-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać488 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać3
Biblioteczka
2017-02-10
Military s-f w nieco luźniejszym klimacie. Ksiażka niezła, tylko miejscami trochę zbyt upierdliwie inspirowana "Mówcą umarłych" Carda. Biorąc pod uwagę okoliczności i pierwotny cel powstania tej historii (o ile wierzyć wyjaśnieniom we wstępie), można przymknąć oko. Plagiatem to raczej nie jest, ale i parodią nie za bardzo. Przytaczanie innych powieści celem odwrócenia uwagi też wyszło średnio. Trochę nie pasuje do całości i psuje niespodziankę.
Sporo ogranych motywów s-f, nawiązań do naszej rzeczywistości i "leczenia narodowych kompleksów", ale w przyjemny sposób zbalansowanych i zmiksowanych.
Military s-f w nieco luźniejszym klimacie. Ksiażka niezła, tylko miejscami trochę zbyt upierdliwie inspirowana "Mówcą umarłych" Carda. Biorąc pod uwagę okoliczności i pierwotny cel powstania tej historii (o ile wierzyć wyjaśnieniom we wstępie), można przymknąć oko. Plagiatem to raczej nie jest, ale i parodią nie za bardzo. Przytaczanie innych powieści celem odwrócenia uwagi...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-10-24
Książka jest generalnie lepsza od poprzedniczek. Bardziej zwarta historia, jakby mniej dygresji, moralizatorstwo mniej nachalne, powiązane z fabułą i pomaga wczuć się w bohatera/narratora. Widać poprawę warsztatu pisarskiego, choć to nadal zlepek przemyśleń z bloga sklejony garścią anegdot i porno fantazji z życia korpoludków. Dobre zgranie stylu pisarskiego z osobowością głównego bohatera.
Niestety, w drugiej połowie książki nawaliła redakcja. Największy mankament to rozjazd datowania rozdziałów z fabułą - we "wtorek" dowiemy się, że jest weekend i nagle "wyparowało" pół tygodnia. Poza tym np. komentarz do pewnej sytuacji w knajpie zostaje wypowiedziany przez bardzo niewłaściwą osobę, przez co traci wydźwięk. Teoretycznie są to drobiazgi, ale wybijają i psują odbiór książki.
Zwykłych literówek jest mniej, niż w "Ikeach" i przeważnie sprowadzają się do brakujących przyimków - da się przeżyć.
Podsumowując: rozrywkowe czytadło na jeden wieczór. Pisarsko nawet niezłe. Minus dwie gwiazdki za wydawniczą "obróbkę".
Książka jest generalnie lepsza od poprzedniczek. Bardziej zwarta historia, jakby mniej dygresji, moralizatorstwo mniej nachalne, powiązane z fabułą i pomaga wczuć się w bohatera/narratora. Widać poprawę warsztatu pisarskiego, choć to nadal zlepek przemyśleń z bloga sklejony garścią anegdot i porno fantazji z życia korpoludków. Dobre zgranie stylu pisarskiego z osobowością...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-10-04
Wstyd przyznać, ale przeczytałem to dopiero dzisiaj.
Cykl "Opowieści o Alvinie Stwórcy" to, obok sagi Endera, jedno z najbardziej znanych dzieł Orsona Scotta Carda. W odróżnieniu od "Gry Endera" nie jest to sci-fi, ale fantasy zbudowane na alternatywnej historii dziewiętnastowiecznej Ameryki. Znajdziemy tu jednak elementy wspólne dla wielu powieści i opowiadań Carda.
Przede wszystkim jest to typowa dla tego autora historia snuta wokół postaci dziecka-geniusza. Mamy więc Alvina, tytułowego siódmego syna (siódmego syna ;)), obdarzonego szczególnym talentem. Jego potencjał będzie się stopniowo ujawniał i rozwijał, może być wykorzystany na różne sposoby, zarówno do czynienia dobra, jak i zła - wiele zależy od tego, w jaki sposób zostanie ukształtowany jego posiadacz i jakich dokona wyborów. Dlatego istotną rolę w powieści odgrywają opiekunowie i kolejni nauczyciele, a także wrogowie Alvina - osoby i siły, które wywierają wpływ na osobowość dzieciaka i jego indywidualny kodeks moralny. Podobnie jak to było w przypadku Endera, dostajemy przypowieść o znaczeniu i oddziaływaniu elementów kształtujących osobowość: talentu, wykształcenia, aspiracji, przeciwności oraz oczekiwań innych ludzi. Wokół osoby Alvina toczy się ukryta rywalizacja sił dobra i zła (tu reprezentowanych przez stworzenie i zniszczenie), oparta na subtelnych działaniach i pozornych zbiegach okoliczności.
Ważną rolę w powieści Carda (de facto mormona) zajmują rozważania na temat religii i wiary. Autor pozwolił sobie na pewną przewrotność: magia, postrzegana przez instytucje kościelne jako zabobon, w rzeczywistości może pochodzić od Boga, jest swoistą manifestacją Jego mocy. Talenty magiczne nie są w tym świecie rzadkością i mogą objawiać się w najróżniejszy sposób: subtelnie (np. jako szczególne uzdolnienia rzemieślnicze, "rozumienie" tworzywa), jako nadnaturalne zdolności (czytanie w myślach, klątwy, znaki ochronne) albo poprzez talent do bezpośredniego zmieniania otaczającej rzeczywistości (tworzenie, niszczenie). Nie zmienia to faktu, że Kościół nawet w obliczu niezbitych dowodów neguje istnienie magii, a praktykowanie okultyzmu kojarzy z działaniami Szatana.
Poprzez ten zabieg Card zmusza do zastanowienia, czy religię jako taką należy zawsze utożsamiać z faktyczną wiarą, czy oddanie Kościołowi jest zawsze równoznaczne z oddaniem Bogu i wreszcie - w jaki sposób religia może zaślepiać, uczynić podatnym na manipulację i zmusić do działań, które stoją w sprzeczności z wiarą przez tę religię reprezentowaną. Szczególne znaczenie ma tu postać pastora oraz rola, jaką odegrał w całej historii.
Andrzej Sapkowski w posłowiu do "Siódmego syna" postawił tezę, że rzeczywistość, w której toczą się "Opowieści o Alvinie Stwórcy" to jedna z najbardziej kompletnych i przemyślanych wizji alternatywnej historii świata. Trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Dobre kłamstwo cechuje się jednak tym, że jest bogato i umiejętnie doprawione prawdą. W książce dostajemy więc sporą dawkę realiów życia w czasach amerykańskiego osadnictwa. Spotykamy postaci historyczne osadzone w nieco odmiennych rolach. Obserwujemy etapy powstawania osad i społeczności, ścieranie się światopoglądów oraz prostą, codzienną pracę.
Jeśli miałbym się do czegoś (na siłę) przyczepić, byłby to brak jakiejś wartkiej akcji czy spektakularnych wydarzeń (pomijając retrospekcje). To nie jest powieść czytana z wypiekami, wypełniona egzotycznymi przygodami czy emocjonującymi pościgami. Większa część fabuły umiejscowiona jest w niewielkiej amerykańskiej osadzie złożonej z kościoła, sklepu i kilku gospodarstw. Pamiętajmy jednak, że jest to zaledwie pierwszy odcinek dłuższej (i nadal niedokończonej) historii. Dopiero poznajemy ten świat.
Lubię, kiedy coś we mnie zostaje po przeczytaniu książki. Jak na zaledwie 250 stron, "Siódmy syn" zostawił całkiem sporo. Ze względu na sposób opowiadania historii, skupienie na osobie głównego bohatera i przeznaczeniu kształtowanym poprzez posiadany talent, nasuwa mi się skojarzenie z "Czarnoksiężnikiem z Archipelagu" Le Guin.
To nie jest złe skojarzenie. ;)
Wstyd przyznać, ale przeczytałem to dopiero dzisiaj.
Cykl "Opowieści o Alvinie Stwórcy" to, obok sagi Endera, jedno z najbardziej znanych dzieł Orsona Scotta Carda. W odróżnieniu od "Gry Endera" nie jest to sci-fi, ale fantasy zbudowane na alternatywnej historii dziewiętnastowiecznej Ameryki. Znajdziemy tu jednak elementy wspólne dla wielu powieści i opowiadań...
2016-09-17
Fascynująca książka o "niczym". Z powolną i "nudną", snującą się fabułą, a jednak wciągająca. O bardzo aktualnym, ale jednak dobrze już nagłośnionym problemie, więc raczej zbytnio nie zaskakuje ani nie szokuje. Ale mimo to dobrze się czyta. O przeszłości, teraźniejszości i możliwej przyszłości, choć nie można jej zaklasyfikować jako czystego sci-fi. Z mnóstwem szczegółów na temat hodowli pszczół (czuć porządne rozpoznanie tematu), choć zapewne interesujących i nowych jedynie dla laików.
Taka oto właśnie ciekawostka. Fajna.
Fascynująca książka o "niczym". Z powolną i "nudną", snującą się fabułą, a jednak wciągająca. O bardzo aktualnym, ale jednak dobrze już nagłośnionym problemie, więc raczej zbytnio nie zaskakuje ani nie szokuje. Ale mimo to dobrze się czyta. O przeszłości, teraźniejszości i możliwej przyszłości, choć nie można jej zaklasyfikować jako czystego sci-fi. Z mnóstwem szczegółów na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-02-28
Z każdym wieloczęściowym cyklem powieści wiąże się ryzyko spadku jakości. W końcu ile razy można przerabiać stare pomysły? Prędzej czy później autor wpada w pułapkę własnej konwencji, dzieło zaczyna przytłaczać i ograniczać twórcę.
Być może dlatego po napisaniu ponad dwudziestu odcinków Świata Dysku Pratchett postanowił nabrać nieco oddechu i... dystansu. :) A następnie nadać im formę powieści dla młodzieży - lżejszej, mniej "epickiej", choć jak najbardziej "dyskowej". Z całkiem nowymi wątkami i bohaterami, choć umieszczonymi w dobrze znanej, płaskiej geografii. Bez ratowania świata, Bagażu, głowologii oraz ciągłego przypominania, że gdzieś tam pod spodem A'Tuin dryfuje przez kosmos.
Nie obyło się oczywiście bez typowo pratchettowskiego filozofowania. Tym razem trafiło na stadko gryzoni, które nagle zderzyły się z nadmiarem inteligencji oraz wszystkimi wiążącymi się z nią problemami. Jak społeczeństwo, system etyczny czy cała masa drobnych zmartwień, które wcześniej załatwiały instynkt i dobór naturalny.
Książka nie miała szczęścia do polskiego tłumaczenia. Nad Wisłą zwykle czytamy Świat Dysku pisany w równym stopniu przez Terry'ego Pratchetta, co przez Piotra Cholewę i każde odstępstwo od tej reguły rodzi zgrzyty. Jednak wydawca potrafił przyznać się do błędu, i to już przy trzecim wydaniu! Co zresztą stało się kolejnym żartem - w książce znajdziemy nawiązanie do zmiany tytułu z "uczonych szczurów" na "edukowane gryzonie". Muszę kiedyś dotrzeć do oryginalnego tekstu i przekonać się, ile w tym miejscu było Cholewy, a ile Pratchetta.
Nie należy się sugerować "młodzieżowością" tej pozycji. "Maurycy" to jeden z fajniejszych "Dysków". Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że stanowi lepszy punkt wejścia w cykl niż nieco hermetyczny, pisany dla fanów D&D "Kolor magii".
Zdecydowanie warto przeczytać.
Z każdym wieloczęściowym cyklem powieści wiąże się ryzyko spadku jakości. W końcu ile razy można przerabiać stare pomysły? Prędzej czy później autor wpada w pułapkę własnej konwencji, dzieło zaczyna przytłaczać i ograniczać twórcę.
Być może dlatego po napisaniu ponad dwudziestu odcinków Świata Dysku Pratchett postanowił nabrać nieco oddechu i... dystansu. :) A następnie...
2016-02-22
Miejscami kłamię. Kto przeczytał książkę - zauważy. Nie wszyscy czytali. ;)
To pierwsza i (póki co) jedyna książka Olgi Tokarczuk, którą przeczytałem, w dodatku wybrana przypadkowo, dlatego nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. A początek powieści nie pomaga w odgórnym ustosunkowaniu się. I bardzo dobrze robi.
Thriller moralny? "Dreszczowiec"? Nie sądzę. Cechą szczególną i zarazem siłą snutej historii jest senność, oddająca klimat miejsca rozgrywających się wydarzeń - Kotlina Kłodzka, osiedle na uboczu, przez część roku prawie odcięte od cywilizacji. Jest wątek kryminalny, ale przedstawiany z punktu widzenia osoby, która ze względu na wiek, doświadczenie życiowe i pewien ekscentryzm stoi "z boku". Obserwuje, ocenia, chwilami zjawia się post factum na miejscu zdarzenia, ale nie ma tu przeżywania, emocji, napięcia, angażowania się po stronie sprawcy lub ofiary, inicjowania zdarzeń. Chciałoby się rzec, homeopatyczna zawartość kryminału w kryminale. Znacznie więcej jest za to rozważań na temat astrologii, przyrody i odpowiedzialności człowieka za przyrodę.
Świat przedstawiony jest w sposób charakterystyczny raczej dla opowiadań lub utworów scenicznych, niż powieści. Fabuła rozwija się wokół jednego, głównego wątku, rozgrywanego w zaledwie kilku lokacjach. Niewielu bohaterów wychodzi na pierwszy plan. O niektórych jedynie się wspomina, niemal zawsze w kontekście jednej, konkretnej roli granej w powieści: kłusownik, dentysta, sprzedawczyni, policjant, pisarka, itd. Jest to niejako konsekwencją pierwszoosobowej narracji: śledzimy wszystko z punktu widzenia osoby przywykłej do samotności, światopoglądowo skłóconej ze społeczeństwem, samozwańczej obrończyni przyrody. Biernej obserwatorki.
Ekscentryzm głównej postaci podany został w sposób, który pozwala wejść, oswoić się i bez przeszkód odbierać świat jej oczami. Poglądy na ekologię i ezoterykę szczęśliwie nie przybierają charakteru propagandy czy indoktrynacji serwowanej czytelnikowi. Można się z nimi nie zgadzać, jednak stanowią istotne elementy osobowości protagonistki. I nawet, jeśli momentami docierało do mnie pewne dziwactwo w prezentowanych zachowaniach - automatycznie brałem je za dobrą monetę i brnąłem dalej. Brawa dla autorki!
O zakończeniu nie chcę i nie powinienem pisać zbyt wiele. Nie jest oczywiste, ale i nie niemożliwe do przewidzenia. Satysfakcjonujące domknięcie historii. Gwiazdka wyżej w ocenie.
Miejscami kłamię. Kto przeczytał książkę - zauważy. Nie wszyscy czytali. ;)
To pierwsza i (póki co) jedyna książka Olgi Tokarczuk, którą przeczytałem, w dodatku wybrana przypadkowo, dlatego nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. A początek powieści nie pomaga w odgórnym ustosunkowaniu się. I bardzo dobrze robi.
Thriller moralny? "Dreszczowiec"? Nie sądzę. Cechą...
2015-07-26
Całkiem zgrabna historyjka na jedno dłuższe popołudnie. Dość przyjemne czytadło, bez fajerwerków, ale i bez dłużyzn. I tyle w temacie... Prawie.
"Copyfighter" to szybki rzut okiem na środowisko "kreatywnych" - przynajmniej takie, jakim było kilkanaście lat temu, przed wysypem mediów społecznościowych. Spojrzenie na ludzi uwikłanych w reklamę. Książka, której nie czyta się dla historii (dość prostej, żeby nie powiedzieć banalnej), ale dla opisu tego specyficznego światka.
Sposób snucia opowieści przypomina nieco "Pokolenie Ikea" Piotra C.; to taki sam koktajl postaci i sytuacji, które być może zaistniały naprawdę, ale niekoniecznie. Zasadnicze różnice: niemal brak wykraczania poza sferę pracy, nie tak dosadny język i mniej humorystyczne ujęcie tematu.
Cały temat został potraktowany w moim odczuciu nieco płytko. Być może chodziło o to, aby nie znużyć czytelnika nadmiarem branżowych szczegółów, ale przecież o tym ta książka miała od początku być - o hermetycznym środowisku sprzedawców marzeń.
Niewiele dowiadujemy się na przykład o zdobywaniu przez agencję klientów. Ci najczęściej sami masowo przychodzą, a jak już przyjdą, to marudzą, ale przeważnie zostają. Konkurencja gdzieś tam się przewija w tle, ale nie bruździ i w zasadzie mogłoby jej nie być. Zlecenia sypią się lawinowo, gotówka płynie szerokim strumieniem, a wszystkie terminy są bez problemu dotrzymywane. Sielanka.
Niestety, zakończenie mnie rozczarowało i rzuciło cień na całość. Streszczenie z tylnej okładki wygląda jak pomysł na kawałek intrygującej fabuły, mieszającej powieść "branżową" z kawałkiem kryminału. Tymczasem popełniono grzech typowy dla twórców kinowych trailerów: napisano za dużo. Na okładce znalazło się bowiem streszczenie całej książki. Calutkiej. Łącznie z niedopowiedzianym zakończeniem. Co więcej, opowieść kończy się w miejscu, gdzie należałoby tak naprawdę przejść od prezentacji postaci do właściwej akcji. Zamiast tego dostajemy "deus ex machina" w postaci zakapiorów i wielkie THE END. Żadnego morału, żadnego spóźnionego zwrotu akcji. Zakładam, ze był to celowy zabieg, pokazujący, jak działa przemysł kreowania popytu - iluzja, że dostaniemy "coś więcej". Nic więcej tam niestety nie ma, dostajemy dokładnie to, co obiecano na okładce. Tylko po co w takim razie czytać całą książkę?
Podsumowując: nieźle, ale ze sporym niedosytem, a zakończenie pochodzi z zupełnie innej bajki.
Całkiem zgrabna historyjka na jedno dłuższe popołudnie. Dość przyjemne czytadło, bez fajerwerków, ale i bez dłużyzn. I tyle w temacie... Prawie.
"Copyfighter" to szybki rzut okiem na środowisko "kreatywnych" - przynajmniej takie, jakim było kilkanaście lat temu, przed wysypem mediów społecznościowych. Spojrzenie na ludzi uwikłanych w reklamę. Książka, której nie czyta się...
Przyjemna historia, w formie książkowej przyjemniejsza w odbiorze od filmu. Duży plus dla wydawcy za tłumaczenie bezpośrednio z japońskiego. Ale...
Jak czytam po raz kolejny, że bohater "spoglądnął", "zaglądnął", "przeglądnął", a do tego "ubrał buty", to zastanawiam się, kogo WUJ zatrudnia w charakterze redaktora. Bo chyba nie prawdziwego redaktora.
Przyjemna historia, w formie książkowej przyjemniejsza w odbiorze od filmu. Duży plus dla wydawcy za tłumaczenie bezpośrednio z japońskiego. Ale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak czytam po raz kolejny, że bohater "spoglądnął", "zaglądnął", "przeglądnął", a do tego "ubrał buty", to zastanawiam się, kogo WUJ zatrudnia w charakterze redaktora. Bo chyba nie prawdziwego...