-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać11 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
„Dziewczyna o wyjątkowych dłoniach” to powieść, która od pierwszych stron sugeruje, że nie będzie to ani klasyczny romans, ani prosta opowieść obyczajowa. Leszek Milewski buduje historię spokojną, momentami wręcz intymną, opartą bardziej na emocjach, obserwacjach i niedopowiedzeniach niż na dynamicznej akcji. To książka, którą się „czyta wolno”, nie dlatego, że jest trudna, ale dlatego, że wymaga uważności.
Centralnym motywem powieści są relacje międzyludzkie oraz niezwykłość ukryta w tym, co z pozoru zwyczajne. Tytułowe „wyjątkowe dłonie” stają się symbolem wrażliwości, delikatności i zdolności dostrzegania tego, czego inni nie zauważają. Autor sprawnie posługuje się metaforą, nadając prostym gestom i codziennym sytuacjom głębsze znaczenie. Dzięki temu historia zyskuje wymiar refleksyjny i emocjonalny, nie popadając przy tym w patos.
Milewski ma wyczucie w budowaniu nastroju. Opisy są oszczędne, ale sugestywne. Czytelnik bez trudu wchodzi w świat bohaterów, ich myśli i przeżyć. Szczególnie dobrze wypada psychologiczne pogłębienie postaci. Nie są one jednowymiarowe, mają swoje wątpliwości, słabości i wewnętrzne konflikty. To sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić, nawet jeśli ich doświadczenia różnią się od naszych własnych.
Na uwagę zasługuje również język powieści. Prosty, klarowny, momentami bardzo poetycki. Autor nie epatuje stylistycznymi fajerwerkami, lecz konsekwentnie buduje spójną narrację, która sprzyja skupieniu i refleksji. Tempo akcji jest raczej spokojne, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych wadą. Osoby szukające gwałtownych zwrotów akcji mogą poczuć niedosyt.
„Dziewczyna o wyjątkowych dłoniach” to książka dla czytelników, którzy cenią literaturę nastrojową, subtelną i emocjonalnie wyważoną. To opowieść o bliskości, uważności i znaczeniu drobnych gestów, które potrafią zmieniać życie. Nie jest to lektura krzykliwa ani spektakularna, ale pozostawia po sobie cichy ślad i skłania do zatrzymania się na chwilę i właśnie w tym tkwi jej największa siła.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Dziewczyna o wyjątkowych dłoniach” to powieść, która od pierwszych stron sugeruje, że nie będzie to ani klasyczny romans, ani prosta opowieść obyczajowa. Leszek Milewski buduje historię spokojną, momentami wręcz intymną, opartą bardziej na emocjach, obserwacjach i niedopowiedzeniach niż na dynamicznej akcji. To książka, którą się „czyta wolno”, nie dlatego, że jest trudna,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Dziewczyna z kalendarza” to najnowsza książka Sebastiana Fitzka, utrzymana w jego charakterystycznym stylu. Szybkie tempo, nieoczywiste relacje między bohaterami, zwroty akcji i poczucie, że każdy szczegół może okazać się ważny. Od pierwszych rozdziałów wciągnąłem się w historię i zanim się obejrzałem, miałem za sobą połowę książki. Ostatecznie przeczytałem ją właściwie „na dwa razy”.
Najmocniejsze w tej powieści są momenty, w których Fitzek potrafi zbudować bardzo intensywne napięcie. Takie sceny, gdzie trudno odłożyć książkę, bo koniecznie chce się wiedzieć, co będzie dalej. Autor świetnie gra niepewnością, mylnymi tropami i uczuciem, że rzeczywistość bohaterów jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje.
Natomiast sam finał okazał się dla mnie mniej satysfakcjonujący. Zakończenie jest krótkie, pozbawione tej emocjonalnej siły, której się spodziewałem po całej budowanej wcześniej atmosferze. Kilka pobocznych wątków zostało zamkniętych w sposób, który nie do końca mnie przekonał. Miałem wrażenie, że Fitzek mógł pójść o krok dalej i pokazać więcej kreatywności, do której nas przyzwyczaił w swoich wcześniejszych książkach.
Podsumowując jest to wciągająca historia, momentami bardzo dobra i typowo „fitzkowa”, choć z finałem, który mógłby być mocniejszy. Ogólnie czuję tu trochę niewykorzystany potencjał. Mimo to lektura była przyjemna i szybka, idealna, jeśli ktoś lubi historie, które trzymają w napięciu, ale nie są przesadnie rozbudowane. Gorąco polecić nie mogę, bo Fitzek ma zdecydowanie lepsze pozycje, ale odradzić też nie mogę, bo przyjemnie spędziłem przy niej czas. Myślę, że warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.
„Dziewczyna z kalendarza” to najnowsza książka Sebastiana Fitzka, utrzymana w jego charakterystycznym stylu. Szybkie tempo, nieoczywiste relacje między bohaterami, zwroty akcji i poczucie, że każdy szczegół może okazać się ważny. Od pierwszych rozdziałów wciągnąłem się w historię i zanim się obejrzałem, miałem za sobą połowę książki. Ostatecznie przeczytałem ją właściwie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
“Przeznaczeni do przypadku” Moniki Żelewy to powieść fantasy, która w ciekawy sposób łączy elementy przygodowe z humorem i grą z dobrze znanymi schematami gatunku. Autorka opowiada historię Alsera, młodego maga, który dziedziczy potężną księgę zdolną kontrolować bieg wydarzeń. Problem w tym, że Alser jest najmniej kompetentnym członkiem swojego rodu i nie bardzo wie, jak z tej mocy korzystać. Ten zabieg odwraca typowy obraz bohatera obdarzonego niezwykłym darem i stawia czytelnika w sytuacji, w której zamiast podziwiać herosa, obserwujemy jego potknięcia, nieporadność, a jednocześnie powolne dojrzewanie do roli, którą narzuca mu los.
Obok Alsera pojawia się barwna galeria postaci, wampir-wyrzutek, elfia księżniczka-uciekinierka oraz zmęczony życiem poszukiwacz przygód. To grupa z pozoru przypadkowa, lecz z czasem okazuje się, że każdy z nich odgrywa ważną rolę w opowieści i ma własny powód, by wziąć udział w misji powstrzymania nadchodzącej katastrofy. Relacje pomiędzy bohaterami są pełne kontrastów i zderzeń charakterów, co nadaje fabule lekkości i sprawia, że czyta się ją z zainteresowaniem.
Na uwagę zasługuje sama koncepcja księgi kontrolującej rzeczywistość. To pomysł, który otwiera wiele możliwości fabularnych i rodzi pytania o przeznaczenie, wolną wolę i odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Żelewa wykorzystuje go nie tylko jako rekwizyt, lecz także jako motor napędzający akcję i budujący napięcie. Dużym atutem jest też humor. Autorka z przymrużeniem oka odwołuje się do znanych motywów fantasy, niekiedy je parodiuje, dzięki czemu książka nie jest zbyt poważna, a jednocześnie nie traci na wartości.
Oczywiście pojawiają się pewne ryzyka. Tak skonstruowany bohater jak Alser może irytować swoją niekompetencją, jeśli nie zostanie odpowiednio rozwinięty, a sam motyw księgi i przeznaczenia to tematy dobrze znane w literaturze fantastycznej, więc łatwo popaść w klisze. Dużo zależy od tego, jak czytelnik odbierze proporcje między humorem, przygodą a głębszym przesłaniem. Ja nie miałem z tym problemu i podczas poznawania historii bawiłem się świetnie.
Całość broni się tempem narracji i różnorodnością postaci. Przeznaczeni do przypadku to powieść, którą czyta się lekko, a jednocześnie można się przy niej zastanowić nad rolą przypadku i przeznaczenia w ludzkim życiu. To dobra propozycja dla miłośników fantastyki, którzy szukają czegoś mniej poważnego niż klasyczne epopeje, a jednocześnie chcą przeżyć przygodę w towarzystwie nietypowych bohaterów. W mojej ocenie to udany debiut warty uwagi.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
“Przeznaczeni do przypadku” Moniki Żelewy to powieść fantasy, która w ciekawy sposób łączy elementy przygodowe z humorem i grą z dobrze znanymi schematami gatunku. Autorka opowiada historię Alsera, młodego maga, który dziedziczy potężną księgę zdolną kontrolować bieg wydarzeń. Problem w tym, że Alser jest najmniej kompetentnym członkiem swojego rodu i nie bardzo wie, jak z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Piotr Tarczyński to facet, który zna Amerykę jak własną kieszeń i to nie tylko tę z filmów, ale tę prawdziwą, pełną paranoi, dziwnych przekonań i nieustannego poszukiwania „prawdy, którą ktoś przed nami ukrywa”. Jego książka „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych” to prawie 550 stron fascynującej podróży przez wszystkie te momenty, kiedy Amerykanie patrzyli na świat i mówili „to niemożliwe, żeby to był przypadek”.
Tarczyński, z wykształcenia historyk i amerykanista, to człowiek, który potrafi opowiadać o rzeczach trudnych bez akademickiego zadęcia. Współprowadzi „Podkast amerykański”, więc ma wprawę w tłumaczeniu z „języka eksperckiego” na “ludzki”. I to się w tej książce bardzo czuje, mimo że temat mógłby spokojnie zamienić się w ciężką cegłę, autor pisze z lekkością, humorem i sporą dawką ironii.
„Oślizgłe macki…” to coś więcej niż tylko katalog spiskowych historii. To także duża część historii Stanów Zjednoczonych. Od XVIII wieku, przez czasy zimnej wojny, aż po QAnon i współczesne internetowe szaleństwa. Tarczyński pokazuje, że teorie spiskowe są w Stanach tak samo naturalne jak baseball czy burger. Bo przecież każda epoka miała swoje „ciemne siły”, od masonów, komunistów, kosmitów, reptilian, do Big Techu i „głębokiego państwa”.
Najciekawsze jest to, że autor nie śmieje się z tych teorii. On raczej je rozkłada na części pierwsze, jak naukowiec, który zamiast śmiać się z potwora, zastanawia się, dlaczego ludzie wierzą, że potwór istnieje. Pokazuje, że za każdą spiskową opowieścią stoi coś lęk, nieufność i potrzeba kontroli. I że w gruncie rzeczy to nie teorie spiskowe są dziwne, tylko świat, który sprawia, że chcemy w nie wierzyć.
Książka jest gęsta od faktów, przypisów i cytatów, ale nie ma w niej nudy. Tarczyński potrafi łączyć precyzję historyka z narracyjnym luzem reportera. Czasem rzuci ironiczną uwagą, czasem pokaże absurd jakiegoś „dowodu” na istnienie spisku i to wystarczy, by czytelnik uśmiechnął się z lekkim niedowierzaniem. Widać, że autor lubi swoje źródła, że lubi grzebać w archiwach i że ma w sobie tę pasję odkrywcy.
Są jednak momenty, w których książka potrafi przytłoczyć. Ilość nazwisk, wydarzeń, cytatów jest ogromna. Trzeba chwilami złapać oddech, bo spiski nakładają się na siebie jak warstwy geologiczne paranoi. Ale nawet jeśli czasem gubisz trop, nie przeszkadza to w przyjemności z lektury. Bo „Oślizgłe macki…” to nie podręcznik to raczej literacka mapa szaleństwa, po której autor prowadzi nas z przymrużeniem oka.
Czytając tę książkę, trudno nie zauważyć, że Tarczyński pisze też o nas, nie tylko o Amerykanach. Bo czy naprawdę tak bardzo się różnimy? Te same mechanizmy, ten sam strach, te same przekonania, że „oni coś kombinują”. I może właśnie dlatego książka przypadła mi do gustu, bo mimo że opowiada o spiskach zza oceanu, mówi o czymś uniwersalnym, czyli o ludzkiej potrzebie sensu w świecie, który coraz częściej wymyka się logice.
„Oślizgłe macki, wiadome siły” to książka, którą warto przeczytać nie po to, żeby poznać wszystkie teorie spiskowe świata, ale żeby zrozumieć, skąd się biorą. To nie encyklopedia szaleństwa, tylko błyskotliwy, inteligentny esej o tym, jak budujemy rzeczywistość z lęków i wyobraźni. A przy okazji jest to też świetna rozrywka.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Piotr Tarczyński to facet, który zna Amerykę jak własną kieszeń i to nie tylko tę z filmów, ale tę prawdziwą, pełną paranoi, dziwnych przekonań i nieustannego poszukiwania „prawdy, którą ktoś przed nami ukrywa”. Jego książka „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych” to prawie 550 stron fascynującej podróży przez wszystkie te momenty, kiedy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat bardzo potrzebny i przydatny, ale nadal nie został do końca "wyczerpany" i można by jeszcze wiele rzeczy w nim poruszyć. Liczę, że będzie druga cześć.
Temat bardzo potrzebny i przydatny, ale nadal nie został do końca "wyczerpany" i można by jeszcze wiele rzeczy w nim poruszyć. Liczę, że będzie druga cześć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Księżyce Jowisza” Joanny Bober to książka, która jest opowieścią o miłości silniejszej niż śmierć i granice światów. Historia wciąga czytelnika w mroczne uniwersum Zaświatów, gdzie splatają się anielskie światy Nieba, demoniczne Piekło, poezja i szaleństwo, a wszystko nawiedzone przez namiętność i poświęcenie.
Narracja Bober balansuje pomiędzy powieścią o dojrzewaniu i poszukiwaniu przeznaczenia, a dramatycznym romansem dwojga bratnich dusz, którzy odbywają fizyczną i emocjonalną podróż przez przestrzeń i czas. Zderzenie brutalnej rzeczywistości z melancholią i pięknem poezji tworzy wciągający kontrast. To świat z jednej strony pełen przemocy, traumy i mroku, ale z drugiej oferujący szansę na lepsze jutro. Autorka nie unika trudnych emocji. Bohaterowie walczą z samotnością, toksycznością relacji, wewnętrznymi demonami. Wątek jest kontrowersyjny, intensywny i pełen wewnętrznych sprzeczności. Na szczególną uwagę zasługuje proces przemiany głównych postaci, które z czasem przechodzą subtelny, realistyczny rozwój.
Co bardzo mi się podobało to to, że autorka wzbogaciła powieść soundtrackiem, fragmentami cytatów oraz przepięknymi ilustracjami, które idealnie komponują się z klimatem książki. Uwielbiam słuchać muzyki do czytania, a propozycje Joanny Bober do każdego rozdziału były klimatyczne i świetnie wpasowały się w nastrój i emocje, które towarzyszyły mi podczas poznawania całej historii.
Podsumowując: „Księżyce Jowisza” to powieść odważna, emocjonalnie intensywna, adresowana do czytelników gotowych na tematykę toksycznej relacji, przemocy i mrocznych światów metafizycznych. To historia o przebaczeniu, transformacji i sile miłości zdolnej przekraczać granice życia i śmierci. Jeśli poszukujesz literatury, która wyrywa z bezpiecznych utartych tropów i pozostawia czytelnika z mieszanymi uczuciami to ta książka może być dla Ciebie niezwykłym doświadczeniem. Naprawdę dawno nie czytałem tak "dziwnej" i "poplątanej" historii, która natchnęła mnie do wielu przemyśleń o życiu.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Księżyce Jowisza” Joanny Bober to książka, która jest opowieścią o miłości silniejszej niż śmierć i granice światów. Historia wciąga czytelnika w mroczne uniwersum Zaświatów, gdzie splatają się anielskie światy Nieba, demoniczne Piekło, poezja i szaleństwo, a wszystko nawiedzone przez namiętność i poświęcenie.
Narracja Bober balansuje pomiędzy powieścią o dojrzewaniu i...
Książka „AI. Jak się przygotować do rewolucji?” Mateusza Madejskiego to jedna z tych pozycji, które świetnie trafiają w aktualne potrzeby współczesnego czytelnika, próbującego odnaleźć się w świecie dynamicznie zmieniającym się pod wpływem technologii. Autor, znany dziennikarz Business Insider Polska, wykorzystuje swoje doświadczenie, by w przystępny sposób wprowadzić czytelnika w skomplikowane kwestie związane ze sztuczną inteligencją. Madejski unika przy tym typowego technicznego żargonu, skupiając się przede wszystkim na tym, jak AI wpłynie na naszą codzienność, pracę, edukację, gospodarkę oraz społeczeństwo.
Mocną stroną książki jest jej uniwersalne podejście oraz umiejętność przedstawienia tematu tak, że nawet osoby niemające wcześniej styczności z zaawansowanymi technologiami nie poczują się zagubione. Madejski oddaje głos ekspertom z różnych dziedzin np. ekonomistom czy specjalistom IT, tworząc dzięki temu kompletny i wielowymiarowy obraz przyszłości. Co ważne, autor unika pułapki katastrofizmu. Nie straszy, ale zachęca do świadomego działania i refleksji nad rolą człowieka w świecie, który nieuchronnie się zmienia.
Z drugiej strony, książka może nieco rozczarować czytelników oczekujących dogłębnych analiz technicznych aspektów AI czy szczegółowych opisów samych mechanizmów działania algorytmów. Madejski zdecydowanie bardziej koncentruje się na konsekwencjach społecznych i gospodarczych niż na technicznych detalach, co dla mnie jest plusem.
Podsumowując „AI. Jak się przygotować do rewolucji?” to wartościowa, aktualna i inspirująca lektura, szczególnie dla osób szukających praktycznych wskazówek, jak dostosować się do nadchodzących zmian. Autor skutecznie prowokuje do refleksji i pozostawia czytelnika nie tylko świadomym wyzwań, ale przede wszystkim gotowym aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu nowej rzeczywistości. To książka, po którą warto sięgnąć właśnie teraz, gdy sztuczna inteligencja zaczyna wpływać na niemal wszystkie sfery naszego życia.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Książka „AI. Jak się przygotować do rewolucji?” Mateusza Madejskiego to jedna z tych pozycji, które świetnie trafiają w aktualne potrzeby współczesnego czytelnika, próbującego odnaleźć się w świecie dynamicznie zmieniającym się pod wpływem technologii. Autor, znany dziennikarz Business Insider Polska, wykorzystuje swoje doświadczenie, by w przystępny sposób wprowadzić...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałem czegoś tak toksycznego i płytkiego. Po tym co tu nawypisywała, to po prostu współczuję mężowi i dzieciom "autorki"...
Dawno nie czytałem czegoś tak toksycznego i płytkiego. Po tym co tu nawypisywała, to po prostu współczuję mężowi i dzieciom "autorki"...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-16
Sięgając po zbiór opowiadań „Piaseczniki” George’a R.R. Martina, spodziewałem się dobrego science fiction, ale nie sądziłem, że dostanę aż tak wiele. Każde z siedmiu opowiadań zawartych w tej książce wciągnęło mnie bez reszty. Każde z nich było inne, a jednak wszystkie łączyła ta charakterystyczna dla Martina umiejętność snucia opowieści z pogranicza gatunków, głęboka psychologia postaci oraz mroczna, często melancholijna aura.
Nie będę się rozpisywać o każdym opowiadaniu, skupię się na tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie.
Zaczniemy od opowiadania, które otwiera cały zbiór. „Droga krzyża i smoka”, to historia rycerza, który został wysłany na misję stłumienia heretyckiego kultu na odległej planecie. To opowieść o wierze i manipulacji, zadziwiająco aktualna mimo osadzenia akcji w przyszłości. Zadaje trudne pytania o to, czym właściwie jest wiara i czy prawda zawsze powinna zwyciężać nad fikcją, jeśli ta druga niesie ukojenie. Czytając to opowiadanie, miałem wrażenie, że Martin wyprzedza swoje czasy, a przy tym konstruuje świetną, wciągającą fabułę z doskonale wykreowaną postacią głównego bohatera.
Akcja opowiadania „W Domu Robaka” rozgrywa się w tajemniczym, podziemnym świecie, gdzie ludność żyje w odrealnionym świecie rytuałów i legend. To także opowieść o upadku, o ignorancji i o lęku przed tym, co skrywa ciemność. To duszna, niepokojąca historia, która fascynuje i przeraża zarazem, jak sen, z którego nie da się uciec.
“Szybki pomocnik” to chyba najbardziej subtelne opowiadanie w zbiorze. Osadzone w futurystycznym świecie, opowiada o przyjaźni i zdradzie między dwoma bohaterami, których więź zostaje wystawiona na próbę. Jest tu mniej dramatyzmu niż w innych tekstach, ale Martin pokazuje, jak skomplikowane mogą być relacje międzyludzkie, zwłaszcza w świecie pełnym technologii i alienacji.
I wreszcie „Piaseczniki”, najgłośniejsze i nagrodzone opowiadanie, które bez wątpienia zasłużenie stało się klasykiem. Historia bogacza Simona Kressa, który dla rozrywki hoduje egzotyczne, inteligentne stworzenia, to majstersztyk napięcia i horroru. Jest to nie tylko doskonale skonstruowany thriller, ale też opowieść o potrzebie kontroli i o tym, jak łatwo może się ona obrócić przeciwko człowiekowi. Jest to znakomita puenta całego zbioru.
Każde z tych opowiadań mnie wciągnęło, każde zafascynowało na swój sposób. Jedne były bardziej intelektualnie, inne bardziej emocjonalnie. Martin nie tylko świetnie pisze, on rozumie człowieka, jego lęki, potrzeby i słabości. Choć niektóre teksty pochodzą sprzed ponad czterdziestu lat, wciąż brzmią świeżo i aktualnie.
„Piaseczniki” to zbiór, który pokazuje George’a R.R. Martina jako autora kompletnego, potrafiącego opowiadać historie subtelne, poetyckie, ale też brutalne, duszne i intensywne. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów jego twórczości, ale dla każdego, kto ceni sobie ambitne, zróżnicowane science fiction i fantasy. To nie tylko zbiór opowiadań, to prawdziwa podróż przez ludzką naturę, samotność, marzenia i lęki.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Sięgając po zbiór opowiadań „Piaseczniki” George’a R.R. Martina, spodziewałem się dobrego science fiction, ale nie sądziłem, że dostanę aż tak wiele. Każde z siedmiu opowiadań zawartych w tej książce wciągnęło mnie bez reszty. Każde z nich było inne, a jednak wszystkie łączyła ta charakterystyczna dla Martina umiejętność snucia opowieści z pogranicza gatunków, głęboka...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Eurowizja bez tajemnic” autorstwa Roksany Majewskiej to pierwsza tego typu publikacja na polskim rynku wydawniczym, która skupia się na dogłębnej analizie jednego z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych wydarzeń muzycznych w Europie, czyli Konkursu Piosenki Eurowizji. To pozycja, która z jednej strony zaspokoi ciekawość wiernych fanów tego widowiska, a z drugiej może zainteresować również osoby niezaznajomione z jego historią, ukazując jego głębszy kulturowy i ideologiczny kontekst.
Autorka, Roksana Majewska, to nie tylko wieloletnia pasjonatka Eurowizji, ale również badaczka, która temat konkursu uczyniła przedmiotem swojej pracy magisterskiej. Jej zaangażowanie i wiedza są odczuwalne na każdej stronie. Autorka podchodzi do tematu z pasją, ale i naukową rzetelnością, co czyni książkę zarówno fascynującą, jak i wartościową merytorycznie.
Książka podzielona jest na trzy główne rozdziały, które w sposób przejrzysty i logiczny prowadzą czytelnika przez świat Eurowizji.
Pierwszy rozdział stanowi doskonałe wprowadzenie w tematykę konkursu. Przedstawia jego początki, kontekst historyczny i przyczyny powstania. Zawiera również analizę ewolucji Eurowizji na przestrzeni dekad: od klasycznych piosenek lat 50. i 60., po współczesne widowiskowe występy. Autorka opisuje cechy charakterystyczne konkursu, jak również zmiany w jego stylistyce i zasadach, co pozwala lepiej zrozumieć jego specyfikę.
Drugi rozdział to najbardziej analityczna część książki. Skupia się na obecnych w Eurowizji ideologiach. Od promowania wartości europejskich, przez tematy społeczne, aż po kwestie związane z polityką i narodową tożsamością. Majewska omawia konkretne występy i utwory, w których widoczne są elementy protestu, komentarza społecznego czy tożsamości kulturowej. Znajdziemy tu również wiele ciekawostek, zarówno znanych momentów, jak i mniej oczywistych faktów z historii konkursu.
Trzeci rozdział poświęcony jest stronie muzycznej i wizualnej Eurowizji. Autorka klasyfikuje występy według gatunków muzycznych, ale także według stylistyki scenicznej, od klasycznego popu, przez rock, aż po eksperymentalne formy audiowizualne. Dzięki temu czytelnik może dostrzec, jak różnorodny i otwarty na nowe formy wyrazu jest ten konkurs.
„Eurowizja bez tajemnic” to książka napisana przystępnym językiem, ale pełna wartościowej treści. Czyta się ją lekko, ale jednocześnie daje poczucie solidnego zanurzenia w temat. To fascynująca podróż przez historię, kulturę i ideologię Eurowizji. Z pewnością spodoba się zarówno wiernym fanom, jak i tym, którzy do tej pory traktowali Eurowizję jedynie jako dziwaczne show z błyszczącymi kostiumami.
Podsumowując, to dobra i cenna pozycja na polskim rynku wydawniczym. Roksana Majewska wykonała ogrom pracy, by pokazać, że Eurowizja to nie tylko muzyka, ale także miejsce przemian społecznych, kulturowych i politycznych Europy.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Eurowizja bez tajemnic” autorstwa Roksany Majewskiej to pierwsza tego typu publikacja na polskim rynku wydawniczym, która skupia się na dogłębnej analizie jednego z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych wydarzeń muzycznych w Europie, czyli Konkursu Piosenki Eurowizji. To pozycja, która z jednej strony zaspokoi ciekawość wiernych fanów tego widowiska, a z drugiej może...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Pan coś kręci! Opowieści filmowe” to niezwykła podróż przez kulisy polskiego kina lat 50., 60. i 70. XX wieku. Autor, Marcin Pyda, syn operatora filmowego Wiesława Pydy i montażystki Marii Mastalińskiej, dzieli się osobistymi wspomnieniami z planów filmowych, na których dorastał. To nie jest typowa opowieść o filmie, a bardziej zlepek refleksji, migotek dzieciństwa, zapachów celuloidu i głosów zza kamery, który przybliża nas do epoki, w której magia kina powstawała na styku pasji i przypadku.
Pyda nie pisze „o filmach”, on snuje opowieść o tym, jak filmy powstawały – od kuchni, zza kulis, spod dźwiękowca, z kabiny montażysty, z podsłuchanych rozmów dorosłych przy kawie. I tu tkwi jego siła. Jako syn operatora i montażystki, wyrósł w cieniu kamer i taśm filmowych, obserwując rzeczy, których nie zauważyłby żaden krytyk z zewnątrz. Dla niego plan filmowy to nie tylko miejsce pracy, to dom, a film to opowieść zapisana ruchem, potem i śmiechem.
Narracja Pydy przypomina gawędę. Jest swobodna, pełna dygresji i osobistych refleksji. Autor nie stara się tworzyć linearnej historii, lecz raczej dzieli się fragmentami wspomnień, które razem tworzą barwny obraz polskiego kina tamtych lat.
Najbardziej poruszają te fragmenty, w których Pyda przywołuje nieco zapomnianych dziś twórców i artystów, montażystki, kierowców planu, drugoplanowych aktorów. Nadaje im głos, przywraca sprawczość, pokazuje, że kino to nie tylko wielkie nazwiska, ale zespół ludzi pracujących z miłości do rzemiosła. Czuć w tym podziw, wdzięczność i, co rzadkie, absolutną szczerość.
Pydzie udaje się jeszcze jedno: oddać melancholię. Nie nostalgiczną tęsknotę, ale subtelną świadomość, że pewne rzeczy odeszły bezpowrotnie. Że dziś filmy kręci się inaczej, szybciej, bardziej cyfrowo. A kiedyś… kiedyś kręciło się z duszą. Tę duszę Pyda zatrzymał na kartach książki, z humorem, ironią, ale i z czułością.
Książka dodatkowo zawiera unikatowe zdjęcia z planów filmowych, które autor odnalazł w domowych archiwach. Fotografie te nie tylko ilustrują opowieści, ale także stanowią punkt wyjścia do wspomnień o pracy nad filmami takimi jak „Dziewczyny do wzięcia”, „Trędowata”, „Wiosna, panie sierżancie” czy „Potop”.
Podsumowując, jest to fascynująca lektura dla każdego, kto interesuje się historią polskiego kina. Dzięki osobistemu podejściu autora i bogactwu materiałów archiwalnych, czytelnik ma okazję zanurzyć się w świat filmowych opowieści z minionej epoki.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
"Pan coś kręci! Opowieści filmowe” to niezwykła podróż przez kulisy polskiego kina lat 50., 60. i 70. XX wieku. Autor, Marcin Pyda, syn operatora filmowego Wiesława Pydy i montażystki Marii Mastalińskiej, dzieli się osobistymi wspomnieniami z planów filmowych, na których dorastał. To nie jest typowa opowieść o filmie, a bardziej zlepek refleksji, migotek dzieciństwa,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
O twórczości Anny Musiałowicz słyszałem nie raz, głównie od mojej babci, która polecała mi "Kuklany las" i "Śnieg jeszcze czysty". Jednak to właśnie ta pozycja była pierwszą od autorki i już wiem, że sięgnę również po inne tytuły z dorobku pisarki.
"Pamiętam tylko ogień" Anny Musiałowicz to powieść, która w subtelny sposób splata elementy tajemnicy, psychologii i rodzinnych relacji, tworząc historię pełną melancholii i refleksji nad ludzką pamięcią oraz tożsamością.
Główna bohaterka, ciotka Konstancja, pewnego dnia odkrywa, że jej postać zniknęła ze wszystkich rodzinnych fotografii, jakby nigdy nie była częścią rodziny. To niepokojące odkrycie staje się punktem wyjścia do podróży w głąb własnej przeszłości i poszukiwania odpowiedzi na pytanie o własne miejsce w rodzinnej historii. W tych poszukiwaniach towarzyszy jej siostrzenica, Malutka, której obecność dodaje narracji ciepła i intymności.
Musiałowicz z dużą wrażliwością ukazuje skomplikowane relacje rodzinne, podkreślając, jak przeszłe wydarzenia i skrywane tajemnice wpływają na teraźniejszość bohaterów. Autorka zręcznie balansuje między realizmem a subtelną nutą surrealizmu, co sprawia, że czytelnik nieustannie zastanawia się nad granicą między rzeczywistością a wyobraźnią.
Język powieści jest bogaty i pełen poetyckich opisów, które oddają atmosferę nostalgii i zadumy. Musiałowicz potrafi malować słowem, tworząc obrazy, które na długo pozostają w pamięci czytelnika. Narracja płynie spokojnie, ale nie nuży, a stopniowe odkrywanie kolejnych warstw tajemnicy sprawia, że trudno oderwać się od lektury.
"Pamiętam tylko ogień" to książka, która skłania do refleksji nad własnymi wspomnieniami i tym, jak kształtują one naszą tożsamość. To opowieść o poszukiwaniu siebie, konfrontacji z przeszłością i próbie zrozumienia własnych korzeni. Anna Musiałowicz stworzyła dzieło, które z pewnością znajdzie uznanie wśród czytelników ceniących literaturę głęboką, pełną emocji i nieoczywistych pytań. Jeżeli szukacie historii, która po przeczytaniu zostanie z wami na dłużej to polecam.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
O twórczości Anny Musiałowicz słyszałem nie raz, głównie od mojej babci, która polecała mi "Kuklany las" i "Śnieg jeszcze czysty". Jednak to właśnie ta pozycja była pierwszą od autorki i już wiem, że sięgnę również po inne tytuły z dorobku pisarki.
"Pamiętam tylko ogień" Anny Musiałowicz to powieść, która w subtelny sposób splata elementy tajemnicy, psychologii i...
Nie jestem wielkim fanem komedii kryminalnych. Czytałem kilka książek różnych autorów w tym gatunku i tylko nieliczne naprawdę mnie rozbawiły. Humor to kwestia bardzo subiektywna, dlatego nie każda tego typu książka do nas trafi. O twórczości Iwony Banach słyszałem już wielokrotnie, więc w końcu postanowiłem sprawdzić, czy jej styl do mnie trafi i sięgnąłem po “Miłość i mordercze parówki”.
Akcja powieści rozgrywa się na ulicy Rajskiej, z pozoru spokojnej i eleganckiej enklawie zamożnych mieszkańców. Jednakże, gdy w domu Jagody Jęczmorek, córki niegdyś znanego przestępcy, zostają znalezione zwłoki, na jaw wychodzą skrywane tajemnice sąsiadów, a sielankowy obraz ulicy zaczyna się kruszyć.
Cała historia to istny festiwal absurdu, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Fabuła opiera się na niezwykle barwnej intrydze, a bohaterowie niekoniecznie zachowują się zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku. Autorka z wprawą żongluje komizmem sytuacyjnym, słownym i postaci, tworząc opowieść, w której wydarzenia są równie ważne, co ich zwariowani uczestnicy. Relacje między bohaterami, zwłaszcza między Jagodą a jej sąsiadem, młodym policjantem, dostarczają czytelnikom wielu zabawnych momentów.
Muszę przyznać, że początek książki był dla mnie lekko przytłaczający. Chaos, nadmiar bohaterów i lawina absurdalnych wydarzeń sprawiły, że przez chwilę miałem wrażenie, że nie nadążam. Jednak gdy dałem się wciągnąć w ten groteskowy świat, zaczęło mi się to podobać. Styl Banach jest lekki, pełen błyskotliwych dialogów i przerysowanych, ale celnie skonstruowanych postaci. Nie każda scena wywołała u mnie salwy śmiechu, ale kilka momentów naprawdę mnie rozbawiło.
Nie jest to książka, która spodoba się każdemu, zwłaszcza jeśli ktoś woli klasyczne kryminały. Jednak jeśli ktoś ma ochotę na coś totalnie nieprzewidywalnego, pełnego ironii i zamieszania to warto spróbować. Może nie została moją ulubioną komedią kryminalną, ale była na tyle oryginalna, że nie żałuję czasu spędzonego na lekturze.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Nie jestem wielkim fanem komedii kryminalnych. Czytałem kilka książek różnych autorów w tym gatunku i tylko nieliczne naprawdę mnie rozbawiły. Humor to kwestia bardzo subiektywna, dlatego nie każda tego typu książka do nas trafi. O twórczości Iwony Banach słyszałem już wielokrotnie, więc w końcu postanowiłem sprawdzić, czy jej styl do mnie trafi i sięgnąłem po “Miłość i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-03-18
„Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko falom” to wyjątkowa pozycja wśród gier paragrafowych osadzonych w świecie stworzonym przez H.P. Lovecrafta. Jest to jednoosobowa gra RPG, która przenosi nas do tajemniczego miasteczka Esbury w latach 20. XX wieku. Esbury, zamożne i malownicze, skrywa mroczne tajemnice, a gracz, wcielając się w postać podróżnika, odkrywa je krok po kroku. Cel podróży jest całkowicie dowolny i zależy od naszych decyzji, co dodaje immersji i pozwala na wielokrotne przechodzenie przygody bez poczucia powtarzalności. Wybory wpływają na rozwój historii, a napięcie towarzyszące kolejnym odkryciom sprawia, że od książki trudno się oderwać.
Fabuła, choć pozornie prosta, kryje w sobie wielopoziomową historię pełną zagadek i nieoczywistych zwrotów akcji. Autorzy doskonale oddali ducha twórczości Lovecrafta, tą duszną atmosferę, niepokojące tajemnice i grozę nieznanego. Każdy paragraf prowadzi nas głębiej w koszmarną rzeczywistość, w której ludzka psychika jest równie krucha co rzeczywistość, z którą przychodzi się nam mierzyć.
Aby w pełni cieszyć się rozgrywką, potrzebujemy kilku niezbędnych rzeczy. Przede wszystkim wymagany jest Starter do 7. Edycji Zewu Cthulhu, który zawiera podstawowe zasady rozgrywki i dodatkowe materiały dostępne na stronie wydawnictwa, kości do gry (choć można zastąpić je aplikacją mobilną), ołówek oraz opcjonalnie drukarka, aby wydrukować karty postaci i inne pomocnicze elementy.
Jeśli chodzi o konstrukcję samej książki, liczy ona około 250 paragrafów, które są znacznie dłuższe i bardziej rozbudowane niż w poprzedniej części cyklu, którą czytałem („Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności”). Dzięki temu zamiast szybko przeskakiwać z jednego fragmentu do drugiego, możemy głębiej zanurzyć się w dany etap historii. Wpływa to pozytywnie na tempo i pozwala na większe zaangażowanie w fabułę. Jedynym zauważalnym minusem są sporadyczne problemy z płynnością przejść między paragrafami. Czasem zdarza się, że niektóre segmenty narracji nie łączą się idealnie, co może powodować lekkie wybicie z immersji. Nie jest to jednak problem na tyle poważny, by znacząco wpłynąć na ogólną przyjemność z gry.
W porównaniu do „Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności”, ta część wypada nieco słabiej pod względem liczby paragrafów, ale nadrabia ich głębią i rozbudowaną treścią. Tamta część oferowała niemal 600 paragrafów, co dawało większe poczucie rozbudowanej eksploracji, jednak „Samotnie przeciwko falom” pozwala na bardziej angażującą narrację i dłuższe przebywanie w konkretnych scenach.
Podczas przygody eksplorujemy liczne klimatyczne lokacje, od mrocznych zaułków miasta Esbury po tajemnicze posiadłości skrywające zapomnianą wiedzę i niewyobrażalny horror. Szczegółowe i sugestywne opisy miejsc oraz wydarzeń pozwalają w pełni zanurzyć się w atmosferze kosmicznej grozy rodem z twórczości Lovecrafta.
Podsumowując, „Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko falom” to doskonała propozycja dla fanów Lovecrafta, którzy chcą w pojedynkę doświadczyć mrocznego, nieludzkiego horroru. Gęsta atmosfera, rozbudowane paragrafy i przemyślana mechanika sprawiają, że gra angażuje i pozwala na wiele godzin doskonałej zabawy. Choć momentami można odczuć drobne niedociągnięcia w płynności przejść między paragrafami, nie psuje to ogólnego wrażenia.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko falom” to wyjątkowa pozycja wśród gier paragrafowych osadzonych w świecie stworzonym przez H.P. Lovecrafta. Jest to jednoosobowa gra RPG, która przenosi nas do tajemniczego miasteczka Esbury w latach 20. XX wieku. Esbury, zamożne i malownicze, skrywa mroczne tajemnice, a gracz, wcielając się w postać podróżnika, odkrywa je krok po kroku. Cel...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności" to wyjątkowa pozycja wśród gier fabularnych, która pozwala samotnemu graczowi na wejście w mroczny świat wykreowany przez H.P. Lovecrafta. W przeciwieństwie do klasycznych sesji RPG, w których bierze udział Mistrz Gry i kilku graczy, tutaj wszystko rozgrywa się w pojedynkę. To propozycja skierowana już dla bardziej doświadczonych graczy, ale myślę, że przy dobrym wczytaniu się w zasady i kilku próbnych scenariuszach, każdy odnajdzie się w tej historii. Mechanika może początkowo wydawać się nieco skomplikowana, zwłaszcza że konieczne jest śledzenie wielu aspektów postaci, takich jak stan umysłu czy zdobywane informacje. Jednak po kilku turach wszystko staje się intuicyjne, a gra zaczyna płynnie się toczyć.
Aby w pełni cieszyć się rozgrywką, potrzebujemy kilku niezbędnych rzeczy. Przede wszystkim wymagany jest Starter do 7. Edycji Zewu Cthulhu, który zawiera podstawowe zasady rozgrywki i dodatkowe materiały dostępne na stronie wydawnictwa, kości do gry (choć można zastąpić je aplikacją mobilną), ołówek oraz opcjonalnie drukarka, aby wydrukować karty postaci i inne pomocnicze elementy.
Mechanika gry opiera się na klasycznym systemie, w którym decyzje podejmowane przez gracza prowadzą do różnych ścieżek fabularnych, co sprawia, że każda rozgrywka może wyglądać nieco inaczej. W trakcie gry zarządza się ekwipunkiem, zdrowiem psychicznym oraz umiejętnościami postaci, co dodatkowo potęguje immersję i wrażenie uczestniczenia w prawdziwej przygodzie.
Akcja gry osadzona jest w latach 30. XX wieku, Fabuła koncentruje się na tajemniczym śledztwie związanym z nadprzyrodzonymi siłami. Podróżujemy po różnych miejscach, odkrywamy mroczne sekrety i stajemy oko w oko z niewypowiedzianą grozą. Historia jest pełna napięcia, tajemnicy i nieoczekiwanych zwrotów akcji, a jej rozwój zależy od decyzji gracza oraz wyników rzutów kośćmi.
W trakcie przygody odwiedzamy wiele klimatycznych lokacji, takich jak, ponure zaułki miast czy tajemnicze posiadłości, które skrywają zapomnianą wiedzę i grozę nie z tego świata. Opisy lokacji oraz wydarzeń są szczegółowe i sugestywne, co pozwala w pełni wczuć się w klimat kosmicznej grozy Lovecrafta.
Na plus zasługuje również wysoka jakość wydania. Książka została opracowana z dbałością o detale, zarówno pod względem estetycznym, jak i merytorycznym. Ilustracje i oprawa graficzna znakomicie oddają ducha opowieści grozy, a układ tekstu jest przejrzysty i dobrze zorganizowany.
"Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności" to doskonała propozycja dla fanów samotnej rozgrywki i miłośników mitologii Lovecrafta. Mroczna atmosfera, wciągająca fabuła i solidna mechanika sprawiają, że gra dostarcza wielu godzin emocjonującej zabawy. Jest to świetna alternatywa dla tradycyjnych sesji RPG, oferująca bogate doświadczenie narracyjne w pojedynkę. Jeśli jesteś fanem horroru i gier fabularnych, warto sięgnąć po tę pozycję, być może odnajdziesz w niej nie tylko fascynującą historię, ale i drzwi do świata, którego lepiej nie otwierać…
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
"Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności" to wyjątkowa pozycja wśród gier fabularnych, która pozwala samotnemu graczowi na wejście w mroczny świat wykreowany przez H.P. Lovecrafta. W przeciwieństwie do klasycznych sesji RPG, w których bierze udział Mistrz Gry i kilku graczy, tutaj wszystko rozgrywa się w pojedynkę. To propozycja skierowana już dla bardziej doświadczonych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na Bunkrach” Aleksandry Radko to książka, która od pierwszych stron wyraźnie zdradza mocną inspirację światem Harry’ego Pottera, nie w sensie kopiowania fabuły, ale w samym założeniu. Młodzi bohaterowie, magia wpleciona w codzienność i poczucie, że zwykłe miejsce nagle okazuje się czymś znacznie większym i bardziej tajemniczym. Także bohaterowie używają terminów ze świata HP, typu mugole, czy horkruksy.
Muszę przyznać, że czytało mi się ją bardzo lekko i szybko. To książka skierowana głównie do młodszych czytelników, ale dorośli również znajdą tu coś dla siebie, zwłaszcza jeśli pamiętają własne obozy, biwaki i historie opowiadane po zmroku. To jedna z tych historii, które „wchodzą” bez wysiłku, idealna na wieczór albo na przerwę od cięższych lektur. Dużym plusem jest dla mnie połączenie różnych wierzeń i systemów magicznych. Autorka sięga po mitologię słowiańską, miesza ją z innymi typami magii i robi to w sposób naturalny, bez przesadnego tłumaczenia wszystkiego czytelnikowi. Ten świat ma potencjał i czuć, że mógłby zostać jeszcze mocniej rozbudowany.
Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Największym problemem była dla mnie liczba postaci. Pojawia się ich naprawdę sporo, a nie wszystkie zostały wystarczająco dobrze wykreowane. Na początku miałem momenty dezorientacji kto jest kim i dlaczego dana postać w ogóle jest ważna. Przy tak dynamicznej narracji kilka bardziej wyrazistych charakterystyk bardzo by pomogło.
Zakończenie pozostawiło we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony domyka pewien etap historii, z drugiej nie wyjaśnia wszystkich istotnych kwestii, które pojawiły się wcześniej. Jednocześnie mam silne wrażenie, że jest to zabieg celowy. Ostatnie sceny wyraźnie sugerują, że autorka zostawiła sobie furtkę do kontynuacji, a finał bardziej zapowiada kolejną część, niż stawia ostateczną kropkę.
Podsumowując, to przyjemna, lekka i pomysłowa lektura z wyraźnym potencjałem na rozwinięcie w większy cykl. Mimo niedociągnięć w konstrukcji postaci i nie do końca satysfakcjonującego finału, książka broni się klimatem, światem i samym pomysłem. Jeśli powstanie druga część chętnie sprawdzę, w którą stronę ta historia zostanie poprowadzona.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
„Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na Bunkrach” Aleksandry Radko to książka, która od pierwszych stron wyraźnie zdradza mocną inspirację światem Harry’ego Pottera, nie w sensie kopiowania fabuły, ale w samym założeniu. Młodzi bohaterowie, magia wpleciona w codzienność i poczucie, że zwykłe miejsce nagle okazuje się czymś znacznie większym i bardziej tajemniczym. Także...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to