-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać359 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać27 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać132
Biblioteczka
2026
2026
2026
2026
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22745/swiatlo-w-mroku
----------------------------------
„Fałszywa hrabina”, to nieznana bohaterka walki o życie tych, których pozbawiono nadziei uwięzieniem w nazistowskim obozie koncentracyjnym i jenieckim w Lublinie (Konzentrationslager Lublin),funkcjonującym w latach 1941–1944. Była nią Janina Stanisława Bednarska Suchodolska, z urodzenia Pepi Spinner w majętnej rodzinie żydowskiego właściciela ziemskiego z Galicji wschodniej. Wykształcona i wyrobiona towarzysko, spostrzegawcza, analityczna i stanowcza.
Działalność hrabiny Suchodolskiej w okresie okupacji nazistowskiej to żywność, leki i medykamenty dostarczane więźniom KL Lublin, ale także uwolnienie kilku tysięcy Polaków z obozowego piekła. To upór i odwaga stawiania czoła oprawcom ciągłym i stanowczym domaganiem się zgód na niesienie tej pomocy. To nieustanna obawa przed zdemaskowaniem jej pochodzenia, troska o bezpieczeństwo jej męża, ale i opanowanie, śmiałość i wielka odwaga. To także determinacja w kontaktach z tymi, którzy uważali się za panów życia i śmierci tych, których uznali za podludzi. Janina skupiała się na niesieniu pomocy bez uwikłania w ideologiczne i doktrynalne spory, bez politycznego zaangażowania. Najważniejsza była pomoc, reszta nie miała znaczenia. Najważniejsi byli ludzie.
Książka o bohaterstwie Janiny Suchodolskiej powstała jako opracowanie jej wspomnień i notatek spisanych w formie relacji, których droga do statusu świadectwa historycznego była nadzwyczaj trudna. „Fałszywa hrabina” jest także rezultatem wieloletnich kwerend w wielu archiwach, gdzie potwierdzono opisane przez bohaterkę daty i fakty.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22745/swiatlo-w-mroku
----------------------------------
„Fałszywa hrabina”, to nieznana bohaterka walki o życie tych, których pozbawiono nadziei uwięzieniem w nazistowskim obozie koncentracyjnym i jenieckim w Lublinie (Konzentrationslager Lublin),funkcjonującym w latach 1941–1944. Była nią Janina...
2025
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/22665/mieczem-i-krzyzem
------------------------------------
Z przesłanego tekstu recenzji redakcja poczyniona przez Lubimy Czytać wycięła dwa początkowe akapity wprowadzające, pozostawiając resztę tekstu bez zmian. Treść recenzji została więc pozbawiona tła historycznego, co kaleczy jego przesłanie.
-------------------------------------
Ludzie północy – wikingowie pod wodzą Rollona (Rolofa), grasujący na terenach wzdłuż dolnej Sekwany, w roku 911 nad rzeką Epte stanęli do bitwy, która ukształtowała wczesnośredniowieczną zachodnią Europę.
Historia Normanów zaczyna się od nadmorskiego pasa ziem w północnej Francji, między Rouen i Caen. W ciągu stulecia, drogą sojuszy i zbrojnych wypraw, powstaje Księstwo Normandii z ambitnymi rodami, których kolejne pokolenia łakną fortun i zdobyczy.
W „Imperiach Normanów” Levi Roach niemal z aptekarską dokładnością opowiada o tym, jak morscy piraci ze Skandynawii stali się władcami licznych ziem i siłą, która przez trzy wieki kształtowała Europę Zachodnią i dała się we znaki bizantyjskiemu mocarstwu.
Roach prowadzi swoją opowieść chronologicznie, ale nie jest to jednolity strumień zdarzeń, dat i postaci. Dzieje Normanów poznajemy przez wątki bohaterów, którym autor przypisuje sekwencje zdarzeń lokowane w czasie.
„Imperia Normanów” to książka o historii, relacjonowanej w szczegółach opisanych kompetentnie, konkretnie, ale przystępnie. To burzliwa historia potęgi Normanów i kształtowanie się zachodnioeuropejskiej kultury rycerskiej w czasach, kiedy młode Królestwo Piastów stało na krawędzi przetrwania.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/22665/mieczem-i-krzyzem
------------------------------------
Z przesłanego tekstu recenzji redakcja poczyniona przez Lubimy Czytać wycięła dwa początkowe akapity wprowadzające, pozostawiając resztę tekstu bez zmian. Treść recenzji została więc pozbawiona tła historycznego, co kaleczy jego...
2025
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22640/kosmos-ostatnia-gr....
[Uwaga] Redakcja tekstu recenzji dokonana przez LC usunęła około ponad 50% (!!!) tekstu. Tekst został w ten sposób tępo, barbarzyńsko i skandalicznie okaleczony, a pozostały jego kikut nie jest recenzją, którą przygotował i co chciał przekazać recenzent.
Pełna treść recenzji poniżej.
---------------------------------------------
Kosmos, ostatnia granica
_________________
Do roku przełomu, który odesłał do historii jedynie słuszny ustrój, poza sowiecką propagandą, do Polski docierało niewiele informacji o amerykańskim programie kosmicznym. W roku 1969 towarzysz Wiesław załatwił Polakom co prawda, dając swoje przyzwolenie, emisję w telewizji polskiej transmisji na żywo z lądowania Orła na Księżycu, ale dopiero w roku 1973 do polskich entuzjastów podboju Kosmosu trafił przewodnik encyklopedyczny „Kopernik, Astronomia, Astronautyka” (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/95072/kopernik-astronomia-astronautyka-przewodnik-encyklopedyczny), który natychmiast stał bezcennym źródłem - wręcz kopalnią wiedzy naukowej, opisów technicznych, informacji o programach badawczych i wyprawach poza Ziemię. Pięć lat później, mieliśmy także swoje przysłowiowe pięć minut na orbicie Ziemi słuchając tego, co stamtąd mówił pierwszy polski kosmonauta. W następnej dekadzie naszą uwagę przyciągała technologia promów kosmicznych, wyrosła z koncepcji samolotów orbitalnych, których pierwsze modele na podstawie niemieckich koncepcji z okresu II Wojny Światowej powstawały po obu stronach żelaznej kurtyny już od końca lat 50-tych i w latach 60-tych XX. wieku. Ponad oficjalne telewizyjne „setki” TVP i „Sondę” nie mieliśmy jednak szans na obszerniejsze informacje o podboju Kosmosu i przyjrzenie się jak powstawały, i jak realizowano programy kosmiczne na świecie. O programie amerykańskim dowiadywaliśmy się tylko tyle, ile sprzyjało to propagandzie radzieckiego sukcesu (z kulminacją w czasie Sojuz-Apollo w roku 1975). Program radziecki był natomiast tajny jak wszystko w państwie sowieckim, a o tym, kto i jak długo będzie albo już jest poza Ziemią informowano w najlepszym wypadku w dniu startu kolejnej misji. Informacje o kosmicznych dokonaniach innych państw, jeśli się pojawiały, to z częstotliwością odwiedzin sąsiedztwa Ziemi przez komety długookresowe.
„Najlepsi” Toma Wolfe’a to wielokrotnie wznawiana książkowa opowieść o amerykańskim programie kosmicznym Mercury z plejady relacji i reportaży i amerykańskich programach kosmicznych, na których przeczytanie historia dała nam szansę dopiero po roku 1989. Nie była jednak pierwszą w Polsce, bo przed nią pojawiła się mocno eksponująca amerykański kontekst kulturowy, kronika programu księżycowego Apollo „Na podbój Księżyca” Normana Mailera (1971, polskie wydanie 1978 nakładem Wydawnictwa Książka i Wiedza).
Pierwszym planem w relacji Wolfe’a są oczywiście przygotowania do pierwszych załogowych lotów ponad atmosferą Ziemi. Wyjątkowość „Najlepszych” tworzy jednak drugi plan dziennikarskiej opowieści, który w niektórych jej fragmentach przyćmiewa wątek kształtowania się programu Mercury. Tym planem są ludzie wybrani jako najlepsi z najlepszych i tło kulturowe Stanów Zjednoczonych końca lat 40-tych i 50-tych XX wieku, podczas najzimniejszego okresu Zimnej wojny. To charaktery i odwaga tej pierwszej siódemki wspaniałych, ale też brawura, nonszalancja i ułańska niemal fantazja niektórych. Upodobanie do imprezowania w knajpach i zamiłowanie do szybkich wozów. Poznajemy ich rodziny i strach przed najgorszym, co może spotkać pilotów-oblatywaczy, przyszłych astronautów. Wolfe dokłada do tego i pieczołowicie relacjonuje jeszcze inny wątek, ambicjonalny.
Oblatywacze wybrani na pierwszych astronautów mierzyli się z kpiącym lekceważeniem swoich kolegów z samozwańczego Błękitnego Bractwa, poskramiających coraz to nowsze i szybsze konstrukcje latające. Pokonanie bariery dźwięku na samolocie rakietowym X-1, start i lądowanie, rekordy prędkości i wysokości, pilot kierujący latadłem. Tym w oczach doświadczonych poskramiaczy nieznanego różnił się prawdziwy kowboj latających cacek od żywego obiektu doświadczalnego wciśniętego do niesterowalnej metalowej puszki i osadzonego na czubku rakiety balistycznej zamiast głowicy bojowej.
Planem tła opowieści o programie Mercury jest skromna i niepewna wiedza o tym, co może spotkać w Kosmosie ludzi, których tam dostarczy rakieta. Odkrywanie tej wiedzy i zdobywanie potrzebnych kompetencji było jak chodzenie po cienkim i pękającym co kawałek lodzie, bo coraz większe doświadczenie i sukcesy w budowaniu coraz szybszych i coraz wyżej latających odrzutowców miały się jednak nijak do lotów za granicą Kosmosu. Decyzje szczebla politycznego (trzeba tam posłać Amerykanina) grzęzły jednak w ruchomych piaskach decyzji wykonawczych i przepychanek Lotnictwa (samoloty orbitalne) z NASA (rakiety kosmiczne). Program Mercury musiał więc nie tylko dać odpór radzieckim sukcesom kosmicznym. To była walka o pieniądze (duże), infrastrukturę (były bazy lotnicze i lotniska, ale nie kosmodromy) i specjalistów (doświadczeni piloci i oblatywacze). O ile pieniądze i infrastruktura były po stronie Lotnictwa, to specjaliści już niekoniecznie. Pierwsza siódemka dla Mercurego została szybko i sprawnie skaperowana z Lotnictwa, co przez długi czas było właściwie jedynym sukcesem programu kosmicznego. Wybrano „najlepszych” ponadprzeciętnie sprawnych fizycznie, kompetentnych i otwartych na kosmiczne nieznane. Ugruntowało to z resztą dogmat procedur i oceny kandydatów na amerykańskich astronautów, kontynuowany w programach kosmicznych Gemini i Apollo. Bariera wykluczająca cywilnych członków misji kosmicznych w amerykańskich programach kosmicznych została przełamana dopiero w załodze szóstej, ostatniej misji księżycowej Apollo 17 . Kolejni cywilni członkowie załóg misji załogowych NASA zaczęli się pojawiać jednak dopiero w programie STS (loty promów kosmicznych).
W starciu z ostentacją i pogardą malkontentów z Błękitnego Bractwa oblatujących krnąbrne myśliwce, górą okazują się jednak ci „Najlepsi”. Nie dość, że cierpliwie i z uporem zmusili inżynierów programu Mercury do wyposażenia kapsuł w porządny bulaj dający widok „prawie” taki jak z kokpitu myśliwca, to jeszcze wywalczyli drążek sterowniczy i niewielki, ale zawsze jakiś, zakres sterowania położeniem ich „Latających konserw”. Elitarną gwardię oblatywaczy pokonało jednak coś innego niż „Najlepsi”. To napędzane wizjami kosmicznej przyszłości rozgłos i sława pierwszych ludzi w Kosmosie – astronautów, popkulturowych celebrytów, medialna i publiczna rozpoznawalność. Na domiar złego, sukces NASA w przeprowadzeniu serii lotów w programie Mercury skasował oblatywaczom konkurencyjny program Lotnictwa budowy i okiełzania „prawdziwego” samolotu kosmicznego Boeing X-20 Dyna-Soar.
Książka Tima Wolfe’a to solidna, drobiazgowa i pełna szczegółów reporterska opowieść o pionierskim okresie dojrzewania Ameryki do Kosmosu po szoku, którym było w październiku roku 1957 wprowadzenie na orbitę Ziemi pierwszego w historii sztucznego satelity przez Związek Radziecki. Książka miejscami irytująca stylem wtrącania i komentowania przedstawianej relacji, chwilami nudząca powtórzeniami, ale dostarczająca mnóstwa ciekawych szczegółów technicznych, proceduralnych i życiowych. Na przykład takich jak te o badaniach medycznych kandydatów na przyszłych kowbojów przestrzeni, czy te o wymyślaniu przez NASA jacy ci kandydaci powinni być i jak ich szukać, albo o tym jak żyło się w Ameryce’40/50. To także soczysta kulturowo i osobowościowa relacja o motywacjach i słabościach, zwątpieniach i determinacji, o reakcjach „właściwej ekipy” na pomysły NASA. Taka mieszanka planów i wątków w książce Wolfe’a, to smakowity kąsek Ameryki pierwszych lat ery kosmicznej.
Program Mecury wykonał pierwszy krok Ameryki w Kosmos. Ostatnia granica została pokonana. Zaledwie siedem lat później ziemianie wykonali pierwszy krok na powierzchni naturalnego księżyca obiegającego ich macierzysty świat, ale to już materiał na inną recenzję.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22640/kosmos-ostatnia-gr....
[Uwaga] Redakcja tekstu recenzji dokonana przez LC usunęła około ponad 50% (!!!) tekstu. Tekst został w ten sposób tępo, barbarzyńsko i skandalicznie okaleczony, a pozostały jego kikut nie jest recenzją, którą przygotował i co chciał przekazać recenzent.
Pełna treść...
2026
2025
2025
2025
2025
W Kosmosie łatwo nie jest. To nieprzyjazne, śmiertelnie groźne środowisko. Zimno tam jak nie wiadomo co, oddychać nie ma czym, w żaden sposób nie można się ogarnąć gdzie jest góra, a gdzie dół. Na domiar złego poruszać się samodzielnie też się nie da. Nie lepiej jest na innych światach z tą różnicą, że jest tam nieco grawitacji, co choć trochę łagodzi wrogość nieprzyjaznych kolonistom środowisk.
Kelly i Zach Weinersmithowie w „Mieście na Marsie”. pytają o to, czy ludzie mogą i powinni skolonizować Kosmos już teraz, bo może tego jeszcze dobrze nie przemyśleliśmy.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22415/czlowiek-rozumny-k....
W Kosmosie łatwo nie jest. To nieprzyjazne, śmiertelnie groźne środowisko. Zimno tam jak nie wiadomo co, oddychać nie ma czym, w żaden sposób nie można się ogarnąć gdzie jest góra, a gdzie dół. Na domiar złego poruszać się samodzielnie też się nie da. Nie lepiej jest na innych światach z tą różnicą, że jest tam nieco grawitacji, co choć trochę łagodzi wrogość nieprzyjaznych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
2025
2025
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22063/spekulatywistyka.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22063/spekulatywistyka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Aktualizacja: treść recenzji została opublikowana w wersji bez okaleczeń. Dziękuję za szybką reakcję na moją prośbę.
---------------------------------
Kolejna oficjalna recenzja zmanipulowana bezczelnie i skandalicznie usunięciem znacznych fragmentów tekstu i dopiskami redakcyjnymi. Skala zniekształcenia wypacza sens tytułu recenzji.
Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22768/ulus-czyli-domena
----------------------------------
Ułus, czyli domena
W samym środku okresu europejskiego średniowiecza, hen daleko na wschodzie, w głębokim azjatyckim interiorze, powstała koczownicza potęga, którą europejska historia zapamiętała jako hordę azjatyckich barbarzyńców. Jej miejsce i rolę w historii przedstawia „Orda. Jak Mongołowie zmienili świat” Marie Favereau. To opowieść o imperium mongolskim od jego powstania pod koniec wieku XII do rozpadu w wieku XV na chanaty środkowej Azji i Krymu.
W wieku XII na rozległych terenach południowej Syberii, żyjące tam koczownicze grupy plemienne toczyły niekończące się waśnie i rodowe zemsty. Pod koniec tego wieku, po dekadach konfliktów, zmiennych sojuszy i zdrad, wszystkie te grupy zjednoczył wódz jednej z nich. Sława wojownika i dowódcy dała mu prestiż i uznanie za godnego tronu Wielkiego Chana. To Temudżyn, znany jako Czyngis-chan, postrach Europy i cywilizacji zachodniej, pogromca wschodniej słowiańszczyzny.
Krwawy podbój Państwa Środka przez zjednoczone plemiona mongolskie i osadzenie własnej dynastii Yuan na tronie cesarskim, były początkiem podbojów na początku wieku XIII. Dokonało się to najpierw w całej wschodniej i środkowej Azji, zaraz potem upadło Imperium Chorezmijskie (persko-tureckie państwo muzułmańskie na obszarze dawnego Imperium Sasanidzkiego). Po tych podbojach, w ciągu trzech dekad przyszła kolej na plejadę księstw Ruskich, a w roku 1241 w bitwie pod Legnicą także na rozbitą dzielnicowo Polskę i królestwo Węgierskie. Ustanawiając swoje zwierzchnictwo nad Węgrami, Mongołowie stanęli u bram świata zachodniego by z nim współistnieć i gospodarczo współpracować przez prawie trzy stulecia.
Przez historię, której powszechnie prawie nie znamy, książka Marie Favereau prowadzi nas dekadami. Mówiąc w kategoriach pojęć historycznych XXI wieku, odsłania fascynującą historię największego terytorialnie imperium, jakie kiedykolwiek dotychczas powstało i przetrwało swojego twórcę. Książka przedstawia postaci i kluczowe zdarzenia dla imperium, ze skupieniem wokół linii rodowych potomków Czyngis-chan. To klasyczny poniekąd, sposób relacjonowania historii, ale Favereau skutecznie unika jednak przesterowania czytelnika nawałem dat. Lokalizacje zdarzeń w czasie oczywiście są, ale zostały zagregowane do całkiem sporej liczby map, od początków Ordy mongolskiej i mateczników koczowniczych grup plemiennych do mongolskiej ekspansji terytorialnej i konfliktów z sąsiadami. Dopełniają to wizualizacje szlaków handlowych tworzących jedwabny szlak.
Dla odbioru książki niezwykle ważnym jest rozpoczęcie jej lektury od uważnego przeczytania komentarza do wydania polskiego, wprowadzającego czytelnika w świat kluczowych pojęć i nazewnictwa dotyczącego mongolskiej Ordy. To migawka zza wydawniczych kulis, obrazująca poziom trudności w przekładzie, redakcji merytorycznej i przygotowaniu książki do publikacji po Polsku. Przed wejściem do świata mongolskiego imperium warto zwrócić uwagę na syntetyczne wprowadzenie kreślące historyczne i kulturowe tło, które dało Mongołom asumpt do rozbudzenia ambicji zdominowania najpierw swoich sąsiadów, a później ich sąsiadów.
Opowieść o koczowniczym imperium w „Ordzie” nie jest historią tylko mongolskich podbojów, krwawych i jak tamte czasy błyskawicznych. To także opis i charakterystyka sieci imperialnego handlu - misternie utkanej osnowy dla ekonomii, której sprawne funkcjonowanie (drożność i bezpieczeństwo kupców, podróżnych, dyplomatów) było przedmiotem stałej ochrony i troski wszystkich po kolei Wielkich Chanów. W „Ordzie” znajdujemy również Europejczyków, którzy cierpliwie i uporczywie pojawiali się w imperium i przenikali do jego wnętrza. Prowadzili tam faktorie handlowe i okresowo także posiadali nawet własne miasta na Krymie i na terenach dzisiejszej południowej Rosji. Franciszkanie, Wenecjanie i Genueńczycy byli też pośrednikami w kontaktach Mogołów z Kalifatem Mameluków i władcami Zachodu. Książka wyjaśnia także związki Mongołów z Islamem, które w wieku XVII tak bardzo dały się we znaki Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
„Orda” przedstawia historię mongolskiego imperium zwięźle i rzeczowo, przywołując liczne materiały źródłowe, które znajdziemy w bardzo obszernym rozdziale przypisów. Wśród tych materiałów należy wyeksponować słynną „Tajną historię Mongołów”, najstarszy i fundamentalny dla badań historycznych zabytek piśmiennictwa mongolskiego, spisany nota bene w języku ujgurskim. Relacja historyczna w „Ordzie” Marie Favereau jest opracowaniem historycznym spisanym z dbałością o szczegóły i tło wydarzeń, ale przystępnie, bez trywializacji i upraszczania faktów lub procesów historycznych ocenami w kategoriach i pojęciach moralnych wieku XXI.
Historia, którą poznajemy w „Ordzie”, to dzieje imperium mongolskiego, którego struktura i organizacja były kompletnie inne niż innych ówczesnych państw. Co więcej, mongolska koncepcja państwa nie została powielona lub choćby zaadaptowania w części przez żadne z państw powstałych po imperium mongolskim. Istotą mongolskiej ekspansji terytorialnej nie były jednak tylko zdobycze i podboje. Była nią redystrybucja bogactwa prowadzona imperialnie przez Wielkiego Chana, zasilana łupami wojennymi, podatkami, trybutami i daninami. Zapewniały to pospołu dominacja i gospodarka napędzana rozległą siecią kontaktów handlowych. Siłą mongolskiego impetu byli jednak nie tylko żądni łupów wojownicy, ale mądrość współistnienia i tolerancji dla zdominowanych. Trwałością zorganizowania imperium bez sztywnej administracji i biurokracji była jego elastyczność, dynamika zmian i ciągła adaptacja struktur wewnętrznych. Mocarstwowym spoiwem była demokracja arystokracji i dowódców plemiennych w wyborze godnych tytułu Wielkiego Chana, podejmowaniu decyzji o kampaniach wojennych, kontaktach zagranicznych i organizacji imperialnego handlu. Istotą panowania chanów mongolskich była domena władzy nad obszarem wpływów, czyli Ułus.
Aktualizacja: treść recenzji została opublikowana w wersji bez okaleczeń. Dziękuję za szybką reakcję na moją prośbę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to---------------------------------
Kolejna oficjalna recenzja zmanipulowana bezczelnie i skandalicznie usunięciem znacznych fragmentów tekstu i dopiskami redakcyjnymi. Skala zniekształcenia wypacza sens tytułu recenzji.
Oficjalna recenzja:...