkołach i nieistniejący w świadomości młodych ludzi, którzy się tu urodzili. Jedynym minusem tej książki jest to ,że jest za krótka.
Jako osoba mieszkająca na Ziemiach Odzyskanych z przyjemnością czytałam o miejscach, które znam i odwiedzam. Dzięki tej książce spojrzałam inaczej na miasta i ludzi, którzy tu przybyli z odległych zakątków przedwojennej Polski. Temat praktycznie przemilczany w szkołach i nieistniejący w świadomości młodych ludzi, którzy się tu urodzili. Jedynym minusem tej książki jest to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyjątkowa pozycja dla tych którzy interesują się tematem przesiedleń po II w. św. Polecam.
Wyjątkowa pozycja dla tych którzy interesują się tematem przesiedleń po II w. św. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka mnie rozczarowała. Winne były jak zwykle oczekiwania. Sądziłam, że znajdę przede wszystkim więcej treści na temat relacji między grupami osadniczymi. Problematyka ta jest wszak bardzo interesująca (przynajmniej dla mnie ;)). Zderzenie kultur, wzorów życia, zwyczajów. Po wtóre spodziewałabym się mocniejszych dowodów na poczynania Armii Czerwonej. W tej książce - poza małymi wyjątkami - tego nie ma. Może nie te książki czytałam, ale grabieże, gwałty i przemoc były na porządku dziennym. Przynajmniej na Pomorzu Zachodnim. Może autorzy wspomnień zebranych w tej książce się z tym nie spotykali. W takim razie można się tylko z tego cieszyć.
Reasumując, pozycja ta może być źródłem wiedzy o czasach przesiedleń na tzw. Ziemie Odzyskane, ale na pewno nie źródłem jedynym.
Książka mnie rozczarowała. Winne były jak zwykle oczekiwania. Sądziłam, że znajdę przede wszystkim więcej treści na temat relacji między grupami osadniczymi. Problematyka ta jest wszak bardzo interesująca (przynajmniej dla mnie ;)). Zderzenie kultur, wzorów życia, zwyczajów. Po wtóre spodziewałabym się mocniejszych dowodów na poczynania Armii Czerwonej. W tej książce - poza...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZasiedlanie Ziem Zachodnich po wojnie to temat b.ciekawy dla mnie osobiście, bo jestem potomkiem osadników. Niewiele jest poważnych książek na ten temat, a wyobraźnię masową kształtuje głównie znakomita komedia `Sami swoi', którą znam na pamięć.
W tej skromnej książeczce dostajemy wybór wspomnień osadników; wyłania się z niej obraz całkiem różny od `Samych swoich'. Przede wszystkim mamy gehennę samych przesiedleń, jazdę miesiącami w bydlęcych wagonach na zachód, stanie tygodniami na stacjach, głód, rabunki.
Mamy też wielką tęsknotę za rodzinnymi stronami i pozostawionymi tam krewnymi. Wspomina Michał Sobków: „Zostawiliśmy na wschodzie dom. Był ulepiony z gliny, pokryty strzechą, z klepiskiem zamiast podłogi, z dwoma izbami przedzielonymi sienią, ale nasz własny, rodzinny. Ten, w którym teraz mieszkamy, jest w porównaniu z nim pałacem, a mimo wszystko dziwnie obcy.”
Powszechne są bestialstwa Armii Radzieckiej, która rabuje, podpala, kradnie, gwałci, pije na umór, jest prawdziwym dopustem bożym przesiedleńców. I jeszcze, bogate, zadbane, niezniszczone przez wojnę miasta (Legnica),które dość szybko stają się łupem szabrowników i żołnierzy sowieckich, po pewnym czasie już takie bogate i zasobne nie są.
Jest wreszcie powojenny bandytyzm: morderstwa, kradzieże, szabry, powszechne zdziczenie obyczajów. Nikt nie jest pewien jutra.
W tym ciemnym obrazie wyróżniają się pozytywne opowieści: Cyryla Priebke który tworzył od podstaw szkołę w Drezdenku, i Stanisława Szymańskiego który uruchomił młyn poniemiecki. Ale bardzo szybko dobre rzeczy się kończą: Priebkego wyganiają towarzysze bo jest niepewny politycznie, a młynarza władza ludowa niszczy domiarami i wypędza z młyna...
Tak, że zamiast komedii mamy obraz raczej smutny, ale daleko bardziej prawdziwy.
Zasiedlanie Ziem Zachodnich po wojnie to temat b.ciekawy dla mnie osobiście, bo jestem potomkiem osadników. Niewiele jest poważnych książek na ten temat, a wyobraźnię masową kształtuje głównie znakomita komedia `Sami swoi', którą znam na pamięć.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tej skromnej książeczce dostajemy wybór wspomnień osadników; wyłania się z niej obraz całkiem różny od `Samych swoich'. Przede...