Orda. Jak Mongołowie zmienili świat

Okładka książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat autora Marie Favereau, 9788383383248
Okładka książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat
Marie Favereau Wydawnictwo: Rebis historia
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Horde: How the Mongols Changed the World
Data wydania:
2025-10-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-01-01
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383383248
Tłumacz:
Adam Bukowski
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Orda. Jak Mongołowie zmienili świat w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat i



Przeczytane 1387 Opinie 218 Oficjalne recenzje 23

Opinia społeczności książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świati



Książki 4274 Opinie 1130

Oceny książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat

Średnia ocen
7,3 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Orda. Jak Mongołowie zmienili świat

avatar
33
13

Na półkach: , ,

Lektura wymaga skupienia, a to z powodu obcych w brzmieniu nazw i samej geografii oraz etnografii azjatyckiej. Moją uwagę przykuwały zwłaszcza opisy codziennego świata Mongołów. Ponadto ciekawa sama idea imperium mongolskiego rządzonego "z siodła". Zabrakło mi trochę fabularyzacji, takiego charakteru powieści jak w innych książkach Rebisu. Tym niemniej pozycja ciekawa - zwłaszcza dla zainteresowanych, na początek.

Lektura wymaga skupienia, a to z powodu obcych w brzmieniu nazw i samej geografii oraz etnografii azjatyckiej. Moją uwagę przykuwały zwłaszcza opisy codziennego świata Mongołów. Ponadto ciekawa sama idea imperium mongolskiego rządzonego "z siodła". Zabrakło mi trochę fabularyzacji, takiego charakteru powieści jak w innych książkach Rebisu. Tym niemniej pozycja ciekawa -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16709
3139

Na półkach: ,

Kiedy myślimy o imperium Czyngis-chana, przed oczami stają nam zazwyczaj płonące miasta, kopyta koni tratujące uprawy i bezwzględny terror. Marie Favereau w swojej głośnej książce Orda. Jak Mongołowie zmienili świat postanawia jednak zerwać z tym jednostronnym, "barbarzyńskim" wizerunkiem. Autorka skupia się na Złotej Ordzie – zachodnim ułusie imperium, który przetrwał najdłużej i wywarł fundamentalny wpływ na kształt Eurazji. Moja ocena to mocne 7/10: to lektura fascynująca i odkrywcza, choć momentami wymagająca od czytelnika sporej dozy cierpliwości.

Architekci globalizacji
Główną tezą Favereau jest przekonanie, że Mongołowie nie byli jedynie niszczycielami, ale przede wszystkim genialnymi administratorami i architektami pierwszej prawdziwej globalizacji. Autorka z ogromną precyzją opisuje, jak koczowniczy system zarządzania – oparty na mobilności, elastyczności i tolerancji religijnej – pozwolił na stworzenie gigantycznej sieci handlowej.

To właśnie tutaj tkwi największa siła książki. Favereau udowadnia, że Złota Orda nie była "pasożytem" żerującym na podbitych ludach Rusi czy Krymu. Wręcz przeciwnie, stworzyła ona ramy prawne i infrastrukturę (słynny system pocztowy jam),które umożliwiły rozkwit handlu między Chinami a Europą. Dla czytelnika przyzwyczajonego do narracji o "jarzmie tatarskim", perspektywa ukazująca Mongołów jako promotorów wolnego handlu i wymiany kulturowej jest odświeżająca, a momentami wręcz szokująca.

Nomadzi w centrum świata
Książka świetnie radzi sobie z opisem wewnętrznej dynamiki Ordy. Favereau nie patrzy na Mongołów z perspektywy osiadłych sąsiadów, ale stara się wejść w środek ich świata. Opisuje, jak wielkie migracje sezonowe determinowały politykę, jak skomplikowane były relacje między elitami a poddanymi oraz w jaki sposób islamizacja Ordy wpłynęła na jej tożsamość. To antropologiczne podejście sprawia, że postacie historyczne przestają być tylko imionami w kronikach, a stają się ludźmi podejmującymi racjonalne, strategiczne decyzje.

Mimo niewątpliwych zalet, Orda nie jest książką pozbawioną wad, które mogą zniechęcić mniej wytrwałego czytelnika. Styl Favereau jest wybitnie akademicki. Choć autorka stara się prowadzić narrację płynnie, gęstość faktów, nazwisk i powiązań dynastycznych bywa przytłaczająca. Momentami odnosi się wrażenie, że autorka tak bardzo chce zrehabilitować Mongołów, iż wpada w drugą skrajność, nieco bagatelizując skalę przemocy i destrukcji, która towarzyszyła ich podbojom.

Dodatkowo, struktura książki bywa monotonna. Skupienie na procesach ekonomicznych i administracyjnych, choć merytorycznie niezwykle wartościowe, odbywa się kosztem "epickości", której wielu czytelników szuka w historii imperiów koczowniczych. Brakuje tu nieco więcej ognia, który zrównoważyłby chłodne analizy przepływów handlowych
Orda. Jak Mongołowie zmienili świat to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć korzenie współczesnej Rosji, Azji Środkowej i mechanizmy historycznej globalizacji. To książka, która rzuca wyzwanie stereotypom i zmusza do rewizji szkolnej wiedzy. Choć bywa sucha i wymaga dużego skupienia, oferuje w zamian głęboki wgląd w funkcjonowanie jednego z najbardziej fascynujących organizmów państwowych w dziejach.

Ocena 7/10 odzwierciedla uznanie dla ogromu pracy badawczej i odwagi w przełamywaniu schematów, przy jednoczesnym zaznaczeniu, że nie jest to lektura "do poduszki", a raczej rzetelny, naukowy fundament pod nową dyskusję o historii stepu.

Kiedy myślimy o imperium Czyngis-chana, przed oczami stają nam zazwyczaj płonące miasta, kopyta koni tratujące uprawy i bezwzględny terror. Marie Favereau w swojej głośnej książce Orda. Jak Mongołowie zmienili świat postanawia jednak zerwać z tym jednostronnym, "barbarzyńskim" wizerunkiem. Autorka skupia się na Złotej Ordzie – zachodnim ułusie imperium, który przetrwał...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
140
104

Na półkach:

Książka dość przeciętna, ze względu na podejście autorki do tematu. Niby chciała podejść holistycznie (jak sama to pisała w książce) do zagadnienia a wg. mnie podeszła idealistycznie i do tego dość mocno wybiórczo.
Przedstawiając najazdy mongolskie autorka nie brała pod uwagę zniszczenia jakie przynosili podbitym ludom i zamiast jak to pisze: "jednoczyć i umożliwiać podbitym ludom handel na większą skalę", tak naprawdę w ogóle pominęła wątek podbitych społeczności i Państw.
Państwa podbite zostały nierzadko cofnięte o wiele pokoleń z rozwoju a dobrobyt spływał jednak na warstwę najeźdźców - tego autorka w ogóle nie dostrzega w książce.
Watek niewolnictwa z którego Mongołowie/Tatarzy czerpali ogromne zyski a dodatkowo wyniszczał podbite/uzależnione Państwa został przez autorkę w ogóle pomięty i w zasadzie nie opisany, ale już nt. handlu futrami czy solą autorka przeznaczyła całkiem sporo stron.
Kolejny minus to dość duża nie konsekwencja opisywanych wydarzeń w samej Ordzie, są fragmenty dość szczegółowych opisów, a później nagle pojawiają sie przeskoki po kilkadziesiąt lat zbyte kilkoma wersami....
Stosunek autorki do Państw Ruskich podbitych przez Tatarów, też jest dość negatywny, czego nie rozumiem, jako że to książka historyczna - trochę mnie to zaskoczyło bo to jednak Tatarzy rośli w siłę wykorzystując zasoby Ruś i niszcząc ja przez prawie dwa wieki,
Dlatego uważam tą książkę za przeciętną, ale mimo tego wartą przeczytania, bo jednak sa pewne ciekawostki zwłaszcza dotyczące rywalizacji z innym Ułusem Mongolskim (Ilchanidami) - chociaż ten wątek też jest wybiórczo i dość powierzchownie opisany.

Książka dość przeciętna, ze względu na podejście autorki do tematu. Niby chciała podejść holistycznie (jak sama to pisała w książce) do zagadnienia a wg. mnie podeszła idealistycznie i do tego dość mocno wybiórczo.
Przedstawiając najazdy mongolskie autorka nie brała pod uwagę zniszczenia jakie przynosili podbitym ludom i zamiast jak to pisze: "jednoczyć i umożliwiać...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

204 użytkowników ma tytuł Orda. Jak Mongołowie zmienili świat na półkach głównych
  • 172
  • 30
  • 2
41 użytkowników ma tytuł Orda. Jak Mongołowie zmienili świat na półkach dodatkowych
  • 20
  • 12
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu),a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na72 miesiące temu
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy Richard J. Evans
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy
Richard J. Evans
Dzisiejsza recenzja dotyczy kategorii która naprawdę unikałam lecz ten temat od dawna mnie interesuję. Czytając „Ludzie Hitlera”, miałem wrażenie, że autor prowadzi mnie za rękę przez zawiłe korytarze historii, nie po to, by zasypać datami i suchymi faktami, ale by pokazać, jak skomplikowane i często zwyczajne były ludzkie losy w cieniu jednej z najbardziej przerażających epok XX wieku. Wojna nie była, nie jest i nie będzie czymś przyjemnym do wspominania czy czytania ale trzeba pamiętać i uświadamiać kolejne młodsze pokolenia żeby nigdy nie powtórzyło się coś podobnego. Muszę przyznać że ta książka nie jest kolejną biografią lub suchym zarysem politycznych przemian. To (moim zdaniem) taki „zbiór” ludzkich historii, które razem składają się na obraz Trzeciej Rzeszy jako systemu stworzonego i napędzanego przez konkretne osoby. Evans, jako historyk z ogromnym doświadczeniem i autorytetem, zanurza się głęboko w życie postaci dobrze znanych i zupełnie zapomnianych. Nie przeczytasz tu tylko o Hitlerze, Goebbelsie czy Himmlerze choć ich portrety są fascynujące i obnażają ludzkie słabości, ambicje, sprzeczności i często paradoksy osobowości. Autor wybiera także tych, którzy pozostawali w cieniu wielkiej historii: urzędników biurokracji, szefów propagandy, członków SS, strażniczki obozów i twórców kultury. Dzięki temu zaczynasz rozumieć, że nazistowskie zło nie było dziełem jednej osoby ani zamkniętej grupy „potworów”, lecz systemu, który zyskał swoich wykonawców w ludziach często nie wyróżniających się niczym szczególnym w ich codziennym życiu. To, co najbardziej porusza w tej książce, to fakt, że Evans nie próbuje moralizować czy upraszczać. On raczej mówi: przyjrzyj się dokładnie tym postaciom i sam zastanów się, jak to możliwe, że zwykli ludzie mogli uczynić tak ogromne zło. Widzimy, jak ambicje, karierowiczostwo, lojalność wobec ideologii, strach przed utratą pozycji czy potrzeba przynależności potrafiły przemienić osoby z codziennymi pasjami i upodobaniami w funkcjonariuszy aparatu terroru. To nie jest tylko sucha analiza, to refleksja nad ludzką naturą i mechanizmami, które mogą prowadzić od „normalności” do współuczestnictwa w bezprecedensowej katastrofie moralnej. Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Przede wszystkim fakt, że czyta się ją jak opowieść o ludziach, a nie jak encyklopedię bo trzeba przyznać że w rozmiarach przewyższa inne które posiadam w swoim zbiorze. Autor potrafi z pasją opisać człowieka i jego los z wszystkimi sprzecznościami, motywami i błędami. Dzięki temu ta lektura nie pozostaje obojętna. Po jej skończeniu nie tylko więcej wiesz o Trzeciej Rzeszy, ale zaczynasz również zadawać sobie pytania o granice odpowiedzialności, rolę przypadku i wpływ indywidualnych wyborów na bieg historii. „Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy” to książka, którą warto przeczytać, nawet jeśli temat II Wojny Światowej czy historii nazizmu wydaje się już dobrze znany. To inny sposób patrzenia na te same wydarzenia przez pryzmat ludzkich historii i osobistych wyborów. Dzięki temu lektura jest nie tylko wartościowa merytorycznie, ale też głęboko poruszająca i skłaniająca do refleksji. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Temat nie jest łatwy do czytania ale warto przeczytać żeby pamiętać żeby uczyć, ostrzegać.
Book_matula - awatar Book_matula
oceniła na102 miesiące temu
Na szerokim, szerokim morzu. Ostatnia wyprawa kapitana Cooka Hampton Sides
Na szerokim, szerokim morzu. Ostatnia wyprawa kapitana Cooka
Hampton Sides
Książka o czasach kiedy „statki były z drewna, a mężczyźni z żelaza”. Towarzyszymy Jamesowi Cookowi podczas jego trzeciej podróży dookoła świata wraz z załogą dwóch statków: „Resolution” i „Discovery”. Jednym z celów, który kapitanowi wyznaczyła brytyjska Admiralicja była próba wytyczenia t.zw. Przejścia Północno-Zachodniego, czyli drogi morskiej biegnącej wzdłuż północnego wybrzeża Kanady, dzięki której znacznie skróciłaby się podróż do Chin, a nawet Indii. Przedtem jednak nastąpiła jeszcze dokładniejsza niż za poprzednich wypraw eksploracja Pacyfiku i – nie lada gratka – niespodziewane odkrycie Hawajów. Te piękne wyspy o łagodnym klimacie, bogatej przyrodzie i – jak się wydawało – przyjaźnie nastawionych tubylcach wydawały się idealnym miejscem dla dłuższego odpoczynku, uzupełnienia zapasów i dokonania niezbędnych napraw. Główny cel wyprawy umykał jednak słynnemu odkrywcy. Żeglowanie wzdłuż zachodniego brzegu Kanady i Alaski przyniosło co prawda dużo cennej wiedzy kartograficznej, jednak po pokonaniu Cieśniny Beringa i rychłym zaobserwowaniu zbliżającej się ściany arktycznego lodu – trzeba było zawracać. Nieustępliwy Cook, zamiast zarządzić powrót do Anglii, postanowił podjąć kolejną próbę w bardziej sprzyjającej porze roku, a w międzyczasie powrócić na Hawaje. Jednak kolejna wizyta na rajskich wyspach miała przybrać zupełnie inny obrót niż poprzednio… Hampton Sides wykonał bardzo solidny research – opis życia na morzu w końcówce XVIII wieku tchnie ogromnym autentyzmem. Niemal widzimy szczury pełzające pod pokładem czy wszechobecne karaluchy, czujemy stęchliznę i smród panujące na statku, wzdrygamy się wraz z marynarzami wobec konieczności spożywania ohydnego mięsa z morsa… Mamy też ciekawy wgląd w osobowość Jamesa Cooka. Imponuje on opanowaniem i spokojem, który potrafi zachować w każdej niemal sytuacji. Jest twardy i zdecydowany, ale sprawiedliwy – nie przesadza z brutalnością, tak częstą u ówczesnych dowódców, cieszy się więc dużym poważaniem u podwładnych. Umie zadbać o ekipę swoich wypraw – na jego statkach nikt nie umiera na szkorbut, zwykle dziesiątkujący ówczesne załogi (intuicja podpowiadała Cookowi, że warto dbać o zróżnicowaną dietę marynarzy). A jednak z czasem coś się zmienia: coraz częściej zdarza się, że traci panowanie nad sobą lub podejmuje nieracjonalne decyzje. Starzeje się? Dają się we znaki trudy i rozterki kilkuletniej podróży z dala od wygodnego domu, żony, dzieci? Pogarsza się jego zdrowie psychiczne? Dość powiedzieć, że słynący dotąd z taktu, dyplomacji i pełnego wrażliwości podejścia do rdzennej ludności Cook wdaje się w konfrontację, która doprowadzi do jego tragicznego końca… Historia ostatniej wyprawy kapitana Cooka jest sama w sobie tak fascynująca, że można wybaczyć autorowi okazjonalne mielizny, czy niepotrzebnie rozbudowane poboczne wątki. Zasadniczo czyta się to dobrze, a momentami wręcz trudno się oderwać. Ten klimat pełnych niebezpieczeństw morskich przygód przypomniał mi z jakim przejęciem pochłaniałem w dzieciństwie pierwszą czytaną samodzielnie powieść – „Wyspę skarbów”. Dużym minusem polskiego wydania książki Hamptona Sidesa jest brak jakichkolwiek ilustracji, czy mapek pokazujących trasę ekspedycji – czytając musimy więc zaopatrzyć się w dobry atlas otwarty głównie na stronach poświęconych Oceanowi Spokojnemu. W wydaniu angielskim na początku książki znajduje się kilka mapek, które obrazują zarówno cały szlak pokonany przez oba statki, jak i kilka szczegółowych fragmentów podróży (Hawaje, Alaska, etc). Polski wydawca uznał jednak, że naszemu czytelnikowi mapki nie będą potrzebne – moim zdaniem taka decyzja to szczyt wydawniczej fuszerki i lekceważenia czytelników.
Spinoza - awatar Spinoza
oceniła na71 miesiąc temu
Miecz i bułat. Czternaście wieków wojny między islamem a Zachodem Raymond Ibrahim
Miecz i bułat. Czternaście wieków wojny między islamem a Zachodem
Raymond Ibrahim
Być może ta książka idealizuje zbytnio chrześcijaństwo i przedstawia dzieje islamu w zbyt czarnych barwach ale raczej w to wątpię. Jest faktem że to nie chrześcijanie jako pierwsi podbili Arabię ale muzułmanie jako pierwsi dokonali podboju świata chrześcijańskiego (I to zdecydowanie jego większej części: Całego chrześcijańskiego wschodu z wyjątkiem części Wschodniego Rzymu, Syrii Egiptu i całej Afryki Północnej oraz przejściowo niemal całej obecnej Hiszpanii i Portugalii ) Bo w dyskursie poprawnych politycznie jaki obecnie panuje na Zachodzie to wyłącznie chrześcijanie są obwiniani za wyrządzenie wszelkich historycznych krzywd muzułmanom a nigdy odwrotnie. Poprawni politycznie idealizują też stosunek muzułmanów do podbitych chrześcijan. Owszem chrześcijanie na podbitych obszarach często byli przez muzułmanów tolerowani ale zawsze jako ludność drugiej kategorii której los zależał od łaski aktualnego muzułmańskiego władcy który w każdej chwili mógł zacząć religijne prześladowania zależnie od kaprysu co zdarzało się dość często. Poprawni politycznie ignorują na przykład fakt że po względnej tolerancji religijnej Umajjadów w Hiszpanii, nastała epoka znacznie bardziej fanatycznych Almorawidów i Almohadów a te dynastie stosowały szerokie prześladowania religijne wobec i chrześcijan i Żydów Bo sam widziałem program telewizyjny gdzie wychwalano rzekomą nienaganną tolerancję religijną jaką mieli się charakteryzować muzułmanie w Hiszpanii wobec chrześcijan bez uwzględnienia tego jaki charakter miała ta tolerancja i że miała ona wybitnie zmienny charakter.
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na825 dni temu
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski Adrian Pogorzelski
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski
Adrian Pogorzelski
Dla mnie rewelacja. Chciałoby się napisać, cudze chwalicie, a swego nie znacie. Oczywiście na ziemiach polskich nie będziemy mieć budowli typu Koloseum czy Akropol. Autor swoją gawędą zabiera nas jednak w okolice Polski, pokazując, że mamy wiele artefaktów, których mogą nam zazdrościć inni. Jak choćby najstarszy bumerang, odnaleziony przez archeologów. Okazuje się, że bronią tą posługiwali się nie tylko Aborygeni. Obok fascynujących opisów znalezisk archeologicznych, książka wręcz naszpikowana jest ciekawostkami. Mityczne amazonki z całą pewnością istniały i zamieszkiwały ziemie obecnej Polski. Oczywiście wokół kobiet wojowniczek pojawiło się wiele mitów, których produkowali też antyczni podróżnicy, ale z innych źródeł wiemy, że starożytni greccy podróżnicy nie koniecznie przedstawiali fakty, a częściej sięgali po plotki lub sami wyolbrzymiali pewne zjawiska. Dla mnie ciekawostką był tajemny napój, którym raczyli się prehistoryczni wojowie Gotów, których odpowiednie miarki znaleziono na terenach północno-wschodniej Polski. Być może ów napój był magiczną miksturą, którą raczyli się bohaterowie komiksowi Asterix i Obelix. Otrzymuje także sporą dawkę opisów dawnych obyczajów, które za sprawą synkretyzmu kulturowego przeniknęły nawet do chrześcijaństwa, jak choćby tatarak rozkładany na posadzkach w Zielone Świątki, dziś już może zapomniany, ale ja pamiętam wyprawy w dzieciństwie po owe zioło. Napisana w formie gawędy, łatwym i przystępnym językiem, bogato ilustrowana, czyli dosłownie wszystko, czego można oczekiwać od pozycji popularyzującej wiedzę historyczną. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom historii. Czasem warto wiedzieć, co w naszej okolicy, jest na tyle ciekawe, że można się tym pochwalić przed przyjezdnymi. Gorąco polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na1027 dni temu
Złoty Szlak William Dalrymple
Złoty Szlak
William Dalrymple
Szeroko pojęta cywilizacja indyjska (podobnie jak egipska czy chińska) zawsze onieśmielała mnie długością trwania czy bogactwem kultury i sztuki, a powierzchowna wiedza o panujących na Dekanie religiach dodatkowo ograniczała możliwość pełniejszego zanurzenia się w ten świat. Potrzeba było książki Williama Dalrymple, abym zrozumiał, z jakim fenomenem mamy do czynienia i co, jako szeroko pojęty Zachód, zawdzięczamy Indiom. Są książki, które zmieniają postrzeganie i burzą stereotypy jak domki z kart, a „Złoty szlak” bezsprzecznie do nich należy. Szkocki pisarz i historyk podjął się dzieła przedstawienia wpływów starożytnych i średniowiecznych (według naszej miary czasu) Indii jako „imperium idei” na tereny od obecnej Hiszpanii po Chiny i Indonezję, a zrobił to tak, że czapki same spadają z głów. Świetna książka, dzięki której zupełnie inaczej będę patrzył na dziedzictwo indyjskiej nauki, literatury, czy sztuki. Osiągnięcia mieszkańców Dekanu przekraczały granice polityczne nie za pomocą miecza, a siłą swoich idei. W okresie między 250 r. p.n.e. do około 1200 r. Indie były „dumnym eksporterem różnorodnych bogactw własnej cywilizacji” – religii, sztuki, muzyki, tańca, włókiennictwa, technologii, astronomii, matematyki, medycyny, mitologii, języka i literatury. Językiem lingua franca dla tej części Azji, niczym łacina dla Europy, stał się sanskryt – „język bogów w świecie ludzi”. To indyjskim kupcom, pokonującym morski szlak przez Ocean Indyjski i Morze Czerwone, nasza część świata, a zwłaszcza starożytny Rzym, zawdzięczała dostęp do unikalnych dóbr, na długo zanim powstał tzw. Jedwabny Szlak. Tutaj powstało pojęcie zera i kształt liczb, które za pośrednictwem Arabów dotarły do Europy. Indyjscy astronomowie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Ziemia jest kulą i obraca się wokół własnej osi, obliczyli również długość roku słonecznego z precyzją do siedmiu miejsc po przecinku. Złoty Szlak, jak nazywa go autor, spajający Indosferę w kulturową całość, wymaga właściwego uznania swojej doniosłej roli. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem autora, że ówczesne Indie były kluczowym filarem ekonomii i motoru cywilizacji, „siłą napędową globalnego handlu i transmisji kulturowej” dla sporej części świata, nawet jeśli Europejczycy nie zdawali sobie do końca sprawy z ich istnienia. Dzięki lekturze poznajemy początki buddyzmu i jego ekspansji na Tybet, Chiny i Azję Południowo-Wschodnią. Zaglądamy m.in. do jawajskiego Borobudur, największego obiektu buddyjskiego kultu na świecie, oraz do kambodżańskiego Angkor Wat – największej świątyni hinduistycznej i największego ówczesnego miasta na globie. Poznajemy buddyjskiego mnicha Xuanzanga – jednego z największych chińskich uczonych i podróżników, jego protektorkę, pierwszą i jedyną w historii Chin kobietę-cesarz Wu Zetian, czy cesarza Aśokę, który wspierał rozprzestrzenianie nauk Buddy. Wybitnych postaci jest więcej, w tym wiele takich, których próżno szukać w europejskich podręcznikach historii. Czy historia na naszych oczach zatacza koło? Indie znowu zaczynają odgrywać rolę łącznika między Wschodem a Zachodem i wcale nie mam tu na myśli bycia potęgą w usługach call center czy outsourcingu. Gospodarka rośnie, indyjscy inżynierowie to marka sama w sobie, a kraj pozostaje otwarty na nowe idee i innowacje. Czy znowu nadchodzi czas Indii? Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Noir Sur Blanc, które wykonało świetną edytorsko robotę – piękna okładka, wyjątkowo przyjemna dla oka czcionka i liczne ilustracje ułatwiające odbiór treści książki. Brawa także za świetny przekład Bereniki Janczarskiej.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na924 dni temu
Afrykańska historia Afryki. Od narodzin człowieka do niepodległych państw Zeinab Badawi
Afrykańska historia Afryki. Od narodzin człowieka do niepodległych państw
Zeinab Badawi
Przyglądając się rynkowi wydawniczemu, trudno nie zauważyć, że publikacji poświęconych dziejom Afryki jest u nas jak na lekarstwo. Jeśli już się pojawiają, zazwyczaj traktują temat pobieżnie lub patrzą na nie przez eurocentryczny pryzmat. Tymczasem dziedzictwo tego kontynentu jest niezwykle bogate i różnorodne, choć dla wielu ludzi wciąż pozostaje białą plamą. Zeinab Badawi podjęła ambitną próbę przełamania stereotypu „barbarzyńskiej” Afryki i moim zdaniem wyszła z tego obronną ręką. „Wszyscy ludzie pochodzą z Afryki, więc ta książka jest dla wszystkich”. Trudno o celniejsze podsumowanie. Autorka daje nam szansę na zmianę perspektywy i spojrzenie na losy kontynentu oczami jego mieszkańców. Razem z nią przemierzamy tysiące kilometrów, odkrywając cywilizacje i postacie, o których próżno szukać wzmianek w tradycyjnych podręcznikach. Jednym z największych plusów publikacji jest styl narracji. Badawi pisze przystępnie, dzięki czemu nawet złożone procesy dziejowe stają się zrozumiałe. Częste przywoływanie relacji tutejszej ludności oraz lokalnych tradycji ustnych sprawia, że opowieść staje się bardziej żywa. Książka stanowi solidne kompendium wiedzy w pigułce. Lekturę zaczynamy od świtu ludzkości, by następnie przejść przez potęgę starożytnego Egiptu, królestwa Kusz i Aksum, aż po bogate państwa Afryki Zachodniej i Południowej. Autorka kładzie duży nacisk na wpływ religii (szczególnie ekspansję islamu),problem niewolnictwa (analizując go od czasów starożytnych i omawiając próby jego zniesienia) i erę kolonializmu (ukazując, jak drastycznie ukształtowała ona współczesne oblicze regionu). Dziennikarka przywraca pamięć o kobietach, które wywierały ogromny wpływ na losy Afryki, a które dotąd były pomijane w większości opracowań. Całość wieńczy podsumowanie dziejów narodów afrykańskich oraz nakreślenie perspektyw na przyszłość. Co ciekawe, autorka patrzy w jutro z dużym optymizmem, przedstawiając nadchodzące lata swojego kontynentu w dość korzystnych barwach. Mimo wielu zalet, pozycja ta nie jest wolna od wad. Przede wszystkim należy pamiętać, że Zeinab Badawi nie jest zawodową historyczką. Momentami brakuje jej krytycznego podejścia do źródeł – książka jest raczej obszerną kompilacją informacji niż naukową analizą, co zmusza czytelnika do samodzielnego weryfikowania niektórych faktów. Drugim mankamentem jest konstrukcja tekstu, która momentami po prostu nudzi. Mnogość opisywanych ludów, regionów i relacji bywa przytłaczająca i trudna do przyswojenia. Odniosłem wrażenie, że publikacja zyskałaby na dynamice, gdyby została skrócona o połowę (jako zwięzłe streszczenie) lub rozbita na kilka tomów, co pozwoliłoby na głębszą analizę tysięcy lat historii. „Afrykańska historia Afryki” to nowoczesne i świeże dzieło. Choć widocznie napisane z myślą o zachodnim odbiorcy, opiera się niemal wyłącznie na źródłach afrykańskich, co nadaje mu unikalny charakter. Cieszę się, że ta książka trafiła na moją półkę – skutecznie poszerzyła moje horyzonty i zmieniła postrzeganie Czarnego Lądu. Mimo wspomnianych wcześniej mankamentów, uważam, że warto po tę pozycję sięgnąć. To idealna lektura dla każdego, kto chce postawić pierwszy krok na drodze do zrozumienia tego niezwykłego kontynentu. Plus stanowi również bogata bibliografia, która stanowi świetny punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Ocena końcowa: 6/10
Patryk Adamiec - awatar Patryk Adamiec
ocenił na626 dni temu
Inkwizycja hiszpańska Henry Kamen
Inkwizycja hiszpańska
Henry Kamen
Kamen rzeczowo i wyczerpująco rozkłada Inkwizycję na czynniki pierwsze. W efekcie rozbija praktycznie wszystkie mity wyrosłe wokół tej instytucji na przestrzeni wieków. W głównej mierze obala trzy mity z nią związane. Po pierwsze jej krwiożerczy charakter i miliony ofiar poddawane nieludzkim torturom. Po drugie przedstawianie jej jako królewskiej tajnej policji kontrolującej masy niepiśmiennych chłopów. Po trzecie składanie na karb jej działalności zapóźnienia cywilizacyjnego Hiszpanii oraz blokowanie postępu nauki i filozofii. Kamen pokazuje jak z trybunału powołanego ad hoc na finiszu rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego stopniowo Inwkizycja stała się - obok niezmiennego tropienia herezji - narzędziem w walce z reformacją, moryskami i żydami sefardyjskimi. Pokazuje jej niejednorodność na przykładzie Kastylii, Aragonii, Katalonii i Nawarry. Mamy to szczęście, że jak każda struktura biurokratyczna pozostawiła ogrom dokumentacji pisemnej, z której możemy czerpać, więc każda z tez autora poparta jest źródłowo. Merytorycznie praca stoi na bardzo wysokim poziomie. Jest to praca ze wszech miar podważająca czarną legendę Inkwizycji, ale jej nie wybielająca. Kamen raczej stara się umieścić ją w kontekście wiejskiego społeczeństwa przedindustrialnego. Autor niestety w kilku miejscach zafiksowuje się na tematyce hiszpańskich Żydach, ich wspólnocie, obyczajach i strategiach przetrwania poświęcając im nieproporcjonalnie więcej miejsca niż na przykład moryskom albo kobietom podejrzewanym o czary. Innym minusem był dla mnie brak jakiegoś wstępnego wprowadzenia, w postaci przedstawienia funkcjonowania wcześniejszych trybunałów inkwizycyjnych powołanych do zwalczania albigensów i waldensów. A przecież to na nich wzorowali się Hiszpanie. Zabrakło mi także jakiegoś głębszego spojrzenia na nią z perspektywy Kościoła i nauk wiary, okiem "nie-świeckim".
Borowik - awatar Borowik
ocenił na71 miesiąc temu
Pieniądz. Historia ludzkości David McWilliams
Pieniądz. Historia ludzkości
David McWilliams
Hitler chcąc wykończyć Wielką Brytanię w czasie wojny, planował zrzucić nad Wyspami 7,5 miliarda funtów wywołując hiperinflację (na szczęście w 1943 samoloty Luftwaffe potrzebne mu były w Rosji). A jeśli o Rosji mowa, Lenin drukował masowo ruble żeby ostatecznie zniszczyć rosyjski kapitalizm i wprowadzić socjalizm, gdzie pieniądz miał mieć wartość tylko jako papier toaletowy. ▫️ Jednak kiedy pieniądz stał się tak ważny, że jesteśmy nim w stanie zbudować potęgę albo ją zniszczyć? Tego nie powiem, bo to by był spory spoiler… ▫️ Co istotnego dał nam pieniądz? A na przykład system dziesięty (z wyjątkiem Francji, ci lecą dwudziestkami). No i podział czasowy na 60, ale to zasługa Sumerów. Znowu, szczegółów nie ujawniam, ale są naprawdę genialne w swojej prostocie. ▫️ Grecy dzięki pieniądzowi stworzyli demokrację, państwo imperium oraz podwaliny kapitalizmu. Tak, kapitalizmu. Jak? A to już w treści i przykładach od samego Ksenofonta. BTW, dowiecie się też dlaczego kiedyś na drachmach i dziś na greckich euro jest sowa. ▫️ A potem wszystko zginęło. Upadek Cesarstwa Rzymskiego równał się zanikowi pieniądza w większości Europy. Na kilkaset lat. Jak więc się ponownie narodził? NO SPOILERS.😉 ▫️ Potem mamy fascynującą Sycylię i Florencję. Następnie po niej fenomen ekonomii, najmniejsze państwo Europy staje się największą potęgą finansową. Tak wielką, że sam car Piotr Wielki w przebraniu obserwuje i się uczy w Amsterdamie żeby potem założyć miasto na jego wzór - Sankt Petersburg. ▫️ Wspaniała podróż pieniądza od Starożytności do dziś, przeczytajcie koniecznie!
kinga_kornelia - awatar kinga_kornelia
oceniła na101 miesiąc temu
40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie Jarosław Wojtczak
40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie
Jarosław Wojtczak
Wiem, że każda średnio zorientowana w historii osoba wie, iż Stany Zjednoczone zostały zbudowane na krwi, nieszczęściu i tragedii rdzennych mieszkańców, ale między wiedzieć, a poczuć, jest przepaść. A książka Pana Wojtczaka, która jest opisem faktów ze świetnie wyjaśnionym historycznym tłem, daje czytelnikom poczuć tę tragedię bardzo blisko. Ta książka powinna mieć podtytuł "Dobry Indianin to martwy Indianin". Ależ jest to mocna lektura. Mocna i przerażająca. Może nie tak bardzo jak "Pochowaj me serce w Wounded Knee", ale jednak. Tak sobie uświadomiłem po przeczytaniu tej książki, że z tych 40 opisanych bitew, prawdziwymi bitwami było tylko kilka starć. Reszta to masakry, obławy i pogonie amerykańskich żołnierzy za głodnymi, słabymi i w większości przerażonymi Indianami. Więcej w tych "bitwach" zginęło kobiet i dzieci, niż wojowników. Jasne, Indianie nie byli aniołami i są tu opisy mordów Indian na białych, ale to tylko pokazuje jak zaszczuci byli ci ludzie i jak z niemocy i beznadziei rodziła się przemoc, która była tylko bezsilnym aktem zemsty. Nie zostało im nic więcej. Must have każdej osoby interesującej się Dzikim Zachodem. 9/10. "[...] Masakra nad Wounded Knee złamała resztki ich woli, a religia, która przez krótką chwilę wzbudziła w nich nadzieje na powrót do lepszego życia, samoistnie wygasła. Zrozpaczeni i pozbawieni wszelkich złudzeń, dawni władcy Wielkich Rownin zapadli w swoich rezerwatach, gdzie czekały ich już tylko beznadzieja, wstyd, bieda i alkoholizm."
Remmarc - awatar Remmarc
ocenił na94 miesiące temu

Cytaty z książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Orda. Jak Mongołowie zmienili świat


Ciekawostki historyczne