
Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

- Kategoria:
- popularnonaukowa
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- A City on Mars: Can we settle space, should we settle space, and have we really thought this through?
- Data wydania:
- 2025-05-21
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-05-21
- Data 1. wydania:
- 2023-11-07
- Liczba stron:
- 573
- Czas czytania
- 9 godz. 33 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368352153
- Tłumacz:
- Dorota Konowrocka-Sawa
Zdobywczyni HUGO 2024 i wielu innych nagród.
Druga najchętniej wybierana na prezent książka w układzie słonecznym
NIEZIEMSKA i zabawna opowieść o perspektywach kosmicznego osadnictwa – spod pióra autorów bestsellera JAKOŚ WKRÓTCE – ze świetnymi ilustracjami Zacha Weinersmitha
Czy można rozmnażać się na Marsie? • Czy lepiej żyć tam niż na Ziemi po wojnie nuklearnej? • A co z wojną w kosmosie? • Czy czeka nas kryzys mieszkaniowy na księżycowych Szczytach Wiecznego Światła? • Kto nam przyjdzie z pomocą, jeśli utkniemy w Kraterach Wiecznej Ciemności? • Dlaczego astronauci uwielbiają sos taco? • A skoro już o jedzeniu mowa – jaki właściwie jest status prawny kosmicznego kanibalizmu?
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te i wiele więcej intrygujących pytań, koniecznie przeczytaj tę fascynującą książkę!
*
Z Ziemią nie jest zbyt dobrze. Dlatego perspektywa rozpoczęcia wszystkiego od zera na jakiejś innej odległej planecie – gdzie nie ma katastrofy klimatycznej, wojen, X-a ani innych mediów społecznościowych – wydaje się coraz bardziej kusząca. Szczególnie, że ponoć nie jest to już aż tak niemożliwe.
Czy aby na pewno? Kelly i Zach Weinersmithowie napisali niesamowitą książkę o – wydawać by się mogło – świetlanej przyszłości kolonizacji kosmosu. Szkopuł w tym, że po latach rzetelnego researchu i tysiącach godzin wywiadów z czołowymi astrofizykami, inżynierami i ekspertami z zakresu eksploracji kosmosu wcale już nie są tacy pewni, czy kosmiczne osadnictwo to rzeczywiście dobry pomysł.
Kosmiczna technologia i biznes przeżywają gwałtowny rozwój, ale wciąż nie dysponujemy pełną wiedzą o tym, czy w kosmosie można począć dziecko, jak budować kosmiczne osady i czy da się stworzyć państwa w kosmosie tak, by nie wywołać wojny na Ziemi. Mimo to ludzkość wydaje się przeć ku kosmicznej ekspansji… Miasto na Marsie studzi te zapały, dowodząc, że marzenie o nowych światach może okazać się istnym koszmarem: zarówno dla osadników, jak i tych, którzy pozostaną na Ziemi.
Z błyskotliwym poczuciem humoru i korzystając ze swojej dogłębnej znajomości tematu, autorzy próbują odpowiedzieć na jedno z najdonioślejszych pytań ludzkości: jak – i czy w ogóle warto – stać się gatunkiem multiplanetarnym?
WSIADAJCIE, LECIMY NA MARSA!
Kup Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Człowiek rozumny kosmiczny (Homo sapiens cosmicus)
Pierwszy sztuczny satelita Ziemi w roku 1957, a niedługo później w roku 1961 pierwszy człowiek na jej orbicie, stały się ikonicznymi wyobrażeniami kultury masowej, o początku nowej ery w historii Ludzkości. Następującą po tych wydarzeniach dekadę „szalonych lat 60-tych”, zwieńczyło niebywałe wręcz osiągnięcie techniczne dostarczenia człowieka na Księżyc i sprowadzenia go stamtąd żywym na Ziemię. To właśnie wtedy, w tym okresie, narodziły się – poniekąd romantyczne, marzenia o podboju i eksploracji Kosmosu jako dowodach na potęgę ludzkiego rozumu i materializację kosmicznej przyszłości człowieka, o konieczności eksplorowania Kosmosu, z którymi rozprawiają się Kelly i Zach Weinersmithowie w „Mieście na Marsie”. Autorzy pytają o to, czy ludzie mogą i powinni skolonizować Kosmos już teraz, bo może tego jeszcze dobrze nie przemyśleliśmy.
W Kosmosie łatwo nie jest. To nieprzyjazne, śmiertelnie groźne środowisko. Zimno tam jak nie wiadomo co, oddychać nie ma czym, w żaden sposób nie można się ogarnąć gdzie jest góra, a gdzie dół. Na domiar złego poruszać się samodzielnie też się nie da. Nie lepiej jest na innych światach z tą różnicą, że jest tam nieco grawitacji, co choć trochę łagodzi wrogość nieprzyjaznych kolonistom środowisk. Kelly i Zach zaczynają od przypomnienia nam o tych oczywistościach, dorzucając jeszcze kilka uwag o istotnych dla nas sprawach. Chodzi tu rzecz jasna o seks i rozmnażanie na kolonizowanych światach – w ogólności poza Ziemią. Sukces pozaziemskiego kolonizowana zależy też od tego, żeby odbywało się to przy zdrowych zmysłach.
W pozaziemskich koloniach – tak zresztą jak i na Ziemi, na początek trzeba znaleźć jakieś schronienie. Potrzebujemy tam czegoś solidnego, czy to pod innoświatowym gruntem lub solidnie opancerzonego na powierzchni i w próżni międzyplanetarnej. Bez tego zabije nas promieniowanie, zniekształci (mutacje) albo co najmniej wysterylizuje i z kolonizowania nic nie wyjdzie. Mając cokolwiek nad głową trzeba zadbać i to, żeby nie zabił nas w Kosmosie głód. Wytworzenie czegoś jadalnego i na dodatek wartościowego to trudne zadanie. Jedzenie w kosmicznych koloniach to jednak szerszy problem obiegu materii organicznej (w tym recyklingu wydalin),a ściślej mówiąc ekosystemów potrafiących ludzi utrzymać żywymi bez ziemskiej pępowiny. Rezultaty przeprowadzonych na Ziemi projektów ekosystemowych pokazują, że nasza wiedza o ich budowie i działaniu jest nad wyraz nikła. Winersmithowie powołują tu przede wszystkich najgłośniejsze eksperymenty Biosfera i Biosfera 2, ale także kilka innych pomniejszych. Okazuje się bowiem, że najlepszym rozwiązaniem byłoby sklonowanie ziemskiej biosfery. Czyżby zostawało nam więc tylko terraformowanie jak w trylogii „Czerwony-Zielony-Błękitny” Mars albo habitaty takie jak „Pierścień” albo budowane przez Kulturę we „Wspomnij Phlebiasa”? Niekonieczne, ale Autorzy studzą nadzieje entuzjastów, że da się to szybko technologicznie ogarnąć.
Kolejnym w dyskusji o kolonizowaniu Kosmosu jest tabu seksu i rozmnażania poza Ziemią. Autorzy książki podkreślają, że kompletnie nic o tym nie wiemy i jak miałoby wyglądać. Wiemy natomiast, że poza rodzicami do zaludniania Kosmosu potrzeba grawitacji i skutecznej ochrony programu kodowanego w helisie DNA. Koloniści muszą też pozostać przy zdrowych zmysłach, żeby w Kosmosie przetrwać. Muszą funkcjonować i działać jak wspólnota. Jak podkreślają Weinersmithowie, o psychologii kosmicznej wiemy bardzo mało, bo tylko z kilkudniowych wypraw na Księżyc i kilkudziesięciu dłuższych pobytów załóg na stacjach kosmicznych wokół Ziemi.
Jeśli myślicie, że wyzwania technologiczne kosmicznej kolonizacji i brak potrzebnych do jej uprawiania rozwiązań technicznych, albo koszty są dziś problemem, to Autorzy „Miasta na Marsie” wskazują coś poważniejszego zgodnie z regułą mówiącą o tym, że kiedy nie chodzi o pieniądze, to na pewno chodzi o władzę i prawo. Weinersmithowie przedstawiają dzisiejszy stan prawa kosmicznego, punktując jego archaiczność. Chodzi oczywiście o prawo własności (kto jest właścicielem i czego w Kosmosie) i konsekwencje podejmowanych tam działań (rzymskie Res nullius, nowożytne Res communis, czy formuła Wspólnego dziedzictwa ludzkości). Traktat o przestrzeni kosmicznej z roku 1967, przyjęto w kompletnie innej niż dzisiejsza sytuacji geopolitycznej (tylko dwa kraje potrafiły latać w Kosmos). W połowie trzeciej dekady wieku XXI, po ponad 60. latach rozwoju nauki i techniki, Komos jest eksplorowany przez wiele krajów, a nawet pojawiają się próby jego dzikiego prywatyzowania. Dziś praktycznie nikt nie angażuje się w uaktualnienie prawa kosmicznego, wielu natomiast próbuje ustalić własne regulacje jako precedensy obowiązujące innych. To bardzo ważna część „Miasta na Marsie”, wręcz lektura obowiązkowa do przeczytania z należytą uwagą i skupieniem. W konfrontacji z kosmicznym (bez)prawem, technologia i technika mogą się okazać znacznie łatwiejszymi do opanowania.
„Miasto na Marsie” przedstawia zagadnienia, które umykają albo też są wręcz pomijane (ignorowane?) przez entuzjastów pozaziemskiego kolonizowania. Weinersmithowie te zagadnienia przywołują w dyskusji uświadamiając nam, że Kosmos może i przypomina amerykański dziki Zachód z jego przestrzeniami tylko czekającymi na ich zajęcie. Rzecz jednak w tym, że jest to mit taki sam jak te, które Kelly i Zach skutecznie demitologizują. Nie są przy tym wolni od uwarunkowania kulturowego imperatywem ekonomicznego wzrostu, co w niektórych rozdziałach irytujuje ameryko-centrycznością. Aż kusi w takich miejscach, żeby przypomnieć słowa umieszczone na lądowniku księżycowym misji Apollo 11: Przybyliśmy w pokoju dla całego rodzaju ludzkiego.
Książka rekomendacją nagrody Hugo w roku 2024 jest ważnym głosem w dyskusji o kolonizowaniu innych światów i przestrzeni kosmicznej, co solidnie podpiera obszerny wykaz źródeł bibliograficznych. Lekko prowadzona, miejscami dowcipna narracja, skraca dystans do tak wielkiej sprawy jaką jest kolonizacja Kosmosu. Autorzy ujęli w książce także niekiedy humorystyczne, ale stuprocentowo rzeczywiste historie dotyczące programów kosmicznych. Wszystko, o czym piszą Weinersmthowie w „Mieście na Marsie” jest jednak tylko punktem widzenia, obciążonym ziemską historią, kulturą, moralnością, definicjami tego co słuszne i legalne. Za aksjomat przyjmują, że finansowanie eksploracji Kosmosu ziemskimi pieniędzmi uzasadnia ziemską jurysdykcję. Czy rzeczywiście pozaziemskie kolonie nie mają prawa do samostanowienia?
Tomasz Kokowski
Oceny książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Poznaj innych czytelników
704 użytkowników ma tytuł Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? na półkach głównych- Chcę przeczytać 559
- Przeczytane 131
- Teraz czytam 14
- Posiadam 64
- 2025 12
- Chcę w prezencie 11
- Popularnonaukowe 9
- Kosmos 5
- Do kupienia 4
- Technologia 3
Tagi i tematy do książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Im bardziej zagłębialiśmy się w temat, tym bardziej rósł nasz niepokój. Jak ma funkcjonować demokracja w społeczeństwie, w którym powietrze ...
RozwińNie zmądrzejemy od tego, że polecimy do gwiazd. Musimy zmądrzeć, aby tam polecieć.








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Pierwsza część opisująca kwestie techniczne nudna ale w sumie sensowna (zgadzam się, nie skolonizujemy kosmosu w jakiejkolwiek przewidywalnej przyszłości) za to druga połowa zamienia się w jakieś bajdurzenie o prawie międzynarodowym, które jak wiadomo skutecznie uchroni nas przed wojnami (serio, autorzy piszą o „niezręcznej sytuacji na forum ONZ, kiedy stałoby się jasne , że pogwałcono traktat o przestrzeni kosmicznej, jak i układ o częściowym zakazie prób jądrowych”!). No litości…
Pierwsza część opisująca kwestie techniczne nudna ale w sumie sensowna (zgadzam się, nie skolonizujemy kosmosu w jakiejkolwiek przewidywalnej przyszłości) za to druga połowa zamienia się w jakieś bajdurzenie o prawie międzynarodowym, które jak wiadomo skutecznie uchroni nas przed wojnami (serio, autorzy piszą o „niezręcznej sytuacji na forum ONZ, kiedy stałoby się jasne ,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomam uwage co do polskiego wydania: czasem rozmieszczenie tekstu rozjezdza sie z obrazkiem - np w podrozdziale "czym jest panstwo i czy..." obrazki ze stron 415-416 wypadaja za tekstem przez co strona 416 wizualnie nie ma sensu.
mam uwage co do polskiego wydania: czasem rozmieszczenie tekstu rozjezdza sie z obrazkiem - np w podrozdziale "czym jest panstwo i czy..." obrazki ze stron 415-416 wypadaja za tekstem przez co strona 416 wizualnie nie ma sensu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo połowy rewelacja, a potem bełkot polityczny, prawny, ustawowy, nudny jak diabli........
Do połowy rewelacja, a potem bełkot polityczny, prawny, ustawowy, nudny jak diabli........
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzeczowo rozpatrzona kwestia kolonizacji innych niż Ziemia ciał niebieskich. Autorzy zwracają uwagę na wiele szczegółów umykających chyba większości entuzjastów ekspansji poza nasz świat. Rozprawiają się z pomysłem pod kątem prawnym, etycznym, biologicznym, fizycznym a mnogość spojrzeń na temat naprawdę robi wrażenie.
Rzeczowo rozpatrzona kwestia kolonizacji innych niż Ziemia ciał niebieskich. Autorzy zwracają uwagę na wiele szczegółów umykających chyba większości entuzjastów ekspansji poza nasz świat. Rozprawiają się z pomysłem pod kątem prawnym, etycznym, biologicznym, fizycznym a mnogość spojrzeń na temat naprawdę robi wrażenie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiasto na Marsie – Kelly i Zach Weinersmith.
Książka Miasto na Marsie (oryg. A City on Mars: Can We Settle Space, Should We Settle Space, and Have We ReallyThoughtThis Through?) autorstwa Kelly i Zacha Weinersmithów, wbrew tytułowi, nie jest opowieścią wyłącznie o Marsie. To szeroko zakrojona, momentami bezlitosna analiza idei osiedlania się ludzi poza Ziemią – na Księżycu, Marsie, w górnych warstwach atmosfery Wenus czy nawet w zacienionych kraterach Merkurego. Autorzy zadają nie tylko pytanie „czy możemy?”, ale przede wszystkim „czy powinniśmy?” i „czy naprawdę przemyśleliśmy konsekwencje?”.
Choć książka napisana jest w lekkim, często humorystycznym tonie, jej wydźwięk jest zaskakująco pesymistyczny. Weinersmithowie systematycznie rozprawiają się z marzeniami o kosmicznym eksodusie ludzkości, obnażając ich słabe punkty. Nie robią tego jednak w sposób emocjonalny czy ideologiczny – przeciwnie, opierają się na twardych danych, badaniach naukowych i analizach prawnych oraz biologicznych. Efekt bywa bolesny: czytelnik ma wrażenie, że autorzy krok po kroku odbierają mu kolejne złudzenia.
Ogromną zaletą książki jest jej kompleksowość. Autorzy nie ograniczają się do techniki rakietowej czy problemów inżynieryjnych. Analizują psychikę człowieka w długotrwałej izolacji, kwestie odżywiania, dostępu do wody, a nawet rozmnażania i wychowywania dzieci w środowisku pozaziemskim. Zwracają uwagę na zagrożenia, które w popularnych narracjach bywają bagatelizowane: promieniowanie kosmiczne, toksyczny regolit, niską grawitację czy brak skutecznych systemów medycznych. Kosmos w ich ujęciu nie jest romantyczną granicą do przekroczenia, lecz środowiskiem pełnym biologicznych i technologicznych „pułapek”.
W tym sensie Miasto na Marsie działa jak zimny prysznic. To książka, która zamiast inspirować wizją nowej cywilizacji międzyplanetarnej, zmusza do myślenia o kosztach – nie tylko finansowych, ale także ludzkich i etycznych. Autorzy nie twierdzą wprost, że kolonizacja kosmosu jest niemożliwa, lecz pokazują, jak daleko jesteśmy od jej realnej, bezpiecznej realizacji.
To lektura szczególnie cenna dla czytelników zainteresowanych astronautyką, którzy chcą spojrzeć na temat osadnictwa kosmicznego bez marketingowej mgły i futurystycznych sloganów. Miasto na Marsie nie odbiera sensu eksploracji kosmosu, ale brutalnie przypomina, że marzenia muszą iść w parze z odpowiedzialnością i rzetelną wiedzą. Nawet jeśli po lekturze pozostaje poczucie „że wszystko to klops”, jest to klops intelektualnie uczciwy, a to w literaturze popularnonaukowej wciąż rzadkość.
(Recenzję napisałem dla Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej)
Miasto na Marsie – Kelly i Zach Weinersmith.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Miasto na Marsie (oryg. A City on Mars: Can We Settle Space, Should We Settle Space, and Have We ReallyThoughtThis Through?) autorstwa Kelly i Zacha Weinersmithów, wbrew tytułowi, nie jest opowieścią wyłącznie o Marsie. To szeroko zakrojona, momentami bezlitosna analiza idei osiedlania się ludzi poza Ziemią – na...
Lekko napisana i miejscami zabawna (choć miejscami autorzy mogliby sobie podarować). Porusza kwestię nad którymi nie zawsze myśli się, rozważając kolonizację kosmosu (np. kwestie prawne). Super, że powstała pozycja lekko studząca ten hurraoptymizm kolonizacyjny :)
Lekko napisana i miejscami zabawna (choć miejscami autorzy mogliby sobie podarować). Porusza kwestię nad którymi nie zawsze myśli się, rozważając kolonizację kosmosu (np. kwestie prawne). Super, że powstała pozycja lekko studząca ten hurraoptymizm kolonizacyjny :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka odpowiada na pytanie czy na dzień dzisiejszy kolonizacja poza Ziemią jest możliwa i z jakimi trudnościami spotka się człowiek przy realizacji takiego projektu. Dobrze się to czyta (poza rozdziałami dotyczącymi literatury prawa),bo i temat ciekawy. Polecam.
Książka odpowiada na pytanie czy na dzień dzisiejszy kolonizacja poza Ziemią jest możliwa i z jakimi trudnościami spotka się człowiek przy realizacji takiego projektu. Dobrze się to czyta (poza rozdziałami dotyczącymi literatury prawa),bo i temat ciekawy. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFantastyczna książka popularnonaukowa. Wielopoziomowe wyjaśnienie perspektyw kolonizacji kosmosu, a właściwie tego jak bardzo jest to odległa perspektywa (jeśli w ogóle jest to możliwe). Lekki język, multum ciekawostek, naukowe podejście do tematu, polecam
Fantastyczna książka popularnonaukowa. Wielopoziomowe wyjaśnienie perspektyw kolonizacji kosmosu, a właściwie tego jak bardzo jest to odległa perspektywa (jeśli w ogóle jest to możliwe). Lekki język, multum ciekawostek, naukowe podejście do tematu, polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapewne w chwili, gdy ludzkość zaczęła zdobywać kosmos, zrodziło się marzenie by pójść o krok dalej. A miało być nim nie tyle budowanie baz, co zasiedlenie Księżyca czy którejś z planet naszego układu. Dosyć szybko okazało się, że jakikolwiek potencjał do zamieszkania spośród planet, ma jedynie Mars. Jednak czy naprawdę te ciała niebieskie mogą zostać naszym drugim domem?
Na to pytanie starają się odpowiedzieć Kelly Weinersmith i Zach Weinersmith. dwójka naukowych freaków, jak sami o sobie mówią. Postanowili oni skonfrontować wszystkich entuzjastów, którzy uważają, że dosłownie za parę lat stworzymy zalążki koloni na Czerwonej Planecie. W książce znajdziemy mnóstwo informacji na temat warunków panujących na Księżycu i Marsie, także pod kątem możliwości ich zasiedlenia. Zapoznamy się z blokiem dotyczącym prawa kosmicznego i historii podboju kosmosu przez człowieka. Ponadto, autorzy postarają się odpowiedzieć na kluczowe pytanie czy mamy szanse na pozaziemską kolonie i czy w ogóle jest sens takową tworzyć.
Ktoś mógłby powiedzieć, że tego typu głosy to mrzonki i próba wkładania kija w szprychy postępu. Jesteśmy przecież o krok od zasiedlenia Marsa czy Księżyca i lada dzień, niczym bohater książki Marsjanin, będziemy na Czerwonej Planecie sadzić ziemniaczki. Otóż… to skomplikowane. Autorzy pokazują, że owszem nie jest to niemożliwe, jednak nie takie proste. Nie wystarczy tam polecieć, bo trzeba jeszcze przeżyć. A jak sami lubią podkreślać, najgorsze miejsce jakie wyobrazicie sobie na Ziemi będzie i tak znacznie bardziej gościnne niż cokolwiek co spotka was w potencjalnej koloni.
Zwykle u większość entuzjastów realizm kończy się na: dolecimy tam. Pomysły na założenie „Drugiego Domu” zazwyczaj są mgliste i mają niewiele wspólnego z naszymi aktualnymi możliwościami. Warto pamiętać, że warunki na obu tych globach są, po prostu zabójcze. Ponadto, autorzy stawiają bardzo zasadne pytania: po co, pomijając ludzką ambicję, mielibyśmy osiedlać się w takich miejscach? A także, skąd te wszystkie utopijno-pacyfistyczne założenia, że nagle ludzkość, która co chwila rzuca się sobie do gardeł, tam akurat zachowa się pokojowo? A jeśli nie, to jakie prawne rozwiązania będą takie sytuacje rozwiązywać?
Niezwykle intrygujące są ich humor i merytoryczność. Nie narzekają ot tak, tylko w relatywnie prosty sposób pokazują mankamenty czy wręcz głupotki, serwowane w mainstreamie na temat kolonizacji, nie stroniąc przy tym od żartów i docinków. Ta książka jest ni mniej ni więcej, tylko kubłem zimnej wody na głowy wszystkich tych, którzy zamiast o losach Ziemi fantazjują o jej porzuceniu na rzecz innych destynacji.
Podsumowując, podróż, w którą zabierają czytelnika autorzy, chociaż niełatwa, jest bez wątpienia warta odbycia. Zderzenie z faktami i rzeczywistością może zaboleć. Jednak chyba lepiej uczyć się pokory na Ziemi niż, sczeznąć marnie na Marsie czy Księżycu.
Zapewne w chwili, gdy ludzkość zaczęła zdobywać kosmos, zrodziło się marzenie by pójść o krok dalej. A miało być nim nie tyle budowanie baz, co zasiedlenie Księżyca czy którejś z planet naszego układu. Dosyć szybko okazało się, że jakikolwiek potencjał do zamieszkania spośród planet, ma jedynie Mars. Jednak czy naprawdę te ciała niebieskie mogą zostać naszym drugim domem?...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajna książka o eksploracji/osiedlaniu się w kosmosie. Porusza wiele kwestii o których normalnie się nie myśli, a może nawet nie wiemy że można by o nich pomyśleć. Wstęp trochę pseudo naukowy, dalej bardziej pseudo-standupowo się robi, część tych żartów na siłę (trochę jak bym Radka Kotarskiego czytał),ale całość mega ciekawa. Polecam w sumie nawet tym którzy się kosmosem nie interesują (np jak ja). 🙂
Fajna książka o eksploracji/osiedlaniu się w kosmosie. Porusza wiele kwestii o których normalnie się nie myśli, a może nawet nie wiemy że można by o nich pomyśleć. Wstęp trochę pseudo naukowy, dalej bardziej pseudo-standupowo się robi, część tych żartów na siłę (trochę jak bym Radka Kotarskiego czytał),ale całość mega ciekawa. Polecam w sumie nawet tym którzy się kosmosem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to