Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.

Okładka książki Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora. autora Nicholas Johnson, 00000000
Okładka książki Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.
Nicholas Johnson Wydawnictwo: Black Monk Cykl: Samotnie przeciwko fantasy, science fiction
86 str. 1 godz. 26 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Samotnie przeciwko
Tytuł oryginału:
Alone Against the Tide
Data wydania:
2024-12-10
Data 1. wyd. pol.:
2024-12-10
Liczba stron:
86
Czas czytania
1 godz. 26 min.
Język:
polski
ISBN:
00000000
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.

Średnia ocen
8,0 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.

avatar
505
280

Na półkach:

#WspółpracaRecenzecnka #BlackMonk



H. P. Lovecraft to twórca, którego nazwisko zna chyba każdy, kto choć raz sięgnął po mroczną literaturę. Jego opowieści o niepojętym, o istotach z głębin kosmosu i ludzkich umysłów, ukształtowały cały nurt horroru – ten chłodny, intelektualny, przesycony grozą, ale pozbawiony tanich strachów. Lovecraft stworzył coś więcej niż historie – zaprojektował sposób myślenia o świecie, w którym człowiek jest zaledwie drobnym pyłkiem wobec potęgi kosmicznego chaosu. I właśnie to poczucie niewielkości wobec nieznanego przeniknęło popkulturę do szpiku: od gier, przez filmy, po muzykę. Trudno dziś znaleźć twórcę, który choć raz nie inspirował się jego wizją. Nic więc dziwnego, że kiedy trafiła do mnie książka „Samotnie przeciwko falom”, wiedziałam, że to nie będzie zwykła przygoda. To Lovecraft w wersji interaktywnej – i to takiej, która wciąga od pierwszego rzutu kością.

„Samotnie przeciwko falom” to historia badacza, który przybywa do sennego miasteczka Esbury w stanie Massachusetts w 1920 roku. Z pozoru idylliczne jezioro, pachnące sosnowym lasem i odbijające zachody słońca, szybko odsłania swoje drugie oblicze. Zaczynają się dziać rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Ktoś znika, ktoś inny mówi o dziwnych rytuałach, a w wodzie czai się coś, co nigdy nie powinno było się tam znaleźć. Każdy wybór – nawet pozornie błahy – może prowadzić do zguby lub odkrycia prawdy. W tej grze-książce fabuła nie jest zamknięta w sztywnych ramach. To od nas zależy, dokąd dotrzemy, czy przeżyjemy, a może… znikniemy w głębinach razem z tajemnicą jeziora.

Za publikację odpowiada wydawnictwo Black Monk, które wyspecjalizowało się w paragrafowych adaptacjach i grach osadzonych w świecie Lovecrafta. „Samotnie przeciwko falom” to forma pośrednia między klasycznym papierowym RPG a typową paragrafówką. Mechanika jest tu wyczuwalna – trzeba rzucać kośćmi, pilnować statystyk i podejmować decyzje zgodnie z zasadami – ale nie przytłacza. To nie jest lektura, przy której tylko przewracamy strony i wybieramy „co dalej”. Tutaj naprawdę gramy. I czujemy, że nasze decyzje mają znaczenie. To właśnie ten element ryzyka i przypadkowości sprawia, że każda rozgrywka smakuje inaczej.



Klimat jest dokładnie taki, jakiego można by oczekiwać po świecie inspirowanym Lovecraftem – gęsty, duszny, pełen niepokoju. Miasteczko Esbury zdaje się być jednym z tych miejsc, które z zewnątrz wyglądają spokojnie, ale im dłużej się tam przebywa, tym bardziej coś w człowieku drży. Czułam się, jakbym naprawdę zanurzała się w tej rzeczywistości, niepewna, co znajdę za kolejnym rozdziałem. Tajemnica wciąga bez reszty, a świadomość, że mogę mieć wpływ na bieg wydarzeń, sprawia, że emocje są zupełnie inne niż przy zwykłej lekturze.

Wizualnie książka jest małym dziełem sztuki. Okładka robi wrażenie – mroczna, subtelnie niepokojąca, doskonale wprowadzająca w klimat opowieści. W środku znajdziemy klimatyczne ilustracje, które nie tylko zdobią, ale też budują napięcie. Cała seria wydana przez Black Monka ma ten charakterystyczny, chłodny urok: estetyka, czcionki, papier – wszystko spójne i konsekwentne. Widać, że nad projektem czuwa ktoś, kto rozumie, jak ważne w immersji są detale.



Przyznam, że to jedna z niewielu książek, przy których naprawdę czułam niepokój. Nie mogłam przewidzieć, co przyniesie następny rzut kością. Czasem miałam wrażenie, że los ze mnie drwi, innym razem – że daje mi szansę. Ta niepewność okazała się najlepszą częścią zabawy.

Zaskoczyło mnie też, jak bardzo książka potrafi uczyć pokory. Tutaj nie da się wszystkiego kontrolować. Czasem trzeba po prostu poddać się fali – dosłownie i metaforycznie – i zobaczyć, dokąd nas poniesie. To doświadczenie innego rodzaju, bardziej angażujące niż klasyczna powieść, ale też bardziej osobiste.



Podsumowując: „Samotnie przeciwko falom” to niezwykle udane połączenie gry paragrafowej i literackiej przygody w duchu Lovecrafta. Wciąga, fascynuje, momentami przeraża, ale przede wszystkim – daje poczucie sprawczości. Nie jest to pozycja, którą się po prostu „czyta”. To książka, którą się przeżywa.

Więc jeśli masz ochotę na coś innego niż klasyczna lektura – zaparz herbatę, przygotuj kości i daj się porwać tej opowieści. Wejdź do Esbury, spójrz w głąb jeziora i sprawdź, czy odważysz się stawić czoła temu, co kryje się pod powierzchnią. A potem wróć i powiedz, jak poszło – bo w tej grze naprawdę każdy los może być inny.

#WspółpracaRecenzecnka #BlackMonk



H. P. Lovecraft to twórca, którego nazwisko zna chyba każdy, kto choć raz sięgnął po mroczną literaturę. Jego opowieści o niepojętym, o istotach z głębin kosmosu i ludzkich umysłów, ukształtowały cały nurt horroru – ten chłodny, intelektualny, przesycony grozą, ale pozbawiony tanich strachów. Lovecraft stworzył coś więcej niż historie –...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
360
351

Na półkach: ,

"Zew Cthulhu. Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora" to scenariusz jednoosobowej gry paragrafowej w tajemniczych, a nawet dziwacznych klimatach, który z pewnością ucieszy miłośników gatunku. Trzeba nastawić się na konieczność przygotowania dodatkowych materiałów. Niemal wszystko można jednak znaleźć na stronie wydawnictwa. Przydadzą się również kości do gry, coś do pisania, podstawowe umiejętności matematyczne i oczywiście odrobina szczęścia. Jest to obowiązkowa pozycja dla fanów horroru i wielbicieli twórczości Lovecrafta. Sama gra wymaga znacznie mniej zaangażowania na etapie przygotowań do rozgrywki niż w przypadku "Samotnie przeciwko ciemności", co w mojej opinii jest zdecydowanym atutem.

W tej części serii przenosimy się do tajemniczego miasteczka Esbury z początku XX wieku, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat śmierci swojego przyjaciela. Mamy okazję wcielić się w role nieustraszonych Badaczy, których przeciwnikami są niebezpieczne potwory i niepokojąca magia. Ponadto dostajemy szansę spróbować uchronić świat przez dziwami z innego wszechświata, ale zadanie nie jest najprostsze. O kolejnych losach bohaterów decydują nie tylko nasze kalkulacje i wybory. Czasem konieczne jest również zdanie się na los. Paragrafów nie jest zbyt dużo, ale są za to treściwe. Nie ma tu przesadzonego parcia na ich ilość.

Fabuła jest wciągająca, a wydarzenia, przedmioty i postacie są interesujące. Do tego wszystkiemu towarzyszy otoczka tajemniczości. Niebezpieczne postacie, dziwna zielona mgła czy zadziwiająco przyciągające przedmioty sprawiają, że rozgrywka nie nudzi. Trwa ona na tyle długo, by nie mieć poczucia, że przygoda skończyła się przedwcześnie, a jeśli nawet doznamy niedosytu, można spróbować szczęścia kolejnym razem. To zdecydowany plus gier paragrafowych.

Publikacja ma duży format i jest solidna oraz bardzo estetyczna (znak rozpoznawczy Wydawnictwa Black Monk),co uważam za duży plus. Treści są przeplatane elementami graficznymi, które stanowią ciekawe urozmaicenie i dopełnienie całości. W odróżnieniu od "Samotnie przeciwko ciemności" tym razem pełnią one jednak głównie funkcję ozdobnikową, a nie są istotnymi elementami fabuły.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

"Zew Cthulhu. Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora" to scenariusz jednoosobowej gry paragrafowej w tajemniczych, a nawet dziwacznych klimatach, który z pewnością ucieszy miłośników gatunku. Trzeba nastawić się na konieczność przygotowania dodatkowych materiałów. Niemal wszystko można jednak znaleźć na stronie wydawnictwa. Przydadzą się również...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
272
165

Na półkach:

"Samotnie przeciwko falom" to druga, po "Samotnie przeciwko mrozowi" jednoosobowa gra paragrafowa, którą miałam okazję dla Was zrecenzować dzięki Klubowi recenzenta portalu Nakanapie.pl. W tym tomie wcielamy się w samotnego badacza, który dociera do miasteczka Esbury, które ma na swoim koncie niejedną mroczną tajemnicę. Jeśli chodzi postać, którą gramy, mamy do dyspozycji dwie postacie dostępne w książce lub możemy stworzyć własną, unikalną osobę przy pomocy startera dołączonego do gry. Na początku może sprawić wam to trochę trudności, ponieważ przeliczanie wartości cech i umiejętności jest dosyć skomplikowane, jednak satysfakcja przewyższa ją o stokroć 😁. Wybieramy też jeden z dostępnych zawodów, z którym powiązane są dodatkowe umiejętności zawodowe niekiedy pomocne w rozgrywce. Zasady gry opisane są w kolejnych rozdziałach startera, wiec warto, a nawet polecam zapoznać się z nimi, by ułatwić sobie życie 😅. Do gry dołączone są również wielościenne kostki do gry o bardzo niecodziennych kształtach. Rozgrywkę rozpoczynamy od akapitu "Początek" i tworzymy własna opowieść, wybierając jeden z dostępnych paragrafów w danym rozdziale. Na początku może przerażać ilość zasad i przeliczanie danych wartości. Na szczęście, po kilku, bądź kilkunastu rozgrywkach dochodzi się do wprawy na tyle, by gra toczyła się płynniej i wtedy jest jeszcze większa radość z przeżywanych przygód. 
Moim zdaniem jest to obowiązkowa pozycja dla fanów horroru i miłośników Lovecrafta. Jeśli nie mieliście okazji spróbować swoich sił w grach paragrafowych, to szczerze polecam Wam tę pozycję.

"Samotnie przeciwko falom" to druga, po "Samotnie przeciwko mrozowi" jednoosobowa gra paragrafowa, którą miałam okazję dla Was zrecenzować dzięki Klubowi recenzenta portalu Nakanapie.pl. W tym tomie wcielamy się w samotnego badacza, który dociera do miasteczka Esbury, które ma na swoim koncie niejedną mroczną tajemnicę. Jeśli chodzi postać, którą gramy, mamy do dyspozycji...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

21 użytkowników ma tytuł Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora. na półkach głównych
  • 14
  • 7
14 użytkowników ma tytuł Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora. na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bóg Zero Jeden Michał Kłodawski
Bóg Zero Jeden
Michał Kłodawski
„Bóg Zero Jeden” jest debiutem Michała Kłodawskiego, niezwykle dopracowanym i spójnym, wyraźnie nawiązującym do lemowskich koncepcji i harmonijnego łączenia teorii naukowych z dywagacjami filozoficznymi oraz duchowym podłożem. Zderzenie naukowego pragmatyzmu i wysokiej technologii, umożliwiających zbadanie i udowodnienie procesów, ich zasad, prawidłowości, dających możliwość przeprowadzenia precyzyjnych eksperymentów i eksplorację dalekich zakątków Kosmosu, z ludzką psychiką, człowieczym poszukiwaniem idei absolutu, Boga i życia wiecznego, zazwyczaj bywa fascynujące. Tutaj nie jest inaczej. Ludzie nasłuchują sygnałów z Wszechświata, licząc na znalezienie w nim inteligentnej obecności, chcąc wierzyć, że nie są jedyni, samotni. W powieści Michała Kłodawskiego taki sygnał otrzymują, powtarza się on, eliminując tezę o przypadkowości i pomyłce, w konsekwencji misja kosmiczna wyrusza, by sprawdzić słuszność domniemań, nawiązać kontakt, zbadać sytuację. Tym bardziej, że treść wiadomości jest nad wyraz bulwersująca: „Ja jestem waszym Bogiem” brzmi prowokująco, poruszając ukryte struny w niektórych, po ludzku niespokojnych umysłach. Przecież od początków ludzkości zastanawiamy się nad cudem stworzenia, usiłując wytłumaczyć go nadnaturalną mocą, nawet twierdząc, że w nią nie wierzymy, podświadomie poszukujemy choćby cienia potwierdzenia. Statek leci zatem, nieskończenie długo, w pobliże układu AR Chimaera, zaś jego załoga staje się świadkiem niezwyczajnych, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń. Ginie kapitan, później kolejni astronauci, a pozostali starają się ze wszystkich sił wyjaśnić te zagadki. Jak to możliwe, by w krótkim czasie, na ich oczach, mgławica implodowała w nową gwiazdę, ta zaś przeobrażała się stale, zmieniała kształt, przybliżała się, to znów oddalała, zapadała, by wystrzeliwać w górę strzelistymi wypustkami, produkowała najrozmaitsze twory, które, choć początkowo robiły takie wrażenie, nie były wcale omamami, halucynacjami zbuntowanych, zainfekowanych umysłów załogantów „Horyzontu”. Wysoka, obca inteligencja czy boska emanacja, przyjazna czy też wroga? Odpowiedzi jednoznacznej wciąż nie ma, są poszlaki i domysły, gdy jedne upadają, rodzą się kolejne. Także intencje nie są oczywiste, ani nawet to, czy głosy, jakie dotarły na Ziemię, były celowym przyzywaniem, czy może zupełnie przypadkową sekwencją kodów. Powieść jest interesującą hard science fiction, silnie umocowaną w nauce. Koncepcje z zakresu fizyki i astronomii, szeroko w niej przytaczane, pozostają oczywiście nie do zweryfikowania dla takiego laika, jak ja, niemniej jednak brzmią wiarygodnie i kładą nacisk na rozwój i stały progres badań nad kosmiczną przestrzenia, nadają gęsty, empiryczny ton całej narracji. Doskonale współgra on z potrzebą człowieka, by odnaleźć w świecie jakiś głębszy, ontologiczny sens, metafizyczne, mistyczne wytłumaczenie naszego istnienia wsparte naukowym doświadczeniem. Sama teza „Człowiek jutra jest Bogiem dla człowieka z wczoraj” jest dalece niewystarczająca, pragniemy bowiem czegoś znacznie więcej, co przerasta możliwości nawet najmądrzejszego człowieka, zbawienie wymaga „deus absolutus”. Astronauci na „Horyzoncie” różnią się osobowościowo, mają odmienne poglądy także w kwestii religii oraz różne osobiste doświadczenia, które siłą rzeczy wpływają na ich decyzje. Nie bardzo się lubią, inicjują konflikty, rywalizują z sobą, bywają też zaskakiwani swoimi własnymi reakcjami w sytuacjach ekstremalnych, nieprzewidywalnych, dziwnych. Są skazani przez lata na własne towarzystwo, co rodzi dużą frustrację. Samotność na statku kosmicznym, rodzaj izolacji - nam zupełnie nieznany, to ciekawy motyw psychologicznych badań, tutaj również interesująco ukazany. Rozważania rozważaniami. Hermetyczne teorie i naukowa terminologia to jedna strona medalu. Przyjrzyjmy się teraz odmalowanemu światu. Tutaj już wkradła się poetycka symbolika, zaduma i bogata ilustracyjność, która musi porwać i wywołuje pod powiekami iście filmowe obrazy. „Szkliste jezioro przypominało poruszający się, trójwymiarowy labirynt luster. Ściany łamały się i rozchodziły, zastępowane symetrycznymi bryłami. W oddali powstawały formy podobne do komnat, które miały w sobie coś z weneckich sal lustrzanych, ale tutejsze pałacowe podwoje nieustannie transformowały, niczym samostwarzająca się maszyna. Połyskujące segmenty unosiły się i opadały, zamieniały miejscami w monotonnym i powtarzalnym ruchu, który przypominał równomierny oddech człowieka pogrążonego w głębokim śnie”. Bohaterowie wkraczają w nieznany obszar, pragnąc skraść jego tajemnicę. Gwiezdny Eden zaś stara się zmylić tropy, zniekształca postrzegane pejzaże, przywołuje lustrzane odbicia i niesamowite inkarnacje, grozi i kusi, zabija i odtwarza, robi rzeczy niemożliwe, które naukowcy próbują dopasować do istniejących teoretycznych wzorów i modeli. Czasami bohaterom, a i nam również, trudno odróżnić sen od jawy, gdyż śnienie odgrywa tutaj dużą rolę, zdaje się być generatorem pomysłów, przyczynkiem do refleksji i interpretacji, wydobywaniem istotnych informacji zagubionych w podświadomości. Senne wizje są też pięknymi, literacko wysmakowanymi sceneriami, którym towarzyszą mistyczno-namacalne odczucia. „Kiedy w końcu metaliczne słońce opadło za horyzont, błękit zmętniał i ściemniał, miałem wrażenie, że świat rozpuszcza się niczym rtęć, a ja sam stawiam kroki w morzu ciekłego metalu”. Opowieść ma zaskakujące zakończenie, wymuszające na nas dalsze refleksje, snucie własnych przypuszczeń i dotknięcie osobistej wrażliwości, obszaru związanego z głębokim uduchowieniem, nadziejami, wiarą, wyobrażeniami… Obok echa Lema wyczuwamy tutaj również pewien klimat rodem z Dukaja, również tropiącego sacrum w kreowanych przez siebie światach, nie poprzestającego na stricte naukowym, eksploracyjnym, sprawdzalnym doświadczeniu. Z tym, że Michał Kłodawski pozostawił na boku leksykalne labirynty i składniowe eksperymenty wyróżniające prozę Jacka Dukaja pośród całej reszty literackiej fantastyki. „Bóg Zero Jeden” to świetna, inteligentna literatura, wnosząca dużo więcej niż tylko rozrywkę, zmuszająca do uważnego śledzenia treści, konfrontowania jej z naszym wewnętrznym „ja”, wyciągania z niej ogólniejszych prawd i wniosków, ważnych dla nas tu i teraz, zaspokajających nasz głód wiedzy o tym, kim jesteśmy, czego pragniemy, z czym się mierzymy. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na826 dni temu
Biały i Czarna. Czego boi się Śmierć Natalia Kubicius
Biały i Czarna. Czego boi się Śmierć
Natalia Kubicius
Hasło “książka z potencjałem” idealnie opisuje moje wrażenia po lekturze: wiele jest w tej powieści dobrego, ale nie wszystko zagrało, aby w pełni wykorzystać ten potencjał. Na plus: przemyślana kreacja świata, budowanie atmosfery pewnego niepokoju, ciekawe postacie i realistyczne dialogi. Na minus: za dużo postaci i miejsc, brak większych emocji, budowany suspens nie prowadzi do momentu kulminacyjnego. Naprawdę doceniam kreację świata w tej powieści. Widać, że Autorka poświęciła dużo czasu na stworzenie świata karczm, klasztorów i królestw, w których skald, rycerz, paź królowej czy zwykłe sieroty mogą natknąć się na budzącą się magię, wiedźmę, pół-trola czy w końcu samą Śmierć, powoli przecinającą ścieżki bohaterów. Spodobał mi się realizm: postacie brudzą się i pocą, odczuwają głód, ba - mogą nawet dostać okresu. Interesujące było także wprowadzenie wielu bohaterów, których losy poznajemy, oczekując aż ich ścieżki się przetną. To świat żywy, zaludniony, posiadający własne legendy i zabobony, zwyczaje i święta. Autorka słusznie pokazuje ten świat, pozwala się w niego zatopić, a nie tylko opowiada o nim w dialogach. I mam do tego wszystkiego tylko jedno zastrzeżenie: za dużo wprowadzenia, za mało akcji. Całe 450 stron czyta się jak wstęp. Ta drobiazgowa dbałość o kreację świata i wprowadzenie postaci spowodowała, że duża część książki to “scenki obyczajowe”. Ja takie scenki bardzo lubię, ale powinny one być przeplatane zwrotami akcji, wydarzeniami budzącymi duże emocje. Zamiast tego po prostu przeskakujemy z jednej lokacji do drugiej, z jednej postaci do drugiej; spędzamy czas na uczcie u królowej, by następnie przenieść się do karczmy albo do wieży trol;a; wszędzie jednak śpiewa się, je i rozmawia. I przez całą lekturę po głowie obija się jedno pytanie: do czego ta cała historia zmierza? Postaci też jest zwyczajnie zbyt wiele. Nie przeczę, że są one ciekawe, ale w moim odczuciu należało wprowadzac je stopniowo. Gdyby pierwszy tom skupiał się na 3-4 bohaterach i bardziej ograniczonej liczbie lokalizacji, łatwiej byłoby się z nimi zżyć, a ich lost wywołałyby większe emocje. Zamiast tego, to co miało być mocną stroną książki, zwyczajnie przytłacza: gubimy się w imionach, nazwach, miejscach i opisywanych zwyczajach. Zabrakło mi w tej powieści wyraźnie zaznaczonego wątku przewodniego, balansu między kreacją świata i postaci a akcją. To nie jest powieść, którą się “pożera”, choć muszę przyznać, że wstęp jest bardzo intrygujący i rozbudza apetyt na resztę. Chociaż “Biały i Czarna” czyta się jak samo wprowadzenie, zbyt przeciągnięty prolog, zbudowane zostały podwaliny ciekawej historii. Opowieści o świecie, który niemal niezauważalnie zmierza do momentu zmiany, gdzie dotychczasowe bezpieczeństwo będzie musiało odejść w niepamięć w zetknięciu się z budzącymi się legendami. Gdzie już w krótce na jaw wyjdą sekrety i tajemnice, a postacie okażą się kimś innym niż nam się wydawało. Wydarzenia z pierwszego tomu wydaja się niemal sielankowe, ale podskórnie czuje się, że to ostatnie momenty, kiedy można beztrosko grać w karty czy świętować. Ten pierwszy tom stawia wiele pytań, nie dając nam żadnych odpowiedzi i zwyczajnie chce się poznać dalszy ciąg losów każdego z bohaterów. I mnie to wszystko kręci, bo zwyczajnie wkręciłam się w ten świat, tak barwnie opisywany przez Autorkę. Szkoda tylko, że na końcu zabrakło jakieś bardzo mocnej sceny, która by ten apetyt na drugi tom rozbudziła jeszcze bardziej. Słowem podsumowania Ostatecznie Biały i Czarna to książka z ogromnym potencjałem, ale też z wyraźnymi problemami z tempem narracji. Autorka stworzyła fascynujący, żywy świat i galerię interesujących bohaterów, jednak pierwszy tom przypomina raczej bardzo rozbudowany prolog niż pełnoprawną historię z wyraźną kulminacją. Mimo tego trudno odmówić tej powieści jednego: potrafi wciągnąć w swój świat i sprawić, że chce się w nim zostać na dłużej. Jeśli kolejne tomy lepiej zrównoważą budowanie świata z akcją i emocjami, może z tego powstać naprawdę znakomita saga fantasy. 7/10 to trochę taka ocena na zachętę, docenienie potencjału!
pani_papierek - awatar pani_papierek
ocenił na71 miesiąc temu
Pechowiec Katarzyna Rupiewicz
Pechowiec
Katarzyna Rupiewicz
Akcja "Pechowca" osadzona jest we współczesnych Katowicach. Miejscu, które do takich opowieści jest wręcz stworzone. Tytułowy Pechowiec, to jeden z najstarszych magów, który urodził się w roku 1777 we Francji. I tak się stało, że obecnie przebywa w Polsce (bez żadnego celu). Wtem zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu sprawy morderstwa, którą prowadzi jego dawna znajoma (a na domiar złego musi jeszcze ogarnąć młodą adeptkę, której mimowolnie ma mentorować). To krótki i bezspoilerowy opis. Może brzmi sztampowo, ale tak nie jest. To nie jest kryminał, a ja po prostu próbuję uniknąć spoilerów, by nikomu nie psuć zabawy. Sam z siebie rzadko sięgam po urban fantasy, ale jak już mi jakieś wpadnie, to w przeciwieństwie do Pechowca, mam szczęście. Bardzo podobał mi się zapis i prowadzenie fabuły, gdzie do końca niczego nie można być pewnym. Wytłumaczenie pecha głównego bohatera, to też niezła koncepcja. Jako wielki fan serii Nieśmiertelny, podoba mi się, jak "funkcjonują" magowie, gdyż działa to właśnie na zasadzie z Nieśmiertelnego, czyli pojedynków między nimi. Jedyna różnica, a kluczowa zarazem, że magowie zmieniają swoje ciała, co jakiś czas, gdyż opanowali sztukę ich tworzenia. Ponadto mamy jeszcze cały wachlarz "stworów" ze śląskich podań (nie mogło zabraknąć wzmianki o Bebokach). Okładkę zdobi jedno z dzieł Grzegorza Chudego, piękna sprawa. Przy okazji przypominam o antologii Sprzedawcy Marzeń od Logrusa, Katarzyna Rupiewicz też w niej jest z Heksą. Takie małe lokowanie produktu. Konkludując, polecam nawet tym, którzy podobnie do mnie z uf są na bakier. Przyjemna historia, której minusem jest to, że zdecydowanie za szybko się kończy. Klimat Katowic, które dzięki autorce możemy trochę zwiedzić, wykreowany magiczny świat - wszystko na plus. Jeszcze raz polecam! Podczas lektury nachodziły mnie wciąż myśli, że można byłoby dobry film nakręcić na kanwie tej historii, ale na pewno nie w Polsce. Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce!
kdw - awatar kdw
ocenił na76 miesięcy temu
Czteroksiąg magiczny. Tom I Mowa wody Jakub Kaczmarczyk
Czteroksiąg magiczny. Tom I Mowa wody
Jakub Kaczmarczyk
Bywa tak, że niektóre wydawnictwa zaskakują mnie okładką, właśnie tak zaskoczyła mnie “Mowa wody”, niby biała, ale kolorowa, niby kolorowa a jednak brzeg biały. Bardzo szybko wpadła mi w oko swoją wyjątkowością. Macie na półce książkę, która najbardziej zaintrygowała Was swoją okładką? W Królestwie Pergami wybucha bunt, ktoś postanowił pozbyć się królowej. Przez przypadek w ucieczce pomaga jej lojalny, choć ciut gapowaty wartownik Wąski. Tak zaczyna się ich wspólna podróż, zawiłymi traktami królestwa w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, “kto zlecił zamach?” Książka prowadzi nas dwutorowo, raz towarzyszymy królowej i Wąskiemu, a raz tajemniczej organizacji, której celem jest przejęcie władzy. Przewodniczącą tegoż zgromadzenia jest Biały Paladyn, Beatrycze od lat rządzi na swoim terenie twardą ręką, a jej najbardziej ambitnym celem jest uwolnienie Pergamii spod władzy monarchii. Czy się to uda…? Przecież królowa zniknęła, a w państwie wybuchła wojna domowa, chaos to główne słowo które zawładnęło uliczkami miast i traktami. Z wielką przyjemnością oddałam się lekturze tej książki, a największą ciekawość wzbudziła we mnie postać królowej, niby lekko zagubionej staruszki, jednak mam wrażenie, że ona w ten sposób manipuluje Wąskim i resztą grupy z którą się przemieszcza. Wąski też głównie mnie bawił, choć nie można mu zarzucić braku rozsądku, a czasem też płochliwości 😅 Wątek Beatrycze i jej syna już mniej mnie wciągał, jednak ma on swój urok. Autor w genialny sposób manipulował wątkami fantastycznymi i romansowymi a czasem i erotycznymi. Nie czułam niesmaku, za to nie jedna scena mnie zaskoczyła 😅 Uważam że naprawdę warto poznać tę historię. Polecam f_r
Magdajaros03 - awatar Magdajaros03
ocenił na89 miesięcy temu
Wędrowcy Nocy Justyna Mrozek
Wędrowcy Nocy
Justyna Mrozek
7,5/10 ⭐️ Autorka wprowadza w fabułę niespiesznie, najpierw ukazuje codzienność głównej bohaterki i pozwala się z nią bliżej poznać, przez co początek sprawia wrażenie powieści obyczajowej. Dopiero z czasem pojawia się coraz więcej niezwykłych, tajemniczych wątków z pogranicza fantasy i sci-fi, które są bardzo zgrabnie poszerzane, bez natłoku informacji i chaosu. Niektóre motywy zapewniają świeże i oryginalne spojrzenie, inne są nieco stereotypowe, jednak całość gwarantuje niepowtarzalną mieszankę. Bohaterowie są różnorodni, jednak mam wrażenie, że zabrakło im nieco głębi, co generuje czasem lekką sztuczność. Również styl jest trochę nierówny, momentami bogaty, wręcz poetycki, po chwili staje się zbyt poprawny, schematyczny. Ta wyboistość niestety uniemożliwia pełne wykorzystanie potencjału dobrych pomysłów na fabułę. Nie brakuje jednak pozytywów, które zdecydowanie zachęcają do lektury. Oniryczny klimat, zapowiadany przez magiczną oprawę wizualną, wprowadza wyjątkowy nastrój podczas czytania, tworzy atmosferę niepewności i jest idealnym spoiwem między realistyczną i fantastyczną sferą powieści. Ponadto duchowa podróż głównej bohaterki jest bardzo ważnym elementem, dlatego nie powinny zaskoczyć filozoficzne rozważania, które zachęcają do własnych przemyśleń. Zwroty akcji utrzymują tempo i uwagę czytelnika na odpowiednim poziomie, stopniowo dawkując nowe wątki i wzbudzając ciekawość. Niektóre sceny spokojnie mogłyby zagościć w niejednym thrillerze. Podsumowując, jest to udany debiut, który ma szansę przerodzić się w unikatową serię - polecam :)
smile_at_the_books - awatar smile_at_the_books
ocenił na86 dni temu
…i ujrzeli człowieka Michael Moorcock
…i ujrzeli człowieka
Michael Moorcock
„I oto jest to miejsce i boję się. Boję się śmierci i bluźnierstwa. Ale nie można inaczej. Nie ma innego sposobu.” „Srebrne krzyże to kobiety. Drewniane krzyże to mężczyźni. Często myślał o sobie jako o drewnianym krzyżu. W zawieszonych między snem a jawą porannych majakach widział się czasem jako ciężki drewniany krzyż ścigający przez pola ciemności delikatny srebrny krzyżyk.” Chciałem się tylko dobrze bawić przy kolejnej książce z Rebisu, a czuję się jakbym spadł z wysokiej wieży na ostre skały, które rozszarpały moje ciało i duszę na drobne kawałeczki. „... i ujrzeli człowieka” autorstwa Michaela Moorcocka. Tylko tyle i aż tyle. Książka tak samo wspaniała jak bluźniercza. Jednocześnie odważna, niezapomniana, wspaniała i paskudna. Czuję, że potrzebuję kilku dni, żeby ją przetrawić i ugasić wewnętrzny pożar, który wywołała w głowie. Myślę, że istotę „... i ujrzeli człowieka” doskonale ubrał w słowa Brian Aldiss, pisząc, że jest to „Wehikuł czasu, jaki Wellsowi nigdy by nie przyszedł na myśl.” Moorcock nie opisał jedynie jakiejś tam wyprawy w czasie wprost do nieokreślonej przeszłości czy przeszłości, lecz dał nam to, co siedziało w głowie myślicieli przez prawie 2000 lat. Mianowicie, czy życie Jezusa było mitem? Czy istniał naprawdę? Czy faktycznie był fundamentem naszej wiary, synem Bożym, prorokiem który uleczał? To szalona opowieść, którą jednocześnie kocham i nienawidzę. Jest chaosem. Wchodzi do głowy bez pozwolenia, zdzierając całą fasadę wiary, wychowania, wartości, które kształtują nie tylko mnie, lecz poprzednie pokolenia. Michael snuje fantastyczno naukową opowieść o początkach chrześcijaństwa, ubierając w słowa niezwykle pesymistyczną wizję, która intryguje, wywołuje mieszanie opinie ale i na pewien sposób fascynuje. Jest to jedna z powieści, która wymagała niewątpliwej odwagi przy tworzeniu i odporności na krytykę. W końcu według niektórych są rzeczy święte, których się nie rusza. Z pewnych względów pomijam postać „bohaterskiego” podróżnika w czasie Karla Glogauera, który zaryzykował podróż w nieznane, jednak wierzcie mi mam swoje powody. Raz, jest to postać niesamowicie skomplikowana, skonfliktowana z samym sobą, przejawiająca tragizm, dwa jego losy zostaną ściśle związane z Jezusem, którego tak szuka. Początkowo jego opowieść przypomina ekstrawagancką fatnastykę naukową, jednak szybko zmienia się w anatomię rozpaczy, która dosięga nawet i czytelnika. Po prostu było mi ciężko na duszy podczas lektury. Polecam. Chociaż Bóg mi świadkiem, że moja dusza teraz krwawi.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na924 dni temu
Księga Nieśmiertelności Monika Stachniuk
Księga Nieśmiertelności
Monika Stachniuk
🥑: Kocham motyw podróży, ale tu.. coś poszło nie tak :( 📖: Guruba niewątpliwie jest już stara. W ostatnich latach swojego życia postanawia zebrać drużynę i wyruszy w podróż, aby odnaleźć Księgę nieśmiertelności, jej jedyna szansę na powrót do młodości. W skład ekscentrycznej drużyny wchodzą: sprytny złodziejaszek, utalentowana czarodziejka, podstarzały wojownik, rządny przygód krasnolut i gburowaty elf. Razem wyruszają w niebezpieczną drogę, aby odnaleźć tajemniczy artefakt. 🧙‍♀️: Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, bo to nie prawda, ale po prostu czegoś mi zabrakło. Tyn czymś chyba będzie 50 stron książki, gdyż niemal cały czas miałam poczucie jakby brakowało w niej scen przez co wszystko momentami było bardzo chaotyczne. Nie zawsze wiedziałam co, gdzie i dlaczego. Tak samo sprawa się miała z dialogami, gdzie nie zawsze było wiadomo kto mówi. O ile początek według mnie był absolutnie cudowny. Postaci zostały w mim świetnie rozwinięte i przedstawione tak później.. eh już niekoniecznie😮‍💨 W dodatku to zakończenie, które podobało mi się, ale miało potencjał, żeby być jeszcze lepsze został zmarnowany. Pewnie przez to, że sam napad na Zakon trwał około 20 może 30 stron co zdecydowanie było za krótko i zasługiwało na lepsze rozwinięcie. 📖: Bohaterowie byli na prawdę dobrze napisani i tu nie mam się do czego przyczepić. Absolutnie uwielbiam Matilde i Tablina. Chociaż żałuję, że relacja Tablina i Rosalii nie została bardziej rozpisana. Pomimo tego, że faktycznie mamy klika scen z Filipem Okrutnikiem mam wrażenie (znowu),że jest ich za mało. Filip jest po prostu za mało okrutny. Bohaterem za którym zdecydowanie nie przepadam jest Vallis, który myślał tylko o jednyn i z tego był zrobiony cały jego charakter przezco momentami był na prawdę obrzydliwy. Szczegolnie, gdy chciał poderwać dhżo młodszą Matildę. Co do reszty bohaterów polubiłam ich, ale w niektórych momentach zachowywali się bardzo nielogiczne. Plus no nie jestem wstanie uwierzyć, że z bycia dla siebie całkowicie obcymi istatotami stali się drużyną, która nie potrafu się rozstać. Ponownie za mało się działo pomiędzy tym przeskokiem. ⚔️: Historia miała też bardzo dużo dziur fabularnych, których w większości można było uniknąć (po raz kolejny) przez obszerniejsze rozpisanie. Nie które sytuację po prostu nie zawsze miały sens i z niczego nie wynikały. Brakowało mi też oznaczeń z czyjej perspektywy jest teraz rozdział. I mapka. O Bosze jak mi brakowało mapki. Chyba jeszcze nigdy aż tak bardzo mi jej nie brakowało. Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Sam pomysł na fabułę był bardzo ciekawy i pomysł Księgi nieśmiertelności i wmieszania w to Bogów, i różnych niesnacek między gatunkami. Chociaż z tymi niesnackami to bywało różnie, bo raz było, że się nie lubią, a raz już niekoniecznie. Podobały mi się też zasady Milczącego Zakonu, ale ja bym go jeszcze bardziej rozpisała, żeby jeszcze lepiej przedstawić realia. 🏰: Momentami nie mogłam się oderwać, a w innych nie mogłam się zmóc, żeby zacząć, bo niemożliwe się nudziłam. Jeszcze z plusów to zdecydowanie czuć od tej ksiązki takie stare fantasy pisane z 15-20 lat temu co zdecydowanie nadaje niesamowitego klimatu i przywołuje wspomnienia. Cóż więc teraz podstawowe pytanie, czy polecam? I tak i nie. Zdecydowanie polecam początek, który był 5/5, ale niestety przy końcówce to już było tylko 3/5 :( Liczę, że jeżeli autorką kiedyś zdecyduje się dopisać te sceny będę mogła dać 5/5, ale narazie czuje się odrobinę rozczarowana :(
book_adoo - awatar book_adoo
ocenił na61 rok temu
Wieloraka emergencja Michał Remiszewski
Wieloraka emergencja
Michał Remiszewski
*Wyprawa galaktyczna* Podczas, której wiele się wydarzy, ekspedycja zweryfikuje wiele relacji. ,,Nie nazwałbym tego zmuszaniem, a raczej umową. A jednak siłą egzekwujesz jej warunki, niczym haracz. To z kolei nazwałbym windykacją''. Rys fabularny Na statku kosmicznym Enemaos dochodzi do katastrofy, wnętrze pokładu woda. Co się stało? Jaka była tego przyczyna? Bohaterowie są zdezorientowani, zagubieni, próbują zrozumieć co się wydarzyło i znaleźć źródło kataklizmu. ,,A więc wszystko, co mądre na tym świecie, powstało bez mądrości''. Jak wyjaśnić coś, co jest niewytłumaczalne? Mamy tu paletę różnych postaw, przekonań, systemu wartości, co czyni tę historię znacznie ciekawszą. Niekiedy jednak nic się nie dzieje, akcja zamiera i zwyczajnie wieje nudą. To się jednak zmienia i wszystko wraca na właściwe tory. Poznajemy losy badacza Alana Thibodeau, uczestnika podróży galaktycznej. Autor porusza rozmaite wątki, stanowiące znakomite uzupełnienie opowieści. Publikacja ,,Wieloraka Emrgencja" stanowi kolejną ciekawą pozycję w portfolio wydawnictwa Moc Media, dziękuję za egzemplarz do recenzji. Z pewnością nie jest to lektura łatwa, nie uporacie się z nią w jeden lub dwa wieczory. Wymaga uwagi i zaangażowania, bo otrzymujemy potężny tom! Pisarz posługuje się oryginalnymi koncepcjami filozoficznymi, naukowymi. Pojawia się szalenie popularny w literaturze kwestia sztucznej inteligencji. Michał Remiszewski ze znawstwem omawia poszczególne kwestie. Znajdzie tu czytelnik bogactwo informacji, pogłębione analizy.
LadyMakbet33 - awatar LadyMakbet33
ocenił na83 miesiące temu
Vezuwia Tomasz Harasimiuk
Vezuwia
Tomasz Harasimiuk
„Wiesz, że ja jestem miasto wykute wewnątrz wulkanów…” – tak mogłaby przemówić Vezuwia, niezwykła metropolia, w której jednym z wyznaczników statusu społecznego jest wysokość piętra, na którym się mieszka. To świat, w którym energia elektryczna nie tylko zasila lampy, ale też wpływa na życie ludzi w sposób znacznie bardziej dosłowny, niż mogłoby się wydawać. To właśnie do tego miejsca trafia Feliks – młody Pechowiec z pustynnego Sachem. Zupełnym zrządzeniem losu zostaje uznany za elektryka, co otwiera mu drogę do odkrycia, czym właściwie jest elektryczność i jak działa w świecie Harasimiuka. Wkrótce jednak nie tylko tajemnice energii stają się jego problemem. Na barki Feliksa spada misja, od której zależy znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Pytanie tylko, czy uda mu się wyjść cało z tej opresji? Książkę pochłonęłam naprawdę szybko – czyta się ją lekko, a autor w bardzo przystępny sposób wyjaśnia zasady działania elektryczności. Nawet ktoś, kto na co dzień nie ma z tym tematem wiele wspólnego, wyniesie z lektury sporo ciekawych informacji. Tym bardziej imponujące, że to debiut autora. A ja lubię debiuty – szczególnie takie, które już na starcie zapowiadają rozwiniętą, pełną potencjału serię. Fabuła jest płynna, dynamiczna i obfituje w zaskoczenia. Z pozoru zwykła praca w elektrowni szybko przeradza się w sieć intryg, szpiegowskich gier i napiętych starć. Do tego dochodzą charyzmatyczni bohaterowie, którzy muszą walczyć o swoje i… o przetrwanie w pełnym niebezpieczeństw świecie Vezuwii. Zakończenie zostało świetnie wykreowane i zdecydowanie sugeruje kontynuację. Ja już na nią czekam z niecierpliwością – bo jeśli „Preludium” jest dopiero początkiem tej historii, to przed nami naprawdę fascynująca podróż.
myszaczyta - awatar myszaczyta
oceniła na74 miesiące temu
Retrowizje Agnieszka Fulińska
Retrowizje
Agnieszka Fulińska Agata Poważyńska Wiktor Orłowski Michał Puchalski Radek Puchała Michał Gola Sylwia Wełna Sebastian Zarębski Witold Hess
Wreszcie antologia, która przywróciła mi wiarę w darmówki z fantastyką. Dałem 9 punktów trochę na wyrost, ale uważam, że jest to tom bardzo zdecydowanie zasługujący na uwagę, choć kilka tekstów indywidualnie dostałoby niższą ocenę. Ale i tak jest przeczytałem całość od deski do deski rzadko ziewając, a na dodatek spotkałem paru autorów znanych już z wcześniejszych publikacji, co stanowi wartość dodaną. Wg opisu wydawcy "Retrowizje przeniosą was do krain, które pewnie kojarzylibyście z podręczników historii… gdyby miejsca te nie zmutowały" - i tu mam pewien problem, bo nie wszystkie teksty mi pasują do opisu. Otwarcie - "Mysterium Cosmographicum" Agnieszki Fulińskiej wyjątkowo mocne, to jeden z najlepszych tekstów fantastycznych, które ostatnio czytałem. Jak dla mnie powinno być murowanym kandydatem do nagród choćby za fenomenalną scenę z weteranami i za wizję lęku przed starością. Ale całość jest smakowita zwłaszcza że autorka zdołała utrzymać się w naukowych realiach epoki (XVII w., Ludwik XIV, Wersal, a więc klimaty inne niż w jej dotychczasowej twórczości i dla mnie dotąd mało pociągające),a dodatek czystej fantastyki jest subtelny choć kluczowy. Mnóstwo sprytnie umieszczonych w fabule postaci autentycznych, aż dziwne, że część to postaci fikcyjne. Epokę w dodatku sie czuje niemal namacalnie, opisy są soczyste i mocno immersyjne a intryga choć od pewnego momentu przewidywalna zaskakuje kolejnymi wplecionymi w nią perełkami i łączeniem popkulturowych wątków w historii sprzed stuleci. Po tak smakowitym zanurzeniu w epokę "Miasto dymu i popiołu" Michała Goli mnie nieco rozczarowało. Podobna epoka ale w realiach kompanii wchodnioindyjskiej, Niderlandów i ubrań z kryzami. Intryga nieco momentami się dłuży, najlepsze są tu epizody z Chińczykami zahaczające o różnice kulturowe (opis "niewidzialności" Chińczyków to najmocniejszy punkt opowiadania),a zakończenie dobre mimo że rozwiązanie dość sztampowe. Po "Mysterium" byłem nastawiony na autentyczne postacie, ale tu nazwisko Fransa Halsa jest raczej przypadkowe i to mnie rozczarowało, no i element fantastyczny jest tu całkiem z dziedziny mylnych koncepcji naukowych, bo rozwój technologiczny opiera się o flogiston, co znów wydało mi się po "Mysterim" nieco na skroty. Niemniej to ogólnie satysfakcjonująca lektura. Z trzema kolejnymi opowiadaniami mam problemy w postaci tego, że autorom nie udało się przekonać mnie do swoich interpretacji przeszłości na tyle, żebym w nie uwierzył. Dwa z podobnych powodów: braku zaangażowania emocjonalnego. "Homo sapiens planifacalis" Radka Puchały to próba odpowiedzi na pytanie, co by było, gdyby ewolucyjny wyścig wygrał Neandertalczyk, a nie "my". Czyta się to lekko, jest bardzo elegancko napisane, ale miałem poczucie, że tak naprawdę nic tu się nie dzieje szczególnego: ot, inny gatunek wynajduje w dużym przyspieszeniu, dzięki neandertalskiemu geniuszowi innowacji ważne gadżety, które czynią z niego istotę dominującą na Ziemi, tylko że prosta podmiana, że to Neandertalczyk wydała mi się banalna, opowiadanie jest taką błyskotką, która sprawia krótkotrwałą przyjemność i tyle. Jest to tekst efektowny, ale nie pozostanie we mnie na dłużej, może za wyjątkiem ostatniej sceny z ramy dziejącej się w neandertalskiej "współczesności", która okazuje się dziwnie podobna do naszej. I szkoda, że autor nie postawił na to, zamiast opisywać perypetie prahistorycznych Neandertalczyków. Podobnie mam ze znanym mi z innych tekstów Wiktorem Orłowskim, który w "Świcie nad doliną" wykorzystuje znany motyw tego, jakoby w indyjskim poemacie Mahabharata miał być zawarty opis eksplozji nuklearnej. Tekstowi w moim odbiorze zaszkodził film "Oppenheimer" i obracanie na wszystkei strony słynnego cytatu o niszczycielu światów, który oczywiście w opowiadaniu się pojawia. Orłowskiego się jak zwykle dobrze czyta i to jest niezłe opowiadanie, też z piękną ostatną sceną i ostatnim zdaniem, ale skojarzenia z Oppenheimerem mi je nieco zepsuły, no i podobnie jak u Puchały nie czuję tu dobrze świata. Owszem, autor wplótł w tekst bardzo dużo indyjskich słówek i zapewne zrobił to z głową, bo nawet dziękuje akademickiej specjalistce za konsultacje, ale efekt jest nużący, bo znaczenia części tych terminów nie da się łatwo wymyślić, więc raczej zaśmiecają niż pomagają we wczuciu się w egzotyczny świat. Z kolei "Wielki Dług" nieznanego mi dotychczas Witolda Hessa to ciekawa wizja częściowego "podboju" Europy przez Azteków (znów mamy XVIIw we Francji),ale tu z koeli na brak zachwytu wpłynęły nie przekonuące realia. Oraz znów temu tekstowi szkodzi "Mysterium", gdzie autentyczne realia są esencją tekstu, a tu Kartezjusz będący jednym z głównych bohaterów jest ozdobnikiem, a nie postacią z krwi i kości. Nie przekonuje mnie też koncepcja Maszyny, która w moim przekonaniu nie bardzo nawet pasuje do całości i założeń tomu, ale powuedzenie więcej byłoby spojlerem. Wobec "Pogrobowca Boga Wi" Agaty Poważyńskiej jestem bezradny, bo nie zrozumiałem, o co w tym opowiadaniu chodzi, choć ma swietny nastrój i bardzo efektowny świat. Ale też średnio jak na mój gust pasuje do tomu, bo znów tajemnicza Maszyna, która nijak się nie ma do możliwości ludzi w nieokreślonej jak dla mnie epoce, za to tym razem w Ameryce. "Wielkie łowy" Michała Puchalskiego to przerywnik humorystyczny w tomie raczej poważnym, mechy w Australii i klimaty mi się kojarzące z filmami przygodowymi z eightiesów czy ninetiesów ("Krokodyl Dundee"). Na koniec dostajemy znów dwa teksty bardzo ciekawe, które podniosły ostateczną ocenę, choć jeden nie pasuje mi do tomu. "Latawce nad Chang'anem" Sylwii Wełny to kolejny przykład świata opisanego tak, że czuje się Chiny i ich kulturę, pokazywaną nie wprost, ale przez detale i opisy. Fabuła jest nieco miałka a może nieco niedopracowana, a część pomysłów niewykorzystane, ale ten chiński steampunk był dla mnie drugim po "Mysterium" najlepszym opowiadaniem tomu. Poczułem tu znów motyw przewodni "Retrowizji" - osadzenie retrofuturystycznych wizji w kulturze i przekonaniach miejsca i czasu, o którym się pisze. Otwarte zakończenie nieco zaskakuje, ale całość wypada bardzo pozytywnie. I tekst ostatni: "Atoma" Sebastiana Zaręby pozostawia mnie w zawieszeniu, bo to w moim odczuciu tekst bardzo dobry, ale nie do tego tomu. Mitologia grecka spotyka tu nowożytne rubieże imperium rosyjskiego, Gruzję, tekst jest na pograniczu weirdu, onirycznych wizji i całkowicie odjechanej historii alternatywnej, ale nie widzę w nim znów tego motywu przewodniego zmutowanego technologicznie kawałka świata w określonej epoce.
SargentPepper - awatar SargentPepper
ocenił na919 dni temu

Cytaty z książki Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.