Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Okładka książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos autorstwa Tom Wolfe
Okładka książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos autorstwa Tom Wolfe
Tom Wolfe Wydawnictwo: Zysk i S-ka reportaż
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Right Stuff
Data wydania:
2025-10-21
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383357010
Tłumacz:
Jan Kraśko
Rok 1957. Na niebie pojawia się pierwszy sztuczny satelita. To moment, który na zawsze zmienia bieg historii i rozpala marzenia całych pokoleń o locie ku gwiazdom.

Słynna książka Toma Wolfe’a opowiada o wyścigu kosmicznym dwóch wielkich mocarstw i ludziach, którzy znaleźli się w samym jego centrum. O pionierach, których codzienność balansowała na granicy odwagi i szaleństwa, o eksperymentach mogących skończyć się katastrofą i tajemnicach NASA ukrywanych przed światem. Życie astronautów toczyło się równie intensywnie na Ziemi, jak i wysoko ponad nią – pełne ekstremalnych treningów, aspiracji większych niż życie, ale też miłości, rozczarowań, dumy i samotności.

Oto historia tych, którzy mieli odwagę uwierzyć w marzenia i sięgnąć gwiazd
Średnia ocen
7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos i



1390
220
24

Opinia społeczności książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmosi



Książki 4958 Opinie 1580

Oceny książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Średnia ocen
7,5 / 10
291 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

avatar
1081
40

Na półkach:

Temat bardzo ciekawy,ale język ktorym jest napisana jest strasznie drażniący. Zbyt wiele razy przewija sie wykrzyknik "brachu" i "zuchaśka" (czymkolwiek jest),żeby można bylo to zdzierżyć...

Temat bardzo ciekawy,ale język ktorym jest napisana jest strasznie drażniący. Zbyt wiele razy przewija sie wykrzyknik "brachu" i "zuchaśka" (czymkolwiek jest),żeby można bylo to zdzierżyć...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
269
225

Na półkach:

Reportaż o kowbojach, którzy polecieli w kosmos, to historia w której człowiekowi nie wystarczyła ziemia i woda. To opowieść o ludziach, którzy chcieli wzbić się w przestworza, być pierwszymi ludźmi, którzy dotrą poza granicę możliwości i ją przesuną - tym samym torując drogę dla przyszłych powietrznych wędrowców.
Książka skupia się na pierwszym amerykańskim programie kosmicznym Mercury, której celem było umieszczenie człowieka na orbicie okołoziemskiej i sprowadzenie go bez szwanku z powrotem na Ziemię.

Zanim jednak dochodzi do samych misji poznajemy ludzi, którzy mają w nich uczestniczyć. Poznajemy też ich rodziny, codzienność, emocje towarzyszące im podczas kolejnych zmagań, gorycz porażki i błędy, które niektórych kosztowały życie.


🌍 Nie można zarzucić książce, że jest nudna. Choć momentami się dłuży i wydawałoby się, że niektóre fragmenty można byłoby pominąć, nie wytracając jednocześnie przyjemności z historii.

🌍 Styl pisania autora bardziej przypomina prelekcje na które ktoś się załapał i postanowił spisać wszystko, co usłyszał. Nie ma tutaj suchego języka faktów, a pełną emocji przygodę.

☁ Przez tak emocjonalny język, trudno dopatrzeć się tutaj literatury faktu/reportażu. Czy można powiedzieć, że autor delikatnie odleciał?

☁ Brak jakiejkolwiek bibliografii utrudnia spojrzenie na tytuł jako coś rzetelnego.

Najlepiej by było, gdyby potraktować całość jak temat, którym Tom Wolfe jest na tyle zainteresowany, że potrafił z uzyskanych informacji i wtrąceń emocjonalnych, stworzyć zgrabną powieść.

Nasi kowboje ukazani są jak ludzie z krwi i kości, którym nie brak ambicji do tego aby sięgać po to, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne. Z drugiej strony pojawiają się obawy rodziny i strachem przed nieznanym, co jest zdecydowanie bliższe czytelnikowi.
Jest to też niecodzienna lekcja w czasach, gdzie świat wstawał z kolan po drugiej wojnie światowej. Z jednej strony zupełnie nowa rzeczywistość, z drugiej Zimna Wojna, które cechowały się przede wszystkim wyścigiem zbrojeń, ale również o palmę pierwszeństwa w dominacji eksplorowania kosmosu.

Mimo początkowych obaw, tytuł okazał się wciągający. Natomiast momentami materiał mógłby zostać ucięty dla dobra czytelników, którzy bawiliby się równie dobrze (a nawet lepiej!) gdyby podarowano sobie przynajmniej pięćdziesiąt niewiele wnoszących stron.

Reportaż o kowbojach, którzy polecieli w kosmos, to historia w której człowiekowi nie wystarczyła ziemia i woda. To opowieść o ludziach, którzy chcieli wzbić się w przestworza, być pierwszymi ludźmi, którzy dotrą poza granicę możliwości i ją przesuną - tym samym torując drogę dla przyszłych powietrznych wędrowców.
Książka skupia się na pierwszym amerykańskim programie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1139
220

Na półkach: , , , , ,

Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22640/kosmos-ostatnia-gr....

[Uwaga] Redakcja tekstu recenzji dokonana przez LC usunęła około ponad 50% (!!!) tekstu. Tekst został w ten sposób tępo, barbarzyńsko i skandalicznie okaleczony, a pozostały jego kikut nie jest recenzją, którą przygotował i co chciał przekazać recenzent.

Pełna treść recenzji poniżej.

---------------------------------------------

Kosmos, ostatnia granica
_________________
Do roku przełomu, który odesłał do historii jedynie słuszny ustrój, poza sowiecką propagandą, do Polski docierało niewiele informacji o amerykańskim programie kosmicznym. W roku 1969 towarzysz Wiesław załatwił Polakom co prawda, dając swoje przyzwolenie, emisję w telewizji polskiej transmisji na żywo z lądowania Orła na Księżycu, ale dopiero w roku 1973 do polskich entuzjastów podboju Kosmosu trafił przewodnik encyklopedyczny „Kopernik, Astronomia, Astronautyka” (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/95072/kopernik-astronomia-astronautyka-przewodnik-encyklopedyczny),który natychmiast stał bezcennym źródłem - wręcz kopalnią wiedzy naukowej, opisów technicznych, informacji o programach badawczych i wyprawach poza Ziemię. Pięć lat później, mieliśmy także swoje przysłowiowe pięć minut na orbicie Ziemi słuchając tego, co stamtąd mówił pierwszy polski kosmonauta. W następnej dekadzie naszą uwagę przyciągała technologia promów kosmicznych, wyrosła z koncepcji samolotów orbitalnych, których pierwsze modele na podstawie niemieckich koncepcji z okresu II Wojny Światowej powstawały po obu stronach żelaznej kurtyny już od końca lat 50-tych i w latach 60-tych XX. wieku. Ponad oficjalne telewizyjne „setki” TVP i „Sondę” nie mieliśmy jednak szans na obszerniejsze informacje o podboju Kosmosu i przyjrzenie się jak powstawały, i jak realizowano programy kosmiczne na świecie. O programie amerykańskim dowiadywaliśmy się tylko tyle, ile sprzyjało to propagandzie radzieckiego sukcesu (z kulminacją w czasie Sojuz-Apollo w roku 1975). Program radziecki był natomiast tajny jak wszystko w państwie sowieckim, a o tym, kto i jak długo będzie albo już jest poza Ziemią informowano w najlepszym wypadku w dniu startu kolejnej misji. Informacje o kosmicznych dokonaniach innych państw, jeśli się pojawiały, to z częstotliwością odwiedzin sąsiedztwa Ziemi przez komety długookresowe.

„Najlepsi” Toma Wolfe’a to wielokrotnie wznawiana książkowa opowieść o amerykańskim programie kosmicznym Mercury z plejady relacji i reportaży i amerykańskich programach kosmicznych, na których przeczytanie historia dała nam szansę dopiero po roku 1989. Nie była jednak pierwszą w Polsce, bo przed nią pojawiła się mocno eksponująca amerykański kontekst kulturowy, kronika programu księżycowego Apollo „Na podbój Księżyca” Normana Mailera (1971, polskie wydanie 1978 nakładem Wydawnictwa Książka i Wiedza).

Pierwszym planem w relacji Wolfe’a są oczywiście przygotowania do pierwszych załogowych lotów ponad atmosferą Ziemi. Wyjątkowość „Najlepszych” tworzy jednak drugi plan dziennikarskiej opowieści, który w niektórych jej fragmentach przyćmiewa wątek kształtowania się programu Mercury. Tym planem są ludzie wybrani jako najlepsi z najlepszych i tło kulturowe Stanów Zjednoczonych końca lat 40-tych i 50-tych XX wieku, podczas najzimniejszego okresu Zimnej wojny. To charaktery i odwaga tej pierwszej siódemki wspaniałych, ale też brawura, nonszalancja i ułańska niemal fantazja niektórych. Upodobanie do imprezowania w knajpach i zamiłowanie do szybkich wozów. Poznajemy ich rodziny i strach przed najgorszym, co może spotkać pilotów-oblatywaczy, przyszłych astronautów. Wolfe dokłada do tego i pieczołowicie relacjonuje jeszcze inny wątek, ambicjonalny.

Oblatywacze wybrani na pierwszych astronautów mierzyli się z kpiącym lekceważeniem swoich kolegów z samozwańczego Błękitnego Bractwa, poskramiających coraz to nowsze i szybsze konstrukcje latające. Pokonanie bariery dźwięku na samolocie rakietowym X-1, start i lądowanie, rekordy prędkości i wysokości, pilot kierujący latadłem. Tym w oczach doświadczonych poskramiaczy nieznanego różnił się prawdziwy kowboj latających cacek od żywego obiektu doświadczalnego wciśniętego do niesterowalnej metalowej puszki i osadzonego na czubku rakiety balistycznej zamiast głowicy bojowej.

Planem tła opowieści o programie Mercury jest skromna i niepewna wiedza o tym, co może spotkać w Kosmosie ludzi, których tam dostarczy rakieta. Odkrywanie tej wiedzy i zdobywanie potrzebnych kompetencji było jak chodzenie po cienkim i pękającym co kawałek lodzie, bo coraz większe doświadczenie i sukcesy w budowaniu coraz szybszych i coraz wyżej latających odrzutowców miały się jednak nijak do lotów za granicą Kosmosu. Decyzje szczebla politycznego (trzeba tam posłać Amerykanina) grzęzły jednak w ruchomych piaskach decyzji wykonawczych i przepychanek Lotnictwa (samoloty orbitalne) z NASA (rakiety kosmiczne). Program Mercury musiał więc nie tylko dać odpór radzieckim sukcesom kosmicznym. To była walka o pieniądze (duże),infrastrukturę (były bazy lotnicze i lotniska, ale nie kosmodromy) i specjalistów (doświadczeni piloci i oblatywacze). O ile pieniądze i infrastruktura były po stronie Lotnictwa, to specjaliści już niekoniecznie. Pierwsza siódemka dla Mercurego została szybko i sprawnie skaperowana z Lotnictwa, co przez długi czas było właściwie jedynym sukcesem programu kosmicznego. Wybrano „najlepszych” ponadprzeciętnie sprawnych fizycznie, kompetentnych i otwartych na kosmiczne nieznane. Ugruntowało to z resztą dogmat procedur i oceny kandydatów na amerykańskich astronautów, kontynuowany w programach kosmicznych Gemini i Apollo. Bariera wykluczająca cywilnych członków misji kosmicznych w amerykańskich programach kosmicznych została przełamana dopiero w załodze szóstej, ostatniej misji księżycowej Apollo 17 . Kolejni cywilni członkowie załóg misji załogowych NASA zaczęli się pojawiać jednak dopiero w programie STS (loty promów kosmicznych).

W starciu z ostentacją i pogardą malkontentów z Błękitnego Bractwa oblatujących krnąbrne myśliwce, górą okazują się jednak ci „Najlepsi”. Nie dość, że cierpliwie i z uporem zmusili inżynierów programu Mercury do wyposażenia kapsuł w porządny bulaj dający widok „prawie” taki jak z kokpitu myśliwca, to jeszcze wywalczyli drążek sterowniczy i niewielki, ale zawsze jakiś, zakres sterowania położeniem ich „Latających konserw”. Elitarną gwardię oblatywaczy pokonało jednak coś innego niż „Najlepsi”. To napędzane wizjami kosmicznej przyszłości rozgłos i sława pierwszych ludzi w Kosmosie – astronautów, popkulturowych celebrytów, medialna i publiczna rozpoznawalność. Na domiar złego, sukces NASA w przeprowadzeniu serii lotów w programie Mercury skasował oblatywaczom konkurencyjny program Lotnictwa budowy i okiełzania „prawdziwego” samolotu kosmicznego Boeing X-20 Dyna-Soar.

Książka Tima Wolfe’a to solidna, drobiazgowa i pełna szczegółów reporterska opowieść o pionierskim okresie dojrzewania Ameryki do Kosmosu po szoku, którym było w październiku roku 1957 wprowadzenie na orbitę Ziemi pierwszego w historii sztucznego satelity przez Związek Radziecki. Książka miejscami irytująca stylem wtrącania i komentowania przedstawianej relacji, chwilami nudząca powtórzeniami, ale dostarczająca mnóstwa ciekawych szczegółów technicznych, proceduralnych i życiowych. Na przykład takich jak te o badaniach medycznych kandydatów na przyszłych kowbojów przestrzeni, czy te o wymyślaniu przez NASA jacy ci kandydaci powinni być i jak ich szukać, albo o tym jak żyło się w Ameryce’40/50. To także soczysta kulturowo i osobowościowa relacja o motywacjach i słabościach, zwątpieniach i determinacji, o reakcjach „właściwej ekipy” na pomysły NASA. Taka mieszanka planów i wątków w książce Wolfe’a, to smakowity kąsek Ameryki pierwszych lat ery kosmicznej.

Program Mecury wykonał pierwszy krok Ameryki w Kosmos. Ostatnia granica została pokonana. Zaledwie siedem lat później ziemianie wykonali pierwszy krok na powierzchni naturalnego księżyca obiegającego ich macierzysty świat, ale to już materiał na inną recenzję.

Oficjalna recenzja: https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/22640/kosmos-ostatnia-gr....

[Uwaga] Redakcja tekstu recenzji dokonana przez LC usunęła około ponad 50% (!!!) tekstu. Tekst został w ten sposób tępo, barbarzyńsko i skandalicznie okaleczony, a pozostały jego kikut nie jest recenzją, którą przygotował i co chciał przekazać recenzent.

Pełna treść...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1151 użytkowników ma tytuł Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos na półkach głównych
  • 767
  • 372
  • 12
182 użytkowników ma tytuł Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos na półkach dodatkowych
  • 128
  • 11
  • 11
  • 10
  • 10
  • 8
  • 4

Tagi i tematy do książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Inne książki autora

Okładka książki Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Ocena 6,5
Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Tom Wolfe
Tom Wolfe
Thomas Kennerly Wolfe Jr. - urodził się 2 marca 1930 roku w Richmond w stanie Wirginia jako syn Helen Perkins Hughes Wolfe, projektantki ogrodów i Thomasa Kennerly'ego Wolfe'a Sr. (1893–1972),agronoma i redaktora The Southern Planter . Był amerykańskim autorem i dziennikarzem szeroko znanym ze swojego związku z Nowym Dziennikarstwem , stylem pisania wiadomości i dziennikarstwa opracowanym w latach 60. i 70. XX wieku, który obejmował techniki literackie. Duża część prac Wolfe'a ma charakter satyryczny i koncentruje się na kontrkulturze lat 60. XX wieku oraz kwestiach związanych z klasą , statusem społecznym i stylem życia elit ekonomicznych i intelektualnych Nowego Jorku . Wolfe kształcił się na uniwersytetach Washington i Lee, a także na Uniwersytecie Yale, gdzie uzyskał doktorat z amerykanistyki. Tom Wolfe spędził swoje pierwsze dni jako reporter Washington Post , gdzie jego swobodny styl skojarzeń i onomatopeiczny styl stał się później znakiem rozpoznawczym Nowego Dziennikarstwa. W książkach takich jak The Electric Koolaid Acid Test, The Right Stuff i The Bonfire of the Vanities Wolfe zagłębia się w wewnętrzne funkcjonowanie umysłu, pisząc o nieświadomych decyzjach, jakie ludzie podejmują w swoim życiu. Jego uwaga poświęcona dziwactwom ludzkiego zachowania i języka oraz kwestiom statusu społecznego jest uważana za bezprecedensową w amerykańskim kanonie literackim. Wolfe rozpoczął karierę jako reporter gazety regionalnej w latach 50. XX wieku, osiągając ogólnokrajową sławę w latach 60. XX wieku po opublikowaniu takich bestsellerów jak The Electric Kool-Aid Acid Test (opowieść o Ken Kesey i Merry Pranksters ) oraz dwóch zbiorów artykułów i esejów, The Kandy-Kolored Tangerine-Flake Streamline Baby i Radical Chic & Mau-Mauing the Flak Catchers . W 1979 roku opublikował wpływową książkę The Right Stuff o astronautach Mercury Seven , na podstawie której w 1983 roku nakręcono film o tym samym tytule w reżyserii Philipa Kaufmana . Jest jednym z założycieli ruchu Nowego Dziennikarstwa w latach 60. i 70. Tom Wolfe zasłynął również z wymyślenia i zdefiniowania terminu fikcja-absolutna . http://us.macmillan.com/author/tomwolfe Wolfe był ateistą , ale powiedział, że „nienawidzę ludzi, którzy chodzą i mówią, że są ateistami”. Wolfe zauważył, że w kwestii swojego religijnego wychowania „wychowywano go jako prezbiterianina ”. Czasami mówił o sobie, że jest „upadłym prezbiterianinem”. Wolfe był obrońcą szkół katolickich. Wolfe krytykował również rewolucję seksualną , opisując ją jako „seksualny karnawał”. Wyrażał sympatię wobec purytańsko-chrześcijańskich poglądów na temat seksualności. Wolfe mieszkał w Nowym Jorku ze swoją żoną Sheilą, która projektowała okładki dla magazynu Harper's . Mieli dwójkę dzieci: córkę Alexandrę i syna Thomasa Kennerly'ego III. Wolfe zmarł 14 maja 2018 roku na Manhattanie w wieku 88 lat z powodu infekcji.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos przeczytali również

Bracia Wright David McCullough
Bracia Wright
David McCullough
17 grudnia 1903 roku Wilbur Wrighr dokonał pierwszego lotu samolotem napędzanym silnikiem mechanicznym. Książka ta opowiada o rodzinie Wrightów, początkach lotnictwa, ale także o kulisach ich lotów i pokazów. Autor dość sporo miejsca poświęca czterem osobom z familii Wright, bracia Orville i Wilbur, siostra Katherine oraz ojciec Milton tworzyli barwną ekipę - biskup (załapał się na lot po osiemdziesiątce),właściciele sklepu rowerowego oraz nauczycielka. W tym środowisku narodził się z jeden z najważniejszych wynalazków w dziejach ludzkości, czyli samolot silnikowy nazwany "Flyer". Narracja jest prowadzona w interesujący sposób, bo jak wspomina autor, po Wrightach zachowała się całkiem spora spuścizna w postaci listów, pamiętników, ksiąg, dokumentów, ofert. Obserwujemy ich poczynania, obserwacje, podróże, wymianę myśli między sobą czy z innymi wynalazcami. Ciekawe jest też szersze tło wydarzeń i rodząca się rywalizacja między pilotami. Śledzimy Wrightów i ich loty oraz pokazy, których dokonywali w Ameryce i w Europie, gdzie zabierali na pokład różnych pasażerów, w tym pierwszą kobietę (Edith Berg). Także pierwszy lotniczy wypadek śmiertelny w historii należy do Orville'a, który akurat w tym wypadku mocno się potłukł, za to jego pasażer miał mniej szczęścia. Spoglądamy w końcu też na inne wielkie wydarzenia lotnicze, które dokonywały się w tamtym okresie jak przelot Bleriota nad kanałem La Manche czy lot hrabiego de Lambert nad Paryżem. Ta książka ma, jakby to powiedzieć, taką pozytywną aurę. Bo to opowieść o przełamywaniu barier przez człowieka, przesuwaniu granic, biciu rekordów. Trudno też nie darzyć Wrightów sympatią, którzy dogadują się ze sobą bez jakichś większych dram. Do tego ta droga od braku wiary, nieufności dziennikarzy poprzez pokazy, które obserwowały tysiące ludzi aż po zainteresowanie wojska i dalszy rozwój lotnictwa to coś fascynującego. Dużo jest takich uroczych fragmentów jak ten, gdzie bracia znajdują odpowiedni teren do lotów i tam zjednują sobie miejscową ludność albo jak ten gdzie Wilbur sobie chodzi po Paryżu i odwiedza Luwr. A przecież co chwilę ryzykowali życiem latając maszyną zbudowaną w szopie. Na plus również bogaty materiał ilustracyjny.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na829 dni temu
Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na ziemię Andrew Smith
Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na ziemię
Andrew Smith
Fascynująca, choć momentami nierówna wyprawa śladami dwunastu ludzi, którzy mieli przywilej stąpania po powierzchni Srebrnego Globu. Autor, brytyjski dziennikarz, wyrusza w podróż po Stanach Zjednoczonych, by odnaleźć żyjących astronautów misji Apollo i zapytać ich o jedno: jak to jest wrócić do normalnego życia po tym, jak dotknęło się innej planety? Siłą tej książki nie jest techniczna strona lotów kosmicznych, lecz ich wymiar psychologiczny i socjologiczny. Smith genialnie wyłapuje kontrast między monumentalnością osiągnięć programu NASA a prozą życia emerytowanych zdobywców kosmosu. Spotykamy ludzi, którzy zostali malarzami, kaznodziejami, biznesmenami, a nawet takimi, którzy po powrocie zmagali się z głęboką depresją. Autor analizuje, jak niemożliwe do opisania doświadczenie wyjścia poza ziemską atmosferę zmieniło ich postrzeganie Boga, polityki i drugiego człowieka. Nostalgia za przyszłością Smith pisze z perspektywy pokolenia, które dorastało w cieniu lądowania na Księżycu i wierzyło, że w roku 2000 będziemy latać na wakacje na Marsa. W książce pobrzmiewa silna nuta melancholii za czasami, gdy ludzkość patrzyła w górę z optymizmem. To nie tylko biografia astronautów, ale też biografia pewnej ery, która skończyła się wraz z ostatnim krokiem Gene’a Cernana na powierzchni Księżyca. Smith pisze stylem bardzo osobistym, niemal pamiętnikarskim. I tu pojawia się powód, dla którego ocena to 6/10. Autor zbyt często zbacza w stronę dygresji o własnym życiu, dzieciństwie i przemyśleniach, które nie zawsze wnoszą coś wartościowego do tematu głównego. Książka jest przez to nieco przegadana i momentami traci tempo. Czytelnik nastawiony na konkretną historię eksploracji może poczuć się znużony opisami podróży wynajętymi samochodami czy detalami z życia prywatnego autora. Podsumowanie: 6/10 „Księżycowy pył” to pozycja wartościowa, bo pokazuje ludzką twarz technologii. Przypomina, że za wielkimi sukcesami stoją krusi ludzie, którzy po powrocie na Ziemię musieli na nowo nauczyć się żyć w grawitacji codzienności. Mimo pewnych dłużyzn i nadmiernego skupienia autora na sobie, jest to lektura obowiązkowa dla tych, których fascynuje nie tyle to, jak polecieliśmy na Księżyc, ale co z nami zrobił ten wielki skok dla ludzkości. To smutna, ale piękna opowieść o tym, że najtrudniejszą misją wcale nie był lot w kosmos, lecz powrót do domu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej
S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów to całkiem udana pozycja na styku biografii i historii powszechnej. Teoretycznie przedmiotem zainteresowania autora jest Thomas "Stonewall" Jackson, jednak w praktyce jest to także specyficzna, szczątkowa quasibiografia szeregu generałów wojny secesyjnej - zarówno konfederackich, jak i federalnych - z niesławnym McClellanem na czele, przez Pope'a, Longsteeta, Banksa i szereg innych, a na Robercie Lee kończąc. We Wrzasku rebeliantów mgła wojny rozwiewa się przed czytelnikiem wszędzie tam, gdzie pojawia się Jackson, zawiera zaś w nieprzenikniony całun tam, gdzie "Stonewalla" nie ma, oferując mnóstwo wiedzy i ciekawe interpretacje wydarzeń ograniczonych jednak czasoprzestrzennie do "okolic" generała Jacksona. Rzecz jest napisana sprawnie, a przy tym całkiem nieźle na poziomie literackim. Dobrze się to czyta, momentami wręcz jak powieść sensacyjną. Biografie rządzą się nieco innymi prawami niż klasyczne monografie, więc jest to rzecz wybaczalna, a nawet mile widziana. Pewnym problemem jest to, że Gwynn do postaci Jacksona podszedł ciut zbyt czołobitnie. "Stonewall" przedstawiony na kartach tej książki nie jest do końca spójny ze "Stonewallem" w jakiego wierzy autor. Jackson bywał szalenie niekonsekwentny - potrafił naciągać otrzymane rozkazy, czy wręcz posuwać się do niesubordynacji, jeśli mu to pasowało, tylko po to by w innych sytuacjach trzymać się litery poleceń ściśle i bez zastrzeżeń, nawet jeśli nie miało to sensu (a mogłoby pomóc innemu generałowi lub nawet wygrać bitwę). Autor wszystko to opisuje uczciwie, jednak koniec końców zamiata pod dywan. Zawsze ma jakieś usprawiedliwienie dla swojego bohatera, zwykle kierujące ostrze winy i odpowiedzialności ku innym. Trudno też nie zauważyć jak duża część triumfów Jacksona była w rzeczy samej dyskusyjna o tyle, że albo były odniesione ogromnym kosztem, albo nie przyniosły wymiernego sukcesu. I to sprowadza się do kwestii tego co mi brakuje: twardej, inteligentnej analizy. Na ile błędy Jacksona wynikały z czynników obiektywnych (faktem jest, że wszyscy generałowie uczyli się wtedy wojny na nowo, skoro był to konflikt toczony według zupełnie innych standardów niż dotychczasowe),a na ile z tego, że jednak nie był geniuszem? Nie chcę kwestionować legendy wielkiego generała, jednak sądzę, że praca naukowa mu poświęcona powinna podejść do sprawy bez różowych okularów, a nawet wręcz kwestionować i kontestować. Oczywiście powyższe to uwaga, na którą należy spojrzeć z pewnej perspektywy. Wojna Secesyjna to w ogóle bardzo szczególny konflikt i aby realnie ocenić jakość jakiegokolwiek generała należałoby najpierw dojść do porozumienia co było ważniejsze: wygrywanie bitew (lub, częściej, ich nieprzegrywanie) czy raczej oszczędzanie zasobów ludzkich (zwłaszcza z perspektywy Konfederacji). Jackson krwawił swoimi armiami i przy ponad dwukrotnej przewadze przeciwnika ponosił zwykle straty niewiele mniejsze od niego, co w ogólnym rozrachunku czyni jego zwycięstwa - dość dosłownie - pyrrusowymi ("Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni"). Last but not least - mapki - dość słabe. Pojedyncze szkice taktyczne poświęcone np. bitwie pod Antientam nie są w stanie nawet w przybliżeniu ukazać złożonych działań prowadzonych podczas tej bitwy. Koniec końców, to tylko drobiazgi, które nie pomniejszają wartości dzieła. Subiektywna czołobitność autora wobec Jacksona też jest do wybaczenia, zwłaszcza że Gwynn choć stara się manipulować wnioskami, to nie manipuluje faktami: te podaje dość klarownie i uczciwie. Chciałbym też przy tej okazji podkreślić, że ogrom informacji dostarczonych przez autora jest naprawdę unikalnych. Reasumując: Wrzask rebeliantów nie jest ani klasyczną monografią, ani biografią, raczej interesującą hybrydą biograficzno-monograficzną poświęconą zarówno Wojnie Secesyjnej jako takiej, jak i Thomasowi "Stonewall" Jacksonowi i, gratisowo, szeregowi innych generałów. Dzieło napisane jest językiem literackim, więc czyta się je dobrze i przyjemnie. Nie jest to pozycja bezwzględnie wybitna, ale zasługuje na uwagę, a jej zalety przewyższają wady. Do kultowego dzieła McPhersona tej pozycji brakuje dość dużo, jednak nie sądzę by Gwynn w ogóle próbował nawiązać starcie z Battle Cry of Freedom. Dobrze znalazł się w wybranym przez siebie temacie i zaprezentował go wystarczająco wyczerpująco i ciekawie. Ocena ciut na wyrost, ale uznałem, że 7 byłoby jednak niezasłużoną karą.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na83 miesiące temu
Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze okno na Wszechświat? Mike Massimino
Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze okno na Wszechświat?
Mike Massimino
"Spaceman: An Astronaut's Unlikely Journey to Unlock the Secrets of the Universe" Mike'a Massimino to książka, która, choć ma swoje mocne strony, może nie spełnić oczekiwań wszystkich czytelników, zwłaszcza tych, którzy mieli okazję przeczytać bardziej angażujące relacje astronautów, jak np. "Nieziemskie wyzwania" Scotta Kelly'ego. Massimino opisuje swoją drogę do zostania astronautą w sposób przystępny i osobisty, dzieląc się licznymi anegdotami z dzieciństwa, lat nauki oraz kariery w NASA. Jego styl pisania jest prosty i bezpośredni, co sprawia, że książka jest łatwa do czytania. Autor skupia się na trudnościach, z jakimi musiał się zmierzyć, podkreślając determinację i wytrwałość, które pomogły mu osiągnąć sukces. Jednakże, jeśli porównamy "Spaceman" do "Nieziemskich wyzwań" Kelly'ego, książka Massimino może wydawać się mniej dynamiczna i mniej głęboka. Kelly, mający doświadczenie z najdłuższym pobytem w przestrzeni kosmicznej, dostarcza czytelnikowi bardziej szczegółowych opisów życia na stacji kosmicznej oraz wyzwań związanych z długoterminowym przebywaniem w przestrzeni kosmicznej. Jego relacje są bogate w techniczne detale oraz emocjonalne przeżycia, co sprawia, że książka jest bardziej wciągająca. W "Spaceman" brak jest pewnej intensywności i głębi, które można znaleźć w książce Kelly'ego. Massimino skupia się na bardziej codziennych aspektach życia astronauty, co może nie dostarczać takiej samej dawki ekscytacji i nowości dla czytelników poszukujących bardziej intensywnych relacji z kosmosu. Ponadto, jego narracja momentami może wydawać się zbyt rozwlekła i skupiająca się na mniej istotnych szczegółach, co może wpływać na dynamikę książki. Podsumowując, "Spaceman" Mike'a Massimino to przyjemna i inspirująca lektura, ale może nie spełnić oczekiwań czytelników, którzy szukają bardziej angażujących i szczegółowych relacji z życia astronauty, takich jak te przedstawione w "Nieziemskich wyzwaniach" Scotta Kelly'ego. Jeśli fascynuje Cię kosmos i chcesz poznać historię jednego z astronautów, warto po nią sięgnąć, ale jeśli oczekujesz głębokich przemyśleń i szczegółowych opisów misji kosmicznych, lektura Kelly'ego może być bardziej satysfakcjonująca.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na61 rok temu
W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka Stephen E. Ambrose
W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka
Stephen E. Ambrose
To grube, opasłe tomisko czyta się jednym tchem. Nie skupia się na bohaterach w trójgraniastych kapeluszach ani mapach rysowanych przy świecy. To jest książka o ludziach, którzy weszli w środek kontynentu, nie mając pojęcia, czy da się z niego wrócić. Lewis i Clark nie ruszyli w zwykłą podróż. Oni ruszyli w nieznane, które nie miało interesu w tym, żeby ktokolwiek je mapował. Rzeki płynęły nie tam, gdzie powinny. Góry rosły szybciej niż ambicje. Kompas bywał sugestią, a nie prawem. „W poszukiwaniu granic Ameryki” czyta się jak raport z długiego oblężenia, gdzie przeciwnikiem jest przestrzeń, pogoda i własne złudzenia. To jest książka o ludziach, którzy myśleli, że przejdą kontynent jak szeroką ulicę, a trafili na dziki, obojętny świat, który nie znał słowa „misja”. Każda strona pachnie mokrą skórą, prochem i gnijącym zapasem. Autor nie robi z ekspedycji pomnika. Nie ma tu patriotycznych fanfar ani triumfalnych flag na szczytach. Jest za to mozolne przesuwanie granicy o kilka mil dziennie — często wbrew rozsądkowi. Najciekawsze w tej książce nie są mapy. Są momenty, kiedy wyprawa prawie się rozpada: choroby, głód, napięcia między ludźmi i świadomość, że droga powrotna wcale nie jest bliżej niż ta do przodu. Indianie nie są tu tłem. Są żywym testem cywilizacji, która dopiero nadciąga. Spotkania bywają pomocne, nieufne, czasem lodowate — jakby obie strony przeczuwały, że to spotkanie będzie miało konsekwencje dłuższe niż sama wyprawa. Styl książki jest surowy, rzeczowy, ale właśnie przez to uderza. Im mniej emocji na papierze, tym więcej ich w głowie czytelnika. To narracja ludzi, którzy nie mieli czasu na metafory — bo musieli przeżyć kolejny dzień. „W poszukiwaniu granic Ameryki” to książka o narodzinach mitu, cenie map, o tym, że imperia zaczynają się od zmęczonych ludzi brodzących w rzece po pas. To lektura dla tych, którzy wiedzą, że historia nie pachnie chwałą, tylko potem i strachem.
a_m_banita - awatar a_m_banita
oceniła na93 miesiące temu
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie Steve Brusatte
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie
Steve Brusatte
Bardzo dobra publikacja - można się z niej mnóstwo nauczyć - ale mocno nierówna pod względem stylu. Najlepsze części (od których na szczęście zaczyna się książka) są fascynujące i wciągają na całego, ale te gorsze są z kolei dość nużące. Jednak tak jak już wspomniałam, to nie treść staje się nagle nudniejsza, w żadnym wypadku! Po prostu w części, która przechodzi do opisu mięsożerców (gdzieś za 150 stroną, czyli prawie w połowie) z niezrozumiałych dla mnie powodów autor zaczyna nieustannie powtarzać te same krótkie opisy, tzn. nigdy niemal nie znajdziecie samego słowa "teropody", ale "teropody o ostrych zębach w typie tyranozaura", nie zwyczajnie "zauropody", ale "długoszyje zauropody takie jak diplodok". Co nie drażniłoby, gdyby to były rzadko używane pojęcia, ale oba padają w książce non stop. Zatem ma się nieładne wrażenie, że albo autor ma czytelników za idiotów z pamięcią złotej rybki, albo uległ pragnieniu lania wody dla zwiększenia liczby stron - albo i to, i to. W rozdziałach wcześniejszych, gdzie opisywane są grupy prehistorycznych zwierząt faktycznie kompletnie nieznane laikom (rynchozaury, rauizuchy, itd.),takie wizualne dopiski miały przynajmniej logiczny sens, a i tak nie zdawały mi się tak nagminne. Później zabrakło mi również polotu w dygresjach o tym, jak paleontolodzy działają w różnych krajach. Na początku opowiastki autora o kolegach po fachu były naprawdę bardzo barwne i nie mniej ciekawe niż same dinozaury, ale potem spadek literackiej formy zdawał się dotknąć i je. Szkoda, że autor stracił tę wcześniejszą lotność pióra, bo pomijając zniżkę formy, to sama treść jest cały czas wspaniała. Na kartach książki pełno jest niesamowitych odkryć, o których nie miało się pojęcia, a sposób dojścia do takich a nie innych wniosków w ich badaniach jest sprawnie wytłmaczony. Jest nawet dogłębnie opisana bibliografia, nie będąca tyko suchą listą pozycji. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję, rozpaliła we mnie chęć dalszego zgłębiania paleontologii. Z samych wątków książki, to osobiście byłam tylko zawiedziona brakiem opisu spinozaura i jego kuzynów, przecież to taka unikalna grupa dinozaurów. O tyranozaurze mamy cały rozdział, inne duże teropody też są długo opisywane, a spinozaur leży i kwiczy. :( Co jest tym bardziej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że historia badań nad nim jest niesamowita i świetnie pasowałaby do reszty opisów przygód naukowców. W ogóle zaskakuje praktycznie brak opisu kredowych gatunków z Afryki, i to, że z kredowej Europy mamy tylko Węgry (tak, Europa była wtedy zalana, ale można byłoby chociaż wspomnieć inne jej wyspowe części). Rozczarował mnie też brak zagłębienia się w temat dinozaurów, których ubarwienie znamy - został tylko zasygnalizowany, a jest to przecież coś fascynującego. Za to wszystko niestety musi być minus. A, i jeszcze ważna uwaga co do polskiego wydania: niestety TRAGICZNA KOREKTA. Nie tyle literówki (choć też często się zdarzają),ale wręcz zła odmiana wyrazów w zdaniach (!!) oraz wiele błędnych zapisów nazwisk badaczy i nazw gatunkowych. Szczególnie dobiło mnie to, że za KAŻDYM razem imię Othniela Marsha, naprawdę bardzo znanego dawnego badacza, w głównym tekście widniało jako OthAniel. Tylko jeden podpis pod fotografią był prawidłowy. Wiele, wiele razy podawano też angielskie nazwy dinozaurów zamiast polskich (nie mogło chodzić o międzynarodowe nazwy naukowe, bo te są zapisywane w książce kursywą). Naprawdę duży wstyd na tym polu.
Żółw-w-filiżance - awatar Żółw-w-filiżance
ocenił na711 miesięcy temu
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata Peter Frankopan
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata
Peter Frankopan
Dwa lata po opublikowaniu w Polsce Jedwabnych szlaków Petera Frankopana (które mam zamiar sprezentować mężowi na Gwiazdkę),na rynku pojawia się przepięknie wydana wersja tej książki dla młodego czytelnika, wzbogacona ilustracje Neila Packera. Absolutnie świetna książka dla dwóch grup odbiorców. Została stworzona z myślą o (mniej lub bardziej) zainteresowanym historią nastolatku (10-15 lat),ale sprawdziła się też w moim przypadku, całkowicie mnie angażując i zmuszając do myślenia. Czyli spodoba się osobie, dla której historia (obok licealnej fizyki) jest jedną ze szkolnych traum. Edukacja przyzwyczaiła nas do patrzenia na historię z polskocentrycznej perspektywy. Jest to podstawowe założenie - najwięcej uczeń powinien dowiedzieć się o swoim kraju, a o innych tylko tyle, żeby mieć świadomość wydarzeń poza granicami państwa. Peter Frankopan, Brytyjczyk, skreśla w swojej książce edukacyjny nacjonalizm i proponuje coś, czego brakowało mi przez kilkanaście lat edukacji - obraz historii ekonomicznej, a nie politycznej. I czyni to w sposób oszałamiający. Żaden kraj nie funkcjonuje w oderwaniu od innych, żadna gospodarka nie działa w odosobnieniu, a każdy postęp, odkrycie, wyprawa, miały swoje gospodarcze uzasadnienie. Dlaczego podpisanie Deklaracji Niepodległości USA wpłynęło na zintensyfikowanie kolonialnego ucisku w Indiach? Dlaczego Iran zmienił swoją nazwę i to właśnie na taką? A wreszcie - jak towary oferowane przez niektóre państwa wpłynęły na los historii i układ sił na świecie? Odpowiedzi na te pytania są pozornie oczywiste, ale nigdy nie wskazane wprost w toku edukacji (a jeśli tak, to zazdroszczę historyków w szkole). Frankopan proponuje błyskawiczny skrót historii, w którym koncentruje się na szlakach handlowych, najbardziej pożądanych towarach, ich znaczeniu społecznym i ekonomicznym. Czyja gospodarka odczuła negatywnie pojawienie się na europejskich rynkach jedwabiu, kiedy powstał prototyp kontroli granicznej, w czym Chińczycy wyprzedzali Europejczyków - to wciąż nieliczne pytania, na które odpowiada ta książka. Książka, która może okazać się szczególnie ważnym punktem zwrotnym w myśleniu zwłaszcza młodego człowieka, funkcjonującego w europocentrycznej rzeczywistości. Europa nie jest i nigdy nie była centrum świata. Ten środek ciężkości od zawsze był przesunięty w stronę Bliskiego Wschodu, gdzie krzyżowały się szlaki handlowe. I to one, tzw. jedwabne szlaki, stanowią centrum cywilizacji. Od ich drożności, bezpieczeństwa, opłat celnych, sposobów transportu uzależniony był przez wieki rozwój idei. Książka absolutnie warta polecenia.
Magda_ między_książkami - awatar Magda_ między_książkami
ocenił na85 lat temu

Cytaty z książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Więcej

Przyjechali tutaj, do miasta, w którym zawsze działy się najważniejsze rzeczy, i przywieźli ze sobą to nienazwane i nienazywalne coś. Może właśnie po to Nowy Jork istnieje? Może istnieje po to, żeby wysławiać tych, którzy coś w sobie mają, bez względu na to, czym to coś jest? A to, co tkwiło w nich, biło na łeb wszystko inne, bo wszyscy na to reagowali, bo chcieli się o to otrzeć, poczuć ten specyficzny dreszczyk, zmrużyć oczy w świetle jaskrawych reflektorów.
O tak, prymitywne to i nader głębokie zarazem! Tylko piloci to coś w sobie naprawdę mieli. Podbijali tym caluteńki świat, a nikt nie wiedział, jak się to coś nazywa.

Przyjechali tutaj, do miasta, w którym zawsze działy się najważniejsze rzeczy, i przywieźli ze sobą to nienazwane i nienazywalne coś. Może właśnie po to Nowy Jork istnieje? Może istnieje po to, żeby wysławiać tych, którzy coś w sobie mają, bez względu na to, czym to coś jest? A to, co tkwiło w nich, biło na łeb wszystko inne, bo wszyscy na to reagowali, bo chcieli się o to otrz...

Rozwiń
Tom Wolfe Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos Zobacz więcej
Więcej