Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

Okładka książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? autorstwa Kelly Weinersmith, Zach Weinersmith
Okładka książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? autorstwa Kelly Weinersmith, Zach Weinersmith
Zach WeinersmithKelly Weinersmith Wydawnictwo: Insignis popularnonaukowa
573 str. 9 godz. 33 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
A City on Mars: Can we settle space, should we settle space, and have we really thought this through?
Data wydania:
2025-05-21
Data 1. wyd. pol.:
2025-05-21
Data 1. wydania:
2023-11-07
Liczba stron:
573
Czas czytania
9 godz. 33 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368352153
Tłumacz:
Dorota Konowrocka-Sawa
Zdobywczyni HUGO 2024 i wielu innych nagród.
Druga najchętniej wybierana na prezent książka w układzie słonecznym
NIEZIEMSKA i zabawna opowieść o perspektywach kosmicznego osadnictwa – spod pióra autorów bestsellera JAKOŚ WKRÓTCE – ze świetnymi ilustracjami Zacha Weinersmitha
Czy można rozmnażać się na Marsie? • Czy lepiej żyć tam niż na Ziemi po wojnie nuklearnej? • A co z wojną w kosmosie? • Czy czeka nas kryzys mieszkaniowy na księżycowych Szczytach Wiecznego Światła? • Kto nam przyjdzie z pomocą, jeśli utkniemy w Kraterach Wiecznej Ciemności? • Dlaczego astronauci uwielbiają sos taco? • A skoro już o jedzeniu mowa – jaki właściwie jest status prawny kosmicznego kanibalizmu?
Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te i wiele więcej intrygujących pytań, koniecznie przeczytaj tę fascynującą książkę!

*

Z Ziemią nie jest zbyt dobrze. Dlatego perspektywa rozpoczęcia wszystkiego od zera na jakiejś innej odległej planecie – gdzie nie ma katastrofy klimatycznej, wojen, X-a ani innych mediów społecznościowych – wydaje się coraz bardziej kusząca. Szczególnie, że ponoć nie jest to już aż tak niemożliwe.

Czy aby na pewno? Kelly i Zach Weinersmithowie napisali niesamowitą książkę o – wydawać by się mogło – świetlanej przyszłości kolonizacji kosmosu. Szkopuł w tym, że po latach rzetelnego researchu i tysiącach godzin wywiadów z czołowymi astrofizykami, inżynierami i ekspertami z zakresu eksploracji kosmosu wcale już nie są tacy pewni, czy kosmiczne osadnictwo to rzeczywiście dobry pomysł.

Kosmiczna technologia i biznes przeżywają gwałtowny rozwój, ale wciąż nie dysponujemy pełną wiedzą o tym, czy w kosmosie można począć dziecko, jak budować kosmiczne osady i czy da się stworzyć państwa w kosmosie tak, by nie wywołać wojny na Ziemi. Mimo to ludzkość wydaje się przeć ku kosmicznej ekspansji… Miasto na Marsie studzi te zapały, dowodząc, że marzenie o nowych światach może okazać się istnym koszmarem: zarówno dla osadników, jak i tych, którzy pozostaną na Ziemi.

Z błyskotliwym poczuciem humoru i korzystając ze swojej dogłębnej znajomości tematu, autorzy próbują odpowiedzieć na jedno z najdonioślejszych pytań ludzkości: jak – i czy w ogóle warto – stać się gatunkiem multiplanetarnym?

WSIADAJCIE, LECIMY NA MARSA!
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? i



1390
220
24

Opinia społeczności książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?i



Książki 1610 Opinie 1266

Oceny książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

Średnia ocen
7,3 / 10
120 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

avatar
399
15

Na półkach:

Pierwsza część opisująca kwestie techniczne nudna ale w sumie sensowna (zgadzam się, nie skolonizujemy kosmosu w jakiejkolwiek przewidywalnej przyszłości) za to druga połowa zamienia się w jakieś bajdurzenie o prawie międzynarodowym, które jak wiadomo skutecznie uchroni nas przed wojnami (serio, autorzy piszą o „niezręcznej sytuacji na forum ONZ, kiedy stałoby się jasne , że pogwałcono traktat o przestrzeni kosmicznej, jak i układ o częściowym zakazie prób jądrowych”!). No litości…

Pierwsza część opisująca kwestie techniczne nudna ale w sumie sensowna (zgadzam się, nie skolonizujemy kosmosu w jakiejkolwiek przewidywalnej przyszłości) za to druga połowa zamienia się w jakieś bajdurzenie o prawie międzynarodowym, które jak wiadomo skutecznie uchroni nas przed wojnami (serio, autorzy piszą o „niezręcznej sytuacji na forum ONZ, kiedy stałoby się jasne ,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
531
54

Na półkach:

mam uwage co do polskiego wydania: czasem rozmieszczenie tekstu rozjezdza sie z obrazkiem - np w podrozdziale "czym jest panstwo i czy..." obrazki ze stron 415-416 wypadaja za tekstem przez co strona 416 wizualnie nie ma sensu.

mam uwage co do polskiego wydania: czasem rozmieszczenie tekstu rozjezdza sie z obrazkiem - np w podrozdziale "czym jest panstwo i czy..." obrazki ze stron 415-416 wypadaja za tekstem przez co strona 416 wizualnie nie ma sensu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
444
241

Na półkach:

Do połowy rewelacja, a potem bełkot polityczny, prawny, ustawowy, nudny jak diabli........

Do połowy rewelacja, a potem bełkot polityczny, prawny, ustawowy, nudny jak diabli........

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

721 użytkowników ma tytuł Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? na półkach głównych
  • 571
  • 136
  • 14
110 użytkowników ma tytuł Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? na półkach dodatkowych
  • 66
  • 12
  • 11
  • 8
  • 5
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

Inne książki autora

Czytelnicy Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? przeczytali również

Mickey7 Edward Ashton
Mickey7
Edward Ashton
O tym czy śmierć jest problemem, gdy człowiek nie może umrzeć. Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której ludzkość zaczęła kolonizować inne planety. Mickey pracuje na jednej z nowych kolonii jako "wymienialny", czyli osoba, która zajmuje się najbardziej niebezpiecznymi pracami, a w razie śmierci jego DNA wraz ze świadomością zostanie skopiowane do kolejnego klona. Wskutek zbiegu różnych okoliczności, pewnego razu na kolonii znajdują się jednocześnie dwie wersje Mickeya, co jest z wielu względów wielce niepożądane. Sytuacja, w której bohater występuje naraz w dwóch wersjach mogłaby być paliwem dla wielu potencjalnie ciekawych scen i interakcji, być może też jakichś bardziej komediowych momentów. Niestety autor niemal zupełnie tego nie wykorzystuje, a można wręcz mieć wrażenie, że niemal wszystko mogłoby się potoczyć dokładnie tak samo, gdyby Mickey był pojedynczy - jego relacja z klonem sprowadza się właściwie wyłącznie do kłótni o racje żywnościowe. To zdecydowanie największy minus. Wszystko tutaj rozwiązuje się bardzo łatwo i szybko, a retrospekcje zajmują chyba więcej miejsca (i wypadają przy tym dużo ciekawiej) od właściwej fabuły. Książka próbuje też podejmować bardziej filozoficzne tematy - znajdziemy tu trochę rozważań na temat nieśmiertelności czy etyki klonowania ludzi, ale wszystko to mogłoby być zdecydowanie bardziej pogłębione. Z pomysłu z naprawdę sporym potencjałem wyszła niestety książka dość przeciętna.
niedź - awatar niedź
ocenił na66 miesięcy temu
Tamte czasy. Raport z teraźniejszości Martín Caparrós
Tamte czasy. Raport z teraźniejszości
Martín Caparrós
"Tamte czasy" Martina Caparrosa to reportaż o latach dwudziestych XXI wieku, widzianych oczami pokolenia żyjącego sto lat później. Autor w swojej książce porusza wiele tematów związanych z funkcjonowaniem naszego społeczeństwa. Omawia panujące relacje międzyludzkie, ustroje polityczne, nierówności społeczne, odmienne światopoglądy, wierzenia, wartości. Każdy z tematów jest zakończony krótkim opisem autentycznej osoby, której życie wiąże się z tematem przewodnim, czy to poprzez wpływ jaki wywiera na obecną sytuację światową, czy jest przykładem/ofiarą nierówności, jakie zostały opisane. Caparros posługują się dużą ilością danych statystycznych, często uświadamiając czytelnikowi, że media opiniotwórcze wprowadzają nas w błąd, manipulując wiadomościami i skupiając uwagę "bogatego świata" na mniej istotnych kwestiach niż faktyczna pomoc dla ubogich. W tym reportażu jest wiele opisów nierówności, o których podświadomie wiemy, jednak często z wygody nie chcemy o nich pamiętać. Martin Caparros pokazuje wiele paradoksów "bogatego świata", który pod pretekstem ochrony planety podejmuje działania, które nie niosą rzeczywistej pomocy potrzebującym. Dodatkowo autor podkreśla wielokrotnie, że kultura zachodu zmierza ku upadkowi. Chiny po cichutku przejmują kontrolę nad globalną gospodarką, chociaż Stany Zjednoczone próbują to ukryć i zablokować. "Tamte czasy" to obszerna analiza obecnej sytuacji na świecie, nie jest to lekka lektura na odstresowanie. Przyznam się szczerze, że przeczytanie jej zajęło mi trochę czasu. Nie codziennie miałam ochotę czytać o tak trudnych tematach. Dodatkowo wymaga ona ciągłego skupienia. Uważam jednak, że warto być świadomym mechanizmów jakie rządzą tym światem. W tej książce teoretycznie nie było nic odkrywczego, czego byśmy nie wiedzieli (jeżeli chociaż trochę interesujemy się czymś więcej niż czubkiem własnego nosa),jednak skupienie tych wszystkich informacji w jednym miejscu daje do myślenia. Dokąd to wszystko zmierza i co z tego wyniknie...
Paulina - awatar Paulina
oceniła na81 miesiąc temu
Bóg Zero Jeden Michał Kłodawski
Bóg Zero Jeden
Michał Kłodawski
„Bóg Zero Jeden” jest debiutem Michała Kłodawskiego, niezwykle dopracowanym i spójnym, wyraźnie nawiązującym do lemowskich koncepcji i harmonijnego łączenia teorii naukowych z dywagacjami filozoficznymi oraz duchowym podłożem. Zderzenie naukowego pragmatyzmu i wysokiej technologii, umożliwiających zbadanie i udowodnienie procesów, ich zasad, prawidłowości, dających możliwość przeprowadzenia precyzyjnych eksperymentów i eksplorację dalekich zakątków Kosmosu, z ludzką psychiką, człowieczym poszukiwaniem idei absolutu, Boga i życia wiecznego, zazwyczaj bywa fascynujące. Tutaj nie jest inaczej. Ludzie nasłuchują sygnałów z Wszechświata, licząc na znalezienie w nim inteligentnej obecności, chcąc wierzyć, że nie są jedyni, samotni. W powieści Michała Kłodawskiego taki sygnał otrzymują, powtarza się on, eliminując tezę o przypadkowości i pomyłce, w konsekwencji misja kosmiczna wyrusza, by sprawdzić słuszność domniemań, nawiązać kontakt, zbadać sytuację. Tym bardziej, że treść wiadomości jest nad wyraz bulwersująca: „Ja jestem waszym Bogiem” brzmi prowokująco, poruszając ukryte struny w niektórych, po ludzku niespokojnych umysłach. Przecież od początków ludzkości zastanawiamy się nad cudem stworzenia, usiłując wytłumaczyć go nadnaturalną mocą, nawet twierdząc, że w nią nie wierzymy, podświadomie poszukujemy choćby cienia potwierdzenia. Statek leci zatem, nieskończenie długo, w pobliże układu AR Chimaera, zaś jego załoga staje się świadkiem niezwyczajnych, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń. Ginie kapitan, później kolejni astronauci, a pozostali starają się ze wszystkich sił wyjaśnić te zagadki. Jak to możliwe, by w krótkim czasie, na ich oczach, mgławica implodowała w nową gwiazdę, ta zaś przeobrażała się stale, zmieniała kształt, przybliżała się, to znów oddalała, zapadała, by wystrzeliwać w górę strzelistymi wypustkami, produkowała najrozmaitsze twory, które, choć początkowo robiły takie wrażenie, nie były wcale omamami, halucynacjami zbuntowanych, zainfekowanych umysłów załogantów „Horyzontu”. Wysoka, obca inteligencja czy boska emanacja, przyjazna czy też wroga? Odpowiedzi jednoznacznej wciąż nie ma, są poszlaki i domysły, gdy jedne upadają, rodzą się kolejne. Także intencje nie są oczywiste, ani nawet to, czy głosy, jakie dotarły na Ziemię, były celowym przyzywaniem, czy może zupełnie przypadkową sekwencją kodów. Powieść jest interesującą hard science fiction, silnie umocowaną w nauce. Koncepcje z zakresu fizyki i astronomii, szeroko w niej przytaczane, pozostają oczywiście nie do zweryfikowania dla takiego laika, jak ja, niemniej jednak brzmią wiarygodnie i kładą nacisk na rozwój i stały progres badań nad kosmiczną przestrzenia, nadają gęsty, empiryczny ton całej narracji. Doskonale współgra on z potrzebą człowieka, by odnaleźć w świecie jakiś głębszy, ontologiczny sens, metafizyczne, mistyczne wytłumaczenie naszego istnienia wsparte naukowym doświadczeniem. Sama teza „Człowiek jutra jest Bogiem dla człowieka z wczoraj” jest dalece niewystarczająca, pragniemy bowiem czegoś znacznie więcej, co przerasta możliwości nawet najmądrzejszego człowieka, zbawienie wymaga „deus absolutus”. Astronauci na „Horyzoncie” różnią się osobowościowo, mają odmienne poglądy także w kwestii religii oraz różne osobiste doświadczenia, które siłą rzeczy wpływają na ich decyzje. Nie bardzo się lubią, inicjują konflikty, rywalizują z sobą, bywają też zaskakiwani swoimi własnymi reakcjami w sytuacjach ekstremalnych, nieprzewidywalnych, dziwnych. Są skazani przez lata na własne towarzystwo, co rodzi dużą frustrację. Samotność na statku kosmicznym, rodzaj izolacji - nam zupełnie nieznany, to ciekawy motyw psychologicznych badań, tutaj również interesująco ukazany. Rozważania rozważaniami. Hermetyczne teorie i naukowa terminologia to jedna strona medalu. Przyjrzyjmy się teraz odmalowanemu światu. Tutaj już wkradła się poetycka symbolika, zaduma i bogata ilustracyjność, która musi porwać i wywołuje pod powiekami iście filmowe obrazy. „Szkliste jezioro przypominało poruszający się, trójwymiarowy labirynt luster. Ściany łamały się i rozchodziły, zastępowane symetrycznymi bryłami. W oddali powstawały formy podobne do komnat, które miały w sobie coś z weneckich sal lustrzanych, ale tutejsze pałacowe podwoje nieustannie transformowały, niczym samostwarzająca się maszyna. Połyskujące segmenty unosiły się i opadały, zamieniały miejscami w monotonnym i powtarzalnym ruchu, który przypominał równomierny oddech człowieka pogrążonego w głębokim śnie”. Bohaterowie wkraczają w nieznany obszar, pragnąc skraść jego tajemnicę. Gwiezdny Eden zaś stara się zmylić tropy, zniekształca postrzegane pejzaże, przywołuje lustrzane odbicia i niesamowite inkarnacje, grozi i kusi, zabija i odtwarza, robi rzeczy niemożliwe, które naukowcy próbują dopasować do istniejących teoretycznych wzorów i modeli. Czasami bohaterom, a i nam również, trudno odróżnić sen od jawy, gdyż śnienie odgrywa tutaj dużą rolę, zdaje się być generatorem pomysłów, przyczynkiem do refleksji i interpretacji, wydobywaniem istotnych informacji zagubionych w podświadomości. Senne wizje są też pięknymi, literacko wysmakowanymi sceneriami, którym towarzyszą mistyczno-namacalne odczucia. „Kiedy w końcu metaliczne słońce opadło za horyzont, błękit zmętniał i ściemniał, miałem wrażenie, że świat rozpuszcza się niczym rtęć, a ja sam stawiam kroki w morzu ciekłego metalu”. Opowieść ma zaskakujące zakończenie, wymuszające na nas dalsze refleksje, snucie własnych przypuszczeń i dotknięcie osobistej wrażliwości, obszaru związanego z głębokim uduchowieniem, nadziejami, wiarą, wyobrażeniami… Obok echa Lema wyczuwamy tutaj również pewien klimat rodem z Dukaja, również tropiącego sacrum w kreowanych przez siebie światach, nie poprzestającego na stricte naukowym, eksploracyjnym, sprawdzalnym doświadczeniu. Z tym, że Michał Kłodawski pozostawił na boku leksykalne labirynty i składniowe eksperymenty wyróżniające prozę Jacka Dukaja pośród całej reszty literackiej fantastyki. „Bóg Zero Jeden” to świetna, inteligentna literatura, wnosząca dużo więcej niż tylko rozrywkę, zmuszająca do uważnego śledzenia treści, konfrontowania jej z naszym wewnętrznym „ja”, wyciągania z niej ogólniejszych prawd i wniosków, ważnych dla nas tu i teraz, zaspokajających nasz głód wiedzy o tym, kim jesteśmy, czego pragniemy, z czym się mierzymy. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na81 miesiąc temu
Chorwacja. Ciemniejsza strona słońca Patrycja Chajęcka
Chorwacja. Ciemniejsza strona słońca
Patrycja Chajęcka
Książka pt. „Chorwacja. Ciemniejsza strona Słońca” autorstwa Patrycji Chajęckiej w mojej ocenie jest dość interesująco napisanym reportażem na temat współczesnej tytułowej Chorwacji, który zawiera elementy przewodnika dla tych bardziej wymagających turystów – mam tu na myśli ludzi, którzy przyjeżdżają do Chorwacji poznać kraj, a nie tych, którzy tylko i wyłącznie skupiają się na pobycie nad morzem. Zatem jest to napisana przystępnym językiem doskonała pozycja dla osób, które chcą się dowiedzieć czegoś więcej na temat jednego z nadadriatyckich krajów i zarazem nie planują przystępować do studiowania kroatystyki. Autorka skupiła się na przedstawieniu wybranych przez siebie miejsc (np. Dubrownik, Split, Zagrzeb, Vukovar, Varazdin, Vodnjan, Wyspa Brać, Wyspa Hvar, Wyspa Vis i nie tylko). Oczywiście ze względu na objętość książki, żeby publikacja nie okazała się zbyt sążnista, P. Chajęcka pominęła m.in. Slawonię, czy Osijek – jest to w pełni zrozumiałe. W porównaniu do innych książek z serii, które do tej pory przeczytałem, w opisywanej publikacji Patrycja Chajęcka nieco mniejszą uwagę przywiązała do zagadnień kulinarnych, a także mniej skupiła się na obserwacji obecnej chorwackiej sceny politycznej, co oceniam bardzo pozytywnie. Moim zdaniem celem tego rodzaju pozycji jest zarysowanie istniejącego stanu faktycznego i pewnych tendencji, które mają charakter dynamiczny – z tego obowiązku autorka wywiązała się wzorowo. Na marginesie dla porównania dodam, iż inni np. Łukasz Grzesiczak, który był uprzejmy w ramach tej samej serii przybliżyć Słowację, swoją pracę w części poświęcił prezentacji własnych (sic!) poglądów politycznych. Cieszy mnie, iż Patrycja Chajęcka Chorwację przedstawiła, jako normalne bałkańskie państwo, które podobnie jak inne europejskie kraje zmaga się z rozlicznymi problemami o charakterze politycznym, ekonomicznym, społecznym, czy tymi tyczącymi się ochrony przyrody. Turyści, zwłaszcza z Polski zwykli postrzegać to konkretne państwo przez pryzmat samego nadmorskiego wybrzeża, które dla nich uchodzi za kojarzący się z wakacyjną beztroską raj. Szczególnie cenię rozdział dotyczący j. chorwackiego, w którym autorka bardzo przystępnie, ale zarazem merytorycznie i dobitnie przybliża pewne nieoczywiste, ale bardzo ważne fakty odnoszące się do języków południowo-słowiańskich. W Polsce nie dostrzegamy wielu ważkich niuansów łączących ze sobą j. chorwacki z j. serbskim, a także z j. bośniackim (czy j. boszniackim – wskazania prof. T. Czekalskiego) i j. czarnogórskim. W naszym kraju w następstwie myśli Herdera, czy Humboldta pewne kwestie postrzegamy przez pryzmat polityki, która dodatkowo komplikuje trudną rzeczywistość Bałkanów. Zainteresowanych odsyłam do lektury. Bardzo zaskoczył mnie również fragment poświęcony tanatoturystyce (dark tourism),w którym autorka zawarła wiele bardzo słusznych, celnych i interesujących spostrzeżeń. Za bardzo poważne uchybienie, które skłoniło mnie do obniżenia oceny (dość znacznie),uważam przemilczenie w pracy tematu chorwackiego faszyzmu i powiązania tego ruchu z miejscowymi strukturami wyznaniowymi – Niezależne Państwo Chorwackie. Owszem, w paru miejscach pojawiają się rachityczne wzmianki odnoszące się do konfliktu chorwacko-serbskiego, który swoimi korzeniami sięga już czasów II wojny światowej. W mojej skromnej opinii doświadczenie faszyzmu w Chorwacji jest na tyle doniosłe, iż obok ruchu iliryjskiego i konfliktu z Węgrami, do dziś wywiera istotny wpływ na trudną tożsamość współczesnych Chorwatów i rzutuje na ich obecne relacje z sąsiednimi, również tymi bratnimi i siostrzanymi narodami.
donekT - awatar donekT
ocenił na63 miesiące temu
Utracone cywilizacje. Jak rozkwitały i upadały imperia Paul M.M. Cooper
Utracone cywilizacje. Jak rozkwitały i upadały imperia
Paul M.M. Cooper
„Utracone cywilizacje” Paula Coopera to nie jest kolejna sucha kronika dat i bitew. To raczej literackie prosektorium, w którym autor z niemal czułą precyzją preparuje zwłoki dawnych potęg. Cooper, twórca kultowego podcastu Fall of Civilizations, przenosi na papier to, co w historii najtrudniejsze do uchwycenia: poczucie nieuchronności końca. Autor prowadzi nas przez mezopotamskie piaski, dżungle Jukatanu i mury Bizancjum, stosując zabieg empatii historycznej. Zamiast patrzeć na ruiny z góry, Cooper każe nam stanąć na tętniącym życiem rynku w Angkor czy w rzymskiej Brytanii, by poczuć pewność ich mieszkańców, że ich świat nigdy się nie skończy. To podejście sprawia, że lektura staje się słodko-gorzką opowieścią, bolesnym, ale fascynującym doświadczeniem. Największą siłą książki jest jej rewizjonizm. Rozdział o Wyspie Wielkanocnej (Rapa Nui) to majstersztyk – Cooper skutecznie dekonstruuje mit o „ekobójstwie” dokonanym przez tubylców, wskazując palcem na europejski kolonializm i choroby. To odważne, poparte badaniami odejście od utartych schematów. Równie ciekawe jest spojrzenie na królestwo Widźajanagaru, które wyrywa nas z eurocentrycznego postrzegania dziejów. Gdzie zatem pojawia się rysa? W moim odczuciu czuś pewną niespójność w skali. Skupienie się niemal wyłącznie na Brytanii w kontekście Rzymu wydaje się wyborem nazbyt selektywnym, a nazywanie ludu Rapa Nui „imperium” to chyba semantyczne nadużycie. I choć styl Coopera jest potoczysty, polskie wydanie potrafi zirytować – liczba literówek sugeruje, że redakcja uległa „upadkowi” niemal tak szybkiemu, jak opisane wewnątrz cywilizacje. Najbardziej kontrowersyjny jest epilog. Dla jednych będzie on logicznym domknięciem i ostrzeżeniem przed kryzysem klimatycznym, dla innych, banalne i nieco mentorskie kazanie, które odstaje od rzetelnej, historycznej narracji reszty dzieła. Niemniej, Cooper stworzył pozycję obowiązkową: memento mori dla współczesnego konsumpcjonizmu, podane w formie, której nie powstydziłby się rasowy powieściopisarz. Ocena: 4,29/5 (goodreads 5/5 | lubimyczytać 8/10 | nakanapie 8/10 | thestorygraph 4,25/5)
temptershell - awatar temptershell
ocenił na812 dni temu

Cytaty z książki Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?

Więcej

Im bardziej zagłębialiśmy się w temat, tym bardziej rósł nasz niepokój. Jak ma funkcjonować demokracja w społeczeństwie, w którym powietrze jest racjonowane, a kontrolę nad jego dystrybucją.

Im bardziej zagłębialiśmy się w temat, tym bardziej rósł nasz niepokój. Jak ma funkcjonować demokracja w społeczeństwie, w którym powietrze ...

Rozwiń
Kelly Weinersmith Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? Zobacz więcej

Nie zmądrzejemy od tego, że polecimy do gwiazd. Musimy zmądrzeć, aby tam polecieć.

Nie zmądrzejemy od tego, że polecimy do gwiazd. Musimy zmądrzeć, aby tam polecieć.

Kelly Weinersmith Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne